Monday, April 24, 2017

Wiosna



 Zaczęła się ładna, wiosenna pogoda, zaczął się także czas prac w naszym ogrodzie.
Był okres, że sadziliśmy pełno różnych krzewów, drzewek. Po wielu latach doszliśmy do wniosku, że dużo ładniej wszystko wygląda, jak nie jest przeładowane roślinnością. Wiele z posadzonych uschło. Mamy kilka miejsc, gdzie nie dochodzi słońce i posadziliśmy złe krzewy. Inne po prostu usunęliśmy. Łatwiej jest więc sprzątać i wygląda to wszystko dużo schludniej.
     Będąc na dworze, zdecydowałem się przez dwa dni zrobić ognisko i zamaiast zamawiać obiad, po prostu upiec ziemniaki. Wyszło, że obiad kosztował mnie dwa dolary na osobę, zamiast dwudziestu. Zajęło mi trzy godziny, żeby nazbierać odpowiednio dużo gorącego popiołu.


 Po tym można było wrzucić tam zawinięte w aluminiową folię, ziemniaki. 


    Przysypane popiołem, leżały tam całą godzinę. Był czas na przygotowanie bekonu, szczypioru i sera. Następnie, z dodatkiem kwaśnej śmietany, mogliśmy posmakować sobie idealnie upieczone ziemniaki. Nie ma porównania z tymi co się robi w piekarniku. Jak to się mówi, rozpływały się w gębie.



    Przez ostatnie dni złożyłem sobie nowa książkę, która się teraz drukuje. Są tam najlepsze zdjęcia dzikich zwierząt z moich wszystkich podróży. Strony książki włożyłem też na krótki film pokazany poniżej.



