Friday, October 4, 2013

Muzyka

   Informacja. Wprowadziłem na moją stronę muzykę. Na samej górze można znaleźć odtwarzacz. Naciskając na play, z lewej strony, można przy czytaniu słuchać muzyki. Po prawej stronie jest lista i po naciśnięciu, pokażą się utwory, z których można wybrać piosenkę, albo po prostu gra każdą po kolei. Na razie mam tylko kilka, bo uczyłem się jak to robić. Kiedyś dorzucę więcej.

Thursday, October 3, 2013

BRAZYLIA


   


  Wczoraj po pracy musieliśmy włączyć w domu klimatyzacje, tak było gorąco. I nie narzekam. Bardzo mi to odpowiada, chociaż prawdopodobnie w tym roku zabraknie nam czasu na powolne przygotowanie się do zimy i pewnego dnia przeskoczymy z lata na zimę w ciągu kilku godzin.
     Nie pisałem nic o moich planach na następny tydzień, bo wszystko było decydowane w ostatniej chwili, ale teraz to już jest pewne. 11 października wylatuję do Brazylii na wyprawę w dżunglę nad Amazonkę. Tym razem sam. Po pierwsze Wiesia wykorzystała wszystkie dni wakacji i nie może, ale też ona i Elaine nie są zainteresowane tymi terenami z powodu robaków, komarów i gadów. Pytałem się czy ktoś ze znajomych nie chciał by tam polecieć ze mną, ale też z braku wakacji albo przestraszeni tymi terenami nikt się nie zdecydował. Ja jestem uparty i chce to miejsce zobaczyć. Pierwszy raz czytałem o Amazonce oczywiście z najważniejszej książki naszej młodości, powieści Szklarskiego: Tomek u źródeł Amazonki. Później już poważniejsze podróżnicze dzieła i teraz przyszedł czas, żeby samemu to zobaczyć. Oczywiście jest to tylko tydzień i możliwości będą ograniczone. Musiałem wybrać tylko kilka miejsc i nie wszystko będę mógł zobaczyć.
     Będę w kilku miejscach, przenosząc się tam małymi samolotami, ale tylko dwa będą tymi z których prowadzić będzie moja „ekspedycja”.  Tak naprawdę to nie będę nad samą Amazonką, ale w innych miejscach dżungli. Gdybym chciał udać się w tamto miejsce to miałem do wyboru, wsiąść stateczek i na nim płynąc, zwiedzać okolice. Wole więcej pochodzić po tych terenach. Albo iść tam z przewodnikiem i spać w hamakach. Niestety to nie dla mnie. Nie chciał bym się obudzić owinięty jakimś wężem, czy usuwać pająki i robaki chodzące mi po twarzy.
       Większość podróży to polowanie na zwierzęta z kamerą. Jakie uda mi się zobaczyć, zobaczymy, ale powinny być między innymi:
W pierwszym miejscu:   Niektóre nazwy po angielsku, bo nieznam tłumaczenia a nie chce tłumaczyc dokładnie, bo może tak nie jest.


White Whiskered Spider Monkey



Night Monkey



Red-Nosed Bearded Saki Monkey



Dusky Titi Monkey



Brazilian Tapirs - Tapiry

                  

Peccaries - Pekari

                                 

Capybaras - Kapibara


                                                           

Porcupines - Jeżozwierze


                                

Sloths - Leniwce



                                

Giant Otters - Wydra Wielka

                                

Oczywiście ptaków nie będę wymieniał, bo jest ich za dużo, ale wiadomo, że papugi  rożnego rodzaju i wiele innych.  Powinno być też dużo różnych motyli, nie mówiąc o innych latających obrzydlistwach.
   Będą także te mniej przystojne gady, jak:

Spix's Kentropyx - rodzaj jaszczurek


                             

Spotted Anole

                                

Large Iguanas - Duze Legwany

                                

Hoplocercus Spinosus

                                

Horned Frogs

                                 

Brazil-nut Poison Frog




 Na pewno będę próbował omijać wszelkiego rodzaju węże i żmije, chyba że z bardzo daleka. Brrrr.  Ich się brzydzę i boję. Mam nadzieję, że jakieś brzydactwo nie wlezie mi do mojego pomieszczenia.
      W drugim miejscu, trochę więcej dzikim najważniejsze będzie poszukiwanie tamtejszego Jaguara. 

                                 
Także Black Howler Monkey - Wyjec Czarny
                                 
i Caimans - Kajmany.


