Jest weekend. Mam trochę pracy, więc napiszę później, ale skończyłem ostatnią część z wesele i chcę ją Wam od razu przesłać. Miłego odpoczynku i zapraszam na zabawę.
Saturday, June 27, 2015
Thursday, June 25, 2015
Dalsza część wesela
Od
pierwszego dnia po powrocie z Polski, zostałem wciągnięty w czarną dziurę. Moja
budowa to koszmar. Muszę po prostu przestać się tym przejmować. Nie jest to łatwe.
Trudno nauczyć starego psa nowych sztuczek.
Jeszcze przed wyjazdem do Polski, prosiłem o koparkę która może łatwo zmieniać
swoją funkcję. Raz ma przyłączony młot pneumatyczny a raz łyżkę. Minęło już 4 tygodnie
i dalej nic. Nawet skarga do właściciela nie pomogła. Cała część budowy jest
zatrzymana z tego powodu i już nie będę w stanie wykonać jej na czas, bo nie zdążę
przed zimą. Wielu powtarza mi żebym się ni przejmował, ale wiadomo, że na końcu
to moje nazwisko jest dołączane do sukcesu lub porażki danej budowy. Przez 30
lat budowania Nowego Jorku, kończyłem każdą budowę na czas i zawsze zarabiałem
dla firm duże pieniądze. Tym razem tak się nie stanie i nie z mojego powodu.
Nawet gołąb nie wytrzymał tej presji i powiesił się na mojej budowie.
Na lżejszą nutę. Skończyłem następny filmik z wesela. Troszkę inny niż
poprzedni ale wesele to wesele, więc zawsze musza być tańce i nawet jak chce
się zrobić poważniejszy, trochę zabawy w tym musi być.
Powtarzam prośbę o zawiadomieniu mnie, gdyby youtube zablokował muzykę.
Saturday, June 20, 2015
Prezydenckie wybory
Od niedawna zaczął się u nas okres przygotowania do wyborów prezydenta, które odbędą się w Listopadzie 2016 roku. Oznacza to burzę w politycznym życiu tego kraju. Ważne jest, że wreszcie odejdzie Obama. Pytanie, kto znajdzie się na jego miejscu.
W przeciwieństwie do Polski, mamy dwie główne partie i tylko między nimi toczy się bitwa. Jest jednak niebezpieczeństwo, że zjawi się niezależny kandydat. Dlaczego jest to groźne? W Stanach jest teraz pewna równowaga, czyli 50% za Partią Republikańską i druga połowa za demokratyczną. Niezależny kandydat przeważnie odłącza się od swojej partii, kiedy przegra wewnętrzne wybory. Grozi więc to zabraniem wielu głosów swoim kolegom i pozwala zdobyć przewagę przeciwnikom.
Wygląda na to, że w Partii Demokratycznej sprawa jest dość jasna, choć nigdy nie wiadomo. Główną kandydatką jest Hilary Clinton i ona prawdopodobnie będzie walczyła o tron.
Jej problemem będzie tłumaczenie się z wielu skandali, które ją otaczają. Jest też grupa ludzi, która zmęczona jest wybieraniem tych samych nazwisk. Chociaż wśród demokratów, ma ona wyrobioną, silną pozycję. Jednak w ostatnich sondażach, więcej niż połowa pytanych, określała ją jako człowieka któremu nie można wierzyć.
Z mojej strony, czyli Partii republikańskiej, sprawy są bardziej skomplikowane. Po pierwsze mamy już dwudziestu dwóch kandydatów a może być więcej. Większość jest nie licząca się ale połowa z nich ma jakieś szanse.
Jeb Bush – następny z rodziny poprzednich prezydentów. I tu jest jego słabość. Ja sam jestem nimi zmęczony. Nie chce mi się wierzyć, że tak potężny kraj zależny jest tylko od rodzin Bush i Clinton. Nieważne jakie ma poglądy. W większości mi odpowiada, chociaż jego zdanie na temat przyjmowania nielegalnych imigrantów jest dla mnie nie do przyjęcia. Liczy na głosy Polaków, bo wypowiedział się, że zniesie wizę. Ile już było takich co to mówili. Po drugie, nigdy nie patrzę na to co dotyczy tylko mnie, ale raczej na to co może wzmocnić nasz kraj. Nie będę na niego głosował, chyba, że wygra i pójdzie w szranki z Hillary.
Ted Cruz – młody senator z Teksasu. Jest jednym z tych na którym cały czas używa sobie prasa. Tutaj muszę napisać o polityce demokratycznej (czyli prawie całej) prasy. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto może stać się groźny dla ich partii, robią z niego głupka. Ośmieszają o byle co, powtarzają to tak długo, aż ludzie w to uwierzą. Stara teoria Goebbelsa i Nazistowskich Niemiec. On jest jednym z takich i rozmawiając nieraz z ludźmi, już słyszę podobną opinię, że Cruz troszeczkę pokręcony. Pytając ich gdzie to widzą, nie mają żadnej odpowiedzi na ten temat ale są pewni, że to „głupek”. Prasa wybiera sobie kandydata republikańskiego i w czasie wewnętrznych wyborów, jemu trochę popuszczają a nawet nieraz chwalą. Udaje się im często i to on właśnie staje w ostatecznej walce o stołek prezydencki.
