Friday, August 1, 2014

I'm back


   
 I'm back, czyli jestem z powrotem.

 Po kilku rozmowach, postanowiłem wrócić (przynajmniej na jakiś czas) do tego Bloga. Trudno jest powiązać pracę, obowiązki w domu, moje dodatkowe hobby z jego prowadzeniem.    
    Dostałem prośbę od kilku osób, o pozwolenie na wejście do mojego bloga ( bo podobno jak przerwałem pisanie, pokazała się wiadomosć, że trzeba mieć zaproszenie do wstępu ). Wyjaśniam, że nie była to blokada poszczególnych osób, po prostu przestałem go prowadzić.
    Wiele się wydarzyło, do niektórych spraw wrócę w późniejszym czasie, o niektórych nie warto mówić a innych nie chce się wspominać. Najważniejsze jest to, że za dwa tygodnie, całą rodzinką udajemy sie na wakacje do Kenii i Tanzanii. Jest to też jeden z powodów, że powracam do bloga. Siostra mnie o to prosiła, bo inaczej trudno przekazać by było nasze przeżycia i wrażenia z tej wyprawy.
    Zawsze przed wyjazdem jestem trochę czymś przestraszony. Tym razem jest kilka rzeczy. Oczywiście przeloty samolotem. Tym razem będzie ich aż siedem. Długie godziny, starty, ladowania, przesiadki, wyczekiwania. Dobrze chociaż że nie lecimy Malaysian Airline i nie przelatujemy nad Ukrainą.
   Ebola wirus. Chyba małe zagrożenie, bo wypadki tej choroby zdarzają się na razie w zachodniej części Afryki a my bedziemy we wschodniej. No i oczywiście terrorysci, gdzie w Kenii było już kilka przypadków ich ataków i to na ludność cywilną. Jak dojdą dzikie zwierzęta, to matematycznie mamy jakieś 50% przeżycia tej wycieczki. Ha, ha. Nie jest tak źle!

Teraz troche na inny temat.
Szczególnie w ostatnich czasach, lata naszego dzieciństwa, czyli komunistyczna Polska lat 70-tych i 80-tych, stała się obiektem rozmów, dyskusji, kontrowersji. Duża część społeczeństwa powróciła do stanu uwielbienia tych czasów i reszta, która je potępia.
    Ja podchodzę do tego tematu troszeczkę inaczej. Z jednej strony nigdy nie życzył bym nikomu powrotu do takiego życia to jednak, ponieważ przeżywałem ten okres w większości jako dziecko, nie interesując się finansowymi problemami rodziców, nie mając żadnego pojęcia o polityce, naćpany jak narkotykami propagandą komunistycznego rządu, po prostu oglądałem te czasy oczami dziecka. I nie można mieć pretensji o to, że zostało nam w pamięci wiele rzeczy do których czujemy sentyment i nieraz nam czegoś brakuje. I dzisiaj chciałem powrócić to tych tak innych lat, bo w moim wieku nostalgia, wspomnienia, są dużą częścią mojego życia. 
    Zacznę o różnych technicznych rzeczach, urządzeniach, które zniknęły już z naszego życia, lub zmieniły się nie do poznania. Młode pokolenie nie zdaje sobie sprawy jaka jest przepaść dzieli ich czasy od naszych.
      Siedząc przed 55” telewizorem, wiszącym jak obraz na ścianie, z jakością odbioru, która nieraz wydaje się za dobra, za wyraźna, przypominam sobie pierwsze odbiorniki telewizyjne.
   Układając się do snu, jako kilkuletni chłopak, słuchałem opowiadania starszej  siostry (oczywiście spaliśmy w jednym łóżku), o jakimś cudownym pudle, które ojciec ma jutro kupić i w którym podobno będzie można zobaczyć ludzi i inne przeróżne cuda. Nie miałem pojęcia o czym ona mówi ale czekaliśmy z niecierpliwością na dostarczenie tej magicznej skrzynki. Trochę to trwało i wreszcie jest.  Dumny ojciec przekręcił gałkę telewizora i po chwili na ekranie pojawił się śnieg, czyli po prostu nic. Tysiące kropek, ale coś się tam działo. I to już wywołało Ah! z naszych otwartych ust. Nic nie można było zobaczyć przez pierwsze dni. W naszej okolicy, stacja telewizyjna była w Poznaniu, bardzo daleko a moc jej też była ograniczona i sygnał do nas nie docierał. Dopiero po kilku dniach, ojciec zamontował na dachu olbrzymią antenę i na ekranie pojawiły się cienie. Trwało to przez pewien okres. Oglądaliśmy coś, ale tak naprawdę to mało było widać i w większości nasza wyobraźnia pomagała nam w wyobrażeniu tego co nam pokazywali. Z czasem się to zmieniało i wkroczyliśmy w wiek elektroniki.
Pamiętacie pierwsze telewizory? Każdy mógł je naprawić! Jak coś przestało działać, obracało się telewizor, zdejmowało tylną ściankę, spoglądało na żarzące się tam lampki i jak któraś świeciła się inaczej, np. niebieskim światłem, zamiast żółtego, znaczyło to ze jest zepsuta i po prostu się ją wymieniało. Telewizja działała jak nowa.

