Otrzymałem wiadomość, że przez muzykę ponownie Youtube zablokował w Polsce ten film. Dzięki Janusz. Wkładam go natychmiast do Vimeo i podaje wejście.
https://vimeo.com/131297377
A tu można obejrzeć.
Saturday, June 20, 2015
Friday, June 19, 2015
Wesele
Przejrzałem cały materiał filmowy z wesela i postanowłiem, że nie mogę zrobić filmu ze ślubu i wesela jako całości. Brakowało mi za dużo momentów. Zamowiony kamerzysta na tą okazję nie był zadowolony z konkurencji i cały czas wchodził mi w drogę, więc wiele materiału się nie nadaje. Trzeba więc zrobić coś innego.
Powstanie kilka krótkich filmików. Każdy o troche innej tematyce. Zobaczymy jak to wypadnie. Pierwszy właśnie skończyem. Ten poniżej zamieszczony jest utworzony z szybszych tańców i weselszych momentów. Nie będę dużo pisał tylko zapraszam do obejrzenia. Jeżeli ktoś chce przekazać to tym którzy byli na weselu a nie wchodzą na moją stronę, to podaję adres na którym mogą to obejrzeć.
A tutaj film
Thursday, June 18, 2015
Diatryba
Dzisiaj nic na mój temat. Wiele lat temu, zamieściłem na blogu
wierszyk – „Cyrk”, który bardzo mi się spodobał. Po krótkim czasie został on skomentowany i niespodzianka, przez
samego autora. Okazało się, że wysyłany przez ludzi, jak głuchy telefon został
trochę przekręcony. Oczywiście przeprosiłem i natychmiast poprawiłem błędy. W
ten właśnie sposób, „poznałem” tajemniczego pana, który ma też swój blog pod
pseudonimem Diatryba. Co to słowo oznacza? Można dowiedzieć się na jego blogu http://diatryba.blogspot.com. Mam nadzieje, że się nie pogniewa, że tak go reklamuję.
Dlaczego o tym piszę? Od tamtego czasu,
często znajduje jego komentarze na moim blogu i jest mi z tego powodu bardzo
miło. Szczególnie, że moja strona jest nastawiona więcej w kierunku mojej
rodziny i daleko mi do niego jeśli chodzi o zdolności pisania. Potrafi bardzo
celnie, często żartobliwie, oceniać i
krytykować lub chwalić to co się dzieje w naszej kochanej Polsce. Także na temat
wielu innych, nawet błahych tematów.
Załączę jeden z nich. Nawet nie wybieram, bo ma ich bardzo dużo.
Tak długo ludziom wmawiać,
lukrować do mdłości,
aż uwierzą
i uśpią wszelkie wątpliwości
do "rzetelnych" sondaży,
co promując miernoty,
tkwią na władzy straży.
Wyprane, wybielone
i odprasowane,
jak nowe?
Wciąż te same!
Cuchnące i znane!
Marionetki,
kukiełki,
drobne pajacyki,
a kto sznurki pociąga?
Czerwone kacyki!
Od wojny nagrabionych
strzegą bogactw korców,
i mamią "wyborami"
naiwnych wyborców.
Sondaże preparując,
w twarze nam się śmieją,
to oni liczą głosy,
a głupcy z nadzieją
znów pójdą zagłosować
na własnych pasterzy,
bo baran, jak to baran,
ufnie władzy wierzy.
Pisze też trochę w języku
rosyjskim, więc domyślam się że albo powiazania rodzinne, albo wyksztalcenie zbliża
go do tego kraju. Niestety, tego języka, chociaż zmuszani byliśmy do jego
nauki, nie znam na tyle, żebym mógł czytać o czym pisze a tłumaczenie przez
google nie jest najlepszym wyjściem.
Polecam Wam wskoczenie
nieraz na jego stronę. Nie zawsze trzeba się zgodzić z jego opinia (ją przeważnie się zgadzam), ale zawsze są ciekawe i często bardzo zabawne. Chociaż
często trzeba trochę pomyśleć, bo nie są płytkie.
Wednesday, June 17, 2015
Powrót do rzeczywistości
Nie mogłem się zebrać przez pierwsze dni do wejścia tutaj i napisania kilku słów. Zmęczony po wizycie w Polsce. Było cudownie, ale jak na jeden tydzień, za dużo różnych imprez. Teraz przydałoby się kilka dni wypoczynku. Niestety na następny dzień trzeba było iść do nieprzyjemnego miejsca, zwanego pracą.
