Powiem krótko. Wróćiliśmy z imprezy o 4 rano i dzisiaj nie jestem w stanie nic robić. A pamiętam czasy, kiedy kończyło się imprezę o 7 rano i w południe szło się na inną. Ale to sto lat temu.
Showing posts with label Tanzania. Show all posts
Showing posts with label Tanzania. Show all posts
Sunday, September 21, 2014
Friday, September 19, 2014
Wizyta u lekarza
Wczoraj przeżyliśmy bardzo męczący dzień. Mieliśmy umówione spotkanie z lekarzem, specjalistą związane z problemami córki. Miejsce docelowe bardzo daleko od nas, bo aż w Pennsylwanii i dojazd tam trwa około 4 godzin. Urwałem się z pracy i wyruszyliśmy o 12 w południe. Nie mieliśmy żadnych problemów w drodze i dobiliśmy na miejsce pół godziny przed czasem. Niepotrzebnie. Wszystko się przedłużało i czekaliśmy na wizytę aż 2.5 godziny. Byliśmy prawie zdecydowani „delikatnie„ im podziękować i wracać, ale to by nie miało żadnego sensu, bo i tak starciliśmy dużo czasu. Sama wizyta też trwała prawie godzinę, bo przy okazji ja skorzystałem i zrobili mi kilka testów.
Niestety wyniki dla Elaine nie są najlepsze. Po za drobniejszymi problemami, potwierdziło się, że jest duża mozliwość pojawienia się u niej cukrzycy. Będzie dalej musiała sprawdzić i potem martwić się będziemy co z tym zrobić. U mnie nie znaleziono żadnych problemów. Może tylko jeden, ale muszę zrobić więcej testów. Okazało się, że mam jakieś ciężkie metale (ołów, rtęć, etc.) w swoim organizmie.
Jest duża mozliwość, że to ze Strefy Zero.
Dopiero teraz zacząłem się zastanawiać, dlaczego badania, które mamy co kilka lat, związane z pracami w Strefie Zero, nie zawierają żadnych testów sprawdzających ten problem. Logicznym by się wydawało, że po wdychaniu tych wszystkich dymów, było takie zagrożenie. Następnym razem, będę musiał się spytać i poprosić o dokładniejsze testy.
Już po wizycie, byliśmy tak głodni, że jadąc, szukaliśmy miejsca gdzie można by było coś zjeść. I nie przeszkadzało nam (jesteśmy razem na diecie), zatrzymać się w znalezionym Taco Bell, czyli meksykańskie, bardzo dużo kaloryczne jedzenie.
Dobiliśmy do domu po 24-ej to znaczy, że zostało mi do spania tylko 4.5 godziny.
Dzisiaj skończyłem film z Afryki. W tej chwili ładuję pierwszą część do YouTube. Jak zwykle będę musiał trochę poczekać i zobaczymy, czy nie zablokują mi z powodu muzyki. Nie chcę jej zmieniać, bo wydaje mi się że bardzo pasuje do tego filmu i napracowałem się na wycinaniem fragmentów i dopasowaniem jej do nastroju całości. Jeżeli film zablokują, to proszę o powiadomienie i włożę go na Vimeo. Miłego oglądania. Ostrzegam, że sam koniec pierwszej części, zawiera sceny z ataku krokodyla na zebrę i nie wszyscy może chcą to oglądać. Skróciłem to do bardzo krótkiego fragmentu.
Kiedy to piszę, film jeszcze nie jest w pełni załadowany do YouTube. Trwa to nieraz chwilę, szczególnie że jest on w HD. Może to trochę potrwać. Ale niedługo powinien się pojawiać.
Labels:
Africa,
film z safari,
Kenia,
Tanzania,
wizyta u lekarza
Monday, September 8, 2014
Ostatni dzień w Tanzanii
26 Sierpień
Ostatni pełny dzień w Tanzanii.
Postanawiamy szukać drapieżnych kotów. Wyjeżdżamy więc w tereny trochę nudniejsze, bo
podobne do stepów, czyli dużo mniej roślinności. Tam najczęściej polują lwy,
lamparty i gepard. A przynajmniej łatwiej jest je znaleźć na otwartych
terenach. Ponownie jedziemy przez jakiś czas znaną już nam drogą – czyli tarką.
