Thursday, October 3, 2019

Chiny - wakacje.

    Jak to dobre szybko mija! Ponownie w szarym, nerwowym życiu. Ale przynajmniej pogoda dopisuje. Wczoraj mieliśmy rekordowe ciepło, bo aż 35 stopni. Ale to taka zabawa Boga, żeby nam dokuczyć bo dzisiaj spadło do 17 stopni i już chyba tak zostanie. 
    Wycieczka do Chin spełniła wszystkie oczekiwania a nawet przyniosła więcej dobrych i gorszych doświadczeń. Zacznę szybko, żeby czas i pamięć nie pozbawiła mnie tych wspomnień.
    Samolot nie jest pełny, ale wszyscy w nim to Chińczycy. Tylko obsługa i ja z Marianem trochę się różnimy. Do Chin dolatujemy w 14-ście godzin i przeprawa na lotnisku idzie dość sprawnie. Tylko wymagania celników różnią się od naszych. Od razu dowiedzieliśmy się, że nie można przewozić np. zapalniczek. I nie tylko w podręcznym bagażu ale w głównym. Także ładowarki do baterii są konfiskowane. Marianowi otworzyli walizkę i zabrali. Jak ktoś pali to po każdej podróży musi kupować nowe zapalniczki.
     Spotykamy naszego przewodnika, który zabiera nas do hotelu. Znajduje się on w wiosce pod Wielkim Murem. Tak już teraz możemy oglądać jego potęgę, chociaż z daleka. Zbudowany jest na szczytach gór. Wznosi się więc w górę i spada na dół w zależności od profilu grzbietów wzgórz. Wychodzimy do wioski, ale do muru dzisiaj nie dojdziemy. 
    Ludzie tutaj nie są przyjaźni. Nikt nie odpowiada na przywitania. Przyglądają się nam tylko bardzo uważnie. Na ulicach przesiaduje kilka starszych kobiet. Nieraz po minięciu ich można usłyszeć jakieś komentarze i nie mam pojęcia co mówią ale brzmi to jak obgadywanie w stylu “zobaczcie, nie mają skośnych oczu” i potem rechotanie hi, hi, hi.
    Hotel jest czysty ale standarty trochę inne. Dla pary małżeńskiej może do zaakceptowania ale dla mnie i Mariana trochę uciążliwe. Toaleta i łazienka nie ma żadnych drzwi i tylko metrowa ścianka dzieli to od sypialni. Mam nadzieję, że Maryś nie będzie z niej korzystał w czasie spania!
    Jemy szybką kolację i idziemy spać.
20 Wrzesień
    Wstajemy bardzo wcześnie bo o 6:30. Okazało się to słuszne, bo większość tego nie robi i kolejki na mur robią się dużo później. W restauracji jemy śniadanie, po naszemu, czyli jajka z bekonem. Następnie oddajemy nasz pokój, bo po spacerze jedziemy dalej. Walizki zostawiamy w recepcji.
     Taksówka zawozi nas pod mur. Może nie dokładnie, ale w pobliże. Tutaj już pieszo i cały czas pod górę. Płacimy za bilety wejściowe i dochodzimy do kolejki linowej. Bilet kosztuje 330 Yuanów na dwie osoby, czyli około 50 dolarów. To jest drogo na ich warunki.
    Wszędzie pełno wycieczek po 20, 30 osób. Wszystkie Chińskie. Biali turyści są wyjątkami. Chińczycy zachowują się jak harcerze. Idą w szeregach, śpiewają. Słyszę nawet hymn Chiński. Później poznamy, że są bardzo zakochani w swoim kraju. Każdy niesie ich flagę.
Wspinamy się po schodach i już przy dojściu do kolejki linowej czuję lekkie zmęczenie. Dalej dość pusto. Wagonik zawozi nas na szczyt w ciągu 5-iu minut.                                                                

Tutaj już wchodzimy na mur. Od pierwszych chwil jestem w szoku. Jak oni to zbudowali? My już teraz  czujemy zmęczenie a przecież przywiozła nas tu kolejka.
     Ciągnie się po szczytach i zakręca razem z nimi. Dolna część średnio 30 do 50 metrów wysoka, zbudowana z olbrzymich bloków skalnych. Na tym jest chodnik z kamieni a po bokach 1.5 metra wysoki mur z cegieł. Co kilkadziesiąt, kilkaset metrów zbudowana jest wieża, na której czuwali żołnierze. Był to pierwszy telegraf. Zapalano ogień i wrzucano do niego materiały które tworzyły dymy o różnych kolorach. Każdy miał jakieś znaczenie, np ostrzeżenie przed nadchodzącym wrogiem. 
                                                                   

    Wspinamy się do widocznej, najwyższej części muru. Początkowo jakoś idzie ale jest stromo i zaczynam ciężko oddychać. Także słońce nie pomaga, bo zaczyna nieźle grzać. Czyli zaczynam się pocić. Nieważne, bo widoki niesamowite.
                                                                 