Sama jazda z Warszawy do Rzeszowa i później na miejsce wesela była wyczerpująca. Nie przyzwyczajony do samochodów z biegami i polskich dróżek, zmuszony byłem do pełnego napięcia. Szczególnie koncówka, wąskie drogi i jazda za innymi, bez możliwosci wyprzedzenia. Traktory, wolne pojazdy i bardzo kręte drogi. A szczególnie brak pewności co do przepisów i szybkości z jaką mogłem jechać. Nie mówiąc o zaplanowanym z premedytacja ustawieniu znaków z szybkoscią. Musiał to planować ktoś, komu zależy na zmyleniu i złapaniu kierowców jadących nieprawidłową prędkością. Najpierw 70 kilometrów na godzinę, za 200 metrów 40, za następne 300 metrów 50 i tak w kółko. Nie byłem pewien jak to jechać. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Następne dwa dni to ślub, wesele i poprawiny. Wszystko wypadło pięknie. Zabawa przy dobrej muzyce. Nawet dobrze sie trzymałem do rana, ale na końcu wypiłem pięć kieliszków wódki w ciągu kilku minut i to wprowadziło mnie do „twilight zone„. Musiałem udać się do hotelu.
Kolejny dzień to poprawiny. Później kilka dni w Bieszczadach.
Powrót do Goliny to 9 godzin jazdy. Relaksowe kilka dni (ale zawsze coś do robienia) i następna zabawa z okazji 40-tu lat ukończenia szkoły średniej. Niestety nie wszyscy się zjawili ale Ci najważniejsi byli. Ponownie zabawa do 5-tej rano.
Jeszcze dwa dni. Wycieczka doSkorzęcina i niestety powrót do rzeczywistości. Dobrze, że nie sprawdzają naszej wagi w samolotach, bo wracając, musiałbym zapłacić za nadwagę. Jedno jest pewne, że w Polsce trzeba dobrze i dużo zjeść.
Teraz, jak zwykle muszę popracować nad filmami, żeby została jakaś pamiątka. Postaram się jak najszybciej. Załączam tylko ten, który przygotowałem na wesele ze zdjęciami pary młodej.

Podczas pobytu, było trochę rozmów o polityce. Nie mieszkam tam i trudno mi wydać opinie o tym co się tam dzieje. Za to na pewno znam nasz naród. Wspominam o tym, bo dostałem niedawno ciekawe cytaty o nas samych i załączam je poniżej.
Spory między Polakami? No cóż, Polak zazwyczaj nie zgadza się nawet z własnym zdaniem. (Ryszard Juchnowicz)
Był to człowiek tak nieszczęśliwy, że znajomi podejrzewali go o to, że jest Polakiem.
(H. Rochefort)
Uczymy się na błędach; niektóre narody uczą się na osiągnięciach. (Janina Ipohorska)
Wymyślanie usprawiedliwień dla własnej bezczynności było zawsze silną stroną naszego społeczeństwa. (Stanisław Brzozowski)
Polacy, mimo męstwa, naród płochy, wytrwałości nie ma, zabawę woli niż pracę…Fantazji dużo, ale gdy się na słowa wyczerpią do czynu ochoty i sił brak. (Stefan Batory)
Zostawcie to Polakom. Dla nich nie ma nic niemożliwego. (Napoleon Bonaparte)
Jeden Polak – to istny czar
Dwóch Polaków – to awantura
Trzech Polaków – och, to już jest Polski problem
(Wolter)
Polacy są zawsze gotowi oddać życie za wolność, z której nie umieją skorzystać. ( - Ryszard Nowosielski)
Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. (- Józef Piłsudski)
Zaiste dziwny to kraj - zawsze wszystkiego malo, zawsze nie tak
widzicie tylko to czego nie ma
a za nic macie to co jest! ( slowa krolowej Bony )
,,Oto jest społeczność polska ! ― społeczność narodu, który, nie zaprzeczam, iż o tyle jako patriotyzm wielki jest, o ile jako społeczeństwo jest żaden .( Cyprian Kamil Norwid)
No cóż. Tyle w tym pochwał ile krytyki. I tak dajemy sobie lepiej radę niż wiele narodów z wielką przeszłością jak na przykład Grecy.
Monday, June 1, 2015
Przed wyjazdem do Polski
Pogoda zmieniła się na jesienną. Niedziela zakończyła się straszną ulewą. Patrząc przez okna nie widać było kropli deszczu ale ścianę wody, lejącą się z dachu domu. Opady te maja utrzymać się przez następne dwa tygodnie. I nie przeszkadza mi to. Ważne, że w Polsce zapowiadają ładną pogodę i żeby w czwartek opady były mniejsze, bo wczoraj nawet lotniska były zamknięte.
Tak naprawdę to nie jest przyjemnie. Zamglone powietrze, deszcz, zimno. Nie chce się pracować. Nic się nie chce. Oczywiście jak na złość, czas płynie bardzo wolno. Żebyśmy się w tym przygnębieniem dobrze nasączyli. Nie wspominając o tym, że w czasie wakacji w Polsce, zmieni się to natychmiast i dni upływać będą w przyspieszonym tempie.
