Showing posts with label dzięcioł. Show all posts
Showing posts with label dzięcioł. Show all posts

Tuesday, September 23, 2014

Dzień Wszystkich Świętych




    Dzięcioł wrócił!!!
Niestety, po dłuższym czasie mój koszmar wraca. Wczoraj przyłapałem go na tej samej kolumnie wejściowej. Jest już jedna duża i kilka małych dziurek. To jest ten sam okres w którym robi on nam najwięcej szkody. Ponownie będę musiał z nim walczyć. To jest mój własny terrorysta i chociaż wypowiedziałem mu wojnę, nie potrafię dać sobie z nim rady.
     Kilka ciekawych wiadomości z naszej strony.                                                                                     Najciekawsza to problem pana Dale Decker. Może niejeden będzie mu zazdrościł, ale wygląda na to, że on już dawno przestał się z tego cieszyć. Dwa lata temu, w drodze do szpitala z problemem przesuniętego dysku w kręgosłupie, dostał kilkakrotnie, bez powodu, erekcji i miał 5 razy orgazm. Od tego czasu powtarza się to codziennie, tylko że troszkę częściej, bo aż do 100 razy dziennie. Zdarza się to bez kontroli, czyli może być na zakupach, w kościele, tańcząc z partnerką. Resztę sami sobie możecie wyobrazić. Ciekawi mnie tylko, czemu na zdjęciu jego żona jest taka uśmiechnięta!
    Wielu dziwiło się, że nie baliśmy się pojechać miedzy dzikie zwierzęta. Powtarzałem nie raz, że jak ma się pecha, to coś głupiego może stać się w najbezpieczniejszym miejscu. Wygląda na to że miałem rację. Przedwczoraj u nas w New Jersey, czarny niedźwiedź zabił młodego człowieka, który był ze znajomymi na spacerze po górkach. Po spotkaniu niedźwiedzia, wszyscy zaczęli uciekać. Kiedy zebrali się ponownie, jednego brakowało. Policja odnalazła go już nieżywego a niedźwiedź kręcił się w okolicy. Już się nie kręci!  Został zastrzelony.
   W Nowym Jorku, zebrało się setki tysięcy najporządniejszych amerykanów, żeby protestować przeciwko globalnemu ociepleniu, kapitalizmowi i zanieczyszczaniu naszej planety. Wspaniali ludzie. Trzeba ich tylko podziwiać.   Ale mam kilka pytań. Kim oni są tak naprawdę. Niektórzy siedzą tu przez kilka tygodni i więcej. Czy oni maja prace? Może poświecili swoje kilkuletnie wakacje, żeby tu być i zaprotestować. A może to są sfrustrowani bezrobotni, którzy w ten sposób wyrzucają swoje prywatne niepowodzenia i zwalają winę na innych. A może po prostu, ktoś im płaci, żeby tu być?
   Jeżeli są tak bardzo przeciwko kapitalizmowi i nowym technologiom, to czemu co drugi z nich nakręca swoje protesty na I-phonach. Powinni je poniszczyć i przyjść z tymi starymi na korbkę.
    Jeżeli są tak przeciwko zanieczyszczaniu, to czemu po ich protestach, dziesiątki śmieciarek i setki ludzi musi po nich sprzątać?



 Dzisiaj jest pierwszy dzień jesieni i choć to też piękny sezon, to smutno jest pożegnać lato. Zbliżają się święta i pierwsze ważne to Dzień Wszystkich Świętych. Jedno z najważniejszych polskich uroczystości, poświęcone odwiedzinom na cmentarzach i grobach najbliższych.
    Święto ustanowione w VII wieku przez papieża Grzegorza III-go i początkowo obchodzono je 13 maja a przeniesione na obecny 1 listopada w VIII wieku przez Grzegorza IV.  Dawniej wierzono, że dusze które nie dostały się do nieba ani piekła, czyli są w czyśćcu, przechadzają się miedzy żywymi.
W Polsce, zgodnie z nauka kościoła katolickiego, jest to uroczystość tych którzy są zbawieni i cieszą się wieczna szczęśliwością w niebie. Wieczorem polskie miasta i wioski rozbłyskują światłami setek tysięcy zniczy.


