Friday, April 12, 2013



Verizon Nightmare! 



Do ostatniego tygodnia, mój serwis domowy na telewizję, telefon i Internet, obsługiwała jedna firma - Optimum. Kilka tygodni temu, zmienili oni swój system w telewizji i nie podobało się to Wiesi i Elaine. Zdecydowaliśmy się na zmianę firmy. Początkowo wszystko szło bardzo sprawnie. Najpierw załatwiłem firmę satelitarną (DirectTV). W ciągu dwóch dni pojawili się w domu. Założyli antenę. Nowy sprzęt i w ciągu kilku godzin, wszystko pięknie działało. Komunikacja z firmą działała tak jak powinna. Telefonicznie, bez problemu dostawałem się do ich reprezentanta i wszystko załatwiane zostawało w ciągu kilku minut.

Niestety, firma ta obsługuje tylko telewizję. Mają podpisany kontrakt z firmą telefoniczną (Verizon), która ma załatwiać resztę, czyli telefon i Internet. Tu zaczęły się problemy. Nie wiem dokładnie jak w Polsce rozwinięty jest system automatycznych sekretarek, ale tutaj wyprowadza mnie to z równowagi.

Telefon zaczyna się od długiej litanii, że oni są tutaj, żeby nam ułatwić życie i potrzebują kilka informacji a wtedy, wszystko załatwione będzie błyskawicznie. Wtedy maszyna zaczyna zadawać pytania. Twój numer telefonu, nazwisko, imię, adres, etc. Najpierw możesz odpowiadać i automat to rozumie a jak nie to każą Ci wciskać 1 za tak albo 2 za nie. Jak przez to przejdziesz to zadają Ci pytania w jakim celu dzwonisz. I podają kilka różnych problemów i masz podać, który jest Twój. Oczywiście zawsze jest tak, że Twojego problemu tam nie ma i już z lekko wrzącą krwią, naciskasz 5, że masz inny problem. Przechodzisz przez wiele takich warstw pytań i w końcu, przy gotującej się krwi w swoich żyłach, maszyna mówi Ci: OK. Najlepiej, jak połączymy Cię z naszym reprezentantem. Telefon będzie odebrany przez pierwszego wolnego operatora i czas czekania jest......... około 5 min. Aaaa!!

Bardzo grzeczny pan, podnosi słuchawkę po 5 minutach i zaczyna zadawać (k...wa!) te same pytania co maszyna. Załatwiłem z nim wszystko, zaznaczając, że chce mieć ten sam numer telefonu. Nie ma problemu. Technik zjawi się u pana za dwa dni. Czy muszę być w domu? Nie!

A co z modem do Internetu? Przyślemy pocztą. Sam mogę założyć. Bardzo łatwe.

Tak zakończyła się pierwsza część. Na drugi dzień, na wszelki wypadek sprawdzam stronę z Verizon (moje konto) i znajduje informację, że zmienili mi numer telefonu. Bang! Natychmiast na telefonie. Jak się domyślacie, przechodzę przez to samo. W końcu się do nich dostaję. Nie mają pojęcia co się stało. Zmieniają numer zamówienia, przesuwają datę instalacji. Wszystko ze słowami, jesteśmy tu, żeby Ci służyć. Na drugi dzień dostaję pocztą modem a na nastepny dzień jeszcze jeden, bo idioci jak zmienili mój numer to dla nich są dwa zamówienia.

Czwartek rano, w pracy, dzwoni moja komórka. Jestem zajęty. Odczytuję treść po pół godzinie i jest wiadomość, że technik będzie w moim domu za godzinkę, i że nic nie muszę robić. Great!

Wracam do domu. Zaraz po zaparkowaniu, sprawdzam połączenia na zewnątrz. Nic się nie zmieniło. Wchodzę do domu. Sprawdzam. Telefon i Internet działa, ale na starym połączeniu, czyli nic się nie zmieniło. Po godzinie tracę Internet i telefon. Verizon przejął numer ale mnie nie podłączyli, czyli nie mam NIC! Łapię komórkę i od nowa. Po 10 minutach udaje mi się dostać do żywej osoby. Tylko, że k....a w Indii. Nie mogę jej zrozumieć, próbuję jej tłumaczyć mój problem, ale ta nie ma pojęcia jak mi pomóc. Wreszcie pytam się, czy ona jest w naszym stanie, czy gdzieś w Indii? A Ta mi mówi, z silnym hinduskim akcentem: Tak ja jestem w Indii, ale to nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia.... job Twoja mać! Ja mam problem w New Jersey, potrzebuje technika a ta mi chce naprawić telefon w Indii. Mówię, że to nie jest do przyjęcia, daj mi swojego szefa. Pstryk.... rozmowa zakończona. 40 minut na telefonie na nic. Od nowa. Następne 10 minut, przechodzenia przez maszyny. Do tego cały czas Ci powtarzają, że nie muszę siedzieć na tym telefonie, tylko mogę wejść na Internet i tam można to szybciej załatwić. Tu już krzyczę na biedną maszynę. Jaki Internet! Dobrze, że mnie nie rozumie.

Tym razem przechodzę przez trzy różne osoby. Każda odsyła mnie do nowej. Tłumaczą się, że to nie jest ich działka. Po trzeciej osobie, rozmowa zostaje przerwana. 50 minut na słuchawce!!! Nic nie załatwione.

