Monday, August 14, 2017

Wakacje

Powinienem się cieszyć, bo jutro po pracy wyjeżdżamy na kilka dni wakacji do Arizony. Radość psuje jednak nasza chwilowa sytuacja. Ja męczę się tym co się stało w pracy i wyjazd w tej chwili nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wiesia kończy wielomiesięczną pracę nad nowym projektem. Okazało się że miasto wyznaczyło środę na spotkanie z jej firmą, na którym ma ona zaprezentować swój projekt. Od jej prezentacji zależy, czy go otrzymają. Udało jej się przenieć na wtorek (dzień naszego wyjazdu). Będzie się musiała spieszyć i zaraz po spotkaniu pojedzie na lotnisko, gdzie ma nas spotkać. Elaine dostała się na studia magisterskie i teraz załatwia wszystkie sprawy z jej rejestracją i układaniem szczegółów nowego semstru. Wypadło to wszystko w dokładnie w chwili naszego wyjazdu. Każdy jest więc trochę zdenerwowany. Mam nadzieję, że rozładuje się to wszystko już w samolocie i po tym będziemy mogli cieszyć się tymi dniami wypoczynku.
     Mam dokładnie zaplanowane miejsca które chcemy odwiedzić. Jak się to ułoży to już po powrocie.

Thursday, August 10, 2017

Problemy w pracy

     Wiele jest powodów dla których ktoś milczy, chowa się po kątach. Może to być na przykład przepracowanie lub brak ochoty kontaktów z innymi. A może to być reakcja bardzo typowa dla mężczyzn. Kiedy martwią się czymś, zamiast podzielić się swoimi obawami, poprosić o pomoc, wolą to przemilczeć. Nie pisałem z tego właśnie powodu. Musiałem wyjasnić swoją sytuację. Czy jest już wyjaśniona? Nie myślę, ale jest spokojniej.
     Pracuję dla mojej firmy już 25 lat. Wykonałem dla nie największe budowy jakie mieli w swojej historii. Suma ich wartości przekracza 2 miliardy dolarów. Wszystkie zakończone były sukcesem.
    Kiedy zaczynałem u nich, była to firma średniej wielkości. To że zdobylem dla nich odgruzowanie Strefy Zero, postawiło ich wśród najważniejszych w Nowym Jorku. Przez te wszystkie lata nie pamiętam żeby mój bezpośredni szef powiedział słowo dziekuję. Przyzwyczaiłem się. Zarabiam swoje pieniądze i wytłumaczyłem sobie że może to lepiej, niż pracować dla kogoś kto by mi dziękował a mało płacił. Kiedy jednak otrzymuję takie pochwały od agencji miasta dla których pracuję, od ludzi z innych firm, którzy widzieli moje budowy, od pracowników i związków zawodowych a nie słyszy się tego od tego dla którego to wykonuję, wydaje się że coś nie jest w porządku. Wiem nawet dlaczego tak jest. Jest on jednym z tych, którzy lubią jak inny się trochę przy nim poniży a przynajmniej wycałuje jego tyłek. Ja nigdy tego nie potrafiłem robić i teraz jest na to za późno. Jestem zbyt dumny żeby się na to zgodzić. Udowodniłem swoją lojaność ciężką pracą. To mu nie wystarczy. Dochodziło więc wiele razy do konfliktów. Aż niedawno przekroczyliśmy granice i po prostu mnie wyrzycił z pracy. Po 25-iu latach pracy. Nie było to przyjemne, ale nie zmusi mnie to do zmiany podejścia do lizania dupy!
     Przeraziła mnie trochę myśl o przyszłości. Chociaż nie myślę, że miałbym problemy ze znalezieniem innej pracy. Zostało mi kilka lat do emerytury i brak siły na zaczynanie od nowa.
Brat tego szefa, który jest prezydentem firmy, nie zgodził się jednak z jego decyzją. Zadzwonił i po bardzo długiej rozmowie, zgodziliśmy się że powrocę do pracy. 
     Słyszalem że ludzie z miasta dzwonili do mojej firmy i wyrazili swoją opinię o pomyłce w moim zwolnieniu. Nie widzieli możliwości zakończenia budowy sukcesem bez mojej osoby. Miło też było usłyszeć wiele głosów pracowników, którzy byli oburzeni. Moi stolarze zaczęli nawet rozmawiać o rzuceniu pracy.
     Okazało się też jak mały jest nasz świat. Mój główny brygadzista Orlando był w tym czasie na wakacjach w Portugali. Dzień po moim zwolnieniu był na weselu swojego brata. Tam podszedł do niego jakiś Portugalczyk (bardzo dużo z nich pracowało całe życie w Nowym Jorku, właśnie na budowach), który spytał się: Słyszałeś że wyrzucili Szumańskiego z pracy?
     Ciągnę więc dalej moją budowę, ale nie czuję się dobrze. Nie jestem pewien czy tamten nie planuje jakiejś zemsty, nie jest przyjemny, jeśli wogóle się widzimy. Powiem nawet że jest wściekły, że ja wróciłem do pracy. Na razie próbuję o tym nie myśleć, chociaż jest to trudne. Będę też próbował się jakoś zabezpieczyć, gdyby on np. zdecydował się mnie zwolnić po skończeniu tej budowy lub nawet po zakończeniu najważniejszych  operacji. Trzeba sobie dać jakoś radę, bo najgorzej jest zwalać wszystko na innych, narzekać i nie robić nic, żeby sytuację naprawić.

