Tuesday, September 27, 2016

Wypadek

    Wczoraj w nocy na budowie kolegi w naszej firmie Tully, zdarzył się kolejny przykry wypadek.
Niestety ale jesteśmy wielokrotnie wystawieni jak kaczki na otwartym polu i stajemy sie łupem pijaków lub wariatów za kółkami samochodów. 
    Kiedy moi znajomi pracowali na wyłączonym z ruchu oddcinku autostrady, wpadł na nich pędzący mercedes. Najpierw uderzył w poboczny znak drogowy, odbił się od betonowej barriery, uderzył w rusztowania na których stali pracownicy. Czterech z nich spadło na drogę poniżej.
Następnie uderzył w duży generator oświetlający budowę. Ten przesunięty został o 80 metrów i wpadł w stojącego tam operatora maszyn, przyciskając go do ściany.
    Cztery pijane osoby wyskoczyły z samochodu i zaczęły uciekać. Dwie osoby zostały złapane przez brygadzistę i jednego z pracowników. Dwie inne uciekły. W tej chwili nie wiadomo który z nich kierował.
    Na szczęście wszyscy robotnicy po sprawdzeniu w szpitalu zostali wypuszczeni z drobnymi obrażeniami. Operator został tam i jest w stanie krytycznym.
To już niewiem który z kolei wypadek w tym roku, gdzie nasi pracownicy doznają poważnych obrażeń i nie z powodu naszych zaniedbań. Zostało mi kilka lat do emerytury. Trzeba trochę uważać, żeby dotrwać.
Zdjęcia z wypadku. Zniszczony Mercedes oraz wbity pod naszą ciężarówkę na której się zatrzymał.






Saturday, September 24, 2016

Tylko humor

Mąż do żony:
 - Kochanie, wiem że zbliżają się Twoje urodziny, możesz mi podsunąć pomysł co do prezentu?
- Chcę rozwodu!
Chwila ciszy.
- Ale ja nie zamierzam aż tyle wydać...

Żona wraca po urlopie do domu i widzi, że w mieszkaniu nie ma ani jednego mebla, a na podłodze leży pijany mąż.
- Kazik, gdzie są meble?
- Sprzedałem.
- Jak to sprzedałeś? A gdzie pieniądze?
- W worach.
- Jakich worach, gdzie one są?
- O tu. Pod oczami.

Małżonek wraca cichaczem, późno do domu.
- Która godzina? - pyta zaspana żona.
- Dziesiąta - odpowiada mąż.
- Tak? Słyszę że właśnie bije pierwsza...?
- No przecież zera nie może wybić, kochanie...

Niedziela, obiad rodzinny, zupa. Nagle żona wylewa zupę na nową sukienkę. Patrzy na brudną sukienkę i mówi do męża:
- Popatrz kochanie, jak ja wyglądam! No jak świnia!
A mąż na to:
- I na dodatek wylałaś na siebie zupę...    

W nocy Kowalski wraca pijany do domu. Żona śpi, w sypialni jest zupełnie ciemno. Kowalski przez chwilę obija się o meble, w końcu zdenerwowany woła:
- Ty, Zocha! Zacznij narzekać, bo nie mogę znaleźć łóżka!

Żona wpada roztrzęsiona do domu:
- Wyobraź sobie - mówi do męża - na ulicy nagle wpadamy na siebie z Baśką...
- Nie obchodzą mnie wasze babskie sprawy - przerywa jej małżonek.
- Jak uważasz, ale według lakiernika auto będzie gotowe dopiero za tydzień.

Córeczka budzi się o trzeciej w nocy i prosi:
- Mamo, opowiedz mi bajkę.
- Zaraz wróci tatuś i opowie nam obu...

Idzie Czerwony Kapturek przez las. Nagle z krzaków wyskakuje wilk - stary zboczeniec i się drze:
- Ha Ha Kapturku, nareszcie cię pocałuję tam, gdzie nikt cię nigdy nie całował!
Kapturek patrzy na niego zdiwiony i mówi:
- Chyba kurwa w koszyczek...

Kapitan czołgu pyta swoją nową załogę. Co jest najważniejsze w czołgu?
Pierwszy woła - działo. Drugi - pancerz. Następny - radio.
Wszyscy pieprzycie głupoty. Najważniejsze jest nie pierdzieć!

Kobieta pisze list do lekarza.
Pomocy. Mój mąż gwałci mnie w każdej pozycji, o każdej porze dnia. Przy praniu, w kuchni, kiedy oglądam telewizję... Jest niezmordowany! Co mam robić? 
ps. Przepraszam za niewyraźne pismo.   