Saturday, April 15, 2017

Babcia powtarzala, że świat się zmienia na gorsze

    Przypominam sobie lata, w których słuchaliśmy Babci powtarzającej przestrogi, że świat się zmienia na gorsze i jak dalej tak pójdzie to musi dojść szybko do jego końca.
Teraz zastanawiam się czy to tylko brak zrozumienia młodego pokolenia, czy faktycznie z biegiem lat wszystko traci na wartości. Czy po prostu przeszedłem do pokolenia, które nie potrafi zrozumieć tego nowego?
    Nie mogę jednak przechodzić obojętnie obok tego co dzieje się wokół nas na codzień.  Nauczony przez rodziców, rodzinę, szkołę i przypadek, próbuję prowadzić życie według reguły: Nie czyń innemu tego co tobie niemiłe oraz przestrzegać podstawowych zasad.  Nie spóźniać się bo wiem że ktoś na mnie czeka, natychmiast spłacać długi, bo ktoś oddał mi przysługę, pomóc innemu w potrzebie, bo jutro ja sam będę jej potrzebował, etc. Rodzina jest najważniejsza, przyjaźń musi być doceniona i wzajemna. I na co mi to wszystko? Po diabła mnie tak wychowano? Okazuje się, że coraz mniej ludzi tak się zachowuje i z moim wariackim temperamentem doprowadza mnie do wściekłości.  NIc nie pasuje do mojego świata.  
     Nie mam żalu do ojca, że przyłożył mi nieraz pasem przez tyłek. Zrobiło to ze mnie człowieka. Teraz obawiamy się skarcenia dziecka, bo może ktoś zauważy i zadzwoni na policję. A to oznacza, że mogą Cię zamknąć do aresztu a w wielu wypadkach zabrać Ci dziecko. Społeczeństwo to popiera. To wszystko w obronie dziecka. I przestają z tym polemizować. Dorastąjace dzieci to wykorzystują. W wieku protestu, nieraz zgłaszają na policję, że rodzice ich biją i nikt nie słucha starszych. Dziecko ma rację. Tworzymy coraz więcej praw, ustaw, które mają za zadanie ochronę dzieci. Prawdą jednak staje się, że Ci prawdziwi wykolejeńcy, którzy molestują dzieci, dalej to robią, a normalni rodzice mają problemy z wychowaniem swoich, przez coraz większy wpływ szkół, pomocy socjalnej, organizacji społecznych. I pasek naszych rodziców został wyeliminowany z życia. A szkoda! Niejednemu by się przydał.
      Coraz więcej krajów, opanowanych jest przez liberałów, socjalistów. A co to oznacza?
     Na zachodniej stronie Manhattanu, wiele lat temu, zdecydowano się przebudować tamtejszą drogę szybkiego ruchu. Była ona umieszczona ponad poziomem ulic. Gdyby tak była odbudowana, można byłoby spokojnie przejachać z jednego końca wyspy na drugą w ciągu kilkunastu minut. Niestety, rozebrano drogę i nowa, szeroka jest po prostu ulicą i na każdym skrzyżowaniu mamy światła. Kilkanaście minut zmienia się w godzinę, jak nie ma korków. Jeżeli byłoby to powodem jakiegoś konkretnego planu, to trudno z tym argumentować. Jeżeli jednak sprawdzimy powód dla którego to się stało...?  Jakiś dupek albo wielu dupków z kuku organizacji, w jakiś cudowny sposób stwierdziło, że wybudowanie autostrady nad poziomem ulic spowoduje wymarcie ryb w rzece Hudson. Ile razy jadę tą drogą marzę sobie żeby tych durnych dostać w swoje ręce. Ale tak naprawdę, problem nie jest z nimi, tylko ze wszystkimi ograniczonymi umysłowo, którzy się z tym zgodzili.  
      Niepotrzebne wycinanie drzew powinno być karalne. Są jednak inne sytuacje, kiedy logika mówi że usunięcie ich jest porządane.  Na jednej z budów mieliśmy założyć sieć kanalizacyjną. Linia ta miała być wykonana z rur metalowych, bo ścieki przepychane tam są pod wysokim ciśnieniem. Po wytyczeniu trasy okazało się że na samym środku rośnie drzewo. Żadne prehistoryczne, orginalne, wyjątkowe. Nie, po prostu duże drzewo. I tu cała heca się zaczyna. Spotkania, dyskusje, argumenty. Wszystko to prowadzi jeden wariat, który ma założone klapki na oczy jak stara kobyła i łazi po okolicach wieczorami  ściskając i całując drzewa. Pomysły się mnożą. Tunel pod drzewem, rozgałęzienie linii kanalizacyjnej, etc. Koszty tego dochodzą do setek tysięcy dodatkowych dolarów. Drzewa nie można dotknąć. Obstawione siatkami, codziennie obserwowane przez zielonego głupka. Praca opóźniona o kilka miesięcy, czyli ludzie muszą w tym dodatkowym czasie przesiadywać w korkach na nieskończonej autostradzie. Nic się nie liczy. Miasto wydało dodatkowo 500000 dolarów i omineliśmy drzewo. Rok później cała budowa została zakończona. Drzewo dalej stoi obok. Tylko że ne ma liści. Uschło w tym samym czasie. A można było zrobić coś pożytecznego. Usunąć drzewo. Zaoszczędzić pół miliona dolarów, skrócić cierpienia kierowców o 4 miesiące i po wszystkim posadzić kilkanaście nowych, pięknych, kwitnących drzew. Koszt - 500 dolarów.
     Normalne jest już u nas że zieloni rządzą. Wszyscy obawiają się o swoją karierę, pracując dla miasta, jeśli by walczyli z ich decyzjami. Znów pojawia się problem politycznej poprawności. Są tematy tabu. Jeśli się z tym nie zgadzasz to milcz. Inczej zrobią z Ciebie kryminalistę, wywrotowca, zboczeńca.
    Na przykład temat homoseksualistów. Niech sobie żyją w spokoju. Nic mi nie przeszkadzają. Wielu jest moimi dobrymi znajomymi. Tak żyją jak chcą i to jest ich sprawa. Nie życzę sobie jednak, żeby mi wchodzili na moje podwórko i świecili gołymi dupami. Nie zgadza się to z moimi poglądami. I nie rozumiem dlaczego ja muszę zmienić to i dostosować sie do ich wymagań. Wychowany w swojej religii i kulturze, mam prawo do swoich poglądów. 
Tak samo z religiami. Do chwili kiedy nie przeszkadzają mi w moim życiu, wisi mi w co oni wierzą. Ale jeśli przyjdą tacy owinięci szmatami i położą kolorowe dywaniki przed moim kościołem i zaczną wykrzykiwać coś w niezrozumialym języku to przepraszam bardzo ale ich z tamtąd wykopię. 
   Mieliśmy kiedyś swoje kraje. Każdy z nich miał odrębne kultury i zwyczaje. Uważam że to piękne. Można było odwiedzać innych, podziwiać ich kultury, zazdrościć lub nie ale potem wrócić do swoich i tam spokojnie żyć. Teraz Ci wszyscy socjaliści próbują to zmienić. Powolną i ciągłą akcją, wypełniają nasze kraje różnymi narodowościami. To jest wpuszczanie bakterii do zdrowego ciała. Nawet nie zdajmy sobie z tego sprawy, kiedy nasz organizm będzie tak zaplugawiony, że nie będzie drogi odwrotu.
Mało tego że im pozwalają żyć w naszym ciele. Bakterie te nie chcą żyć tak ja my. One chcą tak jak żyli w swoim orginalnym kraju. Wymagają, żebyśmy my zmienili swoje zachowania i dostosowali się do ich obyczajów. Przecież to grzmi o zemstę!!! I nikt nic na ten  temat nie robi. Większość siedzi cicho, bo jak coś powie to masy socjalistyczne posadzą go o brak ludzkości, człowieka bez uczuć, potwora.
    To wszystko to jest wielki problem huśtawki. W zdrowym świecie, na obu końcach siedzą dwie osoby o podobnych wagach. Wtedy jedna osoba jest na górze a chwile później druga. I tak możemy się bawić. Ale sytuacja się zmienia, kiedy na jednym końcu usiądzie 200-tu kilogramowy grubas a na drugim siedzi dziecko. Niestety, nie ważne jak bardzo by się to dziecko chciało pohuśtać, nic z tego nie wyjdzie. Sytuacja jest podobna, kiedy na jednym końcu usiądzie wielu i nie dbają o zasady zabawy. Ta pojedyńcza osoba po drugiej stronie, która próbuje się do przepisów dostosować, nie ma szans. Jedyna metoda to całkowite zrzucenie tamtych z ich strony. Albo po prostu zlikwidowanie huśtawki!!!
     I chyba w tym wypadku, jeśli większość Polaków jest katolikami, większość nie zgadza się z zasadami islamu, wszyscy są urodzeni w tym kraju, mają wyraźne prawo do usunięcia takiej huśtawki i zabronienia jej odbudowania.
Po prostu nie chcemy się z nimi bawić.
    Całe młode pokolenie jest stracone. Wychodzą ze szkoł tak ogłupieni, że nie można z nimi rozmawiać. To nie są już jednostki. Jest to masa. Kiedy jedna młoda osoba odważy się wypowiedzieć i nie zgodzić z postulatami masy, zostają karceni. Ostatnio na Amerykanskich Uniwersytetach zostało pobitych wielu studentów przez masy które wierzą w socjalizm. A jedno z ich haseł to wolność prasy i słowa!!! Okazuje się, że ICH PRASY i ICH SŁOWA.
    Za naszych czasów dzieciństwa i młodości mieliśmy wielu przyjaciół a kilku bardzo bliskich. Obecnie młodzież nas prześcignęła. Jeden ma 732-óch, inny 435-iu, etc. Tylko że osobiście poznali kilku. Reszta to na stronach internetowych jak np. Fecebook. A w rzeczywistości są bardzo samotni. Zabrać im telefon i są sami.
    Nasi ojcowie denerwowali się, bo zapuszczaliśmy długie włosy. Przynajmniej były czyste i zadbane. Teraz młody człowiek idzie z portkami wiszącymi mu na połowie tyłka, kołysze się jak małpa w rytmie muzyki rap i nic nie jest schludne i czyste.
     Do tego wszystkiego, dochodzą nasze zwierzęce instynkty. Wszyscy je mamy. Normalni, cywilizowani ludzie, potrafią jednak nad nimi panować. Inni czują się lepsi, kiedy mogą je wykorzystywać!
     Parkowanie na ulicach jest u nas wielkim wyzwaniem. Dlatego jak zobaczy się kogoś wchodzącego do samochodu, zatrzymuje się i oczekuje na jego odjazd. Jedną z cech zwierząt jest kontrola swoich terenów. Zaczynają od ich markowania, obsikując ich granice. My do tego jeszcze nie doszliśmy ale ten w samochodzie czuje się panem. Zauważając kogoś czekającego, zdaje sobie sprawę, że musi teraz zjeść kanapkę lub zrobić makijaż. Albo np. poczytać gazetę. I nawet gdy włączy samochód to miejsca tego nie opuści. Kiedy sfrustrowani poddamy się i odjedziemy, w cudowny sposób tamtemu kończą się zajęcia i wyjeżdża. My niestety już tam nie wjedziemy bo ulica jednokierunkowa i on jest za nami.
     Sąsiad nie jest złym człowiekiem. Nie życzy nam źle. Ale nie daj Boże uda Ci się coś i on to zuważy. To już nie jest dla niego dopuszczalne. I jak znajdzie możliwość, to spróbuje Ci to zabrać, lub w jakiś sposób zepsuć przyjemność radości. Niektóre miasteczka w Polsce dają sobie świetnie radę. To tylko dlatego, że doszli tam do władzy ludzie którzy chcą coś dobrego zrobić i mało w nich instynktu zwierząt. Te inne nie zmieniają się od dziesiątek lat. Ci przy władzy więcej dbają żeby Tobie nie było lepiej. Według prostej zasady. Jeśli Ty masz lepiej, to on ma gorzej. To trzeba wszystko zrobić, żebyś Ty lepiej nie miał!! I żyją w takim samym syfie w jakim żyli 30 lat temu.
     Co kilka dni siedzę w korkach samochodowych. W niektórych wypadkach nie można na to poradzić. Wypadek, roboty. Ale duża część, spowodowana jest to zwierzęcą ciekawością i głupotą. U nas tak zwane robber necking czyli gumowe szyje. Wypadek jest po przeciwnej stronie autostrady. Moja rusza się bardzo wolno z powodu przyglądania się temu co się stało. Może inaczej. Szukaniu sensacji, krwi, nieżywych ludzi. Wtedy z wielkim podnieceniem można iść do pracy i opowiedzieć swoim znajomym. Człowieku! Co ja widziałem. Wszędzie krew!!  
     Wyrobiłem sobie nawyk. Jak przesiedzę dodatkowe pół godziny w korku przez taki wypadek, w chwili dojazdu do miejsca, odwracam głowę w drugą stronę i szybko przejeżdżam. Niestety, ponownie jestem samotny. Każdy inny dochodzi do innego wniosku. Jak już tam stał pół godziny, to srać na tych z tyłu, trzeba sobie odbić i przyjrzeć się dokładnie wypadkowi.
     Nasze społeczeństwo zmienia się w gnuśne i leniwe. I musimy się przyznać, że też jesteśmy w tej grupie. Ponownie, Ci z silniejszą wolą, starają się z tego wyrwać, ale nie oszukujmy się, wszyscy wpadamy w sidła lenistwa. I narzekamy, że tyjemy. Ale żyjemy tak, że sami do tego doprowadzamy.
Jeśli są gdzieś schody ruchome i zwykłe to rzadko kto będzie wspinał się o własnych siłach. Lepiej sobie wjechać. Samochód to nie jest już luksusowy nabytek. Jest to niezbędne. Jedziemy do sklepu kilka ulic od naszego domu. Tłumaczymy to brakiem czasu. Ja mam kolegę dwie ulice obok. Jak ma imprezę, to podjeżdżam autem. Jakby inaczej? Nawet zakupy, jedno z podstawowych ćwiczen fizycznych, zostają wyeliminowane. Po to jest internet. 
W chwili kiedy poprawia się nasza sytuacja finansowa, natychmiast wprowadzamy do życia jakieś ułatwienie. Ktoś nam przytnie trawę, posprząta dom, umyje samochód, czy przyniesie gotowy obiad. 
       Wygląda na to, że moje pokolenie już nic nie zmieni. Musimy przyzwyczaić się do nowego. Takie są koleje losu. Chcielibyśmy powrotu naszej kultury, zachowań, obyczajów. Ale jest to niemożliwe. Trzeba więc zagryźć język i próbować żyć tak jak nas nauczono. Choć świat się zmienił, my uparcie trzymajmy się naszych zasad. Może nieraz powinniśmy ostrzec nasze dzieci, że jak dalej pójdzie, to dojdzie do końca świata.