Cruz nie jest jednak taki głupi. Skończył najlepsze szkoły w Stanach. Jako prawnik, ogłoszony został jednym z 25-ciu najlepszych, w ostatnich latach, Stanu Texas. Ma też bardzo konkretne plany na rozwiązanie problemów naszego kraju.
Donald Trump - którego wszyscy znają. Multimilioner. Wypowiedział się, że przynajmniej nikt nie musi się martwic, że zrobi coś, żeby zarobić kilka dolarów, bo ma ich wystarczająco.
To jest główny kandydat na króla błaznów w naszej prasie. Muszę się zgodzić, że te jego włosy to trochę przesada i za wygląd bym na niego nie głosował. Jedyny kandydat, który nie boi powiedzieć się czegoś, bo może to kogoś urazić. I nawet tylko za to, oddał bym za niego głos, bo zmęczony jestem ukrywaniem się wszystkich za pięknymi słowami a robieniem wszystkiego na odwrót. Jego program jest całkowicie zgodny z moim. Może właśnie trzeba człowieka biznesu, żeby wyprowadził nas na dobrą drogę. Nie myślę jednak, że ma on szanse i to właśnie z powodu „błazna”.
Rand Paul – Senator z Kentucky. Lekarz, okulista. Też z rodziny polityków. Konserwatywny. Najważniejsza rzecz proponowana przez niego i z którą się zgadzam, to wprowadzenie „flat tax” czyli równych podatków. Wszyscy płacą tyle samo (oczywiście jakiś procent). I jak zarabiasz 100 dolarów to płacisz (np. 12 procent) 12 dolarów a jak 10000 to 1200 dolarów. W przeciwności do teraz, kiedy 50 procent Amerykanów nie płaci żadnych podatków. Bogaci płacą mało, bo maja różne metody odciągania wydatków a średnia klasa płaci większość. Jedynie nie podoba mi się u niego podejście do wykorzystywania wojska. Brzmi jakby chciał wycofać wszystkich i zostawić świat samym sobie. Wiadomo do czego by to doprowadziło. Olbrzymiej agresji Rosji, Chin i innych krajów.
Marco Rubio – urodzony na Florydzie z rodzicami z Kuby. Podobne poglądy do Rand Paul. Młody i energiczny. Wiele dokładniejszych rzeczy dowiemy się od nich, kiedy zaczną się debaty i będą musieli dokładnie określić swoje poglądy. Teraz niektóre z nich są chowane w szafach.
George Pataki – dawny Gubernator Nowego Jorku. Nieraz się z nim spotykałem i mam wiele wspólnych zdjęć. Z tego powodu fajnie jak by został prezydentem, może bym mógł go odwiedzić w białym Domu. Ha ha. Nie myślę że ma szanse.
Mike Huckabee – próbował już poprzednio i nawet miał dobrą pozycję. Ale później szybko odpadł i z tego powodu też nie daje mu dużo szansy. Ale jest jednym z tych możliwych do wygrania.
Rick Perry – dawny gubernator Teksasu. Ma dla mnie kilka słabych punktów a szczególnie liberalne podejście do problemu z nielegalną imigracją. Nie myślę że ma szanse.
Rick Santorum – były senator z Pensylwanii. Też już próbował. Inteligentny, miły, wiele dobrych punktów w jego programie. Oglądając go poprzednio uważam, że nie ma przebicia i charakteru, żeby pokonać innych.
Kto na nich będzie głosował? MY! Ja dzielę wszystkich na trzy grupy.
Pierwsza to pasożyty. Ludzie przyzwyczajeni do dostawania. Zawsze będą głosować na tych co więcej dają i obiecują. Niestety to tak jak ze zwierzętami. Jak zaczniesz karmić psa jedzeniem ze stołu, to już nigdy nie będzie chciał jeść suchego jedzenia. Niebezpieczeństwo jest takie, że ta grupa jest coraz liczniejsza. Duża część jest niewykształcona, nie czytająca a jeżeli to śmiecie w codziennych gazetach. Trudno od nich wymagać zrozumienia polityki.
Druga to bardzo bogaci. Na tych nie ma co liczyć. Każdy z nich ma jakiś cel. Głosują nie na to co lepsze, tylko to na tego co może im pomóc. Własnie od nich idą nawjększe wpłaty na konta wyborcze kandydatów, próbując zrobić sobie drogę dla prywatnych, przyszłych planów. I dotyczy się to zwolenników obydwu partii.
