Thursday, May 21, 2015

Rozrywka




Zostało już tylko dwa tygodnie do wyjazdu do Polski. Będzie to tym razem wypełniony tydzień. Dwa dni wesele, zabawa i spotkanie z przyjaciółmi ze szkoły średniej. Na wszelki wypadek, po tych imprezach, zamówiłem sobie wizytę u lekarza, żeby sprawdził moje serce i wątrobę.
      Dzisiaj tylko rozrywka. Najpierw humor (tak naprawdę to nie jest bardzo zabawne bo prawdziwe), który przysłał mi kolega. Odnosi się to do naszej amerykańskiej rzeczywistości.
       Czarny chłopczyk pyta mamę.
-       Mamo, jaka jest różnica między socjalizmem i rasizmem.
-       Jakby Ci to powiedzieć? Socjalizm jest wtedy kiedy biali ludzie ciężko pracują i płacą podatki, żebyśmy my dostawali wszelkiego rodzaju zapomogi. Pomoc socjalną, kartki na jedzenie, za darmo telefony, za darmo leczenie, dopłaty na mieszkanie, ekstra pieniądze za każde następne dziecko i wiele innych.
-       Ale Mamo, czy biali się kiedyś nie wściekną z tego powodu?
-       Oczywiście. Ale jak to robią, to właśnie to nazywa się rasizmem.

A teraz kilka rożnego rodzaju filmików.
Pierwszy jest z muzyką. Śpiewają moi ulubieni artyści. Louis Armstrong z bardzo nietypowym partnerem, bo aktorem komediowym ale także piosenkarzem Danny Kaye.


   Jednym ze zwierząt, które nam robiły szkody w ogrodzie to wiewiórki. Także wyjadały wszystkie ziarna, jakie sypaliśmy dla ptaków. A jak były już najedzone, to siedziały w karmiku, żeby ptaki nie mogły się tam dostać. Wskakiwały tam z pobliskiego drzewa i nic nie mogłem na to poradzić. Nawet jak obciąłem jakieś gałęzie, to skakały, wisiały do góry nogami i zawsze znalazły metodę tam się dostania. W poniższym filmiku, ktoś wymyślił różne przeszkody i codziennie dodawał inne. Na końcu powstała całość, przez które wiewiórka musi się przedostać, żeby zjeść swoje orzechy.  Czyli Misja Niemożliwa.


    Miejsce w Sztokholmie. Film pokazuje, że ludzie wolą używać schodów ruchomych zamiast schodów. Ale co by się stało, gdyby te schody uatrakcyjnić? Zobaczmy.


   Następny, znów o mądrych zwierzętach. W tym właściciel mówi psu co ma robić. Idź do przodu, tylko trochę, cofnij się, rusz się trochę, jeszcze trochę ale tylko trochę, etc. I to wszystko tylko po to, żeby pies mógł dostać swoja piłeczkę, której mu nie wolno wsiąść bez pozwolenia. Najlepsze jest końcowe odliczanie, gdzie pies może ją dostać tylko przy odliczaniu i liczbie trzy.


    Zabawna rozmowa, ale tym razem dla tych co znają angielski.
Tytuł – Dlaczego mechanicy samochodowi lubią kobiety.
Mechanik (podstawiony prezenter radiowy) rozmawia z kobietą, która oddala samochód do naprawy i tłumaczy jej co musi naprawić. Dla tych co nie zrozumieją, podam tylko, że na przykład tłumaczy jej, że ma źle założone opony. Bo prawą oponę ma po lewej i odwrotnie. Żeby to zmienić, musi zapłacić 50 dolarów od opony, czyli 200 za wszystkie i gwarantuje, że samochód będzie dużo sprawniejszy. Ona oczywiście się zgadza.


   Ostatni z mojej branży. Rozbiórka budynku w stylu Las Vegas.