Następna próba. Tym razem krótko. Tylko 10 minut. Po przejściu etapu z maszyną, zostaję rozłączony. Popielniczka jest pełna petów. Usuwam szklane rzeczy z mojej okolicy, bo jak będę rzucał rzeczami, nie chcę mieć szkła na podłodze. Może się napić wódki?

Jeszcze raz. Przyrzekam sobie, że ostatni. Najgorsze, że wściekam się nieraz na osoby, które nie są niczemu winne. Raz zgłasza mi się facet i głosikiem homo, mówi: How are you? Jak Ci przeleciał dzień? Wszystko w porządku? Are you f...ing kidding me!!! Mój dzień został zrujnowany przez Was!! W porządku? Oczywiście. Dzwonię, bo chciałem sobie z Tobą porozmawiać o wyższości Świąt Wielkanocnych nad Bożego Narodzenia!!!

Nie będę nawet próbował opisać co przeszedłem, przez ostatnie 70 minut, bo tyle trwała ostatnia rozmowa. Powiem tylko, że zakończyła się wielkim: pocałujcie mnie tam gdzie słońce nigdy nie wschodzi i zrezygnowałem z ich usług.

Następny telefon, już do Optimum i prośba o przyjęcie mnie z powrotem. Po pięciu minutach, miałem podłączony telefon i Internet. Spytałem się tego faceta, który mnie obsługiwał, czy nie chce wyjść wieczorem, czegoś się napić!! Potem wyszedłem na taras, zawyłem jak wilk, wróciłem do domu i poszedłem spać, bo było już bardzo późno.

Monday, April 8, 2013


    Poniedziałek 8 Kwiecień




Zacznę od wiadomości z Nowego Jorku. Mamy nowego sławnego Polaka w naszym mieście. Michał Jabłoński. W gazetach pojawił się artykuł i wywiad z tym 25-letnim „sprytnym„ chłopaku.

Opowiada, że był w Stanach kilka lat, wrócił do polski i trzy lata temu znów powrócił do Nowego Jorku. Tym razem doświadczony turysta, nie szukał mieszkania, tylko udał się do Nowojorskiego przytułku. Okazuje się, że nasze prawo miejskie, daje każdemu gwarancje przyjęcia do takich domów. Nie liczy się czy jesteś w kraju legalnie, z innego stanu, masz pieniądze. Nie ważne. I nie są to takie miejsca, które nieraz oglądaliście w filmach fabularnych. Wielkie hale, policja, gwałty i inne przestępstwa. Ten w którym on mieszka znajduje się w dzielnicy Chelsea. A tak on sam mówi o tym miejscu:

"Ludzie płacą 3.000 dolarów za mieszkanie tutaj, a ja mogę tu mieszkać za darmo!" Powiedział Michał Jabłonowski, 25, który przeniósł się z powrotem do miasta z rodzinnej Polski trzy lata temu, a obecnie przebywających w schronisku Bowery. "Mam jedzenie. Mam opiekę zdrowotną. To wspaniałe,'' Jabłonowski powiedział. "Tutaj, Miasto wspiera cię. Miasto pomaga Ci we wszystkim.'' "Dostajemy śniadanie, obiad i kolację. Mamy kuchnię mikrofalową i telewizor. Robią pranie za darmo ", zauważył Jabłonowski, który mieszkał w Nowym Jorku na rok przed powrotem do ojczyzny. Wrócił żeby żyć za darmo. Jabłonowski powiedział nawet dostaje przedpłacony telefon komórkowy - pozwalając na 1000 tekstów i 300 minut na miesiąc - "Teraz będę naprawiał zęby. Wszystko za darmo." poprzez Medicaid i chwalił się: "Kocham Nowy Jork, ponieważ nie można głodować w Nowym Jorku, można zawsze znaleźć jedzenie i ubrania ", powiedział. "Schroniska są naprawdę ładne. Masz czysty kąt. Miejsce do oglądania telewizji i przytulne, ciepłe miejsce do spania. Bezdomni mają tak dobrze, że nie chcą szukać pracy.''
     Do artykułu dodane są też krótkie wypowiedzi innych lokatorów tego przytułku. Ci pochodzą z innych stanów, ale twierdzą, że Nowy Jork jest najlepszy i tutaj się zjeżdżają.
     Może byłaby to ciekawa historia z miasta, które spełnia wszystkie nasze marzenia. Niestety, chciałoby się tam pobiec, sprawić im wielkie lanie i wyrzucić do innych krajów, stanów lub zagonić do pracy. Miasto im tego nie daje. My za to płacimy. Każdego roku więcej i więcej.
       Ciekawe jest też to, że sprawa była kiedyś w sądzie. Próba uregulowania przyjmowania do tych miejsc. Sąd odrzucił pozew i stwierdził, że każdy ma do tego prawo. My płacimy za mieszkanie, oni mają za darmo. My kupujemy ubezpieczenie (około $8000 na rok i dalej musimy płacić część kosztów medycznych), oni nie płacą centa. My płacimy za telefony, telewizję, pranie. Oni dostają to
wszystko bez opłat. Zapraszam do Nowego Jorku. Prawdziwy komunizm!!!

Wreszcie wiosna. Dzisiaj było 23 stopni Celsjusza. Jutro i w środę ma dojść do 27 stopni. W piątek zrobi się zimno (16 stopni). A jak idzie w Polsce ze sprzątaniem śniegu? Hi hi. Jestem trochę złośliwy.