  
   Następnie, pojawił się świat kolorów. Szukając zawsze doskonałości, ludziom przestała wystarczać szarość. I tu pojawił się  genialny wynalazek. Cudowna szyba na żyłce. Za bardzo małe pieniądze, kupowało się to cudo i wieszało przed ekranem telewizji. Przezroczysta szybka, pomalowana była na trzy kolory. Na górze niebieski, środek na żółto a dół na zielono. Wow. Ameryka tego nigdy nie miała!
     Dobrze jak się oglądało programy przyrodnicze. Nieraz trafiała się scena z trawą na dole, niebem na górze i jakimiś terenami pomiędzy. Nawet nie źle to wyglądało. Wszystko inne już trochę inaczej. Najgorzej było, jak przemawiali do nas nasi przywódcy, tłumacząc nam jacy jesteśmy szczęśliwcy, że żyjemy w tym kraju a nie jakiej wypełnionej przestępstwami, niesprawiedliwością Ameryce. Wyglądali, jakby chorowali na poważną chorobę zakaźną, która zależała od tego w jakim miejscu znajdowała się ich głowa. Żółtaczka była jak Gomułka był po środku ekranu.
    Skończyła nam się ta kolorowa telewizja, kiedy po umyciu szybki, siostra, Ola przypadkowo posadziła swój tyłek bezpośrednio na niej i szybka rozpadła się na kilka kawałków. Już nigdy po tym nie powróciliśmy do tego cudeńka.
    Telewizja zmusiła komunistów do wytężonej pracy i cenzura pracowała przez 24 godziny na dobę. A to zmuszało też artystów, to ciężkiej pracy i produkowanie swoich prac, programów tak żeby przechytrzyć cenzorów i wymuszała wysoki poziom intelektualny. Nawet sam układ programu dnia był dla nich ważny. Tak więc w niedziele, najlepsze programy dla dzieci szły w tych samych godzinach, w których odbywały się Msze Święte w kościołach, co zmuszało nas do wymykania się po cichu, chowając się przed czujnym okiem matki i szybkiego powrotu do domu, żeby obejrzeć Teleranek, Disneyland, Znak Zorro, Złamana Strzała, Niewidzialna Ręka etc.
   Starsi też mieli swoje ulubione programy. Była wtedy czwartkowa Kobra, Tele-Echo.  Bawiły nas kabarety Starszych Panow, Olgi Lipińskiej, Dudek.
No i najlepszy film kinematografii polskiej Czterej Pancerni i Pies.
Sport był ważna częścią telewizji.  Zimowe wieczory spędzało się oglądając Mistrzostwa w łyżwiarstwie, przemijały olimpiady i najważniejsze wydarzenie roku – Wyścig Pokoju. Dla nas było ważne żeby pokonać Ruskich i Niemców (oczywiście z NRD). Oczywiście piłka nożna, a w tamtych czasach zdarzało się nam wygrywać. Uwielbiałem słuchać komentarzy sportowych takich ludzi jak Ciszewski i Tomaszewski. Bawiły nas też ich pomyłki i powtarzano je sobie jako kawały.  Załaczę kilka (albo więcej) takich gaf, tych starszych i nowszych.


"...widać poruszenie w kroku chodziarza..." - O Korzeniowskim

„Celny strzał, ale nad bramką”

"Jeszcze trzy ruchy i Włoszka będzie szczęśliwa" - Artur Szulc (TVP) o kajakarce Josefie Idem

"Pani Szewińska nie jest już tak świeża w kroku, jak dawniej"- Bohdan Tomaszewski.

„Jadą...
Cały peleton...
Kierownica obok kierownicy, pedał obok pedała.”

Mecz Polska-Irlania Północa, koncówka pierwszej połowy.
Najazd kamery na irlandzkiego szkoleniowca i w tle słychać jego głos:
-Fucking referee...
Komentator na to:
- No słyszelismy jeszcze ostatnie wskazówki dla piłkarzy przed koncowym gwizdkiem...

„Veron złapał się za włosy, a raczej nie miał się za co złapać bo jest łysy.”

"Polacy w białych koszulkach i czerwonych spodenkach, a Norwegowie w strojach odwrotnie pokolorowanych"

Proszę państwa teraz Adam Małysz ... Oj, jak słabo, jak słabo ... (dlugą chwilę potem) proszę państwa, to był przedskoczek

"Szurkowski, cudowne dziecko dwóch pedałów."

"Litwinka postanowiła utrudnić nam oglądanie meczu i rozgrzewa się przed naszym stanowiskiem, a że mierzy dobrze ponad 190 cm, nic nie widać. Ale oto robi skłony, więc jest szansa."

"U nas jest do południa poranek, a u Państwa noc, więc dobranoc."

"Wiatr wieje w plecy, tzn. wieje im w twarz, bo przecież płyną tyłem do przodu!"