Monday, May 18, 2015

Dziki zachód


       Ponieważ nic ciekawego się nie wydarzyło, wrócę dzisiaj do wspomnień.
     W każdym okresie życia, nasze zachowanie jest często kontrolowane przez otoczenie i warunki w których żyjemy.
I tak w czasie dzieciństwa a dokładnie w podstawówce, byłem grzecznym chłopcem a w szkole tym którego bito i wyśmiewano. W klasie miałem kilku takich, co znęcali się nad mną przez wiele lat. Przyjąłem to za normalne i chowałem się w cieniu.  W szkole średniej nie pozwoliłem sobie już na to i odbiłem sobie za poprzednie lata. Znalazłem się w grupie, która potrafiła się bawić i szukać metod jak podwyższyć sobie poziom adrenaliny.
    Studia to znalezienie się w grupie rządzącej a w tamtych czasach znaczyło to także niekończące się imprezy, alkohol. Ostatnie lata zmieniły się w poważną działalność polityczna i zejście do „podziemia”.
      Po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, zaczął się okres przetrwania. Przez długi czas byliśmy na skraju biedy i wszystko kręciło się wokół tego przetrwania. Każde posunięcie obliczane było według naszych możliwości finansowych. Powodowało to, że można było porównać moje postępowanie do zachowania zagrożonego zwierzęcia, który zrobi wszystko żeby uratować siebie i rodzinę.
     W roku 1985 pracowałem już jako poczatkujący inżynier. Moim szefem był wtedy (później mój dobry przyjaciel) Willi, który był w rodzinie z właścicielami firmy. Był też powiązany z mafią i wszyscy się go bardzo bali. Ja od początku byłem jego ulubionym pracownikiem.
     Pracowaliśmy na Południowym Bronksie. Jest to najgorsza dzielnica w naszym mieście ale wtedy sytuacja tam była jeszcze gorsza. Jednego poranka, podszedł do mnie Portorykanin i spytał się, czy nie chcę kupić kamery filmowej. Na co dzień nie było mnie na nią stać, a chciałem ją mieć. Elaine dorastała i warto było zrobić trochę filmów z czasów jej dzieciństwa. Nadarzyła się okazja, że mogę ją dostać za bardzo małe pieniądze i się skusiłem. Po negocjacjach, doszliśmy do zgody, że zapłacę 100 dolarów. Chociaż była to dla mnie duża suma, zdecydowałem się na jej kupno. Odszukałem swojego szefa i poprosiłem go o pożyczenie mi tej sumy.
      Wróciłem w miejsce gdzie czekał na mnie sprzedający i chciałem mu zapłacić ale najpierw poprosiłem go, że chce ją obejrzeć, bo była w opakowaniu. Wiedziałem z opowiadań, że często można tak kupić cegłówkę, zamiast tego co powinno być w pudełku. Ten zgodził się ale poprosił żeby wejść za budynek, bo nie chce, żeby nas zobaczyła policja . Oczywiście kamera sprzedawana była nielegalnie.
     Poszliśmy w tym kierunku. Ja trzymałem kamerę w lewej ręce a pieniądze w prawej. W połowie drogi, niespodziewanie, wyrwał mi je z ręki i zaczął uciekać. Natychmiast się domyśliłem, że kupiłem puste pudełko. Wściekły, że wystrychnięto mnie na dudka i załamany ze straciłem pieniądze zacząłem działać bez myślenia.
Biegłem za nim kilka ulic. Za mną mój szef, który był obok.
Dobiegliśmy do ulicy, nad którą znajdował się subway (nasze metro). Zaparkowany tam był jego samochód. Wskoczył do środka, zamknął drzwi i kiedy dobiegłem do niego zapalał już auto. Próbowałem otworzyć drzwi ale były zablokowane. Samochód zaczął ruszać, więc wskoczyłem na maskę. Ten jednak nie zamierzał się zatrzymać. Jechaliśmy tak kilkaset metrów. Ja, tak jak w filmach gangsterskich, leżałem rozciągnięty na masce, trzymając się kurczowo załamaniom nad  przednią szybą. Na skrzyżowaniu skręcił gwałtownie w prawo. Tu przypominają mi się filmy na których facet wsi na samochodzie podobnie do mnie i kierowca nie może go zrzucić nawet na zakrętach. Wierzcie mi, że to prawie niemożliwe. Odrzuciło mnie i sturlałem się natychmiast, spadając na jezdnię. W oddali zauważyłem mojego szefa wymachującego ramionami. Nie zwracałem uwagi na to co krzyczał. Kiedy leżałem na ulicy, podjechał prywatny samochód i zatrzymał się bo blokowałem drogę. Natychmiast wstałem i podbiegłem do drzwi pasażera. Wskoczyłem do środka i powiedziałem szybko: jedź za tym samochodem. Facet był trochę przestraszony. Nie był pewien z kim ma do czynienia. Ja miałem duże radio, jak policjant, wiec może myślał, że ja nim jestem. Jechaliśmy tak wiele ulic. Niestety mój kierowca zatrzymał się na czerwonym świetle a uciekający nie. Wyskoczyłem z samochodu, podbiegłem do drzwi kierowcy Kazałem mu się przesunąć i powiedziałem, że teraz ja będę kierował. Przestraszony, grzecznie się przeniósł na siedzenie pasażera. Szybko dogoniłem znajomy samochód. Jechaliśmy za nim kilka minut. Wreszcie popełnił błąd. Skręcił w ślepą uliczkę. Zatrzymałem samochód blokując wyjazd. Wyszedłem wściekły i podszedłem do okna kierowcy. Zaznaczę tu, że to było, delikatnie powiedziane, bardzo głupie. Byłem w najgorszej dzielnicy, gdzie codzienna się strzelają. W samochodzie był ktoś, kto mógł mieć pistolet i bardzo szybko mogłem tam zakończyć swoje życie. Wtedy nie miało to dla mnie znaczenia.  Wiedziałem, że muszę odzyskać moje pieniądze. 
     Kiedy podszedłem do okna, musiałem wyglądać wściekle i groźnie, bo facet wyglądał na przestraszonego. Nie chciał otworzyć drzwi. Złapałem coś z drogi i wybiłem szybę. Zacząłem krzyczeć, że ma mi oddać pieniądze. Szybko, bez protestu wyciągnął rękę i podał mi moje 100 dolarów. Wyrwałem je szybko i wróciłem do „swojego” samochodu. Po kilku minutach wróciłem na budowę. W miejscu rozpoczęcia akcji, stał mój szef z pracownikami.  
   Wychodząc, podziękowałem właścicielowi i dałem mu 20 dolarów za jego pomoc. Nic nie odpowiedział, tylko szybko odjechał.
       Mój szef, także zdenerwowany, pukał się po głowie.
-       Ty jesteś wariat. Czy Ty wiesz że jesteśmy na Bronksie. Mogli Cię zastrzelić. Tylko Polak mógł coś takiego zrobić.
   Później, przez wiele miesięcy, była to jego główna historia, którą każdemu opowiadał. Ale wtedy, już jako zabawna opowiastka, jak Polak na Bronksie odebrał swoje pieniądze kryminaliście.
 

Thursday, May 14, 2015

Khajuraho i Panna Park



Dzisiaj kończę wszystkie opowiadania o naszej wyprawie do Indii. Ostatnia część filmu. Największe wrażenie jako całoć, zrobiło na mnie miasto Varanassi. Ale to z powodu tego co się tam działo. Od mieszkających tam ludzi do zabytków, tradycji, kolorów. W tym filmie obejrzycie miejsce w którym znajdują się najpiękniejsze starożytne ruiny jakie widziałem w moim życiu. Trudno to opisać i nawet film tego nie przekaże. Piramidy Egipskie, Południowo Amerykańskie oczywiście imponują. Tutaj jednak, szczególnie jako człowiek który buduje na codzień, nie mogłem sie nadziwić ich wykonaniu. Przyjrzycie sie detalom tych światyń. Jak genialny musiał być architekt, który to wszystko zaprojektował i złożył do kupy. Jak wybitni musieli być Ci, którzy to wybudowali, ilu wspaniałych artystów, żeby to wyrzeźbić. Jestem pełen podziwu i szcześliwy, że mogłem to zobaczyć na własne oczy.
Miłego oglądania.


