Saturday, July 18, 2015

Vertigo

    W piątkek spotkałem się z kolegami na grę w Brydża. Dawno nie graliśmy. Zawsze coś komuś wypada. Tak prawie stało się wczoraj. Jeszcze przed wyjściem, niespodziewanie zaczęło mi się Vertigo, czyli zawroty głowy. Polska nazwa jest zła na określenie tej choroby. Ja zawsze kojarzyłem to z delikatnym kręceniem sie w głowie, jak po karuzeli. Mając tą chorobe wiem że jest to coś dużo groźniejszego. Już dwa razy byłem na to w szpitalu. Nie jest to może groźne dla życia, ale...  nawet nie wiem jak to opisać. W najsilniejszych atakach, traci się całkowicie orientację. Nie wiem gdzie jest dół a gdzie góra. Wszystko się kręci. Trochę podobnie jak do największego kaca. Nawet wewnątrz swojego ciała, traci się kontrolę na tym co jest gdzie. Ból głowy, odczucia że chce się wymiotować, dezorientacja, uderzenia gorąca, etc. Wszystko to jest uczuciem subiektywnym, sfałszowanym. Po prostu mózg otrzymuje złe informacje. Pamiętam jak kiedyś to dostałem i byłem w pokoju wypoczynkowym i chciałem sie dostać do łóżka w sypialni. Czołgałem się przez pół godziny. Na szczęście nie mam tego często. Od kilku lat się nic nie przydarzyło. Ale wczoraj coś się tam poruszyło. Pojechałem na spotkanie, ale nie czułem sie najlepiej. 
    Dzisiaj jest gorzej. Obawiam się, żeby nie przyszlo to najgorsze. Lekarze powtarzają, że nie ma na to lekarstwa. Powodem jest zapalenie błędnika lub pobliskich układow nerwowych.
    Mam nadzieję, że przez weekend to minie. W tym stanie mogę jechać samochodem, chociaż nie powinienem. Moge mieć problemy z pójściem do pracy. Przeleżę do momentu poprawy. 

