Showing posts with label Jacuzzi. Show all posts
Showing posts with label Jacuzzi. Show all posts

Sunday, May 24, 2015

Relaksowy, długi weekend.



Sobota

Trzy dni wolne, czyli długi weekend. W poniedziałek mamy Memorial Day, czyli Dzień Pamięci Narodowej i jeden dzień więcej do odpoczynku. Dla mnie odpoczynek to praca w ogrodzie ale ponieważ mamy piękną pogodę to można się trochę opalić na słońcu.
    Niestety pod koniec dzisiejszego dnia, spotkała mnie przykra niespodzianka. Wypełniłem wodą nasze Jacuzzi, mając zamiar trochę się wymoczyć. Kiedy włączyłem pompę, zauważyłem, że gdzieś wydobywa się woda. Niestety musiała pęknąć jakaś rurka. Prawdopodobnie, mógłbym to naprawić, ale mam je tak postawione, że nie ma dojścia do wszystkich ścianek. Obawiam się, że będę musiał je wyrzucić. Nawet pozbycie się tego będzie ciężką pracą, bo nie można go wynieść. Będę musiał ciąć na kawałki, żeby się tego pozbyć. Ale zanim to zrobię, jutro spróbuję go trochę rozebrać i liczyć będę na jakiś cud, że ta rurka znajdzie się w dostępnym miejscu.
     Przykro, bo lubiłem się wygrzać w wodzie. Mógłbym spróbować wybudować nowe, ale nie opłaca mi się, bo i tak za kilka lat będziemy myśleli o zmianie domu. Zbliżam się do emerytury i nie zamierzam płacić 17,000.00 dolarów rocznych podatków. Trzeba będzie znaleźć dom w innej okolicy, gdzie te podatki są mniejsze. Tym bardziej, że nasze miasteczko podnosi je każdego roku i to o duże sumy.
     Wczoraj, udało mi się złapać największego mieszkańca naszego ogrodu Groundhog, czyli Świstak. (Usunąłem na zdjęciu część klatki, żeby go można było lepiej widzieć.)

Ten kopał duże dziury. Nie myślałem że się uda go złapać. Ustawiłem klatkę w miejscu, gdzie zające przachodziły przez płot i on w to wszedł. Czyli w ostatnie tygodnie wywiozłem do lasu:

                                Wiewiórki


                                      Chipmunks czyli Tamias

                               Zając

                              Świstak

     Najwięcej szkody w tej chwili robią mi zające. Bardzo dużo nowych kwiatów jest obgryzionych, lub całkowicie zjedzonych.

 
 
    Skończyłem wycinać obumarłe części krzaków i drzew, także ich liście. Wymieniłem schody na górny deck (tego słowa nie mogę znaleźć w polskim słownictwie i liczę na to że jest takie samo jak po angielsku).
 
Postawiłem dwie nowe ławki bo stare sie rozpadły.
 
 
Daszki zostaly pokryte bambusem.
 
 
Połowa płotów jest już zabezpieczona nową farbą. Wyciąłem dwa drzewa i przynajmniej 15 krzewów, które obumarły przez tą zimę. I setki, może tysiące liści, które uschły ale nie chciały opaść. Większość nowych roślin i kwiatów jest posadzona.
 
 
 
 
 


Wszystko to w ciągu sześciu weekendów. Myślałem, że zbliża się wszystko do końca a tu teraz to jaquzzi. Oprócz tego, gdy bedę musiał je usunąć, to obawiam się że Wieśka znajdzie mi jakiś duży, nowy pojekt w miejscu które się zwolni.
 

Niedziela.

Zdjąłem kilka ścianek jaquzzi. Niestety tak jak myślałem, woda wycieka w najgorszym miejscu. Nie jestem się w stanie do tego dostać. Tutaj widać jak to stoi. Otoczone jest z każdej strony. A jest to także bardzo ciężkie. Wnosiliśmy to w cztery osoby.



    Na tym zdjęciu pokazuję w którym miejscu jest usterka. Każda rurka spryskana jest pianką na ocieplenie. Żeby dostać się do przecieku, trzeba by było to wszystko oczyścić i wtedy znaleźć usterkę. Niemożliwe.
                            
