Friday, February 3, 2017

Związki zawodowe. Przyjaciel czy wróg?

     Rozkręciłem lodówkę i zamówiłem nową część. Mam nadzieję, że będę mógł ją skręcić z powrotem. A może nawet ważniejsze, czy uda mi się ją poskładać bez zostawienia jakiś śrubek czy innych drobnych części.
    W pracy jak zwykle związki zawodowe wyprowadzają mnie z równowagi. Większość mam pod kontrolą. Metalowcy są jednak wrogiem numer 1.
W poprzednim tygodniu zamówiłem duży, bardzo drogi dźwig. Zamontować mieliśmy nowe belki stalowe na naszej autostradzie. Operacje te musiały odbywać się w nocy z powodu lokalizacji dźwigu i zamknięcia części dróg. W piątek zdałem sobie sprawę, że we wtorek może padać deszcz. Oni nigdy nie pracują w takich warunkach. Jak tylko zacznie kropić, odchodzą do domu. Jeżeli pojawią w pracy i już pada deszcz, muszę im zapłacić za jedną godzinę, czyli w nocy około 200 dolarów. Jeśli bym im powiedział dzień wcześniej, żeby nie przychodzili bo będzie padać, muszę im dać po dwie godziny, czyli 400 dolarów na łebka. Tu zaczyna się ich popieprzona inteligencja. Jak przychodzą, płacą za benzynę, przejazdy przez mosty, tracą czas a ja im daje jedną godzinę. Jak nie muszą tego wszystkiego robić i mogą smacznie spać, to muszę im płacić podwójnie. Logika!
    No ale ja o tym wszystkim wiem. Zaproponowałem im więc coś co mogło ich zadowolić. W jeden dzień mogli pracować w dzień. Powiedziałem żeby przyszli w poniedziałek w dzień. O 15-tej poszli do domu. Wrócili o 22-iej, na następną zmianę. Wiem, że na tym stracę, bo za to muszę płacić im podwójnie, ale nie stracę dnia pracy. Dla mnie ważne jest zakończenie tej części budowy. Następnie  we wtorek mają dzień wolny. Mają wrócić na środę, czwartek, piątek wieczór.
     W ten sposób, pracują nadal pięć dni w tygodniu a w nagrodę, płacone mają za sześć. Nie było żadnych protestów. Wykonaliśmy prace. Po zakończeniu wszytkiego, w środę następnego tygodnia otrzymali czeki. Godzinę później zadzwoniły związki zawodowe, z oskarżeniem, że wykorzystuję metalowców. Oszukałem ich o caly dzień pracy, „zabraniając” im pracować we wtorek. Według ich przepisów, muszę każdemu zapłacić po dwie godziny. Bo chociaż padał deszcz, to nie pozwoliłem im przyjść do pracy. Brygadzista musi otrzymać cały wtorek, czyli osiem godzin. Facet w ten sposób w ciągu pięciu dni dostał wypłatę za siedem.
Ja powiedziałem, żeby wsadzili sobie te przepisy do swojego grubego tyłka. Mój szef jednak nie ma kręgosłupa i zawsze się poddaje, twierdząc, że lepiej z nikim nie zaczynać, bo będą mu szkodzić na przyszłość. Tak jakby teraz z nim współpracowali.
Oczywiście to jego pieniądze, nie moje, ale mnie zalewa krew. Jak nieraz płacę mojemu młodemu inżynierowi dodatkowe godziny to on ze mną walczy, że niesłusznie. Wiedząc, że ten młody człowiek jest oddany firmie i jego zarobki to połowa tego co zarabiają metalowcy.  Jest to jeden z powodów żeby jak najszybciej odejść na emeryturę. Jeszcze przed atakiem serca.
Nie muszę dodawać, że każdy z nich obklejony jest nalepkami z nazwiskami Obamy lub Hilary Clinton. Ich motto to: właściciele firm mają za dużo pieniędzy i powinni nauczyć się dzielić z nimi, biednymi robotnikami. Czy ktoś w Polsce pamięta te czasy, kiedy my wszyscy dzieliliśmy się z kominstami naszymi pieniędzmi (raczej naszych rodziców). Czy też wszyscy już o tym zapomnieli! Tutaj tylko trzeba dodać co to jest biedny robotnik. Każdy z nich ma na czeku, po zapłaceniu podatku, 2000 dolarów (mniej, więcej) tygodniowo. Po odejściu na emeryturę, będą otrzymywać ze zwiazków pensje w wysokości około 800 do 1000 dolarów tygodniowo. Oprócz tego mają odkładane pieniądze przez związki i jeśli ktoś przepracował około 25-iu lat, to suma ta jest większa niż jeden milion dolarów. Każdego roku otrzymują czek na wakacje i ta suma jest w okolicy 7000 do 10000 dolarów. Wszystko to jest opłacane przez tych okrutnych złodziei, kapitalistów.
    Ci biedni ludzie mają takie prace dzięki tym bogatym skurwysynom. Którzy ryzykowali nieraz całym swoim majątkiem, żeby założyć taką firmę. Którzy pracują siedem dni w tygodniu i będąc na wakacjach, siedzą cały czas na telefonie, rozwiazując problemy firmy. Nie tak jak my. Opuszczając dom, wyłączamy telefon i następne dni spędzone np. na plaży to tak zwane, mamy wszystko w dupie. 
   Są różne poziomy nienawiści bogatych. Związkowcy, zarabiają bardzo duże pieniądze ale nienawidzą szefa, który ma więcej. Ale życie jest sprawiedliwe. Jakiś tam jego sąsiad, nienawidzi go, bo ma ładniejszy dom. I jak tylko będzie mógł, to zadzwoni na policję, że sąsiad zachowuje się za głośno, albo wynosi śmieci w nieodpowiednim czasie.
    Ale tego z biednym domkiem też nienawidzą. To ludzie, którzy żyją w blokach na ulicy obok. Patrzą na takiego burżuja i mu źle życzą. I tak dalej. 
Czemu nie zajmiecie się wszyscy sobą? Wziąść się w garść. Zaciągnąć rękawy i dojść do czegoś samemu? Przestać patrzeć na ręce i kieszenie innych.
Myślę że byłoby to sprawiedliwe!


