Wednesday, March 8, 2017

Dzień Kobiet.

      Dzień Kobiet.
   Wszystkim kobietom, składam najserdeczniejsze życzenia. 
Dzień ten w moich czasach kojarzy się z kwiatami, spotkaniami z najbliższymi nam kobietami. Od mamy zaczynając do znajomych dziewczyn. Był to zawsze miły dzień i przyjemnie było sprawić niespodziankę swojej dziewczynie, nauczycielce czy rodzinie.
Ale wszystko się zmienia. Nawet taki dzień musi być zmieniony do politycznych celów. I tu już zaczynam się z tym nie zgadzać. Nie przesadzajcie miłe panie, bo to może się na Was odbić. Kobiety w Stanach protestują o ich dyskryminacji? PS. Wiele szkół zostało zamkniętych, bo nauczycielki poszły na manifestacje.


Naprawdę? Głosząc hasła o prawach dla wszystkich kobiet? Gyby tak naprawdę walczyły, nie powinny by wspomnieć o kamieniowaniu kobiet w Arabskich krajach, o braku jakichkolwiek praw dla kobiet w wielu krajach trzeciego świata? Jakoś się tym nie przejmują. A mnie jako meżczyznę to przeraża. Czyżbym ja był więcej zanteresowany prawami kobiet niż one same? A może to jest tylko wykorzystywanie kobiet do własnych celów politycznych ze strony demokratów? Dlaczego inaczej na takich protestach o prawach kobiet, połowa napisów jest przeciw Trumpowi. Trump jest prezydentem dwa miesiące. Jeszcze Wam tak bardzo nie zaszkodził. Osiem ostatnich lat było pod Obamą. Jeśli jest coś dalej źle, to chyba jego wina?
    Prezydent Clinton został wielokrotnie oskarżany o seksualne kontakty z innymi kobietami. Do wielu się przyznał. Gdzie były kobiety w tych latach? Oskarżały wtedu Republikanów o rozdmuchiwanie niczego.
      Jeżeli tak bardzo oskarżamy mężczyzn o dyskryminację kobiet, to czemu nie przyjrzymy się swoim zachowaniom. Nawet dzień kobiet może zastanowić. A czemu nie dzień mężczyzn? Czy ktoś coś takiego obchodzi? Wcale nie chcę tego robić. Ale jak mamy być równi to bądźmy równi. Czy ktoś zastanowił się czemu w Walentynki latamy jak idioci po sklepach, kwiaciarniach, żeby coś kupić i sprawić przyjemność swoim paniom? A przecież jest to dzień zakochanych a nie kobiet. Ile razy panowie dostaliście coś od nich? Kwiaty, czekoladki? Wszystkie nasze panie oczekują tego od nas. A gdzie rownóść? Tu już nie jest ona ważna?
     Kobiety nie są nam równe! Taka jest prawda. W wielu wypadkach są lepsze. 
Przede wszystkim dają życie, zostają matkami, poświęcają część swojego, kiedy my w tym czasie opijamy z kumplami zdrowie przyszłego dziecka.
     Kobiety są wspaniałymi lekarzami, inżynierami, naukowacami, etc. Nikt nie powstrzyma zdolnej kobiety w dojścia do sukcesu, jeśli ona jest do tego zdolna.
Nieraz można słyszeć narzekania niektórych, o braku promocji i obwinianiu mężczyzn o rozdzielaniu takich pozycji między sobą. Bzdura. 
To jest naturalne prawo selekcji. Nie tylko one przechodzą przez ten problem. My też z tym walczymy. Zawsze znajdują się ludzie, którzy mają talent lania wody i całowania tyłka. Są tak zdolni, że szefowie kupują jego wymyślony talent i dają mu pozycję, która należy się innemu. Tak jest wszędzie i tak zawsze było.  Czy to jest sprawiedliwe? Nie! Ale to jest nas wszystkich problem. Nie tylko kobiet. Tylko one szybko oskarżają innych o dyskryminację a mężczyzni muszą się tylko poddać. Ja także przez to przechodziłem. W moim wypadku było przez to że inni potrafili wypowiadać się lepiej w języku angielskim. Czyli mogę zacząć płakać i narzekać na dyskriminację. Nie wybrali mnie bo jestem imigrantem! Znów bzdura. Chcesz być wybrany, naucz się idealnie języka angielskiego. I nadal możesz taką promocję ominąć z powodów Tobie nie znanych.
     Doszliśmy do tego, że kobiety muszą być zatrudniane we wszystkich zawodach. Następna bzdura. Nie spotkałem jeszcze jednej kobiety, która mogła przerzucać worki z cementem przez cały dzień. Ale dalej musimy je do tych prac zatrudniać. Mamy tłumaczone, że zawsze można znaleźć pracę, gdzie nie trzeba tyle fizycznej siły. To jakie to jest równouprawnienie? A płace mają być takie same.
    Nie chciał bym być żołnierzem w czasie zbrojenj akcji, gdzie mam liczyć na jedynego towarzysza, kobietę, że wyniesie mnie w wypadku mojego poranienia z pola bitwy. Przepraszam jak urażam kogoś uczucia, ale taka jest prawda. 
     Nie chciał bym być w płonącym mieszkaniu, kiedy straciłem przytomność od dymów i po drabinie wpadła do mieszkania panienka i miała by mnie wynieść. 
I znów tłumaczenie, że z nią zawsze będzie jakiś facet!  ????
      Kobiety wymagają od nas szacunku. Nie można z tym argumentować. Śmieszne, że nieraz można złapać je na czymś odwrotnym. W latach osiemdziesiątych, powszedni był obrazek, który można nieraz oglądać w filmach fabularnych. Kobieta przechodząca obok budowy i okrzyki robotników w stylu: Boże, jaka Ty jesteś piękna, Ej, ślicznotko!  Teraz jest to niespotykane. Każdy boi się o oskarżenie dyskryminację. Moja koleżanka wydała się, że jej tego brakuje. Kiedyś wszyscy zwracali na nią uwagę a teraz się boją.
     Ale jeśli tak ma być to niech będzie. Tylko że to nie jest droga jednokierunkowa. Jesli wymagacie żeby szanować Waszą osobę, Wasze ciało, 



