Zanim zacznę pisać o wszystkim innym, nie mogę ominąć ważnego dla mnie
tematu 11-go Września. Już 16 lat minęło od momentu ataku terrorystycznego na
nasze miasto. Chociaż na codzień bronię się przed wspominaniem tych chwil, dni,
miesięcy, które spędziłem w Strefie Zero, nie jest to możliwe w rocznicę tych
wydarzeń. Od momentu kiedy oglądałem zapadające się budynki do ostatniego dnia
spędzonego przy akcji ratunkowej i późniejszemu odgruzywowaniu tego miejsca
spędziłem tam cały rok. Dni, które poświęciłem całkowicie jednemu celowi. Pomocy
Nowemu Jorkowi do jak najszybszego powrotu do normalnego życia.
Cały świat w tym dniu powtarzał że nigdy tego nie zapomnimy. Niestety
tak jak wiele innych wydarzeń po upływie czasu zostaje usunięta w kąt. Mało
tego, wielu zapomina o tym co się stało a potrafią wykorzystywać ten dzień dla
własnej kariery oraz korzyści finansowych.
Nie mam zamiaru dzisiaj więcej o tym pisać. Chcę tylko zaznaczyć, że dla
mnie nigdy nie zmieni się podejście do tych chwil i do końca moich dni będę
pamiętał go jako najtragiczniejszy dzień mojego życia.
Wróciłem z wakacji w Namibi. Wielu natychmiast przyczepiało się,
że ja mam co tydzień wakacje, ale tak głupio się złożyło. Głupio, bo teraz nie
będę miał wolnego przez następne pół roku. Zawsze rozkładam je na równe części
roku, ale tym razem tak nie wyszło.
Wycieczka planowana od wielu, wielu miesięcy. Trudno było dogadać
się z firmami turystycznymi, żeby to było według mojego planu, z miejscami ktore
chcę zobaczyć. Dopiero w ostatnich tygodniach wszystko zostało potwierdzone.
Czemu Namibia? Kraj o którym większość ludzi nawet nie słyszała. Kraj w którym
nie ma dużo poza pustyniami i wypalonymi przez słońce terenami? Czytałem za dużo
książek podróżniczych i wiele z nich zbliżyło mnie do szczególnych zakątkow
świata. Zawsze zwiedzałem je w mojej wyobraźni. Teraz nadeszła okazja, na ich
zrealizowanie. Po obejżeniu wszystkich zdjęć, sami zdecydujecie, czy było warto.
Wiesia nie mogła dostać wolnego z pracy, wyjechałem więc ponownie
z Marianem.
Kraj ten jest dość duży i jedna z firm proponowała latanie małymi
samolotami, żeby szybciej dostać się do wyznaczonych celów i nie marnować czasu
na przejazdy. Ceny były jednak podwójne. Najważniejsze, że ja właśnie lubię
marnować czas na przejazdy samochodem. Zawsze można więcej zobaczyć i często
spotyka się różne niespodzianki po drogach. Tak więc, trasa została wytyczona w
środkowej i północnej części Namibi. Do przejechania mieliśmy około 2500
kilometrów. Połowa z tego na drogach z piachu. Tak wyglądała nasza
trasa.
Po wylądowaniu w stolicy Windhoek, pojechaliśmy na południe do
Sossusvlei. Następnie wybrzeżem do Etosha Park. Wróciliśmy już drogą asfaltową
przez centrum kraju do stolicy, skąd samolot zabrał nas z powrotem do
domu.