Friday, February 9, 2018

Planowanie wakacji

     Dalej zimno i to wszystko na temat pogody!
Jedyną dobrą rzeczą w tym okresie roku jest czas który spędzam nad planowaniem wakacji na ten rok. Większość turystów idzie po prostu do agencji i zdaje się na łaskę pracowników, co mu podadzą na jadłospisie. Wybierają tylko miejsce pobytu. U mnie wygląda to trochę inaczej. Pierwsza rzecz to wybranie kraju. Następnie tworzę listę miejsc, które chciałbym zobaczyć. Jest ich zawsze duża liczba. Dlatego robię mapę kraju i zaznaczam te wszystkie lokalizacje. Potem sprawdzam odległosci i możliwości przenoszenia się. Po tej analizie wiem, że nie będę w stanie zobaczyć wszystkiego i eliminuję te do których trudno byłoby się dostać a nie są aż tak ważne. Tak powstaje pierwszy plan mojej podróży. To przekazuję do agencji a oni znajdują agenta w danym kraju, który planuje całą wycieczkę. Po jakimś czasie otrzymuję ich ofertę. Nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żeby wszystko mi odpowiadało i wtedy zaczynają się dyskusje i zmiany. Jedno jest pewne, że pierwsze ich propozycje wypełnione są drobiazgami, które sprzedają przeciętnym turystom. Wejścia do muzeów. I nie mówię tu o czymś ciekawym. Zaprowadzają Cię do fabryki z dywanami, gdzie mają także olbrzymi sklep, co nazywają muzeum i tam probują Ci wcisnąć coś do kupienia. Początkowo nabierałem się na te ich atrakcje. Oni dostają pieniądze za sprowadzanie tam turystów. Unikam też na ile można przejazdów w dużej grupie, bo to zawsze jakiś problem.
       Tak więc, po wielu rozmowach dochodzi do zatwierdzenia planu. Niestety, często muszę zrezygnować z niektórych rzeczy, bo nie jest się w stanie tego połączyć. Może być nie po drodze, nieraz trzeba brać dodatkowy samolot i inne problemy. Ale w większości jest to co ja sobie wybrałem.
     My różnimy się trochę od innych turystów. Na przykład nie interesuje mnie zwiedzanie dużych miast. Na przykład  Dubai. Gdybym miał dużo lat przed sobą, to oczywiście nie miał bym nic przeciwko temu ale wolę oglądać naturę, przebywać na safari, odwiedzać miejsca w których ludzie żyją jak za dawnych czasów, ogladać zabytki ważne dla naszej historii, etc.
     Moje plany zależą też od Wieśki i Elaine. Nieraz nie są w stanie lecieć ze mną, wtedy wyjeżdżam z Marianem i wybieram inne miejsca niż z moją rodziną. W tym roku, wygląda na to że polecimy razem, kierunek jest więc na Boliwię. Wielu natychmiast mi się pyta a gdzie to jest i po co tam?
Wymienię tu kilka miejsc, ktore muszę zobaczyć. Nie będę tego opisywał, bo zrobię to jak nasze plany dojdą do skutku. Jezioro Titicaca i pływające wioski.



Wyschnięte słone jezioro.  Salar de Uyuni.





Dolina Księżyca



Narodowy Park Madidi





Park Narodowy Andyjskiej Fauny - Eduardo Avaora



Jest jeszcze wiele innych miejsc ale to już w relacjach z podróży, jeśli dojdzie do skutku.