Sunday, September 18, 2016

Rajd motocyklowy

    Co roku o tej porze, zawsze w niedzielę, z ulicy obok dochodzą nas warczenia i chałas silników motocyklowych. Dzisiaj postanowiłem wyjść i sfilmować ten przejazd. Jest to organizowane już 15 lat i zbierane są fundusze na różne cele charytatywne. Nie znam dokładnie sczegółów. 
   Ja nie jestem z tych co lubią jeździć na tych maszynach. Ale z pewnoscią są inni, którzy to uwielbiają i widać, że mają z tego dużo przyjemności.
    Nie mam pojęcia ile motcyklów przejeżdża w ten dzień, ale są ich setki. Nie mam początku, bo nie wiedziałem o której godzinie mają jechać. Dopiero po ich usłyszeniu wyszedłem na ulice.




Saturday, September 17, 2016

Zion Park

Jest już noc, ale posiedziałem dłużej, żeby skończyć film o Zion Park. Nie ma tyle przygód jak pierwsza część w Bryce Park, ale chciałem pokazać piękno tego miejsca. Mam nadzieję że się udało. Byliśmy tam trochę za krótko i nie miałem zbyt dużo materiału.
    Tak więc Zion Park.



Thursday, September 15, 2016

Samobójca

 Wczoraj ponownie mieliśmy interesujący dzień na naszej budowie i to nie z naszego powodu. 
Na most, który dochodzi do autostrady i naszej budowy, wspiął się jakiś ku ku man i straszył wszystkich że z niego skoczy. Jak zwykle w takich wypadkach (Ci co mają problemy i chcą popełnić samobójstwo, nie bawią się w taki cyrk!) pocudował trochę na szczycie mostu i po trzech godzinach dał się stamtąd ściągnąć.
      Nie wiem o czym tam rozmawiał z policją, ale pod koniec odebrał od nich karteczkę, na której ratownik coś tam wypisał. Prawdopodobnie, że nie pójdzie do więzienia. Zaraz po tym zrezygnowa z cyrku. Zakuty w kajdanki, spuszczony został na linach.
    Kosztowało to miasto, czyli nas kupę pieniędzy. Wszystkie okoliczne drogi zostały zamknięte i ludzie siedzieli długie godziny w korkach. Najgorsze, że policjanci musieli ryzykować życiem dla tego czubka. 
Teraz wsadzą go do więzienia i za kilka tygodni, jakiś liberalny sędzia wypuści go na wolność. Oczywiście wytłumaczy to tudną sytuacją delikwenta i jeszcze mu okaże wyrazy współczucia z powodu jego trudnego życia. 


Saturday, September 10, 2016

15-ta rocznica 11-go września

        Jutro jest następna rocznica 11 września. Dla większości to 15 lat, dla mnie trochę mniej. Dzień w którym się wydarzył atak na WTC przedłużony był o wiele miesięcy. Dni które spędziłem przy odgruzowywaniu Strefy Zero. Wiele z nich była spokojna, wypełniona pracą, inne przynosiły dramatyczne chwile, w których odkrywaliśmy zwłoki tych którzy tam zginęli. Dla większości, dzień ten jest smutnym wspomnieniem najtragiczniejszego dnia w historii tego kraju. Dla mnie są to chwile o których próbuję zapomnieć i usuwam je z mojej pamięci. Nikt nigdy nie zrozumie tych co przeżywają inni takie chwile. Bo jak można nawet zbliżyć się to ludzi co przeżyli horror drugiej wojny światowej, dla tych którzy przeszli przez obozy koncentracyjne. Ludzie potrafią zapominać, blokować wspomnienia z tych dni. Ci mają łatwiej. Potrafią z tym żyć. Są też tacy, których obrazy przeżytych chwil prześladują przez całe życie. Wielu nie potrafi tak egzystować i kończy swoje życie.
     Ja jestem z tych szczęśliwych, którzy to potrafią. Wszystko to co tam oglądałem zostało odsunięte w zakamarki mojej pamięci. Jeżeli o tym myślę, to widzę to przez zamgloną szybę. Zdarzają się jednak chwile, kiedy obrazy wracają bardzo wyraźne. Nie są to przyjemne momenty. 
    Minęło tyle lat, a ja jeszcze nie zdecydowałem się na wejście do budynków Muzeum WTC. Nieraz myślę, że warto by było tam zajść. Jest tam przecież dziesiątki przedmiotów ze Strefy Zero które ja wydobyłem i uratowałem. Jedyna ocała szyba z 82-ego drugiego piętra, stoi w jego centrum. Razem z opisaną historią jej wydobycia i przechowania a także moim nazwiskiem. Podobno raz na kilka tygodni, jakiś mężczyzna opowiada dokładnie jej historię. Nie wiem jak dokładnie, bo nigdy mu jej nie przekazałem.
      Dzisiaj byłem na placu przed nową Freedom Tower, gdzie spotkałem ekipę Telewizji Polskiej. Tam też udzieliłem krótkiego wywiadu. Z tego co wiem ma być to nadane w głównym wydaniu wiadomości, w niedzielę wieczorem (jutro, 11 września), oczywiście program TVP 1.
To jest jedyna okazja, przy której udaję się w to miejsce. Chyba, że odwiedza mnie rodzina i razem tam dojeżdżamy. Mimo wszystko zwiedzają je sami a ja wyczekuję na zewnątrz.
    Także dzisiaj. Zaraz po rozmowach, wróciłem do domu. Jutro dzień ten, jak każdą inną rocznicę, będę spędzał spokojnie w gronie mojej rodziny. Wspomnę o tych którzy tam zginęli, życząc wszystkim innym, żeby nigdy nie musieli takich dni przeżywać. Szczęśliwy, że nie przydażyło się to nikomu z moich bliskich.