Wednesday, July 15, 2015

Nowotwór


 Nowotwór.  Choroba ta powoduje tworzenie się w naszym organizmie dodatkowych komórek, które tam nie powinny się znajdować. Charakteryzują się one szybkim wzrostem. Wrastają one między istniejące komórki, powodując w ten sposób ich upośledzanie. Po zbudowaniu większego guza, przedostają się do naczyń krwionośnych i z krwią docierają do innego miejsca, gdzie ponownie rozrastają się tworząc nowy guz. Gnieżdżąc się tam uszkadzają naturalne komórki i po dłuższym czasie doprowadzają do zablokowania funkcji danego organu i później śmierci. Wycięcie jednego guza nie musi nas wyleczyć, bo rak złośliwy przerzuca się w inne miejsca i dalej atakuje.
        Stany Zjednoczone mają taki nowotwór, którym jest nasz prezydent. Jest nadzieja, że za rok będzie operacja i go wytną. Pytanie jest czy nie za późno i czy ta choroba nie rozprzestrzeniała się tak daleko, że nie jest do uleczenia.
      Porównanie, choć może śmieszne jest bardzo trafne. Guzy to różne agencje rządowe, które są już tak wypaczone, że nie są w stanie prawidłowo funkcjonować. Jedyna metodą naprawy jest ich wycięcie. Niestety jak choroba rozszerzy się jeszcze trochę, to nie ma szans wyleczenia, bo nie można zlikwidować wszystkich komórek rządowych.
        Praca prezydenta nasila się z dnia na dzień. Nie obawia się on już o następne wybory, bo to jest jego ostatnia kadencja. Sra więc na wszystkich i co tydzień pojawia się jakaś nowa ustawa. Przy wielu wspomina (można to zobaczyć w wiadomościach, lub przeczytać), żeby Kongres nie próbował nawet zaprotestować, lub próbować zablokować jego decyzję, bo natychmiast postawi veto. I nic to nie zmieni. To nie jest demokracje. Raczej dyktatura w najgorszym wydaniu.
      Tydzień temu ogłosił amnestię dla czterdziestu kryminalistów. Nie znam szczegółów  o każdym z nich i dlaczego siedzieli w więzieniu, ale wiem, że niektórzy z nich mieli kare dożywocia. Nie myślę więc, że byli za kratkami, bo pokłócili się z żoną. Nasz prezydent jednomyślnie ocenił, że nasz system sądowy jest wypaczony i wiele kar jest za surowych a wiele nie słusznych. Przecież on wie najlepiej i na pewno, każdą sprawę przestudiował dokładnie. Ten co dostał dożywocie, nie zmienione miał to na krótszy okres, ale zwolniony. Wszyscy świadkowie, prawnicy, sędziowie to durnie i trzeba to zmienić. Od dziś on sam bez sądu powinien mieć prawo do wydawania wyroków. Domyślam się wyników. Kupiłeś 2 miligramy heroiny i przy tym jesteś republikaninem, dostajesz 10 lat więzienia. Zastrzeliłeś sąsiada ale miałeś ciężkie dzieciństwo i teraz chcesz to naprawić a jesteś demokratą, należy Ci się ulga i dostajesz tylko karę dwa miesiące w zawieszeniu.
      Tego nie wystarczy.  Nowotwór wypowiedział się także (sprawdźcie w wiadomościach jak mi nie wierzycie), że musi skończyć się niesprawiedliwość w aresztowaniach czarnych i ludzi hiszpańskiego pochodzenia. Za dużo ich jest w więzieniu a za mało białych. Przecież jest równouprawnienie.  Kręci mi się w głowie!
Czyli musi być 50% białych a reszta kolorowi? Więc jeżeli w więzieniach będzie 1000 białych i 1000 kolorowych, to każdy następny czarny złapany na przestępstwie powinien być uniewinniony? Czy po prostu trzeba będzie złapać białego za byle co, żeby wyrównać tą proporcję? Odwrotnie do zatrudnienia. Kiedy nie jest równo, trzeba zwolnić białego, żeby przyjąć czarnego! I to jest coś co proponuje nasz prezydent? I nikt się nie burzy? Prasa nie grzmi? Powtarzam, że nasz nowotwór jest bardzo rozwinięty. Większość komórek jest już skażona i nie reaguje. Obumarłe.