Najpierw czeka nas ślub i wesele Izy i Kamila.
Zaraz po tym, kilkudniowy relaks w pobliskich górach. Następnie powrót do Goliny. A w piątek zabawa z okazji 40-lecia ukończenia szkoły średniej. Jeszcze niedawno tak wyglądaliśmy.
Dzień Przebierańca
(nawet nie wiem z jakiej okazji, ale coś takiego mieliśmy)
Wycieczka do Częstochowy
W szkolnym labolatorium
Zakończenie szkoły – nasza klasa
Studniówka
Bal maturalny
Labels:
Dzień Przebierańca,
ślub,
Szkoła średnia,
ulewy,
wesele
Sunday, May 24, 2015
Relaksowy, długi weekend.
Sobota
Trzy dni wolne, czyli długi weekend. W poniedziałek mamy Memorial Day, czyli Dzień Pamięci Narodowej i jeden dzień więcej do odpoczynku. Dla mnie odpoczynek to praca w ogrodzie ale ponieważ mamy piękną pogodę to można się trochę opalić na słońcu.
Niestety pod koniec dzisiejszego dnia, spotkała mnie przykra niespodzianka. Wypełniłem wodą nasze Jacuzzi, mając zamiar trochę się wymoczyć. Kiedy włączyłem pompę, zauważyłem, że gdzieś wydobywa się woda. Niestety musiała pęknąć jakaś rurka. Prawdopodobnie, mógłbym to naprawić, ale mam je tak postawione, że nie ma dojścia do wszystkich ścianek. Obawiam się, że będę musiał je wyrzucić. Nawet pozbycie się tego będzie ciężką pracą, bo nie można go wynieść. Będę musiał ciąć na kawałki, żeby się tego pozbyć. Ale zanim to zrobię, jutro spróbuję go trochę rozebrać i liczyć będę na jakiś cud, że ta rurka znajdzie się w dostępnym miejscu.
Przykro, bo lubiłem się wygrzać w wodzie. Mógłbym spróbować wybudować nowe, ale nie opłaca mi się, bo i tak za kilka lat będziemy myśleli o zmianie domu. Zbliżam się do emerytury i nie zamierzam płacić 17,000.00 dolarów rocznych podatków. Trzeba będzie znaleźć dom w innej okolicy, gdzie te podatki są mniejsze. Tym bardziej, że nasze miasteczko podnosi je każdego roku i to o duże sumy.
Wczoraj, udało mi się złapać największego mieszkańca naszego ogrodu Groundhog, czyli Świstak. (Usunąłem na zdjęciu część klatki, żeby go można było lepiej widzieć.)
Ten kopał duże dziury. Nie myślałem że się uda go złapać. Ustawiłem klatkę w miejscu, gdzie zające przachodziły przez płot i on w to wszedł. Czyli w ostatnie tygodnie wywiozłem do lasu:
Wiewiórki
Chipmunks czyli Tamias
Zając
Świstak
Najwięcej szkody w tej chwili robią mi zające. Bardzo dużo nowych kwiatów jest obgryzionych, lub całkowicie zjedzonych.
Skończyłem wycinać obumarłe części krzaków i drzew, także ich liście. Wymieniłem schody na górny deck (tego słowa nie mogę znaleźć w polskim słownictwie i liczę na to że jest takie samo jak po angielsku).
Postawiłem dwie nowe ławki bo stare sie rozpadły.
Daszki zostaly pokryte bambusem.
Połowa płotów jest już zabezpieczona nową farbą. Wyciąłem dwa drzewa i przynajmniej 15 krzewów, które obumarły przez tą zimę. I setki, może tysiące liści, które uschły ale nie chciały opaść. Większość nowych roślin i kwiatów jest posadzona.
Wszystko to w ciągu sześciu weekendów. Myślałem, że zbliża się wszystko do końca a tu teraz to jaquzzi. Oprócz tego, gdy bedę musiał je usunąć, to obawiam się że Wieśka znajdzie mi jakiś duży, nowy pojekt w miejscu które się zwolni.
Niedziela.
Zdjąłem kilka ścianek jaquzzi. Niestety tak jak myślałem, woda wycieka w najgorszym miejscu. Nie jestem się w stanie do tego dostać. Tutaj widać jak to stoi. Otoczone jest z każdej strony. A jest to także bardzo ciężkie. Wnosiliśmy to w cztery osoby.
Na tym zdjęciu pokazuję w którym miejscu jest usterka. Każda rurka spryskana jest pianką na ocieplenie. Żeby dostać się do przecieku, trzeba by było to wszystko oczyścić i wtedy znaleźć usterkę. Niemożliwe.

Jedyne wyjście to zlikwidować tą balustradę, wyciąć wszytskie krzaki, zbudować podwyższenie z tej strony i wysunąć jaquzzi w tym kierunku.

