Wednesday, April 29, 2020

Bezrobocie

   Dzisiaj krótko. Czy ktoś może mi rozwiązać zagadkę logiki naszych rządów?
Czy po prostu jej nie ma a jedyne motywy ich poczynań to zwykła polityka, kupowanie głosów, sprzedawanie przysług z jakimś im tylko znanym powodów? 
     Przez cały okres ich istnienia, ustalane są różne zapomogi, pomoce. Zależy to od krajów i systemów. U nas jest tak zwane berobocie. Kiedy starcisz pracę, w zależności od zarobków, dostajesz przez jakiś czas ustaloną sumę. W najlepszym przypadku, była to suma w okolicy 500 dolarów na tydzień. Obliczone to zostało w jakiś sposób, żeby dana osoba mogła przeżyć ( nie w luksusach ) ten okres do momentu znalezienia nowej pracy. Po ukończeniu określonego terminu, traci je i wtedy może składać podanie o inne pomoce rządowe dla biednych i niepracujących.
    Tutaj, do niczego sie nie można przyczepić. Tylko....
Tak było do dzisiaj. Przyszedł czas epidemii koronawirusa. Tragedie, strach, szukanie pomocy, groźby polityczne, wykorzystywanie faktów dla celów politycznych. Rząd musi pomóc obywatelom. Do tego czasu ilość bezrobotnych to około 4% obywateli. Czyli około 13 milionów ludzi. Jeśli wszyscy by dostawali średnią sumę zapomogi byłoby to 5 miliardów dolarów tygodniowo. Olbrzymie sumy i dobrze że stać nas na takie pomoce. Dzisiaj liczba ta wzrosła do 12%. Już to  podnisoło by sumę do 15 miliardów dolarów. 
   Wracam do pytania. Jeśli kilka miesięcy temu, mogłem przeżyć za te pieniądze, to co się zmieniło że w tych dniach rząd podwyższył tą zapomogę do 1100 dolarów?
Nie zmieniły się ceny, ludzie przymusowo siedzą w domu, czyli mniej wydają. Co się zmieniło, bo ja tego cholerstwa nie mogę zrozumieć, że otrzymujemy więcej niż podwójnie od najwyższej sumy? Pamiętajmy, że najniższe zarobki w Stanach to 600 dolarów tygodniowo. Czyli olbrzymia liczba ludzi dostaje prawie podwójnie niż zarabiała pracując. 
    Dodatkowe pytanie. Odbył sie sondaż, pytający ludzi czy chcą powrotu do normalnej sytuacji, czy żeby ten czas przedłużyć. Jak myślicie, jakie były odpowiedzi. Pomyślmy. Facet ma na to odpowiedzieć i liczy. Jak tak będzie dalej, to siedzę na dupie, oglądam telewizję, wpierdalam jedzenie cały dzień, nie wydaję pieniędzy na dojazd do pracy, nie wydaję pieniędzy na nic oprócz jedzenia i mieszkania i dostaję dużo więcej niż w okresie pracy? Hmmm, hmmm. Chyba zdecyduję sie na odpowiedź, trzeba to przedłużyć.
      Więc pytam się ponownie, jaka przyczyna na taki wzrost? Bo ja nie wiem!
Nic mi nie przychodzi do głowy a jestem dobry w rozwiązywaniu łamigłówek.
Nie jestem politykiem i nie próbuję udowodnić, że mam odpowiedź na wszystkie pytania. Ale nawet bez myślenia, przychodzi mi do głowy logiczniejsze rozwiązanie. Ktoś traci pracę, dać mu najwyższe bezrobocie, czyli 500 dolarów (TAK JAK ZAWSZE!!!!!) a te 600 przeznaczyć dla firm które ich zatrudniają, żeby przetrwały taki okres. U ludzi sytuacja sie nie zmieniła a w małych firmach tak! Dla przykładu. restauracja została zamknięta. Właściciel dalej płaci koszta wynajmu lokalu, prądu, podatków. A to nie są małe sumy. Nawet małe miejsca płacą tu przynajmniej 3000 dolarów tygodniowo. A dochodów nie ma. Już teraz wiadomo, że wiele z nich zbankrutuje. A pracownicy w sielance domowej ogladają Gwiezdne Wojny!
   Pomoc jest potrzebna, ale dać psu jedzenie ze stołu to od tego dnia, suchego nie będzie chciał jeść. Ludzie nie zachowują się inaczej. Więc ponownie pytanie!?
Czy jest na to odpowiedź?

