Friday, February 14, 2014

Dokończenie i zwiedzanie Istanbułu


    Dokończenie wczorajszego dnia.
Jeszcze wczoraj, późno wieczorem, śnieg zamienił się w deszcz i rozpętała się burza z błyskawicami i grzmotami. Trwało to dwie godziny i później zamieniło się jeszcze raz w śnieg. Gdzieś o 21-ej Wiesia zwróciła uwagę na to że nasz górny taras jest zawalony śniegiem i lodem i cały deszcz w to wsiąka, boi się więc, że może się to wszystko zawalić. I jak tu z takim postawieniem sprawy polemizować. Gdyby się naprawdę zawalił, miałbym poważny problem. Znów więc złapałem łopatę i w pełnym deszczu musiałem oczyścić wszystko z tego „białego gówna”. Wróciłem do domu jak po kąpieli. Na zewnątrz zlany deszczem a wewnątrz potem. Po małej toalecie, połamany, poszedłem natychmiast spać.
     Rano powtórka z rozrywki. Wszystko pokryte jest 10-cio centymetrową warstwą nowego śniegu. Przed domem znów ten Pług, zasypuje mi moją drogę dojazdową do garażu. Po oczyszczeniu samochodu wyruszam w drogę do pracy. Niestety. Po przejechaniu kilku kilometrów, dojeżdżam do skrzyżowania z drogą, która ma mnie doprowadzić do autostrady. Przez środek ustawione są barykady z napisem: Droga zamknięta. Skręcam więc w prawo i mam zamiar dojechać tą trasa do samego Mostu Washingtona. Na następnym skrzyżowaniu znów barykada z tym samym napisem, tylko w przeciwnym kierunku. Tego już za dużo. Zawracam samochód w miejscu i wracam do punktu pierwszej barykady. Przejeżdżam przez ustawione pachołki z nadzieją, że mnie nikt nie aresztuje. W połowie drogi znajduję powód zamknięcia. Po deszczu, cała woda spłynęła w niżej położoną część drogi i zablokowana z każdej strony przez śnieg, stworzyła małe jeziorko. Tak jest zresztą wszędzie, jak się później przekonuję. Mnie już wszystko jedno. Wjeżdżam w to i bez problemu przebijam się na druga stronę. Dobrze jest mieć duży samochód.
    Na autostradzie mało samochodów. Niestety, dziur w drodze jest olbrzymia ilość. Tak jest do samego końca. Nie wiem jak oni to wszystko naprawia. Sól, śnieg, deszcz, niskie i wysokie temperatury dopięły swego. Tysiące dziur. Już później na budowie mamy tego dowód. Moje biuro jest przy okrężnicy, z której się wjeżdża, albo zjeżdża z autostrady. Przez cały dzień stoi tu dziesiątki samochodów z rozwalonymi oponami. Przeważnie te z drogimi małymi oponami.
Tutaj inne miejsce. Przynajmniej 12 samochodów z uszkodzonymi oponami.

      Dalej pada śnieg, ale widać, że to końcówka. W radio podają wiadomość, że jutro mam spaść następne 10 centymetrów. Co chwila tworzą się korki. Z różnych powodów. Wypadki, woda zebrana w niższych częściach dróg, dziury w drodze. Teraz to jeszcze mało samochodów, ale powrót do domu będzie makabryczny.
     W pracy wszyscy jak na zawołanie wyzywają tych od pługów śnieżnych. Widać nie tylko ja mam ten problem. Mój kolega Paul, opowiada historie, jak żona go zmuszała do odśnieżania górnego tarasu. Tylko, że on kategorycznie odmówił. Tak sobie myślę, czy czasem kobiety, zanim się nie urodzą, ich dusze, nie są w jakiej specjalnej szkole w której głównym temat to: Metody zatruwania życia swojemu mężowi, z uśmiechem na twarzy.
    
   Na zakończenie podaję mój bardzo opóźniony film z wakacji w Turcji Jest to część z Istambułu . Tylko ze zdjęć. Więc został mi jeszcze film. 



