Tuesday, October 15, 2019

Zhangijajie

25 Wrzesień
     Pobudka i śniadanie. Ponownie dużo do wyboru, przynajmniej kilkanaście potraw na gorąco. Sadzone jajka zrobione wcześniej i już chłodne a za nimi ryż ze szczawiem, szczaw z ryżem, ryż bez szczawiu, tylko ryż, tylko szczaw. Nie mają dobrego jedzenia, nie mówiąc o  jakimś deserze, ciasteczku. Jest coś ale niejadalne, prawdopodobnie też z ryżu.
    Na lotnisku, po oddaniu walizek, poszliśmy wymienić trochę dolarów bo zaczyna brakować chińskiej waluty. Niestety, nie ma tutaj kantorów tak jak w innych krajach. Znajdujemy Bank Chiński. Spotykamy się z realiami Chin. Pracownik banku powiadamia nas, że transakcja będzie trwała minimum 20 minut. Zdziwieni ale nie mamy dużego wyboru, szczęśliwie mając trochę czasu do odlotu.
Dostajemy cztery strony formularzy. Setki pytań od numeru paszportu do informacji na temat naszej podróży. Wszędzie podpisy. 
    Po wypełnieniu wszystkiego oddaję papiery kobiecie za szybą. Obok niej stoi druga, która wszystko sprawdza. Nieraz dochodzi mężczyzna i sprawdza sprawdzającą. Robią kopie mojego paszportu, za chwile jeszcze raz i później jeszcze raz. Przeliczają moje dolary, zapisują, przeliczają, zapisują. To jest dobre na kabaretowy skecz. Na zakończenie kilkakrotne przeliczenie Chińskich Yuanów i udajemy się prosto na samolot.
     Lot jest krótki, tylko godzina. Jak zwykle co do minuty. Odlot, przylot. Jesteśmy w Zhangijajie. Przy wyjściu spotykamy Bree, naszą nową przewodniczkę. Ubrana jest w tradycyjny Chiński strój. Niestety nie mówi zbyt dobrze po angielsku. I później okaże się że nie jest najlepszą przewodniczką. 
     Po drodze do hotelu, zatrzymujemy się w parku. Jesteśmy wysoko w górach. To nie są jeszcze te, które tu przyjechaliśmy zobaczyć. Powodem przystanku jest jezioro, między szczytami. Do parku wchodzimy przez efektowne wejście. 
                                                          

      Zaraz potem dochodzimy do przystani, gdzie wsiadamy na dużą łódź, lub mały statek, wyglądające jak domki na wodzie.
                                                                      

    Jest nadal bardzo ciepło, ale bardzo pochmurno, więc zdjęcia nie wychodzą najlepiej. Płyniemy przez gładkie, spokojne jezioro. Wije się między górami. 
                                                               



W połowie drogi, na zboczu stoi drewniany domek z którego wychodzi nam na spotkanie przebrany w tradycyjny strój Chińczyk i znów śpiewa ich Chińską operetkę. Byłoby to dużo piękniejsze gdyby np. śpiewał Włoch ich melodyjne piosenki ale to nie Wenecja. Po relaksującym spływie, wracamy do wyjścia. Tutaj, jak w wielu innych miejscach, przechadzają się dziewczyny w kolorowych strojach, szukające chętnych do zrobienia zdjęcia, oczywiście za opłatą. 
                                                        



   Nasz nowy hotel jest pierwszej klasy. Crowne Plaza, chyba najlepszy do tej chwili. Olbrzymi, bardzo czysty w pełni zautomatyzowany. Na przykład ściana między łazienką a sypialnią jest ze szkła. Zamglona na biało, więc nic nie widać, ale po naciśnięciu przełącznika robi się przeźroczysta. Zasłony automatyczne, nawet telewizja ma programy z filmami po angielsku.
    Wychodzimy natychmiast w poszukiwaniu jedzenia. Na zewnątrz hotelu już nie jest tak czysto. Wsyztko pokryte kurzem i brudem. Obok znajdujemy małe centrum handlowe. Nie ma dużo restauracji i niestety, jak zwykle, nikt nie mówi po angielsku. Wybralibyśmy olbrzymią stołówkę, w której odbywaja się różne występy ale nie było nawet obrazków z jedzeniem, więc bez żadnych szans zamówienia czegoś normalnego. Wchodzimy obok i udaje się coś zjeść. Tłumaczymy sobie że to kurczak, nie dopuszczając myśli że jemy coś dziwnego.
    Teraz przy wypełnionych brzuchach, spacerujemy po okolicach. Zauważamy duży, tradycyjny budynek i tłumy ludzi. Okazuje się że jest to jakiś teatr. 
Na placu przed budynkiem, odbywaja się krótkie prezentacje tego co ma być w środku. Nie zabraknie naturalnie ich Chińskiej operetki.
                                                               