"Do końca meczu została godzina, czyli około 60 minut."

"Dystans 400 m stylem dowolnym rozgrywany jest od 1894 roku - tylko wtedy pływali na 550 m."

"Zlikwidowano taką nieżyciową kategorię do 48 kg, bo cóż to za mężczyzna, który waży tylko 48 kg."

 "Zawodnicy są tak zaangażowani w walkę, jak aktorki filmów porno w dialogi" - Jerzy Kulej


"Jak państwo widzicie, nic nie widać w tej mgle" - Edward Durda


"Polak walczy z Murzynem - to ten w czerwonych spodenkach."


Z muzycznych, najważniejsze były festiwale w Sopocie i Opolu.
   Wracając do sprzętu elektronicznego. Kilka zdjęć z tych najważniejszych.
                   

                                             Radio Szarotka
                 

                                          Radio Koliber
                 

                                            Magnetofon ZK 120

                            

             Ówczesny I-Pod - Magnetofon kasetowy MK 122

                                
                                             Kasety

                             
                                             Gramofon Bambino

                           




                                            Płyty pocztówkowe
 
                        

                                     Aparat fotograficzny Ami

      I  setki innych ale i nie jestem w stanie wszystkiego tu zamieścić.

  Jeszcze krótka informacja. Od pewnego czasu mam też inny blog, który powstaje bardzo wolno. Są to moje zdjęcia ptaków (z informacjami o nich) a później dojdą jeszcze zwierzęta. Ta strona jest robiona dla siebie samego. Po prostu chcę mieć swoje zdjęcia ułożone i łatwe do odszukania. A zarazem robiąc to dużo się o nich uczę i łatwiej mi rozróżniać te które chcę uchwycić na klatkach mojego aparatu. Podaję stronę poniżej. Tym razem jest ona po angielsku ale można nacisnąć na polskie tłumaczenie, choć będzie ono trochę wypaczone.

http://www.fanofbirds.blogspot.com/

Monday, March 10, 2014

Zabawa w kręgle.


  
   Zaczyna się Nowy Rok, wiec powoli zbliżają się podróże, czyli kolejne emocje w samolotach. Chociaż łatwiej mi to idzie niż w pierwszych próbach, dalej odczuwam strach,  siedząc w tych metalowych puszkach, tysiące metrów nad ziemią. Oczywiście żeby było przyjemniej obejrzałem wczoraj film „Non Stop”, który opowiada historię samolotu zagrożonego terrorystami i chociaż kończy się dobrze, pasażerowie przechodzą całą serię momentów mrożących krew w żyłach.

    Rano, jadąc do pracy i słuchając najnowszych wiadomości dowiedziałem się  o wypadku lotniczym, który w tym momencie jest tylko jedną wielką zagadką. Wiadomo już, że samolot linii lotniczych z Malezji uległ jakiemuś wypadkowi, tylko nie wiadomo dokładnie co się stało. Musiało to być coś bardzo nagłego, bo piloci nie nadali jednej, najmniejszej wiadomości, ostrzeżenia czy wezwania o pomoc. W tej chwili podano wiadomość o dwóch pasażerach, którzy lecieli na skradzionych paszportach. Nie wiadomo czy oni mieli z tym coś wspólnego. Dziwi mnie, że w czasach, kiedy przeciętny haker może się dostać do większości informacji na świecie, nawet tajnych, linie lotnicze nie mają takich możliwości. W wiadomościach podano, że linie  Malaysian Airline  i wiele innych nie mają dostępu do międzynarodowego programu z podobnymi informacjami. To dla mnie bardzo dobra wiadomość. Będzie mi się spokojniej leciało, wiedząc że ja muszę ściągać buty, pasek, zegarek i przechodzić przez te wszystkie kontrole, a gdzieś obok wsiada ze mną ktoś kto ma skradziony paszport i nikt o tym nie wie!!
     Jeszcze jedna ciekawostka, tym razem z Nowego Jorku. W Izraelu proponują nowa ustawę, która mówi, że do wojska będą pobierani tylko religijni obywatele tego kraju. Nic na ten temat nie wiem i nie mam zamiaru się tym interesować. To ich sprawa co tam chcą robić. U nas jednak, na ulice Nowego Jorku, w proteście przeciwko tej ustawie wyszło tysiące ortodoksyjnych żydów. Dlaczego u nas? No bo większość ortodoksyjnych żydów żyje właśnie w Nowym Jorku a nie w Izraelu czy w jakimkolwiek innym kraju. Ilu ich jest? Popatrzcie na załączone zdjęcie, które nie pokazuje całości, bo stało ich tam zbitych w kupę przez 6 ulic. 


