Tuesday, July 7, 2015

Przykre doświadczenia



Kilka dni temu otrzymałem e-mail od kogoś z zarządu muzeum 9-11. Dzisiaj ten sam pan zadzwonił do mnie w tej samej sprawie.
Każdy z nas pracuje nie tylko dla pieniędzy ale także dla udowodnienia sobie i innym, że potrafi
być w tym dobry
  i w mniejszym czy większym stopniu, szuka jakiegoś wyróżnienia, uznania. Nie raz podziękowanie za dobrą pracę, otrzymanie medalu, dyplomu lub pochwała przed wszystkimi współpracownikami daje więcej satysfakcji niż podwyżka. Ale chyba najgorszą rzeczą jest po cieżkiej pracy nagrody za to zbierają sprytni, zmieniający fakty współpracownicy lub szefowie a nas nikt nawet nie wspomni. Niestety codzienny realizm. Prawdopodobnie przydarzyło się to każdemu.
Tak właśnie czuję się po zakończeniu prac w Strefie Zero. Jest to też jedenym z powodów, dla których nie mam żadnych kontaktów z organizacjami związanymi z tym miejscem. Mam też swoją dumę i więcej nie dam się wykorzystać.
Wspominałem już wielokrotnie, że podczas wielu miesięcy prac w Strefie Zero, kazano nam wszystko niszczyć. Nie zgadzałem się z tą logiką i wydobyłem oraz przechowałem wiele pamiątek, które teraz pokazywanych jest w muzeum. Jedną z nich jest bryła stopionego betonu i metalu. Wysokie temperatury i ogień topiły wszystko, nawet beton i metal. Ta masa musiała wylać się na pliki dokumentów. Musiało się to stać bardzo szybko, bo papier nie został spalony, lecz otoczony tą lawą i po zastygnięciu dokumenty te przetrwały. Oczywiście zwęglone ale dalej można czytać ich zawartość.

 

 



 


    Szyba z 82-go piętra, którą wycinałem nocami, ze szczątków ściany budynku. Nie chciałem żeby ktoś mnie złapał a w dzień było więcej świadków.


    Pomnik, fontanna z centrum głównego placu, zwanego Sferą. Chociaż na to otrzymałem oficjalne pozwolenie władz miasta. Była za duża, żeby ją chować. Zresztą każdy się zgodził, że trzeba ja uratować.
                                    

                                     


Silnik z głównej windy budynków. Musiał być na ostatnim piętrze WTC.

                                     

I wiele innych większych i drobniejszych rzeczy. Kiedy wiadomo już było, że wszystko to będzie umieszczone w muzeum 9-11, poproszono mnie o identyfikacje wielu przedmiotów. Przekazałem też swoje zdjęcia, pokazujące gdzie były one znalezione i wiele innych. Po tym wszystkim nagle współpraca się skończyła. Nawet mi nie podziękowano. Przy wielu eksponatach zaczęły pojawiać się różne nazwiska. Wielu zaczęło otrzymywać pochwały i nagrody za pracę włożoną w organizowaniu muzeum. Nawet moja własna firma robiła to samo. Właściciel pojechał na spotkanie z prezydentem w Białym Domu i otrzymał medal i podziękowanie za ciężką pracę przy odgruzowywaniu WTC. Inny człowiek, który zawsze podlizywał się właścicielowi i był jednym z moich zastępców, otrzymał list z miasta i podziękowanie za przetransportowanie „Sfery„ ze Strefy Zero do hangaru na lotnisku JFK (tymczasowe przechowanie) ale nikt nie wspomniał kto to uratował.


