Monday, January 19, 2015

Wypadki samochodowe




      Nigdy nie wierzyłem i dalej się przy tym trzymam, w przepowiednie, przeznaczenie, etc. Ale niektóre wypadki wydają się działać na przekór moim przekonaniom.
     Pamiętam jak dzisiaj historię pewnego mężczyzny. Przyjechał do Nowego Jorku z innego stanu. Wynajął pokój w jednym z najlepszych hoteli, Hyatt w centrum Manhattanu. Uczestniczył w jakiś spotkaniach z firmy którą reprezentował i prawdopodobnie bawił się wieczorem. Spowodowało to, że do łóżka poszedł dopiero następnego dnia w biały dzień. I to właśnie w tym momencie, kiedy spał, oderwał się kawal sufitu dokładnie nad jego łóżkiem. Nawet nie zdążył się obudzić. Niektórzy twierdzą że nadszedł jego czas.
    Dla porównania inny wypadek z wczorajszego dnia. Tegoroczna zima jest trochę inna na naszych terenach. Bardzo zimno ale szczęśliwie nie ma śniegu. Wiele razy pada deszcz, ale dokładnie w te dni, kiedy temperatury podskakują na powyżej zera i omijają nas w ten sposób opady śniegu.
Powoduje to jednak bardzo niebezpieczne sytuacje na drogach. Dla mnie i wierzę że także dla innych, dużo gorzej jest mieć cienka warstwę lodu na drogach niż warstwę śniegu. Ta „szklanka” jest niewidoczna i wjeżdżając w takie miejsce, zaskoczeni nie potrafimy kontrolować samochodu. Przy najdelikatniejszym dotknięciu hamulca, znajdujemy się w sytuacji prawie gwarantującej wypadek.
    Tak stało się wczoraj. Mężczyzna wjechał w ciężarówkę a druga wbiła się w niego z drugiej strony. Nie ważne jak do tego doszło, a raczej to co z tego wyniknęło. Załączam zdjęcia z tego wypadku. Gdybym nie widział zdjęcia kierowca w środku tego wraka i relacji ludzi, którzy widzieli tego człowieka po wyciagnięciu go z samochodu, stwierdził bym ze stu procentową gwarancją, że musiał on zginąć. A tu przeciwnie, oprócz dwóch plastrów na zadrapaniach, nic mu się nie stało.



    Czyli według tych „wierzących”, to nie był jego czas.
W ostatnich tygodniach, z powodu tej sytuacji zerowych temperatur i opadów deszczu lub lekkiego śniegu, mieliśmy bardzo dużo kolizji. I tu możemy się pochwalić, że jak są wypadki to nie jakieś tam dwa, trzy samochody. U nas potrafimy robić do na dużą skalę.

400 samochodów w tym wypadku


  Więcej niż 40 samochodów w tym wypadku.


Wczoraj na jednej z naszych dróg. Kilkadziesiąt samochodów.
Jest tylko jedna metoda uniknięcia takich stłuczek. Nie wsiadać do samochodu i przesiedzieć ten czas przy telewizorze.

   A co do zabobonów, to może sam zapeszyłem sprawę wakacji. Nie odpukałem w niemalowane drzewo. Opisałem ostatnio plany mojej nowej wycieczki i nie wiem czy coś z tego wyjdzie. Są duże problemy w jej sfinalizowaniu. Jednym z powodów jest termin. Nie jest to jeszcze sezon na tamtych terenach i nikt nie ma dla nas miejsca. Nie wiadomo czy nie będę musiał zmienić plany. Teraz będę pisał o czymś co jest w pełni zagwarantowane a nie zapeszał przed czasem.