Monday, May 11, 2015

W drodze przez Indie

  

Tym razem bez rozpisywania się. Kończyłem drugą część filmu z Indii. Okazalo się jednak, że materiału jest za dużo i nawet przy wielkich wycinankach, zostaje więcej niż 15 minut a tyle mogę włożyć na YouTube. Podzieliłem to więc na dwie części. Pierwsza jest z miast Delhi, Agra, Orchha a druga bedzie z Khajuraho i Panna National Park.
Poniżej pierwsza część.

 
 

Równouprawnienie




     Jedną z najgorszych rzeczy jaką przyniosła ze sobą demokracja to równouprawnienie. W tym miejscu wielu się podnieci i natychmiast zaprotestuje. Ale taka jest moja opinia. Podstawy tego są oczywiście właściwe i słuszne ale jak wszystko inne w demokratycznych krajach po jakimś czasie zostaje przesadzone. Równość, danie każdemu takich samych warunków startu to jest przywilej a nie prawo. To znaczy, że każdy z nas ma takie same możliwości przy starcie ale nie znaczy, że wszyscy potrafimy poradzić sobie z wymaganiami związanymi z nowymi obowiązkami i musi nastąpić selekcja. I tak np. każdy może zostać strażakiem. Kobiety i mężczyźni, biali i czarni, katolicy i niewierzący. Żeby zostać zatrudnionym w tym zawodzie, trzeba jednak przejść przez pewne testy. Najważniejszy to fizyczny. Ludzie Ci będą ratować innych i muszą być w stanie wynieść ich z pożaru, czyli mieć podstawową sprawność fizyczną. Jest też test z wiedzy i inteligencji, bo nie chcemy mieć  jakiegoś idioty, który będzie robił nam sztuczne oddychanie przez ucho. Dlatego nie przyjęcie kogoś bez nogi to nie dyskryminacja tylko logiczne postępowanie w znalezieniu odpowiednich kandydatów do wybranego zawodu.
U nas jest to już dawny problem. Zaczął się od tego, że bardzo dużo czarnych nie zdawało testu z wiedzy. Zaczęły się protesty, że to niesprawiedliwe, oni mieli trudniejsze warunki w jej zdobywaniu i inne idiotyczne tłumaczenia i zmieniono warunki przyjęcia, żeby zapewnić przyjmowania większej ilości z ich rasy.
Nie znam dokładnie warunków, ale np. kiedy biały kandydat ma 90% z egzaminu a czarny 70% to w tym wypadku te 70% jest większe niż 90%. I cała nasza matematyczna wiedza idzie w diabły.
Ostatnio zmieniono następny warunek. Kobieta, która nie zdała egzaminu ze sprawności, zaprotestowała i nasz burmistrz uznał że to dyskryminacja i zmusił władze Straży Pożarnej do jej przyjęcia.
Tym razem pojawiło się trochę protestów, szczególnie z dzielnicy w której będzie ona pracować. Mieszkańcy wyrazili opinie, że obawiają się dnia kiedy ona będzie miała im pomoc w razie pożaru.
Do tego czasu burmistrz jest nieustępliwy.
      Przykładów można by podawać w nieskończoność.
Wiesia projektowała nowe wejście z ulicy do podziemnego metra. Nic wielkiego. Po prostu schody doprowadzające do znajdujących się pod ziemia linii kolejowych. Miało to służyć tylko dla służb tego metra. Już przy ostatecznych zatwierdzaniach, jeden z (chciałoby się powiedzieć idiotów) z władz miejskich zadał pytanie a co będzie jak inspektor sprawdzający tory będzie na wózku inwalidzkim. Jak on się tam dostanie? Projekt został odrzucony i musieli dodać do tego windę. Nawet po pytaniu Wieśki a jak ten człowiek na tym wózku będzie jechał po torach, żeby je sprawdzić? To nie ma już żadnego znaczenia. Ważne, żeby mógł tam zjechać.
       Każdy z nas znajdzie w swoim życiu podobne obrazki. Nie oszukujmy się. Nie jesteśmy tacy sami. Każdy z nas ma inny talent. Każdy z nas ma coś specjalnego do zaoferowania. Nie ma żadnego wstydu w wykonywaniu różnych najdziwniejszych zawodów. Jeden potrafi być  utalentowanym stolarzem inny genialnym profesorem.
Nie potrafię śpiewać ale według zasad demokratów, powinienem udać się do opery i zażądać przyjęcia do chóru. A w razie odrzutu, zasądzić ich, że zrobili to ponieważ jestem emigrantem z Polski.
       Możecie łatwo sprawdzić na Internecie, że także inteligencja wśród różnych ras jest różna.  I tak najwyższe IQ mają Żydzi. I mogę im tego zazdrościć ale nie zmienię faktu. Za nimi są ludzie pochodzenia orientalnego. Resztę znajdźcie sobie sami. Ja tego nie wymyśliłem. Więc już tutaj nie jesteśmy równi i nie jest to moja fantazja.
     Kobiety w moich młodych latach traktowane były jako podrzędna klasa. Nadawały się tylko do prac domowych. Oczywiście bzdura. Potrafią być lepszymi lekarzami, prawnikami, zarządzającymi, nauczycielami…. od mężczyzn. Ale nie przesadzajmy. Ja musze zatrudniać kobiety jako pracownice fizyczne. I potem męczę się z tym co z nimi zrobić. Nie ma najmniejszej możliwości, żeby dźwigały te same worki cementowe co mężczyźni. Trzeba im znaleźć coś lżejszego ale oczywiście pieniądze zarabiają takie same. Nieraz obserwuję kiedy podjeżdża ciężarówka zbierająca śmieci. I w wypadku kiedy jest tam kobieta i mężczyzna, widać to samo. Facet zapier….la i przerzuca śmieci a ona naciska guziki w śmieciarce, żeby to ścisnąć to w wewnątrz. Płace mają te same. Jak jest dwóch mężczyzn to się zmieniają.
     Czemu cholera kobiety nie mogą być kobietami?
W domu też mogę podać wiele przykładów. Wy,  Panie myślicie inaczej i nieraz przyprowadza mnie to do białej gorączki. Ale dalej Was kochamy.
      W niedzielę, po pracy w ogrodzie  próbują wziąć prysznic. Nie raz zapominając o wiadomym. Po umyciu wychodzę i …. Nie ma ręcznika. Moja żona zawsze pierze w tym czasie. Gdzie tu problem pytacie? Też tak pomyślałem i kupiłem kilka nowych zestawów ręcznika. Dałem jej w prezencie i mówię, że teraz będziesz mogła powiesić nowe jak weźmiesz tamte do prania. Myślicie, że to coś zmieniło? Nie! Dalej wyłażę a ręczniki w praniu i przy mojej gołej dupie jest goła ściana. Ale za to na półce kilkanaście nowiusieńkich, nieużywanych ręczników.
     Tak jak mówię. Inaczej myślicie. Czy którykolwiek z mężów nie ma problemów z wyjściem na imprezę? Jak idziemy na 19-tą to dla mnie znaczy, że na 19-tą. I tu jest błąd w myśleniu. Idziemy na tą godzinę na którą będzie gotowa Wasza żona. Jako mężczyzna, przeliczam z doświadczenia, że potrzebne jest mi 15 minut na przygotowanie, dodaje do tego następne 15 minut na wszelki wypadek i jest to gwarancja że będę gotowy na 19-tą. Kobieta oblicza, że potrzebuje dwie godziny, dodaje do tego godzinę i o 19-tej jest w połowie nakładania makijażu. Próba przypomnienia że będziemy spóźnieni, doprowadza w najlepszym wypadku do reakcji: a po co się śpieszysz i tak wszyscy inni będą spóźnieni. A Ty musisz być pierwszy?
     W oczach żon prace wykonane przez mężczyzn są łatwiejsze niż kobiet. Nawet gdyby to była ta sama praca. Sprzątnąłem cały dom, umyłem podłogi. Ona pracowała w ogrodzie. Po zakończeniu moich prac, żonka przechodzi przez kilka pokoi w zabłoconych butach, zostawiając wszędzie ślady. Kiedy poskarżę się delikatnie, że właśnie skończyłem sprzątanie, dostaje natychmiast ripostę, że niepotrzebnie się podniecam. Ona po sobie sprzątnie.
     Odwrotna sytuacja. Ona skończyła sprzątanie. Ja pracuję na zewnątrz. Tutaj pojawia się wyższość kobiet nad nami. Zanim jeszcze pomyślę o wejściu do domu (nie daj Boże żebym wszedł), wychodzi na zewnątrz z oznajmieniem: Tylko się nie waż wchodzić do domu w tych zabłoconych buciorach!
        Nie jestem chyba samotny w walce z nieposkromionym problemie zakupów u kobiet. Trzeba uważać gdzie się jedzie i wybierać drogi, żeby przypadkiem nie przejechać obok sklepów z ciuchami lub kosmetykami. Zawsze znajdzie się coś co trzeba natychmiast kupić. Ona robi mi przysługę, że kupuje te rzeczy. Torby z zakupami wnoszone są przeważnie po cichutku, a jak już ją przyłapię to natychmiast oznajmia: Ty wiesz jaki wspaniały interes dzisiaj zrobiłam? Za to wszystko zapłaciłam tylko 100 dolarów a gdybym nie znalazła tego na przecenie to jutro musiała bym zapłacić 300. No i matematyka znów nie działa, bo myślałem że straciłem 100 dolarów a okazuje się że zarobiłem 200.

