Thursday, May 14, 2015
Khajuraho i Panna Park
Dzisiaj kończę wszystkie opowiadania o naszej wyprawie do Indii. Ostatnia część filmu. Największe wrażenie jako całoć, zrobiło na mnie miasto Varanassi. Ale to z powodu tego co się tam działo. Od mieszkających tam ludzi do zabytków, tradycji, kolorów. W tym filmie obejrzycie miejsce w którym znajdują się najpiękniejsze starożytne ruiny jakie widziałem w moim życiu. Trudno to opisać i nawet film tego nie przekaże. Piramidy Egipskie, Południowo Amerykańskie oczywiście imponują. Tutaj jednak, szczególnie jako człowiek który buduje na codzień, nie mogłem sie nadziwić ich wykonaniu. Przyjrzycie sie detalom tych światyń. Jak genialny musiał być architekt, który to wszystko zaprojektował i złożył do kupy. Jak wybitni musieli być Ci, którzy to wybudowali, ilu wspaniałych artystów, żeby to wyrzeźbić. Jestem pełen podziwu i szcześliwy, że mogłem to zobaczyć na własne oczy.
Miłego oglądania.
Labels:
Khajuraho,
Panna National Park,
safari,
światynie
Monday, May 11, 2015
W drodze przez Indie
Tym razem bez rozpisywania się. Kończyłem drugą część filmu z Indii. Okazalo się jednak, że materiału jest za dużo i nawet przy wielkich wycinankach, zostaje więcej niż 15 minut a tyle mogę włożyć na YouTube. Podzieliłem to więc na dwie części. Pierwsza jest z miast Delhi, Agra, Orchha a druga bedzie z Khajuraho i Panna National Park.
Poniżej pierwsza część.
Równouprawnienie
Jedną z
najgorszych rzeczy jaką przyniosła ze sobą demokracja to równouprawnienie. W
tym miejscu wielu się podnieci i natychmiast zaprotestuje. Ale taka jest moja
opinia. Podstawy tego są oczywiście właściwe i słuszne ale jak wszystko inne w
demokratycznych krajach po jakimś czasie zostaje przesadzone. Równość, danie
każdemu takich samych warunków startu to jest przywilej a nie prawo. To znaczy,
że każdy z nas ma takie same możliwości przy starcie ale nie znaczy, że wszyscy
potrafimy poradzić sobie z wymaganiami związanymi z nowymi obowiązkami i musi
nastąpić selekcja. I tak np. każdy może zostać strażakiem. Kobiety i mężczyźni,
biali i czarni, katolicy i niewierzący. Żeby zostać zatrudnionym w tym
zawodzie, trzeba jednak przejść przez pewne testy. Najważniejszy to fizyczny.
Ludzie Ci będą ratować innych i muszą być w stanie wynieść ich z pożaru, czyli
mieć podstawową sprawność fizyczną. Jest też test z wiedzy i inteligencji, bo
nie chcemy mieć jakiegoś idioty, który
będzie robił nam sztuczne oddychanie przez ucho. Dlatego nie przyjęcie kogoś
bez nogi to nie dyskryminacja tylko logiczne postępowanie w znalezieniu
odpowiednich kandydatów do wybranego zawodu.
U nas jest to już dawny problem. Zaczął się od tego, że
bardzo dużo czarnych nie zdawało testu z wiedzy. Zaczęły się protesty, że to
niesprawiedliwe, oni mieli trudniejsze warunki w jej zdobywaniu i inne
idiotyczne tłumaczenia i zmieniono warunki przyjęcia, żeby zapewnić
przyjmowania większej ilości z ich rasy.
Nie znam dokładnie warunków, ale np. kiedy biały
kandydat ma 90% z egzaminu a czarny 70% to w tym wypadku te 70% jest większe
niż 90%. I cała nasza matematyczna wiedza idzie w diabły.
Ostatnio zmieniono następny warunek. Kobieta, która
nie zdała egzaminu ze sprawności, zaprotestowała i nasz burmistrz uznał że to
dyskryminacja i zmusił władze Straży Pożarnej do jej przyjęcia.
Tym razem pojawiło się trochę protestów, szczególnie z
dzielnicy w której będzie ona pracować. Mieszkańcy wyrazili opinie, że obawiają
się dnia kiedy ona będzie miała im pomoc w razie pożaru.
Do tego czasu burmistrz jest nieustępliwy.
Przykładów
można by podawać w nieskończoność.