Thursday, April 23, 2020

Podatki

     Przestraszeni, zamknięci w domach, bez pracy, musimy się otrząsnąć z tego wszystkiego bo nadszedły dni rozliczenia się z podatków. Normalnie w tym czasie trzeba to było załatwić, jeśli chcieliśmy uniknąć kar. W tym roku termin przesunięto o kilka miesięcy, ale nie zwolni nas to od tego obywatelskiego obowiązku. Nie lubię tego odwlekać, więc rozliczyłem się w normalnym terminie.
     Każdy kraj ma swoje regulacje i przepisy. A jak to wygląda w Stanach? Skomplikowane. Normalny obywatel nigdy nie będzie w stanie poznać wszystkich przepisów. Tyle ich jest. Jest metoda internetowa, gdzie zrobić to można samemu i wielu to robi. Ograniczeni są jednak do swojej wiedzy, w większości podstawowej.
Inni, tak jak ja, zdają się na łaskę losu z tymi, którzy robią to zawodowo.
     Zacznijmy od podstaw. Kiedy zatrudnieni jesteśmy w firmie, wypełniamy formularz, gdzie znajdziemy kilka pytań decydujących o wysokości płaconego podatku. Czyli, samotny czy w związku małżeńskim i ile osób jest w rodzinie. Nie musimy podać prawdy. Zaniżając swoje dane, dostaniemy więcej pieniędzy tygodniowo, ale po rozliczeniu (tutaj już trzeba podać prawdziwe swoje dane) okaże się, że musisz zapłacić jednorazowo wielką sumę podatków, których nie zapłaciłeś na codzień. Lub odwrotnie. Zawsze wybierałem wersję przepłacenia i dostania dodatkowego czeku na koniec roku.
    Od samego początku znajdujemy się ogłupiani i oszukani. Jeśli ustalona jest tabela, gdzie na przykład facet ma żonę i dwoje dzieci i powinien zapłacić jakiś procent podatków, to dlaczego podając prawdziwe dane, pod koniec roku musi dopłacać? Czyli w moim wypadku, powinienem podać żonaty i jedna osoba na utrzymaniu, bo żona robi to samo. Gdybym to zrobił, koniec roku przyniósł by mi wiadomość o “oszukiwaniu” w podatkach i zawiadomienie od “prośbie” dopłaty w wysokości wielu tysięcy dolarów. Najwyższe podatki płaci sie więc wpisując że jestem samotny i 0 na utrzymaniu. Myślicie że to da mi gwarancję spokojnego snu? Buuuuu! Nieprawda. Dalej mogę dopłacać. 
      To po cholerę jest ta tabela się pytam?
    Do tej chwili wszystko było proste. Ale zaczynają się rozliczenia. Zacznijmy od osób takich jak ja, pracujących dla kogoś i nie posiadających własnej firmy.
Każda rzecz, która może przynieść Ci zarobek, powinna być rozliczana. Idąc więc do twojego księgowego, zabierasz ze sobą dziesiątki dokumentów. Dodam że warto podać wszystkie dane, bo wzywają nieraz wybrane osoby i sprawdzają, każdy dokumencik. Jak złapią na “oszukiwaniu”, trzeba będzie do dopłacić z wielkimi karami i procentami.
    Nie będę wstanie podać wszystkiego, nawet nie wiem co to jest wszystko, ale kilka przykładów.
     Masz konto w banku? Trzeba przynieść dokument od nich ile zarobiłeś na oszczędnościach. Nawet gdyby to było 3 złote, trzeba podać. Od tej sumy będziesz musiał zapłacić podatek. 
     Najgorsze są podatki od domów. Kupiłeś dom musisz zapłacić podatek. Bierzesz pożyczkę ( nikt nie ma tyle pieniędzy, żeby kupić go bez dodatkowej pożyczki), i przez lata spłacasz, duże odsetki. Na przykład, kupiłeś za 200,000 ale przez 20 lat zapłaciłeś dodatkowo 50000 odsetków. Teraz wartość domu poszła w górę i sprzedałeś go za 250,000. Niestety za te 50000, musisz zapłacić podatek. 
   Na tych drobiazgach trzeba się dobrze znać. Na przykład jeśli dasz komuś 20000 dolarów, to powinien za to zapłacić podatek, ale jeśli to dasz jako podarunek (myślę, że musi być jakaś forma dowodu?) to nie trzeba tego płacić. 
    Najważniejsze jest udowodnienie dodatkowych wydatków, co może Ci pomóc w obniżeniu podatków. Płacisz odsetki do banku na pożyczce za dom? Dostaniesz od tej sumy ileś tam procent z powrotem. Płacisz miejski podatek za dom? Przynieś dowód i także część tego Ci się zwróci. Do ostatniego roku całość takich podatków była liczona. Teraz tylko do dziesięciu tysięcy. Dla wielu Stanów to nie ma znaczenia ale dla nas tak. Nowy Jork i New Jersey ma jedne z największych podatków za domy. Przeciętna w mojej okolicy jest 15000 dolarów, więc tylko część może być teraz odliczana.
    Czyli jest to gra w chowanego. Kto co znajdzie. Czy Ty coś co możesz odliczyć, czy oni coś czego Ty nie zapłaciłeś. Lepiej być ostrożnym. W tym kraju za zamordowanie kogoś możesz dostać niską karę, ale za oszustwa podatkowe idziesz na wiele lat za kratki.
      A łatwo się pomylić. Na początku naszego pobytu w Stanach, żona była kelnerką. Prawdziwe zarobki kelnerki są znikome. Większość to napiwki.
Przy rozliczeniach, podawać trzeba było podstawowe zarobki i wysokość napiwków. Żadna kelnerka nie zarabiała wielkich sum, tym bardziej że były dni kiedy nie dostawała nic. Przy rozliczeniach podawane były więc niższe sumy. Tak rozliczał nas polski, tani księgowy. Minęło kilka lat od czasu kiedy 
Wiesia przestała być kelnerką a dostaliśmy list z IRS (agencja rządowa zajmująca się podatkami), że oszukaliśmy i obciążyli nas karą 8,000 dolarów. Wtedy nasze zarobki razem były może 40000 na rok. A samo mieszkanie kosztowało nas 7000. To była dla nas tragedia. Okazało się, że w jakimś roku zmieniono przepisy i kelnerom przypisywane są średnie zarobki na napiwkach. Na przykład, 50 dolarów dziennie. I jeśli nawet ona tego nie zarobiła, to i tak musi zapłacić podatki. Nasz księgowy tego nie wiedział, lub o to nie dbał i nie zmienił wpisów. Oczywiście on nie bierze winy na siebie a my jesteśmy karani. Musieliśmy tą kare zapłacić.
    Mojemu księgowemu, płacę też za dodatkową pracę przy szukaniu lepszego. Nieraz lepiej wychodzimy rozliczając się osobno a nieraz jako małżeństwo. Też nie ma sensu!! Te same zarobki, te same wydatki, te same podatki a okazuje się dwa różne wyniki! Ale dla nas gra warta świeczki.
    Wszystko to to nerwowa rozgrywka, ale może być zakończona miłą niespodzianką z dodatkowym czekiem. Chociaż to tylko miraż, bo to moje pieniądze które przepłaciłem przez cały rok. Ale lepiej jest zapłacić 100 dolarów tygodniowo więcej a potem dostać jednorazowo czek na 5000, niż odwrotnie.
    O i jeszcze jedno. Chociaż to Twoje pieniądze, jeśli taki czek dostałaś na końcu roku, to na następny policzą Ci za to podatek.