    Przetrwały u nas także obchody wiary pogańskiej, szczególnie na ziemiach wschodnich. Dziady – wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów Słowian i Bałtów, obchodzonych ku czci dusz niespokojnych, niebezpiecznych dla człowieka.  W wielu wsiach nadal ofiaruje się pokutującym jadło, napitek, by uśmierzyć ich gniew i zapewnić im komfort w drodze do nieba. Przetrwała też tradycja biesiadowania przy potrawach z chleba, jajek i miodu. Łyżki, która upadła na ziemię, nie podnosi się wierząc, że wyrwał ją wygłodniały zmarły.
     Dzień drugiego listopada, to święto wprowadzone w 993 roku, Dzień Zaduszny. Miało zastąpić pogańskie praktyki ku czci zmarłych.
A co obchodzą w innych krajach.
MEKSYK
Meksykański El Dia de Muertos, czyli nasz Dzień Zmarłych, obchodzony jest przez dwa dni. 1 listopad to El Dia de Inocentos czyli Dzień Niewiniątek a 2 listopad to Dzień Zaduszny poświęcony dorosłym zmarłym. W odróżnieniu do naszych świąt, obchodzą je w nastroju wesołości. Meksykanie odwiedzają groby, podobnie jak my kładą kwiaty i znicze, ale także żywność. Dary sklada się również na ołtarzach domowych, urządzanych w celu przyciągania dusz zmarłych. Zdobi się je kwiatami, świeżymi owocami, kadzidłami, kolorowo ubranymi szkieletami i zdjęciami tych którzy od nas odeszli.
    Przy ołtarzu spożywa się El Pan de Muertos, czyli chleb zmarłych. Jest on specjalnie wypiekany na ta okazje i w różnych kształtach, np. czaszek, kości lub zwierząt.  Zjada się także Calaveras de Azucar, czyli czaszki zrobione z cukru. Wszystko to ma nam przypominać, że śmierć nie jest końcem a raczej początkiem następnego cyklu życia.


CHINY
Maja oni kilka świąt związanych ze zmarłymi m.in. Święto Przodków i Święto Głodnych Duchów. Katolicy obchodzą Wszystkich Świętych. W Święto Przodków, Qingming Jie, wszyscy zbierają się na cmentarzach i pośród duszącego dymu kadzideł, składają dary przodkom, aby zapewnić sobie ich przychylność. Tłumy ludzi wynosi prochy członków rodziny z budynków i kladzie je na rozstawionych stołach. Kładą tam również wszystkie podarki takie jak kwiaty, pieczone kaczki, miski ryżu, świeże jabłka. 

Według ich wierzeń, zmarli maja takie same potrzeby jak żywi ludzie. Cmentarze w tym kraju wyglądają trochę inaczej niż nasze. W pomieszczeniach przypominających bibliotekę, ustawione są skrzynki i kamienne urny z prochami zmarłych. 

Każda z tych skrzynek, leży na regałach w osobnej przegródce. Żeby przekazać zmarłym podarki, trzeba je spalić, bo w ten sposób przechodzą w ich świat. W wielu miejscach jest to zakazane, wiec rodziny „przesyłają” im te podarki poza cmentarzami. Pali się pieniądze, kartonowe modele luksusowych domów, samochodów a nawet figurki dziewcząt do towarzystwa.

PORTUGALIA
W tym kraju obrządki Wszystkich Świętych wymieszane sa z tradycjami przypominającymi trochę amerykańskie Halloween. „Pao-por-Deus” czyli chleb dla Boga, wywodzi się z pogańskich tradycji. Na groby przynosiło się jedzenie i wino. Z czasem, mimo protestu duchownych, tradycja wpisała się na stale w obchody Wszystkich Świętych. Dzieci w tym dniu chodzą po domach, śpiewają tradycyjne piosenki i proszą  ciastka, owoce i migdały.
 HISZPANIA
    Obchody podobne do naszych, lecz wiele cmentarzy w tym kraju umieszczone jest w szczególnych miejscach. W parkach, nad jeziorami, nad morzem czy nawet w opuszczonych zamkach. Taki jest cmentarz nad Morzem Kantabryjskim w Luarki. W Benadalid w Andaluzji cmentarz jest w ruinach XVII-wiecznej fortecy. 

