Wednesday, December 11, 2013

Tylko ciekawostki




    Ponieważ nic ważnego nie wydarzyło się w ostatnich dniach, dla relaksu, wypełnię dzisiejsza stronę ciekawostkami, przesłanymi mi przez znajomych.
Zacznę od filmu który zabawi nas rożnymi atrakcjami. Dziesięć minut z profesjonalnie dobranym podkładem muzycznym. Reżyserowi tego filmiku, wspaniale połączyli 243 różnych urywków filmowych w całość. Znaleźć tam będzie można zwariowany sport, ryzykowne ewolucje, śmieszne wypadki, taniec i wiele innych. Jedne mrożą krew w żyłach inne zastanawiają inne bawią a wszystkie zrobione w technicznie bardzo wysokiej jakości .
Miłego oglądania.

    Drugi to film zrobiony na wschodnich wybrzeżach Stanów Zjednoczonych. Nie będę nic opisywał, trzeba go zobaczyć. Ale muszę powiedzieć, że niesamowita historyjka.

    Następny to zabawna, ukryta kamera. Ten, nagrany w Brazylii. Myślę, że w wielu krajach baliby się go nakręcić, bo nie wiem czy Ci „poszkodowani” nie oddali by sprawy do sądu. Reakcje ofiar są bezcenne, ale ja zwróciłem najwięcej uwagę na dziewczynę z chłopakiem. To mężczyzna ma być tym, który broni swoją ukochaną przed niebezpieczeństwami. Przyjrzyjcie się jak reaguje ta para. Miłej zabawy.

   Dodam jeszcze jeden. Tym razem czarna magia.  Jak to zrobione, nie mam pojęcia. Wszystko wygląda naturalnie a osoby na przypadkowe, spotkane w parku. Nie wiem jak to zrobione, ale na pewno efektowna sztuczka. Zapraszam.


Zakończę to muzycznymi bezużytecznymi informacjami.

*** Cher powiedziała o sobie, "Jestem żeńskim odpowiednikiem fałszywych 20-dolarowych banknotów. Połowa tego co widzisz jest dość dobrym wizerunkiem, a reszta jest oszustwem.
*** Oświadczając, że jest alkoholikiem, Ozzy Osbourne (Black Sabbath) zakończył  współpracę z zespołem, przestał występować i otworzył bar. Wkrótce wypił cały alkohol w swoim barze i zmarnował wszystkie pieniądze. Wtedy nie miał wyboru i powrócił do swojej grupy muzycznej.
*** Członkowie grupy Aerosmith lubili zabierać ze sobą w trasę łańcuchowe piły, by mogli łatwiej demolować pokoje hotelowe. Podróżowali z bardzo długimi przedłużaczami, dlatego, żeby telewizory wyrzucane z okien hoteli, grały, aż do momentu uderzenia w ziemię.
*** Alice Cooper lubił nosić węża Boa na swojej szyi, podczas gdy występował na scenie. Podczas jednej z prób w swoim pokoju hotelowym, wąż zaczął zaciskać się na szyi Coopera. Ochroniarz nie mógł odczepić węża, wyjął więc scyzoryk i odciął mu głowę.
*** Mariah Carey pracowała jako hostessa w restauracji, zanim została wielką piosenkarką.
***W 1960 roku, przed "Blowing in the wind", Bob Dylan dostał wypłatę w wysokości 50 dolarów za grę na harmonijce, na albumie Harry Belafonte.
***Rod Stewart polerował trumny, zanim zaczęła się jego niesamowita kariera w muzycznym biznesie.
***Zanim stała się ikona na całym świecie, Madonna sprzedawała pączki w Dunkin Donuts.
*** Bee Gees był tak zdesperowany, żeby sprzedać swoje płyty, że dali członkom ich fan club pieniądze żeby poszli i kupili ich albumy. W tym czasie było tylko 6 osób w ich klubie.
*** Mozart skomponował kiedyś kawałek na fortepian, który wymagał, aby użyć dwie ręce i nos, aby trafić wszystkie właściwe nuty.