                                 
    Takie są plany, ale co z tego wyjdzie to zobaczymy.
Zaszczepiony jestem już na żółta febrę i malarie. Resztę mówili że nie trzeba, więc nie zrobiłem, ale jak się naczytałem broszurek o innych chorobach, to teraz nie jestem pewien, ale już za późno. Mówili o tyfusie, paraliżu dziecięcym, zapaleniu wątroby, tężcu i o błonicy, co po obejrzeniu zdjęć co ona robi przestraszyło mnie najbardziej. 

                                                         
Będę spryskiwał i smarował się wszystkim co mi wpadnie pod rękę, żeby odstraszyć te wszystkie komary, kleszcze etc. 
     Wszystko oczywiście opisze jak wrócę, ale to może potrwać. Mam dalej prace z Turcją, a zbliża się Halloween i trzeba przygotować wszystko na imprezę. Mnie nie będzie tydzień, więc mało czasu, a zaraz po tym kartki świąteczne i przygotowania do świat. Będę miał bardzo zajęte kilka miesięcy i to dobrze. 

Tuesday, October 1, 2013

Monotonny jesienny dzień





      Początek jesieni to dla mnie zawsze okres bardzo spokojny, wręcz monotonny.  Później zegarki zaczynają chodzić coraz szybciej i szybciej i zanim zdążymy się zorientować, jest już po Nowym Roku i następny spokojny okres. Styczeń i Luty. W te dwa miesiące, według mnie powinniśmy brać przykład z niedźwiedzi i je przespać. Najnudniejsze miesiące roku.
I w tym roku jest podobnie.
    W pracy nuda i wyczekiwanie na nieokreślona przyszłość.
    Pogoda niezwykła, czyli dalej lato. Bez deszczów a temperatury od 25 do 30 stopni.
   Wszystkie drzewa zielone i nie widać żadnych znaków jesieni. Nawet trawę dalej trzeba kosić i podlewać, bo usycha od słońca.
    Króliki dalej wcinają moje kwiaty i rośliny w ogrodzie, zapominając, że w tym czasie powinny żreć  opadł liście.
    Sąsiedzi Chińczyki, chodzą po dachach i zdmuchują liście z rynien, nie myśląc o tym, że jeszcze liście nie opadły, wiec będą musieli robić to jeszcze raz.
    Znów każdego ranka czuć skunksa, który gdzieś w okolicy spryskał coś lub kogoś. Nie wiem czemu uparł się robić to zawsze o tej porze. Chyba żeby mi zepsuć humor na rozpoczęcie dnia. Mógłby robić to kilka godzin później, kiedy Chińczyki idą do pracy. Ja wstaję dużo wcześniej.
    Znów jazda do pracy i gwarancja spotkania osłów jeżdżących po lewym pasie z szybkością 40 kilometrów na godzinne. Ameryka to jedyny kraj w którym na drogach szybkiego ruchu można jechać dużo szybciej na prawym pasie niż na lewym. Może też w Anglii ale tam jest ruch leworęczny.
    Po drodze kawa, papieros, kawa. Kofeiny już w krwi pełno i adrenaliny też a dzień się nawet nie zaczął.
     W pracy dowiaduje się, że mój pracownik wygrał w totolotka 56000 dolarów. Bardzo się z tego cieszył. Ja nie! Ale pociechą jest, że będzie musiał zapłacić 30% podatków. Dobrze mu tak!
    Przynajmniej śniadanie dobre. Człowiek w moim wieku to cały czas na diecie a brzuch dalej rośnie, gęba puchnie. Lanczu nie jem a po powrocie do domu sałata i trochę do tego mięsa lub kurczaka. Nawet te króliki w ogrodzie jedzą lepiej niż ja.
    Powrót do domu oczywiście w korkach. Przynajmniej można się napatrzeć na kobiety, które jadąc obok mnie potrafią prowadzić samochód, pisać SMSy na telefonach a przy okazji poprawiać makijaż. Zdolne !
    Najprzyjemniejszy moment dnia, kiedy po powrocie mogę wyciągnąć się na kanapie, nikogo nie ma w domu, włączyć telewizje i natychmiast przysnąć. Problem w tym że zrywam się za pół godziny z poczuciem winy że marnuje czas i coś muszę robić. Na przykład pisać na mojej stronie, żeby szwagier  przestał  mnie obgadywać.
    Wysłuchanie dziennika, dodaje jeszcze więcej adrenaliny.  Polityka, straszenie.
Ja tylko się pytam, czemu zawsze Ci którzy nami kierują, ustanawiają nowe prawa dla naszego dobra, ale jak się dobrze sprawdzi to te prawa nigdy ich nie obejmują? Obama Care! Nowy system opieki zdrowotnej. Taka cudowna rzecz, dla dobra narodu, ale wszyscy z Kongresu i Senatu nie są tym objęci? Jak to jest takie cudowne, to dla czego oni do tego się nie przyłącza? Kryzys! Nie ustalony budżet narodowy. Trzeba zamknąć agencje rządowe i ludzie nie będą mieli płacone. UUUUUU!!!!!!  Strach! Wszyscy musimy się bać. Ale oni dalej mają płacone. A może sami by wstrzymali sobie pensje, to by szybciej te problemy rozwiązali? Zauważyliście, że jak rząd ma jakieś problemy (tak jak u nas afery z atakiem na amerykańska ambasadę i nie wysłanie im pomocy, sprzedawaniu przez rząd broni dla mafii meksykańskiej, podsłuchiwanie wszystkich ludzi i zbieranie informacji), to zawsze znajdzie jakiś inny problem, który rozdmucha do absurdalnych proporcji i już nikt nie rozmawia o niewydolnym rządzie tylko o tych mniej ważnych rzeczach. Biały rasista pobił biednego czarnego, dobrego obywatela! Cała Ameryka gadała o tym kilka miesięcy, a w tym czasie Chiny, Rosja, Iran, Korea robi swoje! I nikt na to nie zwraca, bo nie ma czasu, bo zajęty jest tym rasistą.
     Nie dziwota, że kładąc się spać, nogi mi skaczą, skóra swędzi, zgaga w gębie, prostata powiększona więc siku się chce ale się nie chce i usypia się przez dwie godziny, tylko po to, żeby mieć problemy ze wstawaniem następnego ranka.
     Wycofuję ten początek o nudnej jesieni. Jak się chce, to zawsze można mieć podniecający dzień!