Tuesday, January 13, 2015

Wyprawa do Peru




    Po zakończeniu świątecznego sezonu, zaczynam planowanie następnych wakacji. Tym razem Wiesia nie może jechać. Po zmianie pracy nie może wsiąść dni wolnych. Rozmawiałem z moimi znajomymi i okazało się że znalazł się chętny. Pojedzie ze mną Marian Oses. A kierunek – Peru.
     Kraj ten natychmiast kojarzy się ze sławnym Machu Picchu, ruiny  miasta Inków. Nie tam się jednak udajemy. Miejsce to zostawiam na inny czas. To będzie wycieczka z Wiesią i Elaine.
     Nie wiem dokładnie gdzie wylądujemy. Dalej szukam miejsca, które mi się spodoba. Ale plan już jest.  Już jako dzieciak czytałem dużo książek podróżniczych i zawsze chciałem zobaczyć Jezioro  Titicaca.  Jest olbrzymie bo ma powierzchnie 8372 km kwadratowych a znajduje się na wysokości 3812 metrów powyżej morza. Oczywiście powodem że tam jadę nie jest jego wielkość.  Jezioro to posiada kilka wysepek, ale najciekawsze są sztuczne wyspy zwane Uros, zamieszkane przez Indian ze szczepu Uro.



    Główna wysepka w tym miejscu to Wyspa Słońca (Isla del Sol). Miejsce gdzie narodziła się cala historia Inków. Tam urodził się ich bóg Wirakocza oraz pierwsi Inkowie.


    Ta część byłaby więcej relaksowa. Trochę historii, trochę folkloru. Druga, lub pierwsza połowa to dzicz, czyli to co ja lubię robić. Szukam odpowiedniego parku. Będzie to w okolicy Amazonki lub dopływających do niej rzek. Informacji jest dużo, ale nie mogę się zdecydować. Wszędzie mi czegoś brakuje. W tej chwili przyglądam się  Narodowemu Parkowi Manu.
Mamy jednak problemy ze znalezieniem kontaktu i dobrego miejsca. Czekam cały czas na odpowiedź a czasu coraz mniej, bo mamy plan na koniec Lutego lub początek Marca.
      Są tam zwierzęta, które bardzo bym chciał zobaczyć.
Różowe delfiny. Po polsku nazwane Inia, które żyją w słodkich wodach.


Leniwce i mrówkojady, które zawsze chciałem zobaczyć a tam się znajdują.



Duża ilość przeróżnych małp ale mnie najwięcej interesują Pigmejki.


Można zdecydować się na zabawę w łowienie ryb a szczególnie sławnych Piranii. Fajnie by było złowić taką i przy tym nie stracić jakiegoś palca u ręki.


   W miejscu tym jest bardzo dużo gatunków żab drzewnych.
A szczególnie Żaby Drzewołazowate, które mają w sobie trucizny używane przez Indian do zatruwania strzał.

   No i nie można zapomnieć o tamtejszym wężu Boa.


Naturalnie trudno nie wspomnieć o ptakach. Szczególnie o kolorowych Arach, których jest tam bardzo dużo.

    Jest tego dużo więcej ale poczekam, jeśli się uda, do chwil kiedy tam będę i wtedy będzie można o tym więcej pisać. Jak mi się uda coś zobaczyć. Plany są wielkie, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie czekam na odpowiedzi z agencji a jak wszystko się ułoży z niecierpliwością oczekiwać będę wyjazdu w tamte strony. Jedynej rzeczy której się jak zwykle obawiam, może więcej brzydzę, to te ich wszystkie robactwo. Jeszcze teraz ciarki mi przechodzą po plecach, kiedy widzę te płaskie pająki łażące po moim pokoju w Brazylijskiej dżungli. 