Groby wmurowane są w ściany. W Maladze cmentarz umieszczony został w miejscu dawnego ogrodu botanicznego i wiele okazów roślin, przetrwało do naszych czasów.

 JAPONIA
 Tradycja święta Obon, sięga już do 500 lat. Obchodzone jest w cztery dni, w połowie sierpnia. Japończycy składają ofiary, modlą się i oczekują na spotkanie z duchami zmarłych. Japońskie domy są specjalnie przygotowywane na okazje tych spotkań. Rozjaśnione są papierowymi lampionami, które mają wskazywać drogę zabłąkanym duszom. Na ołtarzach buddyjskich, składane są drobne ofiary w postaci pokarmów.
    Pierwszego dnia na progu domostw ustawiane są figurki wykonane z warzyw i patyków, które wyobrażają zwierzęta juczne i mają posłużyć jako środek transport między ich światem i naszym.
Z japońskim świętem ku czci zmarłych silnie związana jest też tradycja ludowego tańca zwanego bon-odori. Wieczorami ludzie ubrani w yukaty (rodzaj letniego kimona) gromadzą się w parkach, ogrodach i na przyświątynnych placach, by poprzez taniec pomóc przodkom powrócić w zaświaty. Każdy może dołączyć do koła tancerzy oplatającego centralny podest, na którym stoją bębniarze. Bon-odori stanowi także pretekst do spotkania w ramach lokalnych wspólnot.

Ostatniego dnia Obon dusze zmarłych powinny zostać wyprowadzone ze świata doczesnego. W wielu regionach Japonii ludzie mają w zwyczaju spławiać w dół rzeki papierowe lampiony, które wskazują duchom drogę ku zaświatom.
NIEMCY
Uroczystości Wszystkich Świętych obchodzone są głównie na południu i zachodzie Niemiec, czyli w tych landach, w których przeważają katolicy.
W Bawarii, Badenii-Wirtembergii, Kraju Sary, Nadrenii Palatynacie i Nadrenii Północnej-Westfalii 1 listopada nie chodzi się do pracy. Tego dnia ludzie odwiedzają groby bliskich, stroją je kwiatami i zapalają znicze. Nie ma jednak mowy o tłumach, jakie znamy z polskich cmentarzy.
1 listopada w 5 landach jest także tak zwanym cichym dniem, w którym nie wolno organizować hucznych zabaw.

Monday, November 18, 2013

Dzięcioł


         Bardzo pracowity weekend.

    I to częściowo wcale nie planowany. Powód bardzo niespotykany. Wojna z dzięciołem.  Mój znajomy z poprzednich lat, powrócił i utrudnia mi życie.
Już od kilku tygodni pracuje ciężko nad upiększeniem mojego domu i wydzióbuje ładne, rożnego rozmiaru dziury w moim tunku, stiuk. Tym razem uparł się na kolumnie z przodu domu. Zanim się zorientowałem, miałem 6 otworów. Oprócz tego że niszczy mi fasadę domu to wszystko jest pokryte styropianem, który wydłubuje z wewnątrz ścian. Wszedłem na Internet i zacząłem wyszukiwać jak inni rozwiązują ten problem. Najlepszym wyjściem, byłoby ścięcie drzewa w pobliżu domu. Wielu pisało, ze usunięcie takiego drzewa pomaga, bo nie przylatuje on już w te okolice. Niestety tego nie mogę zrobić, bo miasto zabrania wycinania drzew, szczególnie tych z przodu domu, które były przez nich sadzone. Następna metoda to podłączenie specjalnego aparatu, który przez głośnik wysyła głosy ptaków, których dzięcioły się boją. Natychmiast to kupiłem (150 dolarów), 

i czekałem na dostawę. Także zawieszenie straszaka, w tym wypadku coś podobnego do piłki plażowej z namalowanymi obiektami wyglądającymi jak oczy.