Trzecia to ta środkowa grupa, ludzi pracujących. Od nich właśnie zależy przyszłość naszego kraju. Szkoda że świadomość polityczna jest bardzo niska. Nieraz probuję rozmawiać z ludzmi o przeróżnych przkonaniach i pytam się dlaczego głosują na wybrana partie. Bardzo mała grupa wie dlaczego. Większość powtarza przeczytane frazesy z gazet, lub opinie wygłoszone przez innych. Z tego wynika, że skazani jesteśmy na loterię a nie na logiczne myślenie i prawidłowy wybór.
Oczywiście to tylko jeden z podziałów. Można patrzeć pod względem narodowościowym, rasowym, demograficznym, etc. Jedna z tych grup bardzo mnie zastanawia. Mogę zrozumieć, że na przyklad Meksykanie głosują na demokratów. Wiadomo, że to od tej partii dostają największą pomoc. Ale czemu Żydzi głosują na nich? Nie potrafię pojąć. To Republikanska partia stoi twardo za Izraelem. Większość z nich jest bogatsza, więc to od republikanskiej partii dostają obniżenie podatków i pomoc w rozwijaniu biznesów. Większość jednak staje po stronie Partii Demokratycznej. Ale czy ktokolwiek, kiedykolwiek zrozumiał ten naród?
Ja na pewno nie głosuję na demokratów. Nie zgadzam się jednak z republikanami. Szczególnie z powodu zakłamaniu i nie wykonywaniu tego co przyrzekali w czasie wyborów. Dlatego chciałbym zobaczyć kogoś, kto nie obawia sie opinii publicznej, tylko robi to co najlepsze nie dla jednostki tylko dla siły kraju. I nawet gdyby to znaczyło, że w prywatnym życiu obniży to troche mój standart życia, wierzę że tylko taka polityka może wyprowadzić ten kraj na szczyt i wtedy wszyscy na tym skorzystają.
Niestety, w tym świecie jest to prawie niemożliwe, więc musimy cieszyć się w najlepszym wypadku tym lepszym z gorszych.
Poprawka
Otrzymałem wiadomość, że przez muzykę ponownie Youtube zablokował w Polsce ten film. Dzięki Janusz. Wkładam go natychmiast do Vimeo i podaje wejście.
https://vimeo.com/131297377
A tu można obejrzeć.
https://vimeo.com/131297377
A tu można obejrzeć.
Friday, June 19, 2015
Wesele
Przejrzałem cały materiał filmowy z wesela i postanowłiem, że nie mogę zrobić filmu ze ślubu i wesela jako całości. Brakowało mi za dużo momentów. Zamowiony kamerzysta na tą okazję nie był zadowolony z konkurencji i cały czas wchodził mi w drogę, więc wiele materiału się nie nadaje. Trzeba więc zrobić coś innego.
Powstanie kilka krótkich filmików. Każdy o troche innej tematyce. Zobaczymy jak to wypadnie. Pierwszy właśnie skończyem. Ten poniżej zamieszczony jest utworzony z szybszych tańców i weselszych momentów. Nie będę dużo pisał tylko zapraszam do obejrzenia. Jeżeli ktoś chce przekazać to tym którzy byli na weselu a nie wchodzą na moją stronę, to podaję adres na którym mogą to obejrzeć.
A tutaj film
Thursday, June 18, 2015
Diatryba
Dzisiaj nic na mój temat. Wiele lat temu, zamieściłem na blogu
wierszyk – „Cyrk”, który bardzo mi się spodobał. Po krótkim czasie został on skomentowany i niespodzianka, przez
samego autora. Okazało się, że wysyłany przez ludzi, jak głuchy telefon został
trochę przekręcony. Oczywiście przeprosiłem i natychmiast poprawiłem błędy. W
ten właśnie sposób, „poznałem” tajemniczego pana, który ma też swój blog pod
pseudonimem Diatryba. Co to słowo oznacza? Można dowiedzieć się na jego blogu http://diatryba.blogspot.com. Mam nadzieje, że się nie pogniewa, że tak go reklamuję.
Dlaczego o tym piszę? Od tamtego czasu,
często znajduje jego komentarze na moim blogu i jest mi z tego powodu bardzo
miło. Szczególnie, że moja strona jest nastawiona więcej w kierunku mojej
rodziny i daleko mi do niego jeśli chodzi o zdolności pisania. Potrafi bardzo
celnie, często żartobliwie, oceniać i
krytykować lub chwalić to co się dzieje w naszej kochanej Polsce. Także na temat
wielu innych, nawet błahych tematów.
Załączę jeden z nich. Nawet nie wybieram, bo ma ich bardzo dużo.
Tak długo ludziom wmawiać,
lukrować do mdłości,
aż uwierzą
i uśpią wszelkie wątpliwości
do "rzetelnych" sondaży,
co promując miernoty,
tkwią na władzy straży.
Wyprane, wybielone
i odprasowane,
jak nowe?
Wciąż te same!
Cuchnące i znane!
Marionetki,
kukiełki,
drobne pajacyki,
a kto sznurki pociąga?
Czerwone kacyki!
Od wojny nagrabionych
strzegą bogactw korców,
i mamią "wyborami"
naiwnych wyborców.