     Tak szczerze mówiąc (ale po cichu i się do tego nie przyznaję) myślę, że podobnie można by było napisać o mężczyznach. Ale po co!
     Dla zabawy. Dla tych, którym nie przeszkadza humor z brzydkimi słowami.  Miałem coś takiego w języku angielskim. Różniło się tylko słowo. To bardzo ważne słowo a w naszym ukochanym języku i to to najpopularniejsze czyli „kurwa”.
Obejrzyjcie sobie wykład na ten temat.


A w tym praktyczne wykorzystywanie tego słowa.
Miłej zabawy.




     

Thursday, May 7, 2015

Deegan Expressway

Brak pojawiania się czegoś na mojej stronie to przeważnie brak czasu lub dołek w samopoczuciu. Nieraz są dni, kiedy nie ma się ochoty ani siły na dzielenie się ze swoimi problemami. I na tym zakończę moje tłumaczenie.
     W pracy ciągle walczymy z przeciwnościami i nasza mała grupka inżynierów, szuka znalezienia jakiegoś wyjścia. Sfrustrowani, bo władzom miasta nie zależy żeby nam pomóc. Ich cel to znalezienie wyjścia, żeby nam nie zapłacić i skrócenie czasu budowy. Najgorsze, że właściciele też nie kwapią się w wspomaganiu nas. Wydaje się, że pogodzili się z możliwymi milionowymi stratami naszej budowy i koncentrują się na innych budowach. A my na codzień chcemy coś ratować ale jest to prawie niemożliwe.
     Jeszcze nie zacząłem prawdziwej części mojej budowy. Większość to przygotowanie i mniejsze naprawy. Nie znaczy to, że jest to łatwe ale nie ma porównania z tym co nas czeka.
      Główną częścią naszych dotychczasowych prac to zabezpieczenie dołu autostrady. Osłona ta ma za zadanie chronienia wszystkiego pod nią, na wypadek, gdyby coś przypadkowo nam spadło. Nie jest tu mowa o małych narzędziach, tylko na przykład spadł nam kawał betonu z rozbieranej drogi.
W tej chwili  kończymy i pokryte jest tym prawie 2 kilometry drogi na szerokość dwudziestu dwóch metrów. Kilka zdjęć.
 



