Monday, September 25, 2017

Pożegnanie Namibii

 Ostatni dzień safari wypełniony był spotkaniami  z najróżniejszymi stworzeniami. Przede wszystkim nosorożce. Trudno je odszukać, bo jest ich bardzo mało, ale także chowają się one przed ludźmi. Tym razem też przejechaliśmy obok i dopiero po moich okrzykach, żeby wrócić, odkryliśmy stojącą matkę z dzieckiem. Były idealnie schowane za krzakami, więc zdjęcia nie są niestety najlepsze.

 
    Myślałem, że to biały nosorożec, ale okazuje się, że białe nie są białe a czarne, czarne. Obydwa gatunki są szare, a różnią się innymi szczegółami. W momencie podjechania, rozpoczęcia obserwacji, para oddaliła się i zniknęła wewnątrz gęstych krzaków. Niestety, starciliśmy je z oczu.
    Spotkaliśmy natomiast  bardzo dużo słoni. Niektóre zaspakajające pragnienie w pobliskich dziurach z wodą.



 
   Inne spacerujące po wypalonych terenach Etosha Park.



   Następne spotkania. Królowie afrykańskich stepów, lwy.


 
Niezliczone ilości żyraf. Pierwszy raz oglądałem je w tak dużych stadach. Szczególnie efektownie wyglądały pijąc wodę.






    Przy pobocznym drzewie odkryliśmy siedzącą na ziemi sowę ze swoimi pisklętami. Trochę dziwne, że były one na płaskim terenie. Łatwa zdobycz dla drapieżników. Może małe wypadły z gniazda? Siedziały tam nieruchomo i tylko matka kręciła co chwila głową, otwierając oczy lub jedno z nich.



  Okazało się że po drugiej stronie drogi, na innym drzewie, siedział ojciec i pilnie obserwował rodzinę. Gotowy do obrony jeśli była by taka potrzeba.



   
     Przy drodze siedział piękny hornbill i rozkoszował się posiłkiem z jakiegoś stada robaków, mrówek? Co kilka sekund wyciągał je z wyschniętej trawy i połykał.



   Przy samej drodze chował się w cieniu drzewa najmniejszy przedstawiciel antylop, śliczny Dik-Dik.




   Na patelni wyschnitego jeziora, wylegiwały się geparty. Nie probówały się chować, czyli po posiłku, z pełnymi brzuchami.



    Pasące się duże stado moich ulubionych kurek.



I wiele innych, typowych dla tych terenów zwierząt.





     W pełni usatysfakcjowani wracaliśmy do naszego obozu. Zawsze trochę smutny wieczór, wiedząc że trzeba wracać do rzeczywistości. Trzeba się jednak cieszyć, że spelniło się jeszcze jedno marzenie, nie było żadnych nieprzyjemnych wypadków i zobaczyłem to co miałem w swoich planach. Teraz spokojnie można postawić następny haczyk, przy kolejnym miejscu na mapie świata.
     Na dzisiejszy wieczór zaplanowane zostało jedzenie z BBQ. Antylopy, wołowina, kurczaki.


Ostatni wieczór spędzony z naszym przewodnikiem Henkiem.



   Śpiewali nam afrykanńskie melodie pracownicy tego obozu.



Powrót to już tylko jazda przez 5 godzin. Nie było to już tak bardzo interesujące, bo lecieliśmy tym razem asfaltową drogą. Jedynie zatrzymanie się w wiosce na lunch. Po drugiej stronie znajdowały się stragany z wyrobami tubylców. Poszliśmy tam na zakupy ale bardzo krótkie, bo nie lubię jak mnie tak atakują. Każdy z handlarzy wyskakuje z tych sklepików i różnymi sposobami próbuje Cię zmusić do wejścia do jego sklepu. Gdyby tego nie robili, kupił bym więcej a w tym wypadku szybko uciekliśmy.



    Tak skończyła sie przygoda w Namibi.
Może tylko dodam, że dwa dni przed jej zakończeniem, złamał mi się ząb i połowa która została, przecinała mi policzek. Trochę więc cierpiałem. Na dodatek w samolocie złapałem jakiegoś wirusa i wróciłem już z obolałym gardłem i jamą ustną. Pozbyłem się tego dopiero po całym tygodniu. Ale nie mam prawa narzekać. Za te wszystkie przyjemności to bardzo mała cena.