Friday, April 14, 2017

Wielkanoc

Wesołych Świąt i Smacznego Jajka!






Tuesday, April 11, 2017

Najnowszy humor

Kobiety do 20 roku życia są jak pchełki - z łóżka na łóżko .
Kobiety między 20 a 40 rokiem życia są jak flanele - nie do zdarcia
Kobiety po 40-tce są jak cebulki - jak się rozbiorą, to tylko płakać.
Faceci do 20-stki są jak fleciki - raz dmuchniesz i już gra
Faceci między 20 a40 rokiem życia są jak fortepian - 3 godziny strojenia, 2minuty grania
Faceci po 40-tce są jak konferansjer - on zapowiada, a gra już kto inny.
*******************
Szalona dziewczyna staje się szaloną żoną, później szaloną gospodynią a na końcu starą wariatką..
****************************
Według ostatnich sondaży 40 % polskich nastolatków optymistycznie patrzy w przyszłość. Pozostałe 60 % nie ma pieniędzy na narkotyki. 
***********************
Ludzie którzy piją
 Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij drzwiami obrotowymi!!
******************
- Pomyślałem, żeby się ożenić. - No i co? - No i nic. Pomyślałem, pomyślałem i mi przeszło.
********************
Ile razy znajdę klucz do sukcesu, to zawsze znajdzie się jakiś dupek co zmieni zamek!
********************
Spodnie są ważniejsze od żony. Istnieje wiele miejsc, do których można iść bez żony i niewiele, dokąd można iść bez spodni...
***********************
Ja to mam takiego pecha, że nawet jak mi kamień z serca spadnie, to trafia mnie w stopę...
*********************
Kobieta w ramach równouprawnienia może robić co zechce.
 - byle było smaczne.
**************************
Kumpel do kumpla: - Co studiujesz?
 - Filozofię.
- A gdzie po tym można pracować?
- Wszędzie! Na budowie, w supermarkecie, w McDonaldzie...
**********************
Jak podaje BBC, w jednym z domów na przedmieściach Londynu zarwało się piętrowe łóżko. Siedemnastu Polaków odniosło niegroźne obrażenia.

***************************
 puk, puk....Kto tam?
 Lotny patrol katechetyczny do walki z ateizmem!
- Nie wierzę!...
- My właśnie w tej sprawie... 

Monday, April 10, 2017

Tailgate Party, czyli jak bawia sie amerykanie.

   Przy naszej budowie znajduje się stadion Yankee. Najsławniejszy, nasławniejszego zespołu w grę amerykańskiego baseballa. Nie zamierzam tutaj poruszać zasad gry ani popularności tego sportu w tym kraju. Chcę natomiast wspomnieć o zachowaniu się tutejszych kibiców.
     Dzisiaj odbyła się pierwsza gra sezonu. Wokół stadionu znajduje się dziesiątki parkingów samochodowych. Nie ma problemu z zaparkowaniem. Pytanie jest tylko czy o krok od stadionu, czy dwa kroki. Bywałem na niejednym meczu wszystkich gier zespołowych tego miasta. Zaczynając od baseballa do footbolu, hokeja, koszykówki, piłki nożnej. Na każdym z nich zachowanie kibiców jest bardzo podobne. Z tego co oglądałem w innych krajach, jest to bezporównywalne najkulturalniejsze zachowywanie się fanów danych sportów. Trzeba im zazdrościć sposobu zachowania i wykorzystania chwil na stadionach dla czystej przyjemności. Na wszystkich jakich byłem, nie spotkałem się z jedną awanturą między kibicami. To nie znaczy że się nie zdarzają, ale jest to bardzo rzadki obrazek. Częściej można spotkać zabawy między przeciwnikami. 


Trochę żartobliwych wyzwisk wyrzucanych na przeciwnika i na tym się to kończy. Wielu z innych krajów, którzy uważają amerykanów za nieprzyjemnych, niekulturalnych, etc, mogło by się tutaj dużo od nich nauczyć.
    Zacznijmy od początku. Kibice schodzą się na stadion wiele godzin przed rozpoczęciem meczu. W zależnosci od ważnosci danej gry. Dzisiaj, ponieważ to pierwszy mecz sezonu, dużo wcześniej. Na parkingach zaczyna pachnieć jedzeniem. Zaczyna się Tailgate Party.  Tailgate to w angielskim tylne drzwi do samochodu, tylna klapa, bagażnik.






Drzwi te są otwierane, wyciągane BBQ, przyrządy kucharskie, wszelkie wymyślne urządzenia do przygotowania jedzenia. Zaczyna się rzucanie piłkami, zabawa w sport, kuchcenie i PICIE piwa. 
    Tutaj, kilka sekund nakręconych na moim telefonie. To jest 4 godziny przed meczem.


