Tuesday, July 4, 2017

Czwarty Lipiec

    Kończy się dodatkowy dzień wolny, czyli święto 4-go Lipca. Jak już wspominałem, nie zamierzałem robić nic ciekawego. Przy nieprzerwanie pięknej pogodzie, bawiłem się pracą w naszym ogrodzie. W lipcu wygląda najładniej, bo kwitną wszystkie kwiaty.  Większość prac jest skończona i od dzisiaj, zostaje mi tylko podlewanie i sprzątanie.







   Grażyna. Jak rozmawialiśmy w Polsce, to wspominałem o tych hostach. Są one łatwe do sadzenia i nie trzeba nic przy nich robić. Co roku rosną trochę większe. Są w różnych kolorach i także kwitną w lipcu. Rosną w cieniu i słońcu, są więc bardzo praktyczne do wypełnienia pustych miejsc.




   Muszę wspomnieć i pochwalić się, że Elaine skończyła następne studia. Do dyplomu w kierunku artystycznym, doszły jej z Biologii i mniejszy z Psychologii. Wytłumaczenie. W Stanach można studiować w jakimś kierunku (jak Elaine biologie), ale jak się bierze wystarczająco dużo przedmiotów z innego kierunku, można dostać minor (mniejszy) w tym kierunku. 
Zobaczymy co będzie dalej. 
    Następne zdjęcia z tych odnalezionych w Polsce.






Sunday, July 2, 2017

Leniwy weekend

Kończy się weekend, ale nie narzekam, bo była piękna pogoda, relaks i jak zwykle trochę pracy. Ponownie musiałem przycinać krzewy. Słoneczna pogoda ale z przelotnymi deszczami powoduje ich szybki rośnięcie. Trochę opalania, czytanie książki, jacuzzi, etc. Małe poczucie winy, że tak leniwie spędziłem te dni. Potrzebne mi to było bo następne dwa weekendy będę musiał pracować na swojej budowie. To znaczy soboty i niedziele. 
    Na zewnątrz domu, spotkałem odpoczywającą sarnę. Nie jest tou nas coć niezwykego. Nie boją się one ludzi. Można dojść do nich nawet bardzo blisko. 





    Następnych kilka zdjęć rodzinnych.


Siostry - Kazia, Hela, Cela i Mama a w srodku Babcia i Siostra Iluminata

]

Nasz samochód - Warszawa


Mama z ojcem a z lewej Ciocia Jadzia z mężem


Rodzinka Sparażyńskich


Ola z nieznanym partnerem a w tle rodzice


Po prawej ojciec, z  księdzem Wudarskim i kuzynką



Friday, June 30, 2017

Odnalezione zdjęcia

    Piątek. Jak fajnie by było, gdyby socjaliści utrzymywali się przy władzy i wprowadzili cztery dni pracy zamiast pięciu. Chociaż bym się z tym nie zgadzał, miło by było przegrać taką wojnę. A co mnie obchodzą następne pokolenia, które by za to płaciły.
     Tym razem mamy weekend, w poniedziałek do pracy ale za to wtorek wolny bo u nas święto narodowe - Independence Day. Jak zwykle wiąże się to z fajerwerkami i spędzeniem wieczoru przy BBQ. W Polsce oglądacie największe pokazy sztucznych ogni, na przykład w Nowym Jorku. Pokazy są jednak w każdym miasteczku. Robione są nie tylko czwartego Lipca, ale często w dni poprzedzające. Już wczoraj słyszałem wybuchy tych większych gdzieś w pobliżu Cresskill. Tak będzie codziennie aż do wtorku. 
    Nie mamy zamiaru iść na ich oglądanie. Byliśmy tam wiele razy a jest to bardzo uciążliwe. Żeby zająć dobre miejsce, trzeba się tam znaleźć wiele godzin przed pokazem. Powrót do domu to makabra. Wolimy spędzić ten dzień u siebie.
     Ta część zainteresuje tylko moją rodzinkę. Będąc w Polsce odkryliśmy wiele starych zdjęć w kuferku rodziców. Zabrałem ze sobą wiele z nich. Niektóre bardzo zniszczone. Próbuję je wszystkie odświeżyć, usunąć skazy, pęknięcia, polepszyć jakość. Trochę to zajmie czasu. Za każdym razem wejścia na mój blog, zamieszczę te które już poprawiłem.
   I tutaj są pierwsze z nich.
Babcia Gienia, Dziadek Antoni, Wujek Zdichu, Ojciec, Wujek Roman i Mama