     Ostatnie z nielicznych naszych organów, które jeszcze żyją to wojsko i służby porządku. Ale nowotwór też je zaatakował i powoli niszczy. Policja ma coraz trudniejszą pracę i nie chcą reagować, bo za byle co zostają sądzeni. Stają się zagrożeni w większym stopniu niż kryminaliści. A wojsko? Oglądaliście film ‘Lone Survivor „ - Ocalony? Prawdziwa historia i z różnych opowieści nie jedyna. Z całej grupy żołnierzy przetrwał cudem tylko jeden. Powód? Bali się coś zrobić ze złapanymi podejrzanymi o współpracę z terrorystami i wypuścili ich na wolność, przez co natychmiast otoczeni zostali przez tych uwolnionych i ich kolegów i zastrzeleni. A obawiali się gazet (NY Times) i mediów, że posadza ich o nieludzkie traktowanie więźniów. Wypuszczamy na wojnę młodych chłopców, wiążemy im ręce, zakładamy opaski na oczy i każemy walczyć.
      Hip Hip Huray. Podpisaliśmy „pokojowy” układ z Iranem. Wreszcie ktoś się tym zajął i coś z tym zrobił. Nie rozumiem co wszyscy mają do tego pokojowo nastawionego kraju. Oni przecież też maja swoje prawa. Przyczepiamy się o drobne rzeczy i wypowiedzi przywódców tego kraju. Że chcą wymazać z naszej planety jakiś kraj zwany Izraelem. A czy Wam potrzebny jest ten kraj? No to po co zawracamy sobie z tym dupę. A że przy okazji wspominają, że chcą zniszczyć Amerykę, to tylko taki żart a Wy nie macie poczucia humoru. Co? Ktoś wspominał, że wspierają terrorystów? Że kilka obozów ich szkolenia znaleziono w tym kraju. Nie ma na to stuprocentowych dowodów. A nawet gdyby były, to tylko szkolenie ludzi, którzy walczą o swoja wolność a nie zaraz terroryści.
      Podpisano traktat pokojowy. Od dzisiaj, Iran może legalnie rozwijać technologię wzbogacania Uranu. To tylko dla elektrowni atomowych. A przy okazji może, zbudowaniu kilku bomb atomowych. Czytaliście o warunkach traktatu. Na pewno nie jest to dogodne dla całego świata. W skrócie jak to ma działać. Pewnego dnia komu się coś nie spodoba i zażąda inspekcji wybranego terenu. Iran będzie miał dwa tygodnie czasu na zareagowanie i odpowiedź, która może brzmieć: Nie pozwalamy. Przewodniczący komisji ma trzy dni na zwołanie rady i złożenie protestu. Następnie Iran ma tydzień na reakcje.  Zebrało się tego prawie miesiąc. Nie jest dobrze wyjaśnione co zrobią jak Iran dalej nie pozwoli im wejść, ale nawet gdyby pozwolili to przez miesiąc mogą łatwo ukryć ślady tego co robią nielegalnie. Będziemy bawić się w ciuciubabkę a w tym czasie powstawać będą bomby, które mogą zagrozić nam wszystkim. Oczywiście ja jestem tym który widzi wszystko w czarnych kolorach. Czy nie przypomina to Wam czasów przed drugą wojną światową? Przecież Niemcy nie byli zagrożeniem. Tylko tacy jak ja widzieli to w czarnych kolorach  a wszyscy inni powtarzali, że nic się zdarzyć nie może. Żeby tylko historia się nie powtórzyła.
      Pisałem niedawno o kandydatach na prezydenta. Napisałem także, że będę głosował na Trumpa. Chociaż nie uważam, że jest to poważny wybór. Ale podoba mi się, że ktoś wreszcie mówi to co myśli i nie boi się opinii publicznej. Wygląda na to, że nie jestem jedynym, który zmęczony jest obłudą polityków. W tej chwili Trump wyszedł na pierwsze miejsce wśród Republikanów. To nie znaczy że wygra ale pokazuje jak się czujemy w czasie naszej choroby. W czasie w którym zjada nas nowotwór i wiemy że na to nie ma lekarstwa. Wielu ryzykuje i decyduje się na eksperymentalny lek, który nie musi działać ale może jest jakaś szansa? Inaczej możemy przeżyć te ostatnie dni cierpiąc i przyglądając się jak rak powoli nas pożera.

