Thursday, February 19, 2015

Mróz i śnieg




Zima nie chce się u nas skończyć. Średnie temperatury to -10 stopni. Ale w nocy dochodzi nieraz do powyżej -30. Co dzień słyszymy w radiu, że to najzimniejszy dzień w historii Nowego Jorku lub drugi po 1945, 1933 etc. Ja cały czas żyję tym, że jeszcze dwa tygodnie i wyjeżdżamy na wakacje. A jak wrócę to będzie 15 Marzec, czyli nadzieja, że koniec tego cholerstwa.
      Zawsze największym (złośliwym) pocieszeniem jest, że ktoś ma gorzej od nas. Nowy Jork przykryty jest śniegiem już od powyżej miesiąca, ale nie jest tego aż tak dużo. Temperatury są większym wyzwaniem. Natomiast troszkę na północ to już inna historia. Największy problem ma Boston, gdzie zanotowano historyczne opady śniegu. Nie wyobrażam sobie jak oni dają sobie radę. Wiadomo, że są miejsca, miasta, które co roku mają podobne opady a może większe. Są oni jednak na to przygotowani. To jest ich coroczne zmaganie. Gorzej dla tych co są tym  zaskoczeni. Pamiętam jak kilka lat temu w stanie Floryda spadło kilka centymetrów. Oni zachowywali się jakby spadło kilka metrów. Wypadki na drogach, zamknięte szkoły…  Ale dla nich to takie samo zaskoczenie jak dla murzynka Bambo.
     Kilka zdjęć z Bostonu i okolic.








Gdzie to globalne ocieplenie? Niektórzy teraz życzyli by sobie, żeby to była prawda!
    Kilka zdjęć z innego miejsca. Wodospad Niagara. Byliśmy kiedyś zimą w tym miejscu. Nie było tak źle jak teraz. Wszystko wygląda pięknie z tego powodu. Woda, która spada z wodospadu, rozpryskuje się i pokrywa wszystko wokół. Oczywiście natychmiast zamarza. Zmienia to krajobraz w bajkowy. Jednym z najzimniejszych lat w tym regionie to rok 1911. Tak to wyglądało.

   W tym roku nie jest jeszcze tak źle, ale już blisko do pełnego zamarznięcia wodospadu.





Sunday, February 15, 2015

Bal Podróżnika


         

   Leniwy dzień po imprezie i wreszcie jest chwila na powrót do bloga. Ostatnio zima zmienila nasze życie w nieciekawe i nudne. Ja kończę przygotowanie na wyprawę do Indii. Zaszczepiony i z otrzymaną wizą do tego kraju jestem gotowy do pakowania. Wyjazd juz za dwa tygodnie.
      Wczoraj byliśmy na Balu Podróżnika. Jest on organizowany co roku (już 18 lat), przez Jurka Majcherczyka i jego żonę, Małgosię. Ona ma swoją firmę turystyczną a on podróżuje. Jedną z pierwszych jego wypraw była wyprawa kajakowa, podczas której dokonano odkrycia najgłębszego kanionu na ziemi - rzeki Cocla w Peru.
Jest to impreza sponsorowana przez LOT, Gazety Polskie i inne firmy. Była tam pani konsul z Polskiej Ambasady a głównym gościem, Martyna Wojciechowska. Wygląda, że znana w Polsce. Nam się nie spodobała. Przede wszystkim przyszła ubrana w ciuchy, w których ja udaje się do pracy albo na ćwiczenia w gym. Po drugi wygląda na osobę, którz jest w sobie zakochana i to jest u niej najważniejsze a ja nie bardzo lubię narcyzów. Na początku balu miała z nami spotkanie, co miało być opowieścią o jej wyprawach. Przez długi czas jednak mówiła tylko o sobie i stało się to nieciekawe, więc wyszliśmy na drinka.
Jedzenie było dobre. Grał znany już nam z innych zabaw zespł „Zambrowiaki„. Dobrze grają, ale dla mnie trochę za dużo disco-polo. No ale może to ja mam zły gust w muzyce. Wiem, że Wam się podoba. Bawiliśmy się do 1 rano i chociaż zabawa trwała do trzeciej, wrócilimy do domu. Wiesia ma znów problem z kolanem i chociaż po operacji, dużo się nie zmieniło. Elaine była ze swoim chłopakiem - Jason. Bawili się dobrze i zaskoczyło mnie jak dobrze się czuł w śród polskiego towarzystwa. Muzyka mu odpowiadała. Nie jest najlepszym tancerzem a z disco-polo dobrze się czuł, bo mówił, że przy tej muzyce można tańczyć jak się chce.
Kilka zdjęć.








