Wednesday, July 15, 2015
Tuesday, July 14, 2015
Konfrontacje
Będę chyba musiał założyć kalendarz i zacznę skreślać miesiące które dzielą mnie od emerytury. Nie mam już tej cierpliwości jak za młodszych lat. Niestety, trochę jeszcze będę musiał się pomęczyć. Pięć lat i sześć miesięcy.
Kilka dni temu wyszedłem z biura w połowie dnia i przekazałem szefom przez telefon, że biorę dni chorobowe do odwołania. Wiedzieli dlaczego, bo nie wytrzymałem i trochę im nawymyślałem. Pisałem już, że zostawili mnie na pożarcie wilkom i nie mam żadnej pomocy. Ostatnio jednak nie mogę nawet dostać potrzebnego sprzętu, czy specjalistów, np. operatorów maszyn. Czułem się jednak winny, że zostawiłem swoich inżynierów w tej samej sytuacji i wróciłem następnego dnia. Przynajmniej szef zareagował i na drugi dzień dostałem o co prosiłem.
Wczoraj natomiast miałem styczkę z właścicielami budowy, czyli pracownikami Stanu Nowego Jorku.
Każdy kontrakt, ma ustalone, dokładnie opisane zasady, do których muszę się dostosować. Dawno temu zawsze czegoś tam brakowało. Kiedy znaleźliśmy taki brak, mogliśmy go wykorzystać do swoich celów. Tak dla orientacji. Kiedy np. musieliśmy położyć chodnik dla pieszych a nie było tego w umowie, mogliśmy ustalić nowe, korzystne dla nas ceny. Niestety, przez lata nauczyli się i co roku dodawali do umów coraz więcej szczegoółów. Mało tego. Na każdej stronie planów budowy wypisane jest malym druczkiem: „wszystko na planie jest tylko propozycją i gdyby miały nastapić jakieś zmiany, to inżynier miasta ma prawo to zmienić, bez dodatkowych kosztów dla miasta„. Co oznacza, że w tej samej sytuacji chodnika, tłumaczą nam, że nie zapłacą ani grosza, bo jest on wliczony w koszta głównej drogi. Walczymy o każdy błąd i często nam się uda wygrać, ale niestety nie zawsze.
Część mojej autostrady, przechodzi nad torami kolejowymi. Jest tam sześć linii. Właściciele linii kolejowych (następna agencja miejska), wpieprzają się w budowę i za każdym razem, kiedy zbliżamy się do ich terenów, stają sie panami i wymyślają różne utrudnienia. Jednym z nich, że musimy pracować tylko w nocy, kiedy poszczególne linie wyłączone są z ruchu. Kosztuje to olbrzymie pieniądze, a oni nie chcą płacić.
Przedwczoraj przyszli na miejsce, gdzie następuje rozbiórka drogi i zarządali natychmiastowego zatrzymania budowy, bo nie zgadzają się z naszymi metodami, które wcześniej zostały zatwierdzone przez Stan Nowego Jorku. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale po otrzymaniu oficjalnego listu. Wtedy miałbym legalną podstawę do walki o zwrot kosztów. Jimi, główny inżynier miasta, wie o tym dobrze i bardzo niechętnie coś takiego robi. Powiedział, że mi to wyśle, ale gdybym nie dostał dalej muszę przerwać pracę. Delikatnie odpowiedziałem, że może pocałować mój polski tyłek i wróciłem do pracy. Zaczęli grozić wezwaniem policji. Powiedziałem, że bardzo chętnie skorzystam z okazji do wypoczynku. Nie pierwszy zresztą raz i wspomniałem, żeby także przygotowali się na legalną reakcję, czyli o nielegalne działanie i zastraszanie. Zadzwoniłem do szefa, żeby przygotował prawnika, który będzie mnie musiał wyciągać z za kratek i czekałem na policję. Po godzinie otrzymałem e-mail z listem o nakazie zatrzymania budowy i zgodzie na pokrycie kosztów tej akcji.
Przez następne godziny i dzisiejszy dzień, próbowali na wszystkie strony coś zmienić, ale każdą propozycję odrzucałem z argumentami o jej nierealności. Wreszcie pod koniec dnia zgodzili się ze mną, że nie ma dużo innych możliwości i od jutra mogę kontynuować pracę moją metodą.