     A na zakończenie kilka ogólnie bezużytecznych informacji.

    Rzymskie posągi zostały wykonane z doczepianymi głowami, tak więc kiedy zmieniał się władca, można było tylko zmienić głowę.
    Od wczesnego Cesarstwa Rzymskiego aż osiemnasto-wiecznej Europie i Ameryce, mocz był głównym składnikiem pasty do zębów, bo w niej amoniak jest doskonałym materiałem do czyszczenia.
    Zatrucie ołowiem jest jedna z przyczyn upadku Imperium Rzymskiego. Kobiety stały się bezpłodne, pijąc wino z kielichów zrobionych z ołowiu Ten rozpuszczał się w winie i rzymskie klasy wyższe wymarły w ciągu kilku wieków. Rzymianie używali ołowiu jako środek słodzący oraz jako lek na biegunkę. Również do makijażu. Doprowadziło to do masowego zatrucia z własnej winy.
    Starożytni rabusie grobów w Egipcie byli przekonani, że rozbijanie nosów z posagów kamiennych, udaremni złożone tam przekleństwa. Zauważyliście jak wiele posagów w Egipcie nie ma nosów?
    Czarna Śmierć w Europie była częściowo ze względu na przekonanie, że koty były czarownicami. Dlatego wszystkie koty były łapane i spalane, a szczury mogły biegać po miastach i wsiach i się mnożyć. Jak na ironię, miłośnicy kotów dając kotów bezpieczną przystań byli duża częścią tych, którzy przeżyli.
    Płytkie kieliszki do szampana pochodzą od Marie Antoniett, z modeli woskowych wykonanych z jej piersi.
    Napoleon Bonaparte był zawsze przedstawiany z ręka wewnątrz kurtki, ponieważ cierpiał na "przewlekłe nerwicowe swędzenie" i często drapał się po brzuchu aż do krwi.
    Około 1400 pne, była moda wśród bogatych egipskich kobiet umieścić duży stożek pachnącego smaru na szczycie głowy. Nosząc go w dzień, topił się on i sączył się na ich ciała, pokrywając ich skórę błyszcząca pokrywa i nasączał ubrania w zapachu.
    Druga zona Henryka VIII-go,  Ann Boylen, miała sześć palców na jednej ręce.  Całe życie nosiła specjalnie wykonane dla niej rękawiczki. Miała również trzy piersi.
    W drodze, aby odwiedzić swoich rodziców, student Harvardu spadł na tory kolejowe na stacji w Jersey City, a uratował go aktor który był w drodze, do siostry w Filadelfii. Studentem był Robert Lincoln, idący do Białego Domu. Aktorem był Edwin Booth, brat mężczyzny, który kilka tygodni później zamordował ojca studenta.