A są to Ci religijni żydzi, którzy stanowią mniejszą cześć żydowskiej populacji. Ktoś kiedyś powiedział, że Nowy Jork jest żydowskim miastem. Zaczynam w to wierzyć.
     Dzięki naszym znajomym Małgosi i John Tarranto, zebraliśmy się wczoraj w niedzielę, w pobliskim Centrum Handlowym na grę w kręgle.
Większość z nas grała w to pierwszy raz, kilku miało z tym styczność ale małą. Chyba tylko sam John miał pewne doświadczenie w tej grze.
Już od początku zapowiadała się dobra zabawa. Podzieliliśmy się na dwie grupy, kobiety i mężczyźni.  Nie będę opisywał zasad gry, wspomnę tylko że trzeba rzucić, pchnąć kulę i wymierzyć w cel, czyli kręgle stojące około 20 metrów przed graczem, tak żeby przewrócić jak ich największą  ilość. Kobiety zaczęły od rzucania w tak różnych kierunkach, że poprosiliśmy żeby postawili boczne siatki (przeważnie używane dla dzieci),


wtedy kula, która normalnie źle rzucona wypadła by z gry, tutaj odbijając się od siatki wracała na tor. Śmialiśmy się, bo nieraz kula zanim dotarła do kręgli odbiła się po kilka razy, z boku do boku a na końcu zbiła wszystkie kręgle. Ja zauważyłem, że tak jak na wojnie, nie ważne czy kula trafi prosto do celu, czy z rykoszetu ale ważne że trafi do celu.  
     Beata zaczęła sprawdzać różne kule. Spytałem się czego szuka? Ona mi odpowiada, że szuka odpowiedniej, bo bardzo lubi duże dziurki. Odpowiedziałem, że się z nią zgadzam, ja też!
     Same metody rzucania też były zabawne. Jak powinno to wyglądać?
Kula ma trzy dziurki, dzięki którym można złapać kule,


 krótki rozbieg i silne pchniecie kula w kierunku kręgli.


Ale to tylko jedna z metod, bo dzięki naszym paniom odkryliśmy ich więcej. Ewka była najlepsza. Stawała bez rozbiegu na linii rzutu i zaczynała udawać dzwon kościelny. Kula zawieszona na dłoni i ruchy dzwonu, w przód i tył i tak po kilku razach i odegrania hymnu kościelnego wyrzucała kulę. I ponieważ związane to było z rytuałem kościelnego dzwonu, musiała dostać łaski nieba, bo kula która trafiała z boku w bok,  na koniec zbijała wszystkie kręgi. Majka przyglądała się innym ale postanowiła grać swoją metodą. Podbiegała do linii rzutu biegiem kaczuszki, tup, tup, tup, drobniutkimi kroczkami ale nie wykorzystywała tego "rozpędu", tylko stawała na linii i już po pełnym zatrzymaniu wyrzucała kulę. I znów wyniki były całkiem niezłe. Wtedy zacząłem się zastanawiać, czy ja nie robię błędów i nie powinienem wykorzystać jednej z tych metod. Może bym lepiej trafiał. Małgosia, która nie była zgodna z innymi kobietami, próbowała rzucać poprawnie i przez to była często gorsza, chociaż jej kule dochodziły prosto do celu, ale zbiła mniej kręgli niż te rzucane od boku do boku.
     Panowie też potrafili dotrzymywać kroku kobietom. Najpierw Leszek zadziwił nas wspaniałym rzutem.  Siedząc zaraz za nim, o mało co nie straciłem życia, bo ten w rozmachu stracił kule i ta zamiast do przodu, poleciała w przeciwnym kierunku i spadła przed moimi nogami. Po tym rzucie przesiadłem się na inne miejsce. Zyga podobnie stracił tak kulę ale trochę bezpieczniej.  Reszta to oczywiście dobra zabawa. Lepsze i gorsze rzuty, ale wszystko to przyjemnie spędzony czas. 






Kobiety natychmiast wpadły na pomysł, żeby zrobić coś jeszcze i mają zamiar spotkać się na kursie gotowania. Mam nadzieję że będą lepsze niż w kręgle, bo inaczej szkoda mi tych co będą musieli jeść to co ugotują! Ja myślę o zebraniu panów na kurs szydełkowania!
   Na koniec jak zwykle coś interesującego do oglądania.

                             O tych z niezwykłym szczęściem.


Zabawne i ciekawe



I jeszcze więcej  z Rosji



Sunday, March 2, 2014

Weekend


      Niedziela wieczór. Skończyłem właśnie prace nad wykańczaniem strychu, oczywiście tylko na dzisiaj, bo jeszcze dużo zostało do pełnego zakończenia. Wyglądałem przez okno, czy śnieg już zaczął padać, ale na razie cisza. Do poniedziałku ma spaść następne 30 centymetrów.Wydaje mi się, że w tym roku śnieg będzie padał nawet w lipcu!
Łeb mi pęka. Tak to jest z migreną. Zawsze atakuje mnie w weekendy. I tak kończy się wymarzony weekendowy odpoczynek. 
     Wczoraj także udało mi się skończyć filmik z naszej imprezy sylwestrowej. Załączam go poniżej, z nadzieją, że będzie działał. W USA jeszcze odbiera, ale nie wiem czy nie zablokowali w Polsce. Postarałem się załączyć polskie tłumaczenia tekstów, oprócz środkowej części. Dla wytłumaczenia, film który jest ze mną i Beyonce, wyświetlany był także w czsie imprezy, przed północą. W skócie, witam wszystkich na imprezie, ale moja przemowa przerwana jest przez telefon. Ktoś nam wszystkim znany, dzwoni i łączy się przez Skype. Składa nam wszystkim życzenia. Zaraz po tym, dziękuję im i umawiam się na obiad następnego dnia. 
    Na filmie widać lepiej niż na zdjęciach (które Wam kiedyś wysłałem) jak wyglądało oświetlenie naszego domu w czasie imprezy.
   A teraz zapraszam do filmu, a ja idę wziąść prysznic, chwilkę odpocząć i spać, bo trzeba mieć siły do odśnieżania domu .