Tuesday, July 14, 2015

Konfrontacje

        Będę chyba musiał założyć kalendarz i zacznę skreślać miesiące które dzielą mnie od emerytury. Nie mam już tej cierpliwości jak za młodszych lat. Niestety, trochę jeszcze będę musiał się pomęczyć. Pięć lat i sześć miesięcy. 
Kilka dni temu wyszedłem z biura w połowie dnia i przekazałem szefom przez telefon, że biorę dni chorobowe do odwołania. Wiedzieli dlaczego, bo nie wytrzymałem i trochę im nawymyślałem. Pisałem już, że zostawili mnie na pożarcie wilkom i nie mam żadnej pomocy. Ostatnio jednak nie mogę nawet dostać potrzebnego sprzętu, czy specjalistów, np. operatorów maszyn. Czułem się jednak winny, że zostawiłem swoich inżynierów w tej samej sytuacji i wróciłem następnego dnia. Przynajmniej szef zareagował i na drugi dzień dostałem o co prosiłem.
      Wczoraj natomiast miałem styczkę z właścicielami budowy, czyli pracownikami Stanu Nowego Jorku.
Każdy kontrakt, ma ustalone, dokładnie opisane zasady, do których muszę się dostosować. Dawno temu zawsze czegoś tam brakowało. Kiedy znaleźliśmy taki brak, mogliśmy go wykorzystać do swoich celów. Tak dla orientacji. Kiedy np. musieliśmy położyć chodnik dla pieszych a nie było tego w umowie, mogliśmy ustalić nowe, korzystne dla nas ceny. Niestety, przez lata nauczyli się i co roku dodawali do umów coraz więcej szczegoółów. Mało tego. Na każdej stronie planów budowy wypisane jest malym druczkiem: „wszystko na planie jest tylko propozycją i gdyby miały nastapić jakieś zmiany, to inżynier miasta ma prawo to zmienić, bez dodatkowych kosztów dla miasta„. Co oznacza, że w tej samej sytuacji chodnika, tłumaczą nam, że nie zapłacą ani grosza, bo jest on wliczony w koszta głównej drogi. Walczymy o każdy błąd i często nam się uda wygrać, ale niestety nie zawsze.
      Część mojej autostrady, przechodzi nad torami kolejowymi. Jest tam sześć linii. Właściciele linii kolejowych (następna agencja miejska), wpieprzają się w budowę i za każdym razem, kiedy zbliżamy się do ich terenów, stają sie panami i wymyślają różne utrudnienia. Jednym z nich, że musimy pracować tylko w nocy, kiedy poszczególne linie wyłączone są z ruchu. Kosztuje to olbrzymie pieniądze, a oni nie chcą płacić. 
   Przedwczoraj przyszli na miejsce, gdzie następuje rozbiórka drogi i zarządali natychmiastowego zatrzymania budowy, bo nie zgadzają się z naszymi metodami, które wcześniej zostały zatwierdzone przez Stan Nowego Jorku. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale po otrzymaniu oficjalnego listu. Wtedy miałbym legalną podstawę do walki o zwrot kosztów. Jimi, główny inżynier miasta, wie o tym dobrze i bardzo niechętnie coś takiego robi. Powiedział, że mi to wyśle, ale gdybym nie dostał dalej muszę przerwać pracę. Delikatnie odpowiedziałem, że może pocałować mój polski tyłek i wróciłem do pracy. Zaczęli grozić wezwaniem policji. Powiedziałem, że bardzo chętnie skorzystam z okazji do wypoczynku. Nie pierwszy zresztą raz i wspomniałem, żeby także przygotowali się na legalną reakcję, czyli o nielegalne działanie i zastraszanie. Zadzwoniłem do szefa, żeby przygotował prawnika, który będzie mnie musiał wyciągać z za kratek i czekałem na policję. Po godzinie otrzymałem e-mail z listem o nakazie zatrzymania budowy i zgodzie na pokrycie kosztów tej akcji.
     Przez następne godziny i dzisiejszy dzień, próbowali na wszystkie strony coś zmienić, ale każdą propozycję odrzucałem z argumentami o jej nierealności. Wreszcie pod koniec dnia zgodzili się ze mną, że nie ma dużo innych możliwości i od jutra mogę kontynuować pracę  moją metodą. 

      Przynajmniej mamy piękną pogodę, szczególnie w weekendy i dobrze sobie wypocząłem na słońcu. Co kilka dni przechodzi burza z deszczem, więc nawet nie jest sucho i trawa dalej bardzo zielona. Jedna z tych burz, spowodowała zakłócenie w dostawie prądu elektrycznego. Trzy sekundy wystarczyło, żeby spalić mój główny twardy dysk z 8 TB. Byłaby to niepowetowana strata. Mam tam wszystko. Od zdjęć i filmów do wszystkich ważnych dokumentów. Na szczęście jestem na ten temat przewrażliwiony i mam wszystko skopiowane na kilku innych dyskach. Miałem też ubezpieczenie i po nieudanej próbie naprawy z technikami firmy Wetsern Digital, zgodzili się przysłać mi nowy. Właśnie dzisiaj go otrzymałem. Przekopiowanie tych wszystkich informacji, zajmie mi kilka dni. 

PS. Złapałem jeszcze dwie wiwiórki i jednego Tamiasa. 

Friday, July 10, 2015

Kanion Bohaterów i media





  Dzisiaj w Nowym Jorku odbyła się parada w Canyon of Heros, czyli Kanionie Bohaterów. Niby nic wielkiego, ale z doświadczenia wiem, że to imponujące przeżycie. Widziałem już dwie takie imprezy. Raz kiedy Yankess wygrali mistrzostwa Ameryki w Baseball i drugi raz kiedy Giants zdobyli ten sam tytuł ale w amerykańskim futbolu.  Firmy, które mają swoje biura na Broadwayu w tej okolicy, cieszą się bardzo, bo pozbywają się wszystkiej makulatury a nie muszą pakować tego i wynosić na śmieci. Pocięte na drobne kawałki wyrzucane są przez okna, tworząc niesamowite wrażenie. Opadające, papiery przypominają śnieg a od bardzo dawna, spadające konfetti kojarzą nam się z triumfem, celebracją. Tym razem przechodziły tam mistrzynie świata w piłce nożnej, oczywiście zespół Stanów Zjednoczonych. 