Monday, September 30, 2013

Kapadocja - filmy i zdjecia





    Przede wszystkim, nie bardzo chciało mi się dzisiaj pisać, ale słyszałem, że mój szwagier obgaduje mnie przed rodziną, że ostatnio jestem leniwy. Nie mam więc wyboru, tylko muszę coś umieścić na moim blogu. No i co Kaziu! Jest Ci teraz głupio? Ha, ha.
     Udało mi się skończyć film z pierwszej części naszej wycieczki, czyli z Kapadocji. Chociaż były to tylko trzy dni, miejsc do zwiedzania było bardzo dużo i z tych dni mamy najwięcej zdjęć. Trudno było mi zmieścić wszysto w 15 minutach, bo taki jest limit na YouTube. Wycinałem, wyrzucałem i wreszcie coś skleiłem. Musiałem nawet pozbyć się wielu specjalnych efektów, bo te też zabierają sekundy. Mam nadzieję, że nie zrobi to dużej różnicy, bo miejsca na zdjęciach są naprawdę piękne. Wszystko już poprzednio opisałem, teraz więc załączam film.

 

Do tego dorzucam wszystkie zdjęcia, które podzieliłem na kilka grup.

Gamirasu Cave Hotel i Ayvali Village


Lot balonem


Dolina Wyobraźni i Dolina Mnichów


Goreme i Dolina Gołębi


                                     Podziemne miasto i wytwórnie ceramiki i dywanów





Tuesday, September 24, 2013

Ludzki świat


      



  Już dawno po wakacjach. Teraz siedzę w pracy i nic nie robię. Może nic to za dużo powiedziane, ale przyzwyczajony jestem do ciężkiej pracy, to teraz tak jak na wczasach. Mam tylko kilkunastu pracowników. Wykańczamy drobnostki, które wyliczyli inspektorzy, że nie są wykonane tak jak trzeba i mam małą dodatkową pracę, którą dorzuciło nam miasto do oryginalnego kontraktu. Ponieważ jest to płacone za czas i materiał, czyli każdą osobę, maszynę, materiał, która wprowadzę na budowę mam opłaconą i dodatkowo 20 procent. Znaczy im dłużej, tym więcej zarobimy. Nie spieszy mi się więc, tym bardziej, że nie mamy żadnej innej pracy.
Mam nadzieję, że wygramy jakiś projekt i powrócę do narzekania, że mam za dużo obowiązków.
     Wczoraj jadąc przez moją budowę, zauważyłem kogoś leżącego przy drodze do rowerów. Nie wiedziałem czy ten człowiek żyje, czy nie. Zadzwoniłem natychmiast na pogotowie i podjechałem do możliwego nieboszczyka. Na szczęście nie. To tylko ciało szczęśliwego człowieka, czyli zapitego alkoholem. Pytam się czy wszystko w porządku? Tylko ruszył głową, że tak. Mówię: A co, Ty na wakacjach, odpoczywasz? Znów przytaknięcie głową.



     Strażacy przyjechali pierwsi, potem karetka. Zabrano go do szpitala. Tutaj jest przykład, jak zmienia się nasz świat. Jesteśmy coraz więcej „ludzcy” i powoli kręcimy sobie stryczek na którym się sami powiesimy. Dawniej takiego pana, zabraliby policjanci, wsadzili za kratki. Przespałby się tam 24 godziny i wrócił do codziennego życia. Teraz pogotowie, straż, 10 osób na wysokich pensjach. Później do szpitala, łóżko, pielęgniarki, kroplówki i wiele innych rzeczy, za co my nieludzcy obywatele, grzecznie za to płacimy. A jak nam coś się stanie, to nie ma miejsca w szpitalu i płacimy za to wszystko sami. A niech ktoś spróbuje zakwestionować ten nasz system, to natychmiast Ci ludzcy okrzyczą go barbarzyńcą, zwierzę nie człowiek, nieludzki etc.
     Kilka dni temu w gazetach pisali o historii jaka zdarzyła się w naszej okolicy. Właściciel domu wakacyjnego, przyjechał tam na weekend i znalazł zdemolowane wnętrze. Zniszczenia oszacowane są na 20000 dolarów.  Nie miał pojęcia, kto tego dokonał, ale będąc na Internecie znalazł na Twitter zdjęcia tych młodych ludzi, którzy chwalili się przed znajomymi jaką wspaniałą zabawę mieli w tym domu. Ten skopiował te zdjęcia i umieścił je na Facebook skąd wszyscy, także prasa mogła się dowiedzieć, kim byli Ci wandale.