Monday, January 12, 2015

Urodzinowa niespodzianka


     W piątek wieczór, zaskoczył mnie telefon od kolegi.  Dzwonił z wakacji na Hawajach. Okazało się, że ich znajoma sprawdzała dom i znalazła wodę lejącą się z górnego piętra. To były bardzo zimne dni i prawdopodobnie pękła jakaś rurka. Woda dostała się do piwnicy i tam było już jej kilka centymetrów. Musiałem pojechać do niego i założyć pompę.  Załatwiłem to w ciągu godziny. Miał dużo szczęścia, że problem ten został szybko odkryty, bo zniszczenia mogły by być dużo większe.
   Sobotni wieczór spędziłem na imprezie urodzinowej.  Kilka dni przed Nowym Rokiem dostałem wiadomość od kolegi, Jacka, że organizuje urodzinową zabawę dla swojej żony. Ma być to niespodzianka. Zaskoczony, bo wiem że jej urodziny są latem, zacząłem się wypytywać o co tu chodzi. Jego logika była bardzo prosta. Mirka bardzo nie lubi niespodzianek i zastrzegła mu, żeby czasem tego jej nie zrobił. Postanowił więc zrobić to mimo wszystko, tylko pół roku wcześniej. Dla mnie to trochę głupi pomysł. Urodziny to urodziny i robienie ich 6 miesięcy wcześniej jest nielogiczne. Nie dał się przegadać i tak zostało. Może ja w tym roku zrobię sobie 60-te i 61-wsze urodziny w ten sam dzień. Będę miał wtedy z głowy następny rok.
     Wypadło też na mnie robienie zdjęć, wiec większość czasu latałem po kątach i cykałem fotki. To nawet mi nie przeszkadzało, bo po sylwestrze, tak naprawdę nie chciało mi się bawić i miałem wymówkę że nie mogę tańczyć. Wiesi nie było, bo pracowała.
      Ciekawy byłem reakcji Mirki. Stałem przy samym wejściu, oczywiście schowany. Troszkę się spóźnili. Wszyscy stali w dużej grupie w tyle restauracji. Kiedy Mirka i Jacek doszli prawie na koniec schodów (nasza sala była na pierwszym piętrze), Mirka nas zauważyła. Stanęła natychmiast, wyrzuciła z siebie potok słów (nie wiem dokładnie co, ale wyglądało na coś mocnego) i zaczęła schodzić. Jacek złapał ja za rękę i ciągnął w górę, ale przegrał by, gdyby nie wszystkie kobiety, które zeszły, żeby mu pomoc.



Wciągnęli ja na górę. Po chwili, nie miała wyjścia, doszła do siebie i zaczęła się witać z gośćmi. Nawet się ucieszyła, bo przyjechały jej koleżanki z Florydy i Chicago. Później już, szczególnie po kilku drinkach, dobrze się bawiła.



       Także wszyscy inni a ja do samego końca, czyli godziny pierwszej, w przerwach picia piwa, robiłem zdjęcia.