Wednesday, April 15, 2020

Normalny dzień

    Czuję się jak w filmie “Dzień Świstaka”. Nie ma mowy, żeby ta wiosna się kiedykolwiek skończyła, dopóki ten wirus będzie widział swój cień!
    Nie widać końca. Mówi się o powrocie do normalności ale daty przesuwają się na codzień. Już teraz twierdzą, że na przykład plaże w tym roku nie będą otwarte. Nawet jak coś się poruszy to bardzo wolno. Pozamykani w domach, odsunięci od wszystkich, zaczynamy wpadać w depresję. Nie ważne czy mieszkamy w olbrzymich miastach jak Nowy Jork, czy w mojej małej Golinie, wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji i większość dnia spędzamy oglądając ściany naszych pokojów.
     Ja mam trochę szczęścia i urozmaicam sobie te dni dojazdem do pracy ale i w biurze jest ponuro, smutno. Wstaję o piątej rano. Pół godziny na przygotowanie do wyjścia i zrobienie śniadania. Następnie podróż do pracy. Przejazd błyskawiczny. Pół godziny i jestem na miejscu. To chyba jedyna rzecz której będzie brakowało jak się to skończy. Brak korków. Chociaż ostatnie dwa dni zaskoczyły. Na moście Washingtona, chyba wykorzystując sytuację z mniejszym ruchem, trwają jakieś prace i nawet rano wszystkie linie, oprócz jednej są zamknięte. W normalne dni byłby to kilkugodzinny korek. Tym razem, przejazd przez most kosztował mnie “tylko” 20 minut. 
    Gdyby chociaż było dużo pracy w biurze. Wtedy szybciej mija czas, ale tak nie jest. Męczę te godziny, pracując ile mogę. Siedzenie cały dzień, też nie jest moją ulubioną pozycją. Przeważnie aktywnie na placach budów. Teraz patrząc w komputer zauważam codzienne zmniejszanie się dystansu między moim brzuchem a biurkiem. Wyrażając się poprawnie po polsku: Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, przecież nie jem dużo więcej i zachowuję się tak jak zawsze. A wygląda na to, że moja waga jakoś rośnie. Mówiąc krótko i po naszemu: O Kurwa!?
  Tutaj też zauważam prawdziwość teorii Einsteina o czasie. Kiedy zaczynam pracę, wskazówka sekundnika w zegarze przeskakuje równomiernie. Jedna sekunda, druga, trzecia. Po lunchu jednak się to zmienia. Wskazówki zwalniają i można już wyraźnie zauważyć ich powolny ruch. Pod koniec dnia to prawie stoją w miejscu i coś na siłę powoduje, że nie chcą wybić godziny zakończenia pracy.
    Zresztą, co za różnica. Za ścianami biura nie czeka nas dużo lepsza perspektywa. Powrót do domu też błyskawiczny. Tutaj jedyna aktywna część dnia. ZAKUPY.
     Parkuję samochód przed supermarketem i ustawiam się w kolejce. Wchodzić można tylko jak ktoś inny wyjdzie. Oddaleni od siebie co dwa metry, wszyscy wyglądają podobnie pozakrywani maskami. Chińczycy to jak by mogli, wciągneli by je na oczy. Nie robią tego i widać je przerażone. Nie rozumiem dlaczego oni reagują dużo gorzej niż inni. Wreszcie wejście do sklepu. No i....
    Mleka nie ma, klusek nie ma, fasolek i innych produktów w puszkach nie ma, papieru nie ma, środków do czyszczenia nie ma. Nauczyć się trzeba szybko zmieniać swój jadłospis i brać to co jest.
     Wczoraj zauważyłem na podłodze strzałki. Już nie można wchodzić w dowolną alejkę. Ruch jest jednokierunkowy. I tak wężykiem po sklepie. Powinni grać muzykę taka do tańców grupowych, wężyków. Może by to sprawniej się ruszało. Każdy trzyma dystans. I jak ja zatrzymuję się, żeby pomyśleć co kupić z tego co nie ma, to osoba za mną zatrzymuje się i czeka. Inaczej musiała by się zbliżyć na odległość “zagrażającą jej życiu”! Wychodząc z dwoma produktami, przyglądam się ludziom z wypchanymi wózkami. Nie wcisnął byś tam nawet małej truskawki, tak jest pełny. A kupują to co znajdą. U jednego pizza, pięć dużych, zamrożonych, sześć kilo cukru, cztery paczki jajek, etc.
     Nie dziwić się, że wszystkiego brakuje. Mam nadzieję, że wrócimy do normalności i oni będą musieli to wszystko zjadać przez następne miesiące. 
    Częścią tej depresji jest to, że wiele rzeczy zaczyna mnie wyprowadzać z równowagi. Ludzie nie potrafią myśleć, reagują jak zwierzęta. Dbają tylko o siebie. Logika jest prosta. Prawo silniejszego. Jak ja tak nie zrobię to inni zrobią i zostanę na lodzie. Więc skoncentrowani są tylko na sobie.
    Wszyscy w maseczkach i większość w rękawiczkach. Następna farsa. Wkładając rękawiczki, myślą że są bezpieczni. Dalej ich logika nie sięga. Drapią się w tych rękawiczkach po głowie, używają kart kredytowych, wkładają ręce w kieszenie. Te same rzeczy robią chwilę później, kiedy czują się bezpieczni i już po ściągnięciu rękawiczek. Podobnie z maseczkami. Zakładają trudno zdobyte maseczki na kurz i już są zadowoleni i pewni swojego bezpieczeństwa. A to że maski te obniżają tylko odległość na jaką ktoś zarażony wykaszlnie lub wykicha wirusa już do nich nie dochodzi. Większość ich nie chroni przed dostaniem się zarazków do dróg oddechowych. Na pewno jednak, poprawia samopoczucie!
     Zapłaciłem i wychodzę ze sklepu. W tym momencie włączył się alarm. Trochę przeraźliwy, bardzo głośny. Nie wiem co się stało i nie interesuje mnie to. Wsiadam do samochodu i zauważam Chinkę stojącą kilkanaście metrów od wejścia. Nie rusza się i przerażona patrzy w kierunku sklepu. Tutaj złośliwy diablik wyskakuje mi na ramię i podpowiada. Nie wytrzymuję  i poddaję się jego namowom. Ruszam szybko, otwieram szybę i przejeżdżam obok Chinki. Co się stało pyta? Odkryli wirusa w sklepie, szybko odpowiadam. 
     Ponownie skracam mój tekst. Kurwa! Jaka ona szybka. Oczy zmieniły swoją wielkość na olbrzymie, wskoczyła do samochodu i błyskawicznie opuściła parking. 
Nie wiem czy miałem się udać do spowiedzi za swój grzech, czy przestać się śmiać. Jedno pewne. Jak powiedziała to swoim znajomym to w moim sklepie będzie luźniej.
    Powrót do domu. Wyniesienie zakupów. Wytarcie wszystkiego płynami dezynfekcyjnymi. Do łazienki i mycie. To następna zmiana. Jakby policzyć ile razy myję ręce w tym miesiącu, to liczba ta by przekroczyła wiele poprzednich lat. Jestem tak czysty, że nawet nie trzeba używać dezodorantów bo pachnę mydłem, skóra zaczyna się marszczyć od wody. 
     Podgrzanie kupionego poprzednio obiadu, szybki posiłek. Włączam telewizję i okazuje się, że wszystko co włączam już obejrzałem. Netflix, Amazon, zwykła telewizja, to wszystko obejrzane przez wiele ostatnich tygodni. Przeskakuję na sport. Mecz koszykówki z piętnaście lat temu, mecz footbolu 5 lat stary, mecz piłki nożnej, nawet nie wiem jak stary ale grają w majteczkach speedo więc musi być stary. Przysypiam więc na kanapie ale i to nie jest przyjemne bo ile można. Budzę się, pracuję trochę na komputerze i postanawim coś naprawić w domu. Jedną z rzeczy odkładanych przez długi czas. 
    Nic jednak nie sprawia przyjemności. Wiecie jak to jest. Kiedy nie można, to się wszystko chce, ale kiedy leżysz w szpitalu i możesz czytać książkę, bo nic innego nie ma do roboty, to się jakoś nie chce.
     Dobrze, że to koniec dnia i można położyć się spać. Tylko!
Budzę się rano i Kurwa! Ten sam dzień!