Wiesia projektowała nowe wejście z ulicy do
podziemnego metra. Nic wielkiego. Po prostu schody doprowadzające do
znajdujących się pod ziemia linii kolejowych. Miało to służyć tylko dla służb
tego metra. Już przy ostatecznych zatwierdzaniach, jeden z (chciałoby się
powiedzieć idiotów) z władz miejskich zadał pytanie a co będzie jak inspektor
sprawdzający tory będzie na wózku inwalidzkim. Jak on się tam dostanie? Projekt
został odrzucony i musieli dodać do tego windę. Nawet po pytaniu Wieśki a jak
ten człowiek na tym wózku będzie jechał po torach, żeby je sprawdzić? To nie ma
już żadnego znaczenia. Ważne, żeby mógł tam zjechać.
Każdy z
nas znajdzie w swoim życiu podobne obrazki. Nie oszukujmy się. Nie jesteśmy
tacy sami. Każdy z nas ma inny talent. Każdy z nas ma coś specjalnego do
zaoferowania. Nie ma żadnego wstydu w wykonywaniu różnych najdziwniejszych zawodów.
Jeden potrafi być utalentowanym
stolarzem inny genialnym profesorem.
Nie potrafię śpiewać ale według zasad demokratów,
powinienem udać się do opery i zażądać przyjęcia do chóru. A w razie odrzutu, zasądzić
ich, że zrobili to ponieważ jestem emigrantem z Polski.
Możecie łatwo
sprawdzić na Internecie, że także inteligencja wśród różnych ras jest
różna. I tak najwyższe IQ mają Żydzi. I
mogę im tego zazdrościć ale nie zmienię faktu. Za nimi są ludzie pochodzenia
orientalnego. Resztę znajdźcie sobie sami. Ja tego nie wymyśliłem. Więc już
tutaj nie jesteśmy równi i nie jest to moja fantazja.
Kobiety w
moich młodych latach traktowane były jako podrzędna klasa. Nadawały się tylko
do prac domowych. Oczywiście bzdura. Potrafią być lepszymi lekarzami,
prawnikami, zarządzającymi, nauczycielami…. od mężczyzn. Ale nie przesadzajmy.
Ja musze zatrudniać kobiety jako pracownice fizyczne. I potem męczę się z tym
co z nimi zrobić. Nie ma najmniejszej możliwości, żeby dźwigały te same worki
cementowe co mężczyźni. Trzeba im znaleźć coś lżejszego ale oczywiście
pieniądze zarabiają takie same. Nieraz obserwuję kiedy podjeżdża ciężarówka zbierająca
śmieci. I w wypadku kiedy jest tam kobieta i mężczyzna, widać to samo. Facet
zapier….la i przerzuca śmieci a ona naciska guziki w śmieciarce, żeby to ścisnąć
to w wewnątrz. Płace mają te same. Jak jest dwóch mężczyzn to się zmieniają.
Czemu
cholera kobiety nie mogą być kobietami?
W domu też mogę podać wiele przykładów. Wy, Panie myślicie inaczej i nieraz przyprowadza
mnie to do białej gorączki. Ale dalej Was kochamy.
W niedzielę,
po pracy w ogrodzie próbują wziąć prysznic.
Nie raz zapominając o wiadomym. Po umyciu wychodzę i …. Nie ma ręcznika. Moja żona
zawsze pierze w tym czasie. Gdzie tu problem pytacie? Też tak pomyślałem i
kupiłem kilka nowych zestawów ręcznika. Dałem jej w prezencie i mówię, że teraz
będziesz mogła powiesić nowe jak weźmiesz tamte do prania. Myślicie, że to coś zmieniło?
Nie! Dalej wyłażę a ręczniki w praniu i przy mojej gołej dupie jest goła
ściana. Ale za to na półce kilkanaście nowiusieńkich, nieużywanych ręczników.
Tak jak mówię.
Inaczej myślicie. Czy którykolwiek z mężów nie ma problemów z wyjściem na imprezę?
Jak idziemy na 19-tą to dla mnie znaczy, że na 19-tą. I tu jest błąd w myśleniu.
Idziemy na tą godzinę na którą będzie gotowa Wasza żona. Jako mężczyzna,
przeliczam z doświadczenia, że potrzebne jest mi 15 minut na przygotowanie,
dodaje do tego następne 15 minut na wszelki wypadek i jest to gwarancja że będę
gotowy na 19-tą. Kobieta oblicza, że potrzebuje dwie godziny, dodaje do tego
godzinę i o 19-tej jest w połowie nakładania makijażu. Próba przypomnienia że
będziemy spóźnieni, doprowadza w najlepszym wypadku do reakcji: a po co się
śpieszysz i tak wszyscy inni będą spóźnieni. A Ty musisz być pierwszy?
W oczach
żon prace wykonane przez mężczyzn są łatwiejsze niż kobiet. Nawet gdyby to była
ta sama praca. Sprzątnąłem cały dom, umyłem podłogi. Ona pracowała w ogrodzie.