Mama, Tata i Ola


Ola ze Zdichem Szumanskim

Ola, Ciocia Ala, Pani Gadzinowska, Mama

Trzeci od prawej Ojciec


Mama, Ta pani obok to zapomnialem nazwiska, miala dwie corki, siostry przypomnijcie mi, Pan Korzeniewski, Maryla, Pani Gadzinowska
A dzieci to Ania Gadzinowska i Grazyna


Tu pamiec zawodzi.
Stoją - Ojciec, Dziadek rodzina brata dziadka (?)
Siedzą dwojka braci dziadka, babcia, brat dziadka z Anglii z żoną


Monday, June 26, 2017

Bezdomni

    W piątekj spotkało mnie coś ciekawego. Wracałem do domu po pracy. Zaraz przed mostem Washingtona, pod małym mostem, zamieszkują bezdomni. Zbudowali sobie mieszkania, oddzielone od siebie różnym sprzętem  i przedmiotami. W okresach dużego ruchu samochodowego, stoją tam na drodze i proszą o pomoc. Każdy z nich ma inną metodę. Jeden udaje (lub nie) weterana wojska. Stoi zawsze wyprostowny i salutuje. Inny trzyma napisy, które mają być zabawne. Inny po prostu żebrze. 
    Od długiego czasu mówi się, że ludzie są mało wrażliwi, nie pomagają innym, dbają tylko o sobie. Nie myślałem dużo na ten temat. Nie uważam jednak że to jest prawdą. Myślę, że ludzie stali sie ostrożniejsi. Nauczyli się, że między nami jest wielu którzy zrobią wszystko żeby Cię oszukać i wykorzystać. Dowiadujemy się o setkach organizacji, które mają na celu pomoc, ale większoć pięniedzy idzie do ich prywatnej kieszeni. Tylko mały procent trafia do celu na który miały być one przekazane. 
Podobnie jest z tymi błagającymi o pomoc.  Sam byłem świadkiem, jak po wielogodzinnym żebraniu, człowiek ten dochodził do samochodu, przebierał się w normalne ubranie i odjeżdżał do swojego domu. 
      W piątek byłem świadkiem, czegoś innego. Ludzie są chetni do pomocy, chcą jednak być pewni, że dają taką pomoc komuś kto jej potrzebuje, lub daje coś w zamian.
     Jadąc po tej drodze, spotkałem tego żołnierza. Nikt nie dawał mu pieniędzy. Zaraz za nim, zuważyłem kobietę, która nachylona była nad krawężnikiem i zbierała śmieci do plastikowego worka. Sprzątała ulicę. Nie jestem pewien czy robiła to bo chciała mieć czysto w pobliżu swojego „mieszkania” czy była na tyle mądra, że wiedziała że coś takiego może poruszyć ludzi. Mimo wszystko, robiła coś pożytecznego. Wiele samochodów zatrzymywało się i ludzie wołali ją do siebie, dając jej różne sumy. Ja sam to zrobiłem.  Muszę dodać, że śmierdziała tak, że trudno było podać jej pieniądze do ręki.
      Podobnie jest ze wszystkimi zapomogami. Nikt nie protestuje i nie zgadza się z pomacą dla biednych. Nie jest jednak zdrowe, rozdawanie pieniędzy bez czegoś w zamian. Jeżeli dajemy pieniądze osobom, które (oglądałem to w telewizji) mówią, że już drugie pokolenie w rodzinie jest na zapomodze, bo nie może znaleźć pracy to mnie krew zalewa. Cała rodzina z którą był wywiad, była obrzydliwie otyła. Nie dziwić się, jeśli całe dnie oglądają telewizję i nic innego nie robią. Powinny być coś za coś. Nie masz pracy, my Ci pomożemy, ale w zamian za to, na przykład, musisz przychodzić do sprzątania parku. Chyba że ktoś ma problemy ze zdrowiem. Ludzie nie mieli by żadnych zastrzeżeń w pomocy takim osobom. Tak samo jak w wypadku tej sprzątającej ulice kobiety.