     Ponownie mijamy Chińskie grupy. Zaczynam żartować z jedną z nich. Kilka pochwał o ich kraju i są szczęśliwi. Jeden z nich daje mi nawet swoją flagę i robią zdjęcia.                                                                  
    Ostatnia część jest straszna. Tutaj trzeba przystawać co kilka metrów. Kiedy dostałem się na sam szczyt jestem wykończony i zalany potem.
   Mur idzie dalej ale jest zamknięty dla turystów. Tylko nieliczne części są odpowiednio utrzymywane i dostępne dla turystów.  Z góry widać dokładnie jak wije się po szczytach gór. Ponownie zachwyca swoją potęgą.
                                                                                     

    Odpoczywamy chwilę i czas na powrót. Z uśmiechem, bo dużo łatwiej i można dokuczyć tym co dopiero wchodzą, kiedy pytają się zmęczeni jak daleko do końca.
Teraz widać tłumy. Dobrze że byliśmy wcześniej.
    Wracamy spokojnie, bo mamy trochę czasu. Na dole wchodzimy do sklepu z pamiątkami i na kawę i piwo.
                                                                   
    Następnie to rutyna. Samochód, hotel, odebranie walizek, samochód, lotnisko. Zostaje nam prawie dwie godziny do odlotu. Przejeżdżamy przez nieciekawą część Pekinu. Przeważnie bloki mieszkaniowe. Ciekawostką są ciężko zakratowane okna. Nawet te od łazienek. Trochę zdziwiony, bo tu nie ma dużo przestępstw. Później dowiaduję się, że to ochrona dla dzieci. Ale czy to prawda?
   Zostawieni sami na lotnisku wpadamy w panikę. Po włożeniu paszportu do komputera, wyrzuca nam, że nie ma nas w rejestrze lotu. Znajduję pracownika, któremu także nic się nie udaje. Nawet jak wrzuca wszystko manualnie. Każe nam iść do miejsca, gdzie robią to ludzie a nie komputery. Wreszcie zostajemy znalezieni. Następnie problemy z przejściem przez celników. Mariana torbę przepuszczają trzy razy przez maszyny. Wreszcie idziemy do bramki wejściowej. Ale tam pusto. Tylko kilka osób. Ponownie latam i szukam kogoś mówiącego po angielsku. Wreszcie znajduję i ten mówi, że stoimy w dobrym miejscu. Nie daję za wygraną i pytam się czemu tu nie ma nikogo czekającego na samolot. Wreszcie i on się zastanowił. Sprawdził na komputerze i powiedział, że zmieniono gate. Teraz już biegiem na drugi koniec lotniska. Na szczęście to koniec kłopotów i siadamy w samolocie.
    Myślałem, że miasto Xian jest małe, ale tam mieszka 10 milionów ludzi. Czyli dla nich małe. Wszędzie nowe budynki. Wszystko powstało w ciągu ostatnich 20-tu lat. Pięknie oświetlone. Niektóre to tak jak telewizyjny ekran i cały czas pokazują się piękne widoki. Na przykład akwarium. Po godzinie dostajemy się do starego miasta. Przejeżdżamy przez bramę murów ochronnych.
                                                                 

   Po odebraniu pokoju, wychodzimy na krótki spacer. Przede wszystkim próbujemy znaleźć coś do zjedzenia. Tutaj zaczynaja sie nasze problemy. Nikt nie mówi po angielsku i jadłospisy tylko po Chińsku. Spróbuj coś wybrać! Możemy łatwo trafić na psa czy kota. Albo gorzej na larwy cykad. co okazuje się ich przysmakiem. Albo grzebienie kogutów.
                                                                   

 Nawet obrazki jedzenia nic nie pomagają. Wreszcie znajdujemy. Ja coś podobnego do pizzy a Marian skrzydełka.
   Czas na odpoczynek.