Monday, February 5, 2018

Pomoc socjalna

     W naszej codziennej gazecie, znalazłem artykuł o tegorocznym budżecie Nowego Jorku. Największe miasta w Stanach są w wiekszości demokratyczne. Wiadomo, tutaj mieszka najwięcej biednych i oni zawsze będą głosować na tych, którzy roztrwaniają pieniądze. California jest liderem, ale Nowy Jork nie jest daleko za nimi. W tym roku zaplanowane jest wydanie dwóch miliardów dolarów na pomoce socjalne. Wspomnę, że na przykład dział sanitarny, czyli sprzątanie miasta, dostanie tylko 1.7 miliarda a straż pożarna 1.8 miliarda.
     Pomoc socjalna jest potrzebna i niezbędna, ale..!   Kiedy zaczyna rozdawać się za dużo, to wiadomo, że wielu lub wiekszość nie zamierza nigdy tego zmienić, bo niby dlaczego? Zapomogi, są dużo większe niż minimalna zapłata za pracę. Dostają mieszkanie, jedzenie, telefony, pieniądze na podstawowe wydatki i nic nie muszą robić. Po cholerę więc iść do pracy?  System socjalny, powinien działać na zasadzie pomocy i zmuszania do szukania lepszego życia a nie jego zapewniania. Mamy więc tu normalnych obywateli, którzy próbują dojść do czegoś. Zaczynają od najgorszych prac. Płacone mają 10 dolarów na godzinę i muszą za to utrzymać siebie i rodzinę. Żyją więc w biedzie, ale dalej walczą i po jakimś czasie dochodzą do czegoś lepszego. Ci na zapomodze mają dwa wyjścia. Zostać w tym co mają i jedyna rzecz o jaką się muszą martwić to żeby nie utyć tak, że nie będą mogli zmieścić się przez drzwi, bo wtedy nie mogli by odbierać swoich czeków od miasta. Druga, to znaleźć pracę, ale wtedy stracili by bardzo dużo finansowo.
     Miasto nie robi nic żeby to zmienić. Wielu, mających dobre kontakty z władzami, robi na tym niesamowite pieniądze. Ponieważ nie zawsze jest miejsce w specjalnych domach dla niepracujących, miasto wynajmuje hotele. Nie są to te lepszej jakości. Właściciele nie dbają o nie. Nie ma się co dziwić, jeśli mieszkają w nich Ci, którzy je dewastują. Cena wynajęcia, nie jest jednak dużo niższa niż tych normalnych. Piszą, że średnia w ubiegłym roku doszła do 4800 dolarów za miesiąc, za pokój. To jest 130 dolarów za dzień.
A ten, który pracuje za najniższą stawkę, zarabia 80 dolarów dziennie!
       Istnieją też całe osiedla, setki budynków, wybudowane przez miasto, dla tych którzy potrzebują pomocy. Tam dostają mieszkania Ci, którzy pracują, ale o niskich zarobkach i nie mogą utrzymać rodziny. Wspaniała idea. Tylko ponownie!
Podam przykład z przeszłości, bo sam byłem tego świadkiem. Moj kolega, złożył podanie o takie mieszkanie. Podał, że zarabia tylko 100 dolarów tygodniowo. Jeździł ze mną na taksówce. Ja w tym czasie wynajmowałem mieszkanie za 600 dolarów. On dostał od miasta za 100 dolarów na miesiąc. Ja miałem dwie sypialnie, kuchnie i pokój wypoczynkowy. On miał duplex, czyli dwa piętra. Jego pokój wypoczynkowy był większy od mojej kuchni i dwóch sypialni. Jedyną negatywną cechą była jego lokalizacja. W większości mieszkali tam czarni i jego samochód, dwa razy znalazł bez kół. Parkować więc tam nie mógł. Ciekawostka. W tych budynkach bardzo często spotkać można duże grupy rosjan, czy rosyjskich żydów. Oni najlepiej potrafią wykorzystywać miasto. 
     Jak widać, ludzie Ci nie mają żadnych motywacji, żeby wyciągnąć się ze stanu „biedy”. Nie ma w tym żadnego sensu. A ktoś za to płacić musi.
    Dziwne jest też podejście do samej pracy. Jeżeli już tak musi być, to dlaczego nie można ich zmusić do pracy? Nawet tych nie niezbędnych. Na przykład sprzątania ulic. Ale według demokratycznej filozofii, to byłoby nieludzkie!  I tak słodko upływa czas w tym pięknym mieście. My pracujemy każdego dnia, ponadgodziny, weekendy dlatego, żeby inni mogli oglądać cały dzień telewizję. 

Friday, February 2, 2018

Zimno!

      Chyba nie doczekam się wiosny. W tej chwili jest tylko - 3 stopnie Celsjusza ale jest obrzydliwy wiatr, który obniża temperatury i czuje się jak - 11 stopni. Za moich czasów w Polsce, sprawdzało się tylko termometr. Nie wiem czy to się zmieniło ale tutaj temperatury podawane są podwójnie. Taka jaka jest zmierzona na termometrze i druga jak to tu nazywaja, Realfeel. Czyli tak jak czujesz rzeczywiście. 
      Podjechałem samochodem do swoich ludzi. Wyszedłem na zewnątrz i długo nie wytrzymałem. Wróciłem szybko. Po chwili otworzyłem okno i krzyknąłem czy nie jest im za zimno. Nikt nie odpowiedział ale kilkanaście środkowych palców poszło w górę.
    Kilka dni temu podniesliśmy most i stare łożyska zostały zdjęte. Spieszymy się i mam nadzieję, że będę mógł wylać beton w poniedziałek. Na razie wszystko się trzyma i nie widać żadnych obsunięć. Aby tak dalej.
    A po za tym to nic się nie chce w takie zimno. Tylko przetrwać do wiosny.

Tuesday, January 30, 2018

Humor

Młody chłopak udał się do apteki, żeby kupić prezerwatywy.
Aptekarz wspomniał, że mają je w paczkach po 3, 9 lub 12 i spytał się, które on by chciał.
Chłopak zastanowił się i mówi: „Spotykam się z dziewczyną, która jest piękna. Chcę prezerwatywy, bo myślę, że dzisiejszy wieczór, będzie właśnie tym właściwym. Mamy obiad z jej rodzicami a po tym wychodzimy na randkę. Mam przeczucie, że mi się poszczęści tej nocy. A jak już będę ją miał raz, to na pewno będzie chciała mieć seks wiele razy. Daj mi tą paczkę z dwunastoma prezerwatywami.”
Młody człowiek płaci i wychodzi.
Wieczorem wszyscy siadają do obiadu. Chłopak zapytuje się, czy może zmówić modlitwę przed posiłkiem. Następnie zaczyna się gorąco modlić. Trwa to przez kilka minut. Dziewczyna nachyla się nad nim i szepce, „Nie mówiłeś mi, że jesteś taki religijny.”
Chłopak w odpowiedzi cicho odpowiada „A Ty nie mówiłaś, że Twój ojciec jest aptekarzem!”


************************************************************************
Chłopczyk: „Dostałem dwójkę z matematyki”
Ojciec: „Dlaczego?”
Chłopczyk: „ Nauczycielka zapytała mnie ile jest 2x3 i odpowiedziałem 6”
Ojciec: „Przecież to jest prawidłowa odpowiedź!”
Chłopczyk: „Ale ona zapytała mnie wtedy, ile jest 3x2”
Ojciec: „ Przecież to kurwa to samo!”
Chłopczyk: „ Dokładnie, to samo jej powiedziałem!”