     Naprawiamy też części drogi, które nie będą zmieniane. Tutaj są dwie kolumny podtrzymujące zjazd z autostrady. Beton był w bardzo złym stanie. Usunłem więc popękaną powierzchnię. Widać zbrojenie. W pewnej chwili przestałem to robić i postanowiłem najpierw naprawić ich część. Są w bardzo złym stanie i w pewnej chwili zacząłem się martwić, czy się nie rozpadną. I chociaż wiedza mówiła mi że nie ma strachu to nie podejmowałem ryzyka. Na zdjęciu widać część kolumn z usuniętym betonem. Dolna obudowana drewnianymi formami i dzisiaj wylałem świeży beton. Za dwa dni przejdziemy na górę i zrobimy to samo. Wtedy będę mógł spokojnie usunąć następną część uszkodzonego betonu.
 

     Najgorsza część mojej pracy, to znalezienia metod jej wykonania. Zmuszani jesteśmy do prac w bardzo małych sekcjach. Droga musi być otwarta dla ruchu publicznego. Zmniejszamy szerokość każdej linii na drodze. Jak było 6 to tak ma pozostać. Są po prostu trochę węższe. W ten sposób dostajemy wąski pasek drogi na którym możemy pracować. Na tych zdjęciach widać jego szerokość.


    Jak to skończymy, to przesuwamy się na następny i tak wielokrotnie. Nieraz nie mam pojęcia jak to zrobić. Wyobraźcie sobie, że trzeba zerwać ten beton, zdjąć metalowe belki. Później założyć nowe i wylać nową nawierzchnię. Nie wspominam o drobniejszych pracach. Do tego wszystkiego potrzebny jest ciężki sprzęt a ja tam nic nie mogę zmieścić. Na pierwszą część - rozbiórki - zamówiłem miniaturowe maszyny. Nie mają one jednak tyle siły i będzie to dłużej trwało a my nie mamy czasu. Natomiast zdejmowanie i zakładznie stali nie może być zrobione zabawkami bo belki ważą po wiele ton. Dobrze że jestem już siwy.
     Szkoda, że nie możemy prowadzić budów tak jak w wielu innych krajach. Pamiętam jak jechałem do Koszalina i stałem w olbrzymim, wielogodzinnym korku. Okazało się, że odnawiali kawałek głównej drogi. Nie było żadnych ostrzeżeń, informacji. Dojeżdżając do budowy nie mogłem najpierw pojąć co się dzieje, bo u nas jest to nie do pomyślenia. Droga była zamknięta i wszyscy, jeden za drugim, zjeżdżali w trawę przez łagodny rów, jechali po polu przez długość budowy i potem wracali. Nikt nie protestował. Chyba to normalne. U nas jakbym nie został aresztownay przez policję to napewno zastrzelony przez jakiegoś kierowcę.
 
A tu ciekawostka. Na jednym z dachów znajduje się coś takiego. Nie mamy pojęcia co, dlaczego. Wygląda na przewróconego konia i obok leżącego jeźdca. Ten już trochę się rozpadł. Widać też jakieś części wbite w jego ciało. Nie możemy dojść do tego co to oznacza.
 
 

 
 
 
 
 
 
 

Tuesday, April 28, 2015

Zamieszki w Baltimore




      Coraz częściej czytamy o nieprzyjemnych wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych. Dla mnie jest to oznaka słabego rządu. A może nawet celowego działania dla odwrócenia uwagi od poważniejszych problemów. Ale to już jedna z teorii spiskowych.
     Baltimore. Nie jest to jedyne miasto, ale ostatnie w którym się to dzieje. Nigdy tam nie byłem, ale kilku znajomych mówiło mi, że część zamieszkana przez czarną populację jest bardzo niebezpieczna. Nie chce się wierzyć, że Stany tracą miasto po mieście. Najpierw Detroit. Bankrut. A było to miasto przyszłości. Powstawała tam fabryka po fabryce. Stolica produkcji  samochodów. Niestety, socjalistyczne myślenie i Związki Zawodowe doprowadziły je do ruiny. Żadna firma nie mogła wytrzymać coraz większych płac i świadczeń socjalnych. Jedna po drugiej została zamknięta i likwidowana, lub przeniosły się do innych Stanów lub krajów.
Tak teraz wygląda wspaniały Detroit.