Friday, June 23, 2017

Golina

  Po powrocie do naszego miasteczka, spędziliśmy tam kilka dni. Trafiłem na dwa szczególne. Jeden to Boże Ciało. Ostatnim razem w Polsce byłem w tym okresie 40 lat temu. Nie było to już tak bardzo uroczyste jak za dawnych lat, ale przypomniały mi się chwile spędzone z moimi rodzicami. 






  W ostatni dzień przed wyjazdem załapałem się na dni Goliny. Nie spędziliśmy tam dużo czasu, bo musiałem się przygotować do powrotu. Przyjemnie bylo pospacerować po parku i zobaczyć jak bawią się mieszkańcy mojego miasteczka. Nie trzeba wspominać, że dzieci miały więcej zabawy niż my, korzystając z różnych atrakcji zorganizowanych z okazji tych dni.







      Jednego dnia weszliśmy do Golińskiej restauracji. Okazała się bardzo ładnym miejscem i z zaskakująco smacznym jedzeniem. 


    Zaraz obok niej zanjduje się dom w którym spędziłem swoje dzieciństwo. Jest odnowiony


  ale brama od tyłu pozostała z dawnych lat.


Ostatnia wieczerza z rodziną i powrót do rzeczywistości.
Lot do Stanów nie był niestety przyjemnością. Wykupiłem drogi bilet na polskie linie lotnicze a one zamieniły się z jakimiś tanimi liniami Atlantic Airways. Radzę każdemu kto lata, unikać tej przyjemności. Nigdy w życiu nie leciałem w tak kiepskich warunkach. Siedzenia były jak dla dzieci. Nie twierdzę, że jestem chudy, ale nigdy nie miałem problemu wsadzić swój tyłek na siedzeniu w samolocie a tutaj ledwie się zmieściłem. Fotele, może raczej krzesłą, nie miały wyciąganej góry pod głowę, więc przez całe 9 godzin lotu nie mogłem oprzec głowy i po zakończeniu lotu, piekielnie bolała mnie szyja. Także siedzenia nie były rozkładane jak w każdym innym samolocie i przelecieliśmy ten lot w pełnej pozycji siedzącej. Nie dało się więc spać. Makabra!
    Jedyny dobry punkt to że było lepiej niż w drodze do Polski.
Najpierw dostałem się w olbrzymi korek na lotnisko. Ja się nigdy nie spóźniam i wyjechałem dużo wcześniej. W samochodzie jednak siedziałem dwie godziny, zamiast 40 minut. Kierowca nie miał żadnego zamiaru, żeby mi pomoc. Siedzieliśmy na prawej linii autostrady, która się prawie nie ruszała a po prawej obserwowałem samochody, które nas spokojnie wyprzedzały. Wreszcie mu troche wygarnąłem, ale okazało się że za późno. Dojechaliśmy na miejsce godzinę przed odlotem. Wybiegłem szybko i zacząłem szukać LOT-u. Niestety nigdzie go nie było. Po dłuższym czasie znalazłem osobę, która mi pomogła w znalezieniu polskiego personelu i tam okazało się, że sprzedano mi zły bilet. Mój samolot odleciał półtorej godziny wcześniej. Nawet, gdyby nie było korków, nie zdąrzył bym na ten lot.
     Osoba, która mi to załatwiała, była na wyspach Karaibskich. Dodzwoniłem się do jej agencji i tam probówałem coś załatwić. Po zwariowanych rozmowach i problemach dostałem nowy bilet ale z lotniska JFK. Teraz byłem w Newark. Natychmiast biorę taksówkę i następne 1.5 godziny jazdy na inne lotnisko. Szybko oddałem walizkę i wiedziałem, że zdąrzę. Nie byłem jednak szczęśliwy. Już bardzo zmęczony zauważyłem, że połowa pasażerów to dzieci i niemowlaki. Połowa płakała i robiła dużo hałasu. Pięękna perspektywa.
   Wreszcie odlot i relaks. Niedługo było jednak cieszyć się szczęściem. Po kilku godzinach lotu i przelocie nad Kanadą, znalezliśmy się nad Atlantykiem. W pewnej chwili usłyszałem straszne krzyki kobiety: ratunku, pomocy!    Okazało się, że ktoś ma atak serca. Zaczęto szukać lekarza ale niestety nikt taki nie leciał. Po chwili zauważyłem na mapie, że samolot zawraca. Nie mogłem uwierzyć w swojego pecha. Może by się zglosic za lekarza i przydusić tego chorego?
   Wróciliśmy do pierwszego możliwego lotniska w Goose Bay. Było bardzo małe i byliśmy jedynym samolotem. Zajęło trochę czasu, żeby wynieść chorego. I tutaj nastepny problem. Nie było nikogo, żeby dolać nam paliwa. Prawdopodobnie musieli kogoś budzić. Tankowanie zajęło 4 godziny. Wysłałem tylko wiadomość do rodziny, z prośbą o powiadomienie wyporzyczalni samochodów o moim opóźnieniu. Bałem się że pójdą do domu. Miałem rację. Gdyby tego nie zrobili, nikogo bym tam nie zastał. Tym razem jednak mi się udało i czekali na tam na mnie.
Zamiast 8 godzin lotu, z przesiadkami, wyczekiwaniem, miałem 18 godzin. 
Jeden z najgorszych lotów w życiu. Z drugiej strony, lepsze to niż jakiś wypadek, trzeba więc się cieszyć.