Thursday, September 8, 2016

Trzy wojny

  Za dawnych czasów wojny były jedyną metoda przejęcia władzy nad innym krajem. Historia mówi nam, że nawet po wygranych wojnach, wcześniej czy później, zniewolone kraje odzyskiwały wolność. Czasy się zmieniły. Okazuje się, że mogą być inne metody zniewolenia i wykorzystywania innych narodów.
      Pierwszy przykład to nasz kraj i o tym już pisałem. Walczyliśmy setki lat, przegrywaliśmy i wygrywaliśmy wojny. Teraz bez żadnego militarnego zaboru inne kraje panują nad nami ekonomicznie. A przecież o to chodzi. Po to prowadziło się wojny. Nie po to żeby zabić tysiące ludzi ale żeby przejąć maksymalne ilości bogactw pokonanego kraju.
Wszystkie banki, fabryki, wielkie przedsiębiorstwa należą do Niemcow i przedstawicieli innych krajów europejskich. Wszystkie zyski wyworzone są poza granice polski.
    Drugi przykład to Ameryka. Kraj który przewodził całemu światu. Militarnie, ekonomicznie, i w każdej innej dziedzinie. Z dnia na dzień zostaje w tyle za innymi.
Dlaczego. Ten kraj nie ma już żadnych zasad i wartości, które kierowały naszym życiem w minionych latach. Nie ma szacunku dla starszych, żołnierze po powrocie do cywila, traktowani są gorzej niż nielagalnie imigranci, religia (szczególnie katolicka) jest przeganiana w kąt jak nieposłuszne dziecko, rząd ma większe prawa w wychowaniu dzieci niż rodzice, nawet prezydent wypowiada się że nie jest ważne być najlepszym i wyjątkowym, nie liczy się twój talent i praca ale jakiego koloru jest twoja skóra, trąbione i chwalone są hasła że nie musisz ciężko pracować lub być zdolnym ale masz prawo do tego samego co Ci, którzy wylewają pot, żeby coś w życiu osiągnć. A jeli oni nie chcą się z Tobą dzielić to tylko dowód, że są obrzydliwymi kapitalistami i potwierdza Twoje racje! Prezydent zwalnia z więzień handlarzy narkotyków, ale za niezapłacenie podatków siedzisz w więzieniu do końca. 
    Kraj ktróry walczył z komunizmem, socjalizmem, sam zostaje zjadany przez ten wirus i podobnie jak w pierwszym przypadku, bez żadnej wojny. W Rosji musiała odbyć się rewolucja. Podobnie w innych krajach komunistycznych. Tutaj przechodzi to bez bólu. 
     Szkoły opanowane są przez liberałów, socjalistów. Przez kilkanaście lat pakują w mózgi naszych dzieci te idiotyczne ideologie. Kiedy młody człowiek opuszcza progi uczelni, jest całkowicie przekręcony na ich stronę. Tak było z moją córką i innymi młodymi ludźmi z którymi mam doczynienia. 
    Elaine musi wziąść Angielski w obecnym semestrze. To powinno być związane z angielską literaturą. Zaraz na pierwszym wykładzie, wykładowca mówił tylko o sprawach, które powinny być nielegalne. Szkoły powinny być niepolityczne. A ten walnął kazanie o wyższości komunizmu nad innymi systemami. Także o wielkości i wspaniałości obecnego prezydenta Obamy. I tak dalej. Jeżeli ktoś ma inne zdanie, to musi siedzieć cicho (przygryzając język), bo może oblać egzamin i zmuszony jest do wypisywania tych samych kłamstw i głupot, które on wygłasza. Nie na tym polegać powinien nasz system nauczania.
      Prasa jest także przez nich opanowana. No i najważniejsze. Dlaczego komunizm miał pełną władzę w naszych krajach? Wszystko należało do rządu. Od decyzji na temat naszego życia do miejsc pracy. Na to samo zmienia się Ameryka. Już 50% społeczeństwa pracuje dla rządu. A oni cały czas chcą tą liczbę powiększać. W ten sposob nas od siebie uzależniają. Coś Wam się nie podoba, damy podwyżki i już nie ma problemu. Jak pies który dostanie mięso zamiast suchego żarcia, merdamy ogonkami i cieszymy się z faktu, że życie jest piękne. Wszyscy są szczęśliwi. Podskakujesz za wysoko, dostajesz bilecik i szukaj sobie innej pracy, a tych będzie coraz mniej i na pewno nie tak płatnych i lukratywnych jak rządowych. Nie potrzebny jest policyjny terror. Wystarczy ekonomiczna zależność. Nikt się nie przejmuje faktem, że taka sytuacja nie może istnieć w nieskończoność. Produkowanie pieniędzy nie wystarczy na uratownie ekonomii. Tak jak w Polsce, Rosji, dojdzie do momentu kiedy obudzimy się ze snu i otwierając oczy znajdziemy puste półki w sklepach.