Wednesday, December 4, 2013

Urodziny Gubernatora Nowego Jorku


     Zacznę od krótkiej informacji. Dzięcioł wrócił! I więcej na ten temat nie napiszę, bo nie chcę się denerwować.
    Jak już wspominałem, skończyłem świąteczne dekoracje domu na zewnątrz. Zrobiłem kilka zdjęć, które załączam.




    Wczoraj odbyła się impreza z okazji urodzin Gubernatora Stanu Nowy Jork, Andrew Cuomo. Musiałem się urwać trochę z pracy, żeby wrócić do domu, przebrać się i dojechać na Manhattan. Problem jest z tym, że nigdy nie wiadomo jakie będą korki. A złośliwość losu jest taka, że jak wyjedziesz wcześniej, to drogi są puste i jesteś za wcześnie. Niestety, jak wyjedziesz na czas, to zawsze coś się dzieje i dojeżdżasz spóźniony. Ja jednak zawsze wolę tą pierwszą opcję. I tak się stało wczoraj. Dobiłem na miejsce godzinę przed czasem. Na I-phonie znalazłem pobliski parking i tani, bo tylko 20 dolarów za zaparkowanie.  Pogoda dopisała i było bardzo ciepło jak na te porę roku, więc wykorzystałem to i przeszedłem się po okolicy.
      Miejsce w którym mamy imprezę urodzinową jest bardzo sławnym . Nazywa się Roseland.

Powstało w 1919 roku i pomieścić może około 1000 osób jeżeli ustawione są stoły, a do 2500 osób jeżeli są koncerty.
W tym miejscu tańczyły i śpiewały takie sławy jak Fred Astair, Louis Armstrong, Ella Fitzgerald i wielu innych. Przez wiele lat był jednym z głównych miejsc gdzie można było bawić się na balach przy muzyce Tommy Dorsey czy Glen Miller Band. Kiedy w latach siedemdziesiątych, wszystko zmieniało się na dyskoteki, miejsce to pozostało jednym z nielicznych, gdzie organizowano tradycyjne bale. Ostatnio, z powodu braku chętnych na takie imprezy, wynajmowane jest na prywatne gale a także służy jako hala koncertowa i można tu obejrzeć i usłyszeć takie sławy jak Madonna czy Lady Gaga. Zlokalizowana na 52-iej Ulicy, miedzy Alejami 8 i 9.
    Poszedłem więc na krótki spacer i idąc Szósta Aleją, zrobiłem kilka zdjęć z tegorocznych dekoracji.





    Tak dostałem się do Rockefeller Center, gdzie dzisiaj ma być oficjalne zapalenie świateł na choince. Było tam bardzo ciasno i dużo barykad, bo przygotowywali się do tego ważnego dla Nowego Jorku wydarzenia. Choinka oczywiście jeszcze bez oświetlenia. Wszędzie grupy ludzi wyczekujących na pojawienie się znanych osobistości. Niektórzy dokładnie śledzą kto ma się pojawić i są tacy, którzy czekają tam wiele godzin, lub nawet cały dzień, żeby być blisko. Nie zdziwiłbym się, że Ci za barykadami ustawili się już dzień przed tym i będą tam stali całą noc i dzień. Może wymieniając się ze znajomymi. I znów cyknąłem kilka zdjęć, choć trudno było ująć całość, bo wszędzie stał sprzęt (głośniki, światła, kamery) i blokował widok.
 



 
    Kiedy doszedłem do Time Square, zadzwoniła Wiesia i musiałem zawracać, bo ona właśnie dojeżdżała do Roseland. Kilka zdjęć





i powróciłem na 51-ą ulicę. Jak zwykle, kiedy pojawiają się politycy, naprzeciwko Roseland, została zorganizowana akcja protestacyjna. Tym razem nie przeciwko Gubernatorowi, tylko wykrzykująca hasła i szukająca wsparcia Cuomo o zablokowanie szczelinowania hydraulicznego, czyli pozyskiwania gazu ziemnego z łupków. Napisy i okrzyki rodzaju więcej organicznych farm, Gubernatorze! Pomóż zablokować wydobywanie gazu towarzyszyło mi do momentu kiedy zjawiła się Wiesia. 