     Po tych spektaklach, nie mamy nic więcej do oglądania, wracamy do hotelu. Pierwszy raz idziemy spać wcześniej. Jutro czekają nas wspinaczki.

Monday, October 14, 2019

Guilin

     Ten olbrzymi show zlokalizowany jest na zatoce rzeki Li, otoczoną pięknymi górami. Najpierw przechodzimy przez duży park gdzie w kilku miejscach odbywają się małe występy. Jest to ich Chińska operetka muzyczna. Egzotyczne ale ich śpiewanie jest trochę irytujące, bo bardzo wysokimi głosami i dla mojego gustu nie bardzo miłe do słuchania. Znajdujemy się w wielkim amfiteatrze. Dostaliśmy bilety na górze czyli w lepszej sekcji. Mamy tu widok na całe jezioro. 
   To co mamy zobaczyć jest historią miłosną młodej kobiety Liu Sanjie. Jej głos był tak piękny, że wszyscy ją uwielbiali. Legenda głosi, że ich przywódca zakochuje się w niej ale ona kochała się już w chłopcu z wioski. Wojownik nie akceptuje tego i porywa ją. Kochanek z pomocą całej wioski idą ją uwolnić i para ucieka żyjąc długo i szczęśliwie.
    Mówi się, że jest to największy naturalny teatr na Świecie. Ten show to połączenie pokazów świetlnych z występami setek artystów. Najpierw podświetlone są wszystkie okoliczne góry, które tworzą cudowne tło a później jezioro zmienia kolory w blasku wielu zmieniających kolory reflektorów. Jest to dzieło znanego reżysera i choreografa Zhanga Yi Mou, który stworzył ceremonię otwarcia Olimpiady w Pekinie. Mam kilka zdjęć ale nie przekazują one nawet cząstki tego przedstawienia. Może na moim filmie będzie to lepiej zobaczyć. 

                                                         
                                               
  


    Było to naprawdę piękne widowisko.
Wychodzimy o 9:30 i nie zamierzamy stracić odwiedzenia tego miejsca które znaleźliśmy kilka godzin wcześniej. Jest blisko hotelu, więc przewodniczka zostawia nas na tej ulicy i mamy spotkać się jutro. 
    Najpierw wchodzimy do restauracji i udaje nam się zjeść dobry obiad. Szczególnie przyjemny, bo siedzimy na zewnątrz, oglądając nocne życie tego miejsca. A jest co oglądać. Co kilka kroków coś się dzieje. 
                                                                           


Można spędzić tu godziny, dni i znajdzie się coś interesującego. Nawet sprzedawanie ciuchów jest inne. Stoi kilka dziewczyn, każda ubrana jest w inną sukienkę, którą właśnie sprzedaje. 
                                                                      

Całość jest pięknie oświetlona. Mostki, wysepki, park, później ulica wypełniona sklepami. 
                                                              


Jest tu także wiele barów i dyskotek. W niektórych, nowoczesnych za szybami tańczą seksownie ubrane dziewczyny. W takich miejscach są chwile, kiedy szkoda jest że nie jest się młodszym!!
                                                                        
     Większość mam nakręcone na video i niestety jest tego tak dużo, że nie będę w stanie wszystkiego pokazać. Chodzimy tam do 11:30 i to tylko dlatego, że raniutko ruszamy do następnego miejsca.