    Przejrzyjcie sobie ostatnie wydarzenia. Jak tylko coś się dzieje złego w świecie demokratów, to przypadkowo zaczyna się coś innego, na co zwraca się uwaga spoleczeństwa. Nikt już nie mówi o kłamstwach Hilary Clinton lub innych podobnych. Oglądamy telewizję, gdzie czarni spalają samochody, bo niezadowoleni są z rasizmu policjantów. Dla śmieszności, wielki procent policji to też czarni. Ale na to nikt nie zwraca uwagi. Teraz społeczeństwo oburza się na brutalną policję. 
    Ostatni przykład jest najgroźniejszy. Walka między religiami sięga początków naszej cywilizacji. Zwycięstwa były tymczasowe i po wszystkich stronach. Trzeba przyznać, że muzułmanie wymyślili sobie idealną drogę do pełnego zwycięstwa.  Od dziesiątek lat to robią i z wielkim sukcesem. Zresztą widziałem to na własne oczy w Afryce. Przeprowadzają grupy swoich wiernych do innych krajów. Coraz więcej i więcej. Następnie różnymi metodami kupują lub zmuszają tubylców na przejście na ich wiarę. W Kenii budują szkoły, gdzie można mieć za darmo edukację, ale trzeba zmienić wiarę na islam. Przy braku szkolnictwa w biednych krajach, wielu się na to decyduje. 
     Rozmnażają się też jak króliki. Wpuścicie do Polski 5000 to znaczy że 2500 małżeństw zrobi po 6 do 8 dzieci. Za 15 lat mamy juz 25000 muzułmanów.
Nie muszę dalej liczyć, żeby pokazać, że Europa w ciągu kilkudziesięciu lat będzie całkowicie przez nich opanowana. I nawet to mógłbym przyjąć do wiadomości. Problem jest w tym, że nie jest to tolerancyjna religia. W momencie, kiedy stają się większością, zaczynają zmuszanie innych do życia według ich praw i zasad. Kiedy stają się olbrzymią wiekszością, nie masz wyjścia. Albo zmienisz religię na islam, albo zejdziesz z tego świata i dobrze jeśli bez tortur.
     Te wszystkie trzy wypadki nie malują nam przyszłości świata w różowych kolorach. Moje szczęście, że tego nie dożyję. Przykro patrzeć na to, jak pokorne owieczki zgadzamy się z tym stanem. A jeśli się nie zgadzamy i stoimy wśród tłumu krzycząc pomocy, obudźcie się, to reakcją tłumu jest pukanie się po głowie i nazywanie nas wywrotowcami, wariatami. Siebie nazywają ludźmi z charakterem, uczuciami, myślącymi i dbającymi o innych. My jetseśmy ich przeciwieństwem. Trudno nawet z tym dyskutować jest tak absurdalne. Dla nich życie jest najważniejsze, dlatego mordercy nie można skazać na karę śmierci, bo on też jest człowiekiem. Och, zapomniałem, że Ci sami ludzie uważają że usuwanie ciąży, nawet w ostatnich miesiącach nie jest niczym złym. Tam nie ma żadnego życia. 
    To są Ci sami ludzie, ktorzy okładają nas podatkami i każą dzielić się z innymi. Dziwne, że nie wezmą swoich pieniędzy i oddadzą biednym. Przecież takie są ich idee. Można łatwo znaleźć w internecie jak dorobili się oni bogactwa będąc politykami oraz, że często oszukują i nie płacą podatków. Drobny przykład. Chesea Clinton, która jeszcze niedawno była w szkole, pracując dla innych ma już odłożone 15 milionów dolarów. Dlaczego? Łatwo się domyśleć, że ma tyle płacone z powodu jej rodziców i ich kontaktów. Nie będę się na ten temat rozpisywał bo to temat morze, ale jeszcze jeden przykład. Rodzina Kennedych, znana na całym świecie jako korzenie demokratycznej partii. Oni też wzywają zawsze o podwyższenie podatków. Okazuje się, że olbrzymie posiadłości jakie posiadają, przekazywane są z pokolenia na pokolenie poprzez fundusze powiernicze i w ten sposób nie płacą za nie żadnych! podatków.
    Co nam więc pozostaje? Chyba nie dużo. Ja dalej będę stał i krzyczał o obudzenie się reszty. Nie wygląda że to coś pomoże. Może tylko myśl, że odchodząc z tego świata będę mógł to zrobić z czystym sumieniem. 