Tuesday, February 25, 2014

Sprawa z duchami




    Prawdopodobnie, naoglądałem się za dużo horrorów w moim życiu i powoli duchy wchodzą do mojego prywatnej codzienności. Bo to tylko tak można określić sytuacje w jakich się znajduję. No bo jak inaczej można wytłumaczyć te wszystkie zdarzenia niewyjaśnionych, tajemniczych wydarzeń w naszym prywatnym życiu?
    Wczoraj wróciłem do domu i zszedłem po coś do pokoju z barem. Zauważyłem, że okna były zamknięte ale nie zablokowane, czyli każdy mógł je z zewnątrz otworzyć . Jest zima, więc wiadomo, że okien nie otwiera się często, ale jak wielu mężów wie, żony uwielbiają wietrzyć dom przy każdej pogodzie. Ilu zna tą sytuację:
-       Czemu okna znów otwarte?
-       Przecież, trzeba przewietrzyć dom, potrzebujemy świeżego powietrza!
-       Kochanie, ale na zewnątrz jest minus 5 stopni a w domu nastawione na 30. Te okna są już otwarte pół godziny. To po cholerę ogrzewasz ogród? Wyłącz ogrzewanie!
-       Zwariowałeś! To w domu będzie zimno!
Oczywiście to samo jest latem, kiedy działa klimatyzacja. Z tym już się pogodziłem. Gorzej jest z tymi duchami. Kiedy żona wróciła do domu, wspominam, że znów zostawiła otwarte okna (nieraz zostawia otwarte drzwi) i ktoś może się włamać (nawet nie włamać, po prostu wejść ) do domu i nas okraść.
-       Znów zostawiłaś otwarte okna.
-       Gdzie?
-       Na dole w barze.
-       To nie ja! Ja tam nawet nie byłam.
-       Jak to nie, przecież pracowałaś tam całą sobotę!
-       To nie ma nic wspólnego z oknami. Ja ich nie dotykałam.
I nie wiem jak długo mógłbym o tym dyskutować, stwierdzenie jest jedno. To muszę być ja! Oczywiście, dobrze wiem że to nie ja, bo jest to niezgodne z moją religią, chłodzenia domu, kiedy je ogrzewam i to za grube pieniądze. Trzeba się przyzwyczaić i codziennie sprawdzać, czy te duchy znów ich nie otworzyły.
      Pod koniec miesiąca, dostaję rachunek z karty kredytowej. Nieraz się zdarza, że sumy są bardzo duże, ale to przeważnie w wypadku kiedy jedziemy na wakacje, albo kupujemy coś do domu. Nieraz jednak przeglądając te rachunki, zauważam dużą sumę i nie mam pojęcia skąd się wzięła.
-       Czy zdajesz sobie sprawę, że wydałaś na karcie w tym miesiącu kilka tysięcy dolarów?
-       Co Ty gadasz, to nie ja!
-       Tu wyraźnie pokazuje, że to na Twojej karcie.
-       Nie wiem co tam pisze, ale to nie ja.
-       W takim wypadku spójrz w to, bo może ktoś używa Twoja kartę.
-       Daj mi spokój, zawsze coś do mnie masz, nie mam zamiaru się denerwować. Sam wydałeś te pieniądze, a teraz na mnie!
Czyli znów te duchy. Nie wspomnę o tym, że kiedy wchodzi do domu, wiem kiedy wraca z zakupami, bo zawsze bardzo cicho przechodzi do sypialni. Tam się może szybko rozpakować. A kiedy wejdę i zobaczę te pełne zakupów torby to natychmiast pojawia się wytłumaczenie:
-       Nie wyobrażasz sobie jaka dzisiaj była przecena. Każda rzecz kosztowała mnie tylko kilka dolarów!
Ha, ha. Dobrze że mam poczucie humoru.
     A nieraz te duchy by się przydały. Bo mogły by pomóc w „trudnych” sytuacjach życiowych.
-       Musisz ze mną zejść do samochodu i pokazać mi jeszcze raz jak działają te wycieraczki!
-       A co zepsuły się?
-       Nie, ale nie mogłam ich włączyć!
-       To jak jechałaś, przecież dzisiaj leje deszcz!
-       No właśnie. Wiesz jak trudno było jechać jak nie mogłam ich włączyć? Nic nie widziałam!
-       ?????
I tu właśnie by się przydały.
Nieraz dochodzę do wniosku, że rozumiem homoseksualistów. Jak to może być przyjemnie, nie mieć tych codziennych problemów z kobietami. Ale co zrobić. My je tak kochamy. I po tych szybko zapomnianych konfrontacjach, znów jest cudownie. A tak jak w naszym przypadku, tak pięknie jest już ponad trzydzieści lat.
     Jeszcze jedno. Czy ktoś kiedyś zastanowił się, dlaczego na Walentynki, czyli dzień zakochanych, mężczyzna kupuje kwiaty, czekoladki kobiecie a rzadko działa to w drugą stronę? A przecież to nie jest Dzień Kobiet, tylko zakochanych! Czy nam się cos nie należy? Nie muszą być kwiaty. Może paczka papierosów, piwo? Byle co! One mają swój dzień, Dzień Kobiet. My nie mamy Dnia Mężczyzny! To chociaż w ten dzień. Ale nie, bo kobiety uważają, że to my się w nich zakochaliśmy a one nas po prostu zaakceptowały. Tak z litości, albo nie było lepszej okazji. Chociaż, trzeba przyznać, że miło podarować kobiecie kwiaty i widzieć jak się z podziękowaniem uśmiechają. Wtedy wszystkie te inne drobnostki w  życiu nie maja żadnego znaczenia.