Sondaże preparując,
w twarze nam się śmieją,
to oni liczą głosy,
a głupcy z nadzieją
znów pójdą zagłosować
na własnych pasterzy,
bo baran, jak to baran,
ufnie władzy wierzy.
Pisze też trochę w języku
rosyjskim, więc domyślam się że albo powiazania rodzinne, albo wyksztalcenie zbliża
go do tego kraju. Niestety, tego języka, chociaż zmuszani byliśmy do jego
nauki, nie znam na tyle, żebym mógł czytać o czym pisze a tłumaczenie przez
google nie jest najlepszym wyjściem.
Polecam Wam wskoczenie
nieraz na jego stronę. Nie zawsze trzeba się zgodzić z jego opinia (ją przeważnie się zgadzam), ale zawsze są ciekawe i często bardzo zabawne. Chociaż
często trzeba trochę pomyśleć, bo nie są płytkie.
Wednesday, June 17, 2015
Powrót do rzeczywistości
Nie mogłem się zebrać przez pierwsze dni do wejścia tutaj i napisania kilku słów. Zmęczony po wizycie w Polsce. Było cudownie, ale jak na jeden tydzień, za dużo różnych imprez. Teraz przydałoby się kilka dni wypoczynku. Niestety na następny dzień trzeba było iść do nieprzyjemnego miejsca, zwanego pracą.
Sama jazda z Warszawy do Rzeszowa i później na miejsce wesela była wyczerpująca. Nie przyzwyczajony do samochodów z biegami i polskich dróżek, zmuszony byłem do pełnego napięcia. Szczególnie koncówka, wąskie drogi i jazda za innymi, bez możliwosci wyprzedzenia. Traktory, wolne pojazdy i bardzo kręte drogi. A szczególnie brak pewności co do przepisów i szybkości z jaką mogłem jechać. Nie mówiąc o zaplanowanym z premedytacja ustawieniu znaków z szybkoscią. Musiał to planować ktoś, komu zależy na zmyleniu i złapaniu kierowców jadących nieprawidłową prędkością. Najpierw 70 kilometrów na godzinę, za 200 metrów 40, za następne 300 metrów 50 i tak w kółko. Nie byłem pewien jak to jechać. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Następne dwa dni to ślub, wesele i poprawiny. Wszystko wypadło pięknie. Zabawa przy dobrej muzyce. Nawet dobrze sie trzymałem do rana, ale na końcu wypiłem pięć kieliszków wódki w ciągu kilku minut i to wprowadziło mnie do „twilight zone„. Musiałem udać się do hotelu.
Kolejny dzień to poprawiny. Później kilka dni w Bieszczadach.
Powrót do Goliny to 9 godzin jazdy. Relaksowe kilka dni (ale zawsze coś do robienia) i następna zabawa z okazji 40-tu lat ukończenia szkoły średniej. Niestety nie wszyscy się zjawili ale Ci najważniejsi byli. Ponownie zabawa do 5-tej rano.
Jeszcze dwa dni. Wycieczka doSkorzęcina i niestety powrót do rzeczywistości. Dobrze, że nie sprawdzają naszej wagi w samolotach, bo wracając, musiałbym zapłacić za nadwagę. Jedno jest pewne, że w Polsce trzeba dobrze i dużo zjeść.
Teraz, jak zwykle muszę popracować nad filmami, żeby została jakaś pamiątka. Postaram się jak najszybciej. Załączam tylko ten, który przygotowałem na wesele ze zdjęciami pary młodej.

Podczas pobytu, było trochę rozmów o polityce. Nie mieszkam tam i trudno mi wydać opinie o tym co się tam dzieje. Za to na pewno znam nasz naród. Wspominam o tym, bo dostałem niedawno ciekawe cytaty o nas samych i załączam je poniżej.
Spory między Polakami? No cóż, Polak zazwyczaj nie zgadza się nawet z własnym zdaniem. (Ryszard Juchnowicz)
Był to człowiek tak nieszczęśliwy, że znajomi podejrzewali go o to, że jest Polakiem.
(H. Rochefort)
Uczymy się na błędach; niektóre narody uczą się na osiągnięciach. (Janina Ipohorska)
Wymyślanie usprawiedliwień dla własnej bezczynności było zawsze silną stroną naszego społeczeństwa. (Stanisław Brzozowski)
Polacy, mimo męstwa, naród płochy, wytrwałości nie ma, zabawę woli niż pracę…Fantazji dużo, ale gdy się na słowa wyczerpią do czynu ochoty i sił brak. (Stefan Batory)
Zostawcie to Polakom. Dla nich nie ma nic niemożliwego. (Napoleon Bonaparte)
Jeden Polak – to istny czar
Dwóch Polaków – to awantura
Trzech Polaków – och, to już jest Polski problem
(Wolter)
Polacy są zawsze gotowi oddać życie za wolność, z której nie umieją skorzystać. ( - Ryszard Nowosielski)
Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. (- Józef Piłsudski)
Zaiste dziwny to kraj - zawsze wszystkiego malo, zawsze nie tak
widzicie tylko to czego nie ma
a za nic macie to co jest! ( slowa krolowej Bony )
,,Oto jest społeczność polska ! ― społeczność narodu, który, nie zaprzeczam, iż o tyle jako patriotyzm wielki jest, o ile jako społeczeństwo jest żaden .( Cyprian Kamil Norwid)
No cóż. Tyle w tym pochwał ile krytyki. I tak dajemy sobie lepiej radę niż wiele narodów z wielką przeszłością jak na przykład Grecy.