Po zakończeniu moich prac, żonka przechodzi przez kilka pokoi w zabłoconych
butach, zostawiając wszędzie ślady. Kiedy poskarżę się delikatnie, że właśnie
skończyłem sprzątanie, dostaje natychmiast ripostę, że niepotrzebnie się
podniecam. Ona po sobie sprzątnie.
Odwrotna
sytuacja. Ona skończyła sprzątanie. Ja pracuję na zewnątrz. Tutaj pojawia się
wyższość kobiet nad nami. Zanim jeszcze pomyślę o wejściu do domu (nie daj Boże
żebym wszedł), wychodzi na zewnątrz z oznajmieniem: Tylko się nie waż wchodzić
do domu w tych zabłoconych buciorach!
Nie
jestem chyba samotny w walce z nieposkromionym problemie zakupów u kobiet.
Trzeba uważać gdzie się jedzie i wybierać drogi, żeby przypadkiem nie
przejechać obok sklepów z ciuchami lub kosmetykami. Zawsze znajdzie się coś co
trzeba natychmiast kupić. Ona robi mi przysługę, że kupuje te rzeczy. Torby z
zakupami wnoszone są przeważnie po cichutku, a jak już ją przyłapię to
natychmiast oznajmia: Ty wiesz jaki wspaniały interes dzisiaj zrobiłam? Za to
wszystko zapłaciłam tylko 100 dolarów a gdybym nie znalazła tego na przecenie
to jutro musiała bym zapłacić 300. No i matematyka znów nie działa, bo myślałem
że straciłem 100 dolarów a okazuje się że zarobiłem 200.
Tak
szczerze mówiąc (ale po cichu i się do tego nie przyznaję) myślę, że podobnie można
by było napisać o mężczyznach. Ale po co!
Dla zabawy.
Dla tych, którym nie przeszkadza humor z brzydkimi słowami. Miałem coś takiego w języku angielskim. Różniło
się tylko słowo. To bardzo ważne słowo a w naszym ukochanym języku i to to
najpopularniejsze czyli „kurwa”.
Obejrzyjcie sobie wykład na ten temat.
A w tym praktyczne wykorzystywanie tego słowa.
Miłej zabawy.
Thursday, May 7, 2015
Deegan Expressway
Brak pojawiania się czegoś na mojej stronie to przeważnie brak czasu lub dołek w samopoczuciu. Nieraz są dni, kiedy nie ma się ochoty ani siły na dzielenie się ze swoimi problemami. I na tym zakończę moje tłumaczenie.
Najgorsza część mojej pracy, to znalezienia metod jej wykonania. Zmuszani jesteśmy do prac w bardzo małych sekcjach. Droga musi być otwarta dla ruchu publicznego. Zmniejszamy szerokość każdej linii na drodze. Jak było 6 to tak ma pozostać. Są po prostu trochę węższe. W ten sposób dostajemy wąski pasek drogi na którym możemy pracować. Na tych zdjęciach widać jego szerokość.
Jak to skończymy, to przesuwamy się na następny i tak wielokrotnie. Nieraz nie mam pojęcia jak to zrobić. Wyobraźcie sobie, że trzeba zerwać ten beton, zdjąć metalowe belki. Później założyć nowe i wylać nową nawierzchnię. Nie wspominam o drobniejszych pracach. Do tego wszystkiego potrzebny jest ciężki sprzęt a ja tam nic nie mogę zmieścić. Na pierwszą część - rozbiórki - zamówiłem miniaturowe maszyny. Nie mają one jednak tyle siły i będzie to dłużej trwało a my nie mamy czasu. Natomiast zdejmowanie i zakładznie stali nie może być zrobione zabawkami bo belki ważą po wiele ton. Dobrze że jestem już siwy.
A tu ciekawostka. Na jednym z dachów znajduje się coś takiego. Nie mamy pojęcia co, dlaczego. Wygląda na przewróconego konia i obok leżącego jeźdca. Ten już trochę się rozpadł. Widać też jakieś części wbite w jego ciało. Nie możemy dojść do tego co to oznacza.
W pracy ciągle walczymy z przeciwnościami i nasza mała grupka inżynierów, szuka znalezienia jakiegoś wyjścia. Sfrustrowani, bo władzom miasta nie zależy żeby nam pomóc. Ich cel to znalezienie wyjścia, żeby nam nie zapłacić i skrócenie czasu budowy. Najgorsze, że właściciele też nie kwapią się w wspomaganiu nas. Wydaje się, że pogodzili się z możliwymi milionowymi stratami naszej budowy i koncentrują się na innych budowach. A my na codzień chcemy coś ratować ale jest to prawie niemożliwe.