I jeszcze dla wszystkich Pan, które zaglądają na tą stronę, wszystkiego najlepszego w dniu Walentynki. I nawet kiedy chodziłyście do tych szkół, żeby nam utrudniać życie, życzę wspaniałego dnia i całego roku. A jak nie ma tej osoby, która Wam tego życzy, to zawsze można na mnie liczyć, chociaż już starszy i zgryźliwy. Wszystkiego naj…, naj…

HAPPY VALENTINE’S DAY!!!!




Thursday, February 13, 2014

Ten zasrany pług śnieżny!

  To tak jakby czytać codziennie tą samą książkę. Śnieg, odśnieżanie, śnieg, odśnieżanie.
Przed wyjazdem do pracy spadło następne kilka centymetrów śniegu. Po powrocie, było już 50 centymetrów więcej. Wiem co bym chciał napisać, ale myślę, że zrobi to za mnie ktoś inny. Jak skończycie to słuchać, to pomyślcie, że ja dokładnie tak się czuję. Kilka zdjęć z mojego domu.



No i moje uczucia wyrażone przez kogoś innego. Kliknij na moje zdjęcie wjazdu na drogę do garażu.


       Natychmiast po tym poszedłem do sauny parowej, żeby się odmrozić i wyciszyć. Nastawiłem na 45 stopni Celsjusza i wysiedziałem pół godziny. Jak wyszedłem byłem trochę mniejszy ale też spokojniejszy.


Resztę dnia poświęciłem jak zwykle w ostatnich dniach, na oglądanie Olimpiady. Wiele się dzieje. Polacy mimo wielu zawodów, zdobyli drugi złoty medal. Pierwszy raz w historii olimpiad zimowych, mamy dwa złote a jeszcze nie koniec. Można było podziwiać Justynę Kowalczyk.Niesamowity bieg. Zobaczymy jak będzie dalej. Amerykanie też zawiedli w wielu sportach. Szczególnie Shaun White, bezprzecznie najlepszy na świecie w halfpipe na desce. Był dopiero czwarty. No i oczywiście zjeździe na nartach, gdzie Bode Miller powinien wygrać a był dopiero ósmy. 
    W pracy dobra wiadomość. Szef powiedział, że spotkamy się w następnym tygodniu i mam zacząć nową budowę, lub dwie (nie są duże, każda w okolicy 10 milionów dolarów). Jak się dowiem szczegółów to napiszę. Trochę mnie to jednak uspokoiło.


Thursday, February 6, 2014

Problemy ruchu drogowego w Nowym Jorku.