Monday, June 1, 2015
Przed wyjazdem do Polski
Pogoda zmieniła się na jesienną. Niedziela zakończyła się straszną ulewą. Patrząc przez okna nie widać było kropli deszczu ale ścianę wody, lejącą się z dachu domu. Opady te maja utrzymać się przez następne dwa tygodnie. I nie przeszkadza mi to. Ważne, że w Polsce zapowiadają ładną pogodę i żeby w czwartek opady były mniejsze, bo wczoraj nawet lotniska były zamknięte.
Tak naprawdę to nie jest przyjemnie. Zamglone powietrze, deszcz, zimno. Nie chce się pracować. Nic się nie chce. Oczywiście jak na złość, czas płynie bardzo wolno. Żebyśmy się w tym przygnębieniem dobrze nasączyli. Nie wspominając o tym, że w czasie wakacji w Polsce, zmieni się to natychmiast i dni upływać będą w przyspieszonym tempie.
Najpierw czeka nas ślub i wesele Izy i Kamila.
Zaraz po tym, kilkudniowy relaks w pobliskich górach. Następnie powrót do Goliny. A w piątek zabawa z okazji 40-lecia ukończenia szkoły średniej. Jeszcze niedawno tak wyglądaliśmy.
Dzień Przebierańca
(nawet nie wiem z jakiej okazji, ale coś takiego mieliśmy)
Wycieczka do Częstochowy
W szkolnym labolatorium
Zakończenie szkoły – nasza klasa
Studniówka
Bal maturalny
Labels:
Dzień Przebierańca,
ślub,
Szkoła średnia,
ulewy,
wesele
Sunday, May 24, 2015
Relaksowy, długi weekend.
Sobota
Trzy dni wolne, czyli długi weekend. W poniedziałek mamy Memorial Day, czyli Dzień Pamięci Narodowej i jeden dzień więcej do odpoczynku. Dla mnie odpoczynek to praca w ogrodzie ale ponieważ mamy piękną pogodę to można się trochę opalić na słońcu.
Niestety pod koniec dzisiejszego dnia, spotkała mnie przykra niespodzianka. Wypełniłem wodą nasze Jacuzzi, mając zamiar trochę się wymoczyć. Kiedy włączyłem pompę, zauważyłem, że gdzieś wydobywa się woda. Niestety musiała pęknąć jakaś rurka. Prawdopodobnie, mógłbym to naprawić, ale mam je tak postawione, że nie ma dojścia do wszystkich ścianek. Obawiam się, że będę musiał je wyrzucić. Nawet pozbycie się tego będzie ciężką pracą, bo nie można go wynieść. Będę musiał ciąć na kawałki, żeby się tego pozbyć. Ale zanim to zrobię, jutro spróbuję go trochę rozebrać i liczyć będę na jakiś cud, że ta rurka znajdzie się w dostępnym miejscu.
Przykro, bo lubiłem się wygrzać w wodzie. Mógłbym spróbować wybudować nowe, ale nie opłaca mi się, bo i tak za kilka lat będziemy myśleli o zmianie domu. Zbliżam się do emerytury i nie zamierzam płacić 17,000.00 dolarów rocznych podatków. Trzeba będzie znaleźć dom w innej okolicy, gdzie te podatki są mniejsze. Tym bardziej, że nasze miasteczko podnosi je każdego roku i to o duże sumy.
Wczoraj, udało mi się złapać największego mieszkańca naszego ogrodu Groundhog, czyli Świstak. (Usunąłem na zdjęciu część klatki, żeby go można było lepiej widzieć.)
Ten kopał duże dziury. Nie myślałem że się uda go złapać. Ustawiłem klatkę w miejscu, gdzie zające przachodziły przez płot i on w to wszedł. Czyli w ostatnie tygodnie wywiozłem do lasu:
Wiewiórki
Chipmunks czyli Tamias
Zając
Świstak
Najwięcej szkody w tej chwili robią mi zające. Bardzo dużo nowych kwiatów jest obgryzionych, lub całkowicie zjedzonych.
Skończyłem wycinać obumarłe części krzaków i drzew, także ich liście. Wymieniłem schody na górny deck (tego słowa nie mogę znaleźć w polskim słownictwie i liczę na to że jest takie samo jak po angielsku).
Postawiłem dwie nowe ławki bo stare sie rozpadły.
Daszki zostaly pokryte bambusem.