Jeszcze nie zacząłem prawdziwej części mojej budowy. Większość to przygotowanie i mniejsze naprawy. Nie znaczy to, że jest to łatwe ale nie ma porównania z tym co nas czeka.
Główną częścią naszych dotychczasowych prac to zabezpieczenie dołu autostrady. Osłona ta ma za zadanie chronienia wszystkiego pod nią, na wypadek, gdyby coś przypadkowo nam spadło. Nie jest tu mowa o małych narzędziach, tylko na przykład spadł nam kawał betonu z rozbieranej drogi.
W tej chwili kończymy i pokryte jest tym prawie 2 kilometry drogi na szerokość dwudziestu dwóch metrów. Kilka zdjęć.
Naprawiamy też części drogi, które nie będą zmieniane. Tutaj są dwie kolumny podtrzymujące zjazd z autostrady. Beton był w bardzo złym stanie. Usunłem więc popękaną powierzchnię. Widać zbrojenie. W pewnej chwili przestałem to robić i postanowiłem najpierw naprawić ich część. Są w bardzo złym stanie i w pewnej chwili zacząłem się martwić, czy się nie rozpadną. I chociaż wiedza mówiła mi że nie ma strachu to nie podejmowałem ryzyka. Na zdjęciu widać część kolumn z usuniętym betonem. Dolna obudowana drewnianymi formami i dzisiaj wylałem świeży beton. Za dwa dni przejdziemy na górę i zrobimy to samo. Wtedy będę mógł spokojnie usunąć następną część uszkodzonego betonu.
Najgorsza część mojej pracy, to znalezienia metod jej wykonania. Zmuszani jesteśmy do prac w bardzo małych sekcjach. Droga musi być otwarta dla ruchu publicznego. Zmniejszamy szerokość każdej linii na drodze. Jak było 6 to tak ma pozostać. Są po prostu trochę węższe. W ten sposób dostajemy wąski pasek drogi na którym możemy pracować. Na tych zdjęciach widać jego szerokość.
Jak to skończymy, to przesuwamy się na następny i tak wielokrotnie. Nieraz nie mam pojęcia jak to zrobić. Wyobraźcie sobie, że trzeba zerwać ten beton, zdjąć metalowe belki. Później założyć nowe i wylać nową nawierzchnię. Nie wspominam o drobniejszych pracach. Do tego wszystkiego potrzebny jest ciężki sprzęt a ja tam nic nie mogę zmieścić. Na pierwszą część - rozbiórki - zamówiłem miniaturowe maszyny. Nie mają one jednak tyle siły i będzie to dłużej trwało a my nie mamy czasu. Natomiast zdejmowanie i zakładznie stali nie może być zrobione zabawkami bo belki ważą po wiele ton. Dobrze że jestem już siwy.
Szkoda, że nie możemy prowadzić budów tak jak w wielu innych krajach. Pamiętam jak jechałem do Koszalina i stałem w olbrzymim, wielogodzinnym korku. Okazało się, że odnawiali kawałek głównej drogi. Nie było żadnych ostrzeżeń, informacji. Dojeżdżając do budowy nie mogłem najpierw pojąć co się dzieje, bo u nas jest to nie do pomyślenia. Droga była zamknięta i wszyscy, jeden za drugim, zjeżdżali w trawę przez łagodny rów, jechali po polu przez długość budowy i potem wracali. Nikt nie protestował. Chyba to normalne. U nas jakbym nie został aresztownay przez policję to napewno zastrzelony przez jakiegoś kierowcę.
Tuesday, April 28, 2015
Zamieszki w Baltimore
Coraz częściej czytamy o nieprzyjemnych
wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych. Dla mnie jest to oznaka słabego rządu. A
może nawet celowego działania dla odwrócenia uwagi od poważniejszych problemów.
Ale to już jedna z teorii spiskowych.
Baltimore. Nie jest to jedyne
miasto, ale ostatnie w którym się to dzieje. Nigdy tam nie byłem, ale kilku
znajomych mówiło mi, że część zamieszkana przez czarną populację jest bardzo
niebezpieczna. Nie chce się wierzyć, że Stany tracą miasto po mieście. Najpierw
Detroit. Bankrut. A było to miasto przyszłości. Powstawała tam fabryka po
fabryce. Stolica produkcji samochodów.
Niestety, socjalistyczne myślenie i Związki Zawodowe doprowadziły je do ruiny.
Żadna firma nie mogła wytrzymać coraz większych płac i świadczeń socjalnych.
Jedna po drugiej została zamknięta i likwidowana, lub przeniosły się do innych Stanów
lub krajów.
Tak teraz wygląda wspaniały Detroit.