   Wracam do zdarzenia na mojej budowie, o którym wspominałem Wam w rozmowie telefonicznej. Trzydzieści lat w zawodzie i jeden dzień, mógł przekreślić cały mój dorobek.
Tydzień temu, w piątek zaczęliśmy wbijać stalowe formy metalowe w celu zbudowania szalunku.
Wbijane są one w ziemię na głębokość 12 do 15 metrów.

Wbijane są tak, że później można kopać między nimi i powstaje głęboki  rów, wykop, w którym możemy bezpiecznie pracować i zakładać różne instalacje. W tym wypadku nowy system kanalizacji.





Wracam do piątku. Był to pierwszy dzień tej operacji, większość przeszła na montowaniu maszyny i przygotowaniu terenu. Poniedziałek jednak wyprowadził mnie z równowagi. Do południa nic nie zostało zrobione. Nawet jedna część szalunku nie została wbita w ziemię. Długa litania przeszła przez moje usta w kierunku moich pracowników. Pod koniec dnia, dużo się nie zmieniło. Wbili tylko jedną płytę. Do tego zwinęli się o trzeciej, czyli pół godziny za wcześnie. Dostało im się i groziłem, że wyrzucę wszystkich z pracy. Chcieli wracać, ale nie zgodziłem się, bo było już za późno. Na drugi dzień, zawsze jako pierwszy siedzę w biurze. Jest 6 rano. Powoli schodzą się moi pracownicy. W pewnym momencie, jeden z moich brygadzistów, rzuca pytanie. Jan? Czy tam gdzie wbijamy płyty, nie przechodzi podziemna, wysoko ciśnieniowa kanalizacja. W tej samej sekundzie zbladłem. Już wiedziałem, że wszyscy o tym zapomnieliśmy, ale ja jestem odpowiedzialny za wszystko, czyli to moja wina. Rury te przechodzą przez cały Brooklyn. W dzielnicy Coney Island są olbrzymie zbiorniki. Tam odprowadzane są wszystkie odchody z dolnej dzielnicy Brooklyn. Później olbrzymie pompy, przepychają to wszystko przez kilometry rur do dzielnicy Queens, gdzie znajduje się oczyszczalnia. Nie będę pisał o szczegółach technicznych. Jedno jest pewne. W momencie przebicia tych rur przez moje płyty, byłbym najsławniejszym Nowojorczykiem w tym dniu lub wielu dni. Setki tysięcy litrów odchodów wpłynęło by do oceanu, który jest tylko kilkanaście metrów o naszych wykopów. Budowa byłaby zatrzymana przez miasto i nie jestem sobie wyobrazić rozmiaru szkód. Pobiegłem natychmiast na miejsce tej operacji i zacząłem szukać czegoś, co dałoby mi jakiś namiar na tą linię. Znalazłem studzienkę i w prostej linii, od miejsca wbicia pierwszej płyty, zostało nam 3 metry. Czyli nie było tak źle i można było wbić jeszcze kilka z nich, bez problemu. Tym razem nie chciałem popełnić błędu. Natychmiast wysłałem koparkę i zaczęliśmy szukać rur. Tam gdzie obliczyłem, że powinna być, nic nie znaleźliśmy. Jeszcze pół godziny i jest. Dystans od płyty którą wbiliśmy i kanalizacji -.......tylko malutkie 2 centymetry. Gdyby nie urwali się z pracy wcześniej, była by tragedia.
Tym razem ktoś czuwał i się mną opiekował. Ludzie pracowali wolno, nic im nie wychodziło, urwali się wcześniej z pracy. Wszystko źle a tym razem dobrze. Dla porównania dodam, że przeciętnie wbijamy przynajmniej 15 takich płyt. A tutaj dwa dni tylko jedna. Czy ktoś wierzy w przeznaczenie?
Dodam, że byłem tak zdenerwowany, że musiałem udać się do wychodka i tutaj też nie będę pisał o szczegółach.


Wednesday, March 20, 2013

   Środa 20 Marzec


Wiosna zaczęła się oficjalnie, przynajmniej według kalendarza i niestety, tylko w kalendarzu. Dalej zimno, dwa dni temu spadł śnieg i chociaż szybko zniknął, pogoda nie jest nam przyjazna. Jedynie ta nadzieja, że gdzieś za rogiem czeka na nas wiosna.
    Dzisiaj otrzymałem pierwszy plan naszych tegorocznych wakacji. Pierwsze lata pobytu w Stanach to praca i tylko praca. Przez wiele lat nie mieliśmy żadnych wakacji. Ponieważ walczyliśmy o przetrwanie, zamienialiśmy wolne dni na dodatkowy czek. Później, nie było nas stać na nic poważniejszego. Teraz trzeba nadrobić i spełnić swoje marzenia poznania świata.
  W tym roku nasz wybór padł na Turcję. Szkoda, że tak mało czasu, ale jak wiecie mamy tylko trzy tygodnie wakacji na cały rok. Jeśli wszystko się dobrze ułoży, to będziemy w poniższych miejscach.
   Pamukkale. Oznacza to „zamek z bawełny„. Miasto w południowo-zachodniej Turcji. Miejsce to zawiera gorące źródła i tarasy minerałów węglanowych, pozostawionych przez płynące wody. Miasto powsatało wiele lat przed naszą erą. Opiszę wszystko, jak nam się uda tam dojechać a załączam kilka zdjęć.