     Jedna z rzeczy, która codziennie wyprowadza mnie z równowagi i według statystyk, skraca moje życie, to spotkania trzeciego stopnia z UFO-ludkami w czasie jazdy samochodem. Mówię oczywiście o tych, którzy w wielu wypadkach nie powinni być przepuszczeni przez egzaminy do prawa jazdy.
     Zejdę trochę z tematu i zacznę od profilowania. Jest to choroba naszego „ludzkiego” społeczeństwa. Dawniej to nie istniało. Po prostu, szukając kryminalisty, zaglądało się do tłumu gdzie oni przebywają a nie do szkoły. Szukając pijaka, sprawdzało się knajpy a nie kościół. Sytuacja się zmieniła. Ludzkość przeszła do wyższej świadomości, człowieczeństwa. Znów powracam do hasła: Wszyscy jesteśmy równi! Jak strasznie zboczone zostało to słowo: równi. Kiedyś znaczyło po prostu, że mamy takie same prawa a później praca, talent, szczęście, pomoc innych doprowadzić Cię może do wygodnego życia. Teraz, Ci co pracowali ciężko całe życie, musza płacić za tych, którym pracować się nie chciało. Tak samo z terroryzmem. Na lotniskach, stoimy w kolejkach przy sprawdzaniu, babcie są macane czy nie przewożą bomby, a obok muzułmanin przechodzi bez problemu, bo akurat na niego nie przypadł numerek do sprawdzenia. PRZECIEZ NIE MOŻNA PROFILOWAC LUDZI! To by było nie w porządku! To jest choroba!
W Nowym Jorku przestępstwa spadły do najmniejszych w historii, a jedną z przyczyn było to, że policjanci podchodzili do podejrzanych (z różnych powodów, wyglądu, zachowania, miejsca etc.) i sprawdzali go, często znajdując broń, narkotyki i w ten sposób pozbawiali go szansy do popełnienia przestępstwa. W tej chwili jest to zabronione, bo niezgodne z nasza ludzkością. No bo dlaczego 75% sprawdzanych, było czarnych? Dlaczego sprawdzanie w większości odbywało się w biednych dzielnicach? Gdyby policjanci zaczęli rewidować więcej starych ludzi, księży, kobiety w ciąży i robili by to w bogatych dzielnicach, gdzie jest mało przestępstw, to wtedy można byłoby to prawo zostawić! Byłoby ludzkie!   Sick, sick, sick!!!
W żołądku mi się kreci, więc nie będę o tym więcej pisał. Ale dlaczego o tym wspominałem. Jeżdżąc samochodem dochodzimy do podobnego wniosku. I jak szczególny przypadek potwierdza regułę, to prawda jest taka, że ludzi można podzielić na grupy w jakości prowadzenia pojazdów. Zresztą udowodniłem to nie raz. Jadąc z córką, przepowiadałem dokładnie kto jedzie samochodem przed nami (Ci co robili coś głupiego). W 80% miałem rację.
    Ortodoksyjni żydzi nie dbają o nikogo innego znajdującego się na drodze. Po pierwsze zmieniają linie bez sygnalizacji, wjeżdżając innemu samochodowi w tył, lub przód tak że tamten nie chcąc znaleźć się w wypadku musi gwałtownie zahamować i ustąpić mu miejsca. Po drugie nie zwracają w ogóle uwagi na to co się dzieje na zewnątrz jego auta. Przyglądając się dokładnie ich zachowaniu, możesz zauważyć że się modlą, czytają, gorąco rozmawiają z kolegą w samochodzie, etc. Możesz trąbić, krzyczeć, błyskać światłami, to nie zmieni niczego w ich postępowaniu.
     Chińczycy, to najgorsi kierowcy świata. Po nich możesz się spodziewać wszystkiego. Zresztą sama pozycja przy kierownicy to potwierdza. Zaciśnięte raczki na kierownicy, wyprostowana, sztywna sylwetka, wytrzeszczone oczka. Nic nie pomoże. Trzeba ich objechać.
     Polacy, bardzo agresywni. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Objechać, przez krawężnik, przestraszyć kierowcę obok za blisko do niego podjeżdżając. Zawsze jest wyjście, żeby być w domu na czas!
     Czarni, w zasadzie dobrzy kierowcy. Ale jest pewna grupa, nie wiem którzy (są czarni z wysp karaibskich, z Afryki i Amerykanie), którzy żyją w świecie fantazji i nie ważne co się dzieje na drodze, nieważne jaka szybkość, jakie warunki drogowe, oni jadą rozmarzeni, wyciągnięci w fotelu i nic ich nie rusza. Często jadą najszybszym pasem, najwolniej. Tracąc cierpliwość, wyprzedzasz ich po wewnętrznym pasie, trąbiąc i wtedy widzisz ich rozmarzoną twarz ze znakiem zapytania. Co się stało?
     No i zakończę krótko. Kobiety!!! Ale tu nic nie napisze, bo mi się dostanie od sióstr i znajomych.
     Jedna z najgorszych rzeczy, które są normalką na Nowojorskich drogach, to choroba lewego pasa. Polega to na tym, że kiepscy kierowcy z zasady boją się jeździć na liniach, gdzie trzeba dużo manewrować. Takim pasem jest pierwszy, prawy. Tam mogą się znaleźć jeszcze gorsi od nich i trzeba go wyprzedzić, wyminąć a dla nich jest to trudne do wykonania. Można do tego nie dopuścić. Oglądamy wiec samochód jadący z małą prędkością, wyjeżdzający z wjazdu na autostradę, i natychmiast przejeżdżający z pasa na pas aż do momentu znalezienia się na ostatnim, najszybszym, lewym. Powoduje to chwilowy chaos, bo nie zawsze trafiają w dobry moment i w chwili zmiany tych pasów są tam inne samochody, które musza się ratować hamowaniem, lub przyspieszeniem. Dlaczego tak ryzykują? No bo teraz jest prosta jazda! Nikt na tym pasie nie jest wolniejszy niż oni, czyli odpada problem wyprzedzania. Teraz spokojnie, jadąc 50 na godzinę, można dobić do celu podroży. A że inni trochę się wkurzą i nakrzyczą, to tylko kwestia nauczenia się cierpliwości i nie reagowania na chamów. I to jest także powodem, że w bardzo wielu przypadkach, prawa, najwolniejsza linia jest u nas najszybsza. Paradoks!