 I tutaj znów przykład jak zmienia się świat. Pomyślmy co by się stało, w dawniejszym czasie. Rodzice tej młodzieży, wzięli by pasy i zmienili kolor ich tyłków na czerwony i dodatkowo wymyśliliby kary za ten głupi wyskok. No ale przecież to nieludzkie. Dzieci nie wolno bić, karać. My jesteśmy teraz ludzcy! Co więc robią teraźniejsi rodzice. Składają sprawę do sadu, skarżąc tego właściciela o niszczenie przyszłości swoich biednych dzieci. Teraz będą mieli problem z dostaniem się do dobrej uczelni, bo wszyscy ich znają. I wiele innych problemów. Jak on śmiał umieścić ich zdjęcia na stronach Internetu!? Nie wiem jak ta sprawa zakończy się w sądzie ale nasz wymiar sprawiedliwości jest tak ludzki jak wszyscy inni i nic nie wiadomo. Nikt nawet nie wspomni, że te zdjęcia umieszczone zostały przez ich dzieci a ten tylko je skopiował i rozpowszechnił. Te pierwsze z Twitter, zostały natychmiast usunięte przez rodziców, ale te z Facebook, dalej są.
     Jak się okazuje, to nie jest odosobniony przypadek. To jest moda, że młodzi znajdują jakiś opuszczony dom i urządzają w nim szampańską zabawę, nie dbając o wnętrze. Niszczą wszystko i później chwalą się tym na Internecie. To jest przyszłość naszego kraju. Tak teraz wychowuje się dzieci.
     Jeszcze jeden przypadek. Właściciel domu, po otwarciu drzwi, znalazł wewnątrz czterech kilkunastolatków z młotkami, niszczącymi wszystko co im wpadło do ręki. Poradził sobie z nimi i zamknął ich do szafy, dzwoniąc w tym samym czasie na policje. Chuligani zostali aresztowani i tutaj historia powinna się zakończyć. Nie! Ludzcy rodzice, dowiadując się o tym wszystkim, natychmiast złożyli skargę na policje o maltretowaniu młodych ludzi. Przecież zamknięcie w szafie jest nieludzkie. Policja musiała zareagować i przyniosła nieludzkiemu właścicielowi wezwanie do sądu. Tu na szczęście sędzia był tez nieludzki i sprawę odrzucił jako bezsensowna. Na razie na tym się skończyło. Ale też nie wiadomo, bo zawsze znajdzie się ludzki prawnik i poradzi rodzicom odwołanie do wyższego sądu.
     Nie wiem jak wam, ale we mnie krew się gotuje i nie potrzebnie, bo nie ma z tego żadnego wyjścia. Ludzkie prawa doprowadzają nas do absurdów i ruiny w każdej dziedzinie naszego życia. I nie jest to tylko wymysł gazet. Wszędzie po kraju szwendają się „ludzcy”, którzy szukają sytuacji, gdzie można ukarać tych, którzy nie zgadzają się z ich kierunkiem myślenia.
    Dawno temu, kiedy mieliśmy trochę problemów z Elaine i była w szpitalu, zgłosiła się do niej taka pani i nie wiadomo skąd, zaczęła jej zadawać pytania, nawet więcej insynuować, ze ja musiałem ja molestować seksualnie. I teraz, kiedy moja córka miałaby ze mną kłótnie, nieporozumienie i przytaknęłaby to ja bym siedział w więzieniu.
A ile takich przypadków zdarza się naprawdę. Oskarżenia o gwałty, prześladowania bez żadnych świadków, dowodów. Jeśli naprawdę się zdarzyły, to ja uważam, ze za gwałt na kobiecie powinny być dużo cięższe kary niż teraz są, ale jest masę przypadków, udowodnionych ze historie były wymyślone przez kobiety, które szukały zemsty albo po prostu chciały zarobić pieniądze. Ale to już całkiem inna sprawa.
    Dla mnie powrót do kabelka od żelazka, który wisiał u nas przy kuchennych drzwiach i w większości straszył niż był w użytku, nie jest złym pomysłem. I to kabelkowe wychowanie miało swoje dobre strony, a że zdarzą się historie nadużycia, to niestety zawsze takie będą i nigdy nie będzie pełnej kontroli nad każdym ludzkim czy nie ludzkim obywatelem. Ale absurdem jest aresztowanie rodziców za danie klapsów po tyłku w miejscu publicznym, kiedy rozkapryszone dziecko kładzie się na podłodze i krzycząc kopie nogami. A takie zdarzają się coraz częściej.
Witamy w ludzkim, nowym świecie. 