Thursday, January 8, 2015

Problemy z policją w Nowym Jorku


   Dawno nie pisałem, ale po Nowym Roku nie miałem siły. W ostatni weekend sprzątałem od rana do wieczora i zostało mi jeszcze na następny. Postanowiłem rozebrać całą dekorację świąteczną, nawet światła na zewnątrz ( chociaż zwykle trzymam je do końca stycznia), bo była piękna pogoda. W niedzielę temperatury podeszły do 15 stopni i było tak przyjemnie, że pracowałem w krótkim rękawie. Niestety, szybko się to zmieniło i na przykład dzisiaj rano mieliśmy – 15 stopni Celsjusza a w nocy – 20.
      Nie jest to jeszcze najgorsze. Sytuacja pogarsza się, bo wieją duże wiatry a wtedy te temperatury nic nie znaczą. Wiatr obniżą je o przynajmniej 10 stopni. Ale…nie ma co narzekać. Mamy zimę i można było się tego spodziewać.
      W Nowym Jorku duże zamieszanie z policją. Kilka tygodni temu zastrzelono dwóch policjantów. I była to zwykła egzekucja. W pojęciu tego murzyna, który to zrobił, to tylko odpowiedź na zastrzelenie czarnego przestępcy z Ferguson.
Oczywiście sytuacja jest bardzo skomplikowana, bo nasz rząd, od Obamy do naszego burmistrza nie potrafił  rozładować napięcia miedzy protestującymi. Mało tego. Swoimi wypowiedziami, doprowadzili nawet do wsparcia tych protestów i wyraźnie pokazywali oburzenie z zachowania policji. Nasz burmistrz w jednym z wywiadów powiedział że boi się wysyłać swojego syna ( jego syn jest murzynem) na ulice Nowego Jorku i ostrzega go przed brutalnością policji. To jest całkowity absurd. Mieszkający w tym mieście wiedzą dobrze, że jest to jedno z najbezpieczniejszych miast w naszym kraju. Ja nie jestem tym który kocha policję. Miałem wiele przypadków, kiedy narzekałem na ich zachowanie. Ale w całości jest to sprawnie działająca organizacja i oskarżanie jej o dyskryminacje ( myślę że 30 procent policjantów to czarni) i brutalność jest zwykłą bzdurą.
    W ten weekend, dwóch następnych policjantów zostało postrzelonych. W tym wypadku przez to, że bali się drastyczniej zareagować. Złapany przestępca wykorzystał to, pakując kilka kul w tych ludzi, uciekł.
      Wczoraj następny przypadek. Samochód wjechał w wóz policyjny, próbując zabić funkcjonariuszy prawa. Kierowca wykrzykiwał w tym czasie: nienawidzę policjantów.
     To wszystko doprowadziło do reakcji policji. Przestali karać, łapać przestępców.
Różnice są olbrzymie. Na przykład w tamtym roku w ciągu tygodnia noworocznego rozdano około 10000 kar za łamanie ruchu drogowego. W tym roku tylko 200.
Tak samo w każdym innym przypadku. Zmniejszyła się drastycznie liczba aresztowań i zatrzymań przestępców. Czy można się im dziwić? Jeśli każde ich posunięcie może być traktowane za postepowanie rasistowskie. Nie musimy się oszukiwać. Każdy tu wie, że większość przestępstw jest popełniana w czarnych dzielnicach.
      Sam fakt, że to się zmieniło, stwarza gorszą sytuację dla mieszkańców Nowego Jorku, bo kryminaliści czują, że to jest ich czas! Władze miasta, oczywiście nie mówiąc o tym oficjalnie, są w panice, bo tracą codziennie olbrzymi dochód ze wszystkich  kar, które teraz są wstrzymane przez policje.
      Na tym się nie kończy. Na pogrzebach tych dwóch  zastrzelonych, tysiące policjantów odwróciło się placami do przemawiającego burmistrza. Kiedy ten próbował odwiedzić jednego z postrzelonych, ten odmówił mu pozwolenia na wejście do jego pokoju.
     Mam nadzieję, że sytuacja ta nie spowoduje poważniejszej tragedii. Szczególnie po wypadku w Paryżu, gdzie terroryści zastrzelili  12 osób. Coś takiego , lub dużo gorszego może się zdarzyć u nas. Wiadomo, że Nowy Jork jest jednym z głównych celów terrorystów. Ponieważ policja  przestała w jakimś sensie pracować, może to wykorzystać jakaś grupa terrorystyczna.
      Tutaj odbiegnę trochę od tematu. Ale wiąże się to z naszymi idealnymi demokratycznymi władzami. Zawsze powtarzam, że każda rzecz, nawet najlepsza nie może być przesadzona. Dotyczy to też demokracji. Nie ma takiej możliwości, żeby każdy z nas mógł mieć prawo decydować o każdej najdrobniejszej rzeczy. Nie zawsze możemy spełnić każdego życzenie. Najważniejsza jest całość. I jeśli kraj jest silny i bogaty, to my też na tym skorzystamy. Nigdy nie będziemy wszyscy równi. Zawsze będą bogatsi i biedniejsi. Mądrzejsi i głupsi. Jeżeli tego nie zrozumiemy i będziemy próbować to zmieniać to doprowadzimy ten kraj do ruiny. Tak się działo w Polsce, kiedy każdy szlachcic mógł wykrzyknąć Veto i blokował każdą najdrobniejszą ustawę. Tak się działo w Rzymie, potędze światowej, która przestała istnieć. Historia się powtarza, a my nie potrafimy się uczyć na jej przykładzie.
     Dostałem od kolegi  wypowiedź Rzymskiego mówcy Cycerona.  Jest ona z 55 roku przed naszą erą. Czy to nie jest dokładnie to co się teraz dzieje w Stanach Zjednoczonych?