Było to dla mnie bardzo przykre doświadczenie. Nikt nawet nie pamietał już, że trzy razy straciłem przytomność z przepracowania i karetka pogotowia zabierała mnie do szpitala. Trudno na to coś było poradzić. Życie szło naprzód i trzeba było o tym zapomnieć. Ale okazuje się, że nieraz się ktoś odzywa i czegoś potrzebuje.
Tym razem, robią jakiś pokaz związany z tą uratowaną szybą. Nie odmowiłem pomocy w udzieleniu informacji ale kiedy ten pan poprosił mnie, żebym podpisał papiery i oddał im prawa autorskie do wszystkich przekazanych zdjęć, trochę się zdenerwowałem. Grzecznie ale bardzo wyraźnie powiedziałem że nigdy takiego czegoś nie dostaną. Zdjęcia mogą być w muzeum ale to wszystko. Nie mają żadnych praw do wydawania ich w publikacjach i książkach. Co za dużo to niezdrowo. Znów chcieliby to wszystko wydać, sprzedać i jakiś pan podpisał by się przy tym swoim nazwiskiem. Mam nadzieję, że zostawią mnie wreszcie w spokoju.
Muszę się czymś pochwalić. Dostałem zdjęcie od siotry Grażyny. Jest to jej wnuczka Hania, czyli córka Ani i Janusza Frysiak. A jak to będzie prawidłowo po polsku? Moja pra-siostrzenica?
Zawsze chwalę się między znajomymi jakie śliczne dzieci mają dzieci moich sióstr. Zawsze miło jest się z nimi spotkać w Polsce. Moja księżniczka - Nina, jej brat Tymon, Hania i jej siostra Helenka.
Poniżej śliczne zdjęcia Hani Frysiak




A na zakończenie zdjęcia Bluebird, po polsku Sialia (czemu tak? ). Przyleciało ich kilka do mojego karmika. Najpierw myślałem że walczą o pokarm, ale później okazało się że te skoki, machania skrzydłami, „okrzyki„, to wszystko miłosne harce.







Friday, July 3, 2015

BBQ i wolny dzień



Dobrze mieć długi weekend. Już trochę odpocząłem a tu zostały jeszcze dwa dni. Może się doczekamy, kiedy demokraci wprowadzą trzeci wolny dzień i będziemy musieli pracować tylko cztery.
BBQ dla pracowników bardzo sie udało. Jedzenie było bardzo smaczne ale trochę za dużo. Ludzie pozabierali sobie do domów. Świnia zjawiła się na czas i natychmiast wszyscy się do niej dobrali.



    Oczywiście mieliśmy polskie piwo i widać było, że wielu nieprzyzwyczajonych do naszego, dużo mocniejszego niż amerykanski Budweiser, szybko nabrało humoru. Ktoś wymślił próbę wytrzymałości. Czyli włożenie ręki w lód i pytanie kto wytrzyma najdłużej. Nie jest to takie proste. Kilku doszło tylko do 20 sekund. Ja do minuty i 10 sekund. Najgorszy ból był w miejscu gdzie część ręki była w lodzie a reszta na zewnątrz. Wygląda na to że alkohol pomagał, bo Ci co wiecej wypili wytrzymali najdłużej a wygrał ten poniżej z rekordem 4.5 minuty.



   Niektórzy pograli troche w piłkę.

 


Ale większość to pogawędki przy jedzeniu i piwie.

 
 
 


Orlando, mój brygadzista, jak zwykle wprowadził chwile grozy, kiedy jadł świni oczy i mózg (podobno w Portugalii to wielki przysmak).

 
 
 
 
 


I jeszcza jedno zdjęcie. Nasza grupa, czyli Ci którzy prowadzą ze mną tą budowę.

                                   
                                                      
Od lewej Mike - asystent menadżera projektu, Sean - menadżer projektu, Bill - inżynier odpowiedzialny za projekt stalowej konstrukcji, ja i Joe - mój zastępca.


Dzisiaj rano udało mi się obserwować orła polującego na mniejszą zwierzynę. Zaraz przy naszym domu złapał Tamiasa. Usiadł chwilę na naszym drzewie. Pobiegłem szybko po kamerę ale udało mi się zrobić tylko kilka szybkich zdjęć, bo szybko odleciał. Przez cały czas atakowało go przynajmniej pięć ptaków. Były w tym wróble, kruki. Myślałem, że orzeł z
łapał ptaka i dlatego te małe ptaszki stały się takie agresywne. One jednak chciały tylko przegonić go z ich terenu, bo każdy z nich ma teraz pisklęta.