Wednesday, April 8, 2020

Co przyniesie jutro

   Ponownie znalazłem się w strefie zero. Niestety sytuacja się pogorszyła. Nasze dwa stany, Nowy Jork i New Jersey mają zdecydowanie największą ilość zachorowań. W NY zmarło już powyżej 4000 osób a w NJ 1400. Wczorajszy dzień miał największą ilość zmarłych. W Nowym Jorku około 700 osób i w New Jersey powyżej 200. Dobra wiadomość, pomimo tych śmiertelnych, że zwalnia się ilość nowych przypadków. Pamiętajmy że dzisiejsze statystyki są wynikiem dwóch poprzednich tygodni, czyli dni zarażenia. Niedawno słyszeliśmy o tym że ktoś umarł, ktoś jest chory, teraz śmierć jest wokół nas. W mojej firmie zmarł pierwszy znajomy. Kierowca ciężarówki, który był pracował dla mnie wielokrotnie. Miał siedemdziesiąt kilka lat i nie był w najlepszym stanie zdrowia. Mimo to odmawiał pójścia na emeryturę, nawet kiedy związki zawodowe proponowały mu dodatkowe pieniądze. Na budowach jest też wiele przypadków. U mojego kolegi z firmy, kilku poszło na kwarantannę i budowa została zamknięta. Okazuje się że są różne przypadki. Jeden zaraża się i szybko umiera, inny (tak jak jeden z tych zarażonych robotników) po odkryciu że ma wirusa, nie odczuwa żadnych zmian i objawów. Ci są najgroźniejsi, bo przenoszą wirusa bez żadnej świadomości. W biurze też jest już jeden chory. Został odizolowany, ale kto już się zaraził? Na szczęście to w budynku obok, gdzie nie wchodzę lub bardzo rzadko.
    Moi przyjaciele, małżeństwo, zamknięci są w domu. Ona była już chora ale przeszła to lekko. Niestety zaraziła męża i teraz on walczy z chorobą.
     W sklepach są fale paniki. Jednego dnia wykupują wszystko, potem półki się wypełniają i ponownie wszystko znika. Większość przestrzega przepisy trzymania dystansu, higieny, etc. Wielu panikuje i gdy zbliżysz się do niego na trochę mniejszą odległość niż 2 metry to krzyczą i każą się oddalić. A inni srają na wszystko i spotykają się w parkach na lampkę wina. Czyli nic się nie zmieniło. Ludzie są zawsze tacy sami. 
     Kiedyś to minie, większość przeżyje, wielu straci życie. Każdy ma nadzieję, że jemu się uda. My też. Ale uważam, że świat się zmieni. Tak jak zmienił się po
 11-tym września. Nie jestem pewien jakie to będą zmiany. Będą na pewno różne korekty w kierunku kontroli granic i przenoszenia się ludzi. W jakim stopniu to zobaczymy. Także podróże, lotniska. Wprowadzenie nowych testów, kontroli?
Nadzieja jest że będzie to zrobione mądrze a nie tylko dla pokazania że coś robią. Tak jak ściąganie butów w jednym kraju ale jak się wraca to tam już nie trzeba.
Wiadomo że samoloty były w jakiś sposób niebezpieczne. My też kilka razy chorowaliśmy po przelotach. Obieg powietrza jest tam zamknięty i jak ktoś jest chory, to łatwo przenieść to na inne osoby. Czy coś się zmieni? 
    Może rządy wprowadzą nowe regulacje w szpitalach i ośrodkach zdrowia? Można się spodziewać, że to nie jest ostatni raz kiedy coś takiego się stanie. Wydawałoby się mądre, wiedząc jakie koszta i tragedie epidemie przynoszą, wprowadzić regulacje i zmuszenie szpitali do zabezpieczenia się w podstawowe środki, zaczynając od głupich rękawiczek i masek. Jeśli nie potrafimy chronić naszych lekarzy, pielęgniarek, obsługi szpitali to w jaki sposób mamy pomóc innym? 
      Niektóre rzeczy mogą być kosztowne a inne mniej ale wszystko to jest warte inwestycji. Dzisiaj jest tego główna lekcja. Pokazuje nam jakie są straty, jeśli tego nie zrobimy. Materialne i w ofiarach ludzkich.