Dostałem przed chwila od Mariana Osesa ostatnie dzieło Polskiej Kinematografii. Trochę się na śmiałem. Udało mi się załadować to na Vimeo i możecie sami obejrzeć.

Monday, February 2, 2015

"Przepowiadanie" pogody.



   Poniedziałek. Wyszedłem rano z domu i musiałem wrócić po łopatę, bo byliśmy zasypani śniegiem. W nocy spadło około 30 centymetrów śniegu. Straciłem trochę czasu żeby się odkopać. Dalej sypie. Po dobiciu do pracy okazało się, że warunki nie pozwolą mi na kontynuowanie robót i wysłałem wszystkich do domu. Nie idzie mi na tej budowie.
     W tej chwili dalej dużo nie robimy, bo czekamy na decyzję miasta. Zmieniamy całą metodę budowy tej drogi. Kiedy wygraliśmy ten projekt, autostrada miała być wykonywana tradycyjną metodą. Nowe stalowe belki, formy i wylewanie betonu. Oni wymyślili, że chcą to zrobić inaczej. Bez form, tylko kładzenie prefabrykowanych płyt betonowych. Nie będę opisywał szczegółów, bo to oczywiście masę materiałów. Problem dla mnie, że teraz nie wiadomo dokładnie jak to będzie wyglądało. Wiele rzeczy w tej nowej metodzie jest eksperymentalnych. Moja firma się delikatnie na to zgadza, bo w oryginalnym kosztorysie popełnili błąd i wzięli tą pracę za około 40 milionów dolarów mniej niż powinni. Przy zmianie mają nadzieję, że coś wynegocjują i uda im się nadrobić tą olbrzymią stratę. Ja mam obawę, że pchamy się w coś jeszcze gorszego. A do tego siedzimy tu i wyczekujemy bez możliwości planowania i rozwiązywania problemów, bo tak naprawdę nie wiadomo co będziemy robić. Do tego czas upływa a miasto nie zmieniło końcowej daty zakończenia projektu, czyli jak się spóźnimy to będą olbrzymie kary. Jestem więc miserable! I tutaj brakuje mi dobrego polskiego słowa. Przygnębiony, ponury, zniechęcony, marudny.
     Do tego ta zima. Najśmieszniejsze jest to, że kilka dni temu radia straszyły nas burzą i nic się nie stało a teraz odwrotnie. Nawet jak wyjeżdżałem z domu, odwalając 30 centymetrów śniegu w radiu dalej mówili, że spadło tylko 10 centymetrów. Co mnie wyprowadziło z równowagi!
     Tak naprawdę pomyślcie. Skurczybyki zarabiają olbrzymie pieniądze. Przynajmniej u nas. Płacimy duże pieniądze za stacje telewizyjnie z prognozą pogody. I zawsze słyszymy to samo po pomyłkach. Pogoda jest
Nieobliczalna! To prawda, ale oni dalej kasują te same pieniądze. Niezły zawód. Pomyłka czy nie, kasa się należy. Ile jest takich zawodów?
Lekarze. Wszyscy się im kłaniają. Każą się tytułować panie doktorze. A jak idziesz do nich to co słyszysz? W połowie przypadków, że nie są pewni co to jest za choroba. Łatwo im tylko poradzić sobie z grypa, przeziębieniem. Ale ja też to mogę zrobić. Dają dobrą radę na hemoroidy, bo nawet idiota wie, że jak Ci wystają z tyłka i bolą, to hemoroidy. Ale jak coś bardziej skomplikowanego, to dają zawsze ten sam antybiotyk albo odsyłają do szpitala lub innych specjalistów. Nie zapominając oczywiście o policzeniu Ci dużej sumki za wizytę.
Kiedyś miałem poważną wysypkę na ciele. Zostawiła mi na skórze dużo śladów po wyleczeniu. Byłem u czterech różnych specjalistów. Każdy liczył mi grube pieniądze za wizyty. Czego oni mi nie nawymyślali! Pryszczyki młodzieńcze ( miałem 50 lat), AIDS i wiele innych. Dopiero ja sam powiedziałem ostatniemu, czemu nie weźmie próbki skóry i nie sprawdzi w laboratorium. No i oczywiście zaraz po tym odkrył, że to jakaś bakteria.
Ale wszystkie wizyty kosztowały mnie 2000 dolarów.