Friday, October 11, 2019

Daxu i Rzeka Yulong

24 Wrzesień

    Tak jak się spodziewałem, nie była to najlepsza noc. Chociaż nasz pokój nie miał luksusów, to nie można było mieć o nic pretensji, oprócz tego łóżka. Co chwila budziłem się lekko obolały i trzeba było zmieniać pozycję. Także ściany chyba z papieru. Na górze jakiś Chińczyk nie chciał iść spać do północy i bez żadnego przystanku chodził z kąta w kąt, przesuwał walizki. A rano o godzinie 4:30, zasrany Chiński kogut zaczął piać i obudził nie tylko 
mnie ale tego Chińczyka na górze, który zdecydował, że walizki stoją w złym miejscu i znów zaczął je przesuwać. I tutaj dobrze jest, że nie posiadamy broni palnej! Nie było wyboru tylko wstawać.
    Przynajmniej pogoda jest dalej cudowna. Jeszcze jeden krótki spacer po tarasach ryżowych i jedziemy dalej. Następne miasto to Yangshuo. 
Wszędzie gdzie się udajemy, znajdujemy nowoczesne Chiny, ale można zauważyć pozostałości po komunistycznych. Pojazdy, hybrydy między traktorem a motocyklem, drobne budownictwo w biedniejszych dzielnicach. 
   Po drodze zatrzymujemy się w Daxu. Jedno ze starożytnych miasteczek które przetrwało. Miasteczko to dużo powiedziane. Tak naprawdę to jedna ulica. Istnieje ponad 1000 lat. Pozostało jeszcze wiele starych warsztatów w tym produkcja obuwia z ich trawy, tradycyjnych artykułów pogrzebowych, czy przeróżnych, wykonanych z bambusa. Nie zabraknie oczywiście ich sklepów z medycyną ludową, banki, nawet salon fryzjerski. Można spotkać starych ludzi grających w ich Chińskie karty, popijających oczywiście herbatę. Większość domów na ulicy z kamienia jest dwupiętrowa i służy nie tylko jako sklep czy warszat ale także jako mieszkanie. 
                                                                




     Siadamy w jednej z ich restauracji a wybór mamy taki
                                                                    

 i zamawiamy coś na szybko a to oznacza jedno. Marian dostaje ryż a ja kluski z ryżu w jakimś rosole. Nawet smaczne, tylko że jak zacząłem jeść łyżką, wszyscy zaczęli się śmiać. Bo to nienaturalne jeść zupę łyżką. Zupę je się chińskimi pałeczkami! Najpierw więc namęczyłem się wyciągając jeden po drugim te śliskie jak ślimaki kluski, które uparcie wracały do miseczki. 
Później kulturalnie po Chińsku wypiłem zupę z talerza. Tak naprawdę to trzeba to robić razem i najlepiej trzymając talerz przy ustach, wpychając do nich kluski pałeczkami i popijając zupę. Najlepiej trochę zrobić hałasu siorbiąc tą zupę. Wtedy jest kultura.
   Następna godzina w samochodzie i jesteśmy przy rzece Yulong (Smok). Wsiadamy na jedną z tratw. Trochę inne od naszych dużych góralskich. Bambus jest idealny na coś takiego, po w środku ma naturalne przegrody. Jest też pusty. Czyli jak nowoczesne statki, ma wiele przegród. I gdyby nawet gdzieś zrobiła się dziura to nie ma wielkiego znaczenia. Jest też bardzo lekki i łatwy do transportu. Wiążą więc kilka bambusów razem , na tym drutem przywiązują metalowe krzesło i jesteśmy gotowi do spływu. Chińczyk stawia nam parasol, dobrze bo słońce praży niemiłosiernie, i ruszamy. 
                                                                          



     Rzeka jest spokojna, jedynym utrudnieniem jest dziewięć małych wodospadów. Przepływamy przez nie z uniesionymi do góry nogami bo tratwa częściowo zanurza się pod wodę. Całość jest bardzo przyjemna a to z powodu cudownych widoków. Otaczają nas piękne góry. 
                                                                       



Okolice wyglądają leniwie. Rybacy, ludzie na polach i wszystko tak jakby w zwolnionym tempie. Wreszcie miejsce gdzie nie trzeba się wspinać, stękać i pocić. Po spływie następne 40 minut i jesteśmy w Guilin. Ten hotel jest pierwszej klasy.
    Jak zwykle nie tracimy czasu i wychodzimy do miasta. Nie bardzo wiemy gdzie iść ale mamy szczęście bo trafiamy do najważniejszej, turystycznej części tego miasta. Nie zostaje nam jednak czasu do zwiedzenia tego miejsca. Zostawiamy to na później. Spieszymy się na ich podobno bardzo sławny show.