Połowa płotów jest już zabezpieczona nową farbą. Wyciąłem dwa drzewa i przynajmniej 15 krzewów, które obumarły przez tą zimę. I setki, może tysiące liści, które uschły ale nie chciały opaść. Większość nowych roślin i kwiatów jest posadzona.
Wszystko to w ciągu sześciu weekendów. Myślałem, że zbliża się wszystko do końca a tu teraz to jaquzzi. Oprócz tego, gdy bedę musiał je usunąć, to obawiam się że Wieśka znajdzie mi jakiś duży, nowy pojekt w miejscu które się zwolni.
Niedziela.
Zdjąłem kilka ścianek jaquzzi. Niestety tak jak myślałem, woda wycieka w najgorszym miejscu. Nie jestem się w stanie do tego dostać. Tutaj widać jak to stoi. Otoczone jest z każdej strony. A jest to także bardzo ciężkie. Wnosiliśmy to w cztery osoby.
Na tym zdjęciu pokazuję w którym miejscu jest usterka. Każda rurka spryskana jest pianką na ocieplenie. Żeby dostać się do przecieku, trzeba by było to wszystko oczyścić i wtedy znaleźć usterkę. Niemożliwe.

Jedyne wyjście to zlikwidować tą balustradę, wyciąć wszytskie krzaki, zbudować podwyższenie z tej strony i wysunąć jaquzzi w tym kierunku.

To też nie jest gwarancja sukcesu. Myślę że się poddam. Widzicie ze zdjeć jaka to będzie praca, żeby to wynieść. Wszystko trzeba będzie pociąć na małe kawałki.
No i jeszcze okazało się że jestem dobrą wyrocznią. Wieśka natychmiast zaczęła projektować.
Najlepszy pomysł, to przesunięcie tego baru.
Mówię jej, że to ponad moje siły. Stoi wpuszczone w betonowe fundamety pod podłogą deku. A ona, uważa że to drobnostka. Obetniesz cztery kolumny nad dekiem, przesuniesz w nowe miejsce i co za problem? A jak to będzie stało, pytam? Ktoś się na tym oprze i się przewróci. Po drugie będzie za niskie bo je obetnę. Coś wymyślisz, odpowiada!
Nie wiem jeszcze co, ale czeka mnie poważniejsza praca. Przecież praca w ogrodzie to dla mnie relaks, więc co narzekam. Po prostu muszę być upierdliwy!
Thursday, May 21, 2015
Rozrywka
Zostało już tylko dwa tygodnie do wyjazdu do Polski.
Będzie to tym razem wypełniony tydzień. Dwa dni wesele, zabawa i spotkanie z przyjaciółmi
ze szkoły średniej. Na wszelki wypadek, po tych imprezach, zamówiłem sobie wizytę
u lekarza, żeby sprawdził moje serce i wątrobę.
Dzisiaj
tylko rozrywka. Najpierw humor (tak naprawdę to nie jest bardzo zabawne bo
prawdziwe), który przysłał mi kolega. Odnosi się to do naszej amerykańskiej
rzeczywistości.
Czarny
chłopczyk pyta mamę.
-
Mamo, jaka jest różnica między socjalizmem i
rasizmem.
-
Jakby Ci to powiedzieć? Socjalizm jest wtedy
kiedy biali ludzie ciężko pracują i płacą podatki, żebyśmy my dostawali
wszelkiego rodzaju zapomogi. Pomoc socjalną, kartki na jedzenie, za darmo
telefony, za darmo leczenie, dopłaty na mieszkanie, ekstra pieniądze za każde
następne dziecko i wiele innych.
-
Ale Mamo, czy biali się kiedyś nie wściekną z
tego powodu?
-
Oczywiście. Ale jak to robią, to właśnie to
nazywa się rasizmem.
A teraz kilka rożnego rodzaju filmików.
Pierwszy jest z muzyką. Śpiewają
moi ulubieni artyści. Louis Armstrong z bardzo nietypowym partnerem, bo aktorem
komediowym ale także piosenkarzem Danny Kaye.
Jednym ze zwierząt, które nam robiły szkody
w ogrodzie to wiewiórki. Także wyjadały wszystkie ziarna, jakie sypaliśmy dla ptaków.
A jak były już najedzone, to siedziały w karmiku, żeby ptaki nie mogły się tam
dostać. Wskakiwały tam z pobliskiego drzewa i nic nie mogłem na to poradzić.
Nawet jak obciąłem jakieś gałęzie, to skakały, wisiały do góry nogami i zawsze
znalazły metodę tam się dostania. W poniższym filmiku, ktoś wymyślił różne
przeszkody i codziennie dodawał inne. Na końcu powstała całość, przez które wiewiórka
musi się przedostać, żeby zjeść swoje orzechy.
Czyli Misja Niemożliwa.
Miejsce w Sztokholmie. Film pokazuje, że
ludzie wolą używać schodów ruchomych zamiast schodów. Ale co by się stało,
gdyby te schody uatrakcyjnić? Zobaczmy.