Pierwsze spotkanie to żyrafy i to w dużej
liczbie. Najpierw 8, za nimi 6 i co chwila nowe grupki. Wyglądają bardzo zdrowo
w porównaniu z koleżankami z Botswany. Tamte miały bardzo wyblakle kolory. Te są
piękne w odcieniach brązu.
Mijamy bawoły, ale na nie już się
napatrzyliśmy i nawet się nie zatrzymujemy.
W pewnej chwili, Elaine zauważa hieny. W okolicy siedzi na drzewach i na ziemi gromada sępów.
Przyglądamy się hienom i zauważamy, że jedna już dawno nie żyje i jest częściowo zjedzona.
Ta druga, prawdopodobnie rodzina, leży obok pilnując jej żeby sępy nie dostały tego co z niej zostało. Niesamowite jak zwierzęta mogą być do siebie przywiązane. Nawet ta obrzydliwa hiena, staje się w tym momencie sympatyczna.
W pewnej chwili, Elaine zauważa hieny. W okolicy siedzi na drzewach i na ziemi gromada sępów.
Przyglądamy się hienom i zauważamy, że jedna już dawno nie żyje i jest częściowo zjedzona.
Ta druga, prawdopodobnie rodzina, leży obok pilnując jej żeby sępy nie dostały tego co z niej zostało. Niesamowite jak zwierzęta mogą być do siebie przywiązane. Nawet ta obrzydliwa hiena, staje się w tym momencie sympatyczna.
Przejeżdżamy przez małe oazy pięknej roślinności
i po chwili udaje nam się odnaleźć lwy. Musiały nie tak dawno coś upolować, bo dwa z nich jeszcze jedzą. Lew i lwica rozrywa mięso na kawałki. Widać nogę w pysku lwicy. Obok pod drzewem leży ich dużo więcej. Widocznie te już się nażarły. Niektóre z nich odwrócone brzuchami do góry, przeciągają się w widocznym lenistwie. Nie są bardzo dobrze widoczne bo wokół ich rośnie dość wysoka trawa, ale widać, że jest tam ich duża ilość.
i po chwili udaje nam się odnaleźć lwy. Musiały nie tak dawno coś upolować, bo dwa z nich jeszcze jedzą. Lew i lwica rozrywa mięso na kawałki. Widać nogę w pysku lwicy. Obok pod drzewem leży ich dużo więcej. Widocznie te już się nażarły. Niektóre z nich odwrócone brzuchami do góry, przeciągają się w widocznym lenistwie. Nie są bardzo dobrze widoczne bo wokół ich rośnie dość wysoka trawa, ale widać, że jest tam ich duża ilość.
Znów w drogę. Spotykamy grupę vervet monkey, po polsku koczkodan tumbili albo werweta.
Oglądamy je z otwartego dachu.
Robię zdjęcia i zauważam jedną, która pędzi w naszym kierunku.
Jest bardzo szybka i za chwilę jest już na naszym dachu. Doskakuje do otworu w którym stoimy. Próbujemy ją odgonić krzykami, ale ta nie zwraca na to uwagi i zeskakuje do środka między nas. Zagląda do kieszeni za fotelem, gdzie w kartonowym pudełku jest nasz lunch. Dziewczyny krzyczą. Szkoda że nie miałem kamery filmowej. W tym czasie robiłem zdjęcia. Do tego nawet nic nie zrobiłem, bo zamiast fotografowania, udawałem Tysona i trzepałem małpę moją kamerą. Ta błyskawicznie otworzyła pudełko, wyciągnęła kanapkę zawiniętą w folię i wyskoczyła na dach. Później zeskoczyła z samochodu i udała się na pobocze. Tam w towarzystwie kolegów zazdrosnych o zdobycz, zaczęła dostawać się do środka i po chwili zdobycz zaczęła znikać w jej pysku a u nas jedna osoba została bez kanapki. Po chwili, już zrelaksowani, śmiejemy się z całej przygody.
Oglądamy je z otwartego dachu.
Robię zdjęcia i zauważam jedną, która pędzi w naszym kierunku.
