Wednesday, August 5, 2015

Filmy Fabularne


Wspominałem o mojej miłości do filmów fabularnych. Wygląda na to, że jest to miłość do bardzo starej kobiety. Tak jak z całym naszym społeczeństwem, coś złego dzieje się z „przemysłem” filmowym.
     Jeżeli przejrzycie listę filmów, które ostatnio powstają to włos się jeży na głowie. Większość to filmy o zombie, wampirach, morderstwach i najgłupszych komedii. Są one także fatalne nawet w swoich dziedzinach. Kryminalne filmy mogą być bardzo dobre, ale nie kiedy jedynym celem jest wylewanie krwi na ekran. Im brutalniejsze, im więcej krwi, tym lepsze. Komedie, to następny przykład. Im głupsze tym lepsze. Ludzie zaśmiewają się w kinach oglądając scenę z mężczyzną onanizującym się i na zakończenie sperma strzela mu na twarz. Coraz trudniej znaleźć film, który warty jest obejrzenia. Zmusza nas to do oglądania tego co jest i prowadzi do coraz większego ogłupiania i coraz mniejszych wymagań.
Spójrzmy na lata, które minęły. A wymienię tylko niektóre.
Rok 1978 – Grease, Łowca Jeleni, Midnight Express, Konwój, Komandosi z Nawarony, Śmierć na Nilu
Rok 1979 – Mad Max, Obcy, Czas Apokalipsy, Sprawa Kramerów, Cały Ten Zgiełk, Star Trek
Rok 1980 – Lśnienie, Gwiezdne Wojny V, Człowiek Słoń, Wściekły Byk
Rok 1981 – Gallipolli, Listonosz Zawsze Dzwoni Dwa Razy, Ragtime, Das Boot, Indiana Jones, Rydwany Ognia, Walka o Ogień
       To nie jest jednak jeszcze najgorsze. Zaczynam gubić się w przesłaniach ostatnio produkowanych filmów. Jednym z celów starszych filmach było pokazanie zła i dobra. Jeszcze przed powstaniem filmów, były książki. Dawno temu baśnie i historie przekazywane z ust do ust tworzyły postacie piękne, dobre i te odwrotne bardzo złe. Już w naszych czasach zmieniło się to na pokazywaniu prawdy. Nikt nie jest tylko dobry, czy tylko zły. Ale dalej przekazywano nam to w sposób, że można było rozróżnić te dwie tak przeciwne sobie cechy. Zakochiwaliśmy się w postaciach z których chcieliśmy brać przykład i potępialiśmy czarne charaktery.  Szczególnie w filmach dla dzieci i młodszego pokolenia,  chcieliśmy pokazać coś z czego powinny brać przykład. Tak samo jak w domach rodzice uczyli nas dobrych manier i poprawnego zachowania.
     To już prawie nie istnieje.  Szczególnie w serialach filmowych. Są one dosłownie zawalone seksem i brudem. Prawdę mówiąc, bardzo nie lubię, kiedy w normalnym filmie wsadzają sceny porno. Jak miałbym ochotę na coś takiego, to wypożyczę prawdziwy film pornograficzny. Natomiast nie widzę potrzeby oglądania sceny, kiedy Śpiąca Królewna po cudownym pocałunku, pokazywała swojemu księciu gołą dupę. A jest tych scen coraz więcej i coraz dokładniejsze. Prawdopodobnie wielu się ze mną nie zgodzi.
       Czasy nasze przyniosły też zmianę w podejściu do homoseksualizmu. Nie mam nic przeciw tym ludziom i mogę zrozumieć, że tak chcą żyć. Mam także wielu znajomych z tej grupy i są oni bardzo dobrymi ludźmi. Jestem jednak wielkim przeciwnikiem propagowania tego stylu życia. A filmy te dosłownie reklamują, zachęcają do takiego stylu. W tych ostatnich serialach, prawie co drugi człowiek to homoseksualista, co jest olbrzymią bzdurą. Każdy śpi z każdym. Jest to już niesmaczne, nawet obrzydliwe. Niszczymy po woli wszystko co nasza cywilizacja stworzyła.
       Także charaktery postaci filmowych pokazywane są w dziwny sposób. Często filmy (np. w moim ulubionym Walka o Tron) robione są tak, że ulubionymi postaciami są te złe. Postacie pozytywne zostają co chwila eliminowane, mordowane. Coraz więcej jest filmów o więźniach, mordercach, złodziejach. W jakiś cudowny sposób, wszyscy stają się bardzo ludzcy, mało tego, bardzo dobrzy. Zaczynamy ich lubić i zapominamy, że to Ci którzy z zimna krwią zamordowali kogoś,  zgwałcili kobietę, molestowali dzieci.
Jakie to ma być przesłanie dla nowego pokolenia?
       Powstaje także wiele filmów o terrorystach. Dla mnie każdy, który znajdzie się w tej kategorii nie jest warty litości i zrozumienia. Ale tak nie jest w filmowych historiach. Oglądamy, jak zwyrodniali Amerykanie znęcają się na biednym terroryście. Fakt, że podłożył bombę i zamordował setki ludzi?  Miał do tego powód!! Ktoś w jego rodzinie został skrzywdzony albo jakiś inny idiotyczny powód na wytłumaczenie jego postępowania. Niektórzy to zwykli fanatycy swojej religii. Do tego pokazywany jest jako bardzo dobry człowiek, walczący ze zgniłym systemem kapitalizmu. Złe charaktery to Ci którzy go pilnują lub przesłuchują. Nawet, kiedy film kończy się sukcesem przesłuchiwań i w ten sposób uratowano tysiące ludzi, którzy mogli zginąć w planowanym ataku, delikatnie dają Ci do zrozumienia, że ten terrorysta został skrzywdzony!
Ci którzy się z tym zgadzają, zmienili by prawdopodobnie zdanie, gdyby miała zginąć ich rodzina. Wtedy sądzili by rząd o niezapewnieniu im bezpieczeństwa. Są to przeważnie ludzie bez zasad, którzy pod płaszczykiem demokracji, myślą tylko o sobie. Bo przecież na tym demokracja polega. Odebrać bogatym, dać biednym. Jesteśmy równi. Dać nam za darmo mieszkanie, opiekę społeczną, zapomogi, gwarantowaną lekką pracę ale dobrze płatną, etc. Jesteśmy równi. Ale zbaczam z tematu.
       Piszę o tym, bo powoli zabierają mi jedną z wielkich przyjemności. Coraz częściej filmy zamiast satysfakcji dają mi frustrację.  Brakuje mi tej rozrywki która bawiła mnie do tych czasów. Niestety, zostało mi oglądanie starych, dobrych filmów.  
     