Następny, znów o mądrych zwierzętach. W tym właściciel
mówi psu co ma robić. Idź do przodu, tylko trochę, cofnij się, rusz się trochę,
jeszcze trochę ale tylko trochę, etc. I to wszystko tylko po to, żeby pies mógł
dostać swoja piłeczkę, której mu nie wolno wsiąść bez pozwolenia. Najlepsze
jest końcowe odliczanie, gdzie pies może ją dostać tylko przy odliczaniu i
liczbie trzy.
Zabawna rozmowa, ale tym razem dla tych co znają
angielski.
Tytuł – Dlaczego mechanicy samochodowi
lubią kobiety.
Mechanik (podstawiony prezenter
radiowy) rozmawia z kobietą, która oddala samochód do naprawy i tłumaczy jej co
musi naprawić. Dla tych co nie zrozumieją, podam tylko, że na przykład tłumaczy
jej, że ma źle założone opony. Bo prawą oponę ma po lewej i odwrotnie. Żeby to
zmienić, musi zapłacić 50 dolarów od opony, czyli 200 za wszystkie i
gwarantuje, że samochód będzie dużo sprawniejszy. Ona oczywiście się zgadza.
Ostatni z mojej branży. Rozbiórka budynku w
stylu Las Vegas.
Monday, May 18, 2015
Dziki zachód
Ponieważ
nic ciekawego się nie wydarzyło, wrócę dzisiaj do wspomnień.
W każdym
okresie życia, nasze zachowanie jest często kontrolowane przez otoczenie i
warunki w których żyjemy.
I tak w czasie dzieciństwa a dokładnie w podstawówce,
byłem grzecznym chłopcem a w szkole tym którego bito i wyśmiewano. W klasie
miałem kilku takich, co znęcali się nad mną przez wiele lat. Przyjąłem to za
normalne i chowałem się w cieniu. W
szkole średniej nie pozwoliłem sobie już na to i odbiłem sobie za poprzednie
lata. Znalazłem się w grupie, która potrafiła się bawić i szukać metod jak
podwyższyć sobie poziom adrenaliny.
Studia to
znalezienie się w grupie rządzącej a w tamtych czasach znaczyło to także
niekończące się imprezy, alkohol. Ostatnie lata zmieniły się w poważną
działalność polityczna i zejście do „podziemia”.
Po
wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, zaczął się okres przetrwania. Przez długi
czas byliśmy na skraju biedy i wszystko kręciło się wokół tego przetrwania.
Każde posunięcie obliczane było według naszych możliwości finansowych.
Powodowało to, że można było porównać moje postępowanie do zachowania
zagrożonego zwierzęcia, który zrobi wszystko żeby uratować siebie i
rodzinę.
W roku 1985
pracowałem już jako poczatkujący inżynier. Moim szefem był wtedy (później mój
dobry przyjaciel) Willi, który był w rodzinie z właścicielami firmy. Był też
powiązany z mafią i wszyscy się go bardzo bali. Ja od początku byłem jego
ulubionym pracownikiem.
Pracowaliśmy
na Południowym Bronksie. Jest to najgorsza dzielnica w naszym mieście ale wtedy sytuacja tam była jeszcze gorsza. Jednego poranka, podszedł do mnie Portorykanin i spytał
się, czy nie chcę kupić kamery filmowej. Na co dzień nie było mnie na nią stać,
a chciałem ją mieć. Elaine dorastała i warto było zrobić trochę filmów z czasów
jej dzieciństwa. Nadarzyła się okazja, że mogę ją dostać za bardzo małe
pieniądze i się skusiłem. Po negocjacjach, doszliśmy do zgody, że zapłacę 100
dolarów. Chociaż była to dla mnie duża suma, zdecydowałem się na jej kupno.
Odszukałem swojego szefa i poprosiłem go o pożyczenie mi tej sumy.
Wróciłem w
miejsce gdzie czekał na mnie sprzedający i chciałem mu zapłacić ale najpierw
poprosiłem go, że chce ją obejrzeć, bo była w opakowaniu. Wiedziałem z
opowiadań, że często można tak kupić cegłówkę, zamiast tego co powinno być w
pudełku. Ten zgodził się ale poprosił żeby wejść za budynek, bo nie chce, żeby
nas zobaczyła policja . Oczywiście kamera sprzedawana była nielegalnie.
Poszliśmy w
tym kierunku. Ja trzymałem kamerę w lewej ręce a pieniądze w prawej. W połowie
drogi, niespodziewanie, wyrwał mi je z ręki i zaczął uciekać. Natychmiast
się domyśliłem, że kupiłem puste pudełko. Wściekły, że wystrychnięto mnie na
dudka i załamany ze straciłem pieniądze zacząłem działać bez
myślenia.
Biegłem za nim kilka ulic. Za mną mój szef, który był
obok.