"Budżet powinien być zrównoważony, należy napełnić Skarb, dług publiczny powinien być zmniejszony, arogancja biurokracji powinny być przykrócona i kontrolowana, a pomoc do obcych krajów powinna zostać zmniejszona, bo Rzym będzie bankrutem. Ludzie muszą ponownie nauczyć się pracy zamiast żyć na zapomodze publicznej. "

    Na zakończenie coś trochę lżejszego. Filmik.  Trochę się pośmiałem.

Sunday, December 28, 2014

Sylwester

 Kilka dni po Świętach Bożego Narodzenia i kilka przed Nowym Rokiem. Trochę odpoczynku i trochę pracy przy przygotowywaniu Sylwestra. 
    Świąteczne dni przminęły szybko i spokojnie. Nie inaczej niż poprzednie. Kolacja, rozdanie prezentów, relaks przy kominku i obejrzenie filmu. Zaraz przed północą zauważyliśmy przez okno, że nasze krzaki z przodu domu, jedzone są przez stado saren. Wyszliśmy na zewnątrz, ale te nie bardzo się nas bały. Może chciały z nami porozmawiać, ale do północy brakowało jeszcze pół godziny. 
 



    Mieszkanie zostało udekorowane. Zrobiłem zdjęcia bez oświetlenia, widać trochę więcej dekoracji. 
 



Ale całość lepiej wygląda tak jak będzie na zabawie, czyli ze światłami.
 


Tym razem wszyscy się umówili i każdy przynosi jakieś danie. Czyli nie musimy zamawiać jedzenia. Dale jednak zostaje dużo do pracy. Przystawki, owoce, ciasta. Barek też uzupełniony po ostatniej imprezie. Mamy też 7 butelek szampana a na pewno ludzie przyniosą więcej.
     Na samej imprezie około godziny dziewiątej, kiedy wszyscy się wygadają, puszczam przygotowany film który zrobiłem na powitanie gości a zaraz potem z zabawy Halloweenowej. 
Po tym to już pełna zabawa, mam nadzieje że do późna rana. 
   Poniżej załączam film z zabawy. Nikt go jeszcze nie widział i mam nadzieję, że nie wejdą na moją stronę, lub youtube. Bo to ma być niespodzianka.  
 
 