                                    



   Przez ostatnie dwa tygodnie udało mi się wywieźć następne 4 tamiasy, 3 wiewiórki, jednego świstaka i jednego zająca. Niesamowite ile tych zwierząt żyje w okolicy naszego ogrodu. W tej chwili wywiozłem 10 wiewiórek, 9 tamiasów, dwa świstaki i dwa zające.

 
Troszkę też popracowałem. Zdecydowałem się jednak na próbę naprawy Jacuzzi. Zdjąłem jakoś drewnianą obudowę i zeskrobałem kawałek po kawałku piankę ocieplajacą rury. Później napełniłem wodą jacuzzi i po włączeniu odnalazłem dziurę w jednej z rur. Niestety w miejscu, gdzie nie jestem w stanie naprawić bez wysunięcia wszystkiego na zewnątrz. Poczekam na koniec lata i spróbuję coś z tego zrobić. Niestety tego lata nie będę mógł z niego korzystać, ale może mi się uda naprawić i wykorzystam je jesienią i w przyszłości.

 


 

Wednesday, July 1, 2015

Fascynujące zdjęcia



Zbliża się 4-go Lipca, czyli u nas Dzień Niepodleglości. Ponieważ w tym roku wypada to na sobotę, wszyscy mają wolny piątek. Ja z tej okazji jutro, czyli w czwartek, zamykam budowę trochę wcześniej i urządzam dla swoich pracowników coroczne BBQ. Jest to moje podziękowanie za ich pracę.
Zawsze jest dużo jedzenia. Jak zwykle bedą to różne polskie kiełbasy. Mam dla nich około dziesięciu rodzajów wędliny. Między innymi biała kiełbasa i kaszanka. Ta ostatnia zawsze wzbudza wiele dyskusji, szczególnie, że po angielsku nazywa się kiełbasą z krwi. Będą też pieczone kurczaki i steki. Ale najważniejsza jest oczywiście pieczona świnia z tradycyjnym jabłkiem w pysku i kartoflem w tyłku. Porobię trochę zdjęć i opiszę za kilka dni.
Zawsze fascynuje mnie sztuka fotografowania. Wiele razy załączałem piękne zdjęcia. Dzisiaj też pokaę kilka które zatrzymały mój wzrok.


 
 Krab siedzący na Iguanie na Wyspach Galapagos

 
Religijny festiwal w Cebu City - Santo Niño lub Dzieciątka Jezus

 
Ptak w Australii z pięknym uśmiechem

 
Pola tulipanów w Holandii

 
Kobieta w Wietnamie, zbierająca lilie wodne

 
Kąpiący się ptaszek
 
 
Surykatki grzejące się w porannym słońcu

 
Meteora, Greece

 
Góra Roraimana grznicy Wenezuela, Brazilia, Gujana

 
Dziwne grzyby w deszczu

 
Przepiękne Tęczowe Góry w Chinach - Danxia

 
Pola ryżowe - taras Cang Chai Mu, Wietnam
 
 
W regionie Chin Guanxi szkoli się ptaki i ścisakne są gardła ptaków, ktore nie są w stanie połknąć ryb, ale je łapią

 
Nurek z ławicą ryb

 
 Rybak w Wietnamie

 
Pęknięty lód na Jeziorze Bajkał

 
Oko muchy w powiększeniu

 
Jezioro Meduz na Eil Malk jednej z wysp Palau

 
Zdjęcie z fabryczki produkcji cegieł w Indii. Pokazywałem je z daleka na zdjęciach jak byłem w tym kraju
 
 
A Pingwiny zawsze wyglądają tak miło. Nie na tym zdjęciu

 
Mrówka wychodząca z rośliny na wyspach Borneo

 
 Wyspy Apostołów w Parku Narodowym Lakeshore w pobliżu Bayfield, Wisconsin

 
Zatoka Arcachon Francja
 
 
 Buddyjski Instytut w Chinach w Garze. Największa na świecie akademii buddyzmu tybetańskiego


 
 