Monday, August 3, 2015

Dentysta



  Od dzisiaj już można liczyć na palcach ilość dni która została do przyjazdu nowożeńców do Nowego Jorku. Odwiedzają nas Iza i Kamil. Chciałem zaoszczędzić na prezencie ślubnym i zamiast pieniędzy zafundowałem im ten wyjazd. Już po fakcie obliczyłem sobie że źle na tym wyjdę. Nie mogłem się jednak od tego wykręcić.
Ha, ha. Będą u nas przez dwa tygodnie. Raczej tydzień, bo jeden tydzień spędzą w Meksyku w okolicy Cancun. Tam będzie im towarzyszyła Elaine.
       Przeważnie nie sprawdzam pogody na tak długi okres, bo oni się mylą nawet na następny dzień a co mówić o dwóch tygodniach. Tym razem, tak na wszelki wypadek spojrzałem i pierwsze dni wyglądają bardzo dobrze. Słonecznie i nawet nie za gorąco. W dzień ma być około 30 stopni a w wieczory około 20-tu.
   W Meksyku bardzo podobnie, tylko wieczory trochę cieplejsze.
    Kilka rzeczy mam już zaplanowanych, a reszta to będzie zależna od pogody i ochoty. Został mi tylko jeden weekend, w który trzeba trochę posprzątać i przygotować wszystko na ich pobyt.
      W tą sobotę idziemy na imprezę do Krzysia Haska. Jest ona z okazji ukończenia Szkoły Wyższej przez jego córkę.  Będzie trochę gorąco, ale zawsze się można schować w domu. Zostanie mi więc mało czasu na porządki, bo po imprezie, w niedzielę to nie wiadomo w jakim będę stanie.
      Nie wiem czy w Polsce słyszeliście o naszym panu dentyście.
Złapano go na nielegalnym polowaniu w Afryce.
Nie jestem z grupy ludzi lubującej się w polowaniach. Przeciwnie, nie potrafił bym strzelać do bezbronnej zwierzyny. Przepraszam, nie miał bym problemu ubić tego zasranego dzięcioła, który mi dziurawi dom!! 
Nie jestem jednak przeciwnikiem idei polowań. Myślę, że jeśli są pod kontrolą, spełniają swój cel. Ponieważ ludzie zburzyli jakiś porządek wśród populacji zwierząt, wiele drapieżników zniknęło a innych jest za dużo.  Jednak zabijanie zwierząt, których jest coraz mniej na świecie a niektóre z nich prawie na wyginięciu, powinno być poważnie karane i nie tylko finansowo. Ten dentysta to kryminalista i mam nadzieję, że ktoś się do niego dobierze i wsadzą go do więzienia na wiele lat. Widać, że zabijał je dla szpanu, dla pochwalenie się przed innymi. Zamordował on niezliczoną ilość zwierząt. Nosorożca, lawa, słonia, lamparta i wiele, wiele innych.
Wpadł na tym, że zabił lwa, który był w Zimbabwe bardzo popularny. Mieszkał na terenie chronionym, więc zwabiono go mięsem i wyszedł na prywatne tereny, gdzie go postrzelił z łuku. Do tego niecelnie i ten umierał przez 40 godzin. Smutne, że jesteśmy zdolni do takiego okrucienstwa. 













   A teraz trochę na wesoło. Znane lub nie ale zabawne.

Pewnego Bożego Narodzenia, bardzo dawno temu, Swięty Mikołaj przygotowywał
się do swojej corocznej podroży.
Jednak wszędzie piętrzyły się problemy...
Czterech z jego elfów zachorowało, a zastępcy nie produkowali zabawek tak
szybko jak elfy, wiec Mikołaj zaczął podejrzewać, że może nie
zdążyć...
Następnie pani Mikołajowa oswiadczyła mu, że jej Mama ma zamiar wkrótce
Ich odwiedzić, co bardzo zdenerwowało Mikołaja. Na domiar złego, kiedy
poszedł zaprzęgać renifery, okazało się, ze trzy z nich są w zaawansowanej
ciąży, a dwa inne przeskoczyły przez plot i zwiały - Bóg jeden wie dokąd. Mikołaj
zdenerwował się jeszcze bardziej ... Kiedy zaczął pakować sanie, jedna z
płóz złamała się. Worek runął na ziemie, a zabawki rozsypały się
dookoła.
Wkurzony Mikołaj postanowił wrócić do domu na kawę i szklaneczkę whisky.
Kiedy jednak otworzył barek, okazało się, że elfy ukryły cały alkohol i
Nic nie było do wypicia... Roztrzęsiony Mikołaj upuscił dzbanek do kawy,
Który roztrzaskał się na kawałeczki na podłodze w kuchni. Poszedł wiec po
szczotkę, ale okazało się, ze myszy zjadły włosie, z którego była
zrobiona... I własnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi... Mikołaj poszedł
otworzyć. Za drzwiami stal mały aniołek z piękną, wielką choinką.
Aniolek radosnie zawołał: - Wesołych Swiąt, Mikołaju! Czyż nie piękny mamy
dzień ? Przyniosłem dla Ciebie choinkę. Prawda, że jest wspaniała? Gdzie
chciałbys, żebym ja wsadził?... Stąd wzięła się tradycja aniołka na
czubku choinki.

­­­­­­­­­­­­­­­­­Zamożny właściciel masarni miał przygłupiego syna. Ale rad nierad chciał go
wprowadzić w biznes i przekazać obowiązki, w końcu to syn.
Prowadzi go na halę i pokazuje urządzenie.
- Patrz synu, to jest automat do parówek, kumasz ?
- Nie.
- OK, wkładasz barana z jednej strony, z drugiej wychodzi parówka. Rozumiesz?
- Nie bardzo.
- Ku..., co tu nie rozumieć...! Baran, maszyna, parówka. Patrz, tu wsadzamy barana. Chodź na drugą stronę. Tu wychodzi parówka. Wiesz o co chodzi...
- Nie za bardzo...
- Kuuuuuuuuurwa mać, czy Ty jesteś pierdolnięty?
- Tato, a nie ma takiej maszyny, żeby włożyć parówkę i żeby wyszedł baran?
- Tak, ku..., jest !!!!!!!!!!!! Twoja matka...


