Showing posts with label Turkey. Show all posts
Showing posts with label Turkey. Show all posts

Monday, September 16, 2013

Turcja - Ostatnie dni



          Niedziela – 1 Wrzesień

    Ostatni pełny dzień w Turcji. Po opuszczeniu hotelu, zatrzymujemy się w porcie, gdzie wsiadamy na prom. Płyniemy po Bosforze, który rozdziela Europę i Azję. Widać stąd dobrze, jak pięknie położony jest Stambuł. Obie strony rzeki to wzgórza. Wygląda to imponująco, bo można obejrzeć całe zabudowanie miasta, gdzie przy płaskim terenie byłoby to niemożliwe. Powoli przesuwają się przed nami pałace, zamki, hotele i zwykłe domy tych co tu mieszkają. Po przepłynięciu pod drugim mostem, zakręcamy i oglądamy drugą stronę miasta po, azjatyckiej stronie.
   




 
 Po tej godzinnej wycieczce, wracamy na ląd i udajemy się do drugiego z ważniejszych muzeów chrześcijańskiej historii. Holy Savior of Chora, czyli Kościół Swietego Zbawiciela na Chorze, co znaczy na zewnątrz. Tak się nazywał bo znajdował się on poza murami miejskimi.
   
 
 Wszędzie zobaczyć można kolorowe mozaiki na marmurowych podłogach i ścianach. Wykonane są z drobnych kamyków w różnych kolorach tak dokładnie, że z daleka wygląda to jak obraz namalowany pędzlem. Nie jest to duża świątynia, ale zachwyca pięknem tych dzieł, które przedstawiają całą historię naszej religii. Od urodzenia Matki Boskiej aż do jej śmierci. Z tym związana jest jedna z ważniejszych mozaik.
 
 
Znajduje się nad drzwiami wejściowymi i przedstawia śmierć Marii. Leząca Maria, wokół jej łoża stoją apostołowie i aniołowie a w centrum Jezus trzyma niemowlę (symbol duszy Marii). Całość jest kolorowa ale centrum skąd wychodzi Jezus jest szara, to tamten świat, tylko Jezus jest w kolorze, bo wyszedł na nasz świat, żeby przyjąć dusze Marii. Przechodzimy od mozaiki do mozaiki i przewodniczka opowiada nam historie związane z każdym z tych dzieł. Cześć informacji przekazana przez te mozaiki związana jest z Biblią a część z historii przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie.

    Ciekawostką, jest mozaika trzech kapłanów. Elaine zauważyła bardzo duże podobieństwo do współczesnego artysty Klint. Uznawany jest za nowatora w swojej dziedzinie. Malował tak jak nikt inny. Elaine uważa, że może on też to widział i dało mu to pomysł na jego obrazy. Pokaże te mozaiki i jedno z dzieł Klinta.











    Zaraz po wyjściu z kościoła, zatrzymujemy się w pobliskiej restauracji na pizzę i herbatę. Siedząc tam na świeżym powietrzu, oglądamy mury kościoła Chory, bo jesteśmy obok niego.
 
 
 Szukamy naszego samochodu i jedziemy do ostatniego zaplanowanego miejsca w Turcji. Bazar z przyprawami, ziołami.

    Podobny do wczorajszego, ale tutaj wchodzi się do korytarzy wypełnionymi zapachami. Znaleźć tu można wszystko co potrzebne dobrej kucharce i więcej. Herbaty o każdym smaku. Kupiliśmy kilka z nich. Jedna jest niesamowita. Jest to kwiat jaśminu. Mała kulka zamkniętego kwiata. Po zalaniu gorąca woda, kwiat się rozwija. Nie dość ze dobrze smakuje to i pięknie wygląda. Przechodzimy obok straganów ze wszystkimi możliwymi przyprawami, od zwykłych jak papryka czy pieprz do orientalnych jak imbir, szafran, gałka muszkatołowa, etc. Podoba mi się, bo lubię takiego rodzaju zapachy.