Capadocia
    Leży na wysokim płaskowyżu, ponad 1000 metrów nad poziomem morza, obok wulkanicznych szczytów. Zawiera wile podziemnych miast, w durzej mierze wykorzystywanych, przez wczesnych chrześcijan, jako kryjówek. Miasta te posiadały setki pułapek i trudnych do zdobycia przejść. Otwory blokowane były dużymi okrągłymi kamieniami, otworami w sufitach a korytarze były bardzo wąskie, żeby utrudnić armii rzymskiej w przedostawaniu się do pomieszczeń mieszkalnych.Przedstawiam tutaj, jeden z planów takiego miasta.
Już to wystarczyłoby do chęci poznania tego miejsca. Mnie jednak ciągnie tam coś innego. Widoki okolic. Miasta te nie tylko budowane były pod ziemią, ale domostwa drążone były w cudownych okolicznych skałach. A wygląda to tak.


 
Chociaż obawiam się wyskokości, tym razem przełamię strach i spróbujemy lotu balonem, co jest tam bardzo popularne.
Następny przelot samolotem i odwiedzenie miasta Izmir. Tutaj chcemy trochę odpocząć, bo jest to miasto wypoczynkowe.


Oczywiście nie oznacza to, że nia ma tam ciekawych miejsc do zwiedzania. Chociażby te ruiny rzymskiego miasta.


Trzy dni powinny wystarczyć. Ponownie w samolot i największe miasto Turcji - Istambuł, czyli dawny Konstantynopol. Tam mamy spędzić ostatnie trzy dni i powrót do Stanów. Nie jest to dużo czasu na tak piękne miasto, powstałe 660 lat przed naszą erą. Napewno odwiedzimy dwa miejsca. Hagia Sophia

I Pałac Topkapi.
Chociaż wycieczka zaplanowana jest na koniec sierpnia, już nie mogę się doczekać. Żeby tylko zdrowie dopisało i nie stracić pracy.


   


Teraz ciekawostki z nowych wynalazków.

Tradycyjne żarówki powoli znikają w naszych sklepach. Najpierw pojawiły się chińskie (u nas wszystkie robione są w Chinach). Te z rtęcią. Zawijane w spiralę. Nieładne i dające światło podobne do neonu, co wielu ludziom nie odpowiadało. Teraz wszędzie można dostać LED. Te są dużo przyjemniejsze, dają więcej światła i bardzo oszczędne. Trudno dostać jednak wszystkie rozmiary i kształty. Ostatnio pojawiła się nowa żarówka. Jest zbudowana na zasadzie LED ale skubana jest do tego kształcona i jest mądra!

Tak więc, po jej wkręceniu, można podłączyć się do niej przez wi-fi i kontrolować ją telefonem czy Ipadem. Nie tylko włączać i wyłączać. Można zmienić ton koloru na delikatny, czy tak jak neon. Zmieniać można też kolory. I wybór jest pełny. Czerwony, niebieski, zielony. Mało tego. Na ekraniku telefonu, dają Ci kolorowy obrazek i do jakiego kolwiek koloru nie dotkniesz, taką barwą będzie świecić. Wystarczy? Nie! Można np. dodłączyć ją do muzyki i będzie migotała w takt myzyki. Jak światła na dyskotece. Jak ktoś lubi się bawić. Ceny tego cudeńka są jeszcze bardzo wysokie, ale to szybko spadnie, jak pójdzie w masową produkcję. Oczywiście nie wytrzymałem i musiałem sobie kilka kupić. Pomyślcie sobie jak to zmieni wygląd miast. Np. Nowy Jork w przyszłości. Każdy dom może być oświetlony we dowolnych kolorach tęczy. Teraz tylko Empire State Building i kilka innych ma kolorowe oświetlenie a tak każdy będzie mógł to zrobić. Ciekaw jestem jak będzie wyglądać NY w Boże Narodzenie w tradycyjnych czerono, zielonych kolorach?

 
 
   

   Komputery są coraz mniejsze. Jednak w ciągu kilku lat urządzenia mogą znacznie się zmniejszyć. Możemy mieć soczewki kontaktowe, które wystają nasze e-maile bezpośrednio na nasze oczy. Zespół z Uniwersytetu Waszyngtońskiego zakończyła niedawno badania nad nową generacją soczewek kontaktowych, które mogą umożliwić ludziom czytać ich e-maile, a nawet poszerzyć swoją wizję z informacji uzyskanych z Internetu. Obwody wykonane są z warstw metalu tylko kilka nanometrów grubości i wyposażone w diody elektroluminescencyjne pomiarowych jednej trzeciej milimetra. Ha? Założysz sobie kontakt i nawet telefon nie będzie potrzebny. Ciekaw jestem gdzie wsadzą nam mikrofon. Nie będę sugerował! Ciekaw jestem jak policja będzie nam dawała mandaty za czytanie e-maili w czasie jazdy samochodem.  
 Tego sobie jeszcze nie kupiłem!
 


   Apple telefon - zegarek. Projekt iWatch ma wsparcie WiFi oraz Bluetooth i inne.
Jest też czytnik, 16GB pamięci wewnętrznej, system prognozy pogody i możliwość podłączenia zegarka z iPad lub iPhone za pomocą WiFi. Prawdopodobnie najbardziej atrakcyjną cechą koncepcji firmy Apple Watch to projektor LCD obejmuje ona w stanie pokazać zdjęcia, zawsze i wszędzie. Jak się będzie przez niego rozmawiać? Dokładnie nie wiem i tak naprawdę, ten wynalazek mnie nie interesuje. Oczywiście konkurencja nie jest w tyle i podobno Samsung też wydaje swój zegarek.
 