Muszę npisać o niepisanych prawach w tym kraju.
     Jest tutaj wiele rzeczy nielegalnych ale w niektórych wypadkach - „legalnych”. Na przykład antyradary w samochodach. Są one nielegalne, ale nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć, żeby policja komuś to zabrała lub dała mandat. Pierwsza logika - jak kierowca to zainstaluje, to przynajmniej chce uważać na szybkość i cały czas sprawdza czy policja go nie namierza. Gorsi są Ci co niedbają o to, tylko jeżdżą 200 kilometrów na godzinę. Druga logika to pieniądze. Policja dostaje za darmo najnowszy sprzęt do odczytaywania prędkości samochodów od firm je produkujących. Te same firmy produkują antyradary. Czyli rozdadzą setki tysięcy radarów a sprzedadzą miliony antyradarów. Oprócz tego co kilka lat wynajdują inną metodę mierzenia (lasrowe, fale K, fale Y, etc), rozdają nowy sprzęt i wszyscy muszą kupować nowe antyradary. Biznes się kręci.
     Wracamy do sportu. Wszyscy piją piwo. Picie alkoholu i prowadzenie samochodu jest nielegalne. Każdy więc ma swojego niepijącego. Przyjrzymy się lepiej i zobaczymy że ten niepijący też nieźle ciągnie z butelek. Mało tego. Picie alkoholu w parkach i instytucjach państwowych jest nielegalne. Czyli, gdyby Cię złapali z puszką piwa, chodzącego po parku, to dostaniesz mandat. Okolice stadionu uznawane są pod tą samą kategorię. A tutaj spokojnie można obserwować, ludzi idących z butelkami piwa i pytających się policjantów, gdzie jest wejście na stadion.
     I znow jakaś niepisana umowa. Do momentu, kiedy znajdujesz się na terenach parkingów i okolicy nikt Cię nie zatrzyma lub da Ci mandat. Oczywiście nie bez przesady. Jak ktoś wyraźnie kołysze się na nogach i wsiądzie za kierownicę, może być zatrzymany. 
    Wszyscy grzecznie wyjeżdżają do domu. I po wyjechaniu z tych terenów, muszą uważać, bo już dalej, gdyby Cię złapali, dostaniesz mandat.
    Jedna kilkugodzinna gra zamienia się w cały dzień przyjemności. Spotkania przyjacił, dobre jedzenie, gry sportowe , picie piwa i obejrzenie dobrego meczu. Wszyscy wychodzą szczęśliwi. Kibice, bo dobrze sie bawili. Policja bo nie musieli gonić przestępców, tylko przyjemnie spędzili czas. Okoliczne biznesy, szczególnie restauracje, które zarabiają olbrzymnie pieniądze. Miasto, bo z podatków od parkingów, stadionu, graczy i właścicieli też zbijają fortunę. No i sami gracze, bo niezależnie od wygranej, wracają z pełnym portfelem.
    I to dzięki cichej, niepisanej umowy. Policja udaje że nic złego się nie dzieje a kibice, chociaż nie dostosowują się do przepisu nie picia, bawią się bez zakłócania porządku i starają się w tym nie przesadzać, wracając bezpiecznie do domu.
    Jeszcze jedno. Niektórzy tak lubią tailgate party, że nie idą na mecz. Zostają na parkingach i tam przesiadują cały mecz. 

   

Wednesday, March 8, 2017

Dzień Kobiet.

      Dzień Kobiet.
   Wszystkim kobietom, składam najserdeczniejsze życzenia. 
Dzień ten w moich czasach kojarzy się z kwiatami, spotkaniami z najbliższymi nam kobietami. Od mamy zaczynając do znajomych dziewczyn. Był to zawsze miły dzień i przyjemnie było sprawić niespodziankę swojej dziewczynie, nauczycielce czy rodzinie.
Ale wszystko się zmienia. Nawet taki dzień musi być zmieniony do politycznych celów. I tu już zaczynam się z tym nie zgadzać. Nie przesadzajcie miłe panie, bo to może się na Was odbić. Kobiety w Stanach protestują o ich dyskryminacji? PS. Wiele szkół zostało zamkniętych, bo nauczycielki poszły na manifestacje.


Naprawdę? Głosząc hasła o prawach dla wszystkich kobiet? Gyby tak naprawdę walczyły, nie powinny by wspomnieć o kamieniowaniu kobiet w Arabskich krajach, o braku jakichkolwiek praw dla kobiet w wielu krajach trzeciego świata? Jakoś się tym nie przejmują. A mnie jako meżczyznę to przeraża. Czyżbym ja był więcej zanteresowany prawami kobiet niż one same? A może to jest tylko wykorzystywanie kobiet do własnych celów politycznych ze strony demokratów? Dlaczego inaczej na takich protestach o prawach kobiet, połowa napisów jest przeciw Trumpowi. Trump jest prezydentem dwa miesiące. Jeszcze Wam tak bardzo nie zaszkodził. Osiem ostatnich lat było pod Obamą. Jeśli jest coś dalej źle, to chyba jego wina?
    Prezydent Clinton został wielokrotnie oskarżany o seksualne kontakty z innymi kobietami. Do wielu się przyznał. Gdzie były kobiety w tych latach? Oskarżały wtedu Republikanów o rozdmuchiwanie niczego.
      Jeżeli tak bardzo oskarżamy mężczyzn o dyskryminację kobiet, to czemu nie przyjrzymy się swoim zachowaniom. Nawet dzień kobiet może zastanowić. A czemu nie dzień mężczyzn? Czy ktoś coś takiego obchodzi? Wcale nie chcę tego robić. Ale jak mamy być równi to bądźmy równi. Czy ktoś zastanowił się czemu w Walentynki latamy jak idioci po sklepach, kwiaciarniach, żeby coś kupić i sprawić przyjemność swoim paniom? A przecież jest to dzień zakochanych a nie kobiet. Ile razy panowie dostaliście coś od nich? Kwiaty, czekoladki? Wszystkie nasze panie oczekują tego od nas. A gdzie rownóść? Tu już nie jest ona ważna?
     Kobiety nie są nam równe! Taka jest prawda. W wielu wypadkach są lepsze. 
Przede wszystkim dają życie, zostają matkami, poświęcają część swojego, kiedy my w tym czasie opijamy z kumplami zdrowie przyszłego dziecka.
     Kobiety są wspaniałymi lekarzami, inżynierami, naukowacami, etc. Nikt nie powstrzyma zdolnej kobiety w dojścia do sukcesu, jeśli ona jest do tego zdolna.
Nieraz można słyszeć narzekania niektórych, o braku promocji i obwinianiu mężczyzn o rozdzielaniu takich pozycji między sobą. Bzdura. 
To jest naturalne prawo selekcji. Nie tylko one przechodzą przez ten problem. My też z tym walczymy. Zawsze znajdują się ludzie, którzy mają talent lania wody i całowania tyłka. Są tak zdolni, że szefowie kupują jego wymyślony talent i dają mu pozycję, która należy się innemu. Tak jest wszędzie i tak zawsze było.  Czy to jest sprawiedliwe? Nie! Ale to jest nas wszystkich problem. Nie tylko kobiet. Tylko one szybko oskarżają innych o dyskryminację a mężczyzni muszą się tylko poddać. Ja także przez to przechodziłem. W moim wypadku było przez to że inni potrafili wypowiadać się lepiej w języku angielskim. Czyli mogę zacząć płakać i narzekać na dyskriminację. Nie wybrali mnie bo jestem imigrantem! Znów bzdura. Chcesz być wybrany, naucz się idealnie języka angielskiego. I nadal możesz taką promocję ominąć z powodów Tobie nie znanych.
     Doszliśmy do tego, że kobiety muszą być zatrudniane we wszystkich zawodach. Następna bzdura. Nie spotkałem jeszcze jednej kobiety, która mogła przerzucać worki z cementem przez cały dzień. Ale dalej musimy je do tych prac zatrudniać. Mamy tłumaczone, że zawsze można znaleźć pracę, gdzie nie trzeba tyle fizycznej siły. To jakie to jest równouprawnienie? A płace mają być takie same.
    Nie chciał bym być żołnierzem w czasie zbrojenj akcji, gdzie mam liczyć na jedynego towarzysza, kobietę, że wyniesie mnie w wypadku mojego poranienia z pola bitwy. Przepraszam jak urażam kogoś uczucia, ale taka jest prawda. 
     Nie chciał bym być w płonącym mieszkaniu, kiedy straciłem przytomność od dymów i po drabinie wpadła do mieszkania panienka i miała by mnie wynieść. 
I znów tłumaczenie, że z nią zawsze będzie jakiś facet!  ????
      Kobiety wymagają od nas szacunku. Nie można z tym argumentować. Śmieszne, że nieraz można złapać je na czymś odwrotnym. W latach osiemdziesiątych, powszedni był obrazek, który można nieraz oglądać w filmach fabularnych. Kobieta przechodząca obok budowy i okrzyki robotników w stylu: Boże, jaka Ty jesteś piękna, Ej, ślicznotko!  Teraz jest to niespotykane. Każdy boi się o oskarżenie dyskryminację. Moja koleżanka wydała się, że jej tego brakuje. Kiedyś wszyscy zwracali na nią uwagę a teraz się boją.
     Ale jeśli tak ma być to niech będzie. Tylko że to nie jest droga jednokierunkowa. Jesli wymagacie żeby szanować Waszą osobę, Wasze ciało, 