    Druga rzecz która skraca moje życie to jazda tych lepszych, mesjaszy!
Korki to normalka w naszym mieście. Ja chce jechać szybko, ale na to nic nie można poradzić. I wtedy pojawiają się Ci lepsi, którzy się spieszą, bo my to jesteśmy tu dla przyjemności i oni o tym wiedzą. Dlatego, kiedy ja ich blokuje to są bardzo zdziwieni o co mi chodzi!?
Mówię o tych, którzy jeżdżą poboczami i wyprzedzają wszystkich innych. Nie byłoby o czym gadać, gdyby to był tylko jeden albo kilka samochodów. Ale jak ktoś to zrobi, to natychmiast wszyscy dochodzą do słusznego wniosku: Jak oni, to czemu nie ja! I w ciągu kilku minut, tworzy się dodatkowy pas ruchu, który gdzieś tam z przodu, musi w końcu wbić się z powrotem w normalną linię, co oczywiście powoduje dodatkowe, olbrzymie opóźnienie a my przestrzegający prawa, przyglądamy się setkom samochodów, które nas wyprzedzają z prawej strony.
     Są autostrady tylko dla samochodów
 pasażerskich i inne dla wszystkich pojazdów. 
W większości na tych dla wszystkich, lewa linia 
jest oznaczona ostrzeżeniami, zabraniającymi ruchu 
samochodów ciężarowych.  Kiedy są duże korki, to w gruncie rzeczy nie ma żadnego znaczenia, choć przepis jest dalej przepisem. Ale jadąc rano do pracy, drogi są stosunkowo puste. I to następny powód podnoszenia się mojego ciśnienia krwi. Na pasie, gdzie powinno się jechać szybko i bez ciężarówek, zawsze znajdzie się wielu, którzy uważają, że ich to nie dotyczy. Oczywiście, te olbrzymie amerykańskie traki nie jadą z taką szybkością jak my, więc przez niego, wszystkie linie jadą z dokładnie taką samą szybkością.
    Ciekawe jest także, że nasza policja, która tak skrupulatnie wypisuje nam mandaty za pasy bezpieczeństwa (przy okazji. Uważam że to nie jest ich zasrany biznes, czy ja mam pasy czy nie!!), nie zatrzymuje nikogo za te wszystkie przewinienia, które opisałem. To by była ciężka praca. Dużo łatwiej jest siedzieć w samochodzie, na zmianę z kumplem i na rogu, blisko kawiarni zatrzymywać tych, którzy jadąc 20 kilometrów na godzinę wyskoczyli po kawę i przebywają w samochodzie przez 3 minuty. ALE NIE MAJA ZAŁOŻONYCH PASOW!!!!   
   I tak codziennie potykam się z tymi problemami komunikacji w Nowym Jorku. Gdybym bawił się w teorie spiskowe, jak wielu to robi, musiał bym dojść do wniosku, że to wina żydów. Na pewno chcą zniszczyć Amerykę. Niestety to tylko zwykle podejście do życia wielu ludzi, bez zasad i zauważania innych. Gdzie podziały się te cechy wychowania, przestrzegania praw, postępowania według ustalonych praw. W tym wypadku chciałoby się być Niemcem! 