Friday, December 26, 2014

Powstanie Warszawskie


Kilka dni temu oglądałem Polski film „Powstanie Warszawskie”. Zrobiony w większej części z uratowanych, oryginalnych  filmów nakręconych podczas tego powstania. Nie jestem pewien czy jego reżyseria mi odpowiada. Większość materiałów jest trochę za radosna. Wszyscy się uśmiechają, zadowoleni. Chociaż te sceny są prawdziwe, to jest ich trochę za dużo a za mało prawdziwej tragedii tych dni. Nie to jest jednak tematem, który chce poruszyć.
      Jest to jedna z wielu akcji, wydarzeń w długiej polskiej historii, która pozwala mi zadać pytanie, czy było warto? Pokolenia Polaków wychowywane były w tej samej polskiej dumie. Uczono polskiej historii, wpajano miłość do tego kraju. Przez wiele pokoleń zdawało to egzamin. Polacy walczyli na całym świecie o wolność naszego narodu a także o innych. Zapisali się w historii każdego kraju. Walczyli o wolność Ameryki, Francji, Hiszpanii. Znajdowali się na każdym froncie z myślami, że pomagając w zwycięstwie danego kraju w jakiś sposób pomogą naszemu krajowi. W czasie drugiej wojny walczyli od pierwszego do ostatniego dnia. Czy warto?
     Czesi poddali się od razu. Węgrzy pomagali Hitlerowi. Francuzi, potęga światowa, wytrzymała kilka dni i natychmiast się poddała.
    Po zakończeniu wojny, powinni ponieść konsekwencje tej słabości, zdrady. A stało się odwrotnie. To nasz kraj został ukarany.
    Teraz cały świat jeździ zwiedzać piękną Pragę, Budapeszt, Paryż. Nikt nie pomyśli, że te miasta istnieją, bo współpracowały z hitlerowcami. Czesi, Węgrzy dumni są ze swoich pięknych miast. A nam zostały stare miasta, rynki, czyli kilka ulic. I też nie te prawdziwe, autentyczne, tylko odbudowane po wojnie. A przecież Warszawa, Kraków, Poznań były tak samo piękne jak Praga. Przez pokolenia niszczono wszystko co budowaliśmy. Nasze zamki, dwory, piękne miasta przestawały istnieć po każdym powstaniu, po każdej walce. Ginęły pokolenia z wykrzykiwanymi słowami Za waszą i naszą wolność. I tak naprawdę na tym się kończyło. Po zwycięstwach, wszyscy nas opuszczali, zdradzali.
      Nie było innego narodu oprócz Polaków, który w czasie drugiej wojny światowej walczył na każdym froncie. We Włoszech, Hiszpanii, Afryce, Anglii, Rosji. To tylko najważniejsze. Po zakończeniu tej wojny,  odbyła się defilada wojsk wszystkich krajów będących w koalicji antyniemieckiej. Polakom zabroniono w niej uczestniczyć. Dlaczego? Oczywiście polityczne rozgrywki potęg światowych. Polska została sprzedana Rosjanom i nie chciano ich rozdrażniać obrazkiem polskiej armii, która tak naprawdę przestała istnieć. Czytałem artykuł o polskich żołnierzach w służbie angielskiej armii, polskich pilotach, którzy oglądali ta defiladę i płakali.
Czy warto?
     Wiadomo że położenie geograficzne polski, postawiło ją w sytuacji bez wyjścia. Bufor miedzy wschodem a zachodem. Każda najdrobniejsza potyczka, wojna musiała przejść przez Polskę. Jako naród, nie zdawaliśmy egzaminu w budowaniu silnego kraju. Niszczyły nas zawiści, kłótnie. Sprzedawaliśmy się innym krajom. Aż do momentu kiedy traciliśmy wolność. I wtedy wychodziła z nas polskość.
   Churchill powiedział:

Pozostaje to tajemnicą i tragedią historii że naród [Polacy] gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów. Wspaniały w buncie i nieszczęściu, haniebny i bezwstydny w triumfie. Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych.

   Nawet sam Hitler miał swoja opinie o Polakach:

Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie… Polacy, według mojej opinii oraz na podstawie obserwacji i meldunków z Generalnej Guberni, są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyją ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany.

    Prawdopodobnie nic się nie zmieni. Czytamy książki o naszej wspanialej historii. O bohaterstwie naszych przodków. W tym samym czasie żyjemy w kraju, przykrytym cieniem naszych sąsiadów Rosji i Niemiec. Brakuje tych, którzy potrafią ten naród zjednoczyć. Jeździmy po świecie, zwiedzając piękne stare miasta, podziwiamy ich zabytki.
A nasza Warszawa i inne miasta przestały istnieć, przez to że walczyliśmy o wolność naszą i innych. Czy warto?
      Oczywiście nasz patriotyzm nie pozwoli nam odpowiedzieć inaczej niż : warto!  Mimo wszystko, jak rozmawiam z ludźmi, którzy wrócili z wycieczek i opowiadają jak zwiedzali piękna Pragę, Budapeszt to jest mi smutno.

A film właśnie ten smutek odnowił.    