Sam oglądałem te mistrzostwa i zdziwiony byłem jak bardzo zmieniła się na lepsze technika gry kobiet w tym tak męskim sporcie.
      Oczywiście nie obejdzie się, jak przy wszystkim, żeby politycy i różne głupie organizacje nie wsadziły w to swych brudnych łap.
Nie można się już cieszyć czymś dla samego faktu. Musimy zawsze to upolitycznić i zbrukać. Tym razem odezwało się wiele głosów, że kobiety są dyskryminowane. Mężczyźni za zwycięstwo płacone maja 17 milionów dolarów a kobiety tylko 2 miliony. Faktycznie różnica jest olbrzymia. Ale różnica w przynoszeniu pieniędzy jest może jeszcze większa. Głupie jest nawet to, że ja i inni próbują to wytłumaczyć. Na mecze z mężczyznami przychodzi codziennie miliony ludzi. W każdym kraju na ziemi. Kobiety nawet nie mają swoich lig w większości z nich.  Czemu zaraz to trzeba mieszać z problemami feminizmu. Gwarantuje, że gdyby wszystkie kobiety były czarne, ktoś zarzucił by organizatorom rasizm. Mam nadzieję, że kiedyś będą miały płacone więcej, bo naprawdę były bardzo dobre. Ale wielu jest w gorszej sytuacji i o tym już nikt nie mówi. Poczytajcie sobie o lekkoatletach. Wielu jest amatorami. Biega, skacze każdego dnia i nikt mu za to nie płaci. Dochodzi do sukcesu tylko poświeceniem własnego czasu i życia. I kiedy zdobędzie mistrzostwo świata, dostaje marne kilka tysięcy. I nie tylko kobiety. Takie jest życie. Nie jest tylko ważne czy jesteś w czymś dobry, ale czy potrafisz komuś przynieść zarobki. Im więcej zarabiasz dla kogoś, tym więcej podnosi się Twoja wartość i wtedy może uda Ci się polepszyć swoje życie . I też nie zawsze.
        Wracam znów do zakłamania naszych mediów. Żyjemy w czasach, kiedy terroryzm zagraża naszemu życiu i całej cywilizacji. A w gazetach więcej się pisze o gwiazdach filmowych niż o tym zagrożeniu. Nieraz się coś przeczyta, ale jest bardzo przekręcone. Tak, że nie można im zarzucić kłamstwa. Po prostu nie wszystko jest powiedziane. Pamiętacie polskie komunistyczne radio. Był taki program w południe, nie pamiętam tytułu. Była tam muzyka i krótkie wiadomości. Większość skierowana na oczernianie zachodu. Pamiętam jedną z wiadomości. W szkołach amerykańskich jakiś procent dzieci (nie pamiętam ile) po zakończeniu dalej nie potrafi pisać i czytać. Nawet nie będę się z tym sprzeczał. Może i tak było. Ale nie podane już było, że w tym kraju były też najlepsze na świecie uniwersytety i wykształceni zostają tam najlepsi naukowcy. Pokazanie jednej strony może bardzo wypaczyć prawdę.
     Kilka dni temu czytałem, że amerykanie zwiększyli ataki na ISIS, terrorystyczną organizację. Przez dwa tygodnie odbyło się 18 ataków samolotowych i bombardowanie obozów tych grup. Na samym końcu, gdzie większość się nawet nie doczytała, wspomniane było krótko, że zginęło w tym czasie aż dziesięciu terrorystów. You fucking kidding me!? Czyli zabili jednego terrorystę co drugi atak. A my wydajemy na to miliony dolarów. Pokazuje to, że ta cała operacja jest tylko dla uspokojenia ludzi, że coś robimy. Ale wszystko to wielka kpina. Tamci codziennie zabijają więcej katolików, obcinając im głowy, niż cała nasza armia.
       Ukrywane są także wszystkie informacje na temat zachowania się muzułmanów. Tak na wszelki wypadek, żeby kogoś nie obrazić. Bo przecież jesteśmy cywilizowani. Podam mały przykład. Obejrzyjcie sobie ten filmik. Nie wiadomo kiedy go zablokują.
Napisy są po angielsku, więc opiszę to przed obejrzeniem. Królowa Holandii i inni goście zjawili się na koncercie muzycznym. Dyrygent, muzułmanin, zamiast rozpocząć koncert, zaczął dawać lekcję o pięknie Islamu. Widocznie ludzie po woli stają się zmęczeni zachowaniem muzułmanów, bo orkiestra, jeden po drugim wstali i opuścili salę teatru. Następnie wyprowadzono dyrygenta. Brawo dla tych Holendrów. Ale nikt tego nie pokazywał. Tak jak i wielu innych protestów, kiedy chodzą oni z napisami że nas wszystkich zabiją.
 