Sunday, September 24, 2017

Weekend

    Sobota w pracy a dzisiaj praca w domu. Zespuł się kran do wanny i od dawna rozkręciły sie kurki przy umywalce. Postanowiłem więc to naprawić i bardzo żałuję. Zmarnowałem całą niedzielę. Drewniana szafka na której jest umywalka jest dość mała i z moim wielkim, rozpasionym cielskiem nie dało się w niej zmieścić. Wchodziła tylko jedna ręka i głowa. Spróbujcie porozkręcać zardzewiałe śruby i inne drobiazgi w takiej sytuacji. Przy okazji trochę wypraktywowałem polskie, bogate słownictwo a dorzucałem angielskim. Nie dało się naprawić, więc musiałem kupić nowe krany i ale porozkręcać stare i założyć nowe. Teraz jest wieczór i zostało mi kilka godzin na relaks.

     A żałować mam czego, bo był to jeden z ładniejszych weekendów jesieni i może lata. Dzisiaj było 33 stopnie Celsjusza. Cały poprzedni tydzień to piękna pogoda i codziennie w pobliżu 30 stopni. Następny, zacznie się podobnie ale pod koniec ma spaść do 22 stopni. Też pięknie.

Drzewa już wiedzą że coś nie tak i niektóre zaczynają zrzucać liście, ale większość jest dalej w pełnej zieleni. Także wszystkie kwiaty dalej kwitną w naszym ogrodzie.

   Oglądamy w telewizji huragany w Teksasie, na Florydzie. Zniszczone wyspy Karaibskie, Puerto Rico. Trzęsienia ziemi w Meksyku. A tutaj przepięknie. Myślimy na emeryturze przeprowadzić się do cieplejszych Stanów, także o niższych podatkach. Ale jak popatrzy się na to wszystko co się tam dzieje, to zaczynamy się zastanawiać czy warto.

    Ale na razie korzystamy z tego co mamy. Albo nie, jesli musimy coś naprawiać w domu.

Wednesday, September 20, 2017

Safari

  Zostały nam dwa dni safari. Coś co trzeba przeżyć, trudno przekazać to na kartce papieru. Tym bardziej, że trzeba być miłośnikiem takich przygód. Niektórzy wolą oglądać kobiety pokazujące nowe kreacje, inni sportowe zmagania. Dawno temu uważałem Birdwatchers za dziwaków. Jak długo można przyglądać się ptakom. Teraz można mnie podłączyć do tej grupy ludzi. Samo poszukiwanie zwierząt może być nudne. Przejechać można duże dystanse i nic nie zobaczyć. Tutaj potrzebna jest cierpliwość i pasja do przebywania  w takich miejscach.
    Można  w tym czasie zachwycać się widokami, można głęboko oddychać i zapamietywać tak inne zapachy od tych które znamy.  Trwa zabawa w wyszukiwanie ukrytych zwierząt. Przewodnik, wytrenowany w tej zdolności wyprzedza nas w większości wypadków, ale nieraz udaje mi się odkryć coś pierwszemu. Przyglądanie się zwierzętom, ich zachowaniom i próba zrozumienia tego co robią.










    Żyrafy pijące wodę, podrywają głowę co kilka sekund. Wygląda to na strach przed zbliżającym się lwem. Jest to tylko część prawdy. Ponieważ ich szyje są bardzo długie, serce musi bardzo podwyższyć ciśnienie, żeby krew doszła do głowy. W momencie jej opuszczenia staje się to dla nich niebezpieczne. Można doliczyć najwyżej do ośmiu i wiadomo że żyrafa podniesie głowę, inaczej by zemdlała. Nie potrzebują dużo wody. W przeciwieństwie do innych zwierząt wystarczy im skorzystanie ze źródła tylko raz dziennie. Powodem jest zdolność jej utrzymywania w swoim ciele. Jedno z nielicznych zwierząt które się nie poci. Chociaż obawiają się lwów, nie są one bardzo zagrożone. Lwy ich nie atakują, lub bardzo rzadko. Żyrafa potrafi z łatwością zabić lwa jednym kopnięciem.





    Zebry stojące nieruchomo na tym pustkowiu. Każda w biało czarne pasy ale nie znajdzie się nigdy takiej samej. Każde zwierzę dostosowało się do terenów na których żyje, żeby stało się mniej widoczne dla drapieżników. Czemu więc zebra jest tak widoczna? Kiedy są w grupie, a zawsze są, mylą one przeciwnika. W czasie ruchu, ucieczki, nie jest się pewnym ile ich tam jest. Zawsze żyją w grupach. Bronią swoich przyjaciół, szczególnie poranionych robiąc wokół nich koło. Stoją nieruchomo w tych upałach, żeby zaoszczędzić energię. Nieraz odpoczywają z pomocą towarzysza, opierając głowy na ich grzbietach. Śpią na stojąco, ale zdarza się że kładą się na ziemi.