    Znaleźć tu można także rożnego rodzaju słodycze, suszone owoce, mydła i inne przeróżne cudeńka. Niestety to już koniec. Musimy wracać do hotelu.
    Po drodze mijamy setki policjantów ustawionych szpalery albo czekających w autobusach. Przygotowani są na ogłoszone protesty przeciwko możliwej wojnie w Syrii. Na razie wszystko przebiega spokojnie i pokojowo. Zegnamy się z naszą przewodniczką i wracamy do pokoju.
    Wychodzimy jeszcze raz na spacer. Znajdujemy Starbuks i pijemy dobrą kawę. To jest jeszcze jedna rzecz która mnie zaskoczyła. Myślałem ze tutaj będą mieli dobrą kawę (zawsze mówi się kawa po Turecku, czyli jakiś specjał), ale kawa w większości jest fatalna. Herbaty przepyszne, ale miło jest wypić dobra kawę w Starbucks.

Poniedziałek – 2 Wrzesień

Koniec, trzeba wracać. Kilka myśli na podsumowanie tej wycieczki.

    Najpiękniejsze tereny to niewątpliwie Kapadocja. Ludzie tam też byli bardzo mili. Czysto, wszystko zadbane. Turcu zaskakują wychowaniem i uczynnością. Pamukalle trochę zawiodło, bo spodziewaliśmy się moczenia w tych pięknych, naturalnych zbiornikach, ale jak wspominałem, zmienili przepisy i teraz jest zabronione. Stambuł to już inna Turcja. Miasto jak każde, dzieli się na piękne, czyste z zabytkami i te brudniejsze, gdzie ludzie meczą Cię, natrętnie wciskają cos do zakupu, wciągają do każdej mijanej restauracji. To męczy i trzeba przed tym uciekać. W wielu miejscach, nie czuję się bezpiecznie. Powietrze w Stambule jest zanieczyszczone. Oddycha się częściowo spalinami, choć nie tak strasznie jak np. W Casablance. Jeździć samochodem bym się bał. Kierowcy są bardzo agresywni. Dużo trąbią, każdy się wciska bez ostrzeżenia. Chcesz czy nie, musisz mu ustąpić. Trąbienie i krzyki z okien samochodów to normalka. Mało świateł regulacji ruchu na skrzyżowaniach, więc trudno przejść przez ulice. Ludzie ubierają się tak jak w innych krajach i nie jest to kraj arabski, chociaż 99 procent Turków to muzułmanie. Widzi się trochę ludzi w typowych muzułmańskich strojach, zakrytych twarzy, ale jest to mały procent. Mało tego. Po rozmowach, domyślamy się, że oni arabów raczej nie lubią. Turcy mają dużo więcej kultury.

Mamy kilka godzin do wyjazdy na lotnisko. Oddajemy nasz pokój, zostawiamy walizki w portierni i udajemy się na ostatnie godziny zwiedzanie okolic, jednak z myślą pożegnania się z tym krajem i powrotu do naszego domu.
 


 




Friday, September 13, 2013

Turcja Istanbul


           
 


Piątek – 30 Sierpień


   Jedziemy na lotnisko. Tym razem wszystko poszło bardzo sprawnie i o godzinie 13 jesteśmy w Stambule.
    Przedmieścia miasta są brzydkie, chociaż dość zadbane. Bliżej hotelu, przejeżdżamy przez dzielnicę z małymi uliczkami i nie wygląda to na miejsce gdzie chciałoby się pospacerować. Jeszcze kilkanaście minut i podjeżdżamy pod hotel. Tytanic. Tak się nazywa. Mam nadziejęże nie zatonie, czy rozpadnie się w czasie naszego pobytu. Na szczęście jest to nowy budynek. Pokój bardzo ładny i wygodny, ale nie można tu palić i nie ma balkonu. Na papierosa trzeba więc wjechać na 11 piętro i wyjść na zewnętrzny taras. To trochę duży kłopot. Same okolice tez nie bardzo ciekawe.


   Wychodzimy na miasto. Nie ma tu dużo do zobaczenia, ale większość hoteli jest w tej dzielnicy. Jest to dzielnica handlowa i dużo ulic ze sklepami. Dochodzimy do tej głównej. Nie ma tam pojazdów mechanicznych, oprócz tramwaju. Idziemy w tłumie tysiąca osób.
 
 
Nie zależy nam na żadnych zakupach, więc nie jest to dla nas atrakcyjne miejsce. Postanawiamy wracać. W drodze powrotnej wstępujemy do jednej z restauracji. Trochę znudzeni tureckim jedzeniem Elaine i ja zamawiamy pizzę a Wiesia rybę.
 
 
Okazuje się później, że nas naciągnęli i dostała rybę na kilka osób. Oczywiście koszt też dorównywał wielkości dania i portfel został uszczuplony o 120 dolarów. Teraz wiemy, że tutaj panują inne prawa niż w podmiejskich terenach i trzeba uważać. To nie jest ta sama Turcja, która poznaliśmy w pierwsze dni.