Też natychmiast zamówiłem. Jeszcze jedna metoda. Wieszanie taśmy wykonanej z materiału podobnego do folii, która ruszając się na wietrze, odbija promienie słońca i to ma je wystraszyć. Wszystko to przyszło w piątek.
    Jeszcze przed dostawą, postanowiłem naprawić szkody. W czwartek zalepiłem dziury cementem i po odczekaniu kilku godzin zacząłem pokrywać to stiuk. W tym momencie zauważyłem, że francowaty ptaszek, siedzi na drzewie i mnie obserwuje. Krzyki nic nie pomogły. Zakończyłem prace i poszedłem odnieść drabinę. Kiedy wróciłem, ten już siedział na kolumnie i rozdziobywał świeży cement. Rzuciłem w niego znalezionym obok kawałkiem gałęzi i odleciał. Znów naprawiłem szkodę i szukałem czy gdzieś nie siedzi, ale ten się wyprowadził.
     W pracy, zdesperowany załatwiłem dużą wiatrówkę. Teraz to już wojna.
Kiedy dojechałem do domu, podchodząc pod drzwi, wiedziałem już że wrócił, bo na ziemi było pełno styropianu. Tym razem były tylko dwie dziury. Ale jedna jak się później okazało, głęboka na  3 centymetry. W domu zastałem też wszystkie moje zamówione materiały na walkę z bydlakiem.
Nic już nie mogłem zrobić, bo się ściemniało, więc odłożyłem prace na sobotę.
      Od samego ranka, zamontowałem cały sprzęt. Najpierw ten głośnik. Włączyłem wszystkie cztery głosy. Każdy z nich był śpiewaniem jakiegoś ptaka ( nie mam pojęcia jakiego. Myślę że musi być to sowa, może jastrząb?). Mam nadzieję, że sąsiedzi się nie wyprowadzą. Niestety po godzinie dzięcioł się pojawił na moim drzewie. Wygląda na to, że mu to w cale nie przeszkadza. Następnie powiesiłem tą piłkę. Gdzieś zniknął.
Natychmiast zabrałem się do naprawy dziur. Po godzinie było gotowe.
Zobaczymy czy długo to wytrzyma.
     Była piękna pogoda, prawie jak wiosna i pracowałem w krótkim rękawie. Postanowiłem to wykorzystać i ubrać dom na Święta Bożego Narodzenia. Chociaż wcześniej niż zwykle, ale po co robić to później w zimnie i deszczu. Po jakiejś godzinie dekorowania, coś przeleciało mi przed nosem. Spojrzałem na kolumnę i zauważyłem, że dzięcioł wrócił. Była mała dziurka. Zaraz po tym znalazłem go na drzewie, zajętego stukaniem w jego konary.
Tego już za wiele. Natychmiast wpadłem do domu i wróciłem z wiatrówką. 

Nie zależy mi na tym, że ktoś mnie zgłosi, bo nie wiem czy on jest pod ochroną. Kilka strzałów i ten przestraszył się i odleciał. Nie myślę, że jestem w stanie go trafić, tym malutkim śrutem z takiej odległości , ale śrut uderza w drzewo i to go wypłoszyło. Więcej go nie widziałem, ale karabin stał w krzakach cały dzień na wszelki wypadek.
    Resztę dnia spędziłem na zakładaniu światełek na drzewkach.
W niedzielę pogoda się utrzymała, choć nieraz spadał drobny deszczyk. Nie przeszkodziło mi to w kontynuacji przystrajania domu i późno wieczorem wszystko miałem skończone. Nie wystawiłem tylko jeleni, bałwanka i drzewek z lampkami, bo nie chce żeby sąsiedzi pomyśleli, że jestem wariat, bo tak szybko przygotowuję święta. Zresztą wszystkie światła zostały wyłączone. Resztę skończę w tydzień Thanksgiving i wtedy oficjalnie zapalę całą dekorację.
    Dzięcioł pojawił się raz. Znów strzał z wiatrówki i zniknął. Teraz tylko wyczekiwanie i zobaczymy co zastanę w poniedziałek po pracy.
Jeżeli dalej będzie niszczył to muszę iść do zarządu miasta i spróbować dostać pozwolenie na usunięcie drzewa.
Kilka ogólnie bezużytecznych informacji.