 
 
 
 




 



 
 
 
 
 
 
 
 
 

Wednesday, March 6, 2013


     Środa  6  Marzec 


    Zacznę od tragicznego i niesamowitego wypadku, który zdarzył się u nas w stanie Floryda.  Mówi się że jak ma się pecha to i dachówka może Ci spaść w kościele na głowę.  Chyba jeszcze gorszym przypadkiem jest ten o którym wspominam. Mężczyzna poszedł spać w swoim domu i już się nie obudził. Dokładnie pod jego łóżkiem w sypialni, zapadła się ziemia. Powstała dziura 30 metrów głęboka i 7 szeroka. Do tego czasu jeszcze go nie znaleźli i nie znają powodu powstania dziury. Wszystko przysypane jest ziemia i gruzami domu. Nie chce się w to uwierzyć. Nie trzeba latać samolotami, jeździć samochodem czy po wypiciu alkoholu spaść ze schodów. Jak jest zapisane, że to jest Twój koniec, to przeznaczenie znajdzie Cię śpiącego w łóżku. Znalazłem kilka zdjęć z tego miejsca, które załączam poniżej. 

                   Po rozebraniu ścian domu. Widać dziurę w podłodze. Tam stało lóżko. 

                                                    Po rozbiórce całego domu. 


    Nie jest to pierwszy i ostatni przypadek takiej dziury. Przeważnie powstają one z dwóch powodów. Pierwszy to podziemny strumień, lub nawet rzeczka, której wody wymywają powoli ziemię z takiego miejsca, aż do zapadnięcia się powierzchni. Drugi to zepsuta kanalizacja, która w ten sam sposób wymywa ziemie.
  Załączam kilka ciekawych zdjęć z innych miejsc.

 




  W dalszym ciągu, nasz rząd nie może dojść do porozumienia w zatwierdzeniu budżetu na ten rok. Republikanie żądają obcięcia wydatków a Obama straszy nas, że doprowadzi nas to do kryzysu i się nie zgadza. Przełożyć to na język rodzinny, wyglądałoby to mniej więcej tak. Mąż i żona wydali takie ilości pieniędzy, że maja pożyczki na dom, samochód, meble i oprócz tego wszystkie kredyt karty zadłużone są na dziesiątki tysięcy złotych. Nie zarabiają tyle, żeby to spłacić i żona twierdzi, że trzeba wsiąść nowa pożyczkę, bo jak obetną wydatki to nie będzie potrafiła z tym żyć!  Mąż twierdzi, że trzeba troszeczkę obniżyć stopę życia bo jak nie, to doprowadzi to szybko do bankructwa. I nie mogą się dogadać, dalej wydając pieniądze!  Teraz wracamy do USA.
   Nie można znaleźć miejsc, gdzie pieniądze są marnotrawione? Podam kilka przykładów. I nie jest to żart. A przecież można to zrobić w każdej dziedzinie.

-       Łącznie 3 miliony dolarów została przyznane naukowcom z Uniwersytetu w Californi, w Irvine, aby mogli grać w gry wideo, takie jak World of Warcraft. Celem tego "badania gry wideo" jest podobno uczyć jak "wschodzące formy komunikacji, w ​​tym gier komputerowych i online wirtualne światy, takie jak World of Warcraft i Second Life może pomóc organizacjom współpracę i skuteczniej konkurować na globalnym rynku."
-      Ministerstwo Rolnictwa wydało dla Uniwersytetu New Hampshire 700.000 dolarów w tym roku do badania emisji metanu z krów mlecznych.
-       Narodowy Instytut Zdrowia spędził około 442.340 dolarów, aby badać zachowanie męskich prostytutek w Wietnamie.
-       US Ministerstwo od spraw Weteranów wydało 175 milionów dolarów w 2010 roku do utrzymania setek budynków, których nawet nie używają. Obejmuje to różowy, ośmioboczny Dom Małp w mieście Dayton, Ohio.
-       1,8 milionów dolarów amerykańskich podatników poszła na "muzeum neonów" w Las Vegas, Nevada.
-       Administracja Obamy planuje wydać od 16 do 20 milionów dolarów pomagając studentom z Indonezji zdobyć dyplom inzynierski.
-       Trudno w to uwierzyć, że rząd USA wydał 175.587 dolarów "w celu ustalenia, czy kokaina sprawia,że japońskie przepiórki są zaangażowane w działania ryzykowne seksualne"
-       Rząd USA wydał 200.000 dolarów na "program usuwania tatuażu" w Mission Hills, Kalifornia
-       Rząd USA raz wydał 2,6 milionów dolarów na szkolenie chińskich prostytutek: jak pić odpowiedzialnie.
-       Narodowy Instytut Zdrowia  wypłacił  badaczom 400.000 dolarów, aby dowiedzieć się, dlaczego geje w Argentynie angażują się w ryzykowne zachowania seksualne, gdy są pijani.
-    W 2009 roku, Federalna Administracja Lotnictwa spędziła 5 milionów dolarów, aby wysłać 3600 pracowników na 3 tygodniową konferencjię w Atlancie. Podobno było to niezbędne w celu promowania harmonii w miejscu pracy.
-       Niemal niewiarygodnie, Narodowy Instytut Zdrowia otrzymała 800.000 dolarów w "funduszy stymulacyjnych", aby zbadać wpływ "programu mycia narządów płciowych" na ludziach w Afryce Południowej.
 