     

Saturday, December 20, 2014

Wesołych Świąt

  


 Kilka dni zostało do Świąt Bożego Narodzenia. Są to najprzyjemniesze dni w roku. Spotkania z przyjaciółmi, najbliższą rodziną. Dni w których stajemy się lepsi. Potrafimy zapomnieć krzywdy, przypominamy sobie o tych których zapomnieliśmy, dzielimy się swoim z innymi.
Dla nas, mieszkających daleko od rodzinnego kraju to także chwile smutku, że nie możemy spędzić tych dni z tymi których opuściliśmy w dniu naszego wyjazdu z Polski.
    
 
Magia Świąt Bożego Narodzenia to pachnąca choinka, kolędy, dzieci 
czkające na Świętego Mikołaja, radość przy kominku, rozleniwiony
telefon, zaspany budzik i śnieg, który skrzypi pod butami i nie jest
utrapieniem.       Chociaż los rzucił nas daleko od naszych najbliższych, 
przyjaciół, w każde święta jesteśmy myślami w kraju naszego 
dzieciństwa i młodości. Zaczarowani magią Świąt stoimy pod 
rozgwieżdżonym niebem i patrząc na spadające płatki śniegu 
myślimy o ludziach, których nosimy w sercu, gdziekolwiek są ...
       Życzymy Wam aby wszystkie dni roku były tak piękne i szczęśliwe, 
jak wigilijny wieczór. Aby Wasze twarze zawsze rozpromieniał 
uśmiech a Nowy Rok niósł ze sobą szczęście i pomyślność. 
       Życzymy spełnienia marzeń wszystkim marzycielom, szczęścia 
w miłości wszystkim zakochanym... i również tym samotnym, 
zdrowia wszystkim chorym, szczęścia zmartwionym a dla wszystkich 
- przyjaźni, radości, magicznych świąt i ...... Wszystkiego Najlepszego!
         Wiesia, Janusz i Elaine
 

Wednesday, December 17, 2014

Dekoracje Nowego Jorku




   Zabawa świąteczna w firmie już za nami, urodzinowa impreza także. Teraz szybkimi krokami zbliżamy się do Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra. Zostało dużo pracy do zorganizowania wszystkiego ale główne rzeczy już skończone.
    Nowy Jork wygląda już w pełni przygotowany na te dni. Najważniejsza atrakcja to oczywiście Choinka i dekoracje przy Rockefeller Center.




To jest najbardziej popularne i znane  miejsce  Nowego Jorku w tym czasie.  Ale nie jest to jedyne miejsce. Każdy stara się jak może i mieszkańcy  a także turyści maja dużo radości przy zwiedzaniu tych miejsc. Dekorowane są duże sklepy, hotele, restauracje.

 Chelsea Market

Budynek Time Warner  przy Colombus Circle

Piąta Aleja i 57 Ulica



    Inną wielką atrakcją jest oglądanie wystaw sklepowych, które prześcigają się w pomysłach nad ich dekorowaniem.

Macy’s

Lord and Taylor

Madison Ave – Barneys’



    Oczywiście  ważna jest też tradycja dekorowania prywatnych domów. Mój, chociaż ładnie wygląda, nie równa się tym wymyślnym, pokrytym tysiącami lampek.


    Jedną z najsławniejszych dzielnic, gdzie co roku domy przystrajane są niesamowitymi dekoracjami to Dyker Heights, stara włoska dzielnica na Brooklynie.  Tutaj każdy stara się być lepszy od sąsiadów i co roku  pojawia się coraz więcej świateł. Wygląda to niesamowicie. 






Światełek coraz więcej i oczywiście nasze rachunki za zużycie prądu rosną w ciągu tego miesiąca. Pomaga nam w tym technologia. Większość moich lampek to LED i widać różnicę na rachunku, ale oczywiście jest dużo większy koszt przy ich zakupie.  Sznur stu lampek z tradycyjnymi lampkami można dostać za 5 dolarów a LED kosztują dwadzieścia.  Jest to duża suma przy jednym  sznurku a u mnie pali się około 5 tysięcy żaróweczek. To ile musi być na tych wymyślnych domach? Dlatego większość używa dalej te tradycyjne.