Teraz Baltimore. Wszystko zaczęło się pod płaszczykiem
następnego incydentu z policją. Nie będę się rozpisywał na ten temat. Nie
zamierzam bronić policji, bo wiadomo, że nie zawsze są tam ludzie bez winy.
Mimo wszystko, dzięki nim czujemy się w tym kraju bezpiecznie. W tym i wielu poprzednich wypadkach,
próbowane jest stworzenie obrazka policjanta jako rasisty i mordercy. A to już
jest wielką bzdurą. W samym Baltimore, więcej niż 50 procent policjantów to
czarni. Oni też muszą nienawidzić swoich, jeżeli tak będziemy myśleli. Jeżeli
zrobili coś nielegalnie lub niezgodnie z prawem to powinni iść do więzienia tak
jak wszyscy inni, którzy łamią prawo. Ale to musi się stać w murach naszych
sądów a nie na ulicach. To co się tam dzieje to
przekracza wszelkie granice protestu.
Palone są samochody, domy.
Rabowane i niszczone sklepy i biznesy. Atakowani są biali ludzie. Dzielnice te skazane są na pogarszanie się
sytuacji i ubóstwo. Kto będzie tam chciał otworzyć sklep, restauracje? Jeżeli
widział jak palone i ograbiane były ich poprzedniczki. Nikt nie otworzy
biznesu, żeby zatrudnić tam mieszkających. Czyli będzie coraz mniej pracy. Budowano
tam centrum socjalne dla mieszkańców i to też zostało spalone.
Czy można się nam dziwić, że nie
chcemy mieszkać w dzielnicach z czarną populacją? To nie jest rasizm. To jest
logiczne i próba spokojnego życia bez ryzyka, że pewnego dnia może stać się coś
podobnego do Baltimore.
Nasz rząd jest bezsilny a
raczej idiotycznie politycznie poprawny. Prezydent chowa się w Białym Domu i
nie robi nic żeby sytuacje uspokoić. Burmistrz miasta Baltimore zachowuje się
jak pierwszoklasista. W dzień pogrzebu, kiedy ogłaszane już były plany
protestów przemawia w telewizji. Mówi, że władze miasta robią wszystko, żeby
umożliwić miejsca na spokojne protesty ale także, gdyby chcieli , robi im
miejsce na niszczenie i wandalizm.
Nie wiem czy trzeba płakać czy się śmiać.
Wszystko to jest bardzo smutne.
Jedno, że dalej istnieją sytuacje z brutalnym zachowaniem się policji i ich
bezprawiem. Drugie, że jest tak olbrzymia grupa ludzi, która nie potrafi żyć w
spokoju a raczej szuka możliwości do niszczenia i rabowania.
Zawsze uważałem, że
rozpieszczanie nie jest dobrą metodą wychowania. Nieraz trzeba wyciągnąć pasa i
udowodnić że kara istnieje. Dać psu codziennie kotleta, to suchego jedzenia już
nie będzie chciał jeść. Dać ludziom nieograniczoną pomoc, to zapomną że trzeba
na to pracować. Bo i po co. Oglądałem wywiad z czarnym mężczyzną, który się
strasznie żalił na amerykański rząd, który nic nie robi, żeby poprawić jego
sytuację materialną. Już od trzeciego pokolenia jego rodzina żyje na zapomodze
rządowej!!!! Oczywiście pracy o małej
zapłacie nie przyjmie, bo się nie opłaca. Dostaje więcej w zapomodze. Czemu
więc nie załatwią mu pracy jako dyrektor fabryki, gdzie mógłby zarobić 200000
dolarów rocznie?
Przykro patrzeć na zdjęcia z
tych wydarzeń. Jest to ostrzeżenie, że coś
musimy naprawić, albo jutro będziemy martwić się, że zdarzy się to w naszych
okolicach.
Labels:
palenie,
policja,
rabunki,
Zamieszki w Baltimore
Monday, April 27, 2015
Ameryka - Wyobraź sobie Świat bez niej
Wiosna ciągle
jeszcze ma problemy z pokonaniem zimy i chociaż jest słonecznie to wieczory
dalej bardzo chłodne. Chciałoby się już pełnego ciepła i skończenia ubierania
się w swetry i letnie kurtki.
Weekend przeminął i następny spędzony w
ogrodzie. Będzie to jeszcze trochę trwało. Powycinałem wymarłe przez zimę
krzaki i posadziłem trochę kwiatów. Nie wiadomo czy coś wykwitnie. Jak ptaki
nie wydziobią nasion to króliki zjedzą wyrastające kwiaty.
W sobotę oglądałem bardzo ciekawy dokumentalny film. Nietypowy dla
Ameryki, bo nie zrobiony przez liberalny Hollywood. Tytuł America – Imagine the
World Without Her (Wyobraź sobie Świat bez niej). Nie znalazłem oficjalnego
tłumaczenia na polski.