Przynajmniej mamy piękną pogodę, szczególnie w weekendy i dobrze sobie wypocząłem na słońcu. Co kilka dni przechodzi burza z deszczem, więc nawet nie jest sucho i trawa dalej bardzo zielona. Jedna z tych burz, spowodowała zakłócenie w dostawie prądu elektrycznego. Trzy sekundy wystarczyło, żeby spalić mój główny twardy dysk z 8 TB. Byłaby to niepowetowana strata. Mam tam wszystko. Od zdjęć i filmów do wszystkich ważnych dokumentów. Na szczęście jestem na ten temat przewrażliwiony i mam wszystko skopiowane na kilku innych dyskach. Miałem też ubezpieczenie i po nieudanej próbie naprawy z technikami firmy Wetsern Digital, zgodzili się przysłać mi nowy. Właśnie dzisiaj go otrzymałem. Przekopiowanie tych wszystkich informacji, zajmie mi kilka dni.
PS. Złapałem jeszcze dwie wiwiórki i jednego Tamiasa.
Friday, July 10, 2015
Kanion Bohaterów i media
Dzisiaj w Nowym Jorku odbyła się parada w Canyon of Heros, czyli
Kanionie Bohaterów. Niby nic wielkiego, ale z doświadczenia wiem, że to
imponujące przeżycie. Widziałem już dwie takie imprezy. Raz kiedy Yankess
wygrali mistrzostwa Ameryki w Baseball i drugi raz kiedy Giants zdobyli ten sam
tytuł ale w amerykańskim futbolu. Firmy,
które mają swoje biura na Broadwayu w tej okolicy, cieszą się bardzo, bo
pozbywają się wszystkiej makulatury a nie muszą pakować tego i wynosić
na śmieci. Pocięte na drobne kawałki wyrzucane są przez okna, tworząc
niesamowite wrażenie. Opadające, papiery przypominają śnieg a od bardzo dawna,
spadające konfetti kojarzą nam się z triumfem, celebracją. Tym razem przechodziły
tam mistrzynie świata w piłce nożnej, oczywiście zespół Stanów Zjednoczonych.
Sam oglądałem te mistrzostwa i zdziwiony byłem jak bardzo zmieniła się na lepsze technika gry kobiet w tym tak męskim sporcie.
Sam oglądałem te mistrzostwa i zdziwiony byłem jak bardzo zmieniła się na lepsze technika gry kobiet w tym tak męskim sporcie.
Oczywiście nie obejdzie się, jak przy wszystkim, żeby politycy i różne
głupie organizacje nie wsadziły w to swych brudnych łap.
Nie można się już cieszyć czymś dla
samego faktu. Musimy zawsze to upolitycznić i zbrukać. Tym razem odezwało się
wiele głosów, że kobiety są dyskryminowane. Mężczyźni za zwycięstwo płacone
maja 17 milionów dolarów a kobiety tylko 2 miliony. Faktycznie różnica jest
olbrzymia. Ale różnica w przynoszeniu pieniędzy jest może jeszcze większa. Głupie
jest nawet to, że ja i inni próbują to wytłumaczyć. Na mecze z mężczyznami
przychodzi codziennie miliony ludzi. W każdym kraju na ziemi. Kobiety nawet nie
mają swoich lig w większości z nich.
Czemu zaraz to trzeba mieszać z problemami feminizmu. Gwarantuje, że
gdyby wszystkie kobiety były czarne, ktoś zarzucił by organizatorom rasizm. Mam
nadzieję, że kiedyś będą miały płacone więcej, bo naprawdę były bardzo dobre.
Ale wielu jest w gorszej sytuacji i o tym już nikt nie mówi. Poczytajcie sobie
o lekkoatletach. Wielu jest amatorami. Biega, skacze każdego dnia i nikt mu za
to nie płaci. Dochodzi do sukcesu tylko poświeceniem własnego czasu i życia. I kiedy
zdobędzie mistrzostwo świata, dostaje marne kilka tysięcy. I nie tylko kobiety.
Takie jest życie. Nie jest tylko ważne czy jesteś w czymś dobry, ale czy
potrafisz komuś przynieść zarobki. Im więcej zarabiasz dla kogoś, tym więcej
podnosi się Twoja wartość i wtedy może uda Ci się polepszyć swoje życie . I też
nie zawsze.
Wracam znów do zakłamania naszych mediów. Żyjemy w czasach, kiedy
terroryzm zagraża naszemu życiu i całej cywilizacji. A w gazetach więcej się
pisze o gwiazdach filmowych niż o tym zagrożeniu. Nieraz się coś przeczyta, ale
jest bardzo przekręcone. Tak, że nie można im zarzucić kłamstwa.