Jest bardzo szybka i za chwilę jest już na naszym dachu. Doskakuje do otworu w którym stoimy. Próbujemy ją odgonić krzykami, ale ta nie zwraca na to uwagi i zeskakuje do środka między nas. Zagląda do kieszeni za fotelem, gdzie w kartonowym pudełku jest nasz lunch. Dziewczyny krzyczą. Szkoda że nie miałem kamery filmowej. W tym czasie robiłem zdjęcia. Do tego nawet nic nie zrobiłem, bo zamiast fotografowania, udawałem Tysona i trzepałem małpę moją kamerą. Ta błyskawicznie otworzyła pudełko, wyciągnęła kanapkę zawiniętą w folię i wyskoczyła na dach. Później zeskoczyła z samochodu i udała się na pobocze. Tam w towarzystwie kolegów zazdrosnych o zdobycz, zaczęła dostawać się do środka i po chwili zdobycz zaczęła znikać w jej pysku a u nas jedna osoba została bez kanapki. Po chwili, już zrelaksowani, śmiejemy się z całej przygody.
Lecimy dalej. Następne spotkanie to
lampart. Siedzi na drzewie tak dobrze
ukryty, tak że nie ma możliwości zrobienia dobrego zdjęcia. Nie marnujemy dużo
czasu, bo wygląda że
śpi.
Podjeżdżamy do terenów wypalonych przez ogień.
Po lewej stronie nie ma nic, tylko spalona ziemia a po prawej normalna sucha
trawa. Ciekawe, że
nawet na tych spalonych terenach kręci się setki różnych antylop.
Czują się tu dobrze, bo maja świetną widoczność i mogą szybko zauważyć zbliżającego się wroga a z ziemi już wyrasta coś nowego, zielonego i widocznie im to smakuje. W tym terenie znajdujemy geparda rozłożonego na kamieniu. Jest oddalony od nas na dłuższą odległość i też wypoczywa, więc nie zostajemy długo.
Czują się tu dobrze, bo maja świetną widoczność i mogą szybko zauważyć zbliżającego się wroga a z ziemi już wyrasta coś nowego, zielonego i widocznie im to smakuje. W tym terenie znajdujemy geparda rozłożonego na kamieniu. Jest oddalony od nas na dłuższą odległość i też wypoczywa, więc nie zostajemy długo.
Czas na lunch. Stajemy w miejscu z
namiastkami cywilizacji, czyli kiblami. Jest to w pobliżu głównego zarządu
parku. Na jednym stoliku przy którym zamierzamy usiąść, spotykamy gościa – hyrax czyli góralek.
Leży rozłożony wygodnie i widać że się nas nie boi. Dopiero po chwili ustępuje nam miejsca ale towarzyszy nam do końca posiłku. Później w pobliżu, spotykamy całą jego rodzinę.
Leży rozłożony wygodnie i widać że się nas nie boi. Dopiero po chwili ustępuje nam miejsca ale towarzyszy nam do końca posiłku. Później w pobliżu, spotykamy całą jego rodzinę.
Na pobliskim kamieniu, zauważam przepiękna
jaszczurkę o niesamowitych barwach. Kolory są po to żeby odstraszyć wrogów i to przeważnie oznacza, że nie jest niebezpieczna, ale nie próbuję tego sprawdzać.
Pochodziliśmy trochę po pobliskich terenach.
Jest tu miejsce gdzie można obejrzeć kości dużych zwierząt. Czaszka słonia pokazuje jak mogą być duże.
Na zboczu atakuje mnie jakiś dziwny zwierz.
Na szczęście okazuje się zrobiony z metalowych części, na przykład świec zapłonowych. Po tym wracamy do auta.
Pochodziliśmy trochę po pobliskich terenach.
Jest tu miejsce gdzie można obejrzeć kości dużych zwierząt. Czaszka słonia pokazuje jak mogą być duże.
Na zboczu atakuje mnie jakiś dziwny zwierz.
Na szczęście okazuje się zrobiony z metalowych części, na przykład świec zapłonowych. Po tym wracamy do auta.
Postanawiamy wracać. Chcemy jeszcze wpaść
na basen. Pędzimy więc z powrotem ale mamy szczęście i spotykamy olbrzymia grupę
słoni. Kilka stoi przy drodze i pije deszczówkę. Następne siedzą głęboko w błocie
i wyjadają tutejszą trzcinę. Najwięcej radości przynosi nam małe słoniątko,
które nie potrafi poruszać się w tym bagnie i co chwila przewraca się w błoto a
inna dwójka, bawi się, walcząc ze sobą.