Jest bardzo patriotyczny, zrobiony przez Amerykanina, pochodzenia
Hinduskiego - Dinesh D’Souza.
Najpierw przedstawione są zarzuty przeciwko Stanom Zjednoczonym. W
każdym wypadku są świadkowie. Amerykanie żyjący obecnie i przedstawiający ich
problem. Amerykańscy Indianie oskarżają o mordy na ich plemionach i zabranie
ich ziem. Czarni o niewolnictwo. Meksykanie o zagrabienie południowych terenów
(Kalifornii, Teksasu). Świat o prowadzenie wojen i amerykańską ekspansję. Świat
o rozwijaniu kapitalizmu i wykorzystywaniu biednych ludzi.
Nie jestem w stanie wszystkiego opisać. Jest tego bardzo dużo.
Przedstawione są bardzo dobrze zarzuty a
w drugiej części odpowiedzi na każdy z nich. Polecam, jeżeli będziecie
mogli go
gdzieś znaleźć.
Pytanie w tym jest proste. Jak wszyscy tak nienawidzą Ameryki, to czemu
tu każdy chce mieszkać? Co by się stało, gdyby ta Ameryka nigdy nie istniała.
Czy tak naprawdę, każda wojna prowadzona przez ten kraj to próba ekspansji i
wykorzystywania innych? Gdyby nie ten kraj, to prawdopodobnie wszyscy mówilibyśmy
teraz po Niemiecku. Ilu młodych Amerykanów pochowanych zostało na terenach
Europy w obronie wolności! A co z tego mieli? Oprócz tego kraj ten odbudował
Niemcy i pomógł wielu innym. Większość krytykujących już o tym nie pamięta. Tak
stało się też z Japonią. Po wygraniu wojny, zamiast grabić i wykorzystać
zwycięstwo, Ameryka ten kraj odbudowała. Wojna w Iraku? Każdy inny kraj po
zwycięstwie przejąłby pola naftowe i przynajmniej zwrócił by sobie koszty tej
wojny. Tak się nie stało w tym wypadku. Dzięki Reganowi i polityce tego kraju rozpadł
się komunizm. Polska i inne kraje socjalistyczne odzyskały wolność.
Jest jeszcze bardzo dużo innych przykładów.
Uważam, że zabawne jest to, że wszyscy krytykują ten kraj a milczą na tematy
innych.
Straszna wojna w Afganistanie. Co
naprawdę mamy z tego? A kto wspomina Rosjan mordujących w tym kraju przez
dziesiątki lat?
Kto kiedykolwiek mówi o milionach ludzi
wymordowanych przez Rosjan w ciągu istnienia komunizmu?
Powtarza się zarzut o niewolnictwie w Ameryce. Nikt nie przypomina, że
to był pierwszy kraj, który to niewolnictwo zniósł i to po bratobójczej wojnie,
gdzie w obronie czarnych zginęło setki tysięcy białych ludzi. Czemu nikt nie
wspomina, że handel ludźmi trwał długo dłużej we Francji, Anglii i wielu innych
europejskich krajach.
Tym, którzy w to wierzą, nie da się tego wytłumaczyć. Wielu dąży do
zniszczenia tego kraju i mam nadzieje, że się im to nie uda.
Dla mnie Obama jest jednym z tych ludzi.
Ja przyjeżdżając do tego kraju, nie robiłem to dla samego celu poprawy
sytuacji finansowej. Mogłem zostać w Austrii, gdzie dostałem azyl polityczny. Jechałem
tu bo wierzyłem w idee głoszone przez ten kraj. Każdy (jeśli naprawdę tego
chce) ma możliwość spełnienia swoich marzeń. Nie zawsze musi to być sens
finansowy. Urodzony tutaj nie jest traktowany lepiej niż ten który dopiero co
tu przyjechał. Ceniony jest wysiłek, pracowitość, wiedza, spryt. Urodziłem się i wychowałem w Polsce. Zawsze
będzie to mój rodzinny kraj i przykro, że musiałem go opuścić. Ale jestem dumny
z tego, że krajem w którym zamieszkałem jest Ameryka. A ten film mi to
przypomniał.