To też nie jest gwarancja sukcesu. Myślę że się poddam. Widzicie ze zdjeć jaka to będzie praca, żeby to wynieść. Wszystko trzeba będzie pociąć na małe kawałki.
No i jeszcze okazało się że jestem dobrą wyrocznią. Wieśka natychmiast zaczęła projektować.
Najlepszy pomysł, to przesunięcie tego baru.
Mówię jej, że to ponad moje siły. Stoi wpuszczone w betonowe fundamety pod podłogą deku. A ona, uważa że to drobnostka. Obetniesz cztery kolumny nad dekiem, przesuniesz w nowe miejsce i co za problem? A jak to będzie stało, pytam? Ktoś się na tym oprze i się przewróci. Po drugie będzie za niskie bo je obetnę. Coś wymyślisz, odpowiada!
Nie wiem jeszcze co, ale czeka mnie poważniejsza praca. Przecież praca w ogrodzie to dla mnie relaks, więc co narzekam. Po prostu muszę być upierdliwy!
Thursday, May 21, 2015
Rozrywka
Zostało już tylko dwa tygodnie do wyjazdu do Polski.
Będzie to tym razem wypełniony tydzień. Dwa dni wesele, zabawa i spotkanie z przyjaciółmi
ze szkoły średniej. Na wszelki wypadek, po tych imprezach, zamówiłem sobie wizytę
u lekarza, żeby sprawdził moje serce i wątrobę.
Dzisiaj
tylko rozrywka. Najpierw humor (tak naprawdę to nie jest bardzo zabawne bo
prawdziwe), który przysłał mi kolega. Odnosi się to do naszej amerykańskiej
rzeczywistości.
Czarny
chłopczyk pyta mamę.
-
Mamo, jaka jest różnica między socjalizmem i
rasizmem.
-
Jakby Ci to powiedzieć? Socjalizm jest wtedy
kiedy biali ludzie ciężko pracują i płacą podatki, żebyśmy my dostawali
wszelkiego rodzaju zapomogi. Pomoc socjalną, kartki na jedzenie, za darmo
telefony, za darmo leczenie, dopłaty na mieszkanie, ekstra pieniądze za każde
następne dziecko i wiele innych.
-
Ale Mamo, czy biali się kiedyś nie wściekną z
tego powodu?
-
Oczywiście. Ale jak to robią, to właśnie to
nazywa się rasizmem.
A teraz kilka rożnego rodzaju filmików.
Pierwszy jest z muzyką. Śpiewają
moi ulubieni artyści. Louis Armstrong z bardzo nietypowym partnerem, bo aktorem
komediowym ale także piosenkarzem Danny Kaye.
Jednym ze zwierząt, które nam robiły szkody
w ogrodzie to wiewiórki. Także wyjadały wszystkie ziarna, jakie sypaliśmy dla ptaków.
A jak były już najedzone, to siedziały w karmiku, żeby ptaki nie mogły się tam
dostać. Wskakiwały tam z pobliskiego drzewa i nic nie mogłem na to poradzić.
Nawet jak obciąłem jakieś gałęzie, to skakały, wisiały do góry nogami i zawsze
znalazły metodę tam się dostania. W poniższym filmiku, ktoś wymyślił różne
przeszkody i codziennie dodawał inne. Na końcu powstała całość, przez które wiewiórka
musi się przedostać, żeby zjeść swoje orzechy.
Czyli Misja Niemożliwa.
Miejsce w Sztokholmie. Film pokazuje, że
ludzie wolą używać schodów ruchomych zamiast schodów. Ale co by się stało,
gdyby te schody uatrakcyjnić? Zobaczmy.
Następny, znów o mądrych zwierzętach. W tym właściciel
mówi psu co ma robić. Idź do przodu, tylko trochę, cofnij się, rusz się trochę,
jeszcze trochę ale tylko trochę, etc. I to wszystko tylko po to, żeby pies mógł
dostać swoja piłeczkę, której mu nie wolno wsiąść bez pozwolenia. Najlepsze
jest końcowe odliczanie, gdzie pies może ją dostać tylko przy odliczaniu i
liczbie trzy.
Zabawna rozmowa, ale tym razem dla tych co znają
angielski.
Tytuł – Dlaczego mechanicy samochodowi
lubią kobiety.
Mechanik (podstawiony prezenter
radiowy) rozmawia z kobietą, która oddala samochód do naprawy i tłumaczy jej co
musi naprawić. Dla tych co nie zrozumieją, podam tylko, że na przykład tłumaczy
jej, że ma źle założone opony. Bo prawą oponę ma po lewej i odwrotnie. Żeby to
zmienić, musi zapłacić 50 dolarów od opony, czyli 200 za wszystkie i
gwarantuje, że samochód będzie dużo sprawniejszy. Ona oczywiście się zgadza.