      Fotografia to moja pasja i uwielbiam przyglądać się tym wyjątkowym. Niektóre z powodu pięknych widoków. Inne z ciekawej sytuacji. I te które pokazują fascynujące fakty.
    Kilka wyłapanych z internetu.

1500-letni dąb w Południowej Karolinie.

Zestaw przedmiotów na polowanie na wampiry z 1800 roku.



Tajemnicze jezioro które pojawiło się w ciągu jednej nocy w centrum pustyni w Tunezji. Jest głębokie na 10 metrów.

Okinawa, Japonia to miejsce gdzie żyje 450-iu obywateli w wieku powyżej 100 lat. 


Jak pięknie można wkomponować w naturę budynki czy nawet instalacje militarne. Poniżej Szwedzka baza morska.


Lub połączenie między Danią i Szwecją. Most, który zamienia się w tunel.


Sztokholmskie metro, wyglądające jak olbrzymia jaskinia.


Czy ktoś, kiedyś zastanawiał się gdzie kończy się Mur Chiński? Właśnie! 


Na jak długo wystarcza wam 60 W żarówka? Ta poniżej, świeci się w budynku straży pożarnej Livermore, California już ponad 113 lat! 


Żółw odpoczywąjcy na płynącej meduzie.


Olbrzymi kamień w pozycji niemożliwego balansu. Znajduje się w pobliżu Valtoli w Finlandii.


Miasteczko Haid Al-Jazil w Jemenie. Można wyobrazić sobie ciekawsze położenie?