Sunday, July 23, 2017

Bardzo zwyczajna niedziela

     Dzisiaj pierwszy raz od wielu tygodni czułem że trochę odpocząłem. Ostatnio ledwie się poruszałem. Praca którą mieliśmy wykonać w ciągu 10 dni, skończona została w dziewięć.



 Może jeden dzień wydaje się być małą różnicą ale wierzcie mi, że to bardzo wiele. Dalej mamy dużo pracy, ale to nie jest to co w te kilka dni. Martwi mnie tylko to, że moja prawa ręka Joe a take główny brygadzista Orlando, biorą wakacje w tym samym czasie, zaczynając od jutra. Ponownie będę musiał się trochę namęczyć. Czekam z niecierpliwością na moje wakacje. Za trzy tygodnie wyjeżdżamy na kilka dni do Arizony a pierwszego września do Afryki. Odbije sobie na Orlando i Joe. Ustawię tak prace, żeby mieli jak najwięcej roboty. Ha, ha.

     Nasi najbliżsi znajomi Ewa i George, zdecydowali się na sprzedaż domu. Prawdopodobnie wyprowadzą się do innego stanu, ale tego jeszcze nie wiedzą. Ich dom pokazany jest na internecie w bardzo drogim programie 3-D. Można wirtualnie pochodzić sobie po ich domu.

Tak niektórzy mieszkają.
Po prawej stronie pisze all. Tam można zmienić na różne piętra. Kliknięcie na domek po lewej zbliży cały model. Można go obracać myszką w każdą wybraną stronę. Kliknięcie na człowieka, pozwala wejść w wybrany pokój.
 


    Pogoda dalej na tym samym poziomie. Razem z wilgotnością jest około 35 do 40 stopni.

Trawa już zaczyna żółknąć, a podlewam ją dwa razy dziennie. Nawet ptaki się chowają i jak sypię im nasiona to zjawiają się dopiero późnym popołudniem.

   Kilka starych zdjęć. Nasza pamięć jest zawodna. Pamiętamy to co najważniejsze. Szczegóły giną z czasem. Są one jednak dalej zaszufladkowane w naszym mózgu. Trzeba tylko umieć te szufladki otworzyć. Zdjęcia to właśnie robią. Nowa generacja ma to szczęście, że kamery, aparaty fotograficzne są dostępne dla każdego. Nie tak było za naszych czasów. Na zdjęciu ze śpiącym ojcem, zauważyłem dwa drobiazgi. Koc, który był z nami przez dziesiątki lat i taca, która stoi przy ojcu. Mama zawsze robiła mi śniadanie i stawiała przy łóżku. Kiedy mnie budziła, jedzenie stało gotowe. Jadłem na pół śpiąco. Wtedy to było dla mnie normalne. Nigdy nie pomyślałem ile to dla niej było wysiłku i poswięcenia.

 Ten misiu po środku to poruszona Grażyna.





Wednesday, July 12, 2017

Praca 24 godziny na dobę

   To już trzeci dzień w który pracujemy 24 godziny na dobę. Zostało mi 7 dni do skończenia, jeśli uda mi się wykonćc plan. Wjazd na autostradę został zamknięty. Jest to nietypowa sytuacja, bo miasto raczej na to nie pozwala. Wolą wydać dodatkowe miliony dolarów, ale nie utrudniać kierowcom życia. Dla niejednego wydaje się to właściwym wyjściem ale ja nie zawsze się z tym zgadzam. Miliony dolarów idą z naszych podatków a krótkie utrudnienie w dojeźdie do celu, nie zmieni bardzo naszego życia.
     Pierwszy dzień poszedł gładko. W ciągu 24-ech godzin zdjeliśmy całą betonową drogę. 