     Sportowcy. Wszyscy ich uwielbiają. Autografy, zdjęcia. W USA, np. koszykarz zarabia kilka milionów rocznie. Podpisuje kontrakt na np. 7 lat. I wtedy nie musi grać!!! Nasz zespól Knicks, w całości jest najdroższym zespołem w Stanach. A są ostatnim zespołem w lidze. No i co z tego. Bilety na gry dalej po 100 dolarów na osobę. Piwo dalej 10 dolarów. Chcesz wsiąść dzieci na jedną grę, to kilkaset dolarów mniej w Twojej kieszeni. Nie ma żadnych kar za złe gry!   
   Prawnicy. Idziesz do nich i natychmiast biorą pieniądze za konsultacje. Potem za wzięcie sprawy. I jest prawie gwarancja, że powiedzą Ci , że nie ma gwarancji na wygranie sprawy. Czyli dają Ci od razu do wiadomości, że w 50% -iu procentach płacisz za nic.
    A ja idiota musiałem sobie wybrać zawód w którym jak popełnisz pomyłkę i stracisz pieniądze, to Cię wyrzucają z pracy. Mało tego wszyscy na Ciebie narzekają. Miasto, że próbuję oszukiwać i robię za wolno. Mój szef, że nie oszukuję i nie zarabiam więcej pieniędzy i robię za wolno. Ludzie w samochodach rzucają w nas puszkami, lub plują, bo tworzę korki na drogach. I to oczywiście robię im na złość, bo taka jest moja natura. Budzę się rano i myślę co by tu dzisiaj zrobić? Aaah, ustawie barierki na drodze i zrobię korek, żeby zrobić wszystkim na złość!  Przecież nie mam nic innego do roboty.
Robotnicy, że ich zwalniam z pracy. I nie ważne, że pracowali dla mnie 10 lat. W dniu zwolnienia, jestem skurczybykiem.
    No więc przyznaję się ze skruchą, że taka jest moja natura. Jestem złośliwy i zawsze myślę tylko o tym co by zrobić innym, żeby im dokuczyć.
Cholera! Mogłem zostać meteorologiem!

       Na zakończenie coś z innej beczki. Jedno z najważniejszych polskich  dzieł sztuki, czyli obraz Matejki – Bitwa pod Grunwaldem. Tym razem trochę inny, bo komputerowcy przerobili go na 3D. I wynik jest imponujący. Proszę nacisnąć na poniższy obrazek i radze obejrzeć to na jak największym ekranie. Lepszy efekt.

 