Na wyspie Mackinack w stanie Michigan od 1898 roku, czyli prawie od początku powsatnia pojazdów mechanicznych, wyszło prawo, że używanie ich jest zabronione.


Skały wystające z oceanu? Coś z filmu fantastycznego? Nie. To wieloryby humbaki w czasie pożywiania się.


Niesamowity wrak samolotu z drugiej wojny światowej na wybrzeżach Walii.


14-go Listopada 2016 roku księżyc w pełni znalazł się najbliżej ziemi od 70-ciu lat.


Na zakończenie kilka z nielubianej zimy. Chyba najpiękniejsze zdjęcia powstają w czasie tego sezonu.
Latarnia morska na jeziorze Michigan.


Także nad tym jeziorem, oblodzone drzewo.


Inne piękne zdjęcie. Popękana tafla lodowa.


Zamrożone fale na jeziorze Michigan. 


Oblodzony statek.


Lub zamrożone bąble powietrza.


Góry lodowe o pięknych kształtach lub kolorach.



Pokaz potęgi zimy. Zaskoczona przez mróz żaba i ryby.



Ostatnie. Pies spacerujący po idealnie przezroczystym, zamrożonym jeziorze.




Tuesday, January 31, 2017

Humor na rozweselenia dnia

 W Nowym Jorku pada śnieg. Nie przepadam za jego usuwaniem. Lepiej jednak nie narzekać, bo zima ta potraktowała nas ulgowo. Dopiero trzeci raz pada i to w małych ilościach. Oczywiście został jeszcze cały luty i marzec, który nieraz okazuje się gorszy od zimnych miesięcy. Widać jednak bliski koniec.
    Wczoraj udało mi się zamontować filtr do wody. Nie mogłem znaleźć żadnego połączenia dwóch rurek, ale wyszukałem dodatkowe rurki, które skręciłem w jedną i wszystko gra. Oprócz może tego, że pod umywalką w kuchni znajduje się kłębowisko  rurek. Wypróbowałem wodę i jestem w małym szoku. Piłem wodę z kranu i nie miałem z tym problemu. Teraz nalałem wodę z filtra a w drugiej szklance normalną z kranu w łazience. Nie do uwierzenia, jaka to różnica. W tej z kranu wyraźnie można wyczuć zapach chloru w przeciwieństwie do tej z filtra. Naprawdę duża różnica i polecam to każdemu. Bardzo mało wysiłku przy instalacji a niesamowita różnica w jakości wody.
    A teraz na rozweselenie, trochę humoru. Starszego i nowego, ale dobrego na rozpogodzenie dnia.

    Dwóch studentów rozmawia po egzaminie:
- Ty, co napisałeś na pytanie: „Po co jest zgrubienie na końcu członka?”
- Napisałem że po to, by sprawić większą przyjemność dziewczynie.
- E, to ja pewnie mam źle....
- A co napisałeś?
- Żeby się ręka nie ześlizgiwała....

    Normalna katolicka rodzina. Pewnego dnia ciszę przy obiedzie przerywa 10 letnia córka, oświadczając poważnie:
- Nie jestem już dziewicą.
Po tych słowach zapada całkowita cisza. Pozbierawszy się ojciec mówi do matki:
- Ty tu jesteś winna! Jesteś dziwką! Ubierasz się frywolnie, że faceci oglądają się za tobą i gwizdają!
Do starszej 20-letnie córki krzyczy:
- I Ty też tu jesteś winna! Też jesteś dziwką! Bzykasz się z pierwszym lepszym kolesiem na naszej sofie, kiedy tylko wyjdziemy z domu i to na oczach siostry!!
    Na to wściekła matka wrzeszczy na ojca:
- Zamknij się! To właśnie ty powinieneś uważać co mówisz. Wydajesz pół wypłaty na kurwy! A odkąd mamy kablówkę, cały czas oglądasz pornole! Że już nie wspomnę o twojej szmatławej sekretarce!!! 
Aż wreszcie pełna zwątpienia matka zwraca się do córeczki:
- A jak to się stało skarbie? Zostałaś zgwałcona czy wydmuchał Cię kolega z klasy?
    Mała patrzy dużymi oczami na matkę i mówi:
- Ale mamo, pani zmieniła mi rolę w jasełkach. Nie jestem już dziewicą tylko pastereczką!!!