I na dodatek kilka filmików przesłanych przez moich kolegów.
Pierwszy o różnych głupich, ciekawych, trudnych do uwierzenia pokazach. 

Drugi to kontynuacja z rosyjskich dróg. Wypadki. Mam nadzieje, ze działa, bo słyszałem, ze niektóre z tych filmów, chociaż tutaj działają, w Polsce są zablokowane. 


I ostatni z żartami robionymi przez program telewizyjny.









Wednesday, February 19, 2014

Polityka i rozrywka




     W zimowym śnie, jak zwykle dużo się nie dzieje w naszym życiu, więc może trochę o innych wydarzeniach, które mnie interesują lub przerażają.
     Jedną z najważniejszych wiadomości ostatnich dni to  raport Komisji śledczej ONZ ds. Praw Człowieka, który wydał ostrzeżenie dla przywódcy Korei Północnej Kim Jong-un, że może być pociągnięty do odpowiedzialności za zbrodnie przeciwko ludności cywilnej, w tym porwania, tortury i masowego głodu . Eksperci ONZ zebrali dowody które obejmują, zdjęcia satelitarne i wywiady ponad 80 świadków, którzy opisywali makabryczne warunki w tajnych obozach pracy. Ludzie umierają z głodu, podawane są przykłady z przeróżnych, nieludzkich tortur, mordowanie tysięcy ludzi. Może nigdy nie dowiemy się ilu tam zostało zgładzonych. No i co z tego?   Mogę się założyć, że dużo się nie zmieni. Wszyscy podpiszą się pod takim ostrzeżeniem i wrócą do normalnego życia. I to nie dlatego, że się boją Korei ale z prostej przyczyny. Chińczycy są zaprzyjaźnieni z tymi mordercami a nikt nie chce konfliktu z Chinami.  Zabrzmi więc cały świat na pięć minut, potępi to co się tam dzieje, w najlepszym przypadku ustalą nic nie znaczące sankcje, Chiny się pod tym nie podpiszą i na tym się skończy. A w obozach dalej będzie ginęło tysiące osób. Czy nie przypomina nam to historii niemieckich obozów  koncentracyjnych?   Na zakończenie tego jedna myśl. Przez te wszystkie ostatnie lata, wszyscy krytykowali Stany Zjednoczone za wtrącanie się w sprawy świata. Sami amerykanie wykorzystywali każdą okazje, żeby protestować, szkalować amerykański rząd za takie akcje. No to teraz macie odpowiedź  . Ameryka powoli upada. Nie jest już najmocniejszym krajem, strażnikiem świata. Tego wszyscy chcieli. Macie teraz Chiny, Rosję. Wielu będzie się odzywać, czemu Ameryka nic na to nie reaguje! Ironia. To będą Ci sami, którzy wczoraj krzyczeli ze amerykanie mordują ludzi na całym świecie. Oni są w jakimś sensie winni temu co się teraz dzieje. Niestety politycy dalej będą bawili się w zdobywanie władzy a tam gdzieś, mordowani będą niewinni ludzie i nikt im nie pomoże. Może i racja! Co nas oni obchodzą! Nam się dobrze żyje! Tylko dlaczego ja źle się z tym czuję?