 
 

 Jedyne wyjście to zlikwidować tą balustradę, wyciąć wszytskie krzaki, zbudować podwyższenie z tej strony i wysunąć jaquzzi w tym kierunku.
                             
 To też nie jest gwarancja sukcesu. Myślę że się poddam. Widzicie ze zdjeć jaka to będzie praca, żeby to wynieść. Wszystko trzeba będzie pociąć na małe kawałki.
No i jeszcze okazało się że jestem dobrą wyrocznią. Wieśka natychmiast zaczęła projektować.
Najlepszy pomysł, to przesunięcie tego baru.
                               
Mówię jej, że to ponad moje siły. Stoi wpuszczone w betonowe fundamety pod podłogą deku. A ona, uważa że to drobnostka. Obetniesz cztery kolumny nad dekiem, przesuniesz w nowe miejsce i co za problem? A jak to będzie stało, pytam? Ktoś się na tym oprze i się przewróci. Po drugie będzie za niskie bo je obetnę. Coś wymyślisz, odpowiada!
Nie wiem jeszcze co, ale czeka mnie poważniejsza praca. Przecież praca w ogrodzie to dla mnie relaks, więc co narzekam. Po prostu muszę być upierdliwy!

Saturday, July 6, 2013

Dzień Niepodległości






    Czwarty Lipca.  To już 32-gi raz obchodzimy Dzień Niepodległości w Stanach Zjednoczonych.  Oczywiście nie Amerykanie, tylko my, bo tyle lat jesteśmy w tym kraju.
     Wstałem bardzo późno, o 9-tej. Trochę musiałem sobie odespać po trudnych dniach w pracy. Piękna pogoda wyciągnęła nas zaraz po śniadaniu do ogrodu. Zaczęliśmy ten dzień spokojnie, nawet leniwie. Opalanie się, słuchanie muzyki, film, czasopisma.  Czyli całkowity relaks.
   Ogród nasz jest jak zwykle pełen życia. Co chwila odwiedzają nas zwierzaki i ptaki, które tu mieszkają. Przyzwyczajone są do nas i chociaż dalej dzikie, nie mają problemu przebywać kilka metrów od nas. Najczęściej widziane są chipmunki

i zające



Oprócz innych ptaków, ostatnio pojawiły się też szczygły.


    Podlałem ogród i trochę poobcinałem krzaki.





  Około godziny czternastej, wszyscy poszliśmy pod prysznic, ponieważ było bardzo gorąco i zalani byliśmy potem. Po odświeżeniu, wybraliśmy się na długi spacer w pobliskim parku, może raczej lesie. Jest on w miasteczku Tenafly.
     Zaczęliśmy od odwiedzenia ptaków, które tam żyją. Niestety są one zamknięte w olbrzymich klatkach ale nie ma innego wyjścia. Wszystkie są uratowane przez ludzi. Znalezione z połamanymi skrzydłami i wyleczone przez lekarzy nie mogą już latać. Gdyby je zostawić na wolności, długo by nie przeżyły. Są tam Sowy, Jastrząb.
  W okolicy kręci się dziesiątki innych ptaków. Są tam też kolibry, ale tych akurat nie było.





Później spacer. Pochodziliśmy prawie dwie godziny. Było bardzo gorąco i duszno ale bardzo przyjemnie. 




  Nigdy nie można spędzić miłego dnia bez dobrej kawy. Po spacerze, wstąpiliśmy do kawiarni po cappucino i wróciliśmy do domu.
    Zbliżał się wieczór, zacząłem więc przygotowania do BBQ. Nie byliśmy głodni. Zrobiłem więc tylko zwykłe amerykańskie hot dogi i rybę (tęczowego pstrąga).


Trochę relaksu na strawienie jedzenia.


   Niestety, dzień upłyną szybko a jutro znów do pracy. Nie chciało nam się jednak wracać do domu. Skorzystaliśmy więc z Jacuzzi.





  I tak zakończyliśmy bardzo mile spędzony dzień.