musicie się tak zachowywać, żeby to respektować. Nie możemy wymagać, żeby spotkaną prostytutkę, traktować jak krolówą Polski. Jest wiele sławnych kobiet, które nie zgadzają się jak mężczyźni się do Was odnoszą, pokazują coś odwrotnego. Same się nie szanują. Łapiąc się za krocze, wykonują obrzydliwe seksualne pozycje w obecności dzieci i młodych, przeklinają i rzucają błotem. 






Nie możesz wymagać, żeby na następny dzień, ktoś odniósł się w stosunku do Ciebie w inny sposób. Wychodząc na ulicę z cyckami prawie na wierzchu, nie obrażaj się, jak jakiś maniak zapatrzy się w nie i prawie w Ciebie wejdzie. To jest morderstwo z prowokacją.
     Jak we wszystkim co robimy w życiu nie ma nigdy wspólnej odpowiedzialności. Nie można regulować wszystkiego przepisamy. Nieraz jest to po prostu nasze osobiste działanie, za które jesteśmy sami odpowiedzialni. Nie obwiniajmy innych o swoje słabości i błędy. Świat nigdy nie będzie sprawiedliwy, bo my sami nie jesteśmy. A co do dnia Kobiet? Bądźcie kobietami. Dajcie się nam szanować, kochać, respektować. Bądźcie mądre, piękne, pracowite. Bądźcie sobą. Nie wymagajcie, żeby traktowano Was jak mężczyzn, lub tym kim nie jesteście.
    Najważniejsze, bądźcie dumne że jesteście kobietami, bo w większości wypadków jesteście doskonalsze i nie zawsze trzeba udawadniać, że jesteśmy sobie równi.

Monday, March 6, 2017

A może lepiej być nie może?

    Co za dzień! Może, co za kilka dni!
W piątek otrzymałem przykrą wiadomość. Jeden z moich pracowników, który poszedł na inną budowę, dostał ataku serca i zmarł. Stał przy łopacie i przewrócił się. Bez narzekania, chałasu, padł i nie żył.
    Dzisiaj inny pracownik, Ralph (niektórzy z Was go znają), też poszedł na inną budowę. Tylko na jeden dzień. Tam także dostał ataku serca. Tym razem nie groźnie i chociaż jest w szpitalu, wszystko jest w porządku.
   Rozmawiałem z właścicielem i powiedziałem mu, żeby zapomniał o moich ludziach. Ile razy kogoś weźmie to go uśmierca, lub próbuje to zrobić.
   Już jadąc do domu, otrzymałem telefon od kolegi z pracy. Jest on jednym z tych, których uczyłem naszego fachu. Powiedział mi że rzucił pracę i przechodzi do innej firmy. Przykro mi, bo Bob był  moim dobrym przyjacielem. W tym samym czasie dowiedziałem się, że następny z moich uczniów, Sean, także rzucił pracę. Obydwoje pracowali dla mnie przez wiele, wiele lat. Teraz mają swoje budowy. Ale zaczynali u mnie, zaraz po studiach, prawie 20 lat temu.
Niestety, moja firma nie jest tą, z którą wielu chce pozostać do końca kariery. Nie zawsze płacą dobrze ale najważniejsze, nie pokazują nigdy zadowolenia z pracy swoich ludzi. Nigdy, albo bardzo rzadko, można usłyszeć od nich pochwałę. Wynagradzani są często ludzie, którzy potrafią się strasznie podlizywać, a nie są wcale dobrzy w tym co robią. I odwrotnie, Ci co ciężko pracują, nie są wynagradzani. 
     Ja czuję się tak samo. Różnica jest tylko taka, że mam kilka lat do emerytury i nie mam zamiaru zmieniać pracy w ostatnie lata. Po drugie,  dobrze mi płacą. Za to jestem na końcu listy w otrzymywaniu pochwał i atrakcyjnych dodatków. Na przykład, firma moja ma bilety na wszystkie sporty w Nowym Jorku. Hokej, koszykówka, baseball, football. I to dobre miejsca w pierwszych rzędach. Oczywiście jak chcę i poproszę to je dostaję, ale tu nie o to chodzi. Ci od obcałowanego tyłka dostają bez proszenia. Takich dodatków jest wiele. Jak chodzi o największe i trudne budowy, to bez dyskusji przekazują je pod moją kontrolę. Zresztą wielu z nich by nie otrzymali, bo miasto rząda nazwiska prowadzacego robotami. Jeśli firma nie ma kogoś z odpowiednim doświadczeniem, to tej budowy nie dostanie. Jeden z inżynierów zażartował na jednym z zebrań, że nawet jak ja odejdę, to nadal będą przebijać nowe prace z moim nazwiskiem. 
     Cały dzień był podobny. Zacząłem dwie operacje z dźwigami. Okazało się, że operator pierwszego nie był dobrze obezanany z tą maszyną i wykonaliśmy tylko 40 procent tego co wykonywaliśmy z innym, który okazało się, przeniesiony został na budowę prowadzoną prze jednego z właścicieli. Drugi dźwig nie mógł pracować przez kilka godzin, bo projektanci wykonali pomyłkę w obliczeniach i dźwig nie był w stanie podnieść metalowej belki. Geodeci, zampomnieli zaznaczyć potrzebne miejsca i wykładałem nową drogę na oko. I kilka drobniejszych rzeczy.
   Elaine zadzwoniła, narzekając że w jej mieszkaniu ponownie woda spływa z sufitu. Okazało się że jest następny problem u sąsiada mieszkającego nad nią. W weekend zepsuła się sauna parowa w łazience na dolnym piętrze. Nie wiem jak to naprawić. Nawet nie wiem co jest uszkodzone. 
Nawet wyjście na zewnątrz i próba relaksu przy parcy w ogrodzie się nie udała. Temperatury spadły do minusowych i wróciłem kichający i smarkający.
     Nawet nie cieszy mnie powrót do domu.  I nawet tu dopadły mnie kiepskie wiadomości. Wiesia wróciła do domu i okazało się że nie wygrała pracy, nad którą mozoliła się przez ostatnie miesiące. Nieraz dnie i noce. To nie była jej wina. Praca składała się z projektu (przez nią) i późniejszego wykonania. Jej partner, czyli firma która miała to budować podała tak wysoką cenę, że miasto odrzuciło ich projekt. 
Może jutro będzie lepszy dzień?   A może to już lepiej być nie może?