Monday, September 16, 2013

Turcja - Ostatnie dni



          Niedziela – 1 Wrzesień

    Ostatni pełny dzień w Turcji. Po opuszczeniu hotelu, zatrzymujemy się w porcie, gdzie wsiadamy na prom. Płyniemy po Bosforze, który rozdziela Europę i Azję. Widać stąd dobrze, jak pięknie położony jest Stambuł. Obie strony rzeki to wzgórza. Wygląda to imponująco, bo można obejrzeć całe zabudowanie miasta, gdzie przy płaskim terenie byłoby to niemożliwe. Powoli przesuwają się przed nami pałace, zamki, hotele i zwykłe domy tych co tu mieszkają. Po przepłynięciu pod drugim mostem, zakręcamy i oglądamy drugą stronę miasta po, azjatyckiej stronie.
   




 
 Po tej godzinnej wycieczce, wracamy na ląd i udajemy się do drugiego z ważniejszych muzeów chrześcijańskiej historii. Holy Savior of Chora, czyli Kościół Swietego Zbawiciela na Chorze, co znaczy na zewnątrz. Tak się nazywał bo znajdował się on poza murami miejskimi.
   
 
 Wszędzie zobaczyć można kolorowe mozaiki na marmurowych podłogach i ścianach. Wykonane są z drobnych kamyków w różnych kolorach tak dokładnie, że z daleka wygląda to jak obraz namalowany pędzlem. Nie jest to duża świątynia, ale zachwyca pięknem tych dzieł, które przedstawiają całą historię naszej religii. Od urodzenia Matki Boskiej aż do jej śmierci. Z tym związana jest jedna z ważniejszych mozaik.
 
 
Znajduje się nad drzwiami wejściowymi i przedstawia śmierć Marii. Leząca Maria, wokół jej łoża stoją apostołowie i aniołowie a w centrum Jezus trzyma niemowlę (symbol duszy Marii). Całość jest kolorowa ale centrum skąd wychodzi Jezus jest szara, to tamten świat, tylko Jezus jest w kolorze, bo wyszedł na nasz świat, żeby przyjąć dusze Marii. Przechodzimy od mozaiki do mozaiki i przewodniczka opowiada nam historie związane z każdym z tych dzieł. Cześć informacji przekazana przez te mozaiki związana jest z Biblią a część z historii przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie.

    Ciekawostką, jest mozaika trzech kapłanów. Elaine zauważyła bardzo duże podobieństwo do współczesnego artysty Klint. Uznawany jest za nowatora w swojej dziedzinie. Malował tak jak nikt inny. Elaine uważa, że może on też to widział i dało mu to pomysł na jego obrazy. Pokaże te mozaiki i jedno z dzieł Klinta.











    Zaraz po wyjściu z kościoła, zatrzymujemy się w pobliskiej restauracji na pizzę i herbatę. Siedząc tam na świeżym powietrzu, oglądamy mury kościoła Chory, bo jesteśmy obok niego.
 
 
 Szukamy naszego samochodu i jedziemy do ostatniego zaplanowanego miejsca w Turcji. Bazar z przyprawami, ziołami.

    Podobny do wczorajszego, ale tutaj wchodzi się do korytarzy wypełnionymi zapachami. Znaleźć tu można wszystko co potrzebne dobrej kucharce i więcej. Herbaty o każdym smaku. Kupiliśmy kilka z nich. Jedna jest niesamowita. Jest to kwiat jaśminu. Mała kulka zamkniętego kwiata. Po zalaniu gorąca woda, kwiat się rozwija. Nie dość ze dobrze smakuje to i pięknie wygląda. Przechodzimy obok straganów ze wszystkimi możliwymi przyprawami, od zwykłych jak papryka czy pieprz do orientalnych jak imbir, szafran, gałka muszkatołowa, etc. Podoba mi się, bo lubię takiego rodzaju zapachy.