    Żona nie wie co kupić mężowi na urodziny. Po namyśle udaje się do sklepu zoologicznego. Pyta się sprzedawcy:
- Proszę pana, chciałabym kupić mężowi prezent na urodziny.
Sprzedawca wyciąga spod lady żabę. Żona zdziwiona pyta:
Ale co ta żaba robi?
- Doskonale ssie członka.
Żona kupiła prezent. Dała go mężowi. Po kilku dniach budzi się w nocy. Męża nie ma w łóżku, światło w kuchni zapalone i słyszy jakiś hałas. Idzie sprawdzić co się dzieje. Mąż siedzi z abą. Oglądają książkę kucharską. Żona pyta:
- Co robisz kochanie?
A mąż odpowiada pokazując żabę:
- Jak ona nauczy się gotować to Ty wypierdalasz!

   Do przedziału wagonu kolejowego wchodzą trzy osoby: kobieta, młody mężczyzna i ksiądz. Zaczyna się długa podróż, więc aby skrócić czas wszyscy wyjmują gazety. Traf chciał że takie same i zaczynają rozwiązywać krzyżówkę. W pewnej chwili odzywa się kobieta.
- Czy ktoóyś z panów może wie co to może być: 7 pionowo, część ciała kobiety, na pięć liter, pierwsza „p”, ostatnia „a”.
- Pięta - odpowiada chopak.
- Czy ktoś z państwa ma gumkę? - pyta ksiądz.


Szkolenie BHP. 
Prowądzacy wypowiada się o ważności używania kasków ochronnych. 
- Musicie państwo dostosować się do tego przepisu. Kask ten może uratować wam życie. Byłem świadkiem wypadku, kiedy cegły spadły z budynku na przechodzącą parę. Chłopak został zabity na miejscu. Dziewczyna miała kask. Cegły spadły na nią a ona się tylko uśmiechnęła i odeszła.
- A jak się ona teraz czuje? 
- Dalej się uśmiecha!

Sunday, January 29, 2017

Big Island - czyli druga część filmu o Hawajach

     Zebrało się trochę prac domowych, czyli napraw. Byłem więc trochę zajęty i nie pojawiałem się często na blogu.
     Dobrze jest, jak wszystko wychodzi ale gorzej jak nie. W lodówce zepsuła się maszyna do robienia lodu. Próbowałem coś zrobić ale niestety. Zbyt skomplikowana. Będę nadal coś kombinował, ale nie myślę że bez rozmontowanie jej z lodówki da się coś naprawić.
    W łazience pękła uszczelka w szklanych drzwiach do prysznica. To udało mi się szybko naprawić. Ale przy okazji dostało mi się dokładne wysprzątanie i wyszorowanie łazienki.
    Dziewczyny prosiły o założenie filtra do wody. Nie trzeba będzie wtedy kupować dobrej wody. To nie znaczy że u nas jest zła, ale wymieszana z chemią. Jak wszędzie. I znow klęska. Zakupiony filtr ma inne połączenia niż moje. Będę musiał przejść przez sklepy i odszukać ich wspólne połączenie. Porozkręcałem wszystko i na próżno. 
   Elaine narzekała na komputer. Blokował się i wolno pracował. Wyszyściłem, pozmieniałem programy i udało się go przywrócić do dobrej formy.
    Posprzątałem też garaż. Tam złożone były wszystkie świąteczne dekoracje. Teraz leżą ładnie spakowane na półkach.
    A na zakończenie, skończyłem drugą część filmu o Hawajach. 
Dzięki Bogu mogę chodzić do pracy, bo można byłoby zapracować się na śmierć.