Lekarz mówi do bacy
Przykro mi, baco, ale macie raka.
Baca zasępił sie, pomysał, podrapał po głowie i pyta:
- Doktorze, a nie możecie mi napisać, ze mam łejds?
- AIDS..? No, ale dlaczego baco? - pyta zdziwiony doktor
- Ano, po pirse, to bede pirsy we wsi co ma łejds,
po wtóre, to bede miał pewnosć, ze po mojej Smirci mojej baby żaden nie rusy,
a po czecie, to chcialbyk zobacyć mordy tych, co juz jom rusali...

Dwoch facetow rozwiazuje krzyzowki. Jeden z nich czyta: -Otwor u kobiety na "p" -Pionowo czy poziomo? Poziomo. To pisz pan "pysk"
Lekarz skacowany po ostrym weekendowym pijaństwie. Nagle wchodzi pacjent, w doskonałym nastroju, i pyta: - Panie doktorze, jak tam moje wyniki? Na to opryskliwie lekarz: - Ma pan raka! Jak to raka? A przecież wczesniej mówił pan, że to tylko kamienie! - Kamienie... A pod każdym kamieniem rak.
Kiedy miałem 14 lat miałem nadzieję, że kiedyś będę miał dziewczynę. Kiedy miałem 16, miałem dziewczynę, ale była beznamiętna.
Jak mialem 18 lat spotykałem sie z dziewczyną, która była bardzo namiętna. Jednak była zbyt uczuciowa, o wszysko płakała, łatwo się denerwowała. Ciągle groziła samobójstwem. Postanowiłem, że muszę znaleźć jakąś "stabilną" dziewczynę. Jak doszło do 25 znalazłem dziewczynę stateczną, ale było to strasznie nudne, wszystko można było przewidzieć, nie cieszyła się z życia. Życie stało się przygnębiające. Trzeba bylo znaleźć dziewczynę z którą można byłoby przeżyć coś podniecającego. W wieku 28 lat znalazłem ekscytujacą dziewczynę, ale nie mogłem za nią nadążyć. Wciąż się spieszyła, nigdzie nie zagrzała miejsca. Ciągle z kimś flirtowała. Z początku było zabawnie i ciekawie. Ale był to związek bez przyszłości. Więc postanowiłem znaleźć dziewczynę z ambicjami. Kiedy już miałem 31 lat spotkałem mądrą, ambitną dziewczynę stojącą twardo na ziemi. Ożeniłem się z nią. Ale niestety była tak ambitna, że się ze mną rozwiodła i zabrała wszystko co miałem. Teraz mam 40 lat i szukam dziewczyny z dużymi cyckam



Saturday, August 1, 2015

Rajskie Ptaki

 
 
       Ostatnim razem pisałem o mojej kolekcji autografów, więc dziś będzie kontynuacja o moich pasjach.
Natura, przyglądanie się zachowaniu zwierząt, ptaków, może dać nam więcej wrażeń niż zwiedzanie zabytków, miast. Zawsze to lubiłem, ale nie zdawałem sobie sprawy ile przyjemności może dać prawdziwy kontakt z naturą, do momentu, kiedy pierwszy raz spotkałem dzikie zwierzęta w Afryce. Myślę, że potrzebne jest to w pełnym opakowaniu, czyli nie tylko zwierzyna, ale gdzie się je ogląda. Na pewno nie odczuje się tego w jakimś ZOO. Otaczająca je przyroda, zapach powietrza, odgłosy ptaków, wieczorami niebo zasłane tysiącami gwiazd. Można czytać setki książek i nie zrozumie się tego do momentu przeżycia wszystkiego osobiście. Nie jeden powtarzał, że będąc tam raz, ma się ciągle pragnienie powrotu. Znajomi pytają się dlaczego chcę tam znów jechać, przecież to juz widziałem. Myślę że jak narkotyk. Raz się go wzięło i chce się jeszcze raz to przeżyć.
Najpiękniejsze są ptaki. W każdym kolorze i kształcie. Spędzałem nieraz godziny wysiadując z kamerą, czekając jak niektóre zbliżą się do nas. Nieraz nie bały się ludzi i można je było oglądać przez długi czas. Inne, miałeś szczęście jak usiadły bliżej na sekundę i natychmiast się chowały. Płynąłem łódką za jednym z najpopularniejszych tam ptaków - Kingfisher, czyli z rodzaju Zimorodków. Wyglądało że bawił się z nami, ale myślę, że miał jakiś powód, że frunął cały czas przed nami. Chyba łódka przeganiała ryby i on wtedy mógł je lepiej widzieć. Nurkował co chwila. Zatrzymuje się na chwilę w powietrzu i poźniej jak strzała wpada w wodę i często wylatuje z wody już ze złowioną rybą. Za ktorymś razem złapał rybę i zniknął. Złapałem go na zdjęciu jak usiadł na papirusie rosnącym w tamtych wodach.
                                     

 

 

     My znaliśmy naszego Polskiego Bociana. Na świecie jest podobnych ptaków w setkach różnych odmian. Zadziwiające jak natura obdarzyła ich pięknymi kolorami. Większość poluje w podobny sposob jak nasz. Polski jednak lubuje się w żabach, które łatwo można złapać. Inne żywią się rybami. Chodzą po płytkich wodach z otwartym dziobem znaużonym w wodzie. Kiedy wyczują przepływającą rybę, po prostu zamykają dziub i ryba nie jest w stanie uciec. Najładniejszym z nich był chyba Saddle-billed Stork czyli Żabiru Afrykański.

                                   


Ale jest wiele innych, także zachwycajacych jak np. Roseate Spoonbill, czyli Warzęcha Różowa.

                                   


      Innym rodzajem są Papugi. Poznając te wszystkie rodzaje, zacząłem interesować się faktami, związanymi z ich życiem. Każdy z nich ma coś interesującego, nieraz zadziwijącego. Papugi na przykład, wiążą się z partnerem na całe życie. I kiedy jeden z nich ginie nie szukają nowego. To nawet ludzie nie są tacy wierni. Zawsze więc można je widzieć, latające w parach. Wielu z Was wie, że przywiązują się one nawet do ludzi. Zdarza się, że jak ktoś zostawi papugę innym, to ona wpada w depresję. Wyrywa sobie wszystkie pióra. Jak zobaczycie goą papugę, to nie znaczy że to prostytutka, czy chora. Jest po prostu w dołku.
Nad Amazonką, miałem możliwość oglądania ich z bardzo bliska. To jedne z tych ptaków, które nie bardzo boją się ludzi. Można więc podejść do nich bardzo blisko. Są bardzo zabawne. Ich poruszanie się, metoda jedzenie, przechylanie głowy kiedy przyglądają się tobie. Chociaż jest dużo bardzo kolorowych jak np. Ara Zielonoskrzydła

                                     



mnie najwięcej podobała się Modroara Hiacyntowa.