    Znaleźć tu można także rożnego rodzaju słodycze, suszone owoce, mydła i inne przeróżne cudeńka. Niestety to już koniec. Musimy wracać do hotelu.
    Po drodze mijamy setki policjantów ustawionych szpalery albo czekających w autobusach. Przygotowani są na ogłoszone protesty przeciwko możliwej wojnie w Syrii. Na razie wszystko przebiega spokojnie i pokojowo. Zegnamy się z naszą przewodniczką i wracamy do pokoju.
    Wychodzimy jeszcze raz na spacer. Znajdujemy Starbuks i pijemy dobrą kawę. To jest jeszcze jedna rzecz która mnie zaskoczyła. Myślałem ze tutaj będą mieli dobrą kawę (zawsze mówi się kawa po Turecku, czyli jakiś specjał), ale kawa w większości jest fatalna. Herbaty przepyszne, ale miło jest wypić dobra kawę w Starbucks.

Poniedziałek – 2 Wrzesień

Koniec, trzeba wracać. Kilka myśli na podsumowanie tej wycieczki.

    Najpiękniejsze tereny to niewątpliwie Kapadocja. Ludzie tam też byli bardzo mili. Czysto, wszystko zadbane. Turcu zaskakują wychowaniem i uczynnością. Pamukalle trochę zawiodło, bo spodziewaliśmy się moczenia w tych pięknych, naturalnych zbiornikach, ale jak wspominałem, zmienili przepisy i teraz jest zabronione. Stambuł to już inna Turcja. Miasto jak każde, dzieli się na piękne, czyste z zabytkami i te brudniejsze, gdzie ludzie meczą Cię, natrętnie wciskają cos do zakupu, wciągają do każdej mijanej restauracji. To męczy i trzeba przed tym uciekać. W wielu miejscach, nie czuję się bezpiecznie. Powietrze w Stambule jest zanieczyszczone. Oddycha się częściowo spalinami, choć nie tak strasznie jak np. W Casablance. Jeździć samochodem bym się bał. Kierowcy są bardzo agresywni. Dużo trąbią, każdy się wciska bez ostrzeżenia. Chcesz czy nie, musisz mu ustąpić. Trąbienie i krzyki z okien samochodów to normalka. Mało świateł regulacji ruchu na skrzyżowaniach, więc trudno przejść przez ulice. Ludzie ubierają się tak jak w innych krajach i nie jest to kraj arabski, chociaż 99 procent Turków to muzułmanie. Widzi się trochę ludzi w typowych muzułmańskich strojach, zakrytych twarzy, ale jest to mały procent. Mało tego. Po rozmowach, domyślamy się, że oni arabów raczej nie lubią. Turcy mają dużo więcej kultury.

Mamy kilka godzin do wyjazdy na lotnisko. Oddajemy nasz pokój, zostawiamy walizki w portierni i udajemy się na ostatnie godziny zwiedzanie okolic, jednak z myślą pożegnania się z tym krajem i powrotu do naszego domu.
 


 




Friday, September 13, 2013

Turcja Istanbul


           
 


Piątek – 30 Sierpień


   Jedziemy na lotnisko. Tym razem wszystko poszło bardzo sprawnie i o godzinie 13 jesteśmy w Stambule.
    Przedmieścia miasta są brzydkie, chociaż dość zadbane. Bliżej hotelu, przejeżdżamy przez dzielnicę z małymi uliczkami i nie wygląda to na miejsce gdzie chciałoby się pospacerować. Jeszcze kilkanaście minut i podjeżdżamy pod hotel. Tytanic. Tak się nazywa. Mam nadziejęże nie zatonie, czy rozpadnie się w czasie naszego pobytu. Na szczęście jest to nowy budynek. Pokój bardzo ładny i wygodny, ale nie można tu palić i nie ma balkonu. Na papierosa trzeba więc wjechać na 11 piętro i wyjść na zewnętrzny taras. To trochę duży kłopot. Same okolice tez nie bardzo ciekawe.


   Wychodzimy na miasto. Nie ma tu dużo do zobaczenia, ale większość hoteli jest w tej dzielnicy. Jest to dzielnica handlowa i dużo ulic ze sklepami. Dochodzimy do tej głównej. Nie ma tam pojazdów mechanicznych, oprócz tramwaju. Idziemy w tłumie tysiąca osób.
 
 
Nie zależy nam na żadnych zakupach, więc nie jest to dla nas atrakcyjne miejsce. Postanawiamy wracać. W drodze powrotnej wstępujemy do jednej z restauracji. Trochę znudzeni tureckim jedzeniem Elaine i ja zamawiamy pizzę a Wiesia rybę.
 