Monday, September 5, 2016

Bryce Park

Zrobiło się już ciemno a jutro do pracy. Dzisiaj wyskoczyłem do Ewy i Georga na kilka piw i kąpiel w basenie. Prawdopodobnie to już ostatni raz w tym roku, chociaż pogoda na następny tydzień wygląda lepiej niż można było przewidzieć. Bezchmurnie i temperatury do 35 stopni Celsjusza.
    Posiedziałem trochę w ostatnie noce i skończyłem pierwszą część filmu z naszej wyprawy. Ta jest z Parku Bryce Canyon Park oraz Escalante Park w którym szukaliśmy tych małych kanionów (slots) a  w jednym z nich (Spooky), przeżyliśmy groźne momenty.


Saturday, September 3, 2016

Labor Day weekend

   Ten weekend jest trochę dłuższy, ponieważ w poniedziałek mamy święto. Labor Day, dzień pracownika. Chyba można go porównać do polskiego Pierwszego Maja, chociaż oficjalnie dzień ten nie ma nic wspólnego z komunizmem. 
      Ja twardo nie poddaję się z pracami w domu. Dzisiaj skończyłem zmiany wokół jacuzzi po jego naprawie.
Tak wyglądało to miejsce miesiąc temu


a teraz po skończeniu.


   Zabrałem sie też za film z naszego wyjazdu do Utah. Jest to żmudna praca. Bardzo dużo materiału. Szkoda mi zawsze kasować te części których nie użyję do filmu. Niestety jest tego dużo. Celem jest zrobienie czegoś dość krótkiego. Od 10 do 15 minut. Filmu jest na kilka godzin. Zawsze jednak probuję to bardzo skrócić, bo kto by chciał oglądać te filmy, jeśli trwały by godzinę! 
     Wracam więc do pracy. Może uda mi się coś wypłodzić.

Tuesday, August 30, 2016

Szczęście w nieszczęściu!