                                    


Ptaki drapieżne są najbardziej efektowne, jak ogląda się je w czasie polowania. Zastanawia ich niesamowity wzrok. Ja nie mogę już przeczytać niczego z odleglości większej niż kilkadziesiąt centymetrów. Te krążą na wielkich wysokościach i potrafią wypatrzeć malutkie zwierzątko. Kiedy je upatrzy, rzadko uda się im umknąć szponom ptaków. W Brazylii widziałem Karakare Czrnobrzuchą, kiedy złapała tak węża.

                                     


Jastrzębia łowiącego rybę. Z sukcesem

                                     


    Mógłbym to ciągnąć bardzo długo. Prawdopodobnie bym Was zanudził. Czego nie widziałem i nie wiem czy mi sie uda, to przyjrzenie się ptakom zwanym Ptaki Rajskie. Znajdują się one w większości na wyspach Nowej Gwinei a także na innych pobliskich wysepkach aż do Australii. Nawet, gdybym tam dobił, znalezienie wielu z nich jest bardzo trudne. Trzeba spędzić dużo czasu i wiedzieć gdzie, żeby je zaobserwować. Udaje się to w większosci specjalnym ekspedycjom. Wśród wszystkich ptaków najefektowniesza część to zaloty. Mężczyzn Bóg ukarał i stworzył nas jako płeć brzydka. Samce ptaków są na odwrót. Piękne i nie muszą się tak jak my stroić, żeby zwabić jakąś samicę. Właśnie wśród ptaków rajskich te zaloty są najefektowniejsze. Pokazałem to na filmiku, który zrobilem, z fragmentów filmów National Geographic, BBC, etc. Myślę, że Wam się spodoba. Pierwsza część to tylko ptaki rajskie. Druga to mieszanka różnych.
Przyjemnego oglądania.




Thursday, July 30, 2015

Autografy




  Musze się trochę zrelaksować, bo może się to odbić na moim zdrowiu. Wszyscy nastawili się na atak i bezpośrednim celem lub ukrytym jestem ja. Uderzenia są nieraz bez rękawicy, obrażające. Np., że ja nie dbam o życie swoich ludzi, w przeciwnym wypadku to się nie powinno zdarzyć. Na razie próbuję wszystko naprawić i odszukać miejsca w których zamontowane zostały te wybrakowane części. Trudno to zrobić, bo wszystko przykryte jest kilkoma warstwami drewnianych płyt. Już teraz znaleźliśmy, że pękło kilka innych wsporników, ale tylko pojedyncze, więc nic się nie zapadło.  Musimy sprowadzić inżyniera który zaprojektował to wszystko i on ma ocenić sytuację i wydać rekomendacje, co trzeba zrobić, żeby można było wrócić do pracy.
Niestety jest to normalne w mojej pracy. Kiedy wszystko kończy się sukcesem, pojawia się wiele osób, które biorą na siebie zasługi tej pracy a kiedy dzieje się coś takiego jak wczorajszy przypadek, zostaję tylko ja.
      Pamiętam jak otwierałem drogę przy WTC, zjawił się Gubernator Stanu Nowego Jorku i przy kamerach telewizyjnych dziękował za wspaniałą i szybko wykonaną pracę. Podchodził do każdego i ściskając rękę gratulował sukcesu. Było tam kilkanaście osób. Wszyscy w pięknych nowych kurtkach z napisem Stan Nowego Jorku, departament budowy dróg. Zabawne, że w tej grupie nie było nikogo z naszej brygady, czyli tych co to budowali. Także 70% z tych ludzi, widziałem pierwszy raz w życiu.
    Żeby się rozprężyć. Pisałem poprzednio, że od dzieciństwa zbierałem zdjęcia i autografy sławnych ludzi. Zaczęło się to, kiedy miałem 12 lat. Zawsze uwielbiałem filmy fabularne. W Golinie było jedno kino w remizie Strażackiej. Miałem tam łatwy dostęp, bo ojciec był w zarządzie Straży. Nieraz oglądałem filmy z okienka operatora kamery. Pomagałem mu też w jego pracy.
      Wiele filmów było dla dorosłych, czyli powyżej 18 lat. Najwięcej chętnych było jednak wśród młodszych. Pan operator, żeby zarobić więcej pieniędzy, wymyślił więc metodę na rozwiązanie tego problemu. Na plakatach przekreślał od lat osiemnastu i pisał od lat 13-tu. Film już miał obejrzany, więc wiedział co się tam działo. Kiedy zbliżała się scena w której całowała się para  (w tych czasach to była scena nie dla dzieci, sceny z seksem nie istniały) , zakrywał ręką obiektyw i przez chwile ekran był ciemny. Oczywiście odzywały się gwizdy i okrzyki w stylu zabierz tą łapę.  Ale to nic nie pomogło. My za to mogliśmy obejrzeć filmy dla dorosłych. 
     Miałem  duży album ze zdjęciami aktorów, powycinanych z gazet. Wtedy wymyśliłem, żeby spróbować dostać oryginały z ich podpisami. Nie miałem żadnych możliwości dostania adresów tych ludzi. Spróbowałem czegoś nowego. Czytałem co mogłem, szukając informacji na ich temat. I na przykład dowiedziałem się, że jakiś aktor pracuje teraz dla studia filmowego w Hollywood.
 Pisałem więc list na adres: Nazwisko aktora, nazwa studia filmowego i miasto Hollywood, California, USA. O dziwo po długim oczekiwaniu otrzymałem dużą kopertę ze zdjęciem i autografem.
Zacząłem wysyłać coraz więcej listów. Tylko nieliczne wracały z odpowiedzią. Ale dla mnie to był sukces. Tak właśnie zaczęła się moja kolekcja, która teraz jest dość pokaźna.
    Zachował się też jeden z pierwszych listów, który pisałem. Nie znałem języka angielskiego. Pisałem, ze słownikiem, tłumacząc słowo po słowie. Prawdopodobnie oni mieli zabawę czytając to i tylko dlatego dostawałem coś z powrotem. List który się zachował, to oryginał, który wysłałem do astronauty Carpentera. Ten nie wysłał mi zdjęcia, ale podpisał się na moim liście i odesłał mi go z powrotem.