Po prostu nie wszystko jest powiedziane. Pamiętacie polskie komunistyczne
radio. Był taki program w południe, nie pamiętam tytułu. Była tam muzyka i
krótkie wiadomości. Większość skierowana na oczernianie zachodu. Pamiętam jedną
z wiadomości. W szkołach amerykańskich jakiś procent dzieci (nie pamiętam ile)
po zakończeniu dalej nie potrafi pisać i czytać. Nawet nie będę się z tym sprzeczał.
Może i tak było. Ale nie podane już było, że w tym kraju były też najlepsze na świecie
uniwersytety i wykształceni zostają tam najlepsi naukowcy. Pokazanie jednej
strony może bardzo wypaczyć prawdę.
Kilka dni temu czytałem, że amerykanie zwiększyli ataki na ISIS, terrorystyczną
organizację. Przez dwa tygodnie odbyło się 18 ataków samolotowych i
bombardowanie obozów tych grup. Na samym końcu, gdzie większość się nawet nie doczytała,
wspomniane było krótko, że zginęło w tym czasie aż dziesięciu terrorystów. You
fucking kidding me!? Czyli zabili jednego terrorystę co drugi atak. A my
wydajemy na to miliony dolarów. Pokazuje to, że ta cała operacja jest tylko dla
uspokojenia ludzi, że coś robimy. Ale wszystko to wielka kpina. Tamci codziennie
zabijają więcej katolików, obcinając im głowy, niż cała nasza armia.
Ukrywane są także wszystkie informacje na temat zachowania się muzułmanów.
Tak na wszelki wypadek, żeby kogoś nie obrazić. Bo przecież jesteśmy cywilizowani.
Podam mały przykład. Obejrzyjcie sobie ten filmik. Nie wiadomo kiedy go
zablokują.
Napisy są po angielsku, więc opiszę to
przed obejrzeniem. Królowa Holandii i inni goście zjawili się na koncercie
muzycznym. Dyrygent, muzułmanin, zamiast rozpocząć koncert, zaczął dawać lekcję
o pięknie Islamu. Widocznie ludzie po woli stają się zmęczeni zachowaniem muzułmanów,
bo orkiestra, jeden po drugim wstali i opuścili salę teatru. Następnie
wyprowadzono dyrygenta. Brawo dla tych Holendrów. Ale nikt tego nie pokazywał. Tak jak i wielu innych protestów, kiedy chodzą oni z napisami że nas wszystkich zabiją.
Na inna nutkę. Otworzona została sala obserwacyjna w Freedom Tower w
Nowym Jorku. Poniżej można obejrzeć sobie jak to wygląda.
Tuesday, July 7, 2015
Przykre doświadczenia
Kilka dni temu otrzymałem e-mail od kogoś z zarządu muzeum 9-11. Dzisiaj ten sam pan zadzwonił do mnie w tej samej sprawie.
Każdy z nas pracuje nie tylko dla pieniędzy ale także dla udowodnienia sobie i innym, że potrafi być w tym dobry i w mniejszym czy większym stopniu, szuka jakiegoś wyróżnienia, uznania. Nie raz podziękowanie za dobrą pracę, otrzymanie medalu, dyplomu lub pochwała przed wszystkimi współpracownikami daje więcej satysfakcji niż podwyżka. Ale chyba najgorszą rzeczą jest po cieżkiej pracy nagrody za to zbierają sprytni, zmieniający fakty współpracownicy lub szefowie a nas nikt nawet nie wspomni. Niestety codzienny realizm. Prawdopodobnie przydarzyło się to każdemu.
Tak właśnie czuję się po zakończeniu prac w Strefie Zero. Jest to też jedenym z powodów, dla których nie mam żadnych kontaktów z organizacjami związanymi z tym miejscem. Mam też swoją dumę i więcej nie dam się wykorzystać.
Wspominałem już wielokrotnie, że podczas wielu miesięcy prac w Strefie Zero, kazano nam wszystko niszczyć. Nie zgadzałem się z tą logiką i wydobyłem oraz przechowałem wiele pamiątek, które teraz pokazywanych jest w muzeum. Jedną z nich jest bryła stopionego betonu i metalu. Wysokie temperatury i ogień topiły wszystko, nawet beton i metal. Ta masa musiała wylać się na pliki dokumentów. Musiało się to stać bardzo szybko, bo papier nie został spalony, lecz otoczony tą lawą i po zastygnięciu dokumenty te przetrwały. Oczywiście zwęglone ale dalej można czytać ich zawartość.
Szyba z 82-go piętra, którą wycinałem nocami, ze szczątków ściany budynku. Nie chciałem żeby ktoś mnie złapał a w dzień było więcej świadków.