Po wakacjach praca na pełnym biegu. Nistety przyniosło to idiotyczny wypadek. Mam podwykonawcę, który nie wywiązuje się z zobowiązań. Oprócz tego jego brygadzista jest bardzo aroganckim facetem.
Dzisiaj znów mieliśmy spięcie. Siedziałem w samochodzie i po jego ataku, zdenerwowany wyszedłem na zewnątrz. Niestety, samochód był dalej na wstecznym biegu. Krok na zewnątrz i wiedziałem, że jest problem. Probówałem wskoczyć z powrotem do środka. Potknąłem się i upadłem, uderzając głową w betonową drogę.
Drzwi by
ły otwarte, więc pociągnęły mnie po betonie. Skręciłem się tak, że przedostałem się pod nimi ale przednie koło, przejechało mi po nodze. To tyle o złych wiadomościach.
Dobra to oprócz strachu, prawie nic mi się nie stało. Podrapane z siniakami plecy i guz na głowie ale najważniejsze, kości jeszcze na tyle silne, że nic nie pękło.
No i małe wgniecenie w samochodzie, który wylądował na nowo zbudowanej, betonowej barierze. Dobrze, że to skończone, bo inaczej mógł spaść na ulicę! Teraz zdycham na kanapie. Jutro trzeba iść do pracy. Dzisiaj bez zdjęć. Wielu by się bardzo ucieszyło ogladajac mnie w tej sytuacji.
A dla rozbawienia, fajny kawał, który niedawno usłyszałem.

Stoi zakonnica na szosie i zatrzymuje samochody. Nikt nie chce się zatrzymać i podwieźć siostry.
Deszcz, chłód, burza straszliwa. W końcu zatrzymuje się piękna blondyna w czerwonym ferrari i zabiera zakonnice.
Ta szczęśliwa stara się nawiązać rozmowę:
- Piękne auto, pewnie ma pani wspaniałą posadę, skoro stać panią na taki wóz.
- Nie, to mój trzeci kochanek mi je kupił.
- Jak to, nie ma pani męża?
- Nie, żyję w wolnych związkach, lepiej na tym wychodzę, np. to futro na tylnym siedzeniu dostałam od innego kochanka, a ta piękna biżuteria - ta jest od jeszcze innego.
W końcu dojeżdżają do klasztoru, zakonnica wysiada smutna, bo jej życie jest takie szare, ale tłumaczy sobie że wybrała życie klasztorne więc tak musi być.
Około 22 zakonnica zmówiła wieczorny pacierz i kładzie się do łóżka, nagle ktoś puka do drzwi:
- Puk, puk!
- Kto tam?
- To ja... ksiądz Antoni... [szeptem]
A zakonnica na to:
- W dupę sobie wsadź te swoje bombonierki!

Friday, August 26, 2016

Zion Park


   Obudziliśmy się rano i zaraz po śniadaniu, przejrzałem tutejszą prasę. Wiem, że jesteśmy w czasie kiedy zaczynają się większe opady deszczy. Już kilka razy mieliśmy tego przykład. W gazecie opisany jest wypadek który wydarzył się dwa dni temu. Na drogę po której dzisiaj będziemy jechać, spadł kamyczek z tutejszych gór. Rozmiar jego nie pozwolił na jego usunięcie. Musieli używać dynamitów. Na szczęście nie znalazł się pod nim żaden z przejeżdżających samochodów i egoistycznie muszę powiedzieć, że szczególnie nie mój!
   

     Zion Park jest tym który dzisiaj zwiedzimy. Tym razem jest to kanion wyżłobiony przez rzekę. Zajęło to 13 milionów lat. Jest także zbudowany z czerwonego piaskowca. Piaski te nanoszone były w okresie jurajskim.  Przez cały park prowadzi droga (z niesamowitymi zakrętami), z której można obserwować piękno tego miejsca. Także i tutaj zatrzymać się można na poboczach i pospacerować po tych terenach. Nasz problem to czas. Moja praca zawodowa nie pozwoliła mi wsiąść dłuższych wakacji. Przyjechaliśmy tu na cztery dni a to prawdę mówiąc, bardzo mało na te parki. Dlatego musiałem dokładnie to zaplanować, żeby coś zobaczyć ale nie w biegu.
    Najpierw dojechaliśmy do dużego parkingu. Tutaj można wsiąść autobus, który przejeżdża przez najważniejsze miejsca i wysiąść  w wybranym przez siebie miejscu. Nasz cel to szmaragdowe baseny.
   Przejazd trwał tylko kilkanaście minut. Zaraz po wyjściu zaczynamy wspinaczkę. Droga tym razem oznaczona. Jest tu też bardzo dużo turystów. Są kobiety z jednorocznymi dziećmi oraz ludzie w wieku wskazującym, że ja jestem bardzo młody. Trudno się przez nich przecisnąć, bo oczywiście są bardzo powolni. Powodem jest weekend, bo trafiliśmy tutaj w sobotę, czyli wielokrotnie więcej turystów.
      Są tutaj trzy poziomy tych zbiornikow wodnych. Ponieważ jest tu koniec suchej pory, nie wyglądają one tak efektownie jak w czasach ulew. Wtedy mają też podobno ładniejsze kolory.
Pierwszy poziom to olbrzymi uskok skalny, pod którym idziemy. Wszędzie spada z niego woda, ale to nie żadne wodospady.