Monday, June 29, 2015

Wracam do wspomnień

    
    Nieraz są dni, kiedy jest dużo do napisania, ale mało czasu. A w inne dni nie ma o czym gadać.
     W pracy mały progres. Chociaż zacząłem jedną z główniejszych operacji. Rozbiórkę autostrady. Metoda którą tu zastosowaliśmy jest trochę inna niż normalnie. Przeważnie, rozbijamy beton w drobne kawałki i później oczyszczamy. Tym razem tniemy drogę na mniejsze kawałki i podnosimy te betonowe płyty, specjalną łopatą, zamocowaną na koparce. Brzmi to bardzo prosto i nie jest aż tak skomplikowane, ale ma swoje niebezpieczne krawędzie.
    Droga musi być pocięta przed rozebraniem, więc musiałem zamontować przeróżne wzmocnienia, które ja utrzymują przed zdjęciem. Na tej składance z bloków, posuwa się nasza maszyna i ludzie, wiec jest trochę niebezpiecznie, gdyby coś nie wytrzymało.
    Jest też wiele innych drobniejszych ale bardzo ważnych szczegółów, żeby to wszystko działało, ale nie chcę się tu bawić w wykładowcę budownictwa lądowego.
    Załączam kilka zdjęć z dzisiejszego dnia.




Przecinanie drogi na odpowiedniego rozmiaru kawałka.





Maszyna „łapie„ jedną z odciętych płyt.



Już zdjęta i ładowana na ciężarówkę


     Skończyłem już filmiki z wesela ale przyrzekałem też załączyć wszystkie zdjęcia z pobytu w Polsce. Chociaż jest ich trochę, to każde z innej imprezy czy miejsca i nie ma ich tyle, żeby zrobić z tego dobry pokaz. Możecie je sobie obejrzeć na stronie z Picasa.

 

Później postaram się zrobić coś z filmów nakręconych podczas pobytu.
     Ponieważ dzisiaj jest ten dzień, że nie ma o czym pisać, wrócę trochę do starych czasów.
      Wielu z Was zna historie z dni które spędziłem w Strefie Zero, ale nie wszystkie. Jest ich bardzo dużo, wystarczyłoby na książkę.
I nie chce wracać do tych tragicznych chwil ale raczej drobniejszych, niemniej ciekawych.
         Przez cały początkowy okres, pojawiali się ludzie, którzy za wszelka cenę, chcieli się dostać do zgliszczy banków. Nie byli to żadni przestępcy, ale Ci co mieli złożone depozyty w skrytkach bankowych. To jest najlepsza metoda przechowywania rzeczy wartościowych w bezpieczny sposób, a szczególnie tych, które chowane były przed biurami podatkowymi. Przechowywali tam złote monety, biżuterię, papiery wartościowe, etc.
   Problem jest w tym, że nikt nie spodziewał się takich wypadków. I Ci co mieli legalnie zarobione pieniądze, lub pamiątki rodzinne, szukali zwrotu od firm ubezpieczeniowych. Było jednak wielu, którzy tego nie mogli zrobić, bo przyznali by się do nielegalnych działań.