       Na inna nutkę. Otworzona została sala obserwacyjna w Freedom Tower w Nowym Jorku. Poniżej można obejrzeć sobie jak to wygląda.



Tuesday, July 7, 2015

Przykre doświadczenia



Kilka dni temu otrzymałem e-mail od kogoś z zarządu muzeum 9-11. Dzisiaj ten sam pan zadzwonił do mnie w tej samej sprawie.
Każdy z nas pracuje nie tylko dla pieniędzy ale także dla udowodnienia sobie i innym, że potrafi
być w tym dobry
  i w mniejszym czy większym stopniu, szuka jakiegoś wyróżnienia, uznania. Nie raz podziękowanie za dobrą pracę, otrzymanie medalu, dyplomu lub pochwała przed wszystkimi współpracownikami daje więcej satysfakcji niż podwyżka. Ale chyba najgorszą rzeczą jest po cieżkiej pracy nagrody za to zbierają sprytni, zmieniający fakty współpracownicy lub szefowie a nas nikt nawet nie wspomni. Niestety codzienny realizm. Prawdopodobnie przydarzyło się to każdemu.
Tak właśnie czuję się po zakończeniu prac w Strefie Zero. Jest to też jedenym z powodów, dla których nie mam żadnych kontaktów z organizacjami związanymi z tym miejscem. Mam też swoją dumę i więcej nie dam się wykorzystać.
Wspominałem już wielokrotnie, że podczas wielu miesięcy prac w Strefie Zero, kazano nam wszystko niszczyć. Nie zgadzałem się z tą logiką i wydobyłem oraz przechowałem wiele pamiątek, które teraz pokazywanych jest w muzeum. Jedną z nich jest bryła stopionego betonu i metalu. Wysokie temperatury i ogień topiły wszystko, nawet beton i metal. Ta masa musiała wylać się na pliki dokumentów. Musiało się to stać bardzo szybko, bo papier nie został spalony, lecz otoczony tą lawą i po zastygnięciu dokumenty te przetrwały. Oczywiście zwęglone ale dalej można czytać ich zawartość.

 

 



 


    Szyba z 82-go piętra, którą wycinałem nocami, ze szczątków ściany budynku. Nie chciałem żeby ktoś mnie złapał a w dzień było więcej świadków.


    Pomnik, fontanna z centrum głównego placu, zwanego Sferą. Chociaż na to otrzymałem oficjalne pozwolenie władz miasta. Była za duża, żeby ją chować. Zresztą każdy się zgodził, że trzeba ja uratować.
                                    

                                     


Silnik z głównej windy budynków. Musiał być na ostatnim piętrze WTC.

                                     

I wiele innych większych i drobniejszych rzeczy. Kiedy wiadomo już było, że wszystko to będzie umieszczone w muzeum 9-11, poproszono mnie o identyfikacje wielu przedmiotów. Przekazałem też swoje zdjęcia, pokazujące gdzie były one znalezione i wiele innych. Po tym wszystkim nagle współpraca się skończyła. Nawet mi nie podziękowano. Przy wielu eksponatach zaczęły pojawiać się różne nazwiska. Wielu zaczęło otrzymywać pochwały i nagrody za pracę włożoną w organizowaniu muzeum. Nawet moja własna firma robiła to samo. Właściciel pojechał na spotkanie z prezydentem w Białym Domu i otrzymał medal i podziękowanie za ciężką pracę przy odgruzowywaniu WTC. Inny człowiek, który zawsze podlizywał się właścicielowi i był jednym z moich zastępców, otrzymał list z miasta i podziękowanie za przetransportowanie „Sfery„ ze Strefy Zero do hangaru na lotnisku JFK (tymczasowe przechowanie) ale nikt nie wspomniał kto to uratował.