Friday, January 30, 2015

Spotkanie


   Wczoraj spotkałem się ze Staszkiem, kolegą z Politechniki Koszalińskiej. Jeszcze w czasie studiów, pracowaliśmy razem w czasie wakacji w Zachodnim Berlinie. Kiedy my wyjechaliśmy na stałe do USA on osiedlił się w Szwecji.
Razem z żoną wyjechali na wakacje na wyspy Karaibskie i zatrzymali się w Nowym Jorku na dwa dni. Wykorzystaliśmy to na krótkie spotkanie i spędziliśmy kilka godzin w barze przy piwie.
    Oprócz rozmów o dawnych czasach, dowiedziałem się trochę o warunkach życia w Szwecji. Były chwile, że kazałem mu przestać mówić, bo różnica życia miedzy Szwecją a USA jest trochę wykurzająca. Oczywiście żartowałem ale fakty są niezaprzeczalne. Nie znaczy to żebym chciał tam mieszkać, chociaż może jest to lepsze miejsce. Ja jednak podchodzę do wszystkiego z innego punktu widzenia. Jak mówią: Zielona trawa sąsiada, czyli wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma?  Cieszę się z tego co mam a może trochę zazdroszcząc innym.
    Czego się dowiedziałem. W Szwecji ludzie mają po 6 a nawet 7 tygodni wakacji. W porównaniu z moimi trzema to trochę różnicy jest. Do tego ma prawo zamienić ponadgodziny z materialnego wynagrodzenia na dodatkowe wakacje. Kiedy stracił pracę, firma wypłaciła mu trzyroczną wypłatę. My w najlepszym wypadku mamy czek za dwa tygodnie.
   Po urodzeniu dziecka, rodzice dostają 480 dni wolnego i mężczyzna musi wziąć część z tego czasu, czyli każdy ma ponad pół roku wakacji.
Szkoły są za darmo i to nie tylko podstawowe ale także wyższe. Dzieci w wieku powyżej jednego roczku maja także za darmo żłobki I przedszkola.
Oczywiście także opieka zdrowotna jest za darmo.
     Ich liberalne myślenie jest tak rozbudowane, że dochodzi do absurdów. Na przykład imigranci (jest już ich 15 procent) dostają raz w roku pieniądze od rządu, żeby mogli polecieć do swoich krajów odwiedzić rodziny.
    Było tego jeszcze trochę ale nie zapamiętałem wszystkiego a nie chce napisać czegoś co źle usłyszałem.
    Inna rzecz, że kiedyś czytałem że kraj ten ma najwięcej przypadków samobójstw. Nie dziwię się, jeśli mieszkają w północnych terenach, gdzie noce trwają 20 godzin. Ja tutaj wpadam w depresje w czasie zimowym, kiedy mamy krótkie dni a to dalej 9 godzin nie 4.
      Teraz trochę na inny temat. Zdrowia. Kilka dni temu, wyjechałem z domu jak zwykle o 5:30 rano. Temperatury spadły do -10 stopni. Ciemno, zmarznięty przejeżdżałem obok człowieka w dresach sportowych, który wybiegł sobie na poranne ćwiczenia.  Czy to ja? Zestarzałem się tak, że pomyślałem – wariat?  Może mnie można posądzić o lenistwo i wygodne życie. Nie zależy mi. Wolę zostać takim jakim jestem. Nigdy w życiu nikt by mnie nie wypędził na taki bieg w podobnych warunkach.
     Nie dawno czytałem o człowieku, który codziennie biegał w Central Parku. Był sławny z propagowania biegu dla zdrowia. No i zmarł na atak serca w czasie jednego z nich.
     Podobnie jest z produktami żywnościowymi. Co roku znajdujemy artykuły o czymś cudownym dla zdrowia albo o szkodliwym. Jeszcze do niedawna straszono mnie o szkodliwości kawy. A teraz pojawił się artykuł, że kawa jest wspaniała i pomaga w wielu możliwych chorobach. Szczególnie dla kobiet. Obniża możliwość dostania raka skóry aż o 30 procent. Tak samo działa na raka piersi, chorobę Alzhaimera, cukrzycy i wiele innych. I tego też nie biorę bardzo na serio. Myślę że trzeba jeść i pić to co się chce, czego chce Twój organizm i z niczym nie przesadzać.
Wiele badań przeprowadzanych jest przez instytucje opłacane przez kogoś. Dlatego pojawia się wiele artykułów na temat co jest zdrowe. W jednym roku czytam, że Greckie jedzenie jest najzdrowsze. Za rok, że Meksykańskie , etc. Prawdopodobnie producenci tych dań, produktów, zapłacili za te badania i zrobione były tak, żeby pokazać to co chcą a ukryć inne informacje.
    Jaki wniosek? Zamawiam lunch. Tłusty hamburger z dużą ilością bekonu i frytkami  posypanymi solą i zalane ketchupem.  Potem jak najszybciej kładę się na kanapie i zapadam w drzemkę, oglądając w telewizji sport.   