Thursday, October 10, 2019

Definicje

      Definicja to narzędzie które chroni słowa, wypowiedzi przed wieloznacznością i uściśla znaczenie wyrazów. Tak było za naszych czasów. Wyrazy coś oznaczały i nie było wątpliwości co one określały. Żyjemy w czasach, kiedy świat opanowują liberałowie, socjaliści. Definicje, tradycje, zasady według których żyliśmy przed tymi latami przestają mieć znaczenie. Wszystko można zmienić, wszystko co zgadza się z planami i myśleniem liberałów. Bo to co było dawniej jest pomyłką. Oni wiedzą najlepiej. 
     Gwałt. Wypowiadałem się na ten temat wielokrotnie. Jest to coś co powinno być surowo karane. Ale! Jak wszystko inne. Uważajmy. Nie wszystko jest dobre kiedy przekroczy pewną granicę. Demokracja to wspaniała rzecz. Kiedy jednak wszyscy staną się równi bez ograniczeń to anarchia. To nasze szlacheckie Liberum Veto, kiedy jeden człowiek mógł zatrzymać postęp całego kraju. Szacunek dla uczniów i studentów to powinno być normalne. Ale kiedy za każde, nie ważne jakie skarcenie ucznia, nauczyciel może starcić pracę lub być karany to po prostu głupota. I tak we wszystkim innym.
     W Stanach jest teraz wiele spraw sądowych na ten temat. Większość to bogaci lub sławni ludzie. Dlaczego? Proste. Tutaj nie tylko można skazać winnego ale skorzystać finansowo. W wielu wypadkach gwałt jest trudno udowodnić. Szczególnie jak kobieta nie zdecyduje się tego zrobić od razu. Wiadomo, że po takim akcie, może nie chce tego ogłaszać i sie z tym ukrywa. Tylko gdzie jest ta granica gwałtu?
    Spotyka się kobieta z mężczyzną na umówioną randkę. Razem są sobą zainteresowani. Idą do restauracji i przy posiłku wypijają sporą ilość alkoholu. Później decydują się iść do mieszkania jednego z nich. Przy rozmowach dochodzi do pocałunków i ściskań. Następnie dochodzi do aktu seksualnego. I tutaj, w jakiejś tam chwili, bez walki czy zmagań kobieta powie coś podobnego do ale może to za szybko?, czy ja nie chcę seksu ale dalej się kochają.
    Po wielu latach, z jakiś powodów (niestety, dla mnie wyraźnie finansowych) oddaje ona sprawę do sądu, że została zgwałcona. Nie ma na to żadnych dowodów, tylko she said, he said - ona powiedziała, on powiedział. Od początku facet jest w kłopotach. Nawet gdyby z tego wyszedł, to jego reputacja jest zniszczona. Wielokrotnie kariera w ruinach. Opinia publiczna jest za kobietą. 
Czyli tutaj definicja gwałtu zostaje zmieniona przy wypowiedzeniu słowa nie! Nawet gdyby nie oznaczało to próby przerwania seksualnego kontaktu. Tylko wrzucić między, och, tak, jeszcze, jescze, nie, nie, nie i sprawa zostaje prezentowana jako gwałt. 
     Kobieta i mężczyzna. Czy za naszych czasów ktoś miał wątpliwości do tego kto jest kto? Oczywiście nie. I nie mówię to nawet o przypadki homoseksualistów. Bo oni dalej byli mężczyznami, tylko szukali innych partnerów. 
    W jednym z zakładów pogrzebowych, pracownik przyszedł do pracy przeprany w sukienkę i perukę. Powiedział, że teraz jest kobietą. Tak się zdecydował.