Monday, January 23, 2017

Tornada i burze

      Większość wiadomości obraca się wokół inauguracji nowego prezydenta oraz protestów tych, którzy nie są z tego zadowoleni. Dzisiaj nie będę o tym pisał. Załączę jednak dwa filmy z Youtube. Pierwszy to jeden z wielu, gdzie pokazują rozpaczających demokratów. Nie muszę dodawać, że sprawia mi to trochę przyjemności. Ja tak czułem się przez ostatnie osiem lat.


   Drugi to z naszym ulubionym ex-prezydentem Bill Clintonem. Trzeba mu przyznać, że mimo wieku trzyma się tych samych podstawowych zasad. A jest to zainteresowanie kobietami. Na tym filmiku widać jak przygląda się Ivance Trump. Prawie mlaska językiem. Lepsza jest jednak reakcja Hillary Clinton, kiedy zdaje sobie sprawę na kogo on się patrzy.

   Dzisiaj, przygotowujemy się na przyjście następnej burzy Północno-wschodniej. Kiedy przychodzą z tego właśnie kierunku, są bardzo groźne. Na szczęście nie jest zimno i deszcz nie zamieni się w śnieg. Ostrzegani jesteśmy przed bardzo silnymi wiatrami, do stu kilometrów na godzinę. Mam nadzieję, że się trochę pomylą.
Na południu kraju od soboty przechodzą przez tamtejsze stany olbrzymie wichury. Już 47 tornad powstało na terenach stanów Georgia i Mississippi. Teraz sunie to w kierunku Florydy. Wiatry spowodowały śmierć 18 osób. Wielu znalazło się w szpitalach i zniszczenia są olbrzymie. 




    Nieraz rozważam mozliwości przeniesienia się do innego stanu po przejściu na emeryturę. Powodem tego są nasze wysokie podatki, koszty życia ale także klimat. W starszym wieku wolę unikać zimnej pory roku. Jednak mieszkanie w tych cieplejszych stanach, przynosi ryzyko, którego tutaj nie mamy. California to możliwe trzęsienia ziemi. Całe południe to tornada, wichury i deszcze. Patrząc na to można stwierdzić, że nasze tereny są najbezpieczniejsze. Może tylko terroryści są poważnym zagrożeniem.

    Wczoraj udało mi się skończyć film z pierwszej części naszych wakacji. To była ta bardziej wypoczynkowa część wycieczki na wyspie Kauai. Załączam go poniżej.