Tuesday, January 27, 2015

Po burzy

   Po burzy. Nie będę dużo pisał. Zamiast 90 centymetrów spadło może 10. Wiatru prawie nie było. Ale za to ludzie odpoczęli sobie, siedząc dwa dni w domu. Sklepy zarobiły dotakowe pieniądze, ulice odśnieżone i  jest cudownie w naszym spokojnym, bezpiecznym świecie. 
   Kiedy odśnieżałem przed domem, słuchałem wiadomości. Dużo się nie zmieniło. Nikt nawet nie wspomniał, że to olbrzymia pomyłka z przepowiednią pogody. Mówią tylko o tym jak ciężko wszyscy pracują, żeby miasto wrciło do życia!? I jeszcze jeden komentarz. Reporterka wypowiedziała się na mój i do mnie podobnych temat. Wiesz, że są wariaci - mówiła do towarzyszącego jej reportera - którzy mimo tej burzy dalej chcą iść do pracy? Nie rozumię ich, czemu nie mogą podporządkować się innym i odpocząć w domu przez te dni. 
    Kiedyś tych co zostawali w domu nazywaliśmy leniwych. Teraz tych co chcą iść do pracy, bo za to im płacą nazywamy wariatami. No cóż. Ja oprócz wady wariata mam wiele innych. Na przykład jestem uparty. Dlatego więc za chwilę wyjeżdżam na budowę. Muszę się zorientować o warunkach w jej miejscu i co będę mógł w stanie zrobić następnego dnia.

Monday, January 26, 2015

Panika w Nowym Jorku

     Niedawno jeszcze wspominałem, że zima u nas nie jest taka zła. Chociaż niskie temperatury, to omija nas śnieg. Wygląda na to, że znów wykrakałem.  Już dzisiejszego poranka zaczęło trochę pruszyć. Po południu śnieg sypał już poważniej a teraz oczekujemy na zamieć i burzę śnieżną. Trudno powiedzieć jak się to zakończy ale w prognozach mówią o 90 centymetrach i wiatrach dochodzących do 80 km/godzinę.  Jest to poważniejsza burza ale Matko Boska to nie koniec świata. A tak to wygląda, kiedy słucha się naszego radia, telewizji lub naszych przywódców, czyli gubernatora i burmistrza.
     Jest to jeden z przykładów o coraz większym wpływie, ingerencji rządu w nasze życie. Dawniej, ostrzeżono by ludzi przed taką pogodą i najwyżej wspomniane by było, że jak ktoś na prawdę nie musi iść do pracy to niech nie idzie. I to oczywiście tylko w dzień tych opadów.
     Tym razem telefony brzmiały już wczoraj z ostrzeżeniami ( u nas w każde poważne burze, miasto dzwoni do każdego i ostrzega go przed tymi wydarzeniami) i rady, żeby nie iść do pracy. A dzisiaj tak naprawdę nic nie było. Nie musicie się dużo domyślać, że większość pracujących dla miasta (a jest ich chyba 40% populacji Nowego Jorku), skrzętnie to wykorzystała. My, czyli Ci z prywatnego sektora, nie mamy takiej wolności. Byliśmy w pracy, oczywiście żeby zarobić wystarczająco pieniędzy na zapłacenie tym którzy zostali w domu.
    Burmistrz, Gubernator co chwila grzmieli w radiu. To jest (nawet nie będzie, ale już jest!!!  bo oni wiedzą, oni skończyli Uniwersytet Nostrodamus!!) najgorszy dzień w historii Nowego Jorku! Straszyli tak przez cały dzień. Po powrocie z pracy, wszedłem do sklepu na drobne zakupy i zobaczyłem efekty tego straszenia. Podstawowych rzeczy jak chleba, jajek już nie było a wiele innych w małych ilościach. Także stacje benzynowe oblegane są przez samochody. 
     O godzinie 23-iej przestaną kursować pociągi i w wielu dzielnicach (a np. całe Long Island) zamknięte wszystkie drogi. W Polsce to nazywano Stanem Wojennym. Bo mówią Ci, że nie wolno się poruszać. Ludzie kochani! Mnie krew zalewa. Przecież to wszystko można by było załatwi w delikatniejszy sposób i z podobnymi efektami. Ja uważam, że w jakiś sposób (może ju w tym momencie nieświadomy) rząd przejął całkowitą władzę nad naszym życiem.
    Przecież bardzo łatwo można było przekazać prognozę pogody (bez straszenia). Wspomnieć kilka podstawowych zasad bezpieczeństwa (chociaż ja uważam, że jesteśmy osobami myślącymi i rozumiemy, że Trabantem wyjeżdżać w metrowy śnieg to głupota, ale jak ma się samochód jak mój z napędem na cztery koła i potężny, to nie jest nic strasznego). I reszta należy do nas. Niektórzy mają sprawy, które muszą być załatwione i to może właśnie tego dnia.
A już w nocy, tak jak ogłoszono. Zamknąć niektóre drogi, jedna po drugiej, żeby móc usunąć bezpiecznie ten śnieg. 
   Siedzimy więc w domu, kobiety oglądają telewizję. Ja stukam klawiszami komputera mając nadzieję, że nie zerwane zostaną linie telefoniczne i prądu. Już niedługo godzina policyjna. Nie jestem pewien czy nie powinienem wyłączyć światła w domu albo przynajmniej zakryć okna kocami. Ciekaw jestem jak to nowe pokolenie dało by sobie radę w czasach których żyli nasi dziadkowie.  Strach pomyśleć.