Na szczęście przechodzący ludzie w większości traktowali ich za takich co nie mają nic innego do roboty i było wiele komentarzy jak: idźcie do domu i nie zakłócajcie spokoju, lub dużo mocniejsze.
      Kiedy weszliśmy do środka, zaskoczył mnie brak security. Nie było żadnego sprawdzania toreb i łatwo by było przenieść broń, jeśli znalazł by się jakiś wariat. Już wewnątrz, po dostaniu drinka, spotkałem mojego szefa, Peter Tully. Oczywiście, tak jak ja, on nie jest demokratą, ale w świecie polityki, nie zawsze to się liczy, ale to kogo się zna i gdzie można to wykorzystać. On zna Cuomo od bardzo dawna i wspierał go wielokrotnie finansowo. Jego stolik był jednym z pierwszych przy estradzie.

Ogłoszono, że impreza ma się zacząć i udaliśmy się do naszego stołu, numer 59. Tam były cztery osoby z Wiesi firmy i jeszcze dwie kobiety. Jedna z biura projektowego a ta druga psycholog. Współczuje tym, którzy musza się u niej leczyć. Nieprzyjemna, cały czas na telefonie testowała, nie uśmiechnęła się nawet raz. Może sama powinna się leczyć.
      Pierwszą częścią był krótki film o karierze politycznej Cuomo, następnie ktoś z jego grupy ludzi (ja ich nie znam, bo nie z mojej partii) powiedział kilka słów i zaprosił Billy Joel na scenę.
     Występ był dość krótki, jeśli miał by być to koncert, ale wystarczający na taką imprezę. Zaśpiewał on 7 ze swoich najważniejszych przebojów. Nawet jeden z nich został przerobiony i słowa dostosowane do urodzin gubernatora. Znów kilka zdjęć. Wszystkie dzisiejsze zdjęcia, nie są najlepszej jakości, bo nie byłem pewien czy można będzie fotografować i nie chciałem się pojawiać tutaj z moimi obiektywami i lampą błyskową.

 
    Zaraz po Joel, wyszedł sam Cuomo i znów kilka słów, bardzo krótko. Tym nie byłem bardzo zainteresowany, ale muszę przyznać, że jest on jednym z demokratów, z którymi nie mam wielkich problemów. Czyli najlepszy z najgorszych.
 
 
  
    Poszlibyśmy po tym do domu, ale byliśmy głodni, bo nie było czasu zjeść coś przed imprezą, czekaliśmy więc na obiad. Trochę to trwało. Wreszcie podali nam kawałek kurczaka z kilkoma malutkimi warzywami. Trudno powiedzieć co to było, bo było tak małe, że nie mogłem poznać. Ha, ha.
Szybko uporaliśmy się z tym „wspaniałym” obiadem i natychmiast po tym wyszliśmy.

 Odebranie samochodu i powrót  przeszedł bez żadnych problemów i już w domu, spokojnie wypiliśmy cappuccino i oczywiście zaraz potem poszliśmy spać.
Tak sobie pomyślałem. Może nie mamy pieniędzy, sławy. Ale jak ja mam urodziny, lub jak robię imprezę, to jestem wśród swoich bliskich, przyjaciół. Wszyscy się dobrze bawią, nie udają przed sobą kto jest kim i kogo zna. Swobodnie, każdy robi co chce. A w tym innym świecie? Czy tak naprawdę on wie, kto jest jego przyjacielem? Czy to tylko ludzie, którzy chcą go wykorzystać. Zawsze ktoś kogoś obserwuje, nikt nie jest naturalny. Wszystko sztuczne i smutne. Myślę że nie chciał bym się zamienić. Chociaż?  Może tak na jakiś czas?  