      Teraz Baltimore.  Wszystko zaczęło się pod płaszczykiem następnego incydentu z policją. Nie będę się rozpisywał na ten temat. Nie zamierzam bronić policji, bo wiadomo, że nie zawsze są tam ludzie bez winy. Mimo wszystko, dzięki nim czujemy się w tym kraju bezpiecznie.  W tym i wielu poprzednich wypadkach, próbowane jest stworzenie obrazka policjanta jako rasisty i mordercy. A to już jest wielką bzdurą. W samym Baltimore, więcej niż 50 procent policjantów to czarni. Oni też muszą nienawidzić swoich, jeżeli tak będziemy myśleli. Jeżeli zrobili coś nielegalnie lub niezgodnie z prawem to powinni iść do więzienia tak jak wszyscy inni, którzy łamią prawo. Ale to musi się stać w murach naszych sądów a nie na ulicach. To co się tam dzieje to  przekracza wszelkie granice protestu.
    Palone są samochody, domy. Rabowane i niszczone sklepy i biznesy. Atakowani są biali ludzie.  Dzielnice te skazane są na pogarszanie się sytuacji i ubóstwo. Kto będzie tam chciał otworzyć sklep, restauracje? Jeżeli widział jak palone i ograbiane były ich poprzedniczki. Nikt nie otworzy biznesu, żeby zatrudnić tam mieszkających. Czyli będzie coraz mniej pracy. Budowano tam centrum socjalne dla mieszkańców i to też zostało spalone.
   Czy można się nam dziwić, że nie chcemy mieszkać w dzielnicach z czarną populacją? To nie jest rasizm. To jest logiczne i próba spokojnego życia bez ryzyka, że pewnego dnia może stać się coś podobnego do Baltimore.
      Nasz rząd jest bezsilny a raczej idiotycznie politycznie poprawny. Prezydent chowa się w Białym Domu i nie robi nic żeby sytuacje uspokoić. Burmistrz miasta Baltimore zachowuje się jak pierwszoklasista. W dzień pogrzebu, kiedy ogłaszane już były plany protestów przemawia w telewizji. Mówi, że władze miasta robią wszystko, żeby umożliwić miejsca na spokojne protesty ale także, gdyby chcieli , robi im miejsce na niszczenie i wandalizm.
Nie wiem czy trzeba płakać czy się śmiać.
     Wszystko to jest bardzo smutne. Jedno, że dalej istnieją sytuacje z brutalnym zachowaniem się policji i ich bezprawiem. Drugie, że jest tak olbrzymia grupa ludzi, która nie potrafi żyć w spokoju a raczej szuka możliwości do niszczenia i rabowania.
    Zawsze uważałem, że rozpieszczanie nie jest dobrą metodą wychowania. Nieraz trzeba wyciągnąć pasa i udowodnić że kara istnieje. Dać psu codziennie kotleta, to suchego jedzenia już nie będzie chciał jeść. Dać ludziom nieograniczoną pomoc, to zapomną że trzeba na to pracować. Bo i po co. Oglądałem wywiad z czarnym mężczyzną, który się strasznie żalił na amerykański rząd, który nic nie robi, żeby poprawić jego sytuację materialną. Już od trzeciego pokolenia jego rodzina żyje na zapomodze rządowej!!!!  Oczywiście pracy o małej zapłacie nie przyjmie, bo się nie opłaca. Dostaje więcej w zapomodze. Czemu więc nie załatwią mu pracy jako dyrektor fabryki, gdzie mógłby zarobić 200000 dolarów rocznie?
       Przykro patrzeć na zdjęcia z tych wydarzeń.  Jest to ostrzeżenie, że coś musimy naprawić, albo jutro będziemy martwić się, że zdarzy się to w naszych okolicach.








Monday, April 27, 2015

Ameryka - Wyobraź sobie Świat bez niej


     Wiosna ciągle jeszcze ma problemy z pokonaniem zimy i chociaż jest słonecznie to wieczory dalej bardzo chłodne. Chciałoby się już pełnego ciepła i skończenia ubierania się w swetry i letnie kurtki.
Weekend przeminął i następny spędzony w ogrodzie. Będzie to jeszcze trochę trwało. Powycinałem wymarłe przez zimę krzaki i posadziłem trochę kwiatów. Nie wiadomo czy coś wykwitnie. Jak ptaki nie wydziobią nasion to króliki zjedzą wyrastające kwiaty.
      W sobotę oglądałem bardzo ciekawy dokumentalny film. Nietypowy dla Ameryki, bo nie zrobiony przez liberalny Hollywood. Tytuł America – Imagine the World Without Her (Wyobraź sobie Świat bez niej). Nie znalazłem oficjalnego tłumaczenia na polski.
       Jest bardzo patriotyczny, zrobiony przez Amerykanina, pochodzenia Hinduskiego -  Dinesh D’Souza.
     Najpierw przedstawione są zarzuty przeciwko Stanom Zjednoczonym. W każdym wypadku są świadkowie. Amerykanie żyjący obecnie i przedstawiający ich problem. Amerykańscy Indianie oskarżają o mordy na ich plemionach i zabranie ich ziem. Czarni o niewolnictwo. Meksykanie o zagrabienie południowych terenów (Kalifornii, Teksasu). Świat o prowadzenie wojen i amerykańską ekspansję. Świat o rozwijaniu kapitalizmu i wykorzystywaniu biednych ludzi.
        Nie jestem w stanie wszystkiego opisać. Jest tego bardzo dużo. Przedstawione są bardzo dobrze zarzuty  a w drugiej części odpowiedzi na każdy z nich. Polecam, jeżeli będziecie mogli  go  gdzieś znaleźć.
        Pytanie w tym jest proste. Jak wszyscy tak nienawidzą Ameryki, to czemu tu każdy chce mieszkać? Co by się stało, gdyby ta Ameryka nigdy nie istniała. Czy tak naprawdę, każda wojna prowadzona przez ten kraj to próba ekspansji i wykorzystywania innych? Gdyby nie ten kraj, to prawdopodobnie wszyscy mówilibyśmy teraz po Niemiecku. Ilu młodych Amerykanów pochowanych zostało na terenach Europy w obronie wolności! A co z tego mieli? Oprócz tego kraj ten odbudował Niemcy i pomógł wielu innym. Większość krytykujących już o tym nie pamięta. Tak stało się też z Japonią. Po wygraniu wojny, zamiast grabić i wykorzystać zwycięstwo, Ameryka ten kraj odbudowała. Wojna w Iraku? Każdy inny kraj po zwycięstwie przejąłby pola naftowe i przynajmniej zwrócił by sobie koszty tej wojny. Tak się nie stało w tym wypadku. Dzięki Reganowi i polityce tego kraju rozpadł się komunizm. Polska i inne kraje socjalistyczne odzyskały wolność.
Jest jeszcze bardzo dużo innych przykładów. Uważam, że zabawne jest to, że wszyscy krytykują ten kraj a milczą na tematy innych.
Straszna wojna w Afganistanie. Co naprawdę mamy z tego? A kto wspomina Rosjan mordujących w tym kraju przez dziesiątki lat?
Kto kiedykolwiek mówi o milionach ludzi wymordowanych przez Rosjan w ciągu istnienia komunizmu?
      Powtarza się zarzut o niewolnictwie w Ameryce. Nikt nie przypomina, że to był pierwszy kraj, który to niewolnictwo zniósł i to po bratobójczej wojnie, gdzie w obronie czarnych zginęło setki tysięcy białych ludzi. Czemu nikt nie wspomina, że handel ludźmi trwał długo dłużej we Francji, Anglii i wielu innych europejskich krajach.
       Tym, którzy w to wierzą, nie da się tego wytłumaczyć. Wielu dąży do zniszczenia tego kraju i mam nadzieje, że się im to nie uda.
Dla mnie Obama jest jednym z tych ludzi.
       Ja przyjeżdżając do tego kraju, nie robiłem to dla samego celu poprawy sytuacji finansowej. Mogłem zostać w Austrii, gdzie dostałem azyl polityczny. Jechałem tu bo wierzyłem w idee głoszone przez ten kraj. Każdy (jeśli naprawdę tego chce) ma możliwość spełnienia swoich marzeń. Nie zawsze musi to być sens finansowy. Urodzony tutaj nie jest traktowany lepiej niż ten który dopiero co tu przyjechał. Ceniony jest wysiłek, pracowitość, wiedza, spryt.  Urodziłem się i wychowałem w Polsce. Zawsze będzie to mój rodzinny kraj i przykro, że musiałem go opuścić. Ale jestem dumny z tego, że krajem w którym zamieszkałem jest Ameryka. A ten film mi to przypomniał.