Saturday, January 24, 2015

Indie

    Jak już wspominałem, wycieczka do Peru się nie udała, ale jest nowa. Tym razem wszystko wygląda dobrze. Oczywiście zostało mase formalności jak wizy, szczepienia dogranie szczegółów, ale nie powinno to nic zmienić. Tym razem zmieniłem nie tylko kraj ale kontynent. Jedziemy do Indii. Trochę przesiedziałem przed komputerem, żeby wybrać odpowiednie miejsca. Niestety czas na jaki jedziemy, czyli 9 dni ogranicza nas. Indie to olbrzymi kraj i nie jesteśmy w stanie być we wszystkich miejscach. Przeciwnie musimy skupić się na tylko pewnej części tego kraju. Zaliczymy jednak dość dużo z wszystkiego co bym chciał tam zobaczyć.
     Wylatujemy w czwartek wieczorem i lądujemy w Delhi w piątek o 21:20. Nie jest to jednak 24 godziny lotu, tylko rożnica czasu między nami a Delhi to 10 godzin. 
   Delhi, stolica Indii w której mieszka 15 milionów ludzi. Po wylądowaniu udajemy się do hotelu na wypoczynek. Mieliśmy do wyboru luksusowe hotele, ale różnica w cenach były bardzo duże i zdecydowaliśmy się na trochę gorsze ale wyglądają na dobrej klasy. I tak na przykład wygląda pierwszy z nich Taj Mahal Hotel.  
 

   Pierwszy dzień zaczniemy od przejażdżki rikszą po starym mieście. Będziemy zatrzymywać się w kilku miejscach. Najważniejsze miejsca które mamy odwiedzić to:

Red Fort, najpotężniejszej twierdzy i pałacu imperium Mogołów.
 

Jama Masjid, największy meczet w tym kraju.
 

Dla mnie najciekawsze miejsce, czyli Chandni Chowk. Tętniący życiem bazar w starym mieście. 
W Nowym mieście mamy odwiedzić olbrzymie mauzoleum Humayun's Tomb, zawierające groby wielu władców Indii a zbudowane w 1570 roku.
 

Qutub Minar, minaret zbudowany w 1173 roku.
 
 
  Tym zakończymy pierwszy dzień i wrócimy do naszego hotelu.
   Poranek następnego dnia, to podróż samochodem do miasta, Agra. Zameldowanie się w hotelu ITC Mughal
 
 
 i natychmiastowa wyprawa w miasto, które było siedzibą władców Indii do 1637 roku po którym przenieśli się oni do Delhi. Tutaj też zaczniemy od ich zamku, który podobnie jak w ten w stolicy nazywa się Red Fort.
 

   A pod koniec dnia, chyba najsławniejsze miejsce Indii - Taj Mahal.
 
 
Kolejny dzień i następna zmiana. Udajemy się na stację kolejową i pociągiem jedziemy do Jhansi. Mam nadzieję, że będziemy mieli lepsze miejsca niż Ci tutaj.
 
 
Przesiadamy się do auta i przejedziemy najpierw przez miasto Orcha, gdzie zwiedzimy średniowieczny zamek Fort Palace.
 

Następna  przeprawa samochodem i lądujemy w mieście Khajuraho. Będzie już wieczór, czyli meldujemy się w hotelu Chandela na wypoczynek.
  Kolejne miasto, kolejna wycieczka. Bardzo interesujce miejsce - Wschodnie i zachodnie świątymie Khajuraho. Było tutaj ich kiedyś aż 85, niestety wojny i czas zredukował tą liczbę do 20-tu. Mimo wszystko są to niesamowite budowle.
 