Friday, November 29, 2013

Thanksgiving i Czarny Piątek




Już po świętach Thanksgiving. Zaczęły się małym problemem. Rano przy przygotowywaniu jedzenia, zepsuła się maszynka do mielenia mięsa. Wiesia była w połowie pracy przygotowania nadzienia do indyka. Dla nas indyk bez tego dodatku nie jest ten sam. Najpierw więc próbowałem czy można to naprawić, ale niestety, rozebrałem maszynkę do najmniejszych części i nic nie mogłem znaleźć. To nawet dobrze, bo gdybym naprawił, to nie potrafiłbym złożyć tego z powrotem. Następnie wyjechałem w okoliczne tereny w poszukiwaniu sklepu, w którym mógłbym ją kupić. Po 2 godzinach jazdy z przystankami, zrezygnowałem bo nie było jednego otwartego sklepu. Nie spodziewałem się nic znaleźć, ale musiałem udowodnić żonie, bo inaczej miałbym nieprzyjemny dzień.
    Dobrze, że trochę zmieliła przed śmiercią maszynki i na tym pozostało. Będzie trochę mniej. Dwudziesto-funtowego (czyli około 9 kilogramów) indyka wstawiłem o 12 godzinie. W tym roku przygotowywałem go trochę inaczej. Najpierw wstawiony do piekarnika, przykryty, siedział tam dwie godziny. Przed wstawieniem, wlewam wody do pojemnika z indykiem, tak, żeby nie moczył się w niej, bo ten ma metalowa podstawkę na której leży ptak i jest gdzieś 2.5 centymetra ponad dnem garnka. Po dwóch godzinach, zdejmuje przykrywę i od tego czasu, co dwadzieścia minut polewam go tą wodą. Dodam, że co roku do tej wody dodajemy kilka kostek rozpuszczonego masła. W tym roku tego nie zrobiłem, tylko zamiast polewania wodą, po prostu smarowałem go tym masłem. Trwało to około trzy godziny. Już dobrze zarumieniony i gotowy, został jeszcze raz przykryty i posiedział w piekarniku następne pół godziny.
 

 To chyba najlepszy indyk jakiego jedliśmy. Po prostu
 rozpływał się w ustach.
    Inne dania były typowymi dla naszego stołu. Czyli oprócz indyka i nadzienia były ziemniaki, słodkie ziemniaki pokryte orzechami, brukselka, gruszki na słodko, sos żurawinowy wymieszany z brzoskwiniami i oczywiście sos z pieczarkami do polewania ziemniaków i nadzienia.
 
Jak zwykle, przygotowania trwają cały dzień, a wystarczy kilkanaście minut i talerze są puste. Spędziliśmy chwile przy stole i przenieśliśmy się na wygodne kanapy, żeby wypić kawę, zjeść key lime pie, czyli ciasto którego nazwy nie jestem przetłumaczyć a robione jest z limy. Obejrzeliśmy film Behind the Candelabra o  Władziu, czyli pianiście Liberace, którego matka była polką a ojciec Włochem. 

Był jednym z najwięcej znanych pianistów i homoseksualistów. Zmarł na Aids. Ciekawy film. Główne role grane przez Michael Douglas i Matt Damon.

 Niestety ja musiałem udać się spać, bo muszę iść do pracy na drugi dzień.
       Przyjechałem do pracy z przyzwyczajenia bardzo wcześnie, choć nie musiałem, bo dzisiaj jest nas tylko kilku w biurze. Wszyscy inni mają wolne.
I tu niespodzianka. Prądnica zasilająca moje biuro przestała działać i nie było prądu. Kiedy wszedłem do biura, mój biedny kot (w środku było tylko kilka stopni Celsjusza) czekał na mnie i opowiadał mi przez kilka minut jak mu zimno. Nie przestawał miauczeć i natychmiast wskoczył mi na kolana i wszedł pod kurtkę. Tam zadowolony zaczął mruczeć. Po godzinie zdołaliśmy uruchomić prądnice i szybko nagrzaliśmy biuro.
     Kobiety mają plan udania się do Elaine kondominium i dekoracji jej mieszkania na Święta Bożego Narodzenia. Później chcą się udać na drobne zakupy, raczej dla miłego spędzenia czasu niż samych zakupów. Ja mam pojechać po pracy, żeby je na te zakupy zabrać. Już wczoraj tłumaczyłem im, że to nie ma sensu, bo to jest Czarny Piątek, ale oczywiście nie chciały słuchać. Jest to potoczna nazwa dnia po  Dniu Dziękczynienia   w USA,  rozpoczynającego sezon zakupów na Gwiazdkę. Wiele punktów sprzedaży oferuje w dodatkowych godzinach, niekiedy nawet całą dobę, jednodniowe okazje i zniżki. W Stanach Zjednoczonych jest to często najbardziej dochodowy dzień dla sprzedawców; w ten dzień od wielu lat zakupów dokonuje ponad 100 milionów Amerykanów. Dlaczego czarny? Bo jak dzień ten nie da oczekiwanych zysków, oznacza to, że sklepy i wszyscy inni nie będą mieli dobrych zysków w danym roku. Ludzie dostają dosłownie szału na tym punkcie. Rano ustawiają się olbrzymie kolejki. Szczególnie popularne są sklepy z zabawkami i sprzętem elektronicznym. Co roku dochodzi do bijatyk między kupującymi i wielokrotnie musi reagować policja. 