Monday, April 20, 2015

Normalny weekend




     Tak, poczułem się dużo lepiej i cokolwiek to nie było, już przeszło. Nie zmieniło to jednak niczego, bo czuję się gorzej niż przed wyleczeniem. Pracowałem w ogrodzie i w sobotę przesuwałem bardzo ciężki stół. Kiedy go podniosłem, naderwałem coś w dolnej części pleców. Sekunda olbrzymiego bólu, błyskawica w mózgu, ptaszki latające wokół głowy. Nie pierwszy raz coś takiego się zdarzyło, ale tym razem było poważniejsze, bo przez kilka minut traciłem wzrok i czułem się jak miał bym zemdleć. Nawet pomyślałem szybko czy to nie wylew krwi do mózgu. Przeszło jednak i został tylko ból. Z tym można sobie poradzić, chociaż każde zgięcie, obrót to poważny wysiłek. Szczególnie trudno spać. Mimo wszystko przepracowałem cały weekend, może na zwolnionych obrotach.
       Pogoda w sobotę była prawie letnia, bo pełne słońce i 23 stopnie Celsjusza. Niedziela trochę chłodniejsza ale też ładnie.
Jednym z pierwszych oznak, że jest już wiosna to zakwitnięcie naszego żółtego krzewu. Nawet nie wiem jak się nazywa. Kwitnie on dosłownie w ciągu jednego dnia. W jeden widać tylko pączki a następnego jest już żółty.


      Wymalowałem już większość  drewnianych elementów ogrodu. Niektóre najpierw pokryłem barwnikiem, bo wyblakły od słońca. A wszystkie specjalną farbą chroniącą przed deszczem i słońcem. Jeszcze zostało kilka rzeczy ale mało.


    Skończyłem też (prawie, zabrakło mi trochę materiału), zmianę zadaszeń z trzciny  (wspominałem że się rozpadła)


na bambus.


     Teraz będę musiał zająć się roślinnością wokół domu. Ciężka zima zniszczyła mi dużą ich część . Nie wiem co się da uratować. Jest też kilka zjedzonych przez sarny i myślę że też pójdą na straty.
Trzeba będzie zmienić na nowe i może na coś, czego nie jedzą sarny, chociaż to trudne, bo jak jest sroga zima to te bydlaki jedzą nawet świerki.  
    Problemy się nie kończą. Otrzymałem list od zarządu budynku w którym mam mieszkanie własnościowe.  W jednym z okien w pokoju wypoczynkowym mam zamontowaną klimatyzację.  Na zewnątrz okna znajdują się schody ewakuacyjne. Zmieniły się prawa i napisano mi że mój sprzęt jest za duży i muszę go zlikwidować lub zmienić. Oczywiście o likwidacji nie ma mowy. Latem, Elaine nie byłaby tam w stanie mieszkać. Wygląda więc na to że muszę ten wyrzucić a kupić nowy. Podobno są o niskim profilu, które są dużo mniejsze i te byłyby legalne w tych miejscach. Następny, niepotrzebny wydatek.

     Długo zamierzałem zmienić mój główny  twardy dysk  gdzie mam zapamiętane moje wszystkie zdjęcia, filmy, muzykę. Nie wiem nawet jak duże są te files (akta?) bo mam to na różnych pamięciach, ale musi być z 12 terra bite.  Najnowszą rzeczą są tak zwane Clouds, czyli Chmurki (nie mam pojęcia jak tłumaczone są najnowsze słowa. W większości pozostają w wersji angielskiej). Wszystko co się tam znajduje, można przeglądać z podręcznych urządzeń jak telefonów, I-pad, mądrych telewizorów. Nie muszę więc nic kopiować. Kiedy zechce, mogę włączyć mój telefon, nacisnąć odpowiednie ikony i słuchać muzyki z mojego komputera domowego czy oglądać film.  Nawet jak będę w Polsce. Jak szybko się to wszystko zmienia! Jeszcze niedawno ktoś miał płyty gramofonowe i jedyna możliwością wysłuchania tej muzyki było calowanie mu dupy, żeby mi ją pożyczył. Teraz będąc w Polsce, jedno naciśnięcie przycisku i słucham piosenki która jest na moim komputerze w Nowym Jorku.
     Ten który kupiłem, ma tylko 6 terra bite. Jestem w trakcie kopiowania wszystkiego i zobaczę co się tam zmieści.