Tuesday, September 17, 2019

Vaping

    Przygotowany do podróży do Chin. Spakowany. Zostały tylko drobiazgi. A i tak zawsze kiedy opuszcze dom, sprawdzam wszystko nerwowo kilka razy. Tak naprawdę to jak jest paszport, pieniądze i sprzęt fotograficzny to reszta się nie liczy. Chociaż zawsze coś zostanie nie włożone do walizki. Ostatnio na Arubie puściłem drona do filmowania plaży i okazało się, że zapomniałem karty z pamięcią. Dobrze że mogłem przełożyć z innego aparatu.
     Jedyna niewiadomo to Chińczycy. Sprawdzałem dokładnie wszystkie ich przepisy a mają ich dużo. Aparat fotograficzny tylko jeden, pastylki tylko w orginalnych butelkach lub lekarskim poświadczeniem, żadnych DVD-s bo może być coś przeciwne komunizmowi w Chinach i wiele innych. Można się spodziewać, że coś im się nie spodoba i skonfiskują na granicy. Ale dostosowałem się do wszystkiego i mam nadzieję, że przejdzie bez problemów.
     Będzie dużo do opowiadania, bo mój terminarz wypełniony jest do ostatniej minuty. Prawie codziennie przenosimy się do nowego miejsca, hotelu. Już w Chinach mamy trzy loty samolotowe, dwa przejazdy pociągiem “Bullet Train” czyli tym szybkim. Jadą do 350 kilometrów na godzinę. Kurcze, to nawet straszniejsze niż samolot. No i wiele przepraw samochodem. Został dzień ale już jestem pełen energii na tą wyprawę.
      Jeszcze przed wyjazdem wkurzyłem się następną propagandą gazet i liberałów.
Niewiadomo skąd, w ciagu kilku tygodni, wszyscy wpadli w szał oskarżania Vaping (tak się chyba nazywa to w Polsce, czyli jak u nas). Najpierw była nagonka na palących papierosy. Zabija, więc trzeba ograniczyć. Zauważmy, że nigdy nikt nie wyszedł z propozycją człkowitego zabronienia palenia. Powód prosty. Nie tylko firmy produkujące papierosy na tym zarabiają, ale nasz kochany rząd ściąga tyle samo w postaci podatków. Wyglądają dobrze, nakrzyczeli, ograniczyli i dalej łupią kasę na tych co zostali palącymi. 
    Wielu z nas zgodziło się ze szkodliwością palenia i przerzuciła się na vaping. Co to jest. Po prostu nikotyna w płynie. W większości wypadków ma dodawane olejki zapachowe i smakowe. Sama nikotyna nie jest szkodliwa i to jest udowodnione, więc jedyną rzeczą do której mogą się przyczepić to te olejki. I tu zaczyna się propaganda. Ogłoszono, że osatnio zdarzyło się kilka przypadków śmiertelnych przez tą metodę palenia. Nikt nie podaje dlaczego, tylko że ludzie zmarli przez vaping więc trzeba to ograniczyć. Nie mogą się doczepić do nikotyny więc wydawane są przepisy, że nie będzie można sprzedawać tych zapachowych.
A ludzie to uwielbiają, bo palacze to nieodpowiedzialne osoby, źli ludzie. Nie wystarcza, żeby ich pogonić z wszystkich zamkniętych pomieszczeń ( z czym się zgadzam) ale nawet na otwartych przestrzeniach są krytykowani i w wielu wypadkach obrażani. A ja, chociaż nie palę już papierosów mówię im, pocałujcie mnie w dupę. Nie wasza sprawa. Ja się nie przyczepiam do tej krytykującej osoby, że wygląda jak upasiona świnia i umrze na wysoki cholesterol. 
    Wyszukałem więc na iternecie więcej informacji i okazuje się że oskarżenia są kłamliwe, bo wszystkie wypadki śmiertelne to ludzie, którzy zamiast tych naszych olejków palili tym samym sprzętem substancje narkotykowe. I jak jakiś młody człowiek zaczął wymiotować, narzekać na bóle a złapali go na tym rodzice, to oczywiście nie mówi, że palił narkotyki tylko vaping. 
   Jeżeli facet palił papierosy przez czterdzieści lat i zmienił w ostatnim roku na vaping a zmarł na raka płuc to nie przez ten rok, tylko przez te czterdzieści.
Nie ma żadnego, nawet najdrobniejszego dowodu, że jest to szkodliwe. Ale marihuane wszędzie legalizują!!! Więc o co tu chodzi?
     Nie mogę mieć pewności, oprócz tej, że jest dużo liberałów, którzy interesują się więcej moim życiem niż swoim i bardzo im zależy, żeby je poprawić. Ale nie dziwił bym się gdyby były to po prostu wpływy ludzi, którzy korzystają na tym finansowo. Firmy produkujące papierosy, ponoszą olbrzymie starty z powodu przerzucania się ludzi z papierosów na vaping. Nawet gdyby to one produkowały te olejki to zyski są dużo mniejsze. Wielu polityków dostaje więc pokaźne sumy na krytykowanie olejków i ich zabranianie. Także nasz rząd nie dostaje tych miliardów dolarów z podatków za papierosy. Im też przydał by sie powrót do palenia.
     Powiedzmy, że jest możliwość, że olejki są szkodliwe. Ale nie ma na to żadnych dowodów. Nawet przeciwnie. Natomiast jest udowodnione, że palenie papierosów jest szkodliwe i zabija. Czy ma sens zabraniania vaping, co spowoduje, że wielu wróci do palenia? Kiedyś próbowałem dyskutować z przeciwnikami jeśli do tego doszło. Teraz moją jedyną odpowiedzią jest “Fuck you!”. Zajmijcie się sobą.
      Tak dla smaku. Im nie wystarcza przypieprzanie się do naszych złych nałogów. Im przeszkadza wszystko. Oni chcą na siłę naprawić nasz świat, który wcale nie musi być uszkodzony. Ale wiedzą najlepiej. W tamtym tygodniu nasz burmistrz wyszedł z następną regulacją i przepisem. Zabronione będzie dawania dzieciom w szkole na śniadanie mleka o różnych smakach jak czekoladowym, truskawkowym.
Czyli to musi być szkodliwe! Za dużo kalorii? Powoduje raka? Nie zdrowe?
     Biedne dzieci. Teraz tylko zostaje im szczaw. 