****Egipski Rabin z dwunastego wieku był pierwszym, który przepisał zupę z tłuszczu kury na przeziębienie.
****Miód jest jedynym pokarmem, który się nie psują. Znaleziony w grobowcach egipskich faraonów został spróbowany przez archeologów i okazał się jadalny.
**** Mrożonki powstały w połowie 1920 roku i wprowadzone przez Clarence Birdseye. Podczas wykonywania prac badawczych dla rządu USA w Labradorze w 1912 roku, zauważył tubylców przechowujących ich ryby w lodzie i rozszerzył ten pomysł na masową produkcję.
**** W Zanzibar (Tanzania) przysmakiem jest ciasto z mrówek. Białe termity są połączone z cukrem i mąką bananów, wymieszanych na pastę.
****Dwie z najbardziej niezwykłe i popularne potrawy w Ekwadorze to pieczona  świnka morska, i tronguito, czyli zupa z penisa byka.
**** Haggis, tradycyjne Szkockie danie, składa się z płuc, serca i wątroby owiec, posiekane z cebulą, przyprawami i płatkami owsianymi, a następnie opiekane w torbie wykonanej z owczego żołądka.
****Osoba, która zgubi się w lesie i głoduje może uzyskać pokarm przez żucie swoich butów. Skóra ma wystarczająco dużo wartości odżywczych do podtrzymania życia na krótki czas.
****Pierwsza Dama Eleonora Roosevelt zjadała codziennie trzy główki czosnku pokrytej czekoladą. Lekarz zalecał to dla poprawy jej pamięci.
****Mleczna czekolada zawiera kofeinę, ale białe nie.
****Czekolada może być śmiertelna dla psów. Teobromina, składnik, który pobudza mięsień sercowy i ośrodkowy układ nerwowy, powoduje toksyczność czekolady. Zaledwie 2 uncje czekolady mlecznej mogą być trujące dla 3 kilowego szczeniaka.
****W Turcji, w szesnastym i siedemnastym wieku, każdy złapany na piciu kawy, zostawał skazywany na karę śmierci.
****Pęcherzyki w kawie mogą wywróżyć, jaka będzie pogoda. Spójrz na kawę przed dodaniem mleka. Jeśli pęcherzyki unoszą się ku krawędzi kubka, ciśnienie jest niskie, i można się spodziewać chmury sztormowej pogody. Jednak jeśli pęcherzyki  unoszą się do środka, ciśnienie jest wysokie, i  można się spodziewać pięknej pogody.
****Pochodzenie kawy sięgają do Afryki Wschodniej. Legenda głosi, że etiopski pasterz zauważył, że jego owce nie spiął całą noc po wypasie na ziarnach kawy. Kiedy sam je zjadł, miało ten sam wpływ na niego.
****Jabłka są członkiem rodziny róży, a także gruszki.
****Salata jest członkiem rodziny słoneczników.
****Botanicznie mówiąc, prawdziwi członkowie rodziny jagód są winogrona, pomidory i bakłażan, ale nie maliny i jeżyny.
****Pomidor to owoc, ale jest prawnie uznany jako warzywo. W roku 1893, był przypadek, sprawy w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych o imporcie pomidorów z Indii Zachodnich. Owoce mogły być przywożone i zwolnione z podatku, ale warzywa nie. Ponieważ pomidory były spożywane z daniem głównym, a nie z deserem, sąd orzekł ze są warzywami.
****Ciało nie absorbuje wapnia z mleka, jeśli je pijesz przy tym samym posiłku co mięso. Musi być co najmniej 2 godziny między spożyciem mleka i mięsa.
****Tyle samo czasu zajmuje dojrzewanie wina jak i wieku cygara.
****Piwo nie był sprzedawane w butelkach do 1850 roku. Przedtem człowiek szedł do miejscowej tawerny z wiadrem, napełnił je i wracał do domu.
****Wiek rejestrowania wieku na butelkach z whisky odnosi się do lat przed ich rozlaniem. Gdy jest w butelce, jakość whisky się nie poprawi.
****Lody wynaleziono w Chinach około 2000 pne, kiedy Chińczycy wkładali pełne mleko i miękka mieszanina ryżu w śnieg.
****W 1945 Percy Spencer odkrył, że gdy popcorn został umieszczony w energii mikrofalowej, to podskakiwał i puchnął. Doprowadziło to do wielu doświadczeń z innymi pokarmami, a ostatecznie do narodzin kuchenki mikrofalowej.
****Mageiricophobia jest to intensywny i paraliżujący strach na myśl o gotowaniu.
****Nazwa pumpernikiel powstała od niemieckich słów oznaczających pierdnięcie diabla. W niemieckim pumpern oznacza pierdnąć i niklu oznacza diabeł, demon. Podobno chleb powoduje gazu tak potężne, jak to, które może puścić diabeł.
****Zielona herbata ma 50 procent więcej witaminy C niż czarna herbata.