Monday, April 20, 2015
Normalny weekend
Tak, poczułem się dużo lepiej i cokolwiek to nie było, już przeszło. Nie
zmieniło to jednak niczego, bo czuję się gorzej niż przed wyleczeniem. Pracowałem
w ogrodzie i w sobotę przesuwałem bardzo ciężki stół. Kiedy go podniosłem,
naderwałem coś w dolnej części pleców. Sekunda olbrzymiego bólu, błyskawica w
mózgu, ptaszki latające wokół głowy. Nie pierwszy raz coś takiego się zdarzyło,
ale tym razem było poważniejsze, bo przez kilka minut traciłem wzrok i czułem
się jak miał bym zemdleć. Nawet pomyślałem szybko czy to nie wylew krwi do
mózgu. Przeszło jednak i został tylko ból. Z tym można sobie poradzić, chociaż każde
zgięcie, obrót to poważny wysiłek. Szczególnie trudno spać. Mimo wszystko
przepracowałem cały weekend, może na zwolnionych obrotach.
Pogoda w sobotę była prawie
letnia, bo pełne słońce i 23 stopnie Celsjusza. Niedziela trochę chłodniejsza
ale też ładnie.
Jednym z pierwszych oznak, że jest już
wiosna to zakwitnięcie naszego żółtego krzewu. Nawet nie wiem jak się nazywa.
Kwitnie on dosłownie w ciągu jednego dnia. W jeden widać tylko pączki a
następnego jest już żółty.
Wymalowałem już większość
drewnianych elementów ogrodu. Niektóre najpierw pokryłem barwnikiem, bo
wyblakły od słońca. A wszystkie specjalną farbą chroniącą przed deszczem i słońcem.
Jeszcze zostało kilka rzeczy ale mało.
Skończyłem też (prawie, zabrakło mi trochę materiału), zmianę zadaszeń z
trzciny (wspominałem że się rozpadła)
na bambus.
Teraz będę musiał zająć się roślinnością wokół domu. Ciężka zima zniszczyła
mi dużą ich część . Nie wiem co się da uratować. Jest też kilka zjedzonych
przez sarny i myślę że też pójdą na straty.
Trzeba będzie zmienić na nowe i może na
coś, czego nie jedzą sarny, chociaż to trudne, bo jak jest sroga zima to te bydlaki jedzą
nawet świerki.
Problemy się nie kończą. Otrzymałem list od
zarządu budynku w którym mam mieszkanie własnościowe. W jednym z okien w pokoju wypoczynkowym mam zamontowaną
klimatyzację. Na zewnątrz okna znajdują
się schody ewakuacyjne. Zmieniły się prawa i napisano mi że mój sprzęt jest za duży
i muszę go zlikwidować lub zmienić. Oczywiście o likwidacji nie ma mowy. Latem,
Elaine nie byłaby tam w stanie mieszkać. Wygląda więc na to że muszę ten
wyrzucić a kupić nowy. Podobno są o niskim profilu, które są dużo mniejsze i te
byłyby legalne w tych miejscach. Następny, niepotrzebny wydatek.
Długo zamierzałem zmienić mój główny
twardy dysk gdzie mam zapamiętane
moje wszystkie zdjęcia, filmy, muzykę. Nie wiem nawet jak duże są te files
(akta?) bo mam to na różnych pamięciach, ale musi być z 12 terra bite. Najnowszą rzeczą są tak zwane Clouds, czyli
Chmurki (nie mam pojęcia jak tłumaczone są najnowsze słowa. W większości
pozostają w wersji angielskiej). Wszystko co się tam znajduje, można przeglądać
z podręcznych urządzeń jak telefonów, I-pad, mądrych telewizorów. Nie muszę
więc nic kopiować. Kiedy zechce, mogę włączyć mój telefon, nacisnąć odpowiednie
ikony i słuchać muzyki z mojego komputera domowego czy oglądać film. Nawet jak będę w Polsce. Jak szybko się to
wszystko zmienia! Jeszcze niedawno ktoś miał płyty gramofonowe i jedyna
możliwością wysłuchania tej muzyki było calowanie mu dupy, żeby mi ją pożyczył.
Teraz będąc w Polsce, jedno naciśnięcie przycisku i słucham piosenki która jest
na moim komputerze w Nowym Jorku.
Ten który kupiłem, ma tylko 6 terra bite. Jestem w trakcie kopiowania wszystkiego
i zobaczę co się tam zmieści.
Thursday, April 16, 2015
East Village
Wczoraj leżałem chory. Dzisiaj lekka poprawa i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
Większość ludzi
kojarzy Amerykę z Nowym Jorkiem, Los Angeles czyli dużymi miastami. Oczywiście
nie jest to prawda, bo kraj ten ma swoje różne kolory. Jednym z przykładów był
mój slideshow o ludziach z Wal-Mart. Podobnie wszyscy mówiąc o Nowym Jorku widzą
natychmiast Manhattan. I to też jest błędne pojęcie, bo nasze miasto jest dużo
większe niż ta wyspa, która jest najmniejszą ze wszystkich dzielnic, chociaż
mieszka tam najwięcej ludzi. Prawdą jest jednak, że jest to serce tego miasta i
z tego powodu przyjeżdża tu tak wielu turystów. Niewielu wie, że ta dzielnica
Nowego Jorku składa się z wielu pod dzielnic, sąsiedztw. Nazywał je będę także dzielnicami. Najczęściej dzieli się
Manhattan na trzy części. Dół miasta, Środek i Góra. Można znaleźć wiele podziałów i chyba największa
ilość to 59 dzielnic. Ale takie główniejsze to 46. W tym są sławniejsze jak
Harlem, Greenwich Village, Chinatown, Soho czy Wall Street. Każda z nich ma coś
innego, charakterystycznego co przyciąga turystów.