Thursday, September 5, 2019

Produkcja tlenu

Dokończenie tematu o tlenie.
    Wi
ększość z nas przekonana była przez lata, że największym producentem tlanu są nasze lasy. Nie jest to prawdą. Mało tego, jest to kłamstwem, bo lasy te produkują około 20 % tlenu. Nie jest to dokładnie ustalone ale numer ten powtarza się w wielu badaniach.
    Badanie wykazało, że poziom tlenu stale spadał między 1990 a 2008 rokiem o około 0,0317% ogółem. Jest to głównie związane ze spalaniem paliw kopalnych, które zużywają tlen podczas spalania. Spadek ten jest jednak mniejszy niż oczekiwano, biorąc pod uwagę ilość paliw kopalnych spalonych w tym okresie. Jedną z możliwości jest to, że podwyższony poziom dwutlenku węgla, ewentualnie w połączeniu ze stosowaniem nawozów, sprzyja szybszemu wzrostowi roślin i większej fotosyntezie, częściowo kompensując straty. Szacuje się, że nawet gdyby wszystkie światowe rezerwy paliw kopalnych zostały spalone, miałoby to bardzo niewielki bezpośredni wpływ na poziomy tlenu.
    Wylesianie to kolejny popularny problem. Chociaż niszczenie dużych obszarów lasów deszczowych ma wiele innych poważnych skutków dla środowiska, uważa się za mało prawdopodobne, aby znacznie obniżyć poziom tlenu. Oprócz drzew i innych zielonych roślin lasy deszczowe wspierają cały szereg oddychających tlenem organizmów. Wydaje się, że lasy te w niewielkim stopniu przyczyniają się do atmosferycznego poziomu tlenu, ponieważ zużywają prawie tyle samo tlenu, ile wytwarzają.
    Prawdą jest, że głównym producentem tlenu są nasze oceany, a raczej algi, planktony w nich żyjące. I tu zabawna rzecz. Ci “zieloni”, którzy ratują naszą planetę przed katastrofą globalnego ocieplenia, szkodzą jej więcej niż pomagają.
Próbują zmniejszyć lub całkowicie wyeliminować produkcje ropy, węgla, etc. Zamienić to na inne metody czystego paliwa. Jednym z nich jest naturalne, produkowane z roślin jak na przykład kukurydza. Wiadomo, że kukurydza i podobne rośliny zużywają tlen na produkcję cukru. Ale poważniejszy problem to jej produkcja. Wymagają dużego nawodnienia i dla wzrostu produkcji, używanie olbrzymich ilości nawozów.
    Rośliny z natury nie zostały zaprojektowane do życia na nawozach syntetycznych. Nie są one skuteczne w absorpcji ich z gleby. Duża część nawozu trafia do strumieni, jezior, rzek, a ostatecznie do oceanu. Składniki odżywcze zaburzają równowagę ekologiczną naszych dróg wodnych i oceanu i prowadzą do rozprzestrzeniania się glonów na powierzchni wody. Glony te blokują światło docierające do rodzimych roślin żyjących pod powierzchnią wody, powodując śmierć roślin i drastyczne zmniejszenie natlenienia. Gdy rośliny i zwierzęta umierają, ich rozkład zużywa dostępnego tlenu i śmierć rozprzestrzenia się. Ten proces nazywa się eutrofizacją. Ponad połowa dróg wodnych w Azji i Europie jest uważana za eutroficzną. Słynne są tak zwane martwe strefy, gdzie wyginęły planktony i te części oceanu nie produkują tlenu.
   Na razie nie jest to jakąś tragedią ale pokazuje to, że nieraz to co wymyślamy żeby pomóc naturze ma odwrotne działanie.
   Co jeszcze jest omijane w naszej prasie na ten temat.
Całe oskarżenia o globalne ocieplenie rzucane są na nas samych i spalanie węgla i ropy. Przez te wszystkie lata ignorowane są a nawet oczerniane teorie o wpływie słońca. Mało było naukowych dowodów żeby to poprzeć a łatwo zrzucuć to na spalanie, bo wszyscy wiedzą, że powoduje to zużywania tlenu.
Dalej są ignorowane chociaż już są. Wspomnę tu naukowca z Danii Henryka Svennsmark. Gdyby ktoś się interesował to może odnaleźć artykuły na ten temat.
Ale pokazuje on calkowicie inne zagrożenie powodujące globalne ocieplenie.
Nie zamierzam tutaj dyskutować kto ma rację ale raczej ponownie wskazuję na manipulację mas przez prasę i polityków.

Głupota pcha do przodu, by być widoczną. Mądrość zostaje w tyle, by widzieć.

Wednesday, September 4, 2019

Prawda czy “prawda”.