     Drugim krajem, na który zwraca się trochę uwagi to Ukraina. Sytuacja znów się pogarsza. W protestach zginęło wielu ludzi. Nawet gdybyśmy nie wchodzili w szczegóły tego konfliktu, nietrudno jest dojść do wniosku, że wolności w tym kraju nie ma. Jeżeli cały kraj się porusza i jest niezadowolony z tym co się tam dzieje, każdy demokratyczny kraj podałby rząd do dymisji i dokonał nowych wyborów, według wymagań swych obywateli. Oczywiście tak nie jest na Ukrainie. To samo wystarczy do stwierdzenia faktu, ze kraj jest skorumpowany. I tutaj podobnie, problemem jest Matka Rosja, która nie pozwala na zmianę, bo to nie jest im na rękę. I znów wszyscy inni się przypatrują, bo nie chcą konfliktu z Rosją. Wygląda na to, że Unia Europejska wyda jakiś nieistotny papierek wyrażający niezadowolenie z sytuacji. Może narzuci nawet jakieś sankcje, które ugodzą w większości w samych obywateli tego kraju a nie w tych co rządzą. Bez wspólnego, światowego nacisku, dużo się nie zmieni jeśli Rosja będzie niezachwiana w swoich zamiarach. I znów nasuwa się to samo porównanie. Gdzie jest Ameryka? Ano, Obamę i jego rząd, „gówno” to obchodzi. Niektórzy powiedzą, że to nic by nie zmieniło? A dlaczego Polsce udało się zwyciężyć w czasach Solidarności? Może Regan i Thatcher trochę w tym pomogli? Jak ważna była pozycja Ameryki w takiej sytuacji! Teraz to się nie zdarzy. My jesteśmy zajęci dzieleniem pieniędzy bogatych, wprowadzaniem socjalistycznych idei, tych samych, z którymi walczyliśmy kilkadziesiąt lat temu, zwalczając komunizm na całym świecie.

     W Nowym Jorku nie dzieje się lepiej. Mamy swojego komunistę, burmistrza. Co chwila pojawia się jakaś wiadomość o jego idiotycznych posunięciach. Zresztą Nowojorczycy, w większości demokraci, sami powoli zdaja sobie z tego sprawę i błędu jaki zrobili wybierając tego pana na to stanowisko, bo w sondażach, około 70 procent mieszkańców jest niezadowolona z poczynań burmistrza. A jest on dopiero drugi miesiąc na stanowisku. Na razie to głupie błędy, bo jeszcze nic nie mógł nam zaszkodzić, ale strach co będzie później. Jednym z takich głupotek to decyzja w sprawie rowerów. Nowy Jork wprowadził tysiące rowerów, z których mogą korzystać mieszkańcy. Są one zlokalizowane w różnych częściach miasta i można je wypożyczyć, jeździć po mieście i  zostawić w dowolnym miejscu, w których są parkowane. Co roku, przed rozpoczęciem zimy, rowery zostawały chowane w jakimś miejskim budynku. Oczywiście on musiał zrobić coś nowego, więc rowery pozostały na ulicach. W tej chwili zasypane są śniegiem, lodem, solą i nie wiadomo w jakim będą stanie , kiedy obudzi się wiosna. Prawdopodobnie połowa, jak nie wszystkie, będzie musiała iść do serwisu lub naprawy.

    Trochę za dużo poważnych tematów. Załączam kilka zabawnych lub interesujących filmików.                                                                                    Nie wiem czy ten wyczyn to odwaga, czy głupota, ale oglądając to,  szczególnie pod koniec, powodowało u mnie dreszcze strachu.


Jak źle się czuję, to lubię sobie puszczać ten muzyczny clip. Zawsze poprawia mi humor. 


Rosjanie zawsze zadziwiają. Mamy tego przykłady w tym filmiku.
Może zostańmy przy Rosjanach. Najważniejsze w rosyjskim narodzie, zresztą Polakom dużo nie brakuje, picie wódki.
 

