Wednesday, July 11, 2012

   Środa 11 Lipiec



    Dzisiaj wróciłem z pracy, jako ( najlepiej określić po angielsku) angry man. Nie będę pisał o tym, co się zdarzyło a raczej napiszę o tym problemie , jako całości.

    Kiedy wyjeżdżałem z polski, byłem pełen wielkich demokratycznych idei, wolności, równouprawnienia. Założyłem przecież Niezależne Stowarzyszenie Studentów, wydawałem swoje podziemne pisemko. Przesiadywałem całe noce dyskutując o tym, co możemy zrobić dla innych i dla nas samych.

   Minęło 30 lat i moje pojęcie o świecie jest troszeczkę odmienne. Nie przestałem w to wszystko wierzyć, tylko patrzę na to z innego punktu widzenia. Mógłbym to porównać do zwykłej wagi. Jeżeli nie ma wolności i równości waga jest przechylona na jedną stronę. Co się jednak stanie jak przechyli się w przeciwną? Przecież powinno być wspaniale. Niestety tak nie jest.

    Zacznę od równości. Jest u nas wiele protestów, wieców, przemów wielu polityków gdzie powtarza się te wspaniałe słowa: wszyscy jesteśmy równi. Czyli co? Wszystkim należy się praca, dom, wakacje, leczenie za darmo, szkoły za darmo etc. Jak można z tym walczyć. Ale jak przyjrzymy się poszczególnym przypadkom to nie wygląda to już tak idealnie. Może wielu z Was się trochę obrazi jak to będzie czytał, ale trudno zacząłem i myślę, że mam rację. Kobiety mają te same prawa. I z tym się zgadzam. Ale! Nie przesadzajmy. Na budowy muszę przyjąć pewien procent kobiet. To są ciężkie roboty. Żadna jeszcze nie dała rady przy wyrzucaniu betonu na drogę, kopaniu głębokich dołów przez osiem godzin, noszeniu ciężkich worków przez cały dzień etc., Ale dalej je muszę przyjąć. Jeżeli nie to płacimy ciężkie kary. Mamy te same prawa. Tak, więc natychmiast po przyjęciu do pracy ta pani dostaje flagę i kieruje ruchem samochodów. A jak np. tak jak na mojej budowie w większość dni nie pracujemy na drogach z pojazdami to znajdziemy miejsce gdzie może pomagać przechodzić ludziom przez ulicę. No i jak ładnie. Jesteśmy równi, wszyscy zadowoleni - bajka. Ale to jest bzdura. Po facet przychodzi do pracy, zasuwa przez 8 godzin, latem w temp 40 stopni kładzie gorący asfalt, zimą w temp. -10 stopni naprawia wodę i dostaje dokładnie tyle samo, co ta stojąca z chorągiewką. No to gdzie równość? Na budowie mamy postawione toalety dla pracowników. Tam może wejść tylko jedna osoba. Czyli nie ważne czy kobieta czy mężczyzna. No no no! Kobiety muszą mieć osobną, do której dostają klucze. Inne są wolno dostępne. Kiedy nie miałem osobnej natychmiast zjawia się równouprawniona z zarzutami, że ona nie ma zamiaru używać tej samej, co mężczyźni. A jakże to! Przecież ja jestem kobieta! O shit! Zapomniałem. Myślałem, że ona też, bo za to machanie chusteczką dostaje 2000 dolarów tygodniowo. A teraz zadam pytanie, na które nie odpowiem. Jak myślicie, które z tych przybytków po wielu dniach używania jest czystsze? Te używane przez 20 mężczyzn czy to prze 3 kobiety?

    Przecież kobiety potrafią wykonywać większość zawodów, w których na prawdę nie liczy się płeć. Inżynierowie, nauczyciele, lekarze, artyści,....  To tak jak ja bym poszedł do opery i powiedział, że ja chcę tam śpiewać. A Potrafi pan? Nie! Ale przecież wszyscy jesteśmy równi. Ja też chcę zarabiać takie pieniądze, co inni.

     Prawda jest, że nie jesteśmy równi. Jedni mają talent, inni nie. I nie możemy mieć pretensji, że Ronaldo grając w piłkę nożną zarabia miliony a my nie. Jedni są zdolni a inni nie. Jedni są pracowici a inni leniwi. Jedni rodzą się piękni a inni nie chcą przeglądać się w lustrze. Jedni podnoszą100 kilo bez wysiłku a inni męczą się przynosząc chleb do domu. Równouprawnienie polega na czymś trochę innym. Ja oddaje szacunek tym, którzy ciężko pracują, jako zwykli robotnicy, bo nie potrafili skończyć szkoły. Mimo wszystko przez wysiłek i pracowitość, potrafią się dorobić, mieć rodzinę i przede wszystkim są zadowoleni z tego, co mają, bo osiągnęli to dzięki swojej pracy. Oni są dla mnie równi tym, którzy mają wykształcenie i dochodzą do tego samego tylko dzięki umiejętności swojego mózgu a nie muskuł.