      Najłatwiej było z astronautami, bo raz napisałem do NASA z nazwiskiem Armstrong i po dostaniu jego zdjęcia, miałem prawidłowy do nich adres. Wtedy zacząłem wysyłać do nich moje listy z pozostałymi nazwiskami kosmonautów i tak udało mi się zebrać całą kolekcję. Najważniejszy jednak został sam Armstrong, pierwszy człowiek na księżycu. Ostatnio widziałem jak ktoś sprzedał takie same zdjęcie za 2000 dolarów.


     Zacząłem się rozwijać i pisać też do polityków i innych sławnych ludzi. Tak udało mi się dostać zdjęcia lekarza, który udanie pierwszy przeszczepił serce, księcia Lichtensteinu, księcia i księżnej Monaco.


Codziennie czekałem na listonosza i pamiętam radość z jaką otwierałem koperty, nie wiedząc jaka niespodzianka ukryta jest wewnątrz. Wiele zdjęć zawierało oprócz podpisu pozdrowienia z moim nazwiskiem.

Rodzynkiem do tej kolekcji są zdjęcia na których jestem razem z aktorami. Udało mi się spotkać z kilkoma. Raz nawet byłem na balu Sylwestrowym i zaraz obok mnie siedział Al Lewis. Tutaj znany z serialu telewizyjnego  „Monsters”.



    Możecie sami obejrzeć ile tego zebrało się przez te wszystkie lata.



Wednesday, July 29, 2015

Szczęście w nieszczęściu



   Problem. Byłem na spotkaniu z inżynierami reprezentującymi miasto. Gdzieś w połowie posiedzenia, zadzwonił telefon i jeden z moich ludzi zawiadomił mnie, że mamy problem na jednym z odcinków budowy. Nie znał szczegółów. Natychmiast udałem się do tego miejsca.
Pierwsza reakcje po zobaczeniu co się stało, to uśmiech. I nie dlatego, że nic się nie stało ale z powodu, że nie zdarzyło się nic gorszego. Przede wszystkim żaden z moich ludzi nie doznał najmniejszych urażeń. Drugi, główny powód, to że miejsce w którym się to przydarzyło, jest już poza terenem torów kolejowych.
     Przy rozbiórce drogi,  nie wytrzymały wsporniki na zewnątrz autostrady. Utrzymują one drewnianą platformę, na której chodzą ludzie i chroni ona tereny pod drogą od spadających gruzów.
Siedem z nich pękło i część się zapadła. 


Szybko usunąłem rozbity beton z tych szczątków i wysłałem ludzi na naprawę uszkodzeń.




Niestety problemy się dopiero zaczynają. Miasto zacznie drobne śledztwo, dlaczego to się stało. Ja oczywiście też, bo nie mogę sobie pozwolić na takie wypadki.
     Domyślam się co jest przyczyną, ale musze to udowodnić. Z góry zauważyłem część jednego wspornika, która pękła na pół.  Jest to bardzo drobny kawałek całości ale bardzo ważny. Pękniecie wskazuje na to, że nie jest on wykonany ze stali (a tak powinno być), ale z żeliwa. Prawdopodobnie nasz dostawca tego sprzętu, wcisnął nam tani wyrób, zrobiony w Chinach!
Będę musiał to sprawdzić, choć będzie trudne do udowodnienia, bo on się wyprze. Wiemy na pewno, że sprzedał nam też te dobre, ale już znalazłem, jedna z dostaw  była trochę inna.
Na razie muszę szybko wszystko naprawić i zobaczymy co się będzie działo. 

Tuesday, July 28, 2015

Powtórka z rozrywki.

  Powtórka z rozrywki. Słyszałem, że niektórzy mają problem z odtworzeniem drugiej części 60-lat, złożonej z filmów. Przerzuciłem to na Vimeo. Powtarzam więc to samo tylko w innym miejscu.

Dostałem też zdjęcia z naszej imprezy ukończenia szkoły średniej. Nie mam zamiaru wszystkiego pokazywać. Nie są one moje. Pozwolę sobie załączyć tylko kilka.
  Na tym poniżej od lewej jedena z naszych wychowawców, A. Wozniakowska. Nie wytrzymała długo na tym stanowisku. Nasza klasa była trudna do utrzymania w ryzach i jak ktoś był naszym wychowawcą przez rok, to długo. 
Następna to Krystyna Wojtenko. Ostatni wychowawca. Była wtedy postrachem w naszej szkole i jak dowiedzieliśmy się, że ona „bierze nas pod opiekę to wpadliśmy w panikę. Poźniej dowiedzielimy się, że jak ona sie tego dowiedziała, to sie popłakała, że taka kara ąa spotkała. Okazało się później, że dała sobie dobrze radę a my bardzo ją polubiliśmy. Po prawej Halina Czepulonis. Byla wtedy tylko o kilka lat starsza od nas, zaraz po studiach.

   Na tym od lewej Jurek Marciniak czyli „Zagłoba„. Łapał nas często jak wyskakiwaliśmy na piwo do pobliskiego baru. Obok Wieslaw Cieślewicz. Jeszcze jeden z wychowawców, ktory też długo tego nie wytrzymał.
 

   Ci ktorzy dobili na to spotkanie. Większość z naszej klasy ale są także znajomi z tego samego rocznika ale klas walcowników i mechaników. My oczywiście elektrycy.
 
 
Nasza klasa.
 
 
 
  I jeszcze trójka, ktora zorganizowała ta imprezę. Najważniejsza osoba to ta z prawej, mój przyjaciel Grzegorz Wasilewski. Przeżyliśmy razem wspaniałe chwile w czasie tych pięciu lat. I nie tylko z nim, bo jego rodziną. Tata Grzesia, był człowiekiem, który był dla mnie w tych czasach jak drugi ojciec.
 

  I jeszcze może jedno. Bolek Szymański. Nie tylko ma prawie takie samo nazwisko jak ja ale urodziliśmy się w tym samym dniu. Spędziliśmy także wspólnie nasze 18-te urodziny, które można by było krótko opisać. Wypiliśmy trzy butelki wiśniówki, Bolek dostał po głowie jak wróciliśmy w nocy, ja zostałem wyrzucony z ich domu, nie pamiętam jak wróciłem do Goliny, obudzony prze mamę w niedzielę zostałem wysany do kościoła na mszę, po usłyszeniu jak ksiądz wznosząc kielich mówi pijcie z niego wszyscy, zwymiotowałem sie za drzwiami kościoła. 
 

    Moje łowy na zwierzęta w ogrodzie dalej trwają. Tym razem oprócz zwykłych wiewiórek złapałem Opossum, czyli po polsku Dydelfowaty, lub Szczur workowaty.Wygląda nie przyjemnie i bardzo często zarażone są one wścieklizną. 
 