 
W tym roku, pierwszy raz w historii, Macy‘s na Manhattanie otworzył drzwi już w sam Thanksgiving. Przed drzwiami ustawiła się kolejka z 15000 tysiącami osób. Myślę, że trzeba by ich było wysłać do dawnej polski, kiedy trzeba było stać w kolejkach po chleb i wszystko inne. Kiedy rano podjeżdżałem pod biuro, przejeżdżałem obok centrum handlowego. Już o 6 rano wypełniony był samochodami. Jeszcze raz spróbowałem szczęścia z Wieśką, tłumacząc jej, że zakupy dzisiaj nie mają sensu. Zaproponowałem, że zabiorę je jutro, w sobotę i wreszcie się zgodziła.
    Pojadę je tylko odebrać z Forest Hills i pojedziemy do naszego domu.
Jutro będę mógł skończyć dekoracje świąteczne i oficjalnie włączyć światła.
Zaczął się najbardziej zajęty sezon roku. Czas Świat Bożego Narodzenia.
    Jeszcze jedno. Ponieważ zaczyna się zima, załaczam filmik, który dostałem od kolegi. Takie małe ostrzeżenie przed tym co może nas spotkać.
http://www.youtube.com/embed/xKy2lLNQYrI?rel=0
 
  

Wednesday, November 27, 2013

Nowojorskie wiadomości


     Kontynuacja tego co zacząłem poprzedniego dnia.
Pisałem już kilkakrotnie, że zasypywani jesteśmy nowymi przepisami i prawami, wymyślanymi przez tych których sami wybieramy, które dla mnie nie są niczym innym tylko ograniczaniem naszej wolności, pod płaszczykiem ulepszania świata. Ostatnio na stronach gazet pisze się o nowych pomysłach. W stanie New Jersey podane ma być pod głosowanie nowe prawo, które ma zapewnić nam bezpieczeństwo. Jeśli by to przeszło przez stanową biurokrację to kierowcy samochodów, nie tylko będą karani za wszelkie łamanie ruchu drogowego, nie zakładanie pasów bezpieczeństwa, rozmowy telefoniczne i tekstowanie, ale troszkę więcej. Kary maj być nałożone za palenie papierosów, robienie makijażu i wszelka konsumpcja pokarmów! 