************************************************************************


Małżeństwo kładzie się do łóżka. Mąż natychmiast zaczyna pieścić żonę, przyciskać się do niej, ale już po krótkiej chwili żona odzywa się: „Przepraszam kochanie, ale jutro mam wizytę u ginekologa i chce być czysta”. Smutny mąż obraca się na boku. Leży tak chwilę. Po jakimś czasie odwraca się szybko i pyta: „Ale z dentystą nie jesteś umówiona?”


************************************************************************



Do baru wchodzi facet. Ma ze sobą małpę. Siada przy barze i zamawia drinka. W tym czasie małpa biega po barze i zjada cokolwiek znajdzie. Po chwili wskakuje na stół bilardowy i zjada jedną z kul. Barman zaczyna krzyczeć na faceta. Ten przeprasza go bardzo i mówi: „ Ja zapłacę za wszystkie szkody. Przepraszam, ale ona zjada wszystko co znajdzie.” Wypija drinka, płaci, zabiera małpę i wychodzi.
Dwa tygodnie później, ponownie pojawia się w tym barze. I znów małpa zaczyna swoje zabawy. Siada na barze, bierze wiśnię przygotowaną do Martini, wkłada ją sobie do tyłka, wyciąga i natychmiast zjada. To jest obrzydliwe, woła barman. Czy widziałeś co Twoja małpa zrobiła?
„Tak” odpowiada facet „ona dalej zjada wszystko co znajdzie, ale od dnia kiedy zjadła tą kulę bilardową, najpierw sprawdza ich wymiary.”


***********************************************************************

Wania złowił złotą rybkę.
- Rybka: puść mnie spełnię twoje życzenie
- Ok
- Willę chcesz?
- Nie
- Mercedesa chcesz?
- Nie
- Medal za męstwo chcesz?
- Tak jasne.
Huknęło, jebnęło i Wania znalazł się prosto na polu bitwy z dwoma granatami w ręku. Patrzy a na niego napierdala 10 czołgów. Wania wkurzony przez zaciśnięte zęby:
- K...wa, pośmiertny mi dała!!!


*********************************************************************

Trwają zawody, kto najdłużej wytrzyma w lodowatej wodzie. Pierwszy pan wytrzymał 1 min i wszyscy ludzie go pytają jak to zrobił. A on odpowiada:
- Trening, trening i jeszcze raz trening.
Następny wytrzymuje 2 min i znowu wszyscy ludzie go pytają, jak to zrobił. A on na to:
- Trening, trening i jeszcze raz trening.
Następny wytrzymuje 3 min i gdy wszyscy ludzie go pytają jak to zrobił, on mówi:
- Trening...
Przyszedł wreszcie ostatni zawodnik. Wchodzi do wody, 1min - nic, 2min - nic, 3min - nic. Po 4 minucie wychodzi, ledwo oddycha, więc lekarze szybko interweniują, ale na szczęście wszystko jest w porządku. Zatem wszyscy zgromadzeni w zachwycie pytają:
- Jak pan to zrobił?
- Gdzieś musiałem gaciami zahaczyć.

***********************************************************************************

Pan Nowak udał się do szpitala po wyniki badań żony.
Pracownik szpitala mówi:
- Bardzo nam przykro, ale mieliśmy tu trochę zamieszania i niestety wyniki Pańskiej żony wróciły z laboratorium razem z wynikami jakiejś innej Pani Nowak i teraz nie wiemy, które są które. Szczerze mówiąc, ani te, ani te nie są nadzwyczajne.
- Co to znaczy?
- Jedna z pań ma Alzheimera, a druga uzyskała pozytywny wynik testu na AIDS.
- Ale chyba badania można powtórzyć?
- Teoretycznie można, ale te badania są bardzo drogie, a Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłaci za dwa testy dla tego samego pacjenta.
- To co ja mam robić?
- Narodowy Fundusz Zdrowia zaleca w takiej sytuacji, by zawiózł Pan żonę do śródmieścia i tam zostawił. Jeżeli trafi sama do domu, po prostu proszę zrezygnować ze współżycia.


*********************************************************************************************************

Idzie sobie Czerwony Kapturek przez las, aż tu zza krzaków wyskakuje wilk.
- Cześć wilku - krzyczy Czerwony Kapturek.
- Co jest, nie boisz się? - pyta wilk.
- A czego mam się bać: pieniędzy nie mam, a pieprzyć się lubię.


**********************************************************************************

Siedzi góral na kamieniu i myśli. Podchodzi turysta i pyta:
- Co tak myślicie?
- Waham się.
- Czemu się wahacie?
- Wczoraj z żoną byliśmy na weselu. Mnie pobili, a żonę zgwałcili.
- No i?
- Dzisiaj zaprosili nas na poprawiny. Żona idzie, a ja się waham.