Wednesday, October 23, 2013

Jaguar Ecological Reserve





         16 Październik

         Wyprawa za wyprawą. Pieszo, samochodem, łódką, samochodem. Cały czas coś spotykamy. Najciekawsze są Wydry Wielkie, czyli Ariranie. Nie boją się ludzi. Podpływają pod naszą łódź i się bawią. Ten od łódki, tutejszy, podaje im ryby i prawie wchodzą do środka, żeby ją dostać.


Są ciekawskie, nawet zabawne. Maja brzydkie oczy. Wyglądają jakby były pokryte bielmem.
    Następne w kolejce są Kapibary. Jedne moczą się w wodzie a reszta wypoczywa pod krzewami. Te spotykamy coraz częściej. To taki olbrzymi szczur, bez uszów, bez ogona. Ale jest uroczy.


Podobno dawniej, ludzie polowali na nie, bo mają smaczne mięso. Po długim czasie zaczęło ich brakować i okazało się, ze została zachwiana równowaga w przyrodzie. Jaguary zaczęły polować na krowy, bo brakowało tych zwierzątek którymi one też się żywiły. Wtedy ludzie przestali zabijać Kapibary i wszystko wróciło do normy.
     Następnie przyglądamy się małpom o nazwie Wyjce. To one budzą mnie każdego ranka. Mają zawsze wyznaczona próbę chóru o 4:30 do 5 rano.  Kiedy zbliżamy się do nich, chowają się szybko w konarach drzew. Nie uciekają, ale siadają w taki sposób, że my ich nie widzimy.
     Zaraz potem spotykamy inny rodzaj. Kapucynki. Wchodzimy w gąszcza, żeby im się przyjrzeć. Tym razem mamy możliwość podejścia dużo bliżej. Jedna siedzi naprzeciw nas i robi różne głupie miny.


Wykonuje dziwny taniec i przestając się nami interesować wycofują się w głąb zadrzewionego terenu.
     W kolejce do oglądania ustawiają się ostronosy. Próbuje wolno podejść do nich ale za każdym razem odsuwają się na bezpieczną odległość.
    Ptaków nie można wyliczyć. Jest ich tu niewyobrażalna ilość. Szczególnie tych mniejszych. Duże ilości bocianów, czapli. Niektóre podobne do polskich. Piękne orły i jastrzębie. Kilka razy udaje nam się złapać je przy posiłku. Jeden wcina jaszczurkę a inny duża rybę, z której pozostała tylko przednia cześć.

    Poranek jest wiec pełen wrażeń. Wreszcie aparat wypełnia się zdjęciami.  Po tym wszystkim jemy lunch i godzina odpoczynku. Tu nawet jazda samochodem w tym upale jest męcząca. Oprócz tego wszystkie zwierzęta w tym czasie się chowają w cieniu a chcę w czasie podroży też coś pooglądać.
    Teraz to już pójdzie szybko. Oprócz dzisiejszego popołudnia, mam tylko dwa dni w krainie Jaguarów i powrót do domu.
    Jedziemy dwie godziny. Co kilka kilometrów mostki. Teraz można go objechać dołem bo jest sucho, ale w porze deszczowej trzeba go użyć. Pięćdziesiąt procent tych mostów jest w strasznym stanie. Wszystkie zbudowane są z drewna. Deski wypaczone i wystają ponad drogę. Jak się nie trafi to można zrobić dziurę w chłodnicy. Dziury, zapadnięcia. Trzeba uważać i dobrze celować, żeby nie zjechać z krawędzi.