Im dalej, tym mniej ludzi. Wielu prawdopodobnie szybko wraca. Dochodzimy do drugiego poziomu. Tutaj jest dużo ładniej. W cieniu drzew można sobie przyjemnie odpocząć. Niestety, większość ludzi ma ten sam pomysł i nie mamy zamiaru siedzieć w tym tłumie. Robimy zdjęcia i idziemy dalej.



     Tutaj już dużo mniej wytrwałych. Wspinaczka jest trudniejsza i temperatury poważnie rosną. Słońce jest dokładnie nad nami.
Ostatni basen jest największy. Wspinamy się na okoliczne skały. Siedzimy kilkanaście metrów nad wodami basenu i w cieniu drzew pijemy herbatkę, przegryzając ją ciastkami. 



Po dłuższym odpoczynku i relaksie w tym pięknym miejscu, schodzimy na dół. Następna sesja fotograficzna.
    


Schodzenie dużo łatwiejsze. Park ten ma dużo więcej zieleni. Roślinność wciska się w niemożliwe miejsca. 



 Widoki też imponujące.




Na samym dole padamy ze zmeczęnia. 




Bierzemy kawę, która zaskakująco nam smakuje i wracamy do naszego samochodu. Od tej chwili jesteśmy sami. Zatrzymujemy się w kilku miejscach, żeby utrwalić je na zdjęciach.






Przy końcu parku stajemy na poboczu i wchodzimy w góry na dłuższy spacer. Udaje nam się spotkać górskie kozice.


   Jeszcze raz nie możemy nacieszyć się widokami.





    Niestety. Tak kończy się nasza podróż. Został powrót do hotelu.
Idziemy na obiad do ciekawej restauracji. Jest tu dużo miejsc zrobionych dla turystów do fotografowania i przed obiadem dziewczyny chcą zdjęcia. 





  Spotykamy szopy grające w karty.



Bardzo dobry obiad i tak kończy się nasz dzień
     Bardzo wczesna pobudka. Jestem trochę zdenerwowany, bo trzeba dojechać do las Vegas (3 godziny), znaleźć miejsce oddania samochodu, dojechać na lotnisko i przejść wszystkie odprawy. Jakikolwiek problem po drodze i siedzimy w Las Vegas do następnego dnia.  Nie było jednak potrzeby na te nerwy. Wszystko ułożyło się według planu. O 12:30 siedzimy w samolocie. Sprawiłem dziewczynom niespodziankę. Lecimy pierwszą klasą. Uzbierałem trochę kilometrów na United Airlines i dostałem to za darmo. Powrót jest więc, lepiej niż przyjemny. Nawet obiad jest smaczniejszy niż w niejednej restauracji.
    Z okna samolotu robię jeszcze kilka zdjęć. Las Vegas wygląda efektownie na tle okolicznych gór.





   
Widać jak nowe osiedle jest całkowicie na pustyni. Roślinność jest tylko na prywatnych działkach. 



Wszystko to zmieni się za kilka lat, tak jak tutaj.



Nawet w samolocie udaje mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć. Tęcza między chmurami.



    Zachód słońca niestety był z tyłu samolotu. Złapałem tylko część.



Lądujemy w Nowym Jorku o 20-tej i już nam żal, że nie mogliśmy tam zostać trochę dłużej. Ale tak powinny kończyć się każde wakacje. 