Podjeżdżamy do następnej grupy. Tutaj przeżywamy
trochę strachu. Jedna z samic, przygląda nam się i rusza w kierunku samochodu.
Idzie z małym słoniem.
Podchodzi na odległość kilku metrów i bacznie się nam przygląda. Prosimy Seweryna żeby się cofnął, ale on twierdzi, że lepiej nie, bo możemy ją podrażnić. Miał rację (dzięki bogu!), bo przeszły obok, ale jej jedno oko, cały czas skierowane było na nas. Jeszcze kilka grup słoni i teraz naprawdę wracamy do hotelu.
Podchodzi na odległość kilku metrów i bacznie się nam przygląda. Prosimy Seweryna żeby się cofnął, ale on twierdzi, że lepiej nie, bo możemy ją podrażnić. Miał rację (dzięki bogu!), bo przeszły obok, ale jej jedno oko, cały czas skierowane było na nas. Jeszcze kilka grup słoni i teraz naprawdę wracamy do hotelu.
Od razu po przybyciu udajemy się na basen.
Jest ciepło (nie gorąco), ale woda jest bardzo chłodna.
Basen jest tak ulokowany, że leżąc w nim, możemy oglądać piękne okolice.
Po godzinie idziemy do pokoju, bo trzeba zacząć się pakować. Jednak ja i Elaine, decydujemy się na spacer w naturze (tak to tu nazywają).
Basen jest tak ulokowany, że leżąc w nim, możemy oglądać piękne okolice.
Po godzinie idziemy do pokoju, bo trzeba zacząć się pakować. Jednak ja i Elaine, decydujemy się na spacer w naturze (tak to tu nazywają).
O godzinie 18, spotykamy przewodnika,
który ma nas poprowadzić po okolicy, a celem jest szczyt górki obok, gdzie mamy
oglądać zachód słońca. Idzie z nami drugi pracownik. Ten wyznaczony jest do
ochrony i niesie ze sobą karabin maszynowy na wypadek spotkania czegoś
groźniejszego.
Z minuty na minutę, nasza wiedza wyraźnie powiększa się w tematyce gówna. Każde napotykane opisywane jest przez przewodnika z wyjaśnieniem do kogo należy. Tak się zastanawiam, czy jak bym przed tym coś tutaj zrobił, czy by rozpoznał?
Z minuty na minutę, nasza wiedza wyraźnie powiększa się w tematyce gówna. Każde napotykane opisywane jest przez przewodnika z wyjaśnieniem do kogo należy. Tak się zastanawiam, czy jak bym przed tym coś tutaj zrobił, czy by rozpoznał?
Dobiliśmy trochę zmęczeni ale zdążyliśmy i
teraz relaksujemy się przy pięknym zachodzie słońca.
Z drugiej strony widać cały nasz obóz, który położony jest na wzniesieniu obok.
Wracam spocony i zmęczony i przez to głodny. Idziemy na obiad.
Z drugiej strony widać cały nasz obóz, który położony jest na wzniesieniu obok.
Wracam spocony i zmęczony i przez to głodny. Idziemy na obiad.
Zawsze szybko jemy, więc po chwili
znajdujemy się w kawiarni i pijemy kawę przy dymku z papierosa. Tam przysiada
się do nas Masaj, który przygrywa nam na gitarze i śpiewa tutejsze piosenki ale
także włoskie „O sole mio”, czy nasz „Dom wschodzącego słońca”. Okazuje się że to
nie koniec dnia. Zaczyna się występ tutejszej grupy muzycznej.
Spędzamy mile czas, bo ciekawe jest oglądać tutejszy folklor. Dziewczyny z zespołu zaczynają tańczyć coraz energiczniej. W pewnym momencie wyciągają Elaine i Wieśkę do wspólnej zabawy. Elaine początkowo nieśmiało, później dobrze daje sobie radę. Wieśka natychmiast wpada w zwariowany taniec.
Trochę śmiechu i zabawy. Tak kończymy ten ostatni tutaj dzień.