    Tereny wyglądają na coś pomiędzy stepami a puszczą.  W pobliżu wody widać dużo roślinności a bez niej goło i pusto. Wreszcie dojeżdżamy. Teraz wiem, że jestem na końcu świata. Tylko jeden budynek podzielony na kilka pokoi. Dodatkowy, trochę większy ma służyć jako jadłodajnia. Pokój jak pokój. Cztery ściany, dwa łóżka. Łazienka w fatalnym stanie. Teraz wiem czemu ten pierwszy był najlepszym w Brazylii. Nieraz się zastanawiam po co to robię. Mógłbym teraz leżeć na karaibskiej cudownej plaży, niebieściutki ocean, piękny hotel i do tego za połowę ceny, którą płacę tutaj.
    Prądu nie ma do 17-tej. Wtedy włączają prądnice. W tej chwili spływa po mnie pot i to strumieniami. Sam się podziwiam za to co robię, bo jest to trochę zwariowane. Kupuję piwo, palę czekając do piątej, bo mamy gdzieś jechać. Jeszcze przed wyjazdem niespodzianka. Spotykam tego Anglika, który był ze mną w Crystalino Lodge. Okazuje się, że trafił do tej samej dziury.
    Wycieczka była krótka. Tu w okolicy nie ma dużo życia. Codziennie, będziemy jechać 40 minut, żeby dobić do pobliskiej rzeki.
    Znajdujemy bardzo dziwnego ptaka. Tylko dlatego, że mój przewodnik wie że on tam zawsze jest. Gdyby mi go nie wskazał, nigdy bym go nie odkrył. Wygląda jak kawałek konaru drzewa. Przypomina trochę sowę, ale to inna rodzina.

Znajdujemy też dwa rodzaje dzięcioła i kilka innych ptaszków. Wracamy na kolację.

    Jednej rzeczy której nie lubię to nuda i bezczynność. A tu wygląda na to, że o 18 – 19-tej jest koniec atrakcji i nie ma nic do roboty. Spać trochę za wcześnie. Będę mył zęby kilka razy, może czas mi jakoś zleci. Dlatego jest dobrze być z kimś, żeby w takich chwilach mieć towarzystwo. Boję się też ładować telefon i Ipad, bo ta prądnica nie pracuje najlepiej i prąd skacze w górę i w dół. Widać po żarówkach. Jak w wesołym miasteczku. Zanim położyłem się spać, musiałem wsiąść prysznic. Nie było to przyjemne. Woda żółta, prawdopodobnie z rzeki. Na pewno nie będę mył zębów! Chyba mi nie wypadną przez trzy dni, a jak tą wodą wypłuczę usta to zęby zostaną ale ja nie przeżyję. Wszystkie kosmetyki mam swoje i nie zostawiam ich na zewnątrz, bo by się przykleiły do półek. Niestety, muszę się wykąpać.  Toaleta też w nie lepszym stanie. Nie można na tym usiąść. Robię co muszę, jak na harcerza przystało i idę spać.

    17 Październik

   Zaczyna się spokojnie. Jedziemy do przystani łódek. Po drodze mijamy tereny wypalone przez ogień. Są wszędzie. Mało tego. Wszędzie się dalej tli i pali. Nie duże pożary, ale gdziekolwiek nie spojrzę widać dymy. Nie zatrzymujemy się nigdzie, bo chcemy szybko dobić do rzeki.
    Po zaparkowaniu samochodu przewodnik oddala się żeby przygotować łódkę a ja w tym czasie obchodzę okolice. Szczególnie piękny jest wylew rzeki, pokryty olbrzymimi liśćmi lilli wodnych, zwanych Wiktoria. Chodzą po nich ptaki a utrzymały by nawet małe dziecko.

    Pierwsza godzina na łodzi upływa spokojnie, ale zaraz po tym zaczynamy spotykać zwierzęta. Chwila później mamy jaguara. Odpoczywa i mało się rusza. Mnie też trudno zrobić zdjęcia, bo stoi tu już kilka łódek i nie można się przez nie przebić. Są tu ludzie z aparatami które można kupić za 20 dolarów, ale też dużo takich, którzy mają teleobiektywy na metr długie. Jaguar po chwili wstaje i odchodzi. Dużo nie uchwyciłem, ale mogę powiedzieć że go widziałem.


To tak na wszelki wypadek, gdyby nic innego nie wyszło. I na to wygląda, bo do 12-tej nic nie znajdujemy. Wracamy i po drodze zatrzymujemy się na małej wysepce, żeby coś przegryźć. Stoję sobie na brzegu i wcinam gorąca kanapkę (nagrzana od słońca) a tu nagle, metr przede mną wychyla się kajman. Odskoczyłem wystraszony i upuściłem moje jedzenie. One wypływają i chowają się bez żadnych szmerów. Patrzył na mnie ale się nie ruszał. Zdążyłem nawet złapać aparat i zrobić mu zdjęcie.