Thursday, March 2, 2017

Powrót do ostatniego weekendu

     O nartach w ostatni weekend już pisałem. Dzisiaj dodam tylko krótkie filmiki z tego dnia. Pierwszy to powrót do domu i wpominana burza. Większość tego co widać, wydarzyło się w ciągu kilkunastu minut. Film tego dobrze nie przekaże. W rzeczywistości wyglądało to dużo groźniej. Ale trochę można zobaczyć.



  Ten to po prostu nasze zjazdy z gór. 



  W tych wszystkich naszych wyjazdach, zawsze zaskakuje mnie coś w urządzeniach hoteli lub lokali w których mieszkamy. Na przykład w ostatnim, niezwykła pomysłowość architekta. Kiedy wchodzisz do toalety i siadasz na królewskim tronie, najważniejsze jest dostanie się później do papieru toaletowego. Tym razem genialny dekorator, wymyślił, że papier wiszący na ścianie przy toalecie nie jest atrakcyjnym widokiem. Umieścił więc go w szafce utrzymującej umywalkę. Stojąc przy toalecie, nie można go było znaleźć. Dopiero siadając na klapie, można było go zlokalizować. Ale dostanie się do niego to mała gimnastyczna próba plastyczności naszego ciała. 
      Najlepszym i najzabawniejszym (teraz, bo wtedy nie było nam do śmiechu), to noc w wynajętym mieszkaniu przy Okimo Mountain. Też na nartach.
   Chyba o tym kiedyś wspominałem, ale warto przypomnieć.
Byliśmy tam z inną parą. Sławkiem i Małgosią. Po dojeździe do miejsca i kolacji, poszliśmy spać, gotowi na następne kilka dni zabaw na śniegu.
   W naszym pokoju było trochę chłodno, podkręciłem więc termostat o kila stopni. Po kilku godzinach snu, temeratury na zewnątrz spadły dość poważnie i zrobiło się zimno. Obudziłem się i ponownie podwyższyłem temperaturę. Niestety. Wyglądało, że coś się zepsuło. Zrobiło się jeszcze zimniej. W połowie nocy, Wiesia kazała mi jeszcze raz podwyższyć. Owinęliśmy się wszystkim co można było znaleć. Następne kilka godzin i już bardzo zdenerwowany, podkręciłem go do samego końca. Nie dużo to pomogło. Wstaliśmy rano zmarznięci i zmęczeni. Jak się ubieraliśmy, wyszli z pokoju Małgosia i Sławek. Też bardzo narzekali. U nich termostat działał, ale za bardzo. Spali prawie nago i mieli otwarte okna na oścież. Też próbowali kilka razy obniżyć ale nie pomogło. 
     Małgosia nie jechała na narty. Kazaliśmy jej zadzwonić do właściciela i kazać mu to natychmiast naprawić. My udaliśmy się na górę.
     Po powrocie, zastaliśmy szczęśliwą i uśmiechniętą Małgosię. Bez pytania, wiedzieliśmy, że wszystko zostało naprawione. Ona sprawiła nam jednak niespodziankę. Tajemnica została wyjaśniona. Jakiś idiota, zamontował termostaty w przeciwnych pokojach. Nasz działał na ich pokój i odwrotnie. Okazało się, że kiedy wstawałem i podwyższałem temperaturę, podnosiła się ona, ale u nich w pokoju. Ich reakcja była natychmiastowa i probówali ją obniżyć. Niesety robili to w naszym pokoju. I tak do końca nocy. W ostateczności u nas ogrzewanie było wyłączone a u nich była sauna. 
     Nawet nie zwymyslaliśmy właściciela, bo pośmialiśmy się przez długi czas, przypominając sobie jak nawzajem dręczyliśmy się tej nocy.
   Tak naprawdę, to właściciel, powinien to nakręcać na kamery i byłby niezły program rozrywkowy.

Wednesday, March 1, 2017

Różności

      Dzisiejszy dzień przyniósł następne doświadczenie ze związkami zawodowymi. Może nawet więcej. Z kulturą i zachowaniem się obecnego pokolenia.
     Muszę wykonać pewną pracę, która wchodzi na tereny należące do firm transportu kolejowego. W Nowym Jorku jest bardzo przestrzegane bezpieczeństwo w okolicy torów kolejowych. Kiedy więc tam mamy pracować, „zamówić” musimy pana, który nas będzie obserwował i np. w momencie przejazdu pociągów zatrzymywał moje prace.
Nie chcę dyskutować nad logiką niektórych zasad. Nie mam zamiaru się ponownie zdenerwować. 
     Podjechaliśmy w miejsce pracy. Ludzie wyładowali sprzęt, pokazałem dokładnie co mają zrobić. Było już 40 minut po rozpoczęciu dnia pracy ale dalej nie było między nami naszego stróża. Zadzwoniłem do inspektorów z zapytaniem co się stało. Odpowiedzieli, że spróbują go znaleźć i oddzwonią.
     Na wszelki wypadek, wyszedłem na miejsce parkowania samochodów i zauważyłem mały samochód i kogoś wewnątrz. Był on tam od pierwszej chwili naszego przybycia na to miejsce. Podszedłem bliżej. Olbrzymi czarny grubas, siedział, leżał na częściowo rozłożonym siedzeniu i coś jadł. Jadł jak świnia, bo jedzenie ciekło mu po jego tłustej gębie. Zapukałem do szyby. Otworzył niezadowolony. Spytałem się czy czasem nie jest on moim inspektorem od kolei. 
Odpowiedział krótko: Tak i włożył następną łyżkę pełną jedzenia do obrzydliwej jamy ustnej.  Wspomniałem delikatnie, że my już tu jesteśmy i zaczynamy prace. 
Wystękał szybko OK i zamknął okno.
      Ten człowiek ma płacone 10 godzin za każdy dzień, nie ważne ile pracuje. Czyli osiem godzin plus dwie ponadgodziny płacone podwójnie. Razem 12-cie godzin. Nawet (a tak się często zdarzało), gdyby zdecydował, że nie możemy dziś pracować z powodu dużego ruchu pociągów. Wtedy po jednej godzinie idzie do domu z wypłatą za dziesięć. Myślę, że dla niego nie ma to dużego znaczenia. Leżeć tu w samochodzie, czy w jakimś śmierdzącym mieszkaniu na kanapie przy stole pełnym hamburgerów, nie sprawia mu różnicy. Tacy ludzie nie mają dużo wymagań od życia.
     Godzinę później przejeżdżałem obok publicznej szkoły. Przez ulice przechodzili piesi. Nie na wyznaczonych pasach ale gdzie im wygodniej. W chwili zauważenia kogoś takiego, szczególnie dzieci, nie zastanawiałem się ani sekundy, tylko zatrzymywałem samochód żeby pozwolić im przejść bezpiecznie. To wydaje się powinno być bardzo normalne. 
     Normalne jednak powinno być coś dodatkowego. Posiadając choć trochę wychowania i kultury, wypadałoby żeby ludzie Ci za to podziękowali. Chociaż kiwnęli głowami w znak takiego gestu. Nawet jeden tego nie zrobił. 
    Jak zmieniły się czasy od mojego dzieciństwa i młodosci. Ile razy byłem wkurzony, bo wstawałem, żeby w autobusie ustąpić miejsca starszej osobie. Ale to się miało we krwi. Tak musiało być. Dziękuję i proszę były najważniejszymi słowami w naszym codziennym życiu. To prawie nie istnieje, szczególnie w dzielnicach, w których ja pracuję.
       Wczoraj byłem ponownie u lekarza. Czakając w poczekalni, zdałem sobie sprawę, że wszyscy (około 10 osób) tekstowli na telefonach. W tej chwili ich świat to ekran telefonu. Patrzyłem się na to chwilę i nie wytrzymałem.
   - Przepraszam, ale muszę się z Wami czymś podzielić. Patrząc na Was zdałem sobie sprawę, że mamy duży problem. Najpierw Bóg dał nam rozum a teraz stworzyliśmy telefon.
    Nikt się nie odezwał. Po sekundzie wszyscy wrócili do tekstowania.
    Wczoraj kolega przysłał mi zdjęcie. Przypomniało mu się coś z niedawnej przeszłości. Kiedy zaczynałem tą budowę, robiliśmy testy na betonie. Obecni byli inspektorzy z  miasta. Ja wtedy jeszcze paliłem papierosy. Jeden z nich wspomniał, że palenie na budowach w Nowym Jorku jest nielegalne. Wie że nie jest to przestrzegane ale w miejscach takich jak to, musimy przynajmniej nosić maski.
   Nie spodziewa się, że Polak znajdzie wyjście w takiej sytuacji. 