     Ostatnio coraz częściej zadajemy sobie pytanie, co jest prawdą a co nie. Czytamy wspaniałe artykuły naukowców, polityków i informacje przekazywane w nich są tak przedstawione, że nawet nie pomyślimy o tym że to wiadomości są nieprawdziwe lub pokazane w sposób przekrętny. Nie muszą to być kłamstwa, ale prawda jest ukryta. Pamiętam z moich młodzieńczych lat program radiowy, chyba nazywał się Tu Jedynka? Nie jestem pewien. Ale lubiliśmy go, bo miał dobrą muzykę, a takiej było brak w Polskim Radiu. Między tą świetną muzyką podawane były szybkie i krótkie wiadomości. I one właśnie były tym samym o czym teraz mówię. Propaganda ale dobra. Nie kłamstwa ale jednostronne przekazanie informacji. Na przykład. W Amerykańskich szkołach jest taki niski poziom nauczania, że dzieci kończą szkołę średnią i nie potrafią czytać i pisać!!!
Czy tak nie było. Myślę że zdarzały się takie wypadki, czyli nie kłamali. Ale nie podane było, że Amerykanie oprócz tych skrajnych wypadków, mają także jedne z najlepszych uczelni na świecie.
      Komunizm upadł ( niestety nie wszędzie), ale formy tej propagandy zostały. I zawsze powtarzam. Możemy czytać gazety, oglądać telewizję, przeglądać internet, ale reszta należy do nas. Większość informacji jest przekazana w jakimś celu i niestety wiele z nich nie podawane są tylko dla celu powiększenia naszej wiedzy lecz dla jej spaczenia. W celu złapania nas tą wiadomością w sidła zamierzonego celu.
     Pali się puszcza Brazylijska!
 Wiadomość mnie przeraziła. Bo byłem tam i jestem zakochany w tych terenach. Pierwsze myśli to oburzenie na Brazyliski Rząd, że za mało robi i wszystkich innych, że nic nie robią w kierunku ratowania dżungli. I taki jest właśnie cel tych wiadomości. Następne wykorzystanie faktu pożarów dla socjalistycznych grup “zielonych”. A jaka jest prawda? Nie wiem wszystkiego, ale przyjrzyjmy się kilku faktom.
    Po pierwsze. Sprawdziłem kilka wiadomości o pożarach w Brazylii i co się okazuje. Jest to tam normalne. Co roku się to zdarza i jest nie do uniknięcia z powodu ich klimatu. Suche miesiące, burza, błyskawica i pożar. Pamiętam jadąc po tych terenach oglądałem wszędzie wypalone tereny a wiele jeszcze sie paliło. Mój przewodnik mi powiedział że to jest normalne. 
    Ale to też nie wszystko. Nie podana jest także informacja, że większość tych pożarów, to kontrolowane wypalanie pól przez farmerów. Jest to w tamtym kraju codzienność, choć niebezpieczna, bo może przerzucić się na lasy. Ten rok ma faktycznie więcej pożarów niż dwa poprzednie ale ponownie, większość z nich nie są pożarami puszczy. Natomiast wejście w statystyki, pokazuje, że akurat ostatnie kilka lat było bardzo ograniczone w pożary z powodu dość dużych opadów deszczy. Natomiast ten rok, mimo większej ich ilości jest dalej poniżej średniej. Widać z tego, że prawda jest ponownie pokazana w fałszywy sposób.
     Znajdujemy w wiadomościach krytyczne głosy znanych ludzi. Pokazywane są straszne zdjęcia ognia palącego nasze "płuca ziemi". Ponownie kłamstwa. Na przykład Madonna i prezydent Francji umieścili zdjęcia nie z tego roku. Nie chcę tu powiedzieć, że lasy tam się nie palą. To by było także kłamstwem. Ale nie jest to tak tragiczne jak przekazuje to prasa.
      Natsępnym oszustwem jest przekazywanie informacji o samych “płucach naszej planety”. Tylko dzięki Brazylijskiej puszczy mamy wystarczająco tlenu na ziemi. Po pierwsze, przyczepiana jest zawsze nalepka Brazylijska dżungla. Ale u nich jest “tylko ” 60% tych lasów a reszta u sąsiadów jak Peru, Boliwia, Wenezuela i kilku mniejszych. Nigdy nie słyszymy nic o tym co się tam dzieje. Chyba, że uznamy że te wszystkie inne kraje są tak wspaniałe, że bardzo o nią dbają. Brazylia jest potęgą polityczną i ekonomiczną i ten kraj jest celem wielu ataków z tym związanym.
      Puszcza produkuje tlen! Niestety nie zawsze. Okazuje się że wielka część tej puszczy, może ten tlen pożerać. Największym producentem tlenu są młode drzewa. Wdychając dwutlenek węgla, drzewa te gromadzą węgiel a wydychają tlen. Niestyty. Im starsze drzewa, tym mniej tlenu zostaje oddawana do atmosfery. Prawdą jest, że im większe drzewo tym więsza produkcja tlenu ale niestety ten tlen zostaje przez nie wykorzystany. Nie zostaje nam oddawany tak jak przez młode drzewa. Czyli tak na logikę, to najlepiej dla nas byłoby wycinać stare lasy i natychmiast sadzić nowe. Produkcja tlenu wzrosła by wielokrotnie. 
     Byłoby to niestyty tragedią ale innego rodzaju. Zginęło by tysiące gatunków insektów, zwierząt, drobnej flory. A tego byśmy nigdy nie odbudowali. A wiadomo jakie zmiany mogą spowodować zniszczenie takiego życia. Nieodwracalne.
     Czyli zgadzamy się tutaj, że wycinanie takich lasów może być tragiczne w skutkach i wszyscy jesteśmy przeciwni takim działaniom. W czym się nie zgadzamy to w kłamliwych przekazywaniach prawdy. Wykorzystywanie tego tematu dla politycznych celów. Planowane wycinanie lasu jest porządane jeśli jest pod kontrolom i pokrywane jest nowymi. 
    Pamiętajmy też, że Brazylia jest niezależnym krajem i ma swoje plany i zapotrzebowania. Nie wszystko, tak jak w innych krajach, jest robione prawidłowo ale to ich sprawa. Trudno też wymagać, żeby Ci co tam mieszkają, poświęcali się dla całego świata. Puszcze pokrywają 60 procent terenów Brazylii. My, żyjący w innych krajach mamy wiekszość terenów do naszej dyspozycji a Brazylijczykom każemy nie dotykać większości ich terenów dla naszego dobra?! To trochę fucked up! Logicznie jeśli tego chcemy, wszystkie kraje powinny płacić Brazylii za ochronę tych lasów. 
   Prawdą jest że mamy problem z naszymi lasami ale nie dajmy się  wciągnąć w obrzydliwą, polityczną grę socjalistów. Musimy dbać o lasy z wielu powodów, nie tylko z powodu produkcji tlenu. Ale nie musimy przywiązywać się do drzew łańcuchami, bo może być to drzewo, które zużywa tlen zamiast go oddawać. 
A na pewno nie musimy wysłuchiwać co nam radzi Madonna czy Robert de Niro. Lepiej żeby zajęli się tym co potrafią robić.