musicie się tak zachowywać, żeby to respektować. Nie możemy wymagać, żeby spotkaną prostytutkę, traktować jak krolówą Polski. Jest wiele sławnych kobiet, które nie zgadzają się jak mężczyźni się do Was odnoszą, pokazują coś odwrotnego. Same się nie szanują. Łapiąc się za krocze, wykonują obrzydliwe seksualne pozycje w obecności dzieci i młodych, przeklinają i rzucają błotem. 






Nie możesz wymagać, żeby na następny dzień, ktoś odniósł się w stosunku do Ciebie w inny sposób. Wychodząc na ulicę z cyckami prawie na wierzchu, nie obrażaj się, jak jakiś maniak zapatrzy się w nie i prawie w Ciebie wejdzie. To jest morderstwo z prowokacją.
     Jak we wszystkim co robimy w życiu nie ma nigdy wspólnej odpowiedzialności. Nie można regulować wszystkiego przepisamy. Nieraz jest to po prostu nasze osobiste działanie, za które jesteśmy sami odpowiedzialni. Nie obwiniajmy innych o swoje słabości i błędy. Świat nigdy nie będzie sprawiedliwy, bo my sami nie jesteśmy. A co do dnia Kobiet? Bądźcie kobietami. Dajcie się nam szanować, kochać, respektować. Bądźcie mądre, piękne, pracowite. Bądźcie sobą. Nie wymagajcie, żeby traktowano Was jak mężczyzn, lub tym kim nie jesteście.
    Najważniejsze, bądźcie dumne że jesteście kobietami, bo w większości wypadków jesteście doskonalsze i nie zawsze trzeba udawadniać, że jesteśmy sobie równi.

Monday, March 6, 2017

A może lepiej być nie może?