Wystarczyła dziurka w masce. Moi ludzie pękali ze śmiechu ale on już się nie odezwał i zostawił mnie w spokoju.

Monday, February 27, 2017

Weekend na nartach

     Nie mogę powiedzieć, że nasz wyjazd na narty był udany. Mimo wszystko jesteśmy zadowoleni, bo nie zjeżdżaliśmy po śniegu już pięć lat i trzeba było to przerwać. Mam nadzieję że następny rok będzie lepszy.
     Dojazd do naszej góry trwał 4.5 godziny. Większość drogi na autostradzie, jadąc przeciętnie 110 kilometrów na godzinę. Już będąc blisko celu, zastanawialiśmy się czy warto było jechać, bo nie widzieliśmy żadnego śladu śniegu. Dopiero na końcu, wjeżdżając na wyższe tereny, zauważyć można go było na poboczach dróg. Dojechaliśmy późno, więc po spotkaniu znajomych, zjedzeniu kolacji, poszliśmy spać.
     Na drugi dzień szybko udaliśmy się na górę. Śnieg był, ale tylko na niektórych trasach. Nie było dużo ludzi, więc oczekiwania na wyciąg były bardzo krótkie. Na dole góry, można było być bez czapek, rękawic i nawet kurtki. Na samym szczycie, było dużo chłodniej.
    Śnieg był, ale nie były to dobre warunki do jazdy. Bardzo mokry. Spychany szybko przez jeżdżących na nartach i deskach odkrywał lodowate wysepki a sam ubijany był w małe górki. Wpadało się więc albo na lód, albo w te górki, które natychmiast hamowały narty. Trzeba było więc bardzo uważać i jeździć na napiętych mięśniach, przygotowanych na niespodzianki. Pod koniec dnia byliśmy już w bólu. Pięć godzin zjazdu, w naszym wieku i bez praktyki nie jest łatwym zadaniem. Pod koniec warunki jeszcze się pogorszyły i zjazdy stały się bez sensu. Zeszliśmy więc do hotelu. 
Tam sprawdziliśmy prognozę pogody i zdecydowaliśmy się na natychmiastowy powrót. Wieczorem miał padać deszcz i miało nastąpić gwałtowne obniżenie temperatur. Na nastepny dzień można się spodziewać  samego lodu na stokach. To już nie dla nas. Wracamy do domu. 
    Po drodze zatrzymaliśmy się na szybki, smaczny, włoski obiad. Później pędem do domu. Nie wskazane nam było jednak skończyć tą podróż bez problemu. Przez trzy godziny jechaliśmy w ulewnej burzy. Były chwile, że nie widziałem nic przez szybę samochodu. Ściana deszczu, wiatry dochodziły do 80-ciu kilometrów na godzinę i błyskało, grzmiało jakby miał to być koniec świata.
    Po dojeździe do domu, bolało mnie już wszystko. Nogi od nart, kregosłup od siedzenia, ręce od kurczowego trzymania kierownicy i do tego dostalem bólu głowy.
W domu, szcześliwy że to się skończylo, wyciągnałem się na kanapie i obejrzeliśmy z Wieśką dobry film „Hacksaw Ridge”.  

Friday, February 24, 2017

Hydraulicy

     W pracy następna wojna ze związkami zawodowymi. Tym razem hydraulicy.
Jak wiadomo, nasz dzień pracy trwa osiem godzin. Pracownicy mają pół godziny przerwy na lunch. Zaczynamy o siódmej rano i kończymy o 15:30.
    Hydraulicy mają tak „ciężką” pracę, że zmienili swoje godziny i pracują tylko siedem godzin. Zanim zacznę opisywać co się stało, muszę wytłumaczyć jeszcze jeden zwariowany przepis. Powiedzmy, że wykonuję jakąś operację, której nie mogę przerwać, np. wylewanie betonu. Pracujemy przez lunch o 12-tej godzinie, czyli przez to pół godziny wyznaczone na odpoczynek. W takich wypadkach muszę im wszystkim zapłacić całą dodatkową godzinę (chociaż pracują tylko pół godziny). Jeśli to dodamy, wiadomo że będzie to ponadgodzina, czyli normalne dwie godziny. Dzieje się to tylko wtedy, kiedy ja wydam takie zarządzenie.
      W tamtym tygodniu zaczęliśmy prace wymagające hydraulików. W pierwszy dzień, bez mojego pozwolenia, przepracowali przez lunch i zamiast o 14:30, zwinęli się o 13:00-tej i poszli do domu. Na drugi dzień kazałem się im wytłumaczyć. Powiedzieli mi, że tak pracują na każdej innej budowie. Nawet nie próbowałem tłumaczyć jak i dlaczego. Powiedziałem, że to nie zdarzy się na mojej. Walczyli przez chwilę ale nie mieli żadnych argumentów, więc się poddali. 
    Na drugi dzień wzięli przerwę i poszli do domu o 13:45. Znów awantura następnego dnia. Tym razem tłumaczyli, że muszą zwinąć narzędzia i zawieźć je do naszej bazy. Nie musicie, odpowiedziałem, bo moi ludzie tutaj dalej pracują i oni po was posprzatają na koniec dnia. Możecie więc spokojnie pracować do 14:30, tak jak macie płacone.
    Na trzeci dzień zwinęli się o 13:50. Tym razem wytłumaczyli to w ten bardzo interesujący sposób. Brygadzista musi odprowadzić samochód do bazy. Dodać do tego, że mają prawo wyjść 10 minut wcześniej, na umycie rąk. Ponieważ wszyscy jeżdżą do domu razem z brygadzistą, muszą wyjść razem z pracy. 
     Moja odpowiedź. Wyp......liłem wszystkich z pracy!!!