Ostatni z mojej branży. Rozbiórka budynku w
stylu Las Vegas.
Monday, May 18, 2015
Dziki zachód
Ponieważ
nic ciekawego się nie wydarzyło, wrócę dzisiaj do wspomnień.
W każdym
okresie życia, nasze zachowanie jest często kontrolowane przez otoczenie i
warunki w których żyjemy.
I tak w czasie dzieciństwa a dokładnie w podstawówce,
byłem grzecznym chłopcem a w szkole tym którego bito i wyśmiewano. W klasie
miałem kilku takich, co znęcali się nad mną przez wiele lat. Przyjąłem to za
normalne i chowałem się w cieniu. W
szkole średniej nie pozwoliłem sobie już na to i odbiłem sobie za poprzednie
lata. Znalazłem się w grupie, która potrafiła się bawić i szukać metod jak
podwyższyć sobie poziom adrenaliny.
Studia to
znalezienie się w grupie rządzącej a w tamtych czasach znaczyło to także
niekończące się imprezy, alkohol. Ostatnie lata zmieniły się w poważną
działalność polityczna i zejście do „podziemia”.
Po
wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, zaczął się okres przetrwania. Przez długi
czas byliśmy na skraju biedy i wszystko kręciło się wokół tego przetrwania.
Każde posunięcie obliczane było według naszych możliwości finansowych.
Powodowało to, że można było porównać moje postępowanie do zachowania
zagrożonego zwierzęcia, który zrobi wszystko żeby uratować siebie i
rodzinę.
W roku 1985
pracowałem już jako poczatkujący inżynier. Moim szefem był wtedy (później mój
dobry przyjaciel) Willi, który był w rodzinie z właścicielami firmy. Był też
powiązany z mafią i wszyscy się go bardzo bali. Ja od początku byłem jego
ulubionym pracownikiem.
Pracowaliśmy
na Południowym Bronksie. Jest to najgorsza dzielnica w naszym mieście ale wtedy sytuacja tam była jeszcze gorsza. Jednego poranka, podszedł do mnie Portorykanin i spytał
się, czy nie chcę kupić kamery filmowej. Na co dzień nie było mnie na nią stać,
a chciałem ją mieć. Elaine dorastała i warto było zrobić trochę filmów z czasów
jej dzieciństwa. Nadarzyła się okazja, że mogę ją dostać za bardzo małe
pieniądze i się skusiłem. Po negocjacjach, doszliśmy do zgody, że zapłacę 100
dolarów. Chociaż była to dla mnie duża suma, zdecydowałem się na jej kupno.
Odszukałem swojego szefa i poprosiłem go o pożyczenie mi tej sumy.
Wróciłem w
miejsce gdzie czekał na mnie sprzedający i chciałem mu zapłacić ale najpierw
poprosiłem go, że chce ją obejrzeć, bo była w opakowaniu. Wiedziałem z
opowiadań, że często można tak kupić cegłówkę, zamiast tego co powinno być w
pudełku. Ten zgodził się ale poprosił żeby wejść za budynek, bo nie chce, żeby
nas zobaczyła policja . Oczywiście kamera sprzedawana była nielegalnie.
Poszliśmy w
tym kierunku. Ja trzymałem kamerę w lewej ręce a pieniądze w prawej. W połowie
drogi, niespodziewanie, wyrwał mi je z ręki i zaczął uciekać. Natychmiast
się domyśliłem, że kupiłem puste pudełko. Wściekły, że wystrychnięto mnie na
dudka i załamany ze straciłem pieniądze zacząłem działać bez
myślenia.
Biegłem za nim kilka ulic. Za mną mój szef, który był
obok.
Dobiegliśmy do ulicy, nad którą znajdował się subway
(nasze metro). Zaparkowany tam był jego samochód. Wskoczył do środka, zamknął
drzwi i kiedy dobiegłem do niego zapalał już auto. Próbowałem otworzyć drzwi ale
były zablokowane. Samochód zaczął ruszać, więc wskoczyłem na maskę. Ten jednak
nie zamierzał się zatrzymać. Jechaliśmy tak kilkaset metrów. Ja, tak jak w
filmach gangsterskich, leżałem rozciągnięty na masce, trzymając się kurczowo
załamaniom nad przednią szybą. Na
skrzyżowaniu skręcił gwałtownie w prawo. Tu przypominają mi się filmy na których
facet wsi na samochodzie podobnie do mnie i kierowca nie może go zrzucić nawet
na zakrętach. Wierzcie mi, że to prawie niemożliwe. Odrzuciło mnie i sturlałem
się natychmiast, spadając na jezdnię. W oddali zauważyłem mojego szefa
wymachującego ramionami. Nie zwracałem uwagi na to co krzyczał. Kiedy leżałem na
ulicy, podjechał prywatny samochód i zatrzymał się bo blokowałem drogę.