Thursday, January 25, 2018

Problem za problemem

     No więc kciuki na razie nie muszą być zaciśnięte, bo ta skomplikowana praca została przesunięta na poniedziałek. Droga, którą mamy podnosić przechodzi nad torami kolejowymi i musi być przy tym obecny inspector od kolejarzy. On nie ma żadnej wiedzy na temat budowy dróg, ale taki jest przepis. Musi nas obserwować. Niestety nie mogli takiego człowieka wysłać i musimy wyczekać do następnego poniedziałku, kiedy on się pojawi.
      Mówiąc o mojej pracy. Mam jeszcze jeden poważny problem. Może nie ja ale władze miasta. Kiedyś wspominałem, że metoda jaką buduję tą autostradę jest eksperymentalna. Nigdy tego jeszcze nie robiono. I dzieją się rzeczy, których nikt się nie spodziewał i nikt nie ma pojęcia dlaczego.
    Zacznę od początku. Dziwne jest dla mnie podejście do tej metody. Ktoś musiał dostać od kogoś w łapę albo decyzja pochodzi od polityków a nie od fachowców, bo to trochę nie ma sensu. Kiedy pracujemy dla rządu, czyli miasta, stanu lub rządu federalnego, każdy najmniejszy drobiazg, materiał, musi być przez nich sprawdzony i zatwierdzony. Nawet cegły, piasek, druty. Kiedy sprowadzamy go na budowę, musimy przekazać inspektorom certyfikat potwierdzający że materiał jest zatwierdzony. Ta nowa metoda wymaga wylewania nowego produktu, betonu, który nic takiego nie ma. Mało tego, nie ma żadnej dokumentacji jak zachowuje się on w wyznaczonych warunkach. Kiedy wylewamy zwykły beton, mamy dokładne dane jak on się kurczy w zimnych temperaturach. W jakich temperaturach można go wylewać, jak długo trwa jego wiązanie, etc. O tym nowym nie wiemy nic i także inspektorzy nie mają pojęcia. Oznacza to kłopot. Dlaczego?
Wyobraźmy sobie okno zrobione z metalowej ramy i wypełnione szkłem. Między metalem a szkłem nie ma żadnej przerwy. Jest bardzo gorąco kiedy okno jest budowane. Metal w tych warunkach jest rozszerzony a szkło nie zmienia swojej objętości. Okno zostaje założone i temperatury spadają do minusowych. Metal zaczyna się kurczyć a uparta szyba się nie zmienia. Oczywiście doprowadzi to do pękniecia szyby.
      Nasza droga zbudowana jest podobnie. Taka olbrzymia rama podzielona na małe kratki, zrobiona z tego nowego materiału. W środku tych kratek znajdują się płyty wykonane ze zwykłego betonu. Nikt nie wie jak one współpracują ze sobą, bo jak wspominałem, nie ma żadnych informacji. Wiemy tylko, że materiał w tej ramie jest kilkukrotnie silniejszy od zwykłego betonu. Spodziewam się więc, że kurczenie i inne cechy są też dużo inne. Od pewnego czasu, zauważyłem, że płyty betonowe (nie wszystkie, ale wiele) zaczynają pękać, dokładnie na środku. Tak jakby coś je rozerwało. Już teraz woda, deszcze, zaczynają przesiąkać przez te pękniecia. Pamiętajmy, że to nowa droga. Nawet jeszcze ne skończona. Pęknięcia i ich lokalizacja jest bardzo podobna do siebie, wynika z tego, że dzieje się coś nie przypadkowego. To co napisałem, to tylko moje rozważania. Nie ma na to dowodu. Próbuję zwrócić uwagę na to władzom miasta. Oni przyznają się powoli, że może to być poważnym problemem. Nikt jednak nie robi nic w kierunku wyjaśnienia sprawy. Myślę, że każdy jest przestraszony, co może się z tego narodzić. Kto zostanie posądzony o złe decyzje. A głowy mogą polecieć, jeśli naprawdę okaże się, że ta metoda jest błędem. Szczególnie, że Stan Nowego Jorku jest już w trakcie projektowania wielu nowych budów używających tego samego procesu. Jeżeli te wszystkie pękniecia będą musiały być naprawione, to będzie ich kosztowało olbrzymie sumy. Ale i to nie przyniesie rozwiązania. Gdyby się potwierdziło, że mam rację, to pęknięcia te będą dalej nastepowały. 
      Jako wykonawca nie mam z tym problemem nic wspólnego, ale oczywiście będą próby szukania naszej winy. Nie obawiam się, że mogą zrzucić na nas winę. Mimo wszystko to ja buduję tą drogę i wiedząc, że coś takiego się dzieje, nie przynosi mi chwały. Już od dłuższego czasu wznoszę alarm, ale nie ma poważnej reakcji. Ani od miasta, ani od moich szefów. Nie pozostaje mi więc innego niż zastosowanie starej chińskiej mądrości. Ja nic nie widzę, nic nie słyszę i nic nie mówię!

Tuesday, January 23, 2018

Wyzwanie

Został jeszcze jeden miesiąc do końca zimy. Marzec już można wytrzymać. A ja codziennie walczę z pogodą. Nieraz udaje mi się ją pokonać, ale często odchodzę zwyciężony. Trudno jest coś robić w tak niskich temperaturach.
      Dzisiaj zacząłem nową operację. Trochę się denerwuję, bo jest dość ryzykowna. Trzeba liczyć, że wszystkie inżynierskie kalkulacje są prawidłowe. Także, że nie zdarzy się coś niespodziewanego. Spróbuję opisać to w jak najprostszy sposób.
    Mosty stoją na kolumnach. Na każdej z nich, umieszczone jest łożysko. Ono pozwala metalowym belkom mostu na przeuwanie się. Wiadomo że stal zwiększa swoje rozmiary w wysokich temperaturach i kurczy się w niskich. To tak jak kaczorowi w zimnej wodzie.
Mam teraz kolumnę, która podpiera belki stalowe o wysokości dwóch metrów. Na nich leży betonowa droga i cały czas poruszają się samochody. Są więc tam olbrzymie obciżenia. Muszę podnieść tą belkę, wyjąć łożysko, usunąć warstwę betonu z kolumny, wylać nowy beton, założyć nowe łożysko i opuścić belkę. Podniesienie jej, jest na minimalną wysokość, bo na górze jeżdżą samochody.
    Problem jest w tym, że nie ma miejsca na założenie hydraulicznego podnośnika. Zbudowaliśmy więc poszerzenie kolumny, przez przykręcenie do niej stalowej belki. Na niej właśnie umieścimy ten podnośnik, który przez dwa tygodnie musi utrzymać całą drogę. Następnym problemem jest to, że sama kolumna jest w strasznym stanie. Część z niej jest już usunięta, bo się rozpadła. Mam więc nadzieję, że to co zostało, wytrzyma te obciążenia. 
Tak wygląda to poszerzenie

A tu rozpadająca się kolumna.