    Co za dzień! Może, co za kilka dni!
W piątek otrzymałem przykrą wiadomość. Jeden z moich pracowników, który poszedł na inną budowę, dostał ataku serca i zmarł. Stał przy łopacie i przewrócił się. Bez narzekania, chałasu, padł i nie żył.
    Dzisiaj inny pracownik, Ralph (niektórzy z Was go znają), też poszedł na inną budowę. Tylko na jeden dzień. Tam także dostał ataku serca. Tym razem nie groźnie i chociaż jest w szpitalu, wszystko jest w porządku.
   Rozmawiałem z właścicielem i powiedziałem mu, żeby zapomniał o moich ludziach. Ile razy kogoś weźmie to go uśmierca, lub próbuje to zrobić.
   Już jadąc do domu, otrzymałem telefon od kolegi z pracy. Jest on jednym z tych, których uczyłem naszego fachu. Powiedział mi że rzucił pracę i przechodzi do innej firmy. Przykro mi, bo Bob był  moim dobrym przyjacielem. W tym samym czasie dowiedziałem się, że następny z moich uczniów, Sean, także rzucił pracę. Obydwoje pracowali dla mnie przez wiele, wiele lat. Teraz mają swoje budowy. Ale zaczynali u mnie, zaraz po studiach, prawie 20 lat temu.
Niestety, moja firma nie jest tą, z którą wielu chce pozostać do końca kariery. Nie zawsze płacą dobrze ale najważniejsze, nie pokazują nigdy zadowolenia z pracy swoich ludzi. Nigdy, albo bardzo rzadko, można usłyszeć od nich pochwałę. Wynagradzani są często ludzie, którzy potrafią się strasznie podlizywać, a nie są wcale dobrzy w tym co robią. I odwrotnie, Ci co ciężko pracują, nie są wynagradzani. 
     Ja czuję się tak samo. Różnica jest tylko taka, że mam kilka lat do emerytury i nie mam zamiaru zmieniać pracy w ostatnie lata. Po drugie,  dobrze mi płacą. Za to jestem na końcu listy w otrzymywaniu pochwał i atrakcyjnych dodatków. Na przykład, firma moja ma bilety na wszystkie sporty w Nowym Jorku. Hokej, koszykówka, baseball, football. I to dobre miejsca w pierwszych rzędach. Oczywiście jak chcę i poproszę to je dostaję, ale tu nie o to chodzi. Ci od obcałowanego tyłka dostają bez proszenia. Takich dodatków jest wiele. Jak chodzi o największe i trudne budowy, to bez dyskusji przekazują je pod moją kontrolę. Zresztą wielu z nich by nie otrzymali, bo miasto rząda nazwiska prowadzacego robotami. Jeśli firma nie ma kogoś z odpowiednim doświadczeniem, to tej budowy nie dostanie. Jeden z inżynierów zażartował na jednym z zebrań, że nawet jak ja odejdę, to nadal będą przebijać nowe prace z moim nazwiskiem. 
     Cały dzień był podobny. Zacząłem dwie operacje z dźwigami. Okazało się, że operator pierwszego nie był dobrze obezanany z tą maszyną i wykonaliśmy tylko 40 procent tego co wykonywaliśmy z innym, który okazało się, przeniesiony został na budowę prowadzoną prze jednego z właścicieli. Drugi dźwig nie mógł pracować przez kilka godzin, bo projektanci wykonali pomyłkę w obliczeniach i dźwig nie był w stanie podnieść metalowej belki. Geodeci, zampomnieli zaznaczyć potrzebne miejsca i wykładałem nową drogę na oko. I kilka drobniejszych rzeczy.
   Elaine zadzwoniła, narzekając że w jej mieszkaniu ponownie woda spływa z sufitu. Okazało się że jest następny problem u sąsiada mieszkającego nad nią. W weekend zepsuła się sauna parowa w łazience na dolnym piętrze. Nie wiem jak to naprawić. Nawet nie wiem co jest uszkodzone. 
Nawet wyjście na zewnątrz i próba relaksu przy parcy w ogrodzie się nie udała. Temperatury spadły do minusowych i wróciłem kichający i smarkający.
     Nawet nie cieszy mnie powrót do domu.  I nawet tu dopadły mnie kiepskie wiadomości. Wiesia wróciła do domu i okazało się że nie wygrała pracy, nad którą mozoliła się przez ostatnie miesiące. Nieraz dnie i noce. To nie była jej wina. Praca składała się z projektu (przez nią) i późniejszego wykonania. Jej partner, czyli firma która miała to budować podała tak wysoką cenę, że miasto odrzuciło ich projekt. 
Może jutro będzie lepszy dzień?   A może to już lepiej być nie może?

Thursday, March 2, 2017

Powrót do ostatniego weekendu

     O nartach w ostatni weekend już pisałem. Dzisiaj dodam tylko krótkie filmiki z tego dnia. Pierwszy to powrót do domu i wpominana burza. Większość tego co widać, wydarzyło się w ciągu kilkunastu minut. Film tego dobrze nie przekaże. W rzeczywistości wyglądało to dużo groźniej. Ale trochę można zobaczyć.



  Ten to po prostu nasze zjazdy z gór. 



  W tych wszystkich naszych wyjazdach, zawsze zaskakuje mnie coś w urządzeniach hoteli lub lokali w których mieszkamy. Na przykład w ostatnim, niezwykła pomysłowość architekta. Kiedy wchodzisz do toalety i siadasz na królewskim tronie, najważniejsze jest dostanie się później do papieru toaletowego. Tym razem genialny dekorator, wymyślił, że papier wiszący na ścianie przy toalecie nie jest atrakcyjnym widokiem. Umieścił więc go w szafce utrzymującej umywalkę. Stojąc przy toalecie, nie można go było znaleźć. Dopiero siadając na klapie, można było go zlokalizować. Ale dostanie się do niego to mała gimnastyczna próba plastyczności naszego ciała. 
      Najlepszym i najzabawniejszym (teraz, bo wtedy nie było nam do śmiechu), to noc w wynajętym mieszkaniu przy Okimo Mountain. Też na nartach.
   Chyba o tym kiedyś wspominałem, ale warto przypomnieć.
Byliśmy tam z inną parą. Sławkiem i Małgosią. Po dojeździe do miejsca i kolacji, poszliśmy spać, gotowi na następne kilka dni zabaw na śniegu.
   W naszym pokoju było trochę chłodno, podkręciłem więc termostat o kila stopni. Po kilku godzinach snu, temeratury na zewnątrz spadły dość poważnie i zrobiło się zimno. Obudziłem się i ponownie podwyższyłem temperaturę. Niestety. Wyglądało, że coś się zepsuło. Zrobiło się jeszcze zimniej. W połowie nocy, Wiesia kazała mi jeszcze raz podwyższyć. Owinęliśmy się wszystkim co można było znaleć. Następne kilka godzin i już bardzo zdenerwowany, podkręciłem go do samego końca. Nie dużo to pomogło. Wstaliśmy rano zmarznięci i zmęczeni. Jak się ubieraliśmy, wyszli z pokoju Małgosia i Sławek. Też bardzo narzekali. U nich termostat działał, ale za bardzo. Spali prawie nago i mieli otwarte okna na oścież. Też próbowali kilka razy obniżyć ale nie pomogło. 
     Małgosia nie jechała na narty. Kazaliśmy jej zadzwonić do właściciela i kazać mu to natychmiast naprawić. My udaliśmy się na górę.
     Po powrocie, zastaliśmy szczęśliwą i uśmiechniętą Małgosię. Bez pytania, wiedzieliśmy, że wszystko zostało naprawione. Ona sprawiła nam jednak niespodziankę. Tajemnica została wyjaśniona. Jakiś idiota, zamontował termostaty w przeciwnych pokojach. Nasz działał na ich pokój i odwrotnie. Okazało się, że kiedy wstawałem i podwyższałem temperaturę, podnosiła się ona, ale u nich w pokoju. Ich reakcja była natychmiastowa i probówali ją obniżyć. Niesety robili to w naszym pokoju. I tak do końca nocy. W ostateczności u nas ogrzewanie było wyłączone a u nich była sauna. 
     Nawet nie zwymyslaliśmy właściciela, bo pośmialiśmy się przez długi czas, przypominając sobie jak nawzajem dręczyliśmy się tej nocy.
   Tak naprawdę, to właściciel, powinien to nakręcać na kamery i byłby niezły program rozrywkowy.