Ma jednak jedną ciekawą cechę. Widziałem to na własne oczy. Rano w pracy znaleźliśmy jednego w pojemniku na śmieci.
 

   Po wypuszczeniu go na wolność w pewnej chwili przewrócił się do góry łapami i znieruchomiał. Wtedy nie wiedziałem nic o jego zdolnościach. Myślałem że mu coś się stało i zdechł. Przesuwałem go kijem, ale ten był sztywny i widocznie nie żył. Kiedy odchodziliśmy do biura, poderwał się szybko i znikł za budynkiem. On to robi często jak czuje niebezpieczeństwo i udaje zmarlaka. Mamy tu nawet powiedzenie nieżywy jak opossum.

Sunday, July 26, 2015

Urodziny


    Zbliżają się moje 60-te urodziny. Pamiętam, kiedy jako młody chłopak patrzyłem na ludzi w takim wieku, wydawało mi się że to bardzo stare , niedołężne dziadki. Teraz się z tym nie zgadzam, ale patrząc na młodych ludzi widzę niedoświadczonych w życiu „gówniarzy”.
    Widzimy to co chcemy zobaczyć. Tak samo jest przy ocenie swojej przeszłości. Jak w starym powiedzeniu. Jedni widzą szklankę na pół pustą a inni pół pełną. W podobny sposób możemy spojrzeć na swoje życie.
    Spojrzenie to może całkowicie zmienić jego wygląd. Kiedy patrzyłbym na nie wzrokiem pesymisty, widział bym coś w tym stylu.
      Młode lata spędzone w biedzie. Żadnych zabawek, wymyślnych przyjemności. Szkoła podstawowa to jedna męka. Przez wszystkie lata byłem wyśmiewany i bity. Wysoki i chudy, odstające uszy, brak przednich zębów, dwójek, które nigdy nie wyrosły. Byłem bardzo łatwym celem dla Golińskich opryszków. Ukrywałem to przed wszystkimi i nawet rodzice nie wiedzieli przez co przechodziłem. W średniej szkole to się skończyło. Porwało mnie jednak szybko życie bardziej rozrywkowe. Zabawy, spotkania z kolegami doprowadziły szybko do kłopotów w szkole i wyniki w nauce też bardzo ucierpiały. Skończyłem szkołę ale trudno nazwać to sukcesem. W Wyższej Szkole pierwsze lata spędzone na zabawach i alkoholu. Ostatnie w walce z komunizmem. Nieprzespane noce, organizowanie podziemia, ucieczki przed milicją. Nieudany poród i śmierć pierwszego dziecka. Pobity do nieprzytomności przez milicję na cmentarzu przy grobie córki.
     Wystarczyło tego na decyzję o ucieczce z kraju i wyjazdu do Ameryki. Ale i tam przez pierwsze 10 lat to bieda i codzienna walka o przeżycie. Przez te lata, aż do pierwszego wyjazdu do polski nie miałem żadnych wakacji. Tylko praca. Później lekka poprawa i dopiero ostatnie lata przyniosły rezultaty i wygodniejsze życie. Ale już tylko dla starzejącego się pana.
    Wszystko to jest prawdą i patrząc w ten sposób można by było powiedzieć, że po prostu swoje życie przesrałem.
    Tylko, że to nie jest prawdą. Ja widzę to całkiem inaczej.
     Komunizm był systemem, który odbijał się na życiu starszych ale nie dzieci. Może nie było pieniędzy, zabawek, ale nam nie było to potrzebne. Bawiliśmy się byle czym. Kawałki kory z drzew zamieniały się w modele łódek, który puszczało się w strumykach wodnych i urządzało wyścigi. Gry w piłkę, wyprawy nad jeziora, palenie ognisk na okolicznych polach i wiele innych przyjemności. Trudno byłoby sobie wymarzyć lepsze dzieciństwo.
      W szkole podstawowej oprócz regularnych przyjemności wpadłem w sidła magii książek. Przeczytałem setki, może tysiące tomów. Powieści, poezja, podróżnicze. Czytałem po kilka książek na raz, co wyprowadzało moją mamę z równowagi. Nigdy nie było za dużo czasu i wiele z nich musiałem czytać pod kołdrą z latarką w ręku. A czasu było mało, bo kolekcjonowałem wszystko co można było wtedy zbierać. Znaczki pocztowe, pocztówki, naklejki na zapałkach, zdjęcia sławnych ludzi i ich autografy, puszki od piwa i wiele innych drobniejszych. Kilka z nich przetrwało do dzisiaj. Mam 90 procent wszystkich znaczków polskich i bardzo dużą kolekcję amerykańskich. Reszty się pozbyłem. Także został mi zbiór kilkuset zdjęć z podpisami aktorów, piosenkarzy.
      Średnia szkoła to pięć lat przyjaźni i używania życia. To prawda, że nauka nie była dla mnie wtedy najważniejszą częścią ale na pewno życie było przyjemne. W latach szkoły podstawowej wstydziłem się wszystkiego i nigdy nie chodziłem na zabawy szkolne, nigdy nie tańczyłem. Starsza siostra zadbała o zmianę i na siłę nauczyła mnie poruszać się z partnerką przy dźwiękach muzyki. Od tego dnia nie opuściłem żadnej zabawy i to nie tylko w mojej szkole ale także wszystkich okolicznych. Wtedy też przeżyłem pierwsze miłości. A zakochiwałem się bardzo często.
     Nadszedł czas na Wyższą Szkołę Inżynierską w Koszalinie. Pierwszy raz opuściłem dom rodzinny i zamieszkałem samodzielnie. Dzięki szwagrowi, który już tam studiował, dostałem się szybko do grupy studentów, która przewodziła w życiu tamtejszej uczelni. Oprócz nauki zacząłem działać w różnych organizacjach. Pracowałem też w Klubie Studenckim. Życie było tak przyjemne, że nie myślało się o ukończeniu studiów ale przeciwnie, o ich przedłużeniu. Był okres, gdzie wielu z nas żyło na granicy alkoholizmu. Wielu historii nie można nawet opisać, bo niejeden z czytających by się oburzył. Ale wtedy nikt tego tak nie widział. Mieliśmy pieniędzy więcej niż rodzice. Dostawałem stypendium ze szkoły. Później stypendium fundowane z firmy dla której miałem pracować po ukończeniu studiów. Pracowałem w klubie jako bramkarz i tam też wpadało nam nieźle kasy. Dorabiało się także w Spółdzielni Studenckiej, która załatwiała nam krótkie prace w każdej dziedzinie. Np. kiedyś odbierałem ciężarówki w Starachowicach i doprowadzałem je do firmy budowlanej w Koszalinie. 
      Ostatnie lata studiów, już trochę poważniejsze. Poznałem Wiesię i po roku wzięliśmy ślub. Zaangażowałem się także w walce o wolność Polski. Z kilkoma przyjaciółmi, założyłem na naszej uczelni Niezależne Zrzeszenie Studentów Polskich. Teraz jak sobie przypomnę te czasy to wyglądają bardzo żałośnie. Prawda, że poświęcałem wszystko w tym celu. Ale nasza świadomość polityczna i wiedza na tematy co powinno być zmienione w naszym kraju była zerowa, jeżeli nie ujemna. Wiedzieliśmy że chcemy uwolnić się od komunizmu i Rosjan i że chcemy tutaj zbudować kraj taki jak Ameryka. To wszystko. Za to energii i serc nie brakowało do tej walki.
    Następnie przyszła decyzja o wyjeździe z Polski. Wiedziałem, że coś się ma zdarzyć, bo teść, który pracował w sztabie wojewódzkim Wojska Polskiego, przekazał mi informacje, że wielu otrzymuje broń. Żona ponownie była w ciąży i istniało ryzyko utraty następnego dziecka, więc szybka decyzja i ucieczka z kraju.
    W czasie stanu wojennego, gliniarze przyszli do mieszkania teściowej z nakazem aresztowania ale nas już tam nie było.
      Jeżeli mogę sobie pozwolić na lekkie narzekanie to może przez te pierwsze lata w Ameryce. Ciężka praca, nauka w szkole, wychowywanie urodzonej tam córki. Dziesięć lat bez dnia wakacji. Ale też potrafiliśmy znaleźć przyjemności w tych latach. Zawiązały się nowe przyjaźnie, które istnieją do dnia dzisiejszego. Spotkania, zabawy, cudowne wspomnienia z naszą córką Elaine. Nie wszystko można mierzyć miarą dobrobytu.
       Potem szybko zaczęły przychodzić sukcesy w pracy i poprawa sytuacji materialnej i tak dobiliśmy do dzisiejszych dni.
       Trudno jest zmieścić całe swoje życie w kilku linijkach zapisanego papieru. Ale nie o to tutaj chodzi. Chciałem powiedzieć, że jestem jednym z tych, którzy widzą (wielu ma to samo, ale nie potrafi tego zobaczyć), że spędziłem 60 cudownych lat i nie żałuję niczego co zrobiłem. Nie mówię o drobnych sprawach i błędach, które popełniłem. 
     Miałem i mam wspaniałą, kochającą się rodzinę. A nie wszyscy mają takie szczęście. Nawet Ci co "przyszyli" się do nas (czyli szwagrowie, żony moich siostrzeńców) są dla mnie tak bliscy jak moje rodzeństwo. Od średniej szkoły do czasów obecnych miałem okazję spotkać wspaniałych ludzi i szczęście pozostania z nimi w gorącej przyjaźni. Po ciężkiej pracy, doszliśmy do sukcesów w swoich zawodach, co daje wielkie zadowolenie. Jeszcze większe, bo nikt nam w tym tu nie pomógł. Wszystko zapracowane przez nas samych. Mam wygodny dom, wszystko czego potrzebuję. Nawet moje największe marzenie o podróżach po świecie po woli się spełnia.
    Nie męczy mnie myśl, że mam już tyle lat. Nie obawiam się przyszłości. Jeżeli się ma walizkę wypchaną takim bagażem wspomnień, nie straszna jest podróż w nieznane. Wszystkim serdecznie dziękuje za te lata i
   Happy Birthday To ME!!!
 