     Także zależność od innych! Dowiadujemy się wielu rzeczy o których wczoraj nie myśleliśmy. Większość naszych lekarstw, produkowanych jest w Chinach! Czy nie jest to, w najprostszy sposób powiedziane, GŁUPOTA? W wypadku konfliktu jesteśmy bez podstawowych środków medycznych. Srać, że nam butów, koszul zabraknie. Przeżyjemy w starych z dziurami. Ale lekarstwa? Nie chcę tutaj zaczynać politycznej rozprawy, ale okazuje się że Trump miał rację. Od początku walczy o powrót naszych firm do kraju i od uniezależnienia się od Chin i innych krajów. Nie wszystko jest możliwe i łatwe. Mniejsze kraje jak Polska nie jest w stanie produkować wszystkiego i musi zgodzić się z faktem sprowadzania produktów z innych krajów. Ale powinny być działania skierowane w kierunku ograniczenia i zabezpieczenia swoich podstawowych potrzeb.
     Dzisiaj może to przypadek. Ale jutro? Każdy bał się wojny atomowej. To nie jest już potrzebne! Pomyślcie jak łatwo można to zrobić. Na przykład Chiny produkują taki wirus i także szczepionki na niego. Ale tylko oni to mają. Wypuszcają w świat i wojna wygrana. My nie mamy podstawowych lekarstw, bo oni wstrzymują dostawy i świat zmienia kolor na żółty. Oczywiście to teoria ale czy nie realna?  
     Sytuacja ta pokazuje też wartość człowieka. Przestańmy wreszcie wpatrywać się w tych naszych wspaniałych obywateli, piosenkarzy, aktorów. Jeden z nich wysłał na internecie filmik ze swojego jachtu będącego na wodach wysp Karaibskich, pokazując jak bezpieczny on jest i jak tam jest cudownie. Nie myślę że muszę to komentować. Kiedy inni nie są zauważani na codzień. Wszyscy wiemy o służbie zdrowia, która ryzykuje życiem żeby nam pomóc. Ale są też inni o których nie myślimy. Zamykamy się w domu, przyjemnie, cieplutko, telewizja, internet i oczekujemy lepszego jutra. A gdyby tak zrobili wszyscy co produkują prąd elektryczny? Sytuacja trochę by się zmieniła. Albo linie telefoniczne, internet? 
Zawodów takich jest mnóstwo. Kierowcy ciężarówek, zbieranie śmieci, poczta etc, etc. Każdy ma jakiś mały wkład w naszą przyszłość. 
      Szkoła dzisiejsza jest dobra, lekcja też. Pytanie czy my się czegoś nauczymy? Zdolni jesteśmy ale mam obawę że gnuśni i leniwi. Nadzieja, że się mylę. Dzisiaj musimy przeczekać bezpiecznie do jutra. Czy ten jutrzejszy dzień przyniesie nam zmiany na lepsze? Na to też musimy poczekać.

Tuesday, March 24, 2020

Oczekiwanie na lepsze czasy.

    Próbuję nie myśleć, nie czytać na temat epidemii ale to się nie da. Wszystko co nas otacza przypomina mi o tym i jak można się odizolować i schronić przed jego zarażeniem to prawie niemożliwe jest ukrycie się przed jego obliczem.
     Kilka rzeczy jest pozytywnych. Na przykład do pracy dojeżdżam w ciągu 25 minut. To nawet nie jest tak duża różnica w porównaniu z czasami normalności. Ważniejsze jest, że wracam także 25 minut a to już jest różnica. Normalny czas to godzina do półtorej. W sobotę pojechałem na sprawdzenie co się dzieje na Manhattanie i na filmie widać różnicę w wyglądzie naszego miasta. W innych czasach, zapełnione byłoby tłumami turystów, drogi pełne samochodów. Teraz to miasto duchów..... i bezdomnych. Widać na moim filmie. 
                                                     


     Ci którzy używają metra, powtarzają, że jest strach tam wchodzić. Na stacjach, czy w wagonach znaleźć można ich setki. Nie mają żadnej konkurencji ze strony podróżujących, bo ich nie ma. Smród jest okropny, nie mówiąc o brudach w postaci ich dobytków. Każdy ma jakiś plastikowy worek ze swoimi “śmieciami”.