Natychmiast wstałem i podbiegłem do drzwi pasażera. Wskoczyłem do środka i
powiedziałem szybko: jedź za tym samochodem. Facet był trochę przestraszony. Nie
był pewien z kim ma do czynienia. Ja miałem duże radio, jak policjant, wiec może
myślał, że ja nim jestem. Jechaliśmy tak wiele ulic. Niestety mój kierowca
zatrzymał się na czerwonym świetle a uciekający nie. Wyskoczyłem z samochodu,
podbiegłem do drzwi kierowcy Kazałem mu się przesunąć i powiedziałem, że teraz
ja będę kierował. Przestraszony, grzecznie się przeniósł na siedzenie pasażera.
Szybko dogoniłem znajomy samochód. Jechaliśmy za nim kilka minut. Wreszcie
popełnił błąd. Skręcił w ślepą uliczkę. Zatrzymałem samochód blokując wyjazd.
Wyszedłem wściekły i podszedłem do okna kierowcy. Zaznaczę tu, że to było,
delikatnie powiedziane, bardzo głupie. Byłem w najgorszej dzielnicy, gdzie
codzienna się strzelają. W samochodzie był ktoś, kto mógł mieć pistolet i bardzo
szybko mogłem tam zakończyć swoje życie. Wtedy nie miało to dla mnie znaczenia.
Wiedziałem, że muszę odzyskać moje pieniądze.
Kiedy
podszedłem do okna, musiałem wyglądać wściekle i groźnie, bo facet wyglądał na
przestraszonego. Nie chciał otworzyć drzwi. Złapałem coś z drogi i wybiłem
szybę. Zacząłem krzyczeć, że ma mi oddać pieniądze. Szybko, bez protestu
wyciągnął rękę i podał mi moje 100 dolarów. Wyrwałem je szybko i wróciłem do
„swojego” samochodu. Po kilku minutach wróciłem na budowę. W miejscu rozpoczęcia
akcji, stał mój szef z pracownikami.
Wychodząc,
podziękowałem właścicielowi i dałem mu 20 dolarów za jego pomoc. Nic nie
odpowiedział, tylko szybko odjechał.
Mój szef,
także zdenerwowany, pukał się po głowie.
-
Ty jesteś wariat. Czy Ty wiesz że jesteśmy na Bronksie.
Mogli Cię zastrzelić. Tylko Polak mógł coś takiego zrobić.
Później, przez
wiele miesięcy, była to jego główna historia, którą każdemu opowiadał. Ale
wtedy, już jako zabawna opowiastka, jak Polak na Bronksie odebrał swoje
pieniądze kryminaliście.
Labels:
Bronx,
Dziki zachód,
pogoń za złodziejem,
wspomnienia
Thursday, May 14, 2015
Khajuraho i Panna Park
Dzisiaj kończę wszystkie opowiadania o naszej wyprawie do Indii. Ostatnia część filmu. Największe wrażenie jako całoć, zrobiło na mnie miasto Varanassi. Ale to z powodu tego co się tam działo. Od mieszkających tam ludzi do zabytków, tradycji, kolorów. W tym filmie obejrzycie miejsce w którym znajdują się najpiękniejsze starożytne ruiny jakie widziałem w moim życiu. Trudno to opisać i nawet film tego nie przekaże. Piramidy Egipskie, Południowo Amerykańskie oczywiście imponują. Tutaj jednak, szczególnie jako człowiek który buduje na codzień, nie mogłem sie nadziwić ich wykonaniu. Przyjrzycie sie detalom tych światyń. Jak genialny musiał być architekt, który to wszystko zaprojektował i złożył do kupy. Jak wybitni musieli być Ci, którzy to wybudowali, ilu wspaniałych artystów, żeby to wyrzeźbić. Jestem pełen podziwu i szcześliwy, że mogłem to zobaczyć na własne oczy.
Miłego oglądania.
Labels:
Khajuraho,
Panna National Park,
safari,
światynie
Monday, May 11, 2015
W drodze przez Indie
Tym razem bez rozpisywania się. Kończyłem drugą część filmu z Indii. Okazalo się jednak, że materiału jest za dużo i nawet przy wielkich wycinankach, zostaje więcej niż 15 minut a tyle mogę włożyć na YouTube. Podzieliłem to więc na dwie części. Pierwsza jest z miast Delhi, Agra, Orchha a druga bedzie z Khajuraho i Panna National Park.
Poniżej pierwsza część.