 
  
    Strusie. Żyją w parach, ale w czasie składania jaj i wykluwania, pozostają w dużych grupach. Jeżeli widzi się, tak jak na zdjęciu które zamieściłem poprzednio, jednego lub kilka z dziesiątkami małych, to nie znaczy, że one są matkami wszystkich. Są w tej chwili ich opiekunkami. Można zauważyć, że nieraz połykają kamienie. Każdy z nich ma ich około kilograma w żołądku. Strusie nie mają zębów. Połykają więc pożywienie i żeby łatwiej je strawić dorzucają trochę kamyszków. Miażdżą one w żołądkach ten pokarm i trawienie jest już dużo łatwiejsze. I nie, nie chowają one głowy w piasku! Mit! Po prostu w czasie niebezpieczeństwa opuszczają bardzo nisko głowy, żeby być mniej zauważalnym. Ale w razie bliższego niebezpieczeństwa, natychmiast reagują.



     Każde inne, mniejsze czy większe ma coś charakterystycznego w swoim zachowaniu. Dzięki temu, że jestem z przewodnikiem, mam możliwość wypytać się o to czego nie znam, czy nie rozumiem. Powoli staje się częścią tego wspaniałego świata. Niestety ludzie tak tego nie widzą. Co chwila słychać o wybijaniu zwierząt dla zwykłej przyjemności lub zarobku na zdobytych trofeach. Ciekawostką jest, że kontrolują tu bardzo chińczyków. Na przejściach granicznych i w lokalnych miejscach. Wariują oni na punkcie zdobycia sproszkowanego rogu nosorożca. Uważają że ma one cudowne właściwości. Następny mit. Mają one takie same właściwości jak nasze paznokcie.

Tuesday, September 19, 2017

Etosha Park





         Dostajemy się do naszego Etosha Safari Lodge. Szybko załatwiamy formalności z recepcjonistą. Zostawiamy walizki w pokoju i sprawdzamy jak wygląda nasz hotel. Prawie codziennie mieszkamy w innym, więc nawet się nie rozpakowywujemy. Wyciągamy tylko świeżą koszulę, spodnie i zostawiamy walizki w niezmienionym stanie. Tym razem jest to bardzo duży hotel. Olbrzymia restauracja z tarasem.


Poniżej duży basen.




 i duży taras, z którego wszyscy ogladają zachód słońca, co w tym kraju jest bardzo polularne.




     Ale jeszcze dzisiaj wyjeżdżamy na pierwszą wycieczkę w głąb parku. Moje wakacje są dość krótkie, tak więc próbuję nie marnować czasu i wykorzystać każdą godzinę.
    Zaraz za bramą hotelu robię zdjęcie czemuś ciekawemu.




    Może pokażę to w zbliżeniu. To zdjęcie jest z samego centrum poprzedniego. Teraz widać ile tam było ptaków. Tysiące. Szkoda tylko, że nie udało mi się sfotografować samego przelotu tej chmury ptaków. Wyglądało to imponująco.




Unoszą się co jakiś czas i przelatują jak wielkie chmury.
    Etosha Park, sławny jest z dziur z wodą. Niektóre naturalne, inne stworzone przez człowieka. To jedyne miejsca w których zwierzęta mogą napić się wody. Przy każdej z nich zauważyć można zmieniające się grupy. Jednak robi się pusto, kiedy pojawiają się lwy. A one wiedząc o tym znęcają się nad innymi, leniwie wylegiwując się przy ich brzegach.






 Wszyscy inni oczekują w bezpiecznej odległości na moment ich odejścia.






      Mijamy wiele ciekawych zwierząt, między innymi parę strusi z dziesiątkami malutkich. Okazuje się, że to nie są tylko ich pisklęta. Strusie dzielą się pracą wychowania i ochrony małych. W jakiś sposób kilka z nich zostaje z młodymi a reszta zajmuje się czymś bardziej interesującym.






Kilka innych ciekawych ptaków.




    Na środku drogi stoi ziemna wiewiórka, która nie chce się usunąć. Dopiero jak na nią prawie wjechaliśmy, odeszła na pobocze.




       To miała być taka przystawka przed jutrzejszym dniem.
W hotelu jak zwykle spożywamy dobry obiad i udajemy się na spoczynek. Tylko Henk narzeka, że u niego w pokoju nie ma ciepłej wody.