Od chwily usunięcia łożyska, nie ma możliwości wycofania się z tej operacji. Cały czas będę musiał pracować, ze ściśniętymi kciukami.

Friday, January 19, 2018

Fake News czyli Fałszywe wiadomości

       Zacznę od ciekawostki. Obok mojego biura zrobiłem to zdjęcie. Nie wiem jak niektórzy potrafią dokonać takich sztuczek. Kierowca tego samochodu, potrafił wjechać na ten chroniący pieszych piedestał. Tak się wbił, że zciągnięcie tego samochodu trwało kilka godzin.


Nie na długo można zostawić tematy polityki, bo cały czas coś się dzieje. W Stanach oczywiście najważniejszy temat to Trump. Każdy dzień to olbrzymia nagonka na jego wypowiedzi, działania. Według demokratów, nie zrobił przez cały rok jednej pożytecznej rzeczy dla naszego kraju. A jeśli coś się poprawiło, to według nich są to pozostałości po Obamie. 
     Jest to celowe działanie i przygotowywanie się na następne wybory. Goebels, nazista był wybitnym w prowadzeniu takiej propagandy. On właśnie twierdził, że jeżeli kłamsto powtarzane jest tysiące razy, to ludzie, nawet wiedząc, że to nie jest prawda, zaczynają myśleć, a może jednak coś w tym jest. Później wierzą, że to prawda.
     Tak jest też tutaj. Media opanowane przez demokratów, pływają w kłamstwach i nie ważne, że ich na nich przyłapują. Ktoś przeprosi, ktoś wspomni że się pomylił, kogoś może zwolnią z pracy (a natychmiast dostanie pracę w innej gazecie) ale widomości zostają. A wielu po ich przeczytaniu, nie dowie się że to kłamstwo, bo informacje prostujące, nie są już tak rozgłaszane. Nienawiść do prezydenta jest tak olbrzymia, że ich oślepia. Nie ma takiego prawa, ze Trump może coś dobrego zrobić. Nie dano mu szans do udowodnienia jego zdolności. Od chwili wygrania wyborów jest obrzucany błotem. Demokraci są tak zaślepieni tą nienawiścią, że dla dobra ich celów, nawet sprawy z którymi normalnie by się zgodzili są krytykowane. 
      To, że na przykład reformy podatkowe przynoszą już owoce. Muszę tu zaznaczyć, że akurat dla mnie nie są one korzystne. Ale trudno, ważniejsze jest podreperowanie naszej ekonomii. Dzisiaj na przykład ogłoszono, że firma Apple, właśnie dzięki zmianom w podatkach, przenosi swoją produkcję do Stanów i przez najbliższe lata zainwestuje 350 miliardów dolarów. Stworzy to także 20000 nowych miejsc pracy. O tym jednak mało się mówi. 
    Gazety natomiast wypełnione są innymi artykułami i tu wracajam do tych kłamstw. Wymienię tu tylko kilka z nich.
1. Reporter z New York Times po wyborach Trumpa napisał artykuł w którym udowadniał, że ekonomia USA z tego powodu (wyboru Trumpa) upadnie i nigdy się z tego kryzysu nie podniesie. Już po trzech dniach wydali dużo mniejszy artykulł który wspominał, że może to nie jest prawdą i będzie poprawa ekonomiczna, ale to tylko na krótki czas.

2. ABC Brian Ross, napisał artykuł w którym oskarżył Trumpa o wydaniu polecenia dla jego doradzcy Michaela Flynn o skontaktowanie się z Rosjanami, jeszcze przed wyborami. Prasa podniosła alarm i zmusili Flynna do rezygnacji ze swojej funkcji w rządzie. Po pewnym czasie ABC wycofało tą wiadomość i zawiesiło na pewien okres tego redaktora.

3. CNN oglosiło, że Trump i jego syn miał dostęp do wykradzionych tajnych dokumentów przez WikiLeaks. I znów szał w gazetach aż do momentu udowodnienia, że faktycznie dostał on te dokumenty ale dzień po dniu, w którym WikiLeaks ujawniła je publicznie.

4. Time oskarzył Trumpa o usunięcie wizerunku Martina Luthera Kinga z Białego Domu.  Dużo czasu nie minęło i Time wydał poprawkę, że coś takiego się nie wydarzyło.

5. Washington Post wydał artykuł o manifestacji wspierającej prezydenta, która odbyła się w Washingtonie. Reporter zamieścił zdjęcie, na którym było bardzo mało ludzi i napisał, że Trump nie ma żadnego poparcia i nikt się nie pojawił. To kłamstwo było łatwe do udowodnienia, bo wielu umieściło swoje zdjęcia z ulicami wypełnionymi tłumami. Reporter przeprosił po jakim czasie i powiedział, że użyte zdjęcie zostało zrobione przed rozpoczęciem manifestacji.

6. CNN spreparowało video, na którym pokazują i oskarżają Trumpa, przebywającego w Japonii, o przekarmienie ryb. Pokazują go jak wrzuca pełną torbę pokarmu do zbiornika z rybami. Jak widać nawet takie głupoty interesują media, żeby ośmieszyć prezydenta. Okazało się później, czego nie pokazali, że premier Japonii zrobił to samo przed naszym prezydentem i jest to normalne w tym kraju.