Tuesday, January 17, 2017

Szaro, zimno i smutno

     Wakacje się skończyły i trzeba wrócić z powrotem na ziemię. Przykro, bo jest tu szaro, zimno i smutno. I nie mówię tylko o pogodzie. 
    W ten piątek odbędzie się inauguracja nowego prezydenta. Nikt i nic tego nie zmieni. Ale demokraci dalej nie potrafią się z tym pogodzić. Oprócz tego nie mają żadnej klasy i zachowują się jak zasmarkane dzieci z przedszkola. Kiedy Obama był zaprzysięgany na prezydenta, nie było idiotycznych protestów kongresmenów. Tym razem 27 demokratów będzie bojkotowało inaugurację Trumpa. Mój Boże, co my z tym zrobimy?  Dzięki temu zwolniły się miejsca dla tych, którzy chcą tam być. Musimy im za to podziękować.
    Jako członek partii republikańskiej, nie byłem zadowolony kiedy Obama został prezydentem. Tak jak i większość społeczeństwa należącego do mojej partii.
Zgodziliśmy się jednak z tym faktem. Przede wszystkim, nie mieliśmy innego wyjścia. Celem wszystkich była naprawa błędów jakie zostały popełnione i praca nad przyszłością. Okazało się, że to się powiodło. W tej chwili społeczenstwo wyraźnie opowiedziało się po naszej stronie. Mamy przewagę w Sejmie, Kongresie i o czywiście nowego prezydenta.   
       Śmieszne jest to, że nie ma znaczenia co Trump zrobi czy powie. Oni jak konie, założyli klapki na oczy i widzą tylko to co chcą zobaczyć. 
    Trump jest rasistą! Nie ważne jest, że co chwila spotyka się z przywódcami czarnych (wczoraj np. z wnukiem Martina Luthera King) i po każdym z nich spotykający się oceniają go jako człowieka który może zrobić dużo dobrego dla ich rasy. On zawsze będzie rasistą!
    On nienawidzi imigrantów. To że chce kontrolować granice kraju o tym świadczy. Nie może by inaczej. Nie jest ważny fakt, że jesteśmy zalewani nielegalnymi. Nieważny jest fakt, że inne kraje takie granice posiadają. Ważne, że on ich nienawidzi.
      Możemy tak prześledzić każdy problem ktory wiąże się z negatywnymi cechami o które oskarżany jest Trump. Za bogaty, nienawidzi kobiet, nienawidzi czarnych, nienawidzi ludzi hiszpanskiego pochodzenia, nienawidzi muzułmanów, kocha Putina, etc, etc, etc. 
     Gdyby na tym się protesty skończyły, nie byłoby na co narzekać. Każdy ma do tego  prawo. Ale tutaj sprawa się nie kończy! Wczoraj wysłuchałem nagrania w którym grupa skrajnych lewicowców, planowała wpuszczenie kwasu masłowego do systemów wentylacji. Omawiane są przeróżne ataki w celu zakłócenia lub zatrzymania inauguracji. Oni są w tym bardzo dobrzy. Wychodzi na protsest tłum spokojnych, porządnych kobiet. Dochodzą do miejsca gdzie nie mają pozwolenia wejścia i zbliżają się do kordonów policji. Tam, te spokojne, porządne kobiety zmieniają swój charakter na kilkanaście minut. Rzucają obelgi, prowokują w przeróżne sposoby policję aż do momentu ich reakcji. Wtedy zamieniaą się z poworotem w potulne niewiatsy i robią zdjęcia jak brutalna policja nowego prezydenta łamie prawa wolności i bije niewinny tłum kobiet. Z nimi idzie grupa prawników, którzy po areszcie załatwiają ich natychmiastowe zwolnienie a nawet w dobrej sytuacji można zasądzić rząd o kilka milionów dolarow za nie poszanowanie człowieczeństwa!
     Mam tylko nadzieję, że nie ma planu zamordowania Trumpa. Wielu ludzi tak uważa w co ja nie bardzo wierzę. Mam nadzieję, że tak nisko demokraci jeszcze nie upadli.
      Prawie każdego dnia znajduję wiadomości które są odpowiedzią na to jaki świat budują demokraci. Ustanawiając te wszystkie idiotyczne prawa równości i im podobne doprowadzją do absurdów. Straszne jest to, że nie widzę możliwości powrotu do normalności. Ta choroba posunęła się za daleko. Może jakaś amputacja by pomogła, ale nie jestem pewien czy znajdziemy odpowiedniego chirurga.
    Pracownica w jednym z oddziałów szkolnictwa w stanie Maryland odpowiadała na pytania dzieci,  na blogu tego wydziału. Jeden uczeń napisał życzenie zamknięcia szkoły  w jutrzejszym dniu. Zamiast tomorrow (jutro), napisał tammarow.
Ona grzecznie odpowiedziała, ok, ale wtedy kiedy byś się nauczył jak poprawnie napisać tomorrow?  Po kilku dniach została zwolniona z pracy za brak umiejętności w rozmowie z uczniami.
    Niedawno złapano czlowieka, który oskarżony jest o zamordowanie strażnika więzienia z Rikers Island. W 2001 roku przyjechał do nas z Trinidad na wizę turystyczną. Nie zamierzał jednak wracać. W nastepnę lata zatrzymywany był za różne drobne przestępstwa aż w 2005 poszedł do więzienia. Miał sfałszowane dokumenty. Dalej jednak twierdził że jest legalnie, bo się ożenił. W 2007 roku wypuszczono go na wolność i dalej nie deportowano. Demokraci bronią takich ludzi przed odesłaniem z powrotem do ich krajów. W październiku podpalił samochód swojej dziewczyny. Następnie zamordowoał Alastasie Bryan, która też była kiedyś jego dziewczyną. Ten człowiek wielokrotnie przechodził przez ręce prawa i dalej mógł tu zostać aż do momentu zamordowania niewinnej osoby. Teraz jest trochę za późno żeby go wydalić. Niestety takich przypadków są tysiące. Nie zawsze kończących się morderstwem ale nie pomniejsza to faktu, że musimy uważać, żeby nie okradł nas lub pobił, zgwalcił kobietę. Demokraci blokują prawa o natychmiastowym wydaleniu takich przestepców.
     Na zakończenie nie mająca nic wspólnego z tym tematem wiadomość. Czytałem artykuł o motocylkistach z East Village. Sławni Hell’s Angels. Mają oni klub w tej dzielnicy Manhattanu. 