Właściciel, powiedział mu, że mają wyraźne przepisy co do kodu ubrania pracowników przy pogrzebach z prostego powodu respektu dla rodziny zmarłego i ponieważ tamten odmówił przebranaia się w czarny garnitur zwolnił go z pracy
Teraz mamy sprawę w sądzie i nie tylko o odszkodowania dla “kobiety” ale poszło już do najwyższego sądu i będzie rozważane określenie kobiety i mężczyzny.
Wyobraźcie sobie chaos jaki będzie gdyby zmienili te znaczenia? Kolega z pracy, który był jednym z najlepszych biegaczy w Stanach na średnich dystansach, opowiadał o przypadku, kiedy facet, uważający się za kobietę, dostał pozwolenie w biegach razem z kobietami i oczywiście wygrał je bez dużych problemów.
Czyli teraz, kiedy musimy zatrudniać kobiety i w niektórych zawodach dalej ich brakuje, wystarczy wskoczyć w kieckę, założyć perukę i muszą Cię zatrudnić? A jak nie to sprawa do sądu i lepiej, bo bez pracy dalej dostaniemy grube pieniądze!
   Lepiej. Nie trzeba już robić dziurek i podglądać kobiety. Wystarczy ogłosić się kobietą i w szkołach, wojsku, na basenach brać wspólny prysznic z kobietami. I nie ważne że Ci coś tam wisi. Możesz sobie doczepić kartkę z napisem to co wisi to pomyłka, ja jestem kobietą!
     Że każdy z nas prawie nigdy nie rodzi się stuprocentowym mężczyzną czy kobietą to udowodnione medycznie. Każdy z nas ma trochę genów odmiennej płci i nieraz dochodzi do ich nadwyżki i problemów z decyzją kim jesteśmy. Ale ta decyzja podjęta może być przez osobę która ma ten problem. A nie rodziców!
A teraz niektórzy uważają, że ich dziecko o tym nie wie i oni pomagają im w decyzji. Dają więc możliwość wyboru chłopczykowi i ubierają go w sukienki i dają mu lalki. Nawet gdyby tego nie chciał. Gorzej, decydują się na zmianę płci, w wieku dziecięcym, bo chłopczyk zachowywał się jak dziewczynka. Czy nie lepiej by było zostawić taką decyzję dla syna jak dorośnie i sam zadecyduje?
     Karanie winnych też już nie ma sensu. Nie potrafię tego zrozumieć. Nie zgadzam się ale potrafię zrozumieć argument o zabronieniu kary śmierci. Ale wypuszczanie winnych na wolność? To po co wogóle sądzić? Są o nas liberalne organizacje, które masowo wpłacają kaucje i oskarżeni zamiast w więzieniu chodzą na wolności. I niestety już nie jeden raz się zdarzyło, że popełniają natychmiast jakieś przestępstwa. Kilka dni temu stało się to w wypadku Randy Santos.  Zwolniony za kaucją, zamordował czterech bezdomnych mężczyzn. A może więcej, bo dalej trwają poszukiwania. Myślę, że w tym wypadku ten który zapłacił kaucję powinien zostać oskarżony o współudział w morderstwie!
     Co jescze nam przyniesie przyszłość, co więcej zostanie zmienione? Czy jutro będę mógł pozostać mężczyzną, czy nie znajdę się w sądzie, bo okaże się że 50 lat temu popełniłem gwałt? Czy jesteśmy bezpieczni w nowym liberalnym świecie? Czy tak chcemy żyć? Jeśli się wszyscy nie obudzimy i zaczniemy protestować i walczyć z takimi działaniami socjalistów, liberałów to taka właśnie jest nasza przyszłość.