Drugi też niezły. Czyszczenie i naprawa metalowych konstrukcji. Trzeci niestety to kłopot za kłopotem. Nie mam zamiaru wszystkiego opisywać, ale podam jeden z nich. Dźwig który mamy używać do podnoszenia betonowych płyt przyjechał na godzinę 5 rano. Wprowadziłem go na miejsce docelowe. Kiedy stanął tam gdzie trzeba, okazało się że jedna z części która utrzymuje ten dźwig w stabilnej pozycji znalazła się na studzience kanalizacyjnej. Oczywiście dźwig nie mógł na tym stać. Kazałem im przesunąć go o 3 metry i tu operator odmówił. Muszę dodać, że ma on zakładać płyty w promieniu 80 metrów, czyli te 3 metry nic nie znaczą. Mówi że to niezgodne z planem. Walczyłem z nim przez półtorej godziny, błagając, strasząc, tlumacząc że to żadna różnica bo dźwig jest większy niz potrzebujemy. Dopiero po tym czasie zgodził się go przesunąć.
   Kiedy byliśmy gotowi, z każdej strony nadjechały samochody policyjne, strażacy, karetki pogotowia. Zablokowali nam drogę. Okazało się że ktoś topił się w rzece przy nas. Wyciągneli go za późno. Ciało leżało tam przez kilka godzin.


    Z tymi wszystkimi problemami pracujemy przy 35-ciu stopniach Celsjusza. Na betonowej autostradzie, bez cienia jest trudno wytrzymać. Po 12 godzinach pracy wraca się do domu i najlepiej iść natychmiast spać. Ale ja tak nie potrafię. Jutro następny dzień i mam nadzieję że nadrobię dzisiejsze straty. 

I oczywiście kolejne zdjęcia.





Jak bedziemy rozmawiac to powiedcie mi kto to jest ta pani pierwsza po lewej i stojacy pan przy mamie.


Monday, July 10, 2017

Karaoke party

   W ubiegłą sobotę, mieliśmy spotkać się z przyjaciółmi u Małgosi i Johna. Z powodu możliwych opadów deszczu, przenieśli to na niedzielny wieczór. Nie jest to najlepszy dzień na przyjęcia, bo wielu z nas wstaje do pracy wcześnie rano. Okazało się jednak, że wszyscy przyszli. Tylko szybko się zwijali do domów.
W towarzystwie naszym jest wielu, którzy mają różne talenty, jednej rzeczy nikt nie potrafi - śpiewać. A okazało się, że ma być to wieczór karaoke. Był nawet specjalny DJ, który to prowadził. Przez długi czas nikt nie decydował się na występy. Dopiero alkohol dodał odwagi najodważniejszym. Mam uchwycone kilka momentów na telefonie, ale nie chcę nikomu robić przykrości i umieszczać tego na internecie. Oczywiście mnie przy mikrofonie nie zobaczono. Rozwarzaliśmy z kolegami o czasie w jakim zareagują sąsiedzi. Impreza odbywała się na dworze. Głośną muzykę można jeszcze znieść, ale to było trochę gorsze. 
  Wyszedłem po godzinie 22-giej. Właśnie wtedy pod dom podjechała policja. Szybko zadzwoniłem do jednego z przyjaciół. Skończyło się tylko na ostrzeżeniu.
     Nie myślę, że ktoś jeszcze kiedyś będzie chciał zorganizować karaoke party.

Kolejne zdjęcia z przeszłości.



Dziwnie ogląda się zdjęcia na których są Ci co od nas odeszli. Mama z księdzem Wudarskim, brat i siostra ojca, Kaziu i Jadzia 



Z tyłu tego zdjęcia napisane było: Sądzę, że mnie poznasz. Pokaż dzieciakom czy mnie poznają.
To dziadek po zakończeniu II Wojny Światowej w Armii Polskiej w Anglii.



Tuesday, July 4, 2017

Czwarty Lipiec

    Kończy się dodatkowy dzień wolny, czyli święto 4-go Lipca. Jak już wspominałem, nie zamierzałem robić nic ciekawego. Przy nieprzerwanie pięknej pogodzie, bawiłem się pracą w naszym ogrodzie. W lipcu wygląda najładniej, bo kwitną wszystkie kwiaty.  Większość prac jest skończona i od dzisiaj, zostaje mi tylko podlewanie i sprzątanie.