Każdego dnia blokują jego okolice, żeby mieli gdzie parkowć swoje Harleye. Doprowadza to do konfliktu z mieszkańcami tej ulicy, którzy sami nie mają gdzie parkować. Pewnego dnia jeden z nich wyrzucił stojące tam pachołki i chciał zaparkować swoje auto. Z klubu wypadli jego członkowie i po krótkiej awanturze jeden z nich wyciągnął pistolet i postrzelił tego człowieka.
Historia jak wiele innych. Przyglądałem się zdjęciu aresztowanego i nic. Ale czytając doszedłem do nazwiska. Anthony Iovenitti. Tutaj się zatrzymałem. Zajęło mi chwilę, żeby skojarzyć sobie, że to mój dobry znajomy. 


Pracował dla mnie przez wiele lat. Jest operatorem ciężkich maszyn. Tak jak jego ojciec, który od dawna jest na emeryturze. Co roku wysyłamy sobie kartki świąteczne. Nigdy bym nie pomyślał, że on może coś takiego zrobić. Musiał się zmienić, bo znałem go jako spokojnego, grzecznego chłopaka. 

Monday, January 16, 2017

Aloha kākou czyli żegnajcie hawaje

   I tak jak we wszystkich innych przypadkach, przychodzi dzień wakacji, który jest ich ostatnim. Chociaż zawsze jest coś jeszcze do zobaczenia, miło jest wracać do swojego domu i myśleć, że przeżyliśmy niezapomniane chwile a za krótki czas będziemy planować coś nowego. 
       Początkowo chcieliśmy spędzić ten dzień na plaży. Tak też go zaczęliśmy. Przed wyjściem, zrobiłem zdjęcia przed naszym domkiem hotelowym.



Następnie przeszliśmy się po okolicznym wybrzeżu.






Udało nam się spotkać kilka tutejszych żółwi. 




Ten poprzedniego dnia.


Powróciliśmy na leżaki. Po chwili, zmieniliśmy swoje plany. Jeszcze jest czas żeby coś zrobić. Wyjeżdżamy na wschód wyspy, obejrzeć tereny tej nie sprawdzonej przez nas strony. Zamawiamy  ATV, czyli all terrain vehicles (pojazdy na każdy teren). Ja jadę sam a dziewczyny wolą razem. 
      Czekając na rozpoczęcie, przeszedłem się po okolicy. Domy mieszkalne nie różnią się dużo od pozostałych na wyspie. Większość z nich jest bardzo uboga. Tutaj jest przykład.



Ale za to, każdy jej mieszkaniec, może powiedzieć że mieszka na Hawajach. Okrągły rok ma piękną pogodę. A wokół domu rosną piękne palmy, kwitnące krzewy i na przykład drzewa cytrusowe.