Sobota 31 Sierpień

    Dzisiaj mamy zobaczyć najważniejsze i najpiękniejsze zabytki Stambułu czyli dawnego Konstantynopola skąd pochodzi sławna Konstantynopolitanczykiewiczowna (ha, ha). Jeszcze to pamiętam.
    Pierwsza osada notowana przez historię powstała tu 680 lat przed nasza erą. Początkowo miasto nazywało się Bizancjum a w roku 330 po przebudowaniu zostało nazwane Konstantynopol. Dopiero w 1930 nazwę zmieniono na Stambuł. Położony jest nad cieśniną Bosfor. Mała część leży w Europie a większość po Azjatyckiej stronie. Cieśnina z morzem Marmara łączy Morze Śródziemnomorskie z Morzem Czarnym
    Dojeżdżamy do pierwszego celu - Błękitny Meczet. Zbudowany w 1615 roku a budowa jego trwała 7 lat. Ilość minaretów, wież, zależna była od tego kto go budował. Tylko władcy mieli prawo do postawienia czterech minaretów. Ten ma aż sześć i chociaż wybudowana została przez sułtana, wzburzyło to wszystkich wiernych. Przebaczyli mu dopiero po tym, jak wysłał swoich ludzi i wybudował dodatkowy minaret (siódmy) w najświętszym dla nich miejscu – Haram Meczet w Mekce.
 



Ponieważ to jest nie tylko atrakcja turystyczna ale czynny meczet, można tam wejść tylko zgodnie z tradycją muzułmańską. Trzeba zdjąć buty a kobiety musza okryć ramiona i głowę, do czego służą błękitne chusty wypożyczane przy wejściu. Jest też wydzielona cześć na modlitwy. Imponująca budowla różniąca się bardzo od naszych katedr i kościołów.


    Zaraz po tym idziemy do pałacu Topkapi. Była to rezydencja sułtanów przez ponad 400 lat od 1450 roku. Sławę w naszym świecie dał mu amerykański film o tej samej nazwie Topkapi, gdzie złodzieje planują kradzież sztyletu wysadzanego szmaragdami. Oczywiście odnajduję go w jedynych z galerii z bronią i biżuteria. 


    Przechodzimy przez różne pomieszczenia gdzie można oglądać stroje w które się ubierali, bron, biżuterie. Także budynki haremu, przyjęć i różne inne.




    Zaraz obok znajduje się jeden z cudów architektury. Agia Sophia. Zbudowany przez Cesarza Justyniana w 537 roku a budowa trwała tylko 5 lat. Jako inżynier nie mogę się nadziwić. Nawet teraz byłoby to trudne do wykonania. Główna kopuła to arcydzieło. Wznosi się na wysokość 55 metrów a jego średnica 33 metry. Przez lata była jedna z najważniejszych świątyń chrześcijańskiej religii. Później przeszła w ręce muzułmanów. Na szczęście nie zniszczyli oni większości oryginalnych mozaik tylko przykryli je warstwą cementu i na to nałożyli swoje. Kiedy Ataturk, stworzył obecną Turcję, postanowił oddać ten obiekt dla wszystkich. Zdjęli większość muzułmańskich mozaik i odkryli chrześcijańskie ornamenty. Teraz jest to muzeum i można podziwiać dekoracje związane z obydwoma religiami.
 



 
    Wychodzimy i udajemy się do podziemia. Tutaj były olbrzymie zbiorniki wodne. Na wypadek wojny, Konstantynopol miał przez to olbrzymie zapasy wody pitnej, której tylko w tym miejscu mogło być aż 80000 ton. Dziesiątki, setki kolumn o wysokości około 20 metrów, podtrzymujące sklepienie a nad nimi zbudowane jest miasto. Teraz jest tu tylko woda na metr głęboka ale kiedyś była do samego sklepienia.

    Czas na krótki przystanek i lunch
 

 
 i kończymy wycieczkę w największym bazarze w Turcji. Całość to olbrzymi budynek, złożony z kolumn, ścian i dachu. Tysiące sklepików w których można wszystko znaleźć. Złoto, srebro, kosztowności, antyki, wyroby ze skory, metalu etc. To naprawdę labirynt i bez przewodnika łatwo by było się zgubić.