   Grażyna. Jak rozmawialiśmy w Polsce, to wspominałem o tych hostach. Są one łatwe do sadzenia i nie trzeba nic przy nich robić. Co roku rosną trochę większe. Są w różnych kolorach i także kwitną w lipcu. Rosną w cieniu i słońcu, są więc bardzo praktyczne do wypełnienia pustych miejsc.




   Muszę wspomnieć i pochwalić się, że Elaine skończyła następne studia. Do dyplomu w kierunku artystycznym, doszły jej z Biologii i mniejszy z Psychologii. Wytłumaczenie. W Stanach można studiować w jakimś kierunku (jak Elaine biologie), ale jak się bierze wystarczająco dużo przedmiotów z innego kierunku, można dostać minor (mniejszy) w tym kierunku. 
Zobaczymy co będzie dalej. 
    Następne zdjęcia z tych odnalezionych w Polsce.






Sunday, July 2, 2017

Leniwy weekend

Kończy się weekend, ale nie narzekam, bo była piękna pogoda, relaks i jak zwykle trochę pracy. Ponownie musiałem przycinać krzewy. Słoneczna pogoda ale z przelotnymi deszczami powoduje ich szybki rośnięcie. Trochę opalania, czytanie książki, jacuzzi, etc. Małe poczucie winy, że tak leniwie spędziłem te dni. Potrzebne mi to było bo następne dwa weekendy będę musiał pracować na swojej budowie. To znaczy soboty i niedziele. 
    Na zewnątrz domu, spotkałem odpoczywającą sarnę. Nie jest tou nas coć niezwykego. Nie boją się one ludzi. Można dojść do nich nawet bardzo blisko. 





    Następnych kilka zdjęć rodzinnych.


Siostry - Kazia, Hela, Cela i Mama a w srodku Babcia i Siostra Iluminata

]

Nasz samochód - Warszawa


Mama z ojcem a z lewej Ciocia Jadzia z mężem


Rodzinka Sparażyńskich


Ola z nieznanym partnerem a w tle rodzice


Po prawej ojciec, z  księdzem Wudarskim i kuzynką



Friday, June 30, 2017

Odnalezione zdjęcia

    Piątek. Jak fajnie by było, gdyby socjaliści utrzymywali się przy władzy i wprowadzili cztery dni pracy zamiast pięciu. Chociaż bym się z tym nie zgadzał, miło by było przegrać taką wojnę. A co mnie obchodzą następne pokolenia, które by za to płaciły.
     Tym razem mamy weekend, w poniedziałek do pracy ale za to wtorek wolny bo u nas święto narodowe - Independence Day. Jak zwykle wiąże się to z fajerwerkami i spędzeniem wieczoru przy BBQ. W Polsce oglądacie największe pokazy sztucznych ogni, na przykład w Nowym Jorku. Pokazy są jednak w każdym miasteczku. Robione są nie tylko czwartego Lipca, ale często w dni poprzedzające. Już wczoraj słyszałem wybuchy tych większych gdzieś w pobliżu Cresskill. Tak będzie codziennie aż do wtorku. 
    Nie mamy zamiaru iść na ich oglądanie. Byliśmy tam wiele razy a jest to bardzo uciążliwe. Żeby zająć dobre miejsce, trzeba się tam znaleźć wiele godzin przed pokazem. Powrót do domu to makabra. Wolimy spędzić ten dzień u siebie.
     Ta część zainteresuje tylko moją rodzinkę. Będąc w Polsce odkryliśmy wiele starych zdjęć w kuferku rodziców. Zabrałem ze sobą wiele z nich. Niektóre bardzo zniszczone. Próbuję je wszystkie odświeżyć, usunąć skazy, pęknięcia, polepszyć jakość. Trochę to zajmie czasu. Za każdym razem wejścia na mój blog, zamieszczę te które już poprawiłem.
   I tutaj są pierwsze z nich.
Babcia Gienia, Dziadek Antoni, Wujek Zdichu, Ojciec, Wujek Roman i Mama

Mama, Tata i Ola


Ola ze Zdichem Szumanskim

Ola, Ciocia Ala, Pani Gadzinowska, Mama

Trzeci od prawej Ojciec


Mama, Ta pani obok to zapomnialem nazwiska, miala dwie corki, siostry przypomnijcie mi, Pan Korzeniewski, Maryla, Pani Gadzinowska
A dzieci to Ania Gadzinowska i Grazyna


Tu pamiec zawodzi.
Stoją - Ojciec, Dziadek rodzina brata dziadka (?)
Siedzą dwojka braci dziadka, babcia, brat dziadka z Anglii z żoną