 
   Po obejrzeniu tych cudów, zmieniamy charakter podróży. Dobijemy do Panna Narodowego Parku i będziemy na safarii poszukiwać tygrysów, co oczywiście nie jest gwarantowane, bo liczba ich się drastycznie zmniejszyła. Ale może będziemy mieli szczęście a przy okazji znajdziemy inne ciekawe gatunki zwierząt.
 
 
 Nie wracamy już do miasta, ale zostajemy w parku w hotelu Ken River Lodge.
 
 

Początek dnia piątego, będzie podobny do poprzedniego. Poranne safari a w połódnie, a w drodze na lotnisko jeszcze raz zatrzymujemy się przy ich świątyniach.
   Małe lotnisko w Khajuraho, samolot, godzina lotu i lądujemy w Varanasi. To miejsce które zawsze chciałem zobaczyć. Ghat. Może je kiedyś widzieliście, bo jest umieszczone w większości filmów o tym kraju. Nad rzeką Ganges ciągną się olbrzymie schody z budynkami nad nimi. Jest to święte miejsce i tam zbierają się ludzie na kąpiele, modlitwy. Tam piją wodę, palą zmarłych i wrzucają prochy do rzeki i wykonują wiele innych czynności. 
   W ten pierwszy wieczór znajdziemy się w tym miejscu, żeby obejrzeć illuminated aarti. Nieraz ceremonia aarti nazywana jest ceremonią świateł, ale dla nich jest to coś ważniejszego niż zabawa. Są to modlitwy do ich bogów i poszanowania i podziękowania ich rzece Ganges.
 
 
Po tym lądujemy w następnym i ostatnim hotelu The Gateway Ganges.
  Ostatni dzień zaczniemy od wyprawie łodzią po tej sławnej rzece. Będziemy mogli obejrzeć to miejsce od innej strony.


 
 Będzie to bardzo wcześnie i po tej wyprawie idziemy na śniadanie. Zaraz po tym odwiedzimy Sarnath, miejsce gdzie Budda wygłosił pierwsze kazanie po osiągnięciu oświecenia. 
Niektóre budowle powstały tam wiele lat przed naszą erą. 
 
 
 
  To miejsce zakończy naszą podróż. Udajemy się na lotnisko i 13-to godzinny powrót do Nowego Jorku.

Friday, January 23, 2015

Selfie




    Czas ucieka i został mi tylko miesiąc do moich następnych wakacji. Niestety całe plany wycieczki do Peru się nie udały. Musi się to odbyć w innym terminie. Zaplanowałem więc coś innego ale nie będę o tym pisał do momentu dogrania wszystkiego do końca. Nie chce drugi raz zapeszyć.
Mam nadzieje, że za kilka dni wszystko się wyjaśni. Będzie potrzeba mi trochę czasu na załatwienie wizy i prawdopodobnie szczepień.
    Wczoraj znalazłem artykuł o polskiej studentce Sylwii Rajchel. 


Uczyła się ona w szkole medycznej w mieście Posada (nie znam takiego miasta). Wyjechała na wycieczkę do Hiszpanii i w mieście Seville chciała sama sobie zrobić zdjęcie na jednym z tamtejszych mostów. Balansując na krawędzi mostu, poślizgnęła się i spadła na fundamenty mostu, oczywiście tracąc życie.
    Nie jest to jedyny przypadek  takiej sytuacji. Nasze pokolenie wpadło w manię robienia sobie zdjęć. Po angielsku nazwa jest prosta - selfie. Nie mogłem znalezć odpowiednika polskiego. Większość używa tej samej angielskiej formy. Ale znalazłem potoczną nazwę - samojebka. Tylko my potrafimy wymyśleć coś takiego. Widzę to wszędzie, podróżując po świecie. Większość ludzi nie dba o to żeby sfotografować na pamiątkę piękne tereny, architekturę, zwierzęta. Ważne jest żeby zrobić sobie zdjęcie. Nie jest w tym nic złego, jeśli złapać można siebie i coś z czym chcielibyśmy mieć pamiątkę. W większości wypadków są to jednak zdjęcia samej twarzy, z czymś zamglonym z tylu i do tego w fatalnej jakości bo robione z telefonów. Ale jaka frajda kiedy można natychmiast wysłać do koleżanek smsem i pochwalić się gdzie jestem. Niestety w wielu wypadkach jest to niebezpieczne, bo zdjęcia te chcą być oryginalne. I tak właśnie zakończyła życie ta młoda dziewczyna.
    Niestety ta mania sięga dużo dalej. Niektórzy próbują przeskoczyć innych w pomysłowości i wymyślają coraz niebezpieczniejsze miejsca. Trzeba im przyznać, że przynajmniej używają lepszych aparatów i zdjęcia te są naprawdę efektowne. Każdy z nas będzie miał inne podejście do tych wyczynów. Dla mnie to głupota ale myślę że wielu podziwia tych młodych ludzi.
      Jedno jest pewne. Podziwiając je czy ganiąc, patrzenie na niektóre z nich powoduje  tworzenie się gęsiej skórki i dreszczy po plecach. To niektóre z nich.




