Showing posts with label Jak to przeżyliśmy?. Show all posts
Showing posts with label Jak to przeżyliśmy?. Show all posts

Thursday, February 26, 2015

Jak to przeżyliśmy?


 
 Może sie powtarzam, ale warto na te nowe czasy ponarzekać, wspominając stare.

Dorastaliście w latach 60-tych, lub siedemdziesiątych...???

Jak, do cholery, udało się nam przeżyć??!!
     Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa, ani zagłówków no i żadnych airbagów!!! Na tylnym siedzeniu było wesoło a nie niebezpiecznie.
     Łóżeczka i zabawki były kolorowe i z pewnością polakierowane farbami ołowiowymi lub innym śmiertelnie groźnym gównem. Lizało się to bez przerwy a często połykało przez pomyłkę. Niebezpieczne były puszki, drzwi samochodów, butelki od lekarstw i środków czyszczących były niezabezpieczone. Jak nie ołów to azbest.
Nie było karteczek z opisem jak coś używać, czego z tym nie wolno robić, czym to szkodzi. 

     Można było jeździć na rowerze bez kasku.



   Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie za sterylnych butelek PET.
     Budowaliśmy szałasy. A ci, którzy mieszakali w pobliżu szosy na wzgórzu ustanawiali na rowerach rekordy prędkości, stwierdzając w połowie drogi, że rower z hamulcem był dla starych chyba za drogi...
.... Ale po nabraniu pewnej wprawy i kilku wypadkach ...panowaliśmy i nad tym (przeważnie)!
     Można się było bawić do upojenia, pod warunkiem powrotu do domu przed nocą. Nie było komórek.......   I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy!!!



     Paliło się ogniska i nikomu się nic nie stało, chyba, że kolega wrzucił tam odnaleziony granat.

    Chodziło się nad jeziora, stawy na kąpiele i jedyne uwagi od matki były: nie wracajcie za późno lub uważajcie, nie utopcie się.

    Szkoła trwała do południa i obiad jadło się w domu.
Nikt nas nie odprowadzał lub dowoził. 
Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie........... Złamane kości, czasem wybite zęby, ale nigdy,NIGDY, nie podawano nikogo z tego powodu do sądu!
     Mało tego, po powrocie do domu z podbitym okiem, dostawało się jeszcze pasem od ojca.
     W szkołach nauczyciel na porządku dziennym miał specjalną linijkę, rózgę, którą często byliśmy karani. I nie wspominało się o tym rodzicom, bo nikt by nie szedł na skargę do szkoły z rządaniem wyrzucenia belfra ze szkoły. Odwrotnie, zostalibyśmy powtórnie ukarani za nieposłuszność w klasie.
NIKT nie był winien, tylko MY SAMI.
    Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni.


     Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł. Po wypiciu butelki wracały one do rozlewni i po opłukaniu wodą, wypełniane tym samym napojem natychmiast wracały do sklepów.
    Nie mieliśmy Playstations, Nintendo 64, X-Boxes, gier wideo, 99 kanałów w TV , DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroom’ów w Internecie........
... lecz przyjaciół !  



      Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zapukać i zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada. Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie!!! Całkiem bez opieki!
    Jak to było możliwe? Graliśmy w piłę na jedną bramę a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już. Nie był to koniec świata ani traumy.
     Niektórzy nie byli dobrzy w budzie i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny ani dysklektykiem – po prostu powtarzał rok i to była jego szansa.
Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski i sukcesy                              

... I uczyliśmy się dawać sobie radę


         Jak udało się nam przeżyć??? A przede wszystkim:

Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość???

Pewnie, można powiedzieć, że żyliśmy w nudzie, ale...

Kurwa, przecież byliśmy szczęśliwi !!!