Thursday, June 22, 2017

Gdansk

Wreszcie zmieniła się pogoda. Po strasznej wiośnie, deszczowej i zimnej, zaczęło się lato. Pięknie, słonecznie, może tylko za dużo wilgotności. Mimo wszystko wolę to niż zimno i deszcze. Mam nadzieję, że tak już zostanie.
      W Polsce było podobnie, ale było też kilka ładnych dni. Wiem o tym, bo właśnie powróciłem z mojego kraju. Trochę się ukrywam z wyjazdem do Polski, bo nie wiem jak wytłumaczyć się przyjaciołom z braku możliwości spotkania. Jest to jednak bardzo trudne, jeżeli pobyt jest tylko 7 dni. Myślę, i przyrzekam, że będą kiedyś narzekać za zbyt częste odwiedzanie, jak pojawię się w Polsce na emeryturze. 
    Czasu brakuje, bo od niedawna postanowiliśmy, że za każdym przyjazdem, spróbujemy coś zwiedzić i przy okazji spędzić razem czas na wspólnych wakacjach. Tym razem wybór padł na okolice Gdańska.
    Zatrzymaliśmy się w Rewie. Pogoda nie pozwoliła nam na pełne  wykorzystanie piękna morza i tamtejszych plaż. 




A mieliśmy do tego możliwość, bo mieszkaliśmy w domku z którego wychodziło się na piaski Bałtyku. Ten z tarasem to nasz domek. 




Zmusiło nas to na opróżnienie pobliskich sklepów z piwem. Rodzinka zmówiła się przeciwko mnie i zmieniali się każdego wieczora przy całonocnej konsumcji tego napoju a ja musiałem wytrzymać każdą noc. Ale to ja na tym skorzystałem.
      Najwiekszą przyjemność miałem przy zabawie z najmłodszym pokoleniem. Ponieważ jestem kimś nie na codzień, dzieciaki lubiły się ze mną bawić a ja miałem większą frajdę niż one same.



 Są przemiłe. Hania z rodzicami, została w Sopocie na dłużej bo brała udział w konkursie piosenki dziecięcej. Tutaj jest jest występ.


   Odwiedziliśmy także Gdańsk i Sopot. Mieliśmy trochę szczęścia z pogodą. Jak jechaliśmy samochodem to padało a w chwili zaparkowania i spacerów robiło się słonecznie. Z przyjemnością spacerowałem ulicami tego miasta.




 Starówka i stary port jest naprawdę piękna. 




   Dzieciaki oczywiście szukały swoich atrakcji. Wszyscy skorzystali z jazdy na diabelskim młynie. No i oczywiście zatrzymywanie się przy każdej budce z lodami czy goframi.




     W Sopocie ztrzymaliśmy się na ich sławnym molu. 




Na samym końcu wiatr był tak silny, że trzeba było dobrze stać na nogach, żeby się nie przewrócić.
    Na drugi dzień powróciliśmy do Sopotu. Tam dzieci skorzystały z zabawy w Aqua Park. 




Ja z Kaziem robiliśmy zdjęcia i film. Byliśmy więc ubrani. Było tak parno i gorąco, że razem wyglądzliśmy jak po wyjściu z basenu.
    Jutro załączę zdjęcia i napiszę coś o reszcie pobytu.