      Obiecywali bardzo dużo za pomoc do dostania się tam i próbę odzyskania swoich „bogactw”. Nie było jednak takiej możliwości.
Banki były w centrum zgliszczy i wszystko było pod obserwacją.
Wiadomo, że dochodziło do setki kradzieży ale ja trzymałem się od tego z daleka i dobrze pilnowałem swoich ludzi, żeby nie popełnili jakiejś głupoty.
     Przyszedł jednak czas, kiedy oczyszczając tereny Strefy Zero, doszliśmy do tych miejsc. Jednym z nich był Chemical Bank.
Wszystko było robione zgodnie z planem, więc kiedy mieliśmy wejść oficjalnie do ruin banku, dołączono do naszej grupy ludzi ich reprezentujących. Zadaniem ich było odzyskanie wszystkich znalezionych wartościowych materiałów.
        Budynek był bardzo naruszony, chociaż duża część przetrwała. Ale tylko ściany, metalowe konstrukcje, bo ogień strawił większość wyposażenia. Nie było więc czego szukać. Został tylko główny sejf.
Najpierw musieliśmy się dostać do środka. Troche potrwało, żeby przebić się przez ściany do jego wnętrza.
     Pierwszym pomieszczeniem w którym coś można było odzyskać to indywidualne sejfy. Właśnie te, do których tak bardzo chcieli się dostać ich właściciele. Śmieszne jak zawodna jest pamięć. Niektóre rzeczy widzę, jakbym przeżył to wczoraj a innych w ogóle nie pamiętam. I w tym wypadku nie przypominam sobie jak dostawaliśmy się do wewnątrz każdej z nich. Za to jak na zdjęciu widzę ich zawartość. W większości to popiół. Chociaż nie dostał się tam ogień, temperatury były tak wysokie, że każdy dokument zamieniony został na kupkę pyłu. Musiała być tam biżuteria, złote monety. Ale nie można było się domyśleć co, bo to co wydobyliśmy to grudki stopionego złota. To wszystko zabierane było przez ochronę banku. Czy oddane były właścicielom, czy zabrała to firma ubezpieczeniowa, czy „zginęły” w drodze transportu, tego już nie wiem. Ogólnie, wszystko co przetrwało w zgliszczach, należało do firmy ubezpieczeniowej. Tylko bardzo wartościowe rzeczy były wydobywane a wszystko inne miało być natychmiast niszczone.
Tak na przykład stało się kiedy doszliśmy do sklepu z perfumami. Wszystko przetrwało. Na p
ółkach stało setki, tysiące flakoników z najdroższymi perfumami na świecie. Naprawdę żal było, kiedy patrzyłem jak moje maszyny rozbijają je na kawałki. Chociaż było trochę przyjemniej oddychać wśród ich zapachów niż tym mdłym zapachem spalenizny strefy Zero.
     Jeden z moich operatorów nie wytrzymał i wyszedł z kabiny, żeby zabrać kilka butelek do domu. Po bardzo krótkim czasie otrzymałem telefon od policji, że go obserwują przez kamery i jeśli dalej tak będzie robił to go aresztują. 
 