 
 


Tuesday, September 10, 2013

Turcja - Dzien 6



Środa 28 Sierpień.

Wyjeżdżamy po śniadaniu. Tym razem dłuższa podróż, bo aż trzy godziny. Na szczęście jedziemy bardzo wygodnym mercedesem. Jak zwykle są przystanki na herbatę i papierosa. Później na lunch w napotkanym małym miasteczku. Tutaj nie ma żadnych korków na drogach więc dojeżdżamy zgodnie z planem do Pumakalle. Po wyjściu z samochodu, przechodzimy przez bramki tych terenów i znajdujemy się w pierwszej części następnego archeologicznego wykopaliska. Dziewczyny ubrane w stroje kąpielowe, bo oprócz tego że jest bardzo gorąco to mamy skorzystać z tutejszych naturalnych basenów z gorących źródeł.
     Jesteśmy w starożytnym mieście Hierapolis. Można by je nazwać jednym z pierwszych na świecie ośrodków wypoczynkowych. Sprowadzali się tutaj ludzie starsi, żeby leczyć się w tutejszych basenach, lub po prostu na emeryturę, jeśli kiedyś coś takiego istniało. Musiało ich oczywiście na to stać, więc było tu dużo bogatych starszych panów.
     Miasto powstało w około drugim wieku przed nasza erą. Niestety miejsce to nawiedzane jest często przez trzęsienia ziemi i miasto niszczone było kilkakrotnie przez ten kataklizm. Ostatnim razem w 1354 i po tym już nigdy się nie odbudowało. Jak zwykle, położone jest na zboczu góry.
     Ponieważ mieszkało tu bardzo dużo starszych ludzi, pogrzeby były bardzo częstym obrzędem. Jest to pierwsza cześć terenów, które zwiedzamy a ich powierzchnia jest olbrzymia. Większość jest dalej przysypana ziemia i wszędzie widać pracujących archeologów. Jest to nietypowy cmentarz. Wszystkie nam znane, związane są zazwyczaj z jakąś religią. Tutaj tego nie ma. Wszystko jest wymieszane. Każda religia miała inny rodzaj chowania zmarłych. Jedni w sarkofagach, inni zasypywali tylko ziemia (podobnie jak nasze cmentarze), jeszcze inni stawiali kapliczki.


W tamtych czasach pochowanie ze zmarłym jego kosztowności, było normalną i bardzo ważną zasadą. W grobach tych, można było wiec znaleźć majątek. Wyjaśnia to sytuacje z tutejszymi grobami. Wszystkie są zniszczone. Mogło to się stać przy trzęsieniach ziemi ale widać, że większość zniszczona była przez ludzi, którzy dobierali się do tego bogactwa. Przez setki lat wszystkie groby zostały zniszczone i ograbione.
    Przechodzimy przez olbrzymia bramę i zaczyna się prawdziwe miasto. Największy obiekt, który przetrwał, to oczywiście amfiteatr, na 12000 osób.

    Jest powyżej 40 stopni i często chowamy się w cieniu. Oglądamy jeszcze kilka ciekawych miejsc. Wielkie Łaźnie. Oprócz budynku łaźni z pomieszczeniami z basenami na zimną i gorącą wodę, salami do wypoczynku, w skład kompleksu wchodził także duży budynek w którym znajdowały się dwie sale do ćwiczeń gimnastycznych. Ulica Frontiniusa, główna ulica miasta o długości ok. 1,0 km, dzieliła miasto na dwie części. Była to ulica handlowa, wzdłuż której mieściły się oprócz domostw i sklepów ważne dla miasta budynki, których fragmenty, podobnie jak utwardzający nawierzchnię ulicy bruk, zachowały się do dzisiaj.
    Nimfeum, dwukondygnacyjny budynek na planie litery U. Nisze w ścianach zdobiły posągi, a basen z wodą połączony był systemem rur z domami mieszkańców Hierapolis. I wiele innych miejsc.