Było to dla mnie bardzo przykre doświadczenie. Nikt nawet nie pamietał już, że trzy razy straciłem przytomność z przepracowania i karetka pogotowia zabierała mnie do szpitala. Trudno na to coś było poradzić. Życie szło naprzód i trzeba było o tym zapomnieć. Ale okazuje się, że nieraz się ktoś odzywa i czegoś potrzebuje.
Tym razem, robią jakiś pokaz związany z tą uratowaną szybą. Nie odmowiłem pomocy w udzieleniu informacji ale kiedy ten pan poprosił mnie, żebym podpisał papiery i oddał im prawa autorskie do wszystkich przekazanych zdjęć, trochę się zdenerwowałem. Grzecznie ale bardzo wyraźnie powiedziałem że nigdy takiego czegoś nie dostaną. Zdjęcia mogą być w muzeum ale to wszystko. Nie mają żadnych praw do wydawania ich w publikacjach i książkach. Co za dużo to niezdrowo. Znów chcieliby to wszystko wydać, sprzedać i jakiś pan podpisał by się przy tym swoim nazwiskiem. Mam nadzieję, że zostawią mnie wreszcie w spokoju.
Muszę się czymś pochwalić. Dostałem zdjęcie od siotry Grażyny. Jest to jej wnuczka Hania, czyli córka Ani i Janusza Frysiak. A jak to będzie prawidłowo po polsku? Moja pra-siostrzenica?
Zawsze chwalę się między znajomymi jakie śliczne dzieci mają dzieci moich sióstr. Zawsze miło jest się z nimi spotkać w Polsce. Moja księżniczka - Nina, jej brat Tymon, Hania i jej siostra Helenka.
Poniżej śliczne zdjęcia Hani Frysiak




A na zakończenie zdjęcia Bluebird, po polsku Sialia (czemu tak? ). Przyleciało ich kilka do mojego karmika. Najpierw myślałem że walczą o pokarm, ale później okazało się że te skoki, machania skrzydłami, „okrzyki„, to wszystko miłosne harce.







Friday, July 3, 2015

BBQ i wolny dzień



Dobrze mieć długi weekend. Już trochę odpocząłem a tu zostały jeszcze dwa dni. Może się doczekamy, kiedy demokraci wprowadzą trzeci wolny dzień i będziemy musieli pracować tylko cztery.
BBQ dla pracowników bardzo sie udało. Jedzenie było bardzo smaczne ale trochę za dużo. Ludzie pozabierali sobie do domów. Świnia zjawiła się na czas i natychmiast wszyscy się do niej dobrali.



    Oczywiście mieliśmy polskie piwo i widać było, że wielu nieprzyzwyczajonych do naszego, dużo mocniejszego niż amerykanski Budweiser, szybko nabrało humoru. Ktoś wymślił próbę wytrzymałości. Czyli włożenie ręki w lód i pytanie kto wytrzyma najdłużej. Nie jest to takie proste. Kilku doszło tylko do 20 sekund. Ja do minuty i 10 sekund. Najgorszy ból był w miejscu gdzie część ręki była w lodzie a reszta na zewnątrz. Wygląda na to że alkohol pomagał, bo Ci co wiecej wypili wytrzymali najdłużej a wygrał ten poniżej z rekordem 4.5 minuty.



   Niektórzy pograli troche w piłkę.

 


Ale większość to pogawędki przy jedzeniu i piwie.

 
 
 


Orlando, mój brygadzista, jak zwykle wprowadził chwile grozy, kiedy jadł świni oczy i mózg (podobno w Portugalii to wielki przysmak).

 
 
 
 
 


I jeszcza jedno zdjęcie. Nasza grupa, czyli Ci którzy prowadzą ze mną tą budowę.

                                   
                                                      
Od lewej Mike - asystent menadżera projektu, Sean - menadżer projektu, Bill - inżynier odpowiedzialny za projekt stalowej konstrukcji, ja i Joe - mój zastępca.


Dzisiaj rano udało mi się obserwować orła polującego na mniejszą zwierzynę. Zaraz przy naszym domu złapał Tamiasa. Usiadł chwilę na naszym drzewie. Pobiegłem szybko po kamerę ale udało mi się zrobić tylko kilka szybkich zdjęć, bo szybko odleciał. Przez cały czas atakowało go przynajmniej pięć ptaków. Były w tym wróble, kruki. Myślałem, że orzeł z
łapał ptaka i dlatego te małe ptaszki stały się takie agresywne. One jednak chciały tylko przegonić go z ich terenu, bo każdy z nich ma teraz pisklęta.