                                                                   



      Najważniejsze instytucje dalej działają sprawnie. Poczta, dostawy zamówionych produktów na internecie, sprzątanie śmieci i oczywiście otwarte sklepy spożywcze. Wiele artykułów zniknęło z półek ale można się jakoś dostosować i zmienić swój jadłospis.
    Gorzej w takich sytuacjach jak z moją córką. Jej choroba spowodowała reakcje alergiczne do większości produktów. Może tylko jeść kilka, jak na przykład makaron z włoskiego grochu lub zasmażona fasolka pinto. Ludzie wykupili wszystkie makarony, nawet te mniej smaczne, które ona je. Także większość produktów w puszkach  zniknęło z półek. Muszę więc naprawdę dobrze kombinować, żeby zapewnić jej coś do jedzenia. Znalazłem na przykład sklep blisko stanu Pennsylwania ( dwie godziny od nas), który to miał, ale niestety nie dostarczał tego w moje okolice. Poprosiłem znajomego który mieszka pod Filadelfią i tam dowieźli moje zamówienie a on dostarczył mi to do pracy. 
    Z obiadami nie ma narazie dużego problemu. Chociaż restauracje zostały zamknięte dla posiłków w ich pomieszczeniach, ale nadal mogą dostarczać dania do domów. Niektóre zarabiają więcej niż poprzednio. 
     Dzisiaj rząd ma zatwierdzić pomoc dla kraju. Nie wiadomo jeszcze jaka forma. Ale dla prywatnych osób będzie to czek w wysokości około tysiąca dolarów. Nie ma czasu na szukanie kto powinien dostać a kto nie, więc dostaną wszyscy. Byłoby to niesprawiedliwe, ale z tego co słyszę tak nie będzie, bo jak się wszystko uspokoi i trzeba będzie się rozliczyć z podatków, to Ci co zarabiają dużo, zapłacą za to duży podatek i większość zwrócą rządowi a ci biedniejsi wszystko zatrzymają. Nie jestem zwolennikiem rozdawania pieniędzy. Przynosi to jakiś ukryty problem, ale w tej sytuacji można się z nimi zgodzić. Chociaż to nigdy nie jest sprawiedliwe. Na przykład ktoś dostanie czek w stanie Nebraska, gdzie te tysiąc dolarów to jego zarobek za kilka tygodni a za mieszkanie płaci 300 dolarów tygodniowo. A w Nowym Jorku, ktoś stracił pracę a mieszkanie kosztuje 2000 dolarów. Niestety nie wszystko może być tak sprawiedliwe ale na pewno pomoc jakaś to będzie.
   Obawiam się tylko o formę pomocy firmom i korporacjom. Tutaj też się zgodzę, że taka pomoc musi zaistnieć. Nie możemy pozwolić na bankructwo takich instytucji jak szpitale, linie lotnicze, etc. Ale nieraz pieniądze te znikają w tajemniczy sposób w miejscach o których nikt nie wie. Tutaj też nie ma sprawiedliwości. Musimy pomóc lotnictwu, bo jesteśmy uzależnieni od przenoszenia się po świecie. Ale wielu ciężko pracujących ludzi, dorobiło się po latach pracy małej firmy i teraz ją traci. Im się nie pomoże, bo nie są ważni. Tak jak z naszym życiem. Niektórzy po prostu są zbędni, nieliczący się. I ponownie, nie ważne jak smutne to jest, takie jest życie i taka jest prawda.
   PS. Ciekaw jestem jak będą wyglądali ludzie za kilka tygodni, miesięcy. Zakłady kosmetyczne, fryzjerzy są zamknięci. Ja miałem szczęście bo byłem dwa tygodnie temu. Inni nie zdążyli. Spodziewam się że wielu po prostu ogoli się na łyso.

Tuesday, March 17, 2020

Czkawka

    To jak koszmarny sen. Budzimy się, próbujemy wrócić do normalności i następny dzień, gorszy koszmar. Teraz naprawdę sytuacja sie pogorszyła.
Dzisiaj jest dzień Świętego Patryka. Sławne u nas z Irlandzkiego świętowania. To jest ich dzień. To największa taka parada na świecie. Zaczęła się w Nowym Jorku w1762-im roku. Później rozprzestrzeniła się do innych miast w Stanach.
     