7. Newsweek napisał, że żona polskiego prezydenta Dudy nie chciała i nie uścisnęła ręki Trumpa. Wiadomość została zmieniona, jak sam Duda stwierdził, że to nie jest prawda.

8. New York Times napisł, że Trump ma i ukrywa raport o zmianach w naszej „pogodzie”. I znów poprawka. Raport ten był umieszczony na internecie, przed napisaniem artykułu. 
       Atakują prezydenta nie tylko kłamstwami ale wszystkimi innymi formami. Na przykład o długiego czasu pisali o zdrowiu prezydenta. On musi mieć schizofrnię, nie jest w stanie nas reprezentować. Widać po twarzy i wyglądzie, że musi być chory. Kilka dni temu Trump przeszedł wszystkie badania i okazało się, że jest w świetnej formie i zdrowiu. Zaraz po tym odbyła się konferencja z lekarzem odpowiedzialnym za te badania. To był cyrk. Przez godzinę reporterzy zadawali setki pytań, próbując wyciągnąć coś od tego lekarza i udowodnić, że Trump musi być chory. Czy ktoś kiedykolwiek widział takie cuda? Ludzie zawsze cieszyli się, że prezydent jest zdrowy a tu był szok! Jeden z nich polemizował z lekarzem i twierdził, że jego wyniki muszą być błędne bo przecież Trump lubi jeść z MacDonaldsa. 
     To tylko niektóre z wiadomości. Ale cyrk ten jest powszechny i codzienny. Niestety demokraci nie mogą  pogodzić się z myślą, że przegrali wybory. Nie przyjmują do wiadomości spraw, które są pozytywne dla naszego kraju. Dla nich nie ma kompromisu. Wszystko musi być źle. Jeżeli przyzanliby się, że Trump zrobił coś dobrego, to jest  to przyznanie się do porażki a tego na pewno nie zrobią. Spodziewam się więc, że ataki będą trwały przez najbliższe trzy lata i będzie to zwykła codzienność. A ja mam nadzieję, że przy następnych wyborach wsadzimy im te wszystkie bzdury w ich ..... i będą zmuszeni do następnych czterech lat cierpienia. Ale na to musimy trochę poczekać.

Monday, January 15, 2018

Humor


Tylko humor.



Kumpel do kumpla:
- Wygrałem milion złotych w totka!
- Gratulacje! A co na to twoja żona?
- Odebrało jej mowę!
- Zazdroszczę ci. Tyle szczęścia na raz...

***
Dwóch kolegów rozmawia sobie przy piwku:
- Wiesz, nie spałem ze swoją żoną przed naszym ślubem, a Ty?
- A jakie miała panieńskie nazwisko?

***
Autobus z wycieczką zbliża się do granicy.
- Piwo! Siku! - po raz któryś z rzędu rozweseleni pasażerowie zmuszają kierowcę do zatrzymania.
Po dłuższej chwili, gdy już z powrotem zajęli miejsca w autokarze, kierowca pyta głośno:
- Czy kogoś wam nie brakuje?
Cisza. Po przekroczeniu granicy do kierowcy podchodzi mężczyzna i lekko bełkocząc mówi:
- Nie ma mojej żony...
- No przecież - wścieka się kierowca - przed odjazdem pytałem, czy kogoś wam nie brakuje!
Na to facet:
- Ale mnie jej nie brakuje, tylko mówię, że jej nie ma...

***
- Dlaczego mężczyzna pobudza się ogromnie na widok nagich kobiecych piersi?
- Nie wiadomo, ale tak samo ma na widok dwóch zimnych puszek piwa.

***
Facet budzi się po kilkutygodniowym piciu, cały siny, zarośnięty idzie do łazienki, staje przed lustrem i zaczyna się sobie przyglądać intensywnie przy tym myśląc. Pot wystąpił mu na czoło, zmarszczki się pojawiły, oczy zmrużone. Nagle słyszy z kuchni:
- Mietek! Śniadanie!!
A facet wali się w łeb i mówi:
- No właśnie Mietek!!!

***
Kolację u kobiety może dostać każdy.
Ale na śniadanie trzeba sobie zasłużyć.

***
Rozmawiają dwie przyjaciółki:
- Słuchaj, jaki seks miałam wczoraj!!! Normalnie bajka! Marzenie!
- A z kim?
- Nie, no co ty! Nie powiem nikomu, a tym bardziej jego żonie.

***
W cukierni.
- Chciałem zamówić tort urodzinowy dla żony.
- A ile świeczek?
- Jak zwykle - dwadzieścia sześć.

***



Rozgoryczona sekretarka mówi do szefa:
- Ja ze swoimi dwoma fakultetami (dotyka piersi), wąską specjalizacją (przejeżdża ręką po talii) i dużą wiedzą ogólną (poklepuje się po pupie) znajdę sobie pracę. A pan, ze swoim miękkim charakterem nie dojdzie do niczego!
***
Są trzy wielkości (u) mężczyzn:
Mały, średni i o Mój Boże!
***
Mąż wkurzony do żony:
- Wyobraź sobie, że ten nowy sąsiad z 8 piętra powiedział mi, że spał ze szystkimi kobietami z tego bloku poza jedną!
- Hmm... - zadumała się żona - to musi być ta Kowalska z 2-go.
***
- Mamusiu, czy mogę iść się pobawić?
- Z tą dziurą w rajstopach?
- Nie... Z tą Jolą z drugiego piętra.
***
- Jak patrzę na ładną dziewczynę, to znów chciałbym mieć dwadzieścia lat!
- Chyba głupi jesteś! Za kilka minut przyjemności chciałbyś znów czterdzieści lat pracować!?
***
Abstynent to człowiek o wyjątkowo ubogiej wyobraźni.
Nawet nie może wymyślić powodu, żeby się napić...
***
Kiedyś składano ofiary z dziewic.
Dziś, aby pozostać dziewicą, trzeba być niezłą ofiarą