    Związki zawodowe. Znów ideał. Bronią praw swoich członków. I taka była idea, kiedy powstawały. O to kiedyś walczyłem. A teraz, co z tego wyszło?

    W Stanach największym związkiem, najmocniejszym, są kierowcy. W Nowym Jorku kierowca ciężarówki zarabia (podam w przybliżeniu, bo nie pamiętam dokładnie) około 65 dolarów na godzinę. Soboty i święta płacone są podwójnie, czyli  $130 na godzinę a niektóre święta potrójnie, czyli $195 na godzinę. Dodam, że młodzi, którzy skończyli wyższe studia, chodzili do szkoły 17 lat, zapłacili za studia, (które będą spłacać przez następne kilkanaście lat) 100,000.00 Dolarów (to jest przeciętna) dostają na początek $30 na godzinę i niewielu przekroczy $60 przed emeryturą. To jeszcze nie jest największy problem. Kierowcy nie można wyrzucić z pracy. Jak to nie można spytacie? No właśnie! Przykład.  Mam jednego, który jest arogancki,  leniwy i tylko patrzy, kiedy zadzwonić do związków ze skargą. Bo u nas nie można nic przewieźć na budowie, jeśli za kierownicą nie ma kogoś ze związków. Jedyną rzeczą, które można włożyć do samochodów czy furgonetki to narzędzia. Kiedy brygadzista włoży dwie deski i przewiezie je w inne miejsce, ten natychmiast dzwoni do swoich, związki wysyłają następnego kierowcę. Pojawia się on pod koniec dnia i roszczy prawa do tej furgonetki na ten dzień. Musimy mu zapłacić 540 dolarów. Musi otrzymać wypłatę przed 15 po południu. Jeśli nie dostanie to będzie czekał i za każdą godzinę wyczekiwania płacone ma 100 dolarów, albo wraca na następny poranka i wtedy musimy płacić mu dodatkowy dzień. Możemy tej zapłaty odmówić, wtedy związki oddają sprawę do specjalnych sądów (bardzo sprawiedliwych, ale to inna historia), które w 90% przyznaje rację wykorzystywanych kierowców.

      Ostatnio miał wypadek. Był na telefonie. No przecież ma prawo porozmawiać z żoną i wjechał w tył samochodu osobowego. Naprawa kosztowała firmę kilka tysięcy dolarów a kierowca powiedział przepraszam i nie można go dotknąć. Związki na to nie pozwolą. Przecież każdy ma prawo do pomyłki. A my obrzydliwi kapitaliści, tylko czekamy żeby skrzywdzić biednego człowieka. Dwa tygodnie temu złapałem tego samego biedaka, który w czasie pracy zaparkował ciężarówkę na bocznej ulicy i przespał się godzinkę. Wyrzucić z pracy? Oczywiście nie. Ma prawo być zmęczony. Jedyne wyjście żeby go zwolnić, to za każdym wykroczeniem piszemy raporty do naszego biura i po uzbieraniu kilku mamy prawo do złożenia skargi w związkach i PROŚBĘ o zwolnienie. Przez 15 lat pracy w Tully Construction udało nam się to tylko trzy razy.

    Tak to się wszystko przewraca do góry nogami. To się podobno nazywa wolność, równość, demokracja. Ta waga, o której wspominałem, która przez pokolenia przechylona była w kierunku niesprawiedliwości, wykorzystywania innych, przechyla się niebezpiecznie w odwrotnym kierunku. Im dalej w to wpadamy, tym trudniej będzie się z tego wycofać.

Ciąg dalszy nastąpi. 

1 comment:

  1. Siedzę, czytam literki, składają się w zdania, tyle słów, co też Autor miał do przekazania? Rozumiem, wiem, lecz słowa się cisną, że równo można dzielić wyłącznie sprawiedliwie... gówno! Każdy coś na świat wnosi: talent, pracowitość, lub gnuśność i nieprawość, i jest... rozmaitość! Nie można jedną miarą! Bo zawartość zmienna! Zaprawdę każda postać, to miara odmienna! I choćby beczkę soli..., zwiedziwszy pół świata, nie każdy godzien nazwy siostry, czy też brata. Przymus, sztuczny przywilej, nawet w dobrej wierze, da na chwilę profity, na długo odbierze! Odbierze wiarę w prawo, w przyrody porządek, wynaturzenia kwitną, kiedy śpi rozsądek! Przychylam się do mądrych spostrzeżen Autora, to nie jest SPRAWIEDLIWOŚĆ, metoda jest chora!

    ReplyDelete