Wednesday, March 1, 2017

Różności

      Dzisiejszy dzień przyniósł następne doświadczenie ze związkami zawodowymi. Może nawet więcej. Z kulturą i zachowaniem się obecnego pokolenia.
     Muszę wykonać pewną pracę, która wchodzi na tereny należące do firm transportu kolejowego. W Nowym Jorku jest bardzo przestrzegane bezpieczeństwo w okolicy torów kolejowych. Kiedy więc tam mamy pracować, „zamówić” musimy pana, który nas będzie obserwował i np. w momencie przejazdu pociągów zatrzymywał moje prace.
Nie chcę dyskutować nad logiką niektórych zasad. Nie mam zamiaru się ponownie zdenerwować. 
     Podjechaliśmy w miejsce pracy. Ludzie wyładowali sprzęt, pokazałem dokładnie co mają zrobić. Było już 40 minut po rozpoczęciu dnia pracy ale dalej nie było między nami naszego stróża. Zadzwoniłem do inspektorów z zapytaniem co się stało. Odpowiedzieli, że spróbują go znaleźć i oddzwonią.
     Na wszelki wypadek, wyszedłem na miejsce parkowania samochodów i zauważyłem mały samochód i kogoś wewnątrz. Był on tam od pierwszej chwili naszego przybycia na to miejsce. Podszedłem bliżej. Olbrzymi czarny grubas, siedział, leżał na częściowo rozłożonym siedzeniu i coś jadł. Jadł jak świnia, bo jedzenie ciekło mu po jego tłustej gębie. Zapukałem do szyby. Otworzył niezadowolony. Spytałem się czy czasem nie jest on moim inspektorem od kolei. 
Odpowiedział krótko: Tak i włożył następną łyżkę pełną jedzenia do obrzydliwej jamy ustnej.  Wspomniałem delikatnie, że my już tu jesteśmy i zaczynamy prace. 
Wystękał szybko OK i zamknął okno.
      Ten człowiek ma płacone 10 godzin za każdy dzień, nie ważne ile pracuje. Czyli osiem godzin plus dwie ponadgodziny płacone podwójnie. Razem 12-cie godzin. Nawet (a tak się często zdarzało), gdyby zdecydował, że nie możemy dziś pracować z powodu dużego ruchu pociągów. Wtedy po jednej godzinie idzie do domu z wypłatą za dziesięć. Myślę, że dla niego nie ma to dużego znaczenia. Leżeć tu w samochodzie, czy w jakimś śmierdzącym mieszkaniu na kanapie przy stole pełnym hamburgerów, nie sprawia mu różnicy. Tacy ludzie nie mają dużo wymagań od życia.
     Godzinę później przejeżdżałem obok publicznej szkoły. Przez ulice przechodzili piesi. Nie na wyznaczonych pasach ale gdzie im wygodniej. W chwili zauważenia kogoś takiego, szczególnie dzieci, nie zastanawiałem się ani sekundy, tylko zatrzymywałem samochód żeby pozwolić im przejść bezpiecznie. To wydaje się powinno być bardzo normalne. 
     Normalne jednak powinno być coś dodatkowego. Posiadając choć trochę wychowania i kultury, wypadałoby żeby ludzie Ci za to podziękowali. Chociaż kiwnęli głowami w znak takiego gestu. Nawet jeden tego nie zrobił. 
    Jak zmieniły się czasy od mojego dzieciństwa i młodosci. Ile razy byłem wkurzony, bo wstawałem, żeby w autobusie ustąpić miejsca starszej osobie. Ale to się miało we krwi. Tak musiało być. Dziękuję i proszę były najważniejszymi słowami w naszym codziennym życiu. To prawie nie istnieje, szczególnie w dzielnicach, w których ja pracuję.
       Wczoraj byłem ponownie u lekarza. Czakając w poczekalni, zdałem sobie sprawę, że wszyscy (około 10 osób) tekstowli na telefonach. W tej chwili ich świat to ekran telefonu. Patrzyłem się na to chwilę i nie wytrzymałem.
   - Przepraszam, ale muszę się z Wami czymś podzielić. Patrząc na Was zdałem sobie sprawę, że mamy duży problem. Najpierw Bóg dał nam rozum a teraz stworzyliśmy telefon.
    Nikt się nie odezwał. Po sekundzie wszyscy wrócili do tekstowania.
    Wczoraj kolega przysłał mi zdjęcie. Przypomniało mu się coś z niedawnej przeszłości. Kiedy zaczynałem tą budowę, robiliśmy testy na betonie. Obecni byli inspektorzy z  miasta. Ja wtedy jeszcze paliłem papierosy. Jeden z nich wspomniał, że palenie na budowach w Nowym Jorku jest nielegalne. Wie że nie jest to przestrzegane ale w miejscach takich jak to, musimy przynajmniej nosić maski.
   Nie spodziewa się, że Polak znajdzie wyjście w takiej sytuacji. 