Czy w to wlicza się picie kawy, nie wiem. Dodam, że zgadzam się z tym że wiele z tych czynności, szczególnie makijaż są ładnie mówiąc niepoważne. 
   Czyli sfrustrowany policjant po kłótni z żoną, wyjedzie na drogę i wlepi Ci mandat za dłubanie w oku (bo np. Coś Ci w nie wpadło), bo stwierdzi, że to było robienie makijażu. Śmieszne, że jeden z kierowców, jadąc samochodem programować będzie GPS, czy szukał dobrej muzyki w radiu i to będzie legalne, a drugi palił papierosa i dostanie mandat. Oczywiście do czasu, bo pewnego dnia wprowadzą dodatkowe przepisy i wtedy będzie prawo, że jak dwie ręce nie będą na kierownicy to natychmiast można kryminalistę ukarać. A jak chcesz się podrapać, bo coś Cię zaswędzi, to lepiej miej pasażera, który Ci w tym pomoże.
     W Nowym Jorku głosują nad prawem, żeby ograniczyć szybkość do 30 km na godzinę w każdym miejscu oprócz tych, które będą oznakowane i szybkość podwyższona. A to dlatego, że kilka lat temu jakiś kierowca zabił dziecko jadąc 40 kilometrów na godzinę. I znów nie ważne, że może ten dzieciak wyskoczył niespodziewanie na drogę, że może kierowca nie potrafi jeździć. Jeden przypadek głupoty, nieuwagi ma zmieniać całe nasze życie. Pytam się czy 30 kilometrów wystarczy? Czy może powinniśmy ustalić 20 na godzinę. A może po prostu zrezygnować z samochodów w miejscach publicznych? Czy ktoś zagwarantuje mi, że przy takich szybkościach nie będzie wypadków? A co z tymi, którzy je złamią i pojada szybciej. Czy wtedy trzeba karać cały naród? I znów wracamy do tego samego problemu karania wszystkich za kilku idiotów.  
     Następne prawo i tu niespodzianka, mogę się z nim zgodzić, to zabronienie podawania jedzenia na wynos, kawy w pojemnikach ze styropianu. 


Są podobno trudne do przerobienia ze śmieciami a co roku wyrzucamy ich w samym Nowym Jorku aż do 70,000 ton. Jeżeli to zanieczyszcza środowisko, nie powinno być dużego problemu z zastosowaniem papierowych kontenerów, które i tak używane są w wielu miejscach.
    Jeszcze jedna duża zmiana w naszym mieście. Żółte taksówki, którymi jeździłem prawie przez trzy lata, są najważniejszym środkiem transportu w NY. Niestety wszyscy kierowcy obsługują przeważnie sam Manhattan i lotniska, bo tam można zarobić. Pamiętam dobrze jak dostawałem pasażera, który chciał jechać do innej dzielnicy, byłem bardzo niezadowolony, bo znaczyło to długi powrót bez żadnego klienta, czyli strata pieniędzy.
Przez te wszystkie lata, inne dzielnice (Bronx, Queens, Brooklyn, Staten Island) obsługiwane były przez nielegalne tak zwane Gypsy Taxi, czyli cygańskie taksówki. Nie były one rejestrowane, czyli kierowcy nie płacili podatków a i pasażerowie nie byli pewni, kto ten samochód prowadzi. Może to być np. przestępca, który rabuje ludzi. Wreszcie po tylu latach, Bloomberg wydał 18000 nowych licencji na taksówki, które maja obsługiwać te tereny. Nie mogą one pracować na Manhattanie i lotniskach. Taksówki nie będą żółte, tylko jasno zielone. 

Miasto zarobi na tym pieniądze, bo kupno licencji kosztuje i kierowcy będą płacili podatki, tak jak każdy inny mieszkaniec tego miasta. Co jest też ważne, pasażer będzie czuł się bezpieczniej, bo wsiadać będzie do samochodu, który obsługiwany jest przez ludzi z kontraktami a nie jakimś przypadkowym nie wiadomo kim.
    I ostatnia wiadomość z Nowego Jorku. Powstała nowa gra i zdobywa coraz większa popularność: Knockout Game. Polega ona na tym, że grupa młodych ludzi, szuka ofiary ( w większości wypadków starsze osoby, kobiety) i jedni filmują całość a inny podchodzi znienacka do tej osoby i próbuje jednym ciosem zrobić jak najwięcej szkody i oczywiście najlepsi są Ci, którzy potrafią tak uderzyć, że osoba ta traci przytomność. Później film ten wkładają na Youtube i są bohaterami w swoim gronie.