Nie chce się wierzyć?  A jest tego dużo więcej. Nie chcę nudzić. Zaznaczam, że wydawanie naszych pieniędzy, to nie tylko wina demokratów ale także republikanów. Różnica jest w tym, że republikanie chcą to zatrzymać, a Obama chce wydatki jeszcze zwiększyć!
Oprócz tego rozdajemy pieniądze w lewo i w prawo. Np.:
Kraje które dostają od nas pieniądze co roku.  Podaje tylko pieniądze na pomoc ekonomiczną a dużo więcej idzie na militarną. Tylko kilka przykładów:
Afganistan – 2.5 miliarda dolarów
Irak – 1.2 miliarda
Pakistan -  miliard
Haiti – 1.2 miliarda
Kenia – miliard
Południowa Afryka – 755 milionów
Etiopia – 600 milionów
Filipiny – 580 milionów
Tanzania – 560 milionów
I lista ta jest bardzo długa.
A nam podwyższają podatki, bo nie mamy pieniędzy!!!
Nie mówiąc o tym, że 50% amerykanów, podatków nie płaci w ogóle.  Zero!!!
Jak tu się nie denerwować, kiedy rząd nasz prowadzi nas do bankructwa!  W prywatnym zawodzie wszyscy zostali by wyrzuceni na zbity pysk a im nic nie można zrobić!
 
     Na zakończenie coś z własnych wiadomści. Prace moje posuwają się do przodu. Mówię tym razem o naszym domu. Udało mi się odsunąć saunę. Samemu. Wyciąłem ścianę między pokojami. Przesunąłem kable elektryczne i wszystko inne co było mi na drodze. Teraz zostało zbudowanie nowych ścian, sufitu. Przesunięcie sauny w nowe miejsce i od nowa, urządzenie mojego warsztatu. Mam nadzieję skończyć na wiosnę, bo moja żona napewno będzie miała jakieś projekty na zewnątrz domu.  
 
          Tutaj jest sauna, odsunięta od ściany dzielącej ten pokój z warsztatem.
 

 
                                                Od strony warsztatu.
 
 
*****************************************************
Włączył się alarm przeciwpożarowy. Na wszelki wypadek, wybiegliśmy z domu.
Stając na zewnątrz i sprawdzając, czy wszystko jest w porządku, mówię do żony: 
Wiesz, kochanie, po raz pierwszy od 15 lat wyszliśmy gdzieś razem!
- I znów była awantura!

*****************************************************
Tydzień temu była piękna, wiosenna pogoda. Wyszliśmy do ogrodu.
W pewnym momencie żona odzywa się: - Zobacz jak dziś ładnie, aż chciałoby się odetchnąć pełną piersią…
To ja jej na to:- Nie przejmuj się, oddychaj tym czym masz!
I znów była awantura!

 
*****************************************************




Saturday, March 2, 2013

    Sobota  3  Marzec




   Zima kończy się powoli. Został nam tylko marzec. Na szczęście! Pod tym względem, niedźwiedzie są mądrzejsze od ludzi. Przesypiają sobie spokojnie całą zimę a nawet dzieci rodzą się jak matka śpi. Budzisz się, a tutaj piękna wiosna i dzieciaki już w pełni sprawne. Tylko trochę odchudzeni ale to też nam by się przydało.
     Na budowie walczę z pogodą. Albo za zimno, albo śnieg a jak już trochę cieplej to pada deszcz. Trudno w tych warunkach nadgonić zaległości.
Co miesiąc, mamy robione zdjęcia z helikoptera. Możemy wtedy dokładnie widzieć zmiany na naszych terenach. Nie mogę pokazać wszystkich, bo za dużo ale kilka warto obejrzeć.
  Pierwszy Paerdegat most.  
                                              Listopad 2011

Budujemy pierwszy w kierunku wschodnim.
Oczywiście nie tylko most ale całą autostradę. Most jednak wygląda najlepiej.

 
 
 

                                                    Wrzesień 2012
    Pierwszy w kierunku wschodnim już jest oddany do ruchu. W kierunku wschodnim, kładziemy stalowe belki. A pomiędzy widać starą autostradę.

 
 

                                                        Listopad 2012
 Belki pokryte są już betonem. Ostatnie prace na dojazdach do mostu.


 
 
                                                Styczeń 2013

 Obydwa kierunki już skończone. Rozbieramy stary most.



     Rockaway Bridge. Drugi most jest dużo mniejszy, ale jest on nad drogą dojazdową do autostrady i nie mamy prawa jej nigdy zamknąć, czyli trzeba to robić przy normalnym ruchu samochodów.
                                           
                                           Listopad 2011
                              Kończymy kierunek - zachód.
 

 

                                                                  Wrzesień 2012

Budujemy następną część. W przyszłości połowa będzie w kierunku zachodnim a druga połowa we wschodnim. Tymczasowo ta część będzie w kierunku wschodnim.


Listopad 2012
 
 
 
                                                         Styczeń 2013
        Ostatnia część mostu i dróg dojazdowych w budowie.

    Posuwamy się powoli do przodu. Opóźnienia spowodowane są przeważnie pogodą oraz głupotą inspektorów i warunkami narzuconymi przez miasto. Przykłady?
   -   Rozbieramy stary most. Belki metalowe, pomalowane były farbą, która zawiera ołów. Przez lata, 75% odpadło z powodu korozji. Wszystko to wpadało do wody i na piaski. My musimy to tak robić, żeby nic nie spadło z mostu. Przed rozbiórką, każda belka została owinięta w specjalne materiały i przestrzeń między nimi wyłożona została drewnem. Samo to kosztowało nas 100,000 dolarów. Kiedy maszyny zrywają beton, lub belki, pod mostem chodzi trzech ludzi i zbiera każdy odłamek farby, który wydostanie się z tych zabezpieczeń. I tak zostaliśmy zatrzymani kilka razy przez inspektoów, bo zauważyli, że kilka odłamków farby nie zostało podniesionych!!!!!