Tuesday, February 4, 2014

Superbowl


    Chciałbym napisać o czymś innym niż zima ale niestety, przytłacza nas ona w tym roku niemiłosiernie i codziennie jest głównym tematem. W niedzielę w czasie superbowl mieliśmy szczęście. Był to jedyny dzień gdzie temperatury podskoczyły do siedmiu stopni i nie padał śnieg. Już w poniedziałek wróciliśmy do niekończącej się zimy. Zaczęło padać w czasie kiedy jechałem do pracy a skończyło się wieczorem z pokrywą 23-ech centymetrów  lepkiego śniegu. Była to burza śniegowa, przez co widoczność była bardzo ograniczona. Widać to na zdjęciach, na mojej budowie.

     Później trochę się poprawiło ale dalej bardzo zachmurzone, bez słońca.



    W domu oczywiście odśnieżanie. Nawet nie wiem po co, bo tylko dzisiaj nie będzie śniegu, ale w nocy oczekujemy następnych 20 centymetrów. Przynajmniej dzisiaj jest pięknie. Wymarzona mroźna pogoda w pełni słońca.





   W niedzielę nadchodzi następna poważna burza. Ta może być trochę groźniejsza. Niestety, nie ma co narzekać, tylko cierpliwie przeczekać ten okres z myślą o wiośnie.
    Jak wspominałem, niedzielny wieczór spędziłem u Ewy i Georga z całą resztą naszego towarzystwa (około 40 ludzi) przy oglądaniu finałowego meczu futbolu amerykańskiego. Nie będę wspominał jakie drużyny grały, bo to dla Was nie ma żadnego znaczenia, powiem tylko, że był to jeden z najgorszych meczy jakie oglądaliśmy w tym sporcie. Po prostu jedna drużyna prawie nie grała. Nikt nie wie co się z nimi stało ale wyglądało to tak jakby w piłkę nożną w najważniejszym meczu dwóch najlepszych drużyn, spotkanie zakończyłoby się wynikiem 9:0. No ale nie byliśmy tam tylko z tego powodu, ale także żeby się spotkać, porozmawiać, wypić a jedzenie też było. Mecz oglądać można było w kilku miejscach. Najważniejsze to małe kino z ośmio-metrowym ekranem. Ilość siedzących miejsc jednak ograniczona do czternastu. Za to każdy fotel jest potężny i można go rozłożyć prawie do pozycji leżącej. Załączam dwa zdjęcia z mojego telefonu, czyli o bardzo kiepskiej jakości.



    Nie sprawiło to problemów bo na tym poziomie domu było jeszcze 6 innych telewizorów i to potężnych rozmiarów. Na zakończenie miła niespodzianka, bo po ostatecznym wyniku okazało się, że wygrałem zakład między ludźmi z mojej pracy. Mała suma, bo robimy to więcej dla zabawy, ale 100 dolarów nie leży na ziemi.

   Kończąc załączam coś dla relaksu. Film z rosyjskich dróg. Nie wiem czy wszystkie przypadki zdarzyły się w Rosji, ale to nie jest ważne. Wszystkie pokazują jedno.  Ludzie mieli pecha i doszło do wypadków. Ale czy naprawdę pecha??? Zobaczcie sami.

http://www.youtube.com/embed/5RAaW_1FzYg?autoplay=1&amp;modestbranding=1&amp;rel=0&amp;showinfo=0<http://www.youtube.com/embed/5RAaW_1FzYg?autoplay=1&modestbranding=1&rel=0&showinfo=0>






Wednesday, January 29, 2014

Zima




Musiał Bogusław

Zima

Oj zimo! przestań wariować
Wystarczy już śniegu i ślizgawicy
Codziennie autko muszę szorować
A później się ślizgam nim na ulicy
Przestań! uciekaj gdzieś na Alaskę
Nie bądź już taka żałosna
Zresztą! niedługo popadniesz sama w niełaskę
Gdy w kalendarzu pojawi się wiosna