Po tej nauce historii, dobijamy do części, która służyła miastu jako termy. Tutaj moczyli się wszyscy w tych gorących źródłach. Pływamy w jednym z nich. Woda jest za ciepła. Wygląda jak szampan, bo z dna wydobywają się jakieś gazy i wypełniona jest unoszącymi się bąbelkami. Większość turystów w tym miejscu to ruskie I trochę Polaków. Podobno jest to ulubione miejsce Rosjan z terenów Syberii.
    Po kąpieli udajemy się do miejsca, dla którego tu przyjechaliśmy. Tarasy, stworzone przez wypływająca ze skał wody i osady wapnia. Spotyka nas mały zawód. Nie można po tym chodzić. Kiedyś można było, ale turystów jest coraz więcej i zaczęli dużo niszczyć. Możemy wiec tylko oglądać to, chodząc na wyznaczonych trasach. W niektórych miejscach widać ludzi (na pewno Rosjanie), którzy łamią te prawa, ale oni są bez przewodników i ryzykują. Nasza pani jest bardzo tym oburzona i nieraz próbuje zatrzymać tych którzy tam chcą wejść.




Gdyby woda przestała tutaj płynąć, w bardzo krótkim czasie te białe skały zmieniłyby się na szare. Woda kontrolowana jest więc i raz wylatuje na lewą cześć, raz na prawą. Nie wszystkie miejsca wypełnione są wiec wodą, która szybko wyparowuje.

Podziwiamy te cuda przez pewien czas, robimy zdjęcia ale czas na powrót. Następne trzy godziny i jesteśmy w hotelu.
   Udajemy się natychmiast na obiad, bo wygłodzeni i wracamy do pokoju. I tutaj ciekawostka. Co kraj to obyczaj. Zdarzało mi się oglądać filmy, gdzie w scenach miłosnych, te interesujące części naszego ciała zostały zamglone. Tutaj włączyliśmy film i w jednym z nich Kevin Costner palił papierosa. Papieros był zamglony, tak że nie było widać że pali. A tutaj wszyscy palą papierosy. W telewizji zabronione jest pokazywać ten obrzydliwy habit. Żeby dzieci się nie uczyły. To że na ulicach wszyscy palą, nie ma znaczenia ale Kevin Costner nie może! Jak by tak przełożyć na nasze i u nas zamglone są sceny seksu to na ulicach powinno to być legalne.

Czwartek – 29 Sierpień

Dzisiaj tylko odpoczynek. Basen, Morze Kaspijskie, opalanie. Trochę zdjęć i bardzo przyjemny relaks przed ostatnią częścią naszej wycieczki w Istambule.





 

    

Monday, September 9, 2013

Wtorek 27 Sierpień


                    Wtorek 27 Sierpień.        

      Pobudka o 9 rano. Bardzo szybkie śniadanie i ciąg dalszy naszych wycieczek. Zatrzymujemy się w miejscu, gdzie pod koniec życia zamieszkiwała Maria, Matka Jezusa. Nie będę wchodził w całą historię wiarygodności tego miejsca. Jak dużo miejsc tego typu w naszej historii jest w większości w domysłach a tylko w części udowodnione. Są trzy lokaty w Europie, które sugerują swoje prawa do tego szczególnego miejsca, dwa z nich (jedno w Portugalii i jedno we Francji) oparte są na historiach powiązanych z cudownym objawieniem Marii. Tylko to związane jest z pobytem Świętego Jana i innych apostołów i ma więcej historycznych podstaw. Nikt na prawdę nie wie gdzie jest prawda.
     Samo miejsce jest urocze, na zboczu góry. Pięknie zalesione i bardzo zadbane. Sam budynek to nic wielkiego. Zresztą nikt nie spodziewa się, żeby Maria mieszkała w pałacu. Atmosfera tego miejsca jednak robi swoje. Jest duża ściana przygotowana na przyczepianie życzeń. Tutaj wszędzie jest zwyczaj, w szczególnych miejscach, że ludzie wypisują swoje życzenia i wieszają je w pobliżu świętego miejsca. Nie wiem kogo to praca, Święty Mikołaj ma swoje problemy ale ktokolwiek to nie będzie to ma bardzo dużo roboty żeby je wszystkie spełnić. Tak więc zrezygnowałem z możliwości wygrania w totolotka i zostawiłem miejsce dla bardziej potrzebujących.




    Jak w wielu budynkach historycznych, zabronione jest robienie zdjęć  wewnątrz, mam tylko te przy świetle dziennym.



 Zapaliliśmy świeczki w pobliskich kapliczkach. Ja moje poświeciłem naszym rodzicom.
    Po tej krótkiej wizycie, udaliśmy się do domu naszej przewodniczki. Jest to małe gospodarstwo rolne, ale urocze. Pełno cytrynowych i mandarynkowych drzew oraz przeróżne warzywa. Wszędzie kręcą się zwierzęta. Stół zastawiony w cieniu drzewa a jedzenie przygotowała siostra przewodniczki.