                                    



   Przez ostatnie dwa tygodnie udało mi się wywieźć następne 4 tamiasy, 3 wiewiórki, jednego świstaka i jednego zająca. Niesamowite ile tych zwierząt żyje w okolicy naszego ogrodu. W tej chwili wywiozłem 10 wiewiórek, 9 tamiasów, dwa świstaki i dwa zające.

 
Troszkę też popracowałem. Zdecydowałem się jednak na próbę naprawy Jacuzzi. Zdjąłem jakoś drewnianą obudowę i zeskrobałem kawałek po kawałku piankę ocieplajacą rury. Później napełniłem wodą jacuzzi i po włączeniu odnalazłem dziurę w jednej z rur. Niestety w miejscu, gdzie nie jestem w stanie naprawić bez wysunięcia wszystkiego na zewnątrz. Poczekam na koniec lata i spróbuję coś z tego zrobić. Niestety tego lata nie będę mógł z niego korzystać, ale może mi się uda naprawić i wykorzystam je jesienią i w przyszłości.

 


 

Wednesday, July 1, 2015

Fascynujące zdjęcia



Zbliża się 4-go Lipca, czyli u nas Dzień Niepodleglości. Ponieważ w tym roku wypada to na sobotę, wszyscy mają wolny piątek. Ja z tej okazji jutro, czyli w czwartek, zamykam budowę trochę wcześniej i urządzam dla swoich pracowników coroczne BBQ. Jest to moje podziękowanie za ich pracę.
Zawsze jest dużo jedzenia. Jak zwykle bedą to różne polskie kiełbasy. Mam dla nich około dziesięciu rodzajów wędliny. Między innymi biała kiełbasa i kaszanka. Ta ostatnia zawsze wzbudza wiele dyskusji, szczególnie, że po angielsku nazywa się kiełbasą z krwi. Będą też pieczone kurczaki i steki. Ale najważniejsza jest oczywiście pieczona świnia z tradycyjnym jabłkiem w pysku i kartoflem w tyłku. Porobię trochę zdjęć i opiszę za kilka dni.
Zawsze fascynuje mnie sztuka fotografowania. Wiele razy załączałem piękne zdjęcia. Dzisiaj też pokaę kilka które zatrzymały mój wzrok.


 
 Krab siedzący na Iguanie na Wyspach Galapagos

 
Religijny festiwal w Cebu City - Santo Niño lub Dzieciątka Jezus

 
Ptak w Australii z pięknym uśmiechem

 
Pola tulipanów w Holandii

 
Kobieta w Wietnamie, zbierająca lilie wodne

 
Kąpiący się ptaszek
 
 
Surykatki grzejące się w porannym słońcu

 
Meteora, Greece

 
Góra Roraimana grznicy Wenezuela, Brazilia, Gujana

 
Dziwne grzyby w deszczu

 
Przepiękne Tęczowe Góry w Chinach - Danxia

 
Pola ryżowe - taras Cang Chai Mu, Wietnam
 
 
W regionie Chin Guanxi szkoli się ptaki i ścisakne są gardła ptaków, ktore nie są w stanie połknąć ryb, ale je łapią

 
Nurek z ławicą ryb

 
 Rybak w Wietnamie

 
Pęknięty lód na Jeziorze Bajkał

 
Oko muchy w powiększeniu

 
Jezioro Meduz na Eil Malk jednej z wysp Palau

 
Zdjęcie z fabryczki produkcji cegieł w Indii. Pokazywałem je z daleka na zdjęciach jak byłem w tym kraju
 
 
A Pingwiny zawsze wyglądają tak miło. Nie na tym zdjęciu

 
Mrówka wychodząca z rośliny na wyspach Borneo

 
 Wyspy Apostołów w Parku Narodowym Lakeshore w pobliżu Bayfield, Wisconsin

 
Zatoka Arcachon Francja
 
 
 Buddyjski Instytut w Chinach w Garze. Największa na świecie akademii buddyzmu tybetańskiego