Równouprawnienie
Jedną z
najgorszych rzeczy jaką przyniosła ze sobą demokracja to równouprawnienie. W
tym miejscu wielu się podnieci i natychmiast zaprotestuje. Ale taka jest moja
opinia. Podstawy tego są oczywiście właściwe i słuszne ale jak wszystko inne w
demokratycznych krajach po jakimś czasie zostaje przesadzone. Równość, danie
każdemu takich samych warunków startu to jest przywilej a nie prawo. To znaczy,
że każdy z nas ma takie same możliwości przy starcie ale nie znaczy, że wszyscy
potrafimy poradzić sobie z wymaganiami związanymi z nowymi obowiązkami i musi
nastąpić selekcja. I tak np. każdy może zostać strażakiem. Kobiety i mężczyźni,
biali i czarni, katolicy i niewierzący. Żeby zostać zatrudnionym w tym
zawodzie, trzeba jednak przejść przez pewne testy. Najważniejszy to fizyczny.
Ludzie Ci będą ratować innych i muszą być w stanie wynieść ich z pożaru, czyli
mieć podstawową sprawność fizyczną. Jest też test z wiedzy i inteligencji, bo
nie chcemy mieć jakiegoś idioty, który
będzie robił nam sztuczne oddychanie przez ucho. Dlatego nie przyjęcie kogoś
bez nogi to nie dyskryminacja tylko logiczne postępowanie w znalezieniu
odpowiednich kandydatów do wybranego zawodu.
U nas jest to już dawny problem. Zaczął się od tego, że
bardzo dużo czarnych nie zdawało testu z wiedzy. Zaczęły się protesty, że to
niesprawiedliwe, oni mieli trudniejsze warunki w jej zdobywaniu i inne
idiotyczne tłumaczenia i zmieniono warunki przyjęcia, żeby zapewnić
przyjmowania większej ilości z ich rasy.
Nie znam dokładnie warunków, ale np. kiedy biały
kandydat ma 90% z egzaminu a czarny 70% to w tym wypadku te 70% jest większe
niż 90%. I cała nasza matematyczna wiedza idzie w diabły.
Ostatnio zmieniono następny warunek. Kobieta, która
nie zdała egzaminu ze sprawności, zaprotestowała i nasz burmistrz uznał że to
dyskryminacja i zmusił władze Straży Pożarnej do jej przyjęcia.
Tym razem pojawiło się trochę protestów, szczególnie z
dzielnicy w której będzie ona pracować. Mieszkańcy wyrazili opinie, że obawiają
się dnia kiedy ona będzie miała im pomoc w razie pożaru.
Do tego czasu burmistrz jest nieustępliwy.
Przykładów
można by podawać w nieskończoność.
Wiesia projektowała nowe wejście z ulicy do
podziemnego metra. Nic wielkiego. Po prostu schody doprowadzające do
znajdujących się pod ziemia linii kolejowych. Miało to służyć tylko dla służb
tego metra. Już przy ostatecznych zatwierdzaniach, jeden z (chciałoby się
powiedzieć idiotów) z władz miejskich zadał pytanie a co będzie jak inspektor
sprawdzający tory będzie na wózku inwalidzkim. Jak on się tam dostanie? Projekt
został odrzucony i musieli dodać do tego windę. Nawet po pytaniu Wieśki a jak
ten człowiek na tym wózku będzie jechał po torach, żeby je sprawdzić? To nie ma
już żadnego znaczenia. Ważne, żeby mógł tam zjechać.
Każdy z
nas znajdzie w swoim życiu podobne obrazki. Nie oszukujmy się. Nie jesteśmy
tacy sami. Każdy z nas ma inny talent. Każdy z nas ma coś specjalnego do
zaoferowania. Nie ma żadnego wstydu w wykonywaniu różnych najdziwniejszych zawodów.
Jeden potrafi być utalentowanym
stolarzem inny genialnym profesorem.
Nie potrafię śpiewać ale według zasad demokratów,
powinienem udać się do opery i zażądać przyjęcia do chóru. A w razie odrzutu, zasądzić
ich, że zrobili to ponieważ jestem emigrantem z Polski.
Możecie łatwo
sprawdzić na Internecie, że także inteligencja wśród różnych ras jest
różna. I tak najwyższe IQ mają Żydzi. I
mogę im tego zazdrościć ale nie zmienię faktu. Za nimi są ludzie pochodzenia
orientalnego. Resztę znajdźcie sobie sami. Ja tego nie wymyśliłem. Więc już
tutaj nie jesteśmy równi i nie jest to moja fantazja.
Kobiety w
moich młodych latach traktowane były jako podrzędna klasa. Nadawały się tylko
do prac domowych. Oczywiście bzdura. Potrafią być lepszymi lekarzami,
prawnikami, zarządzającymi, nauczycielami…. od mężczyzn. Ale nie przesadzajmy.