Tuesday, September 3, 2019

Film z Aruby

   Dodatek do ostatniego wejścia. Zamieszczam film zrobiony z naszych wakacji.
Mój czas wypełniony jest teraz “wakacjami”, bo chociaż teraz pracuję, to bawiłem się robieniem tego filmu a myślami i przygotowaniami jestem już w następnych. Fajnie tak mieć jeden odpoczynek za drugim. Co nie jest fajne to myśl, że później będzie wiele miesięcy bez żadnych wolnych dni. Ale po co się martwić dalszą przyszłością, kiedy przede mną przygoda w Chinach. Ale a tym będę pisał za kilka tygodni. Teraz to co minęło, czyli Aruba.
                                                             

Thursday, August 29, 2019

Kosmici



    Zawsze czytałem  książki fantastyczno-naukowe.  Przede wszystkim lubiłem marzyć ale przy tych książkach  mogłem sie w pełni relaksować. Wierzę, że istnieją inne cywilizacje, chociaż z tego powodu, że byłoby smutne, gdybyśmy byli sami.
Bardzo lubiłem książki Ericha Van Danikena. To co pisał było fascynujące. Nie dlatego, że wierzyłem we wszystko co udowadniał. U niego każda rzecz odnaleziona na ziemi była dowodem pobytu kosmitów. Ale z powodu zwykłego pytania i myśli: a gdyby tak naprawdę było. Zresztą, wiele poruszanych tematów było tak wyjaśniane, że można było by w to uwierzyć. I ponownie jak we wszystkich problemach które nas otaczają, musimy sami to przemyśleć i zadecydować co może być prawdą. W tym wypadku to więcej marzenia i wiara niż konkretne dowody. Czyli w tym wypadku znajduję się po środku.
    Są tacy którzy śmieją się z tego i nazywają to bzdurą, zresztą tak jak religię. Są inni, którzy w to święcie wierzą, tak jak fanatycy religii.
Czemu to piszę, bo przeczytałem jakiegoś bloga, pani Zofii z Polski i rozbawiła mnie jej wiara w te teorie. Zacytuję tu kilka fragmentów. Napisała ona list do Danikena. Pisała chyba kilka razy, bo nawet dali jej członkostwo w jakiejś organizacji wierzącej w UFO.
“Gdy pierwszy raz napisałam do Pana list, do którego dołączyłam referat oraz zdjęcie z sympozjum naukowego w Sulęczynie woj. pomorskie. 
.....Oznaczało to jedno - zwrócił Pan uwagę na moje badania kamiennych kręgów i widział sens w tym co robię. Od tamtej pory doszło wiele innych odkryć dotyczących kamiennych kręgów w Polsce, a także Stonehenge i Carnac. Później również szukałam i badałam Bazy Kosmiczne UFO w Polsce wg Planu kamiennych kręgów.
   Jestem wizjonerką i moje wizje i sny stały się inspiracją do myślenia, poszukiwań i badań, dlatego w 1993 roku rozpoczęłam badania od kamiennych kręgów w Odrach, a po trzech latach w Węsiorach......
Doszłam do wniosku, że kamienne kręgi to odwzorowania różnych gwiazdozbiorów oraz PLANY BAZ  KOSMICZNYCH! Najważniejszy dla naszej cywilizacji oraz dla Polski i Europy jest gwiazdozbiór BYKA. W ustawieniu kamiennych kręgach w Odrach odwzorowane są Hiady, a w Węsiorach Plejady w gwiazdozbiorze BYKA. Hiady to symboliczny łeb Byka, a Plejady to… zad BYKA. Co jest ważniejsze? Oczywiście symboliczny łeb BYKA, czyli HIADY.....
 PLAN gwiazdozbioru BYKA nałożony na mapę Polski w odpowiedniej SKALI wskazuje również miejsce „Radioźródła 3c 123”… czyli miejsce gdzie jako wizjonerka zobaczyłam setki „płonących drzew” – jak w opisie biblijnym Mojżesza! Wg mnie to miejsce jest WSKAZÓWKĄ mistyczną, ale przede wszystkim  wskazówką ASTRONOMICZNĄ, fizyczną i techniczną......