     Ale niestety jeszcze przynajmniej cały Luty będzie nas męczył. U nas śnieg pada co kilka dni i w chwili kiedy z tej bieli zaczynają pojawiać się skrawki trawy, asfaltu, natychmiast zostają przykryte następną warstwą śniegu. Nie wiem czy nasz klimat się zmienia czy nie, zostawiam to naukowcom i filozofom, ale jeżeli miałbym wybór między globalnym ociepleniem czy oziębieniem to na pewno wybrał bym to pierwsze. Niech się topią lody, srać na białe niedźwiedzie ale niech będzie cieplej.
    Wychodząc codziennie z domu, oglądam dziesiątki śladów różnych zwierząt, które spacerują wokół naszego domu i udając ogrodników, przycinają mi moje krzewy. Zjadły już ich bardzo dużo i mam nadzieję, że na wiosnę odbiją i coś z nich zostanie. Sarny także dobierają się do kory większych krzewów.
Oczywiście, jak zwykle dokarmiamy ptaki, bo przy tych śniegach, trudno im coś znaleźć. Jest więc u nas istny zwierzyniec. Ponieważ nauczyły się, że można znaleźć tutaj pokarm, wyczekują w każdym krzaku na nowe dostawy, które zresztą są natychmiast pochłonięte. Wysypujemy co tydzień kilka kilogramów nasion słonecznika i innych mieszanek, ale to wystarcza tylko na kilka dni. Nie robię dużo zdjęć, bo temperatury cały czas w okolicy -20 stopni i nie mam zamiaru wysiadywać na zewnątrz w celu pstryknięcia ciekawej fotki.
     Pojawia się też częściej nasz jastrząb, ale ten z innego powodu. Cały czas szuka swojej partnerki i nie może zrozumieć, że to tylko głośnik z nagraniem głosu ptaków. To cieszy, bo dzięcioł będzie miał problemy jak wróci. 



Ciekawe jest, że zawsze za jastrzębiem frunie kilka wron. I jak ten nie wydaje dużo głosu, to wrony oczywiście strasznie hałasują. Prawdopodobnie czekają na resztki po tym co zostanie z pokarmu jastrzębia.
To przypomina mi ostatnie zdarzenie w Watykanie. Kiedy papież wypuścił kilka białych gołębi a natychmiast po tym wyleciało kilka czarnych (oczywiście) wron i zaatakowało te symbole pokoju. Bardzo dobry temat do nowego horroru.



     W pracy dalej przestój i nic nie słychać o naszej przyszłości. Nikt bardzo nie narzeka, bo dalej nam płacą, ale staje się to trochę niezdrowe. Takie siedzenie bez celu wprowadza nas wszystkich w ponury nastrój. Mam jeszcze kilku pracowników i próbuję znaleźć im jakieś zajęcie ale jest to coraz trudniejsze. W tym wypadku śnieg jest pożądany, bo za każdym razem miasto oczekuje jego usunięcia i mamy za to dodatkowo płacone.
      W czasie przerwy na lunch, udaje się często na pobliski parking, nad oceanem, gdzie zbierają się mewy i też je dokarmiam. Tym jednak nigdy nie wystarcza. Kupuje kilka bochenków chleba i znika to w ciągu kilku minut. Oczywiście ja zawsze z aparatem i próbuję uchwycić ciekawe momenty. Trudno jest jednak karmić jedna ręką a druga robić dobre zdjęcia. Ale jest kilka ciekawych.






     W ostatnia sobotę byliśmy na zabawie szkolnej. Nasza koleżanka Ewa uczy w polskiej szkole.  Nie jestem pewien, ale to chyba tylko w soboty, bo to tylko dla polskich dzieci w celu utrzymania polskiej kultury i języka. Co roku próbujemy w tym uczestniczyć, bo zarobek z tej zabawy idzie na pomoc finansową dla tej instytucji. Pod koniec wszyscy kupują losy loterii fantowej i można wygrać coś, co podarowują różne firmy. I znów nie jest ważne, żeby coś wygrać, chociaż na pewno miło, ale pieniążki idą na pomoc dla szkoły. Kupiłem ich bardzo dużo, ale żaden nie był szczęśliwy.