Poniżej możecie obejrzeć to na filmie.  Musiałem podzielić go na dwa. Jeden to zdjęcia a drugi video. Jak zwykle są na YouTube i zauważyłem że ten ze zdjęciami jest już zablokowany w Niemczech (a z doświadczenia wiem, że jak w Niemczech to i w Polsce). Na wszelki wypadek włożyłem go też na Vimeo.
                                       

Zdjęcia

 

Video

 
 

                                Zdjęcia na Vimeo

 

 

















Friday, July 24, 2015

Ameryka, Polska, wszędzie to samo


   Od wyjazdu z Polski, coraz mniej wiem na temat problemów wewnętrznych naszego kraju. Czytanie artykułów nie dużo daje, bo wiem, że tak jak u nas, zasypywani jesteście idiotycznymi problemami a te prawdziwe są ukrywane. Wybierając odpowiednią propagandę można czytać że grupa z jednej partii jest wspaniała a czytając wiadomości podawane przez przeciwników, okazuje się że to idioci. Mieszkając tam i opierając się na własnym doświadczeniu, inteligentni ludzie powinni zadecydować, która grupa ma rację. Niestety, większość czyta tylko to co im odpowiada i nie próbuje nawet zrozumieć całości. Dokładnie tak jak tutaj.
    Bawi mnie jednak fakt, że cały czas jesteśmy robieni w konia przez tych samych ludzi. Oni zmieniają maski a my nawet nie próbujemy pod nie zajrzeć. Widzimy nowe, piękne twarze i dajemy się wodzić za nos.
     Największa zmiana, była ta po upadku komunizmu. Wszyscy wpadliśmy w szał. Zwycięstwo, jesteśmy wolni, koniec tych bydlaków, komunistów. Wow. Jak to się stało, że w Polsce było tylu komunistów i w ciągu kilku miesięcy, wszyscy to kapitaliści. Może oprócz tych kilku kozłów ofiarnych, którzy zostali poświęceni dla dobra celu. A reszta, cichutko założyła nowe maski i zostali tam gdzie byli. Mało tego poprawili swoje warunki. Był taki pan dyrektor,  jakiejś firmy. Po jakimś czasie ten sam pan, mając wszystkie potrzebne kontakty w jego dziedzinie  bardzo szybko odkupił firmę dla której pracował od nowego rządu i teraz jest jego właścicielem. Bardzo szybko poprawił swoją sytuację finansową. Mało tego jego status społeczny też się podniósł.  Dziwne, że stare władze komunistyczne nie doszły do takiego wniosku przed powstaniem Solidarności. Przecież było to takie łatwe. Ogłosić, że komunizm nie wypalił. Oni to zrozumieli. Wtedy też przejęli by wszystkie przedsiębiorstwa i stali się ich właścicielami. Na dodatek, wszyscy by ich chwalili, że to wspaniali ludzie którzy uwolnili ich z jarzma komunizmu.
       W globalnej skali też nie jest lepiej. Niemcy prowadzili wojnę za wojną, żeby zająć Polskę i nie udawało im się. A teraz bez żadnej wojny, wykupują nasze przedsiębiorstwa, ziemie. Zakładają swoje sklepy i firmy. Mają z tego olbrzymie zyski a oprócz tego dają nam różne dotacje, pożyczki i powolutku stajemy się ich niewolnikami. No i po co te wojny.
     Kolega przysłał mi artykul ze strony internetowej „Niewygodne”.
Nie mogę wydać sądu na dokładność informacji, ale po przeczytaniu widzę że macie takie same problemy jak tutaj w Stanach. Mydlenie oczu mniej ważnymi historiami a chowanie tych które powinny być znane każdemu mieszkańcowi kraju.