 Doszłam do wniosku, że w Polsce jest wielka potęga kosmiczna, która jest dowodem na to, iż jesteśmy potomkami inteligentnej cywilizacji kosmicznej i jest to naszym dziedzictwem od zarania dziejów i w tym jest przyszłość naszej cywilizacji, a nie w „objawieniach maryjnych”!......
 Z moich wizji wynika iż Jezus Chrystus jest przedstawicielem… Hiad w gwiazdozbiorze Byka. Plejadnie (oraz inne cywilizacje) ukrywają się za kultem obrazów i figur..... 
 Na Ziemi jest wiele OBCYCH baz kosmicznych, które za pomocą swoich ludzi manipulują religiami, psychotronikami, naukowcami, politykami, dziennikarzami, itd… Ich celem jest doprowadzenie do zagłady kolejnej ( naszej ) cywilizacji na Ziemi czego nie muszę udowadniać.......
...a Wam się wydaje że jak to ma wyglądać? Wszyscy jesteśmy kosmitami i startujemy w kosmos… do swoich! Szukajcie więc swoich Baz Kosmicznych! Zobaczymy czy OBCY wam je pokażą…“

I teraz wiem, dlaczego my Polacy tak lubimy alkohol! Bo pijemy z rozpaczy, że nasi ojcowie zostawili nas tu na tej Ziemi i o nas zapomnieli. Ale nie można z tym argumentować, bo Pani Zosia ma przecież wizje. Więc wie lepiej od nas.
Muszę kiedyś pojechać do Węsiorów i sam poszukać moich przodków. Zastanawia logika tych co w takie rzeczy wierzą. Kamienie poukładane we wzory gwiazdozbiorów, żeby zaznaczyć miejsca baz kosmitów!
To znaczy, że kosmici o potędze podróżowania międzygalaktycznego, po wylądowaniu nie mieli nic innego do roboty, tylko zaczęli układać kamienie (przy dokładnym wzorowaniu się na gwiazdozbiorach), żeby zaznaczyć swoje bazy i następnym razem nie mieć problemów z lądowaniem. Bo pierwszy raz, bez tych kamieni, to tylko trochę szczęścia. Albo inaczej. Spędzili wiele czasu, żeby nauczyć ludzi ( w tych czasach bardzo prymitywnych) jak wygląda ich układ planet i ludzie sami te kamienie poukładali.
No i wyjaśnia tu sprawę Waszych problemów Rządu. Przecież Kaczyński i redaktorzy gazet są przez nich manipulowani. To wszystko wyjaśnia! Oni przez te tysiące lat ukryci są pod ziemią. Tak lubią. Sobie tak przylecieli, poczekali tysiące lat i teraz zdecydowali się zniszczyć naszą cywilizację, bo dawniej im się nie chciało.
Nie próbuję dzisiaj nic udowodnić. Nie jest to też dyskusja z tym listem i jej logiką, bo nie wystarczy mi na to rozumu. Rozbawił mnie on jednak i pomyślałem sobie, że jeśli tacy ludzie istnieją, a może być ich wielu, to naprawdę nie trudno manipulować obywatelami kraju. I nie potrzebni są do tego kosmici. Chociaż dalej wierzę że gdzieś tam istnieją. Nie muszą jednak układać żadnych kamieni, żeby coś udowodnić!

Monday, August 26, 2019

Aruba wakacje

    Wakacje skończone i jestem ponownie w rzeczywistości, która nie zawsze jest przyjemna. Tak się w tym roku złożyło, że moje wakacje są wykorzystane w tym samym czasie. Najpierw Polska, kilka tygodni później Aruba i za kilka tygodni Chiny. Zabawne jest to, że prawie każdy zaczepia mnie słowami w rodzaju a Ty to kiedykolwiek pracujesz? A ja mam tylko trzy tygodnie wakacji a nie jak wielu dużo więcej.  Dlatego rozkładam na trzy różne terminy, żeby doszły do tego dni weekendu. 
    Po powrocie dowiedziałem się, że moi uczniowie, kierownicy budów, nie dają sobie rady ze stresem naszego zawodu. Dwa tygodnie temu jeden z nich, zasłabł w pracy. Właśnie z powodu stresów. A kilka dni temu następny, Paul. Trzeci, Joe, też chodzi do lekarza na podobny problem. Wszyscy są w okolicy 40-tu lat, więc dużo młodsi niż ja. Powiedziałem im dzisiaj, że składam oficjalny protest. Nie mają prawa wyskakiwać przede mnie. Mając 64 lata wypracowałem sobie pierszeństwo w zdrowotnych problemach. 
     Aruba była idealnym wypoczynkiem. Nieraz trzeba mieć szczęście, żeby wszystko się ułożyło pomyślnie. I tak było w naszym wypadku. Po pierwsze pogoda. Każdego dnia cudowna. Niektórzy może by powiedzieli że za gorąco, bo w okolicy 30 stopni, ale to pełnia lata, więc nic dziwnego.
Natomiast nie odczuwało się tego tak bardzo, bo Aruba jest słynna z wiatrów. Zawsze dmucha i pomaga w lekkim chłodzeniu.
   Woda idealna. Lekko chłodna jak się wchodzi, bo ciało nagrzane przez słońce, ale po tej chwili zamoczenia - marzenie. Nie mówiąc o jej kolorach i czystości. Przesiedzieliśmy w oceanie wiele godzin.
                                                                                       