Spędzamy mile czas, bo ciekawe jest oglądać tutejszy folklor. Dziewczyny z zespołu zaczynają tańczyć coraz energiczniej. W pewnym momencie wyciągają Elaine i Wieśkę do wspólnej zabawy. Elaine początkowo nieśmiało, później dobrze daje sobie radę. Wieśka natychmiast wpada w zwariowany taniec.
Trochę śmiechu i zabawy. Tak kończymy ten ostatni tutaj dzień.
Labels:
atak małpy,
gepard,
hieny,
Ostatni dzień,
spacer w naturze,
Tanzania
Friday, September 5, 2014
Serengeti Park
25 Sierpień
Powoli zbliżamy się do półmetka naszych wakacji. Pierwszy
pełen dzień w Serengeti Park. Jak zwykle po śniadaniu wyjeżdżamy gotowi na
spotkanie nowej przygody. Natychmiast
wpadamy na różne gromady zwierząt. Dzisiaj mamy jednak trochę inny cel. A jest
nim dotarcie do wielkiej wędrówki zwierząt. Jesteśmy trochę spóźnieni, bo
większość antylop, zebr opuściła już Tanzanie i są w Kenii, ale mamy nadzieje
na złapanie przynajmniej ich końcówki.
Duże stada
zebr, antylop i żyraf pasie się na okolicznych terenach
ale my stajemy się już wybredni. Chcemy coś nowego, chcemy więcej. W dalszej części mijamy hieny, sępy. Przechodzą obok piękne antylopy Topi.
ale my stajemy się już wybredni. Chcemy coś nowego, chcemy więcej. W dalszej części mijamy hieny, sępy. Przechodzą obok piękne antylopy Topi.
Dojeżdżamy do
małego mostu. Przed nami jest jeden Jeep a przed nim dwa słonie. Jeden stoi
częściowo na drodze.
Przyglądamy się przez chwilę a po kilku minutach samochód przed nami rusza wolno do przodu i zbliża się na odległość kilku metrów do słonia. My zaraz za nim. Okazało się to wyzwaniem dla słonia. Wyszedł na środek drogi, odwrócił się w naszą stronę i pokazywał niezadowolenie. Niestety, nie wszystko mam na zdjęciach, bo robiłem film.
Podniesiona trąba, poruszanie uszami i jego potężny ryk to ostrzeżenie, że weszliśmy na jego terytorium. Potem rusza w stronę samochodu przed nami. Ten wrzuca natychmiast wsteczny bieg i cofa się, ale nie daleko, bo my blokujemy mu drogę. Na szczęście słoń się zatrzymuje zaraz przed nim. Stoi tam chwilkę i chyba zadowolony, że pokazał kto tu jest królem, wolno odwraca się i odchodzi.
Przyglądamy się przez chwilę a po kilku minutach samochód przed nami rusza wolno do przodu i zbliża się na odległość kilku metrów do słonia. My zaraz za nim. Okazało się to wyzwaniem dla słonia. Wyszedł na środek drogi, odwrócił się w naszą stronę i pokazywał niezadowolenie. Niestety, nie wszystko mam na zdjęciach, bo robiłem film.
Podniesiona trąba, poruszanie uszami i jego potężny ryk to ostrzeżenie, że weszliśmy na jego terytorium. Potem rusza w stronę samochodu przed nami. Ten wrzuca natychmiast wsteczny bieg i cofa się, ale nie daleko, bo my blokujemy mu drogę. Na szczęście słoń się zatrzymuje zaraz przed nim. Stoi tam chwilkę i chyba zadowolony, że pokazał kto tu jest królem, wolno odwraca się i odchodzi.
Turyści z
przodu musieli być trochę wystraszeni. Nasze samochody nie mają dachów, więc
można stać i oglądać wszystko swobodnie, czy robić zdjęcia. W chwili kiedy słoń
ruszył w ich stronę, wszyscy zniknęli wewnątrz. Nieraz tylko pokazywała się dłoń
z aparatem fotograficznym i ktoś cykał zdjęcia ale na ślepo nie wiedząc co jest
w obiektywie.
Następnie
zatrzymujemy się przy brzegu rzeki. Możemy tu wyjść i pospacerować.