Thursday, February 23, 2017

Powerball

   Powinienem dzisiaj zacząć od jakiekoś strasznego przekleństwa. I to z wykrzyknikami.
Wczoraj po zakupach zobaczyłem że w jednym totolotków wygrana jest 400 milionów dolarów. Można zaryzykować, pomyślałem i kupiłem kilka kuponów.
    Losowanie odbyło się wczoraj, ale nie sprawdzałem. Dopiero dzisiaj w pracy zdecydowałem się na to spojrzeć. Mamy tu różne gry. Ta moja nazywa się PowerBall. Trzeba skreślić pięć numerów z siedemdziesięciu oraz dodatkowy szósty z 26-ciu.
Trafiając wszystkie można wygrać główną nagrodę.
      Przeszedłem przez pierwszy kupon i nie miałem nawet jednego numeru. Pomyślałem sobie, jak mało mam szczęścia, żeby nie trafić nawet jednego numeru. Przejrzałem drugi i miałem dwa pojedyncze numerki. No i doszedłem do trzeciego. W środkowej linii sprawdzam pierwszy i trafiłem, drugi - trafiłem, trzeci - trafiłem, czwarty - trafiłem. Już strasznie podniecony patrzę na piąty ale niestety nie. Także ten dodatkowy. Ale mam czwórkę.


 To dużo. Wszedłem szybko na internet poszukując wysokości wygranej. Po przeczytaniu, zacząłem przeklinać. W Stanach, w odróżnieniu do totolotków Europejskich, nie dzielą pięniedzy na wszystkich. Za moją czwórkę, dostanę tylko sto dolarów. Gdybym mial jeden numer więcej, byłby równy milion dolarów. Nawet nie chcę myśleć, jak by to ułatwilo moją decyzję o odejściu na emeryturę. Ile problemów zakończyłoby się tego dnia. Niejeden by chciał trafić w to najlepsze, czyli 400 milionów, ale wierzcie mi, wcale by mi na tym nie zależało. Takie coś, mogłoby nawet skomplikowa życie. Ale ten jeden cholerny numerek, mógłby pomóc. Niestety. Trzeba było szybko wrócić na ziemię i iść do pracy!

Wednesday, February 22, 2017

Mount Snow

   Wreszcie pogoda na którą nie można narzekać. Cały tydzień grzeje nas słońce i termometry wskazują około 15 stopni. W ostatnią niedzielę udało mi się nawet trochę poleżeć na leżaku, opalając się. W tą niedzielę ma się trochę ochłodzić, ale do 10 stopni i znów ocieplić. Oznacza to, że doszliśmy do Marca i wiosna już za progiem.
     W piątek zdecydowaliśmy się na wyjazd na narty, wspólnie z moją firmą.Organizuje ona raz w roku taki wypad. Częściowo pokrywają koszta. Ważniejsze jest jednak, że nie trzeba się o nic martwić. Ktoś wszystko załatwia. My musimy tylko zabrać sprzęt, dojechać do zarezerwowanego hotelu i korzystać z przyjemności jazdy na nartach.
   Mieszkać będziemy zaraz przy górze. Bardzo wygodne. Wychodzi się z hotelu i dwa kroki obok znajdują się wyciągi. Także po ostatnim zjezdzie, podjechać można pod drzwi hotelu. 


     Mount Snow, czyli Góra Śniegowa znajduje się w stanie Vermount. Daleko im do takich gór jak np. Alpy. Są  jednak bardzo dobrze zorganizowane. Dużo wyciągów i tras do zjazdów. 


Także wymaganiami nam odpowiadają. Jak widać na zdjęciu, większość tras to niebieskie.


 My na takich przeważnie jeździmy. Zielone do dla poczatkujących, czarne to bardzo strome i trudne. Niebieskie są trudne, ale nie przerażające. Nieraz jechałem czarnymi i dochodziło się do punktu w którym wszyscy się zatrzymywali. To tak jak ostrzeżenia. Wszyscy przystawali i patrzyli się chwilę na pionowe zbocze, wielokrotnie z moldami czyli setkami małych górek. Zdarza się, że niektórzy zdejmują narty i zjeżdżają na tyłku. Inni, po zrobieniu znaku krzyża, ryzykują. A jeszcze inni, którzy nawet się nie zatrzymują, zjeżdżają z niego, jakby to była płaska góra. Trudnosci są bardzo różne. Stroma góra, górki i dołki, nieraz bardzo wąska ścieżka, na której trudno zrobić jakikolwiek zwrot i zachamować. Szczególnie w takich miejscach groźni są ludzie. Wielu nie potrafi dobrze jeździć i trudno ich ominąć. Oni powodują wiele wypadków.
     My możemy z tego zjechać, ale wielokrotnie bardzo wolno. Jestem jednak za stary, żeby ryzykować połamaniem kości. Zostajemy więc w większości czasu na niebieskich. Chociaż pierwszy zjazd jest zawsze na zielonej dla przpomnienia.
      Pogoda, która mi tak odpowiada, może być małym problemem. Jeżeli tam też się tak ociepli, będzie bardzo mało śniegu i bardzo  mokry. Trudno po takim czymś jeździć. 

Thursday, February 16, 2017

Kamuflaż

   Cały czas się leczę. Pogoda dalej zimowa, nieprzyjemna. Czas płynie wolno i mało się dzieje w naszym życiu. 
Czytałem artykuł o wynalazkach i jak wiele z nich opartych jest na cechach obserwowanych u zwierząt. Jak by można było przejąć wszystkie te zdolności to każdy z nas byłby supermenem. Jedną z ciekawych i które można pokazać na zdjęciach to zdolność kamuflowania. Zamiast więc pisać o nieciekawych wydarzeniach mojego życia, załączę niektóre z nich.

      Mossy Leaf - Gekon

Uroplatus Gekon

Leaf Tailed Gekon

Patyczak

Locus

Ropuchy


Poszukajcie tu żaby 



Sowy


  Pająki


Gąsienice


Ćmy

 Ryba kamień - Stonefish

Konik Morski

Ryba żabnicokształtna - Frogfish
tylko jedna to ryba - druga to koral


Jeszcze inna ryby

Modliszka Hymenopodidae 

Ośmiornica

Crinoid Shrimp - krewetka

Lelek Egipski

Rodzaj pasikonika

Jaszczurka

Nie możemy zapomnieć o przodownikach w kamuflażu - Kameleonach

To tylko niektóre przykłady. Każde inne zwierzę także posiadło tą sztukę i chociaż nie są az tak doskonałe, to ich skóra i kolory pomagają im w ukrywaniu się. Na przykład tygrys.