Jeszcze jeden turecki posiłek, czyli przeróżnego rodzaju sałatki, warzywa i mięso. Herbata (zawsze gwarantowana), lemoniada. Po pogawędkach przy jedzeniu i zwiedzenia jej domu ruszamy do głównej atrakcji dzisiejszego dnia.
   Ephesus. Jeżeli się nie mylę to po polsku Efez. Historia tego miejsca jest bardzo bogata i dalej okryta tajemnicami. Nawet powstanie miasta jest nie określone. Jedna z teorii twierdzi, że powstało 900 lat przed nasza erą. Przechodziło z rąk do rąk różnych cywilizacji. Byli tam Hetyci, Kimerowie, Persowie, Macedończycy, Rzymianie. W trzecim wieku Efezu nie ominęły najazdy Gotów, którzy je złupili. Później Efez już nie odzyskał swojej świetności. Zniszczenia spowodowane najazdem Gotów oraz coraz silniejsze zamulanie się ujścia rzeki zapoczątkowały stopniowy upadek miasta. Morze odsuwało się coraz dalej a wąski kanał, który łączył je z portem już nie nadawał się do użytku. Bez dostępu do morza miasto straciło swoje znaczenie jako ośrodek handlowy a na skutek zabagnienia portu miasto stało się miejscem niezdrowym. Szalała malaria. Było tam też duże trzęsienie ziemi i miasto legło w gruzach. Teraz jest to największe w Turcji a może na świecie wykopalisko archeologiczne.
    Miasto ulokowana w dolinie i na zboczach gór, zasypane było gruba warstwa ziemi. Po odsypaniu tysiąca ton piasku, pokazało się piękno tego starożytnego miasta. Tutaj nauczał Święty Paweł i żył Święty Jan. O jego wielkości, świadczy amfiteatr, który mógł pomieścić 25000 ludzi.



 Widoczne części miasta, to tylko malutka jego cząstka. Reszta jest dalej zasypana ziemią. Chodząc tam, zauważyć można kolumny, rzeźby częściowo wystające z ziemi. Wszystko tutaj to wielka łamigłówka dla archeologów. Składają z malutkich kawałków ściany, rzeźby, mozaiki. Praca na setki lat i nigdy nie odkryją całości.


Ja, który kocham się w historii, chodząc po alejach tych ruin, widziałem w wyobraźni tamtejszych ludzi, senatorów, niewolników, rydwany snujących się obok mnie. Wiesia I Elaine, choć im się podobało nie czuły tego samego. Ja byłem zauroczony nie tylko pięknem, architekturą ale jego nowoczesnością i inżynierską wiedzą. Woda doprowadzona była z bardzo odległych miejsc akweduktami. Na szczytach wzgórz zbudowane zbiorniki, które ją gromadziły. Od nich rury doprowadzały ją do każdego domu. Tak więc wszędzie była bieżąca woda pod ciśnieniem. Oglądałem te rury i nie dużo różnią się od tych co ja teraz używam. Widzieliśmy łazienki gdzie były toalety, umywalki, łaźnie. 



    Technika stawiania budowli też ma swoje cuda. Łączenie kamienia z kamieniem zaskakuje pomysłowością. Na przykład kolumny. Na górze pierwszej części, wyżłobiona była dziurka, lub kilka. Wkładano w nie metalowe pręty. Do każdej dziurki drążyli mały rowek na zewnątrz. Druga cześć kolumny też miała takie dziurki, dokładnie w tych samych miejscach. Później nakładano jedna cześć na druga i w ten sposób metalowe pręty łączyły dwie części. Przez żłobki wlewano ołów, który wypełniał szczeliny między granitem i metalem. Kolumna była gotowa.
                         

    Nie chcę zanudzać, bo nie każdego to fascynuje tak jak mnie. Zdjęcia pokażą resztę.

                         
    Wróciliśmy do hotelu i natychmiast na basen i plaże. Tak naprawdę to plaży tu nie ma, bo wybrzeże jest skaliste. Raczej olbrzymie patio, z którego schodzi się do morza. Trochę słońca, chłodzenia się raz w basenie, raz w morzu, prześliczny zachód słońca na wprost hotelu i kończymy dzień obiadem.
 
 
Obowiązkowa herbata, kawa i papieros. Udajemy się na odpoczynek.