Stoimy na skarpie skąd dobrze widać olbrzymie stado hipopotamów.
Wiele śpi, inne się bawią, nurkują
a także walczą ze sobą, ale można łatwo zauważyć, że to też tylko zabawa.
Urządzają nam jednak wspaniałe widowisko. W oddali na brzegach leżą olbrzymie krokodyle. Spotykamy też tutaj bardzo rzadki okaz pod ochroną, młodą parę z Warszawy.
Stoimy na skarpie skąd dobrze widać olbrzymie stado hipopotamów.
Wiele śpi, inne się bawią, nurkują
a także walczą ze sobą, ale można łatwo zauważyć, że to też tylko zabawa.
Urządzają nam jednak wspaniałe widowisko. W oddali na brzegach leżą olbrzymie krokodyle. Spotykamy też tutaj bardzo rzadki okaz pod ochroną, młodą parę z Warszawy.
Przejeżdżamy
granice parku i skręcamy w boczną drogę. Mamy szczęście. Przed nami olbrzymie stado zebr, które idą
wspólnie z antylopami Gnu. Są ich setki, jak nie tysiące. Trudno to złapać na
kamerze, bo rozsypane są po całym terenie.
Seweryn opowiada nam o powodach tej wędrówki. Dowiadujemy się, że zebry idą za antylopami, bo te mają specjalny zmysł i wyczuwają zielone tereny i wodę. Żywią się też inną trawą niż antylopy, więc nikt nikomu nie zawadza.
Seweryn opowiada nam o powodach tej wędrówki. Dowiadujemy się, że zebry idą za antylopami, bo te mają specjalny zmysł i wyczuwają zielone tereny i wodę. Żywią się też inną trawą niż antylopy, więc nikt nikomu nie zawadza.
Po kilkunastu
minutach jazdy trafiamy na antylopy. Po zbliżeniu się, wpadają w panikę. Jedne
się zatrzymują, inne zaczynają szybko biec. Wjeżdżamy w ich centrum. Z każdej strony tysiące antylop.
Trudno by to było zliczyć, ale na pewno kilkadziesiąt tysięcy. Wreszcie zobaczyłem to co chciałem. Mogę postawić następny znaczek zaliczenia czegoś z mojej listy.
Trudno by to było zliczyć, ale na pewno kilkadziesiąt tysięcy. Wreszcie zobaczyłem to co chciałem. Mogę postawić następny znaczek zaliczenia czegoś z mojej listy.
Niesamowity
widok. Przechodzą tak tysiące kilometrów i grupa ta powiększa się z
czasem. Oglądałem to przez pewien czas aż
się nasyciłem i po tym postanowiliśmy zatrzymać się na lunch.
Siadamy na
kocu, pod wielką akacją, które bardzo różnią się od naszych.
Wokół nas widać pasące się zebry, bawoły, antylopy. Oddychamy cudownym powietrzem afrykańskich stepów i przyglądając się przyrodzie i zwierzętom, wcinamy nasze wcześniej przygotowane jedzenie.
Wokół nas widać pasące się zebry, bawoły, antylopy. Oddychamy cudownym powietrzem afrykańskich stepów i przyglądając się przyrodzie i zwierzętom, wcinamy nasze wcześniej przygotowane jedzenie.
Znów w drogę. Przebijamy się przez następną grupę z tej
wielkiej wędrówki. Później trochę się zgubiliśmy. Seweryn wraca trochę na
wyczucie. Przejeżdżamy przez biedne wioski. Widzimy ludzi produkujących cegły.
Drogę zagradza nam stado bydła domowego. Musimy za nimi jechać przez pewien czas, do momentu kiedy zeszły nam z drogi.
Z domów wybiegają dzieci, machają rękami i proszą o coś. Rozdajemy im wszystko co mamy. Czekoladki, jabłka a nawet jogurt.
Uśmiechają się szczęśliwe i dziękują.
Drogę zagradza nam stado bydła domowego. Musimy za nimi jechać przez pewien czas, do momentu kiedy zeszły nam z drogi.
Z domów wybiegają dzieci, machają rękami i proszą o coś. Rozdajemy im wszystko co mamy. Czekoladki, jabłka a nawet jogurt.