Oglądając przekaz mediów głównego nurtu można dojść do wniosku, że największymi problemami kraju, które dotykają milionów obywateli są kwestia refundowania in vitro, ustawa o związkach partnerskich oraz "wojna" z dopalaczami. Jeśli to rzeczywiście największe bolączki współczesnej Polski to stwierdziłbym, że jest cudownie. Niestety tak nie jest. Śmiem twierdzić, że wspomniane kwestie stanowią jedynie medialną zasłonę dla prawdziwych problemów takich jak bieda, niskie zarobki, fatalna służba zdrowia, gigantyczne zadłużenie oraz afery, przekręty, korupcja czy nepotyzm władzy.

 

Ministerstwo Finansów ogłosiło, że zadłużenie Skarbu Państwa rosło w maju b.r. w zatrważającym tempie. Według całkowicie oficjalnych danych, do których można się dokopać przeglądając rządowe strony internetowe, dług naszego kraju powiększał się z prędkością... 273 mln zł dziennie. Podkreślam - DZIENNIE! Teraz pytanie - czy poinformowała o tym jakakolwiek telewizja informacyjna? Czy mowa była o tym w głównych wydaniach Wiadomości, Informacji, Faktów? Czy można było o tym przeczytać na "jedynkach" popularnych gazet czy serwisów internetowych? - Nie. Żadne media głównego nurtu nie raczyły o tym poinformować. Nikt nie bił na alarm. Nikt nie ostrzegał, że taka polityka fiskalna prowadzi do katastrofy na miarę dzisiejszej Grecji. Nikt nie przeprowadził prostej symulacji, która pokazałaby, że jeśli dług miałby dalej rosnąć w takim tempie jak w maju, to w ciągu roku powiększy się o kolosalną kwotę 100 mld zł. 

Zamiast informować i nagłaśniać sprawy ważne dla zdecydowanej większości (jeśli nie wszystkich) Polaków, takie jak sprawa gigantycznego wzrostu zadłużenia naszego kraju, media uwypuklają kwestie pokroju refundacji in vitro czy ustawy o homo-związkach. Czasami też, zamiast serwisu informacyjnego, mamy w rządowej telewizji kronikę wypadków drogowych. W ten oto prosty sposób zmiatane pod dywan (zasłaniane) są tematy naprawdę ważne dla funkcjonowania całego państwa (wspomniany stan finansów państwa, bezpieczeństwo i obronność, służba zdrowia, bezpieczeństwo energetyczne, nasilenie fiskalizmu), za które odpowiedzialność ponosi władza. Taka sytuacja jest z pewnością patologiczna, bowiem o sprawach publicznych, czyli ważnych dla nas wszystkich, powinniśmy być informowani na co dzień w sposób rzetelny i kompleksowy. Im większa świadomość społeczna dotycząca mechanizmów władzy, tego czym się władza zajmuję, tym większa presja może być wywierana na rządzących. Niestety mam nieodparte wrażenie, że niektórym, wpływowym środowiskom w Polsce bardzo zależy, aby zwykli ludzie nie interesowali się polityką i sprawami publicznymi. Stąd też z gorliwością neofity promowane są tematy zastępcze, uprawiany jest na szeroką skalę inwazyjny "przemysł przykrywkowy", promujący tematy trzeciorzędne, nie mające znaczenia dla naszego życia, ale przy tym deformujące prawidłową percepcję tego co się wokół nas dzieje. Przy ciągłym wałkowaniu sprawy mamy Madzi, związków partnerskich czy in vitro bardzo łatwo, czasem zupełnie "po cichu", przeforsować na najwyższych szczeblach władzy pewne decyzje i rozwiązania fiskalne czy legislacyjno-prawne, o których miliony obywateli nie będą miały pojęcia, a które będą niosły katastrofalne skutki dla naszego kraju...


...Rząd Ewy Kopacz sprzedaje właśnie strategiczną dla bezpieczeństwa energetycznego kraju spółkę (PKP Energetykę) i zwiększa zadłużenie w tempie 273 mln zł dziennie. Ale kogo to obchodzi, gdy do większości społeczeństwa dociera jedynie przekaz o in vitro i stanowisku hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce... By żyło się lepiej!


  

Monday, July 20, 2015

O wszystkim




Dalej walczę z Vertigo. Postanowiłem na własną rękę wsiąść antybiotyki. Czuję że w lewym uchu coś się dzieje, więc może to zapalenie. Nie ma kiedy iść do lekarza a nawet jak się idzie to strata czasu.
      Dojechałem do pracy, ale próbuję jeździć tylko jak muszę. Świat się trochę kręci ale niektórzy piją alkohol żeby tak się działo a ja mam to za darmo, więc nie ma co narzekać.
       Piszę często i wyliczam, ile to różnych zwierząt kręci się po naszych okolicach. I jak zwykle dochodzę do wniosku, że nie ma co narzekać, bo zawsze są inni, którzy mają gorzej.
Na dowód tego pokażę zdjęcia kolegi Marka, który też mieszka w New Jersey. Ja wszystkie zwierzaki połapałem w klatki i wywiozłem ale nie myślę żeby jemu to się udało.


     Nigdy nie byłem zwolennikiem jazdy motocyklem. Szczególnie teraz, kiedy ruch jest dużo większy i wielu znajomych miało poważne wypadki. Ale podziwiam jak ktoś ma do czegoś pasję. I myślę, że może być to niezła frajda, taka jazda na świeżym powietrzu. Szwagier Kaziu, zawsze o tym marzył i na ”stare lata” ( widzę jak się wkurza) postanowił to zrealizować. Kupił sobie motocykl i jeździ wokół domu. Ostatnio wybrał się  do Słupska na zjazd podobnych do niego zapaleńców. Dostałem tylko dwa zdjęcia.
Jak ktoś go nie zna to ten przystojny w czerwonej chusteczce.