     Oczywiście gra ta nie rozprzestrzeniła by się na cały kraj, gdyby nie prasa, która się rozpisuje nad tym ze szczegółami i inne grupy czytając to, dochodzą do wniosku, że to świetny pomysł. Jest już dziesiątki, setki takich przypadków. Jedna starsza kobieta jest dalej w komie. Na szczęście, reakcja władz, jest dość szybka. W Filadelfii, ustanowili prawo, że udowodnione przypadek takiej gry, kwalifikuje atakującego do oskarżenia o próbę popełnienia morderstwa, czyli wiele lat więzienia. Inne miasta też szybko reagują i mam nadzieje, że to się szybko skończy. Były już też dwa przypadki, że ofiary (mężczyźni) posiadali bron palną i po ataku postrzelili tych chuliganów (a jednak posiadanie broni, nie jest takim złym pomysłem). Mało tego, policja po przybyciu na miejsce wypadku i stwierdzeniu faktów aresztowała nie strzelającego ale tego od gry.
   To wszystkie najnowsze wiadomości z naszego Wielkiego Jabłka.

Tuesday, November 26, 2013

GRAFFITI


    Ostatnio pisałem o przyjemnych rzeczach, takich jak świętach, zabawy. Dzisiaj wrócę trochę do tych nieprzyjemnych, czyli polityce.
Nowy Jork codziennie się zmienia. Raz na dobre raz na złe. W wielu przypadkach jest to niezależne od nas, ale w większości jest to wpływ czyjegoś działania.
     Przez ostatnie kilkanaście lat, zwyciężyliśmy wojnę z graffiti, czyli tworzeniem obrazów, podpisów lub rysunków, które są umieszczane w przestrzeni publicznej lub prywatnej za pomocą różnych technik. Wspominam o tym, bo jest to moim problemem na budowach. Do momentu, kiedy miasto nie przejmie moich budów, czyli do ich ukończenia, my jesteśmy odpowiedzialni za te malowidła i jeśli ktoś coś namaluje to muszę to usuwać. Ostatnio pojawia się ich coraz więcej. Wojnę tą rozpoczął i wygrał burmistrz Giuliani a Bloomberg dobrze dał sobie radę z jej kontynuacją. Niestety powoli się to zmienia i uważam, że pogorszy się w najbliższym czasie. Pierwszym powodem jest nasza prasa. Zwróciliście chyba uwagę na psychikę  społeczeństwa obecnych czasów.
   Po pierwsze to uważanie, że demokracja, równość to jest coś co daje wszystkim równe prawa, bez różnicy jaki jest ich wkład w rozwój swojego miasta, kraju, cywilizacji. I nie daleko rożni się to od komunizmu i starego polskiego powiedzenia: „Czy się stoi, czy się leży dwa patyki się należy!”.
O tym już pisałem.
     Po drugie, szukanie w każdej sytuacji niefortunnych przypadków, czy nie można tego wykorzystać do sadzenia kogoś o coś.  Wielu normalnych obywateli nie robiło by tego, ale dochodzą do wniosku, że wszyscy inni to robią to czemu oni maja pozostać w tyle. Dawniej, ktoś idący na spacer, potknął się o nierówność na chodniku, przewrócił się i złamał nogę. Jedną z jego reakcji byłoby wyzwanie siebie samego o głupotę i nieuwagę. Poszedłby do lekarza, noga w gips i sprawa zakończona. Teraz oczywiście, pierwsza reakcja to rozejrzenie się wokół i wyszukanie wszystkich możliwych sprawców jego nieuwagi. Czyli właściciela domu obok chodnika, bo nie zadbał o jego naprawę, władze miasta bo oni też powinni to zrobić. Może producenta butów, bo mogły być więcej elastyczne, kontraktora który wybudował ten chodnik i tak dalej. W tej samej chwili zjawia się prawnik, który całkowicie zgadza się z pretensjami poszkodowanego i ta drobna usterka pozwala rozruszać ekonomie. Prawnicy, sędzia, poszkodowany zarabiają olbrzymie pieniądze. Także rząd, bo zbiera podatki od wygranych pieniędzy. Wszyscy są szczęśliwi, bo płaci za to ubezpieczenie! I nawet nikt nie pomyśli, ze ubezpieczenia na następny rok podskakują o 10 procent i że sami są tego powodem.
    Następny powód, (od czego zacząłem) czyli zafascynowanie sławnymi ludźmi, gwiazdami. Główna winę za to ponosi prasa, która rozdmuchuje każdą sprawę. Wszyscy czytają jak ubiera się Lady Gaga, gdzie jadł obiad Tusk, czy Kaczyński ostatnio urósł. Śledzą ich kamery i reporterzy i nikt nie chce czytać o poważniejszych rzeczach, tylko o tych tak mało istotnych rzeczach. Ta fascynacja doprowadza do tego, że każdy też chciałby być jednym z nich. Wszyscy posiadają teraz kamery, aparaty fotograficzne, bo są umieszczone w zwykłych telefonach komórkowych. Każde wydarzenie zostaje więc filmowane i natychmiast pokazywane na Youtube. Może spowodować to, że osoba która to sfilmowała, zostanie sławna. Mordercy, kryminaliści piszą książki w więzieniu i zarabiają na tym olbrzymie pieniądze.  Jeżeli jakiś pomyleniec, zboczeniec, wyjdzie na ulice, w szkołach, miejscach publicznych i zabije dziesiątki osób, to prasa robi z niego sławnego człowieka. Dla tych niezrównoważonych, staje się to nieraz bardzo atrakcyjnym powodem do powtórzenia tego aktu.
Tak też dzieje się tutaj ostatnio z graffiti. Banksy jest pseudonimem angielskiego artysty, politycznego aktywisty. Chociaż, nie może on sprzedawać swoich „dzieł”, to robi o tym filmy (jeden był nawet nominowany na Oskara za dokumentalny film) i stał się bardzo sławny. Rożni się od zwykłych artystów graffiti, bo jest naprawdę oryginalny i wielu ludzi zatrudnia go do namalowania czegoś na ich budynku.