Dla nas wiążą się z celem w jakim chcemy się tam udać. Jedna ma
specyficzne restauracje, inna centra handlowe. Znajdzie się coś na relaks i
odpoczynek a druga na zabawy i dyskoteki. Są też mieszkalne a niektóre w
większości biurowce. Niektóre znane są z centrów artystycznych i przebywających
tam artystów a inne z mieszkającej tam mniejszości.
Dzielnica, którą poznałem w
pierwszych latach mojego pobytu to East Village. Tam pracowałem i tam poznałem
większość moich przyjaciół. Nie jest to jedna z najatrakcyjniejszych dzielnic
dla turystów, ale zawsze można znaleźć coś ciekawego. W pierwsze kilkaset lat
była tam farma należąca do jednej rodziny. Dopiero w latach 1840-50 zaczęły budować
się tam ładne budynki mieszkalne. Głównymi mieszkańcami byli tam Niemcy i
nazywano tą część Małymi Niemcami. W okolicach lat 1900 zaczęło się to zmieniać
i pojawili się Polacy i Ukraińcy. Nazwa zmieniła się na Małą Polskę. Jednak od
dawna nazywano to East Viallge, czyli Wschodnia Wioska.
W czasie naszych początków było
tam bardzo dużo Polaków jak i Ukraińców. Można było znaleźć Polskie kościoły, restauracje, sklepy mięsne, fryzjerów,
biura turystyczne. Dalej można, ale już
w coraz mniejszej ilości.
To jest kościół Świętego Stanisława,
gdzie chrzczona była Elaine.
Restauracja Kiev w której pracowaliśmy. Po prawej to Pan Janek (tak go
nazywaliśmy), który był tam kucharzem.
Jeden z polskich sklepów z wędlinami – U Baczyńskiego.
W latach 60-tych i 70-tych
było to też miejsce, gdzie można było obejrzeć koncerty takich zespołów jak The
Gratful Dead, Pink Floyd, Jimi Hendrix, Led Zeppelin.
Inny sławny nocny klub to CBGB. Uważany
jest za miejsce, gdzie narodziła się muzyka punk. Tam zaczynali karierę
Blondie, Madonna, Talking Heads i inni. Dopiero w roku 2006 odbył się tam
ostatni koncert (Patti Smith) i przestało istnieć.
Od tamtych czasów miejsce stało
się bardzo popularne wśród panków. Szczególnie ulica Ósma miedzy Trzecią a Drugą
Aleją.
W latach osiemdziesiątych zobaczyć tam można było najwymyślniejsze
postacie z tego ruchu.
Także kupić każdy detal do ich
stylu, od makijaży do kolców na szyje, czy butów.
Miejsce, które jest często
odwiedzane, szczególnie prze turystów Irlandzkich do Bar McSorley’s. Stoją tam
często długie kolejki w oczekiwaniu na miejsce. Można by ją nazwać speluna.
Obskurne drewniane stoły z powycinanymi nożami imionami gości. Podają tam piwo
robione przez nich. W małych kuflach, dlatego każdy zamawia po kilka. Kelnerzy
potrafią przynosić jednorazowo kilkanaście i wygląda to efektownie.
Pojawiło się też tam bardzo dużo
restauracji. Na wielu ulicach (One block, czyli od skrzyżowania do
skrzyżowania, mniej więcej 70 metrów) możne ich być sześć, osiem. Znaleźć tam
można każdy rodzaj potraw. Od nowoczesnych barów alkoholowych do pizzerni czy
pięknych restauracji.
Jest bardzo dużo Hinduskich, które
zawsze udekorowane sa w kwiaty i wszelkiego rodzaju kolorowych wisiorki.
W
dolnej części East Village można spotkać dużo transwestytów. Maja tam kilka
restauracji i klubów.
Labels:
CBGB,
East Village,
McSorley's,
Nowy Jork,
pankowie,
Polska dzielnica,
Restauracja Kiev
Subscribe to:
Posts (Atom)














