   -  Dwa tygodnie temu, było trochę cieplej i wylewaliśmy beton na nową drogę. Każda z trzech budów (Paerdegat i Rockaway są moje  a Fresh Creek kolegi - Paula) ma innych inspektorów i prowadzącego inżyniera z miasta. Ja wylewałem beton na Paerdegat, bez problemu. Paul na Fresh Creek, bez problemu. Rockaway wysłało nam list, że nie mamy prawa kłaść beton w tym dniu, bo temperatura powietrza jest o jeden stopień za niska!!!! Najśmieszniejsze, że nie mieliśmy żadnego zamiaru i oni o tym wiedzieli, mimo wszystko na wszelki wypadek taki list wysłali.

   -  Pół roku temu, wylewaliśmy beton na Paerdegat. Pogoda była ładna. Wylaliśmy trzydzieści betoniarek. Pod sam koniec dnia, znikąd spadł deszcz. Natychmiast przykryliśmy beton plastykiem. Przeczekaliśmy deszcz i pół godziny później wróciliśmy do pracy. Niestety plastic zostawił ślady na powierzchni najświeższego betonu. Niezauważalne dla niepoinformowach. Miasto kazało nam tą część zerwać i zaczynać od nowa. Sto metów betonowej drogi. Nie było z nią nic złego. Nie było też dyskusji. Zrywać!!  Dwa tygodnie temu. Paul wylewał beton i też zaczęło padać. Postanowił przerwać tą operację. Inspektorzy spytali się dlaczego i ten odpowiedział, że z powodu deszczu. A oni na to: co się przejmujesz, to tylko deszcz. I dalej wylewał.

    - Za miesiąc zacznę ostatnią fazę na Paerdegat Bridge. Część tej budowy, znajdzie się dokładnie pomiędzy otwartymi już drogami. Nie ma możliwości się tam dostać. Jedyne wyjście to jeździć w kierunku zachodnim. Jest to daleka droga i prowadzi przez inny most, który ma ograniczenia na ciężar i ciężki sprzęt nie powinien przez niego jeździć. Nie ma jednak innego wyjścia. I znów paradoks. Ciężarówki należące do miasta, przejeżdżają tą drogą codziennie i bez ograniczeń. Kiedy o tym wspominamy oni mówią, że to nie nasza sprawa. Oni mogą a my nie!!!!   Muszę zbudować dodatkowe drogi, żeby skończyć budowę, za co miasto nam nie zapłaci bo uważają, że to nie ich problem z dostaniem się na budowę!!!!

   Mógłbym pisać o tym w nieskończoność, bo dzieje się to na codzień. Niestety nic to nie zmieni i dalej muszę znaleźć rozwiązania na każdy z tych problemów, żeby skończyć budowę na czas.

Kończę tak jak zacząłem. Na szczęście idzie wiosna.
 

Saturday, February 16, 2013


    Sobota 16 Luty

 

  Ostatnim razem pisałem na temat śnieżycy w Nowym Jorku. Napisałem też, że nie było tak źle. Okazało się jednak, że różnie to było. Nam się po prostu udało, ale kilkanaście kilometrów od nas, było zupełnie inaczej!

    Zacznę od historii mojego pracownika. Greg jest oparatorem maszyn (koparek,spychaczy). W piątek po pracy, był jednym z tych, którzy zostali na następną zmianę, żeby w razie potrzeby usunąć śnieg na naszej budowie. Pracował następne 8 godzin, ale nie miał dużo pracy. W okolicach budowy spadło w tym czasie około 3 centymetrów śniegu. Po tym długim dniu, zaczął powrót do domu. Mieszka na Long Island i normalnie zabiera mu około godziny, żeby dojechać do domu. Po 20 minutach, przejechał granicę Queens z Long Island. Wtedy się zaczęło. Tam spadało dwa razy więcej śniegu niż u nas i były duże wiatry. Nic nie było odśnieżone. Regionalne służby całkowicie zawaliły sprawę. Nawet główne autostrady były nieprzejezdne. Im głębiej w wyspę, tym więcej samochodów było całkowicie zakopanych w śniegu. Próbował jechać bocznymi drogami i tam nie było lepiej. Kilka razy sam kopał dróżki w śniegu, żeby przejechać skrzyżowanie.
    Całkowicie wykończony fizycznie i psychicznie dojechał do domu po.......    9-ciu godzinach jazdy.
    Władze całkowicie straciły kontrolę nad sytuacją. Wezwano kontraktorów, także naszą firmę i próbowano usunąć śnieg. Było już za późno. Wszystkie drogi blokowały opuszczone samochody. Nikt nie wiedział od którego miejsca zacząć. Ludzie dzwonili o pomoc. Okazało się, że niektóre ulice nie zostały dotnknięte aż do środy, czyli 5 dni od pierwszego śniegu.
    Zdarzyły się też przypadki śmierci. Jednym z najtragiczniejszych jest ta, gdzie ojciec jechał z synem. Kiedy się zakopali, czekał na pomoc, która nie przychodziła. Po dłuższym czasie, zdecydował się na szukanie kogoś, kto mógł by mu pomóc. Zostawił samochód włączony, żeby syn nie zmarzł. Nie pomyślał, że było już dużo śniegu i rura wydechowa jest zasypana. Wydzieliny, zamiast na zewnątrz, dostawały się do środka samochodu. Kiedy wrócił, syn już nie żył!
   Wszyscy są oburzeni i mają powody. Long Island jest jednym z tych miejsc, gdzie podatki na domy są najwyższe w całej Ameryce. Wielu ludzi zostało wyrzuconych z pracy. Między innymi, główny szef działu transportu, którego znam z moich poprzednich budów.