    Zaczyna grzmieć i zbierają się ciężkie chmury. Trzeba wracać. Niestety w ciągu 15 minut, całe niebo przykryły chmury. Błyskawice i pioruny trochę nas przestraszyły, bo być na wodzie nie jest najbezpieczniejsze w czasie takiej burzy. Na szczęście jeszcze nie pada. Pędzimy na całym gazie. W okolicy jest statek - hotel do którego chcemy dobić. Po drodze spotykamy łódkę, na której jest mój Anglik. Zepsuł się im silnik i płyną z prądem rzeki. Zaczepiamy linkę i ciągniemy ich za sobą. Dobijamy do statku i przeczekujemy burzę. Po pół godzinie, trochę się polepszyło, więc decydujemy się wrócić i jeszcze raz spróbować poszukiwań. Tamci naprawili silnik i płyną z nami. I wreszcie!
Znajdujemy swojego Jaguara. Jest na polowaniu. Byłoby to jednak za łatwe. W momencie kiedy go odkrywamy, zaczyna się ulewa. Ja nie wziąłem ze sobą żadnego przykrycia. Nie zależy mi na sobie, bo deszcz ciepły, ale moje aparaty! Przewodnik ma połamaną parasolkę, którą przykrywam mój sprzęt. Jaguar cały czas w ruchu. To idzie po lądzie,


to płynie po rzece.


Ja jedną ręką trzymam parasolkę, druga robię zdjęcia. Trudno coś ustawić a jeszcze pod nogami chronię moja kamerę filmową. W tym czasie dobija do nas wiele innych łódek. Chce mi się śmiać, bo wygląda to naprawdę zabawnie. Jaguar w prawo i natychmiast wszystkie łodzie ruszają w tym kierunku, żeby znaleźć najlepszą pozycję. Jeden przez drugiego. Jak się ustawią to jaguar wraca w lewo i ten co miał najgorsze miejsce teraz ma najlepsze. Znów wszyscy ruszają. I tak w kółko.
    Jaguar jest trochę wkurzony na nas, bo mu przeszkadzamy w polowaniu. Kilka razy szczerzy zęby. Mlaska też językiem, jakby chciał pokazać, że możemy być jego następnym obiadem.


W pewnym momencie wskakuje do wody. Popłoch wśród łodzi i wszyscy usuwają się, robiąc mu drogę. Ten spokojnie przepływa na drugą stronę. I znów ta sama zabawa. Co chwila gubimy go w chaszczach i znów odnajdujemy. Kilka razy posuwając się w wodzie a schowany w trzcinach, rzuca się na coś. Nie wiem czy coś upolował, bo nie widać go zza tych trzcin. Tylko ich ruch, pokazuje kierunek w którym idzie. Wreszcie po długim czasie znika. Wszystkie łodzie stoją i czekają. Dobijają ciągle nowe.


My byliśmy pierwsi, więc mamy wystarczająco materiału i wycofujemy się. Już pod sam koniec tego polowania, przestało padać. Nie ma na nas suchej nitki, ale aparaty nawet całkiem suche. Zadowolony wracam do bazy.
     Dobijamy do hotelu o 18-tej. Natychmiast wyciągam wszystko i suszę. Rozkładam ubrania i martwię się, czy nie powłażą w nie jakieś robaki. Zabijam trzy wielkie pająki. Płaskie, ohydne i do tego bardzo szybkie. Na dodatek skaczą! Nie jest mi przyjemnie kiedy idę się kąpać. Wtedy odkrywam coś wbitego w moje ciało. Kleszcz. Wyrywam go z obrzydzeniem. Musiał trochę na mnie posiedzieć, bo okolica jest lekko spuchnięta. Wyciskam to miejsce do bólu i smaruje antybiotykami.  Kiedy tłumacze przewodnikowi co miałem, znajduję na łydce jeszcze jednego. Mój Anglik śmieje się, bo on miał już ich siedem. Nic na to nie poradzę. Przygotowuję się tylko psychicznie na jutrzejszy dzień. Przed spaniem oglądam każdy kawałek ciała. Teraz wszystko mnie swędzi i gdzie tylko nie spojrzę, wydaje mi się, że coś tam jest. Na pewno będę miał cudowne sny.