Za to przy naszym stole John Tarranto wygrał dwa razy (kosze ze smakołykami i opłacone wejście do salonów do opalania i spa) a sama Ewka, która to organizuje, wygrała główną nagrodę – I-Pad. Wróciliśmy do domu po drugiej w nocy.
    Mówiąc o spa. Wczoraj oglądałem powtórkę kabaretonu w Koszalinie z 2012 roku. Nigdy tego nie widziałem. Jednym z numerów grany był przez kabaret Paranienormalni a skecz z Mariolka właśnie w spa. Próbowałem to znaleźć na youtube, ale wszystko co znalazłem jest zablokowane. Wygląda jednak, że tylko w Stanach a w Polsce można to zobaczyć. Załączam więc poniżej z nadzieja że jest to możliwe. Prawdopodobnie już to oglądaliście ale mnie się bardzo podobało, więc dla powtórzenia.


    W niedzielę wieczorem odbędzie się finałowy mecz futbolu. Jest to najważniejsze wydarzenie sportowe w Stanach. I organizowane w stylu pierwszego dnia olimpiady. Czyli koncerty muzyczne, pojawiają się gwiazdy piosenki,  pokazy fajerwerków i różne inne niespodzianki. 




       Zawsze odbywają się w miastach z cieplejszym klimatem. Tym razem pozwolono zrobić to w Nowym Jorku, a może dokładniej w New Jersey, bo tutaj jest stadion. Będzie jednak bardzo zimno i bilety na sam stadion, nie sprzedają się tak szybko jak w poprzednich latach. Chociaż wszystkie zostały wyprzedane, to wiele z nich wraca na czarny rynek, żeby zarobić pieniądze. Normalnie bilety są w cenie 1500 dolarów. Są tam też zamknięte, oszklone loże ( z telewizorami, jedzeniem, piciem). Te wykupywane są przez bogate firmy na cały rok. Koszty są olbrzymie, bo chyba w okolicy 500,000.00 dolarów. Ale pisali, że właściciele sprzedawali je na tą imprezę za tą samą cenę (za jeden dzień). My zbieramy się u Georga, który ma swoje małe kino i olbrzymi ekran i tam w cieple przy drinkach, piwie spędzimy ten wieczór, nie musząc wydawać 1500 dolarów i stać w korkach samochodowych przed i po imprezie. 




Wednesday, January 22, 2014


Dowiedziałem się, że mój ostatni slideshow znów został zablokowany, tym razem tylko w Polsce, umieszczam więc to samo tylko na stronie Vimeo.
To dzisiaj wszystko. Wracam do pracy przy odśnieżaniu. Wczoraj spadło u nas 40 centymetrów śniegu i znów trzeba się wykopywać. Oprócz tego temperatury spadły do -8 stopni a w nocy do -15. Coraz więcej rozumię ludzi, którzy na emeryturę przeprowadzają się na Florydę!

Monday, January 20, 2014

Fotografie


   W ten weekend postanowiłem rozpocząć nowy projekt w moim domu, czyli przerobienie strychu na coś, co będzie nadawało się do zorganizowanego składowania wszystkich potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy, które tam przez lata nazbieraliśmy. Kiedy w sobotę zacząłem się do tego zabierać, Wiesia natychmiast zaprotestowała i stwierdziła, że nie mogę się tym zająć, dopóki nie zrobię kilka innych drobniejszych prac. I tak cała sobota zeszła mi na przemeblowaniu i zmian w pralni, założeniu nowej lampy (poprzednia trochę zaczęła migać) w pokoju z sauną i kilku drobniejszych rzeczy. Dopiero w niedzielę wgramoliłem się na strych i tam przesiedziałem pół godziny, myśląc o tym co można zrobić, żeby poprawić sytuację w tym składowisku rzeczy. Są tam dekoracje na różne święta, ubrania których nie używamy zimą, stroje z Halloween, Elaine obrazy i cały sprzęt do malowania i setki innych drobiazgów. A wygląda to mniej więcej tak.
 