 Inni próbują na tym zarabiać pieniądze i sprzedawać te dzieła na aukcji, nie martwiąc się o to jak ten co wygra przetarg zdejmie to dzieło ze ściany budynku. Ostatnio było pełno informacji w gazetach o jego dziele, które znajdowało się przy płocie ogradzającego teren naszej firmy. Nałożył on kilkanaście bloków cementowych na siebie, dorzucił trochę cementu i nazwał to Sfinks. 

Pewnego dnia, jakaś osoba zwinęła to z ulicy i ma być wystawiona na aukcji za kilkadziesiąt tysięcy dolarów.
     Innym przypadkiem jest  opuszczony budynek w dzielnicy Queens, Long Island City. Budynek ten był miejscem, gdzie „artyści” graffiti z całego kraju, nawet świata umieszczali swoje malowidła. 

Ostatnio, ktoś wykupił ten teren i przygotowuje się do jego wyburzenia. Prace takie trwają pewien czas, doszedł on chyba do wniosku, że może mieć kłopoty z tymi ludźmi, broniącymi swoich dzieł i pewnej nocy, wynajął firmę, która zamalowała większość „dzieł” białą farbą. 

Już na drugi dzień, cała prasa pisała o tym co się stało. Artyści dawali wywiady i nawet płakali. Oburzeni, że ten wandal (właściciel) powinien być ukarany za takie zniszczenia. Jedna dziewczyna, wypowiadała się i nie mogła się nadziwić, jak można bez żadnego pozwolenia wymalować budynek? Parodia? Farsa?
     Do czego jednak dążę. Wszyscy o tym czytają na co dzień. Także „artyści”. Zdaja sobie coraz więcej sprawę, że wielu doszło do sławy dzięki tym dziełom, wiec może jemu też się uda. Zaczynają wychodzić z powrotem na ulice i uwieczniać swoje prace na budynkach, mostach, etc. Choć mogę się zgodzić z tym, że niektóre z tych prac są naprawdę interesujące,

 to większość jest po prostu wandalizmem i nie ma nic wspólnego ze sztuką. 




Nie mówiąc nawet o szkodach materialnych dla osób prywatnych jak i miasta. Wszystkie mosty, metro, budynki pokrywane są specjalną, przezroczystą farbą, która pozwala na łatwiejsze usunięcie tych malowideł i jest bardzo droga. Wszystko to oczywiście opłacane jest przez nas samych, bo pokryte z naszych podatków.