Wystarczyła dziurka w masce. Moi ludzie pękali ze śmiechu ale on już się nie odezwał i zostawił mnie w spokoju.

Monday, February 27, 2017

Weekend na nartach

     Nie mogę powiedzieć, że nasz wyjazd na narty był udany. Mimo wszystko jesteśmy zadowoleni, bo nie zjeżdżaliśmy po śniegu już pięć lat i trzeba było to przerwać. Mam nadzieję że następny rok będzie lepszy.
     Dojazd do naszej góry trwał 4.5 godziny. Większość drogi na autostradzie, jadąc przeciętnie 110 kilometrów na godzinę. Już będąc blisko celu, zastanawialiśmy się czy warto było jechać, bo nie widzieliśmy żadnego śladu śniegu. Dopiero na końcu, wjeżdżając na wyższe tereny, zauważyć można go było na poboczach dróg. Dojechaliśmy późno, więc po spotkaniu znajomych, zjedzeniu kolacji, poszliśmy spać.
     Na drugi dzień szybko udaliśmy się na górę. Śnieg był, ale tylko na niektórych trasach. Nie było dużo ludzi, więc oczekiwania na wyciąg były bardzo krótkie. Na dole góry, można było być bez czapek, rękawic i nawet kurtki. Na samym szczycie, było dużo chłodniej.
    Śnieg był, ale nie były to dobre warunki do jazdy. Bardzo mokry. Spychany szybko przez jeżdżących na nartach i deskach odkrywał lodowate wysepki a sam ubijany był w małe górki. Wpadało się więc albo na lód, albo w te górki, które natychmiast hamowały narty. Trzeba było więc bardzo uważać i jeździć na napiętych mięśniach, przygotowanych na niespodzianki. Pod koniec dnia byliśmy już w bólu. Pięć godzin zjazdu, w naszym wieku i bez praktyki nie jest łatwym zadaniem. Pod koniec warunki jeszcze się pogorszyły i zjazdy stały się bez sensu. Zeszliśmy więc do hotelu. 
Tam sprawdziliśmy prognozę pogody i zdecydowaliśmy się na natychmiastowy powrót. Wieczorem miał padać deszcz i miało nastąpić gwałtowne obniżenie temperatur. Na nastepny dzień można się spodziewać  samego lodu na stokach. To już nie dla nas. Wracamy do domu. 
    Po drodze zatrzymaliśmy się na szybki, smaczny, włoski obiad. Później pędem do domu. Nie wskazane nam było jednak skończyć tą podróż bez problemu. Przez trzy godziny jechaliśmy w ulewnej burzy. Były chwile, że nie widziałem nic przez szybę samochodu. Ściana deszczu, wiatry dochodziły do 80-ciu kilometrów na godzinę i błyskało, grzmiało jakby miał to być koniec świata.
    Po dojeździe do domu, bolało mnie już wszystko. Nogi od nart, kregosłup od siedzenia, ręce od kurczowego trzymania kierownicy i do tego dostalem bólu głowy.
W domu, szcześliwy że to się skończylo, wyciągnałem się na kanapie i obejrzeliśmy z Wieśką dobry film „Hacksaw Ridge”.  