Wednesday, January 10, 2018

Kolejny wypadek

     Jestem jeszcze w pracy i trochę poruszony. Dzień zaczął się od wiadomości, że jeden z moich pracowników umiera w szpitalu po ataku serca. Ma 46 lat. Już wiadomo, że nie przeżyje. Kwestia tylko odłączenia go od maszyn. 
    Później byłem na autostradzie z moimi pracownikami. W pewnej chwili zauważyliśmy mężczyznę ( wyglął na bezdomnego), który zaczął przechodzicć przez drogę. Nie było korków, więc samochody poruszały się z dużą szybkością. Niektórzy krzyknęli żeby zawrócił. Ale on zdecydował się przejść. Na środku zatrzymał się i w tym momencie został uderzony przez ciężarówkę. Wyleciał w powietrze i dostał drugi raz. Ciężarówka stanęła zaraz przed jego ciałem. Pogotowie zjawiło się w ciągu kilku minut. Próbowali go ratować, ale to tylko z obowiązku, bo widać że nie żył. Już nie wiem który to wypadek, którego bylem świadkiem.
Trudno otrząsnąć się z takiego doświadczenia. Tym razem wyglądało to na samobójstwo, bo wyraźnie stanął i odczekał chwilę. Szkoda mi tego kierowcy, bo nie wiem jak bym się czuł, gdybym był na jego miejscu.


Sunday, January 7, 2018

Wakacje w Rewie, Gdańsku i Golinie 2017

   Zasypani śniegiem i schowani w domu przed nietypowo długo trzymającym mrozem. Codziennie mamy około minus piętnaście stopni Celsjusza. Wychodzimy więc z domu jak musimy. Jedyna pozytywna rzecz to nie muszę zdejmować światełek z drzew i krzewów. Wyczekam do cieplejszych dni. Wewnątrz zacząłem rozbierać choinki. Na razie zrobiłem to na parterze. Dziewczyny zażyczyły sobie pozostawinia góry na przynajmniej jeszcze jeden tydzień.
     Dało mi to trochę wolnego czasu i skończyłem długo odłożony film z mojego pobytu w Polsce z ostatniego roku. Kiedy zacząłem go produkować, po obejrzeniu mojego materiału, okazało się, że większość to sceny z dziećmi. Kręcąc film, nie myślałem o tym, ale powód jest bardzo prosty. Są one milsze do filmowania niż Ci starsi, którzy są już nudni. Ha, ha. Jeszcze jedna rzecz. Nieraz po moich imprezach, niektórzy mają „pretensje”, że nie ma ich na filmie. Jest to łatwe do wytłumacznia. Robi się zdjęcia i film tym, którzy coś robią a nie siedzą schowani w kącie. Niektórzy o tym bardzo dobrze wiedzą i sami wciskają się w obiektych. Właśnie oni mają zawsze najwięcej ujęć. I tutaj też można to zauważyć. Hania na przykład, chciała być fotografowana i cały czas wchodziła mi w kamerę a moja Princess Nina, cały czas się chowała i nie chciała mieć robionych zdjęć. Tak więc następnym razem trzeba mieć to na uwadze. Chyba że ktoś nie chce mieć takich pamiątek.  
    Tak więc poniżej dwie części. Pierwsza z Rewy, Gdańska i Sopotu.

Druga z Goliny.


Thursday, January 4, 2018

Royalton Riviera Cancun

   Pierwszy raz jechaliśmy na wakacje, których celem był tylko wypoczynek. Bez żadnych planów a może inaczej. Z planami lenistwa. Hotel Royalton Riviera Cancun dostaliśmy w ostatniej chwili i nie mieliśmy dużego wyboru, bo inne były już wysprzedane. Normalne, jeśli planuje się wakacje w okresie sylwestra. Nie oczekiwaliśmy więc wiele. Jest to nowe miejsce, otwarte dopiero trzy lata. Zacznę od cech negatywnych
Jest on odizolowany od świata. Dojazd do miasta i atrakcji zajmuje więc trochę czasu. W naszym wypadku nie istotne, bo nie mieliśmy takich planów. Wygląd zewnętrzny też bardzo ubogi. Dojeżdżając do niego spodziewaliśmy się więc najgorszego. Ale to, było to najgorsze. Wewnątrz bardzo ładny. Szczególnie pokoje. Wygodne, duże i bardzo czyste. Balkon z widokiem na basen i ocean. Mieszkaliśmy w części, która była oddzielona od reszty i tylko dla dorosłych. Trochę drożej, ale za to dużo spokojniej. 









     Basenów bardzo dużo, ale z nich nie korzystaliśmy. Dość płytkie do pływania i ponieważ wszędzie były bary w wodzie, wypełnione ludźmi pływającymi w alkoholu. Codziennie więc korzystaliśmy z plaży nad oceanem.