 
Okazuje się później, że nas naciągnęli i dostała rybę na kilka osób. Oczywiście koszt też dorównywał wielkości dania i portfel został uszczuplony o 120 dolarów. Teraz wiemy, że tutaj panują inne prawa niż w podmiejskich terenach i trzeba uważać. To nie jest ta sama Turcja, która poznaliśmy w pierwsze dni.

Sobota 31 Sierpień

    Dzisiaj mamy zobaczyć najważniejsze i najpiękniejsze zabytki Stambułu czyli dawnego Konstantynopola skąd pochodzi sławna Konstantynopolitanczykiewiczowna (ha, ha). Jeszcze to pamiętam.
    Pierwsza osada notowana przez historię powstała tu 680 lat przed nasza erą. Początkowo miasto nazywało się Bizancjum a w roku 330 po przebudowaniu zostało nazwane Konstantynopol. Dopiero w 1930 nazwę zmieniono na Stambuł. Położony jest nad cieśniną Bosfor. Mała część leży w Europie a większość po Azjatyckiej stronie. Cieśnina z morzem Marmara łączy Morze Śródziemnomorskie z Morzem Czarnym
    Dojeżdżamy do pierwszego celu - Błękitny Meczet. Zbudowany w 1615 roku a budowa jego trwała 7 lat. Ilość minaretów, wież, zależna była od tego kto go budował. Tylko władcy mieli prawo do postawienia czterech minaretów. Ten ma aż sześć i chociaż wybudowana została przez sułtana, wzburzyło to wszystkich wiernych. Przebaczyli mu dopiero po tym, jak wysłał swoich ludzi i wybudował dodatkowy minaret (siódmy) w najświętszym dla nich miejscu – Haram Meczet w Mekce.
 



Ponieważ to jest nie tylko atrakcja turystyczna ale czynny meczet, można tam wejść tylko zgodnie z tradycją muzułmańską. Trzeba zdjąć buty a kobiety musza okryć ramiona i głowę, do czego służą błękitne chusty wypożyczane przy wejściu. Jest też wydzielona cześć na modlitwy. Imponująca budowla różniąca się bardzo od naszych katedr i kościołów.


    Zaraz po tym idziemy do pałacu Topkapi. Była to rezydencja sułtanów przez ponad 400 lat od 1450 roku. Sławę w naszym świecie dał mu amerykański film o tej samej nazwie Topkapi, gdzie złodzieje planują kradzież sztyletu wysadzanego szmaragdami. Oczywiście odnajduję go w jedynych z galerii z bronią i biżuteria. 


    Przechodzimy przez różne pomieszczenia gdzie można oglądać stroje w które się ubierali, bron, biżuterie. Także budynki haremu, przyjęć i różne inne.




    Zaraz obok znajduje się jeden z cudów architektury. Agia Sophia. Zbudowany przez Cesarza Justyniana w 537 roku a budowa trwała tylko 5 lat. Jako inżynier nie mogę się nadziwić. Nawet teraz byłoby to trudne do wykonania. Główna kopuła to arcydzieło. Wznosi się na wysokość 55 metrów a jego średnica 33 metry. Przez lata była jedna z najważniejszych świątyń chrześcijańskiej religii. Później przeszła w ręce muzułmanów. Na szczęście nie zniszczyli oni większości oryginalnych mozaik tylko przykryli je warstwą cementu i na to nałożyli swoje. Kiedy Ataturk, stworzył obecną Turcję, postanowił oddać ten obiekt dla wszystkich. Zdjęli większość muzułmańskich mozaik i odkryli chrześcijańskie ornamenty. Teraz jest to muzeum i można podziwiać dekoracje związane z obydwoma religiami.
 



 
    Wychodzimy i udajemy się do podziemia. Tutaj były olbrzymie zbiorniki wodne. Na wypadek wojny, Konstantynopol miał przez to olbrzymie zapasy wody pitnej, której tylko w tym miejscu mogło być aż 80000 ton. Dziesiątki, setki kolumn o wysokości około 20 metrów, podtrzymujące sklepienie a nad nimi zbudowane jest miasto. Teraz jest tu tylko woda na metr głęboka ale kiedyś była do samego sklepienia.

    Czas na krótki przystanek i lunch
 

 
 i kończymy wycieczkę w największym bazarze w Turcji. Całość to olbrzymi budynek, złożony z kolumn, ścian i dachu. Tysiące sklepików w których można wszystko znaleźć. Złoto, srebro, kosztowności, antyki, wyroby ze skory, metalu etc. To naprawdę labirynt i bez przewodnika łatwo by było się zgubić.