Ja musze zatrudniać kobiety jako pracownice fizyczne. I potem męczę się z tym
co z nimi zrobić. Nie ma najmniejszej możliwości, żeby dźwigały te same worki
cementowe co mężczyźni. Trzeba im znaleźć coś lżejszego ale oczywiście
pieniądze zarabiają takie same. Nieraz obserwuję kiedy podjeżdża ciężarówka zbierająca
śmieci. I w wypadku kiedy jest tam kobieta i mężczyzna, widać to samo. Facet
zapier….la i przerzuca śmieci a ona naciska guziki w śmieciarce, żeby to ścisnąć
to w wewnątrz. Płace mają te same. Jak jest dwóch mężczyzn to się zmieniają.
Czemu
cholera kobiety nie mogą być kobietami?
W domu też mogę podać wiele przykładów. Wy, Panie myślicie inaczej i nieraz przyprowadza
mnie to do białej gorączki. Ale dalej Was kochamy.
W niedzielę,
po pracy w ogrodzie próbują wziąć prysznic.
Nie raz zapominając o wiadomym. Po umyciu wychodzę i …. Nie ma ręcznika. Moja żona
zawsze pierze w tym czasie. Gdzie tu problem pytacie? Też tak pomyślałem i
kupiłem kilka nowych zestawów ręcznika. Dałem jej w prezencie i mówię, że teraz
będziesz mogła powiesić nowe jak weźmiesz tamte do prania. Myślicie, że to coś zmieniło?
Nie! Dalej wyłażę a ręczniki w praniu i przy mojej gołej dupie jest goła
ściana. Ale za to na półce kilkanaście nowiusieńkich, nieużywanych ręczników.
Tak jak mówię.
Inaczej myślicie. Czy którykolwiek z mężów nie ma problemów z wyjściem na imprezę?
Jak idziemy na 19-tą to dla mnie znaczy, że na 19-tą. I tu jest błąd w myśleniu.
Idziemy na tą godzinę na którą będzie gotowa Wasza żona. Jako mężczyzna,
przeliczam z doświadczenia, że potrzebne jest mi 15 minut na przygotowanie,
dodaje do tego następne 15 minut na wszelki wypadek i jest to gwarancja że będę
gotowy na 19-tą. Kobieta oblicza, że potrzebuje dwie godziny, dodaje do tego
godzinę i o 19-tej jest w połowie nakładania makijażu. Próba przypomnienia że
będziemy spóźnieni, doprowadza w najlepszym wypadku do reakcji: a po co się
śpieszysz i tak wszyscy inni będą spóźnieni. A Ty musisz być pierwszy?
W oczach
żon prace wykonane przez mężczyzn są łatwiejsze niż kobiet. Nawet gdyby to była
ta sama praca. Sprzątnąłem cały dom, umyłem podłogi. Ona pracowała w ogrodzie.
Po zakończeniu moich prac, żonka przechodzi przez kilka pokoi w zabłoconych
butach, zostawiając wszędzie ślady. Kiedy poskarżę się delikatnie, że właśnie
skończyłem sprzątanie, dostaje natychmiast ripostę, że niepotrzebnie się
podniecam. Ona po sobie sprzątnie.
Odwrotna
sytuacja. Ona skończyła sprzątanie. Ja pracuję na zewnątrz. Tutaj pojawia się
wyższość kobiet nad nami. Zanim jeszcze pomyślę o wejściu do domu (nie daj Boże
żebym wszedł), wychodzi na zewnątrz z oznajmieniem: Tylko się nie waż wchodzić
do domu w tych zabłoconych buciorach!
Nie
jestem chyba samotny w walce z nieposkromionym problemie zakupów u kobiet.
Trzeba uważać gdzie się jedzie i wybierać drogi, żeby przypadkiem nie
przejechać obok sklepów z ciuchami lub kosmetykami. Zawsze znajdzie się coś co
trzeba natychmiast kupić. Ona robi mi przysługę, że kupuje te rzeczy. Torby z
zakupami wnoszone są przeważnie po cichutku, a jak już ją przyłapię to
natychmiast oznajmia: Ty wiesz jaki wspaniały interes dzisiaj zrobiłam? Za to
wszystko zapłaciłam tylko 100 dolarów a gdybym nie znalazła tego na przecenie
to jutro musiała bym zapłacić 300. No i matematyka znów nie działa, bo myślałem
że straciłem 100 dolarów a okazuje się że zarobiłem 200.
Tak
szczerze mówiąc (ale po cichu i się do tego nie przyznaję) myślę, że podobnie można
by było napisać o mężczyznach. Ale po co!
Dla zabawy.
Dla tych, którym nie przeszkadza humor z brzydkimi słowami. Miałem coś takiego w języku angielskim. Różniło
się tylko słowo. To bardzo ważne słowo a w naszym ukochanym języku i to to
najpopularniejsze czyli „kurwa”.
Obejrzyjcie sobie wykład na ten temat.
A w tym praktyczne wykorzystywanie tego słowa.
Miłej zabawy.
Subscribe to:
Posts (Atom)