Dubai



Moskwa


Rio de Janerio

Monday, January 19, 2015

Wypadki samochodowe




      Nigdy nie wierzyłem i dalej się przy tym trzymam, w przepowiednie, przeznaczenie, etc. Ale niektóre wypadki wydają się działać na przekór moim przekonaniom.
     Pamiętam jak dzisiaj historię pewnego mężczyzny. Przyjechał do Nowego Jorku z innego stanu. Wynajął pokój w jednym z najlepszych hoteli, Hyatt w centrum Manhattanu. Uczestniczył w jakiś spotkaniach z firmy którą reprezentował i prawdopodobnie bawił się wieczorem. Spowodowało to, że do łóżka poszedł dopiero następnego dnia w biały dzień. I to właśnie w tym momencie, kiedy spał, oderwał się kawal sufitu dokładnie nad jego łóżkiem. Nawet nie zdążył się obudzić. Niektórzy twierdzą że nadszedł jego czas.
    Dla porównania inny wypadek z wczorajszego dnia. Tegoroczna zima jest trochę inna na naszych terenach. Bardzo zimno ale szczęśliwie nie ma śniegu. Wiele razy pada deszcz, ale dokładnie w te dni, kiedy temperatury podskakują na powyżej zera i omijają nas w ten sposób opady śniegu.
Powoduje to jednak bardzo niebezpieczne sytuacje na drogach. Dla mnie i wierzę że także dla innych, dużo gorzej jest mieć cienka warstwę lodu na drogach niż warstwę śniegu. Ta „szklanka” jest niewidoczna i wjeżdżając w takie miejsce, zaskoczeni nie potrafimy kontrolować samochodu. Przy najdelikatniejszym dotknięciu hamulca, znajdujemy się w sytuacji prawie gwarantującej wypadek.
    Tak stało się wczoraj. Mężczyzna wjechał w ciężarówkę a druga wbiła się w niego z drugiej strony. Nie ważne jak do tego doszło, a raczej to co z tego wyniknęło. Załączam zdjęcia z tego wypadku. Gdybym nie widział zdjęcia kierowca w środku tego wraka i relacji ludzi, którzy widzieli tego człowieka po wyciagnięciu go z samochodu, stwierdził bym ze stu procentową gwarancją, że musiał on zginąć. A tu przeciwnie, oprócz dwóch plastrów na zadrapaniach, nic mu się nie stało.



    Czyli według tych „wierzących”, to nie był jego czas.
W ostatnich tygodniach, z powodu tej sytuacji zerowych temperatur i opadów deszczu lub lekkiego śniegu, mieliśmy bardzo dużo kolizji. I tu możemy się pochwalić, że jak są wypadki to nie jakieś tam dwa, trzy samochody. U nas potrafimy robić do na dużą skalę.

400 samochodów w tym wypadku


  Więcej niż 40 samochodów w tym wypadku.


Wczoraj na jednej z naszych dróg. Kilkadziesiąt samochodów.
Jest tylko jedna metoda uniknięcia takich stłuczek. Nie wsiadać do samochodu i przesiedzieć ten czas przy telewizorze.

   A co do zabobonów, to może sam zapeszyłem sprawę wakacji. Nie odpukałem w niemalowane drzewo. Opisałem ostatnio plany mojej nowej wycieczki i nie wiem czy coś z tego wyjdzie. Są duże problemy w jej sfinalizowaniu. Jednym z powodów jest termin. Nie jest to jeszcze sezon na tamtych terenach i nikt nie ma dla nas miejsca. Nie wiadomo czy nie będę musiał zmienić plany. Teraz będę pisał o czymś co jest w pełni zagwarantowane a nie zapeszał przed czasem.