Friday, February 24, 2017

Hydraulicy

     W pracy następna wojna ze związkami zawodowymi. Tym razem hydraulicy.
Jak wiadomo, nasz dzień pracy trwa osiem godzin. Pracownicy mają pół godziny przerwy na lunch. Zaczynamy o siódmej rano i kończymy o 15:30.
    Hydraulicy mają tak „ciężką” pracę, że zmienili swoje godziny i pracują tylko siedem godzin. Zanim zacznę opisywać co się stało, muszę wytłumaczyć jeszcze jeden zwariowany przepis. Powiedzmy, że wykonuję jakąś operację, której nie mogę przerwać, np. wylewanie betonu. Pracujemy przez lunch o 12-tej godzinie, czyli przez to pół godziny wyznaczone na odpoczynek. W takich wypadkach muszę im wszystkim zapłacić całą dodatkową godzinę (chociaż pracują tylko pół godziny). Jeśli to dodamy, wiadomo że będzie to ponadgodzina, czyli normalne dwie godziny. Dzieje się to tylko wtedy, kiedy ja wydam takie zarządzenie.
      W tamtym tygodniu zaczęliśmy prace wymagające hydraulików. W pierwszy dzień, bez mojego pozwolenia, przepracowali przez lunch i zamiast o 14:30, zwinęli się o 13:00-tej i poszli do domu. Na drugi dzień kazałem się im wytłumaczyć. Powiedzieli mi, że tak pracują na każdej innej budowie. Nawet nie próbowałem tłumaczyć jak i dlaczego. Powiedziałem, że to nie zdarzy się na mojej. Walczyli przez chwilę ale nie mieli żadnych argumentów, więc się poddali. 
    Na drugi dzień wzięli przerwę i poszli do domu o 13:45. Znów awantura następnego dnia. Tym razem tłumaczyli, że muszą zwinąć narzędzia i zawieźć je do naszej bazy. Nie musicie, odpowiedziałem, bo moi ludzie tutaj dalej pracują i oni po was posprzatają na koniec dnia. Możecie więc spokojnie pracować do 14:30, tak jak macie płacone.
    Na trzeci dzień zwinęli się o 13:50. Tym razem wytłumaczyli to w ten bardzo interesujący sposób. Brygadzista musi odprowadzić samochód do bazy. Dodać do tego, że mają prawo wyjść 10 minut wcześniej, na umycie rąk. Ponieważ wszyscy jeżdżą do domu razem z brygadzistą, muszą wyjść razem z pracy. 
     Moja odpowiedź. Wyp......liłem wszystkich z pracy!!!

Thursday, February 23, 2017

Powerball

   Powinienem dzisiaj zacząć od jakiekoś strasznego przekleństwa. I to z wykrzyknikami.
Wczoraj po zakupach zobaczyłem że w jednym totolotków wygrana jest 400 milionów dolarów. Można zaryzykować, pomyślałem i kupiłem kilka kuponów.
    Losowanie odbyło się wczoraj, ale nie sprawdzałem. Dopiero dzisiaj w pracy zdecydowałem się na to spojrzeć. Mamy tu różne gry. Ta moja nazywa się PowerBall. Trzeba skreślić pięć numerów z siedemdziesięciu oraz dodatkowy szósty z 26-ciu.
Trafiając wszystkie można wygrać główną nagrodę.
      Przeszedłem przez pierwszy kupon i nie miałem nawet jednego numeru. Pomyślałem sobie, jak mało mam szczęścia, żeby nie trafić nawet jednego numeru. Przejrzałem drugi i miałem dwa pojedyncze numerki. No i doszedłem do trzeciego. W środkowej linii sprawdzam pierwszy i trafiłem, drugi - trafiłem, trzeci - trafiłem, czwarty - trafiłem. Już strasznie podniecony patrzę na piąty ale niestety nie. Także ten dodatkowy. Ale mam czwórkę.


 To dużo. Wszedłem szybko na internet poszukując wysokości wygranej. Po przeczytaniu, zacząłem przeklinać. W Stanach, w odróżnieniu do totolotków Europejskich, nie dzielą pięniedzy na wszystkich. Za moją czwórkę, dostanę tylko sto dolarów. Gdybym mial jeden numer więcej, byłby równy milion dolarów. Nawet nie chcę myśleć, jak by to ułatwilo moją decyzję o odejściu na emeryturę. Ile problemów zakończyłoby się tego dnia. Niejeden by chciał trafić w to najlepsze, czyli 400 milionów, ale wierzcie mi, wcale by mi na tym nie zależało. Takie coś, mogłoby nawet skomplikowa życie. Ale ten jeden cholerny numerek, mógłby pomóc. Niestety. Trzeba było szybko wrócić na ziemię i iść do pracy!

Wednesday, February 22, 2017

Mount Snow

   Wreszcie pogoda na którą nie można narzekać. Cały tydzień grzeje nas słońce i termometry wskazują około 15 stopni. W ostatnią niedzielę udało mi się nawet trochę poleżeć na leżaku, opalając się. W tą niedzielę ma się trochę ochłodzić, ale do 10 stopni i znów ocieplić. Oznacza to, że doszliśmy do Marca i wiosna już za progiem.
     W piątek zdecydowaliśmy się na wyjazd na narty, wspólnie z moją firmą.Organizuje ona raz w roku taki wypad. Częściowo pokrywają koszta. Ważniejsze jest jednak, że nie trzeba się o nic martwić. Ktoś wszystko załatwia. My musimy tylko zabrać sprzęt, dojechać do zarezerwowanego hotelu i korzystać z przyjemności jazdy na nartach.
   Mieszkać będziemy zaraz przy górze. Bardzo wygodne. Wychodzi się z hotelu i dwa kroki obok znajdują się wyciągi. Także po ostatnim zjezdzie, podjechać można pod drzwi hotelu. 