Tuesday, October 8, 2019

Ping An

   23 Wrzesień
     Trochę męczące jest to przenoszenie z miejsca na miejsce. Możliwe dla takich co nie potrzebują dużo czasu przy dbaniu o swój wygląd. Moje dziewczyny muszą się zawsze wypakować, zapakować, praca nad makijażem, włosami. To by było dla nich trudne. Ja z Marianem nie mamy takich problemów. Ponownie znajdujemy się na lotnisku i przelot trwa 2 godziny. Przy wejściu stoją duże skrzynki i tam wszyscy wrzucają swoje zapalniczki. A Chińczycy palą papierosy, więc te skrzyneczki są pełne.
Natomiast przy wyjściu z lotniska stoją kobiety i sprzedają nowe. Wiedzą, że prawdziwy palacz, nie wytrzyma długo po locie i kupi u nich. Może mają układ z celnikami i sprzedają te zabrane?
    Odbiera nas nowy przewodnik, ponownie dziewczyna, Samanta. 
Wreszcie trochę inne Chiny. Więcej natury. Tereny są górzyste i na stokach widać plantacje herbat lub ryżu. Oni by mogli przeżyć na tych dwóch rzeczach. Dziwi mnie, że nie używają żadnych dodatków. Tak więc herbata to herbata. Nie potrzebny cukier, czy cytryna. Nawet się dziwią kiedy o to pytamy. Tak też z ryżem. Nie dodają np. soli. 
    Ponownie gorąco ale nie jest wilgotno więc przyjemnie. Dojeżdżamy do Ping An wioski. Tam w różnych miejscach, można zostawić cięższe walizki. Mamy wspinać się na jedną z gór. Zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Przygotowaliśmy się do tego poprzedniej nocy. Podjeżdżamy jeszcze kilka kilometrów i reszta to wspinaczka. Pod stokiem czekają tragarze. Wszyscy to okoliczni mieszkańcy. Wszyscy bardzo starzy i połowa to kobiety. Trochę mi dziwnie oddawać moją ciężką torbę jednej z nich. Wygląda na więcej niż 70 lat. Później dowiaduję się, że jest ma tyle lat co ja. Ale przewodniczka twierdzi, że jak byśmy nie pozwolili im nosić to nie mieli by zarobków a z tego żyją.
   Wkłada nasze torby do kosza i zakłada go na plecy. Jest stromo i musimy wspiąć  się bardzo wysoko. Kilka razy przystajemy na odpoczynek i robimy zdjęcia.
                                                                        


     Część drogi wije się między domkami, sklepami. 
                                                                          


Tutaj ponownie oglądać można ich medyczne produkty. Nie wiem czy to jedzą, piją ale wygląda makabrycznie. Na przykład te żmije.
                                                                       

     Niektórzy wynajmują więcej niż kogoś do noszenia bagażu. 
                                                                    

Na zboczach, zauważyć można strumyki wody. Jest to podstawa przy plantacji ryżu.
                                                                  

 Wiadomo, że te rośliny sadzone są na tarasach wypełnionych wodą. My jesteśmy w czasie, kiedy ryż jest prawie gotowy do zbierania. Powoli zmienia zielony kolor na żółty. 
     W tych sklepikach dostać można także produkty żywnościowe. Mijam jeden z wędzonym specjalnie mięsem. To dzisiaj będę jadł na obiad. 
                                                                   

    Trochę przeraża mnie ich budownictwo. Jest to przecież mój zawód. Wiem co jest potrzebne, żeby zbudować dom na stoku. Nie widać tutaj żadnych inspektorów i później dowiaduję się, że nie ma też żadnych kontroli i przepisów. Czyli każdy buduje jak chce. Te domki stoją na cieńkich kolumnach i nie są łączone ze skałą. Jakaś poważna ulewa a wszystko to może spłynąć z wodą. Nie czuję się pewnie, stojąc na balkonie swojego pokoju. Jedyna pociecha, że nie pada deszcz. Ale widok jest wyjątkowy.
                                                               


    Dzisiaj tylko krótki spacer po wiosce i obiad w restauracji hotelu. Zamawiam to mięso które oglądaliśmy  po drodze i oczywiście ryż. Tylko że u nich robią go w specjalny sposób. Kawałek bambusa przecinany jest wzdłuż, wypełniany ryżem, zamykany w tym bambusie i wkładany do pieca. Faktycznie smakuje dobrze. Dalej ryż ale ma dodatkowy aromat tego bambusa.
                                                               

    Idziemy spać i wiem że nie będzie to dobry wypoczynek. Łóżka są twarde jak byśmy spali na samych deskach. Może na nich śpimy.