                                         
Dzisiaj




  
   To także największe ilościowo świętowanie wieczorem. Każdy bar i restauracja była zapełniona. Szczególnie orginalne, Irlandzkie. Na ulicach zawsze spotkać można było tysiące podpitych Irlandczyków. Dzisiaj, po raz pierwszy ulice świecą pustkami. Wszystko zostało odwołane. Ponieważ od wczoraj restauracje zostały zamknięte, także spotkania prywatne nie mogą się odbyć. Może sprostuję tą informację. Restauracje są otwarte, ale na wynos i donoszenie do domu. Natomiast nic nie może być otwarte po godzinie 20-tej.
 Kolega z pracy był wczoraj w jednej z nich. Pracująca tam koleżanka załatwiła jedzenie i bawili się. Myśleli, że im sie uda. O ósmej przyszła policja i kazała im opuścić lokal i natychmiast zamknąć.
      Szkoły i inne podobne instytucje są zamknięte do odwołania. Dzisiaj zostały zamknięte wszystkie Centra Handlowe. Nie będę wypisywał co jeszcze, bo mało miejsc, które nadal są otwarte. W sklepach kompletna panika. Coraz więcej produktów znika ze sklepów. Dzisiaj w tym którym byłem, zabrakło mleka. Pierwsza kurwa!! Czy oni je zamrażają? Ile mleka można kupić. Teraz ludzie zaczynają się dobierać do mrożonek. Tak zniknęły pizze i tym podobne produkty.
      Wiele rzeczy mnie wyprowadza z równowagi. Panika to jedno ale działania wielu stworzone są nie przez warunki ale przed obawą, że jak czegoś nie zrobią, to będą w przyszłości podawani do sądu.
    Na przykład. W naszych szkołach publicznych, w południe, dzieci dostają lunch.
Teraz ponieważ są zamknięte, wyszła dyskusja co biedne dzieci zrobią bez tego jedzenia. Bo przecież w Nowym Jorku to wszystkie dzieci są na pograniczu biedoty i głodu. Rodzice mają na śniadania i obiady ale już im nie wystarczy na tą kanapkę w południe!!!!   Kurwa, parodia. Postanowiono więc, że wszystkie autobusy szkolne, będą brały lunch i dowoziły to do domów dzieci. Nawet nie wyobrażam sobie jaki to będzie koszt. I oczywiście nie kto inny tylko podatnicy, będą musieli za to zapłacić. 
    Niestety taka panika przeniosła się do naszej firmy. Byłem przy rozmowie szefa i dowiedziałem się, że kilka osób strasznie protestowało, że zmuszani są przychodzić do pracy a muszą wziąść subway. Czyli firma może doprowadzić do ich śmierci. Tutaj następna kurwa!!!  To nie ma wdzięczności, że właściciele próbują dać im pracę tylko oni są winni wszystkiemu. Przecież jak się boją, to mogą nie przychodzić, ale oni chcą mieć płacone. Czyli winien jest właściciel. No i nie muszę wspominać, że te same osoby winią Trumpa za to wszystko.
    Jutro ma być spotkanie braci Tully. Z tego co wiem, biuro ma być podzielone na grupy. Każdy będzie pracował dwa dni w biurze a trzy dni z domu. Nie wiem jak to zrobią, bo wiele osób ma taka pracę, że trudno będzie znaleźć pracę do domu. Na przykład dziewczyny zajmujace się wypłatami.
     Co mnie przeraża to czkawka. Tak, dokładnie, czkawka. Teraz wiemy co jest grane, bo mamy kwasy w żołądku i nas boli. Potem nam to przejdzie ale zostanie czkawka. I będzie nam się odbijało przez długi czas.
    Miasto traci miliony, miliardy dolarów z dochodów. Nie ma sprzedaży, nie ma podatków. Metro puste, mosty z opłatami prawie puste. Nie ma zarobków. I tak dalej. Tych pieniędzy się nie odzyska. Czyli trzeba będzie je gdzieś zdobyć. Tak będą odciągane z innych dziedzin. Na przykład z budownictwa, gdzie pieniądze czakają w bankach na wypłaty kontraktorom. Obawiam się, że wiele budów zostanie wstrzmanych. A nowe się przez jakiś czas nie pojawią. Już teraz kilkanaście prac nad których przetargach pracowaliśmy zostały odłożone lub wycofane. Budowy lotnisk, też mogą być wstrzymane, bo połowa pieniędzy szła od linii lotniczych a te są na skraju bankructwa.
     Duże restauracje wrócą ale wiele mniejszych, które żyją z dnia na dzień mogą się już nie otworzyć. Ludzie też natychmiast nie będą wracali do nich. Zostanie pewien strach i trochę potrwa zanim wrócimy do normalnego stanu. Wielu właścicieli wykorzysta sytuację. Mieli już kłopoty przed wybuchem paniki, ale zwalą to na wirusa i będą szukały odszkodowań.
    Tak też może być z wieloma małymi firmami.
  Trudno powiedzieć co przyniesie przyszłość ale myślę że mam rację i kryzys będzie trwał długo. Będzie trudno to przetrwać.Teraz martwimy sie zdrowiem. Później przyjda inne zmartwienia.

Thursday, March 12, 2020

Panika

      Policja poszukuje nowego pracownika. Zgłaszają się trzy blondynki. 
Komendant chce dowiedzieć się o inteligencji kobiet i przynosi ze sobą zdjęcie kryminalisty z profilu. 
   Wchodzi pierwsza blondynka. Komendant pokazuje jej zdjęcie i pyta co ona może z tego zdjęcia powiedzieć o tym mężczyźnie. Ona przygląda się chwilę i odpowiada:
- On ma jedno ucho.
   Komendant zniechęcony, szybko zakończył rozmowę i zaprosił następną.
-Co Pani może mi powiedzieć o tym mężczyźnie i podał jej zdjęcie. Przyjrzała się i szybko odpowiedziała:
- On ma jedno ucho!
Zdenerwowany, kończy rozmowę i wzywa ostatnią.
Ta przygląda się chwilę i mówi:
- On nosi szkła kontaktowe.
Wow. Komendant zdziwiony, przegląda szybko kartotekę kryminalisty i odkrywa, że on faktycznie nosi szkła kontaktowe.
Wraca do blondynki i pyta się, jak ona to odkryła.
- To proste, odpowiada. On nie ma jednego ucha, więc nie może nosić okularów.
____________________________________________________________