Wstawaliśmy o 7 rano. Wychodziliśmy na plażę zająć nasze leżaki. Następnie śniadanie i powrót na plażę. Słońce, czytanie książek. Spacer po wybrzeżu,









opalanie, kąpiel w oceanie, opalanie, spacer po hotelu i zatrzymanie się na lunch, opalanie, czytanie, kąpiel, opalanie, obiad, kawa z papierosem i przyglądanie się jakimś atrakcjom i na zakończnie odpoczynek po ciężkim dniu w naszym pokoju.
     Na plaży cudowna pogoda, co chwila przesuwają się białe chmurki. A Ty wpadasz w coraz większe lenistwo. Po jakimś czasie zapominasz o codziennych problemach i ciężkiej pracy. Coraz trudniej jest cokolwiek zrobić. Kiedy Wieśka zapyta czy może chcemy sobie pospacerować , masz jedyna odpowiedź: może troche później. A może popływamy: później. Jedyna rzecz na którą Cię stać to czytanie książki. To raczej z nudów. Przyglądasz się ludziom. I chociaz jesteś w kiepskim stanie fizycznym, codziennie zwiększa nam się waga, to tutaj jest miło oglądać innych o dużo gorszym wyglądzie. I wtedy robi się przyjemniej. Już nie jesteśmy tacy grubi. Patrz Wiesia na tą co idzie! Ale gruba, ledwie ciągnie nogami.
Bo nie ważne w jakim stanie my jesteśmy ale w jakim są inni. Poszukaj sobie odpowiednie towarzystwo i wśród nich możesz wyglądać jak gwiazda filmowa.


    Raczej z obowiązku wychodzimy popływać.





Fale są małe i woda zimna. Ale to tylko złudzenie bo ciało rozpalone od słońca. Po chwili jest już przyjemnie. Niestety pływanie w oceanie nie jest moim ulubionym, wolę jeziora. Słona woda dostaje sie do ust i tego bardzo nie lubię. Na falach unoszą się zielone rośliny. Pod wodą coś cały czas mnie dotyka. Po chwili zdaję sobie sprawę że to ryby. Nie wiem dlaczego ale próbują coś uskubać z naszych nóg.
      Meksyk był zawsze pełen Amerykańskich turystów. Teraz jest tutaj pełno Europejczyków i Azjatów. Poznać to można nie tylko po językach. Amerykanie na wakacjach są inni. Każdy wita się z uśmiechem i pozdrowieniem. Europejczycy tego nie robią. Także w restauracjach większość z nich nie zostawia napiwków.
     Przyglądam się Chińczykom. Zawsze zaskakują mnie swoim zachowaniem. Codziennie obok nas leży młodziudka para. Pierwszy dzien przeleżeli nic nie mówiąc do siebie, nic nie robiąc. Otwarty parasol, okulary, zawinięci w ręczniki i spali. Od killu dni spacerują po plaży.




Co kilka lub kilkanaście metrów zatrzymują się i on robi jej zdjęcia. Ten sam ocean, ta sama plaża, podobne pozy. Ale on ją ustawia. Teraz ręka na boku, teraz machnij, teraz zegnij się, etc. przez te trzy dni przeszli obok nas przynajmniej 10 razy. Google może wykorzystać ich zdjęcia do pokazania map tego wybrzeża. 
Dużo zakochanych. Poznać, bo kobiety wiszą na facetach jak tylko mogą.



Wielu bez przerwy filmuje się na telefonie i prawdopodobnie wszystko znaleźć można na Facebook.


Mało się kąpie a prawie nikt nie pływa. Coraz mniej ludzi potrafi pływać, szczególnie w oceanie.


Są tu nawet muzułmanie i ich kobiety osłaniają swoje ciała nawet w kąpieli.


I rewia kostiumów kąpielowych. Na przykład tego, przykrywającego prawie całe ciało ale tyłek wystawiony na słońce. 


    Jedzenie jest tu wszędzie. Restauracje - Japońska, Dwie Meksykańskie, Śródziemnomorska, Steak House, Włoska i Bar (olbrzymi) ze wszystkim. Oprócz tego przy basenach rozstawiają się budki, gdzie serwują hamburgery, meksykańskie i inne dania. Jest tu też wiele kawiarni, barów, miejsc z lodami, ciastkami. Prawdziwy raj dla lubiących jeść i pić. 






      Jest więc tu wielu grubasów. Była tu jedna, która nawet nie wstawała. Mąż przynosił jej cały czas posiłki a on obracała się na bok i jadła na leżąco. Ważyła powyżej 300 kilogramów.
  Zawsze można było się załapać na jakąś zabawę. Na przykład w jednym z basenów, zaczęli wypuszczać pianę. Przy dobrej muzyce, drinkach dobrze się w tym bawiliśmy.






 Szczególnie wieczorami, organizowane były imprezy. Wieczór Karaibski. Stoły na plaży, jedzenie także i występy wyspiarzy żonglującymi ogniem.





Sylwester odbył się przy głównym basenie. Muzyka taka sobie. Ale nie spodziewaliśmy się innej. Obiad zarezerwowaliśmy w meksykańskiej restauracji na godzinę dziewiątą. Tak żeby obejrzeć zaplanowany przez nich show i potem wyjść na zabawę. I tutaj najnieprzyjemniejsza chwila na wakacjach. Przy naszym stole trójka z Portugalii, spóźniła się na swoją godzinę. Mieli być o siódmej i nie chcieli odejść od stołu. Czekaliśmy tam 45 minut i na koniec, poważnie wyprowadzeni z równowagi zrobiliśmy awanturę. Dopiero po tym dano nam inny stół. Po obiedzie zabawa.







   W ostatni dzień pogoda zaczęł się trochę psuć. Ale my swojego już użyliśmy. Teraz wróciliśmy do rzeczywistości i to strasznej, bo temperatury w Nowym Jorku są w okolicy minus 15 stopni Celsjusza.
Z samolotu widać rzeki zcięte lodem.


Niestety, trzeba się do tego przyzwyczaić.