     Ważny jest także Karaibski, plażowy piasek. Stworzony z korali i muszli, bardzo drobny i nigdy nie ma tego odczucia ziarenek piasku. Tylko idealnie gładka powierzchnia. 
     Podzieliłem pobyt na dni relaksu i dni zwiedzania wyspy. Pierwszy dzień to plaża. Następnie zwiedzanie i tak na zmianę. Lato tutaj to nie szczyt sezonu. Ludzie wolą pojawiać się tutaj w zimowych okresach, bo jest trochę chłodniej. Dla nas to lepiej, bo nigdy nie było problemu z dostaniem leżaków, czy miejsca pod parasolem. 
    Pobyt na plaży to nie tylko wylegiwanie się na słońcu. Dużo spacerów po okolicznych plażach, sporty wodne, pływanie, ale wystarczyło czasu na przeczytanie całej książki.
                                                                                 



      Hotel, Amsterdam Manor, nie był jednym z tych dużych z basenami, restauracjami i dodatkowymi atrakcjami. Tym razem znaleźliśmy coś innego. Potrzebne nam było mieszkanie z kuchnią, gdzie moglibyśmy gotować jedzenie dla Elaine, która nie może jeść nic z normalnie dostępnych produktów. Przywieźliśmy więc jedzenie ze sobą.  Za to czuliśmy się jak w domu, bo mieliśmy dwie duże sypialnie, dwie łazienki, kuchnia, pokój gościnny, jadalnia, balkon. Mieszkanie wyposażone w każdy sprzęt jak mikrofala, maszyny do kawy, lodówka i wiele innych. 
Kilka kroków od nas był olbrzymi supermarket, gdzie mogliśmy robić codzienne zakupy pieczywa, napojów i wszystkich dodatkowych, potrzebnych nam rzeczy.
    
     Wynająłem Jeepa na dwa dni i zjechaliśmy wyspę w każdym kierunku, odwiedzając ciekawe miejsca. Nie jest to trudne bo wyspa ma tylko 32 kilometry wzdłuż i 10 kilometrów wszerz. Na północnej stronie znajduje sie Arikok Park, gdzie znajduje się wiele naturalnych atrakcji. Ale żeby tam dojechać, trzeba mieć samochód taki jak Jeep. Z napędem na cztery koła i wysokim podwoziem. Drogi to kamienie i piachy. 
    Lubię takie wyprawy, bo dojechać można do miejsc gdzie nie ma nikogo. Nie znajdziecie tam dużo drzew. Aruba to skalista, pustynna wyspa. Znaleźć można jednak inne ciekawe miejsca. Niesamowite, skaliste wybrzeża. Ta strona nie ma plaż. Ocean jest tutaj groźniejszy. Z dużymi falami i rekinami. Co ma swój urok.
                                                                          



     Są też jaskinie. Wydrążone przez ocean, który tysiące lat temu wycofał się i pozostawił swoją pracę artysty.
                                                                        


Znaleźć można piękne wydmy i ukryte zatoki.
                                                              



   Wszędzie tam, przy zwiedzaniu, znaleźliśmy miejsca, gdzie w ciszy i odosobnieniu, zatrzymywaliśmy się na herbatę i przekąski.
                                                                                        



Jeden dzień wykorzystalismy na wynajęcie UTV
                                                                         

którym dobiliśmy do naturalnego basenu. Jest to woda oceanu, przelewająca się przez przybrzeżne skały, uwięziona między nimi pozawala na kąpiel w miejscu, gdzie inaczej byłoby to niemożliwe. Dalej jest to trudne, bo wody są burzliwe a skały pod nimi porośnięte roślinnością i trudno po nich chodzić. Ale co się nie robi dla szukania czegoś innego niż łatwe i przyjemne.
                                                                              

     Całą drogę musieliśmy jechać w maskach, bo sznur UTV tworzył olbrzymią chmurę kurzu. Wytrząsani przez wyboistą drogę, spoceni ale zadowoleni z takiej wyprawy. Bałem się, że dziewczyny źle to zniosą, ale się pomyliłem. Były zachwycone.
Nie zabrakło wyjścia do miasta i drobne zakupy. 
                                                                            

Czy odwiedzenia latarni morskiej.
                                                                                       

   Wrażenie robił zachód słońca. Tylko w takich miejscach widać to w tak efektowny sposób. Przede wszystkim zadziwia, jak szybko słońce chowa się za oceanem. Mam to zrobione na filmie. Dokładnie widać jak w ciągu minut znika za horyzontem. Ale zdjęcia też piękne.
                                                                             

  I tak zakończyły się nastepne, wspaniałe wakacje.