Thursday, April 16, 2015

East Village




 Wczoraj leżałem chory. Dzisiaj lekka poprawa i mam nadziejęże będzie coraz lepiej.
Większość ludzi kojarzy Amerykę z Nowym Jorkiem, Los Angeles czyli dużymi miastami. Oczywiście nie jest to prawda, bo kraj ten ma swoje różne kolory. Jednym z przykładów był mój slideshow o ludziach z Wal-Mart. Podobnie wszyscy mówiąc o Nowym Jorku widzą natychmiast Manhattan. I to też jest błędne pojęcie, bo nasze miasto jest dużo większe niż ta wyspa, która jest najmniejszą ze wszystkich dzielnic, chociaż mieszka tam najwięcej ludzi. Prawdą jest jednak, że jest to serce tego miasta i z tego powodu przyjeżdża tu tak wielu turystów. Niewielu wie, że ta dzielnica Nowego Jorku składa się z wielu pod dzielnic, sąsiedztw. Nazywał je będę  także dzielnicami. Najczęściej dzieli się Manhattan na trzy części. Dół miasta, Środek i Góra.  Można znaleźć wiele podziałów i chyba największa ilość to 59 dzielnic. Ale takie główniejsze to 46. W tym są sławniejsze jak Harlem, Greenwich Village, Chinatown, Soho czy Wall Street. Każda z nich ma coś innego, charakterystycznego co przyciąga turystów.


Dla nas wiążą się z celem w jakim chcemy się tam udać. Jedna ma specyficzne restauracje, inna centra handlowe. Znajdzie się coś na relaks i odpoczynek a druga na zabawy i dyskoteki. Są też mieszkalne a niektóre w większości biurowce. Niektóre znane są z centrów artystycznych i przebywających tam artystów a inne z mieszkającej tam mniejszości.
      Dzielnica, którą poznałem w pierwszych latach mojego pobytu to East Village. Tam pracowałem i tam poznałem większość moich przyjaciół. Nie jest to jedna z najatrakcyjniejszych dzielnic dla turystów, ale zawsze można znaleźć coś ciekawego. W pierwsze kilkaset lat była tam farma należąca do jednej rodziny. Dopiero w latach 1840-50 zaczęły budować się tam ładne budynki mieszkalne. Głównymi mieszkańcami byli tam Niemcy i nazywano tą część Małymi Niemcami. W okolicach lat 1900 zaczęło się to zmieniać i pojawili się Polacy i Ukraińcy. Nazwa zmieniła się na Małą Polskę. Jednak od dawna nazywano to East Viallge, czyli Wschodnia Wioska.




    W czasie naszych początków było tam bardzo dużo Polaków jak i Ukraińców. Można było znaleźć Polskie  kościoły, restauracje, sklepy mięsne, fryzjerów, biura turystyczne.  Dalej można, ale już w coraz mniejszej ilości.


To jest kościół Świętego  Stanisława, gdzie chrzczona była Elaine.


Restauracja Kiev w której pracowaliśmy. Po prawej to Pan Janek (tak go nazywaliśmy), który był tam kucharzem.


A tutaj wizytówka z naszej restauracji.


Jeden z polskich sklepów z wędlinami – U Baczyńskiego.


      W latach 60-tych i 70-tych było to też miejsce, gdzie można było obejrzeć koncerty takich zespołów jak The Gratful Dead, Pink Floyd, Jimi Hendrix, Led Zeppelin.
    Inny sławny nocny klub to CBGB. Uważany jest za miejsce, gdzie narodziła się muzyka punk. Tam zaczynali karierę Blondie, Madonna, Talking Heads i inni. Dopiero w roku 2006 odbył się tam ostatni koncert (Patti Smith) i przestało istnieć.


    Od tamtych czasów miejsce stało się bardzo popularne wśród panków. Szczególnie ulica Ósma miedzy Trzecią a Drugą Aleją.
W latach osiemdziesiątych zobaczyć tam można było najwymyślniejsze postacie z tego ruchu.

  Także kupić każdy detal do ich stylu, od makijaży do kolców na szyje, czy butów.


      Miejsce, które jest często odwiedzane, szczególnie prze turystów Irlandzkich do Bar McSorley’s. Stoją tam często długie kolejki w oczekiwaniu na miejsce. Można by ją nazwać speluna. Obskurne drewniane stoły z powycinanymi nożami imionami gości. Podają tam piwo robione przez nich. W małych kuflach, dlatego każdy zamawia po kilka. Kelnerzy potrafią przynosić jednorazowo kilkanaście i wygląda to efektownie.



    Pojawiło się też tam bardzo dużo restauracji. Na wielu ulicach (One block, czyli od skrzyżowania do skrzyżowania, mniej więcej 70 metrów) możne ich być sześć, osiem. Znaleźć tam można każdy rodzaj potraw. Od nowoczesnych barów alkoholowych do pizzerni czy pięknych restauracji.






 Jest bardzo dużo Hinduskich, które zawsze udekorowane sa w kwiaty i wszelkiego rodzaju kolorowych wisiorki. 


W dolnej części East Village można spotkać dużo transwestytów. Maja tam kilka restauracji i klubów.