Dobiegliśmy do ulicy, nad którą znajdował się subway
(nasze metro). Zaparkowany tam był jego samochód. Wskoczył do środka, zamknął
drzwi i kiedy dobiegłem do niego zapalał już auto. Próbowałem otworzyć drzwi ale
były zablokowane. Samochód zaczął ruszać, więc wskoczyłem na maskę. Ten jednak
nie zamierzał się zatrzymać. Jechaliśmy tak kilkaset metrów. Ja, tak jak w
filmach gangsterskich, leżałem rozciągnięty na masce, trzymając się kurczowo
załamaniom nad przednią szybą. Na
skrzyżowaniu skręcił gwałtownie w prawo. Tu przypominają mi się filmy na których
facet wsi na samochodzie podobnie do mnie i kierowca nie może go zrzucić nawet
na zakrętach. Wierzcie mi, że to prawie niemożliwe. Odrzuciło mnie i sturlałem
się natychmiast, spadając na jezdnię. W oddali zauważyłem mojego szefa
wymachującego ramionami. Nie zwracałem uwagi na to co krzyczał. Kiedy leżałem na
ulicy, podjechał prywatny samochód i zatrzymał się bo blokowałem drogę.
Natychmiast wstałem i podbiegłem do drzwi pasażera. Wskoczyłem do środka i
powiedziałem szybko: jedź za tym samochodem. Facet był trochę przestraszony. Nie
był pewien z kim ma do czynienia. Ja miałem duże radio, jak policjant, wiec może
myślał, że ja nim jestem. Jechaliśmy tak wiele ulic. Niestety mój kierowca
zatrzymał się na czerwonym świetle a uciekający nie. Wyskoczyłem z samochodu,
podbiegłem do drzwi kierowcy Kazałem mu się przesunąć i powiedziałem, że teraz
ja będę kierował. Przestraszony, grzecznie się przeniósł na siedzenie pasażera.
Szybko dogoniłem znajomy samochód. Jechaliśmy za nim kilka minut. Wreszcie
popełnił błąd. Skręcił w ślepą uliczkę. Zatrzymałem samochód blokując wyjazd.
Wyszedłem wściekły i podszedłem do okna kierowcy. Zaznaczę tu, że to było,
delikatnie powiedziane, bardzo głupie. Byłem w najgorszej dzielnicy, gdzie
codzienna się strzelają. W samochodzie był ktoś, kto mógł mieć pistolet i bardzo
szybko mogłem tam zakończyć swoje życie. Wtedy nie miało to dla mnie znaczenia.
Wiedziałem, że muszę odzyskać moje pieniądze.
Kiedy
podszedłem do okna, musiałem wyglądać wściekle i groźnie, bo facet wyglądał na
przestraszonego. Nie chciał otworzyć drzwi. Złapałem coś z drogi i wybiłem
szybę. Zacząłem krzyczeć, że ma mi oddać pieniądze. Szybko, bez protestu
wyciągnął rękę i podał mi moje 100 dolarów. Wyrwałem je szybko i wróciłem do
„swojego” samochodu. Po kilku minutach wróciłem na budowę. W miejscu rozpoczęcia
akcji, stał mój szef z pracownikami.
Wychodząc,
podziękowałem właścicielowi i dałem mu 20 dolarów za jego pomoc. Nic nie
odpowiedział, tylko szybko odjechał.
Mój szef,
także zdenerwowany, pukał się po głowie.
-
Ty jesteś wariat. Czy Ty wiesz że jesteśmy na Bronksie.
Mogli Cię zastrzelić. Tylko Polak mógł coś takiego zrobić.
Później, przez
wiele miesięcy, była to jego główna historia, którą każdemu opowiadał. Ale
wtedy, już jako zabawna opowiastka, jak Polak na Bronksie odebrał swoje
pieniądze kryminaliście.
Labels:
Bronx,
Dziki zachód,
pogoń za złodziejem,
wspomnienia
Thursday, May 14, 2015
Khajuraho i Panna Park
Dzisiaj kończę wszystkie opowiadania o naszej wyprawie do Indii. Ostatnia część filmu. Największe wrażenie jako całoć, zrobiło na mnie miasto Varanassi. Ale to z powodu tego co się tam działo. Od mieszkających tam ludzi do zabytków, tradycji, kolorów. W tym filmie obejrzycie miejsce w którym znajdują się najpiękniejsze starożytne ruiny jakie widziałem w moim życiu. Trudno to opisać i nawet film tego nie przekaże. Piramidy Egipskie, Południowo Amerykańskie oczywiście imponują. Tutaj jednak, szczególnie jako człowiek który buduje na codzień, nie mogłem sie nadziwić ich wykonaniu. Przyjrzycie sie detalom tych światyń. Jak genialny musiał być architekt, który to wszystko zaprojektował i złożył do kupy. Jak wybitni musieli być Ci, którzy to wybudowali, ilu wspaniałych artystów, żeby to wyrzeźbić. Jestem pełen podziwu i szcześliwy, że mogłem to zobaczyć na własne oczy.
Miłego oglądania.
Labels:
Khajuraho,
Panna National Park,
safari,
światynie
Subscribe to:
Posts (Atom)