Friday, February 14, 2014

Dokończenie i zwiedzanie Istanbułu


    Dokończenie wczorajszego dnia.
Jeszcze wczoraj, późno wieczorem, śnieg zamienił się w deszcz i rozpętała się burza z błyskawicami i grzmotami. Trwało to dwie godziny i później zamieniło się jeszcze raz w śnieg. Gdzieś o 21-ej Wiesia zwróciła uwagę na to że nasz górny taras jest zawalony śniegiem i lodem i cały deszcz w to wsiąka, boi się więc, że może się to wszystko zawalić. I jak tu z takim postawieniem sprawy polemizować. Gdyby się naprawdę zawalił, miałbym poważny problem. Znów więc złapałem łopatę i w pełnym deszczu musiałem oczyścić wszystko z tego „białego gówna”. Wróciłem do domu jak po kąpieli. Na zewnątrz zlany deszczem a wewnątrz potem. Po małej toalecie, połamany, poszedłem natychmiast spać.
     Rano powtórka z rozrywki. Wszystko pokryte jest 10-cio centymetrową warstwą nowego śniegu. Przed domem znów ten Pług, zasypuje mi moją drogę dojazdową do garażu. Po oczyszczeniu samochodu wyruszam w drogę do pracy. Niestety. Po przejechaniu kilku kilometrów, dojeżdżam do skrzyżowania z drogą, która ma mnie doprowadzić do autostrady. Przez środek ustawione są barykady z napisem: Droga zamknięta. Skręcam więc w prawo i mam zamiar dojechać tą trasa do samego Mostu Washingtona. Na następnym skrzyżowaniu znów barykada z tym samym napisem, tylko w przeciwnym kierunku. Tego już za dużo. Zawracam samochód w miejscu i wracam do punktu pierwszej barykady. Przejeżdżam przez ustawione pachołki z nadzieją, że mnie nikt nie aresztuje. W połowie drogi znajduję powód zamknięcia. Po deszczu, cała woda spłynęła w niżej położoną część drogi i zablokowana z każdej strony przez śnieg, stworzyła małe jeziorko. Tak jest zresztą wszędzie, jak się później przekonuję. Mnie już wszystko jedno. Wjeżdżam w to i bez problemu przebijam się na druga stronę. Dobrze jest mieć duży samochód.
    Na autostradzie mało samochodów. Niestety, dziur w drodze jest olbrzymia ilość. Tak jest do samego końca. Nie wiem jak oni to wszystko naprawia. Sól, śnieg, deszcz, niskie i wysokie temperatury dopięły swego. Tysiące dziur. Już później na budowie mamy tego dowód. Moje biuro jest przy okrężnicy, z której się wjeżdża, albo zjeżdża z autostrady. Przez cały dzień stoi tu dziesiątki samochodów z rozwalonymi oponami. Przeważnie te z drogimi małymi oponami.
Tutaj inne miejsce. Przynajmniej 12 samochodów z uszkodzonymi oponami.

      Dalej pada śnieg, ale widać, że to końcówka. W radio podają wiadomość, że jutro mam spaść następne 10 centymetrów. Co chwila tworzą się korki. Z różnych powodów. Wypadki, woda zebrana w niższych częściach dróg, dziury w drodze. Teraz to jeszcze mało samochodów, ale powrót do domu będzie makabryczny.
     W pracy wszyscy jak na zawołanie wyzywają tych od pługów śnieżnych. Widać nie tylko ja mam ten problem. Mój kolega Paul, opowiada historie, jak żona go zmuszała do odśnieżania górnego tarasu. Tylko, że on kategorycznie odmówił. Tak sobie myślę, czy czasem kobiety, zanim się nie urodzą, ich dusze, nie są w jakiej specjalnej szkole w której głównym temat to: Metody zatruwania życia swojemu mężowi, z uśmiechem na twarzy.
    
   Na zakończenie podaję mój bardzo opóźniony film z wakacji w Turcji Jest to część z Istambułu . Tylko ze zdjęć. Więc został mi jeszcze film. 



I jeszcze dla wszystkich Pan, które zaglądają na tą stronę, wszystkiego najlepszego w dniu Walentynki. I nawet kiedy chodziłyście do tych szkół, żeby nam utrudniać życie, życzę wspaniałego dnia i całego roku. A jak nie ma tej osoby, która Wam tego życzy, to zawsze można na mnie liczyć, chociaż już starszy i zgryźliwy. Wszystkiego naj…, naj…

HAPPY VALENTINE’S DAY!!!!




Thursday, February 13, 2014

Ten zasrany pług śnieżny!

  To tak jakby czytać codziennie tą samą książkę. Śnieg, odśnieżanie, śnieg, odśnieżanie.
Przed wyjazdem do pracy spadło następne kilka centymetrów śniegu. Po powrocie, było już 50 centymetrów więcej. Wiem co bym chciał napisać, ale myślę, że zrobi to za mnie ktoś inny. Jak skończycie to słuchać, to pomyślcie, że ja dokładnie tak się czuję. Kilka zdjęć z mojego domu.



No i moje uczucia wyrażone przez kogoś innego. Kliknij na moje zdjęcie wjazdu na drogę do garażu.


       Natychmiast po tym poszedłem do sauny parowej, żeby się odmrozić i wyciszyć. Nastawiłem na 45 stopni Celsjusza i wysiedziałem pół godziny. Jak wyszedłem byłem trochę mniejszy ale też spokojniejszy.


Resztę dnia poświęciłem jak zwykle w ostatnich dniach, na oglądanie Olimpiady. Wiele się dzieje. Polacy mimo wielu zawodów, zdobyli drugi złoty medal. Pierwszy raz w historii olimpiad zimowych, mamy dwa złote a jeszcze nie koniec. Można było podziwiać Justynę Kowalczyk.Niesamowity bieg. Zobaczymy jak będzie dalej. Amerykanie też zawiedli w wielu sportach. Szczególnie Shaun White, bezprzecznie najlepszy na świecie w halfpipe na desce. Był dopiero czwarty. No i oczywiście zjeździe na nartach, gdzie Bode Miller powinien wygrać a był dopiero ósmy. 
    W pracy dobra wiadomość. Szef powiedział, że spotkamy się w następnym tygodniu i mam zacząć nową budowę, lub dwie (nie są duże, każda w okolicy 10 milionów dolarów). Jak się dowiem szczegółów to napiszę. Trochę mnie to jednak uspokoiło.