Pomnik, fontanna z centrum głównego placu, zwanego Sferą. Chociaż na to otrzymałem oficjalne pozwolenie władz miasta. Była za duża, żeby ją chować. Zresztą każdy się zgodził, że trzeba ja uratować.


Silnik z głównej windy budynków. Musiał być na ostatnim piętrze WTC.

I wiele innych większych i drobniejszych rzeczy. Kiedy wiadomo już było, że wszystko to będzie umieszczone w muzeum 9-11, poproszono mnie o identyfikacje wielu przedmiotów. Przekazałem też swoje zdjęcia, pokazujące gdzie były one znalezione i wiele innych. Po tym wszystkim nagle współpraca się skończyła. Nawet mi nie podziękowano. Przy wielu eksponatach zaczęły pojawiać się różne nazwiska. Wielu zaczęło otrzymywać pochwały i nagrody za pracę włożoną w organizowaniu muzeum. Nawet moja własna firma robiła to samo. Właściciel pojechał na spotkanie z prezydentem w Białym Domu i otrzymał medal i podziękowanie za ciężką pracę przy odgruzowywaniu WTC. Inny człowiek, który zawsze podlizywał się właścicielowi i był jednym z moich zastępców, otrzymał list z miasta i podziękowanie za przetransportowanie „Sfery„ ze Strefy Zero do hangaru na lotnisku JFK (tymczasowe przechowanie) ale nikt nie wspomniał kto to uratował.
Było to dla mnie bardzo przykre doświadczenie. Nikt nawet nie pamietał już, że trzy razy straciłem przytomność z przepracowania i karetka pogotowia zabierała mnie do szpitala. Trudno na to coś było poradzić. Życie szło naprzód i trzeba było o tym zapomnieć. Ale okazuje się, że nieraz się ktoś odzywa i czegoś potrzebuje.
Tym razem, robią jakiś pokaz związany z tą uratowaną szybą. Nie odmowiłem pomocy w udzieleniu informacji ale kiedy ten pan poprosił mnie, żebym podpisał papiery i oddał im prawa autorskie do wszystkich przekazanych zdjęć, trochę się zdenerwowałem. Grzecznie ale bardzo wyraźnie powiedziałem że nigdy takiego czegoś nie dostaną. Zdjęcia mogą być w muzeum ale to wszystko. Nie mają żadnych praw do wydawania ich w publikacjach i książkach. Co za dużo to niezdrowo. Znów chcieliby to wszystko wydać, sprzedać i jakiś pan podpisał by się przy tym swoim nazwiskiem. Mam nadzieję, że zostawią mnie wreszcie w spokoju.
Muszę się czymś pochwalić. Dostałem zdjęcie od siotry Grażyny. Jest to jej wnuczka Hania, czyli córka Ani i Janusza Frysiak. A jak to będzie prawidłowo po polsku? Moja pra-siostrzenica?
Zawsze chwalę się między znajomymi jakie śliczne dzieci mają dzieci moich sióstr. Zawsze miło jest się z nimi spotkać w Polsce. Moja księżniczka - Nina, jej brat Tymon, Hania i jej siostra Helenka.
Poniżej śliczne zdjęcia Hani Frysiak
A na zakończenie zdjęcia Bluebird, po polsku Sialia (czemu tak? ). Przyleciało ich kilka do mojego karmika. Najpierw myślałem że walczą o pokarm, ale później okazało się że te skoki, machania skrzydłami, „okrzyki„, to wszystko miłosne harce.
Friday, July 3, 2015
BBQ i wolny dzień
Dobrze mieć długi weekend. Już trochę odpocząłem a tu zostały jeszcze dwa dni. Może się doczekamy, kiedy demokraci wprowadzą trzeci wolny dzień i będziemy musieli pracować tylko cztery.
BBQ dla pracowników bardzo sie udało. Jedzenie było bardzo smaczne ale trochę za dużo. Ludzie pozabierali sobie do domów. Świnia zjawiła się na czas i natychmiast wszyscy się do niej dobrali.
Oczywiście mieliśmy polskie piwo i widać było, że wielu nieprzyzwyczajonych do naszego, dużo mocniejszego niż amerykanski Budweiser, szybko nabrało humoru. Ktoś wymślił próbę wytrzymałości. Czyli włożenie ręki w lód i pytanie kto wytrzyma najdłużej. Nie jest to takie proste. Kilku doszło tylko do 20 sekund. Ja do minuty i 10 sekund. Najgorszy ból był w miejscu gdzie część ręki była w lodzie a reszta na zewnątrz. Wygląda na to że alkohol pomagał, bo Ci co wiecej wypili wytrzymali najdłużej a wygrał ten poniżej z rekordem 4.5 minuty.