     Mount Snow, czyli Góra Śniegowa znajduje się w stanie Vermount. Daleko im do takich gór jak np. Alpy. Są  jednak bardzo dobrze zorganizowane. Dużo wyciągów i tras do zjazdów. 


Także wymaganiami nam odpowiadają. Jak widać na zdjęciu, większość tras to niebieskie.


 My na takich przeważnie jeździmy. Zielone do dla poczatkujących, czarne to bardzo strome i trudne. Niebieskie są trudne, ale nie przerażające. Nieraz jechałem czarnymi i dochodziło się do punktu w którym wszyscy się zatrzymywali. To tak jak ostrzeżenia. Wszyscy przystawali i patrzyli się chwilę na pionowe zbocze, wielokrotnie z moldami czyli setkami małych górek. Zdarza się, że niektórzy zdejmują narty i zjeżdżają na tyłku. Inni, po zrobieniu znaku krzyża, ryzykują. A jeszcze inni, którzy nawet się nie zatrzymują, zjeżdżają z niego, jakby to była płaska góra. Trudnosci są bardzo różne. Stroma góra, górki i dołki, nieraz bardzo wąska ścieżka, na której trudno zrobić jakikolwiek zwrot i zachamować. Szczególnie w takich miejscach groźni są ludzie. Wielu nie potrafi dobrze jeździć i trudno ich ominąć. Oni powodują wiele wypadków.
     My możemy z tego zjechać, ale wielokrotnie bardzo wolno. Jestem jednak za stary, żeby ryzykować połamaniem kości. Zostajemy więc w większości czasu na niebieskich. Chociaż pierwszy zjazd jest zawsze na zielonej dla przpomnienia.
      Pogoda, która mi tak odpowiada, może być małym problemem. Jeżeli tam też się tak ociepli, będzie bardzo mało śniegu i bardzo  mokry. Trudno po takim czymś jeździć. 

Thursday, February 16, 2017

Kamuflaż

   Cały czas się leczę. Pogoda dalej zimowa, nieprzyjemna. Czas płynie wolno i mało się dzieje w naszym życiu. 
Czytałem artykuł o wynalazkach i jak wiele z nich opartych jest na cechach obserwowanych u zwierząt. Jak by można było przejąć wszystkie te zdolności to każdy z nas byłby supermenem. Jedną z ciekawych i które można pokazać na zdjęciach to zdolność kamuflowania. Zamiast więc pisać o nieciekawych wydarzeniach mojego życia, załączę niektóre z nich.

      Mossy Leaf - Gekon

Uroplatus Gekon

Leaf Tailed Gekon

Patyczak

Locus

Ropuchy


Poszukajcie tu żaby 



Sowy


  Pająki


Gąsienice


Ćmy

 Ryba kamień - Stonefish

Konik Morski

Ryba żabnicokształtna - Frogfish
tylko jedna to ryba - druga to koral


Jeszcze inna ryby

Modliszka Hymenopodidae 

Ośmiornica

Crinoid Shrimp - krewetka

Lelek Egipski

Rodzaj pasikonika

Jaszczurka

Nie możemy zapomnieć o przodownikach w kamuflażu - Kameleonach

To tylko niektóre przykłady. Każde inne zwierzę także posiadło tą sztukę i chociaż nie są az tak doskonałe, to ich skóra i kolory pomagają im w ukrywaniu się. Na przykład tygrys.



 


Monday, February 13, 2017

Wizyta u lekarza

    Nareszcie mam trochę szczęścia. Zdarzyło mi się coś, co zdarza się bardzo rzadko. 
Znalazłem na internecie chiropraktora. Wybrałem go z powodu bliskiego położenia jego kliniki.  Bez problemu dostałem wizytę i to w godzinach wieczornych co tu jest mało spotykane. Już w poczekalni, pielęgniarki były bardzo miłe. Po chwili wyczekiwania lekarz wezwał mnie do siebie. Opowiedziałem co się stało. Wysłuchał uważnie i zabrał mnie do innego gabinetu na testy.
    Najpierw ponaciągał mi nogi i nieźle wymacał, stwierdzając że to nie jest problem z mięśniami. Czyli na pewno nerwy kręgosłupa. Następnie zabrał się za testy tych nerwów. Jak to robił, pomyślałem że to wszystko bzdura. Na rysunku poniżej pokazane jest pięć, które mogły być uszkodzone.


 Położyłem się na łóżku i on kazał podnieść prawą nogę i przesunąć w prawo. Następnie lewą rekę miałem dotykać miejsce w okolicy pępka a prawą gardła. Złapał mi nogę i kazał  na siłę przesunąć w prawo a on ja ciągnął w przeciwnym kierunku. Nie dałem się przeciągnąć. Znaczyło to że nerw nr.1 jest w porządku. Teraz miałem zmienić ręce. Prawa na pępku, lewa na gardle. To samo ćwiczenie i znów wytrzymałem jego ciągnięcie. Czyli nr. 2 jest dobry. Za każdym razem zmieniał miejsca dotyku rąk i powtarzał to siłowanie. Przy jednym z nich nie miałem siły i on swobodnie przesuwał moją nogę.
Znalazł wreszcie który nerw jest uszkodzony.
   Zrobiliśmy zdjęcie rentgenowskie i kazał mi wrócić za dwie godziny.
Po powrocie pokazał mi zdjęcia. Tytaj znów rysunek.