      Zebrała się tam mała grupa ludzi. Po wysłuchaniu instrukcji i próbnej jazdy, wyruszamy w las.



 Droga jest dokładnie taka jak powinna być. Dziura za dziurą, olbrzymie kałuże wody i bardzo pochyłe zjazdy i podjazdy. Otacza nas przepiękny las z drzew eukaliptusowych. Wygladają podobnie jak nasze sosny. Są troche wyższe i nie mają kory. Dowiadujemy się, że chociaż tu jest cały czas ciepło, drzewa wiedzą że jest zima i zrzucają korę, która pojawia się ponownie na wiosnę.
Niestety nie mam stąd dużo zdjęć. Prowadząc ten pojazd, nie byłem w stanie zrobić zdjęć. Robiłem je tylko na przystankach. Mieliśmy ich kilka.


     Wsiadamy na ATV i następny odcinek. Tym razem podjeżdżamy pod mały wodospad. Wzięliśmy gacie do kąpieli. Mówili nam, że woda w zbiorniku pod wodospadem ma przez cały rok tą samą temperaturę dwudziestu dwóch stopni Celsjusza. Na zewnatrz jest chłodno i nikt z całej grupy nie decyduje się wejść do wody. Oprócz młodej dziewczyny z chłopakiem i oczywiście ja nie odpuszczę.
      Nie wiem jaka była temperatura ale nakrzyczałem się przy wejściu. Myślę że nie miała więcej niż 10 stopni. Lodowata. Musiałem wejść w sandałach, bo pod wodą ostre skały. Dopłynłem szybko pod wodospad. Wyszedłem na chwilę. Połaziłem po skałach i szybko powróciłem do miejsca startu.





    Nie było się gdzie przebrać, wracałem więc w mokrych kąpielówkach. Przystajemy na stoku góry, skąd mamy dokładny widok na widzianą poprzednio z daleka, piękną przełęcz i zatokę. Tam znajduje się wioska w której tubylcy mieszkają jak ich przodkowie. Nie ma światła, kanalizacji i tylko jedna droga z ubitego piasku, która łączy ich z cywilizacją. Przepiękna plaża ale nie ma na niej nikogo. Na   Hawajach, wszystkie plaże są publiczne. Jest prawo, które mówi, że jesli ktoś zakupił tereny nad oceanem (np. hotel czy osoba prywatna) to chociaż jest on właścicielem tej plaży, musi ją udostępnić dla wszystkich chętnych. Hawajczycy jednak mają wiele takich, które nie reklamują, więcej, ukrywają przed turystami. Wszędzie są napisy nie przechodzić, tereny prywatne. Jeśli jednak ktoś tam przejdzie, to okazuje się że nie mają prawa go zatrzymać.






     Tak kończy się nasza wycieczka. Może poza ponownym obejrzeniem cudownego zachodu słońca. Zdjęcia z różnych dni.





Reszta to pakowanie, przeloty, przejazdy. Nic ciekawego. Warto pokazać zdjęcie lotniska. Przyzwyczajeni startować z olbrzymich amerykańskich portów lotniczych, zaskoczeni byliśmy tym na Hawajach. To jest jego całość.


Później wychodzi się przez metalową bramkę i po schodach wchodzi się do samolotu. Ważne, że tym razem nie zgubili nam walizek. W domu powitał nas śnieg i zimno, co nie jest bardzo miłe po pobycie w ciepłych krajach.
     Jeżeli miał bym komuś doradzić (tak też zrobiłem, bo kilka osób miało plan odwiedzić Hawaje) to odradzał bym wszystkim, którzy jadą na odpoczynek i plaże. Przede wszystkim za drogo i można znaleźć wiele innych miejsc z lepszymy warunkami. Natomiast dla tych, ktorzy lubią naturę, aktywny wypoczynek, przygodę, mogę spokojnie te wyspy polecić.