W tej części był Bank.

 
Jedne z drzwi do sejfu

 Zresztą robienie zdjęć też było nielegalne. Dopiero po kilku miesiącach, jako jeden z nielicznych dostałem pozwolenie fotografowania. Wszystkim, którzy zostali na tym złapani, zabierano kamery.

   W czasie całorocznej pracy w tym miejscu, znajdowaliśmy bardzo dużo wartościowych rzeczy. Także pieniędzy. Muszę się przyznać, że nieraz korciło, żeby coś zabrać. Znam wielu co się tam dorobiło. Niestety, coś nie pozwalało mi tego zrobić. Oddawałem więc wszystko policji, wiedząc o tym, że wiele z tego lądowało w ich prywatnych kieszeniach. Ale to ich sprawa. A może moja głupota?
Poniżej wiaderko z zebranymi pieniędzmi. 
 
   
      Następnie dostaliśmy się do głównego sejfu ze złożonym tam depozytem. Było ciemno. Wchodziliśmy z latarkami. Wszystko pokryte było delikatnym kurzem, ale nie tak jak w innych częściach, gdzie było tego kilka centymetrów. W oddali stały półki a na nich miliony dolarów. Rzucam taką sumą, bo było tego bardzo dużo, ale nie mam pojęcia jak dużo. W tej ciemności zdawałem sobie sprawę, że coś nie jest w porządku ale nie mogłem się domyśleć co. Podszedłem bliżej i przyjrzałem się dokładniej temu bogactwu. Znalazłem się w kraju liliputów. Wszystkie banknoty, zawinięte jeszcze w banderole, były o połowę mniejsze niż nasze normalne! Nie byłem pewien co to znaczy. Dopiero ktoś wyjaśnił, że banknoty te pod wpływem olbrzymich temperatur (jak wspominałem ogień się tam nie dostał) kurczą się do takich rozmiarów. Zdziwiony i podniecony, złapałem pierwsze z brzegu i…. w ręku został tylko popiół. Dotykałem następne i wszystko się rozpadało.
      Natychmiast przyszła mi myśl, że muszę znów stać się kryminalistą. Dlaczego znów? Uratowałem ze strefy zero wiele cennych przedmiotów. Kazano nam je niszczyć, ale wiedziałem, że się to kiedyś zmieni i warto zachować niektóre do muzeów. Chowałem je po kryjomu i oddałem po kilku miesiącach, kiedy wszystkim przeszła ta idea niszczenia. Większość z nich jest teraz w muzeum 9-11.
      Zostawało jednak zawsze ryzyko, że jak mnie złapią to zrobią ze mnie złodzieja. Mimo wszystko zaryzykowałem. Muszę zachować chociaż jedn
ą paczkę  – pomyślałem. Podnosiłem je przeróżnymi metodami i zawsze rozpadały się w popiół. Wreszcie przyniosłem kawałek plastyku i wsunąłem pod wybrane banknoty. Udało się. Trzymałem to drżącymi rękoma i Myślałem o tym jak ja to teraz wyniosę. Przejść trzeba było przez miejsca gdzie było dużo ludzi. I to się powiodło. Schowałem mój skarb w samochodzie i na następny dzień (pracowaliśmy wtedy po 16 – 18 godzin dziennie) przywiozłem to do domu.
       Wiedziałem, że kiedyś to będzie jeden z najważniejszych eksponatów w muzeum. Tylko jak to przechować. Postanawiałem spryskać to lakierem bezbarwnym. Myślałem, że wyleje na to kilka warstw i po ich zaschnięciu, stworzą otoczkę, która może utrzyma to w całości.
     Pierwszą warstwę, kładłem bardzo delikatnie, z daleka i wszystko wyglądało na to, że się uda. Pieniądze nasiąknęły lakierem i trochę ściemniały. Zostawiłem wszystko na stole i poszedłem do swojego pokoju.
       Po krótkim czasie usłyszałem otwierane drzwi i głos córki. Wyszedłem natychmiast, żeby się tym pochwalić i wtedy usłyszałem jej pytanie: Ojciec, co to jest? Krzyknąłem natychmiast: nie dotykaj tego!, ale było za późno. Elaine trzymała w ręku kupkę popiołu.
        Tak zakończyła się moja kryminalna przygoda a z tego znalezionego majątku, zostały tylko wspomnienia.





Saturday, June 27, 2015

Wesele - Part III

   Jest weekend. Mam trochę pracy, więc napiszę później, ale skończyłem ostatnią część z wesele i chcę ją Wam od razu przesłać. Miłego odpoczynku i zapraszam na zabawę.

Thursday, June 25, 2015

Dalsza część wesela



   Od pierwszego dnia po powrocie z Polski, zostałem wciągnięty w czarną dziurę. Moja budowa to koszmar. Muszę po prostu przestać się tym przejmować. Nie jest to łatwe. Trudno nauczyć starego psa nowych sztuczek.
    Jeszcze przed wyjazdem do Polski, prosiłem o koparkę która może łatwo zmieniać swoją funkcję. Raz ma przyłączony młot pneumatyczny a raz łyżkę. Minęło już 4 tygodnie i dalej nic. Nawet skarga do właściciela nie pomogła. Cała część budowy jest zatrzymana z tego powodu i już nie będę w stanie wykonać jej na czas, bo nie zdążę przed zimą. Wielu powtarza mi żebym się ni przejmował, ale wiadomo, że na końcu to moje nazwisko jest dołączane do sukcesu lub porażki danej budowy. Przez 30 lat budowania Nowego Jorku, kończyłem każdą budowę na czas i zawsze zarabiałem dla firm duże pieniądze. Tym razem tak się nie stanie i nie z mojego powodu.
     Nawet gołąb nie wytrzymał tej presji i powiesił się na mojej budowie.


    Na lżejszą nutę. Skończyłem następny filmik z wesela. Troszkę inny niż poprzedni ale wesele to wesele, więc zawsze musza być tańce i nawet jak chce się zrobić poważniejszy, trochę zabawy w tym musi być.
  Powtarzam prośbę o zawiadomieniu mnie, gdyby youtube zablokował muzykę.