Wednesday, August 24, 2016

Bryce Park


   Czas na Bryce Canyon Park. Nazwa trochę myli, bo według naukowych tłumaczeń, kanion jest stworzony przez przepływające rzeki. Ten jednak tak nie powstał. Znajduje się na pustynnych terenach i temperatury w większej części roku wachają się tu od dodatnich w dzień, do ujemnych w nocy. W czasie naszego pobytu w południe temperatury rosły do 40 stopni a w nocy spadały do 10-iu.
     Padające deszcze, małe strumyki wprowadzają wodę w każdą szczelinę tych wapiennych skał. Nocami woda ta zamarza i powiększając swoją objętość, powoduje ich kruszenie i rozpadanie. Także wody mają tu odczyn kwasowy, rozpuszczają więc te skały.
 Wszystko to spowodowało stworzenie jednego z najpiękniejszych parków świata.
    Powstały tu różne formacje, które otrzymały swoje nazwy. Najsławniejsze są hoodoo. Nie mają tłumaczenia na polski. Są to iglice, rożnego kształtu kolumny. Znaleźć tu też można dziesiątki okien, łuków skalnych. Najwięcej znanym jest Natural Bridge. No i oczywiście, przedstawione już na mojej stronie, slots!
     Dostaliśmy się do niego wcześnie rano. Przejechać trzeba przez strzeżony wjazd i zapłacić 30 dolarów. Sprawdzaliśmy wysokości i drogi wspinały się aż na 3000 metrów ponad poziom morza. Postanowiłem najpierw dojechać do końca parku. Punkt ten nazywa się Fairyland Point.
Tutaj zaparkowaliśmy samochód i powspinaliśmy się trochę po tych szczytach. Co można powiedzieć o wyglądzie tego miejsca?
Mogę tylko dodać, że zdjęcia tego nie przekażą. Miałem tutaj trochę tego co odczuwałem w Afryce. Powietrze, zapachy, widoki, spokój. To wszystko musi być razem. A tak wygląda to na zdjęciach.





     Mam trasę dokładnie opisaną. Znów zrobiłem to oglądając te tereny przez satelitę. Zaznaczone mam każde miejsce, w którym chcę się zatrzymać. Ruszamy w kierunku naszego hotelu. Następny przystanek to Rainbow Point. Tutaj wybieramy wytyczony szlak. Idziemy po szczycie góry po brzegu wąwozu. Tym razem jesteśmy w pięknym sosnowym lesie, ale pod nami to nie las nas zachwyca.





     Następnych kilka przystanków to zwykle małe parkingi przy drodze. Tutaj nie planowałem żadnych spacerów. Stajemy tylko żeby obejrzeć te wszystkie cuda.
   Black Birch Canyon



Ponderosa Canyon



Natural Bridge.




  Ponownie zbierają się chmury. Deszcze jak w tropiku, przychodzą bardzo szybko i tak samo odchodzą


Dojeżdżamy do ostatniego przystanku. Inspiration Point i Bryce Point.
Niestety, tym razem mamy pecha. Wjazd na ten najważniejszy jest zamknięty. Nie przejmuje się, bo wiem że połączone są one trasą pieszą. Wjeżdżamy więc do Inspiration i parkujemy. 


I znów widoki zapierające oddech w piersi. Najładniejsze miejsce.








Idziemy w kierunku Bryce Point. Niestety, nawet tutaj są blokady. Musiało coś się stać i prawdopodobnie naprawiają. Wracamy do samochodu i po chwili opuszczamy to przepiękne miejsce.
    Jedziemy do innego hotelu, znajdującego się w miasteczku Kanab. Zmieniamy też park. Udajemy się do Zion. Jadąc, widzimy wyraźnie zmiany. Najpierw kończy się Bryce Park i pojawiają się więcej zagospodarowane miejsca. Po godzinie jazdy ponownie  góry. Są inne. Tamte były bardziej wyżłobione o zwariowanych kształtach. Te są gładsze, olbrzymie. Trudno powiedzieć które bardziej urocze. Dziewczyny na końcu stwierdziły, że Zion jest piękniejszy.
    Po drodze stajemy w zabudowanych terenach (trudno to nazwać miastem). Są tu sklepiki z pamiątkami. Nas najbardziej interesują piękne kamienie z tych terenów. Dziewczyny kupują kilka na pamiątkę. Robimy też zdjęcia.




   Wchodzimy do restauracji i jemy bardzo dobry obiad.
     W miasteczku następna niespodzianka. Główne ulice są zamknięte. Zalane czerwonym błotem. Właśnie przeszła ulewa i z gór spłynęły masy tego piachu. Objeżdżamy wszystko mniejszymi uliczkami. Wszędzie pracują maszyny usuwające te piachy. W domkach ludzie także się odkopują.
     W hotelu  szybkie rozpakowanie i idziemy w miasteczko.  Miało to być duże miasto, ale to tak naprawdę jedna główna ulica. Jest trochę sklepów i restauracji, ale wszystko można przejść w ciągu 15 minut.  Siadamy w jednej z nich i zamawiamy kawę. Niestety tutaj nie napiliśmy się jeszcze jednej czarnej, która może być uznana za znośną.
Tak kończymy nasz następny dzień. Z niecierpliwością czekamy na następny i Zion Park.