Uśmiechają się szczęśliwe i dziękują.
Przejeżdżamy a
raczej przeprawiamy się przez kilka rzeczek. Samochody po prostu wjeżdżają w wodę.
A krokodyle czekają spokojnie na jakąś pomyłkę.
A krokodyle czekają spokojnie na jakąś pomyłkę.
Znów antylopy, małpy, ptaki, hieny. Dziewczyny chcą wracać
żeby trochę odpocząć na basenie. Seweryn jednak mówi, że słyszał, że w pobliżu
spotkano lwy. Godzimy się i zaczynamy pędzić w tym kierunku. Kiedy dojeżdżamy
do tego miejsca, spotykamy przynajmniej 10 samochodów ustawionych w duże koło.
Lwy (lew i lwica) siedzą po środku. Przypatrujemy się im. W pewnej chwili wstają i przechodzą między
ciasno ustawionymi samochodami.
Szybko objeżdżamy to kółko i zatrzymujemy się
po drugiej stronie. Lwica rozkłada się i zamyka oczy, a lew próbuje się do niej
dobrać.
Lwica widocznie nie ma ochoty. Prawdopodobnie ma ból głowy, może okres albo jest zmęczona (skąd my to znamy?) i nie zwraca na to uwagi. Lew wie, że bez pozwolenia nic nie zrobi, więc rezygnuje i kładzie się obok. Tutaj mamy przewagę nad lwami bo nam zawsze zostaje kolega i piwo!
Lwica widocznie nie ma ochoty. Prawdopodobnie ma ból głowy, może okres albo jest zmęczona (skąd my to znamy?) i nie zwraca na to uwagi. Lew wie, że bez pozwolenia nic nie zrobi, więc rezygnuje i kładzie się obok. Tutaj mamy przewagę nad lwami bo nam zawsze zostaje kolega i piwo!
Decydujemy się
wracać. Wymijając samochody zakopujemy się w piachu. Seweryn próbuje i koła wyjąc,
kręcą się w jednym miejscu. Zaniepokoiło to lwy. Podnoszą się i robią groźne
miny.
Po chwili rezygnują i zaczynają się oddalać.
Po chwili rezygnują i zaczynają się oddalać.
My po wielu próbach
wydobywamy się z tej pułapki i zaczynamy powrót. Teraz już prosto do hotelu. Znów
się zachmurzyło, ale nie pada.
Już w hotelu
idziemy najpierw na kawę a po tym do naszego domku.
Dobija godzina 7:30 i czas iść na obiad. Ponieważ jest
już zupełnie ciemno, dzwonimy na portiernie, żeby wysłali kogoś kto nas
doprowadzi do restauracji.
W połowie drogi przewodnik daje nam znak zatrzymania się.
Po lewej stronie wylatuje antylopa madoqua.
Jest to najmniejsza z antylop, wielkości średniego psa. Dziwnie się zachowuje. Strażnik mówi, że jej zachowanie wskazuje na jakieś niebezpieczeństwo. Faktycznie. Przed nami przesuwa się 4-metrowy wąż pyton. Przyglądamy się, bo antylopa jest nim bardzo zainteresowana. Przyskakuje co chwila do głowy węża. Wygląda jakby się bawiła.
Jest to najmniejsza z antylop, wielkości średniego psa. Dziwnie się zachowuje. Strażnik mówi, że jej zachowanie wskazuje na jakieś niebezpieczeństwo. Faktycznie. Przed nami przesuwa się 4-metrowy wąż pyton. Przyglądamy się, bo antylopa jest nim bardzo zainteresowana. Przyskakuje co chwila do głowy węża. Wygląda jakby się bawiła.
Znów telefon
strażnika o przysłanie pomocy. Pojawiają się ludzie, którzy mają przegonić
pytona z naszego terenu. Idziemy na
obiad. Ja chcę zamówić węża, ale nie mieli.
Po tym
oczywiście powrót i do łóżka spać.
Labels:
antylopy,
atak słonia,
Gnu,
hipopotsmy,
lwy,
Serengeti Park,
Tanzania,
wielką wędrówki,
zebry,
Żyrafy
Subscribe to:
Posts (Atom)
