Kowalska kupiła szafę. Po ustawieniu jej w sypialni, przygląda się jej a w tym momencie na ulicy przejeżdża tramwaj. W tym samym momencie drzwi do szafy się otwierają. Zamyka je, ale gdy ponownie przejeżdża tramwaj, drzwi znów się otwierają. I tak za każdym razem. 
  Zdenerwowana wpada do obok mieszkającego Nowaka i prosi go o radę. Nowak zgadza się jej pomóc i udaje sie do sypialni. Obserwuje otwierające się drzwi.
- Pani Kowalska. Najlepiej jak wejdę do szafy i poczekam na tramwaj. Jak się drzwi otworzą, to może z środka zobaczę, co jest zepsute.
  Kowalska zgadza się i Nowak niknie  w szafie. Tramwaj nie nadjeżdża przez chwilę, więc ona decyduje się szybko wyskoczyć do sklepu na zakupy. W tym czasie do domu wrócił Kowalski. Zdejmuje marynarkę i chce powiesić ją w szafie. Otwiera drzwi a tam Nowak.
- Co Pan tutaj robi?- wrzasnął Kowalski.
- Wierz Pan albo nie, ja tu czekam na tramwaj.....
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
   To było na wesoło ale reszta jest trochę smutna. Ten korona wirus robi więcej szkody niż powinien jeśli mowa o samej chorobie. Teraz można już stwierdzić, że to poważna panika. Finansowo jest tragicznie. Codziennie tracę moje oszczędności i nie widać kiedy się to zatrzyma. Przyszłoroczna emerytura jest już prawie niemożliwa. 
     U żony w pracy zachorowała jedna osoba i Wiesia przestała chodzić do biura. Na szczęście może pracować z domu. Szkoły też pozamykane, więc Elaine uczy się w domu. Ja jedyny poruszam się po Nowym Jorku. 
    Większość dużych imprez, jak świętowanie Dnia Świętego Patryka (co coroku ma jedną z największych Parad w tym mieście), mecze sportowe, koncerty, są odwołane lub przełożone. W sklepach brakuje niektórych produktów jak oczywiście najważniejszy produkt w naszym życiu, czyli papier toaletowy. Dużo produktów, które mogą stać dłużej, czyli ryż, kasza, makarony, etc. też poznikały. Zabawne lub tragiczne jest to, że kupują produkty których może nawet nie lubią ale na wszelki wypadek. Elaine z powodu swojej choroby, może jeść tylko kilka produktów. Jeden z nich to makaron z grochu włoskiego. To nie jest najsmaczniejszy makaron. Przeważnie nikt go nie kupuje a teraz zniknął z półek. Musimy więc zamawiać przez internet. 
     Najgorzej jest w turystyce i z tym związanymi podróżami. Niektóre linie zamknęły już 40 do 50% swoich codziennych przelotów. A może być jeszcze gorzej. Stany Zjednoczone ogłosiły wczoraj, że nie przyjmują turystów z Europy. Ja mam zamówiony bilet za dwa miesiące i nie wiadomo czy będę mógł polecieć.
Każdy kraj wyznacza różne inne ograniczenia. Na przykład jak chcesz polecieć do Izraela to musisz sobie wziąść wakacji o kilka tygodni więcej. W chwili wjazdu, zatrzymują Cię na dwa tygodnie kwarantanny. Może jak wrócisz będzie to samo w swoim kraju i tak tydzień wakacji, przedłuży się do pięciu.
   Powtarzam się, ale największą winę ponoszą media. Na przykład dzisiaj w gazecie pierwsza strona to na czerwono z napisem wszystko do góry nogami. Póżniej wiele, wiele stron z opisami jak straszna jest ta epidemia. Nawet artykuł, że zachorował Tom Hanks z żoną, był na pół strony. To wszystko działa na ludzi. Nawet taka głupota. Niedobrze musi być jak nawet Tom choruje. 
   Drugim problemem to następna choroba naszego wieku, prawnicy. Oni to stworzyli ten nowy świat, w którym każdy boi się o wszystko. Żeby czasem nie zrobić błędu i ktoś może Cię oskarżyć w sądzie. Tutaj też. Wiele imprez, miejsc zamykanych jest właśnie z tego powodu. To już się zaczyna. Jeden mężczyzna, który zszedł ze Statku Grand Princess, gdzie zachorowało kilkanaście osób, na drugi dzień oddał sprawę do sądu. Oskarża właścicieli statku o nie zrobienie wystarczająco dużo żeby zapobiec tej chorobie. Cały świat ma problem a kapitan statku mógł zachamować wirusa. Na przykład, każdy z pracowników mógł chodzić w rękawiczkach i ze spryskiwaczami na zabijanie zarazków. To już mój pomysł. No kurwa, to się w głowie nie mieści. Można winić ludzi o wiele rzeczy ale to jest trochę przesada. Każdy wie, że na takich statkach jest możliwość złapania jakiejś choroby. To się zdarzało. Nie podoba się to nie ładuj się idioto na takie statki.
     Każdy z nas ma jakąś “szansę” na złapanie tego wirusa. Trudno tu jednak kogoś o to winić. Oczywiście zdarzają się idioci i Ci powinni być surowo karani. U nas jeden który był posądzony o chorobę, skierowany został do domu na kwarantannę. A on na drugi dzień poszedł na imprezę, gdzie było kilkaste osób. 
Nasze rządy też wszystkiego nie naprawią, ale wiele można poprawić, wielu rzeczom mozna zapobiec. Nie wygląda to dobrze (oglądałem na filmiku od siostry), jeśli pracownicy szpitala oglądają ich dostawę z rękawiczkami, które okazuja się podobnymi co mają robotnicy na budowach. Do tego tak stare, że zginając po prostu się łamią. 
    Wiele możemy poprawić ale nie wszystko. Trzeba spokojnie przeczekać i liczyć na trochę szczęścia. Oczywiście profilaktyka jest ważna. I jak nie trzeba wychodzić to lepiej zostać w domu i przy piwie oglądać telewizję. Oczywiście jeśli nie zabraknie piwa!