     Ta niebieska część to dysk a rurki to nerwy. Okazuje się że jeden mam uszkodzony. Jest bardzo spłaszczony i wyciągnięty w stronę nerwu. Tak, że cały czas na niego naciska. Wytłumaczył mi, że nasz organizm reaguje w ciekawy sposób. Tak jak np. włożymy buty. Czujemy je na stopach. Po jakimś czasie jednak przyzwyczajamy się do nich i nie wiemy że je nosimy. Tutaj też tak to działa. Organizm przyzwyczaja się i przestaje wysyłać sygnały bólu. Aż do chwili, kiedy to naruszymy przez np. skręcenie czy upadek. Dysk powiększa się troszeczkę i natychmiast odczuwamy olbrzymi ból.
     Stwierdził, że jest to do wyleczenia. Nie trzeba żadnej operacji. Trochę to potrwa. Za każdym razem będzie lekka poprawa. Im dalej, tym większa. Dzisiaj po masażach dysk zmniejszy się na godzinę. Jutro na dwie, pojutrze na cztery. Ale za każdym razem wróci do uszkodzonej pozycji. Pierwszy tydzień muszę być tam 5 razy. Następny 4 i tak dalej. Po miesiącu i trochę powinienem być wyleczony na przynajmniej 5 lat. Wtedy może to powrócić, lecz nie musi.
   Teraz! Co jest niesamowite. Lekarz jest dobry, bo był nawet chiropraktykiem dla zespołu koszykówki Knicks. Wszystko grzecznie tłumaczył, niesamowicie miły a na zakończenie dał mi swój domowy telefon i powiedział że mogę dzwonić 24 godziny na dobę. Wow!
   I na tym nie koniec. Wróciłem do domu. Położyłem się na lodzie a o 20-tej wieczorem mam telefon. Lekarz dzwoni i sprawdza jak się czuję. To już jak z filmu!
Zobaczymy jak pójdzie leczenie, ale już teraz mogę funkcjonować. Ból jest już do wytrzymania.
Jeszcze ciekawostka. Nigdy nie byłem pewien czegoś, bo każdy doradzał inaczej. Czy lepiej robić kompres zimny czy ciepły. On powiedział że jak problem z mięśniami to gorący ale jak nerwy to zimny. 
   Co to znaczy dobry lekarz. Dwa razy miałem taki wypadek i zawsze u innego lekarza. Żadnych zdjęć, żadnych testów. Tylko masowanie i kasowanie pieniędzy. Oczywiście po wielokrotnych wizytach czułem się lepiej, ale to nie było leczenie. Nadzieja, że teraz jest inaczej.

Chiropraktyk

      Dochodzę do wniosku, że trzeba unikać narzekania na wszystko, co może dotyczyć mojego życia. Kilka dni temu pisałem o zmianie podejścia do pracy u obecnego pokolenia. Dzisiaj musiałem udowodnić, że jestem z tej starej generacji. 
Wczoraj padał zmrożony deszcz. Wyszedłem z domu o piątej rano. Wszystko wokół pokryte było warstwą lodu. 


Zszedłem ostrożnie po schodach i później wolno sunąłem w kierunku auta. Niestety, w połowie drogi wykonałem specjalny taniec pająka. Poślizgnąłem się na tym lodzie. Nie upadłem ale na końcu zatrzymałem się na jednej ręce, podobnie jak na poniższym zdjęciu.


    W tej samej chwili obejrzałem przepiękne gwiazdy i sztuczne ognie. Coś strzeliło mi w plecach nad biodrami. Nawet nie krzyknąłem z bólu tylko zalałem się łzami. Postałem tam chwilę zapłakany i następnie doczłapałem się do samochodu. Posiedziałem chwilę i postanowiłem jechać do pracy. Nawet tam, po prawie godzinie od wypadku, dalej ciekły mi łzy. Wziąłem pastylki na ból i teraz próbuję przetrwać. Nie mogę jednak nic robić. Zamówiłem wizytę u chiropraktyka i siedząc w biurze, wpisuję się w mojego bloga.
    Żona będzie niezadowolona. Wczoraj zepsuło się wejście na strych. Wymierzyłem wszystko i miałem iść kupić nowe.


   Nawet nie wiem jak bym mógł to wynieść ze sklepu ale o założeniu już nie ma mowy. Jak widać na zdjęciu to nie tylko drabina ale cała drewniana rama. Normalnie zakladają to przynajmniej dwie osoby a ja to robię sam. W moim stanie nie jest to do wykonania. Będzie musiała poczekać. 
   Dobrze że idę do lekarza, bo to nie pierwszy raz zdarza się coś takiego. Zawsze w tym samym miejscu. Za każdym razem leczyłem się sam. Może on coś pomoże?