 

    Po tym ciężkim myśleniu, zabrałem się do pracy. Gdyby to był normalny pokój, praca nie byłaby trudna i szybko bym się z tym uporał, ale ponieważ jest to strych i wszystko musze zrobić w tych niższych częściach, cała praca wykonywana jest na kolanach a nawet na leżąco. Po skończeniu takiego dnia, trudno jest się wyprostować i bolą te wszystkie części , które w moim wieku już nie są tak sprawne, czyli kolana, plecy, kręgosłup, etc. Nie zrobiłem bardzo dużo postępu, ale udało się trochę gratów powyrzucać i zrobiło się trochę miejsca, ale oczywiście pierwszy krok został zrobiony i trochę wybudowałem. Prawdopodobnie, zejdzie mi cała zima przy tej pracy, nie musze się więc martwić o brak zajęcia i że będę musiał odpoczywać, czy oglądać telewizję.
    Wieczorem, posiedziałem przy komputerze i pobawiłem się organizacją moich i innych zdjęć. Bardzo lubię robić zdjęcia a także oglądać te które są zrobione przez utalentowanych fotografów. Mam ich dużo w swojej kolekcji.
     Zrobienie dobrego zdjęcia nie jest wcale takie proste. I każdy rodzaj ma swoje problemy. Np. zdjęcia miejsc, pejzażu. Najpierw trzeba mieć talent, oko, żeby zobaczyć coś co inni nie zauważą, lub dojechać do miejsc gdzie inni nie dojadą. I to też nie wystarcza. Trzeba wyczekać odpowiedniej chwili, pory roku, dnia, żeby złapać ten wyjątkowy moment i wtedy powstają dzieła, którymi można się zachwycać. Oprócz zwykłych zdjęć, w naszych czasach, dochodzi do tego sztuka opanowania programów, którymi można pozmieniać światło, kolory i otrzymać jeszcze coś piękniejszego.


 
 

    Inne zdjęcia to fotografowanie zwierząt.  I tutaj znów potrzebny czas i cierpliwość. Odszukanie ptaków, gadów, ssaków nie jest zawsze łatwe. Zbliżenie się do nich jeszcze trudniejsze i wyczekiwanie na odpowiednia klatkę, żeby zdjęcie było interesujące. W wielu wypadkach potrzeba trochę szczęścia, ale w większości to pasja powiązana z cierpliwością. Łatwiej jest zrobić zwierzętom poruszającym się po ziemi, lub po wodzie:
 
 
 
 
 

  A trudniej ptakom w locie, bo do tego dochodzi jeszcze idealna koordynacja i szybkość zrobienia zdjęcia, które musi być  zrobione dokładnie w tej odpowiedniej sekundzie.
 
 
 
 

Następne to sytuacje. I tutaj to w łączy się ze szczęściem ale w większości to także praca profesjonalnych fotografów, którzy udają się w miejsca szczególnych sytuacji i wyczekują na odpowiedni moment. Te maja największy efekt na nas wszystkich, bo pokazują coś więcej niż obrazek łąki czy lasu. I też potrzebny talent, żeby uchwycić ten odpowiedni moment, szczególną chwilę.
 
 
 
 
 
 
   Nowym działem w fotografii jest oczywiście fotomontaż. Czyli oprócz ciekawego zdjęcia, przerobienie go na coś całkowicie innego, fantastycznego. Do tego potrzeba już talentu artysty, który widzi trochę więcej niż zwyczajni ludzie. Chyba najciekawsze zdjęcia, ale to już nie tylko fotografia, ale trochę więcej.
 
 
 
 
    I tak doszedłem do tego, że kiedy oglądałem piękne zdjęcie z burzy, pomyślałem, że warto pokazać te szczególne zdjęcia związane z kataklizmami burz, tajfunów, ulew deszczowych, wulkanów, śnieżyc. I pokazać, że chociaż są tak przerażające i przynoszą tyle nieszczęść, to można uchwycić na zdjęciach coś więcej. Piękno i potęgę tych kataklizmów. Połączyłem je w krótki slideshow.