   Załączam kilka zdjęć z okolic.


 
 

 
 

    Wszyscy razem, byliśmy niedawno na Cruisie po Karaibach. Ciekawa jest więc „przygoda„ ludzi, którzy mieli podobną wycieczkę. Znajdowali się na statku z linii Carnival (my byliśmy na Princess). Wybuchł pożar w maszynowni i silniki statku przestały pracować. Ludzie stali się więźniami w miejscu, w którym jeszcze chwilę wcześniej dobrze się bawili. Ponieważ był to już prawie koniec wycieczki, wszystko było na wyczerpaniu. Po kilku dniach zaczęł brakować jedzenia. Z usłysznych histori, w ostatnie dni, trzeba było czekać kilka godzin w kolejce na kanapki z ogórkiem, czy pomidorem. To chyba nie było jeszcze najgorsze. Przestały działać toalety. Pamiętacie jak one działały? Po każdym spuszczeniu wody, wydobywał się dość głośy oddgłos w rodzaju ssanego powietrza. Bo na tej zasadzie to działa. Podobnie jak w samolotach. Ludzie dostawali torebki na załatwianie swoich potrzeb a siusiać mieli pod prysznic. Po pewnym czasie, wszyscy zaczęli narzekać na smrody ale nic nie można było na to pomóc. Wśród takiej ilości ludzi, znajdą się zawsze brudasy, niechluje i oni wyrzucali te torby w miejsca publiczne. Nie działała też klimatyzacja, więc ludzie zaczęli przenosić się na leżaki pod otwarte niebo. Musiało być tam bardzo nieprzyjemnie.



     Kilka dni temu dobili do brzegu. Teraz wszyscy są już w domu i jak znam ludzi, każdy zastanawia się nad sądzeniem właścicieli statku. Choć przed wyjazdem podpisuję się papierki, które mówią o podobnych sytuacjach i pasażerowie zgadzają się na to i przyżekają, że nie będą oddawać spraw do sądu. Podobno (tak wszyscy wspominają), obsługa była wyjątkowo przyjemna i pomocna. Robili wszystko co mogli, żeby wszystkim polepszyć warunki. A mieli gorzej od innych. Oni mają pokoiki bardzo małe i mieszkają po kilku w jednym. Bez okien. Jedzenie, też dostają ostatni. A przy tym musieli sprzątać te wszystkie odchody. Im współczuję.
    No ale ludzie na pewno ucierpieli. Można pocieszyć się tylko tym, że lepiej, że to stało się na statku morskim a nie w samolocie!!!

      Skończyłem główne prace w garażu. Zostało kilka rzeczy do zrobienia, ale to drobnostki.
 
 

 

Po lewej stronie, na półce stoją książki. Powodem jest to, że półka ta jest bardzo płytka. Zaraz za książkami jest ściana. Tutaj zrobiłem wgłębienie z innego pokoju. Tam teraz stoi odgrywacz DVD, radio i wzmacniacz i nie wystaje mi to ze ściany.

Teraz czas na zaczęcie przeróbki pokoju do ćwiczeń i sauny. Nawet nie wiem jak się za to wziąść. No ale to nie dzisiaj.

   Tutaj są stoliczki do ogrodu, które zrobiła Elaine. Czarne linie są wypalone w drewnie. Reszta pomalowana i pokryta lakierem.



 

   Ostatnia rzecz to ostrzeżenie dla panów. Nie zapomnijcie nigdy kupić swoim żonom, dziewczynom, czekoladek lub kwiatów na Walentynki!!!

    Ja w tym roku, wróciłem do domu i nic nie miałem. Złożyłem życznie Wieśce i mówię, że nie kupiłem czekoladek bo wiem że razem z Elaine są na diecie. Kwiatów też, po szkoda pieniędzy, zaraz zwiędną. Mówie, że zabieram je do dobrej restauracji na obiad. A ona wtedy: To świetnie, że nic nie kupiłeś. My i Elaine, potrzebujemy nowe meble do pokoju wypoczynkowego, to zamiast wydawać pieniądze na obiad, kupisz nam meble!!!

 Niezła zamiana!  Ku....a! Zawsze będę kupował czekoladki. Dieta czy nie!

 

******************************

Siedzimy przy stole i jemy obiad. Niespodziewanie żona oblała sobie bluzkę i mówi - No? Nie wyglądam  teraz jak świnia ?
No i jeszcze do tego zupą się oblałaś!

I znów była awantura!

*****************************

Dzisiaj dostałem za spóźniający się zegar.
Wróciłem do domu po pracy i zaraz na powitanie, żona mówi:
- Wiesz, dzisiaj przechodziłam przez przedpokój i zegar spadł ze ściany zaraz za mną. Chwila wcześniej i spadłby mi na głowę.
- Zawsze się cholera spóźniał! - odpowiedziałem

I znów była awantura!