Niektórzy pograli troche w piłkę.
Ale większość to pogawędki przy jedzeniu i piwie.
Orlando, mój brygadzista, jak zwykle wprowadził chwile grozy, kiedy jadł świni oczy i mózg (podobno w Portugalii to wielki przysmak).
I jeszcza jedno zdjęcie. Nasza grupa, czyli Ci którzy prowadzą ze mną tą budowę.
Od lewej Mike - asystent menadżera projektu, Sean - menadżer projektu, Bill - inżynier odpowiedzialny za projekt stalowej konstrukcji, ja i Joe - mój zastępca.
Dzisiaj rano udało mi się obserwować orła polującego na mniejszą zwierzynę. Zaraz przy naszym domu złapał Tamiasa. Usiadł chwilę na naszym drzewie. Pobiegłem szybko po kamerę ale udało mi się zrobić tylko kilka szybkich zdjęć, bo szybko odleciał. Przez cały czas atakowało go przynajmniej pięć ptaków. Były w tym wróble, kruki. Myślałem, że orzeł złapał ptaka i dlatego te małe ptaszki stały się takie agresywne. One jednak chciały tylko przegonić go z ich terenu, bo każdy z nich ma teraz pisklęta.
Przez ostatnie dwa tygodnie udało mi się wywieźć następne 4 tamiasy, 3 wiewiórki, jednego świstaka i jednego zająca. Niesamowite ile tych zwierząt żyje w okolicy naszego ogrodu. W tej chwili wywiozłem 10 wiewiórek, 9 tamiasów, dwa świstaki i dwa zające.
Wednesday, July 1, 2015
Fascynujące zdjęcia
Zbliża się 4-go Lipca, czyli u nas Dzień Niepodleglości. Ponieważ w tym roku wypada to na sobotę, wszyscy mają wolny piątek. Ja z tej okazji jutro, czyli w czwartek, zamykam budowę trochę wcześniej i urządzam dla swoich pracowników coroczne BBQ. Jest to moje podziękowanie za ich pracę.
Zawsze jest dużo jedzenia. Jak zwykle bedą to różne polskie kiełbasy. Mam dla nich około dziesięciu rodzajów wędliny. Między innymi biała kiełbasa i kaszanka. Ta ostatnia zawsze wzbudza wiele dyskusji, szczególnie, że po angielsku nazywa się kiełbasą z krwi. Będą też pieczone kurczaki i steki. Ale najważniejsza jest oczywiście pieczona świnia z tradycyjnym jabłkiem w pysku i kartoflem w tyłku. Porobię trochę zdjęć i opiszę za kilka dni.
Zawsze fascynuje mnie sztuka fotografowania. Wiele razy załączałem piękne zdjęcia. Dzisiaj też pokaę kilka które zatrzymały mój wzrok.
Krab siedzący na Iguanie na Wyspach Galapagos

Religijny festiwal w Cebu City - Santo Niño lub Dzieciątka Jezus
Ptak w Australii z pięknym uśmiechem

Pola tulipanów w Holandii
Kobieta w Wietnamie, zbierająca lilie wodne
Kąpiący się ptaszek
Surykatki grzejące się w porannym słońcu
Meteora, Greece
Góra Roraimana grznicy Wenezuela, Brazilia, Gujana
Dziwne grzyby w deszczu
Przepiękne Tęczowe Góry w Chinach - Danxia
Pola ryżowe - taras Cang Chai Mu, Wietnam
W regionie Chin Guanxi szkoli się ptaki i ścisakne są gardła ptaków, ktore nie są w stanie połknąć ryb, ale je łapią
Nurek z ławicą ryb
Rybak w Wietnamie
Pęknięty lód na Jeziorze Bajkał
Oko muchy w powiększeniu
Jezioro Meduz na Eil Malk jednej z wysp Palau
Zdjęcie z fabryczki produkcji cegieł w Indii. Pokazywałem je z daleka na zdjęciach jak byłem w tym kraju
A Pingwiny zawsze wyglądają tak miło. Nie na tym zdjęciu
Mrówka wychodząca z rośliny na wyspach Borneo
Wyspy Apostołów w Parku Narodowym Lakeshore w pobliżu Bayfield, Wisconsin
Zatoka Arcachon Francja
Buddyjski Instytut w Chinach w Garze. Największa na świecie akademii buddyzmu tybetańskiego
Subscribe to:
Posts (Atom)











































