Saturday, March 2, 2013

    Sobota  3  Marzec




   Zima kończy się powoli. Został nam tylko marzec. Na szczęście! Pod tym względem, niedźwiedzie są mądrzejsze od ludzi. Przesypiają sobie spokojnie całą zimę a nawet dzieci rodzą się jak matka śpi. Budzisz się, a tutaj piękna wiosna i dzieciaki już w pełni sprawne. Tylko trochę odchudzeni ale to też nam by się przydało.
     Na budowie walczę z pogodą. Albo za zimno, albo śnieg a jak już trochę cieplej to pada deszcz. Trudno w tych warunkach nadgonić zaległości.
Co miesiąc, mamy robione zdjęcia z helikoptera. Możemy wtedy dokładnie widzieć zmiany na naszych terenach. Nie mogę pokazać wszystkich, bo za dużo ale kilka warto obejrzeć.
  Pierwszy Paerdegat most.  
                                              Listopad 2011

Budujemy pierwszy w kierunku wschodnim.
Oczywiście nie tylko most ale całą autostradę. Most jednak wygląda najlepiej.

 
 
 

                                                    Wrzesień 2012
    Pierwszy w kierunku wschodnim już jest oddany do ruchu. W kierunku wschodnim, kładziemy stalowe belki. A pomiędzy widać starą autostradę.

 
 

                                                        Listopad 2012
 Belki pokryte są już betonem. Ostatnie prace na dojazdach do mostu.


 
 
                                                Styczeń 2013

 Obydwa kierunki już skończone. Rozbieramy stary most.



     Rockaway Bridge. Drugi most jest dużo mniejszy, ale jest on nad drogą dojazdową do autostrady i nie mamy prawa jej nigdy zamknąć, czyli trzeba to robić przy normalnym ruchu samochodów.
                                           
                                           Listopad 2011
                              Kończymy kierunek - zachód.
 

 

                                                                  Wrzesień 2012

Budujemy następną część. W przyszłości połowa będzie w kierunku zachodnim a druga połowa we wschodnim. Tymczasowo ta część będzie w kierunku wschodnim.


Listopad 2012
 
 
 
                                                         Styczeń 2013
        Ostatnia część mostu i dróg dojazdowych w budowie.

    Posuwamy się powoli do przodu. Opóźnienia spowodowane są przeważnie pogodą oraz głupotą inspektorów i warunkami narzuconymi przez miasto. Przykłady?
   -   Rozbieramy stary most. Belki metalowe, pomalowane były farbą, która zawiera ołów. Przez lata, 75% odpadło z powodu korozji. Wszystko to wpadało do wody i na piaski. My musimy to tak robić, żeby nic nie spadło z mostu. Przed rozbiórką, każda belka została owinięta w specjalne materiały i przestrzeń między nimi wyłożona została drewnem. Samo to kosztowało nas 100,000 dolarów. Kiedy maszyny zrywają beton, lub belki, pod mostem chodzi trzech ludzi i zbiera każdy odłamek farby, który wydostanie się z tych zabezpieczeń. I tak zostaliśmy zatrzymani kilka razy przez inspektoów, bo zauważyli, że kilka odłamków farby nie zostało podniesionych!!!!!

   -  Dwa tygodnie temu, było trochę cieplej i wylewaliśmy beton na nową drogę. Każda z trzech budów (Paerdegat i Rockaway są moje  a Fresh Creek kolegi - Paula) ma innych inspektorów i prowadzącego inżyniera z miasta. Ja wylewałem beton na Paerdegat, bez problemu. Paul na Fresh Creek, bez problemu. Rockaway wysłało nam list, że nie mamy prawa kłaść beton w tym dniu, bo temperatura powietrza jest o jeden stopień za niska!!!! Najśmieszniejsze, że nie mieliśmy żadnego zamiaru i oni o tym wiedzieli, mimo wszystko na wszelki wypadek taki list wysłali.

   -  Pół roku temu, wylewaliśmy beton na Paerdegat. Pogoda była ładna. Wylaliśmy trzydzieści betoniarek. Pod sam koniec dnia, znikąd spadł deszcz. Natychmiast przykryliśmy beton plastykiem. Przeczekaliśmy deszcz i pół godziny później wróciliśmy do pracy. Niestety plastic zostawił ślady na powierzchni najświeższego betonu. Niezauważalne dla niepoinformowach. Miasto kazało nam tą część zerwać i zaczynać od nowa. Sto metów betonowej drogi. Nie było z nią nic złego. Nie było też dyskusji. Zrywać!!  Dwa tygodnie temu. Paul wylewał beton i też zaczęło padać. Postanowił przerwać tą operację. Inspektorzy spytali się dlaczego i ten odpowiedział, że z powodu deszczu. A oni na to: co się przejmujesz, to tylko deszcz. I dalej wylewał.

    - Za miesiąc zacznę ostatnią fazę na Paerdegat Bridge. Część tej budowy, znajdzie się dokładnie pomiędzy otwartymi już drogami. Nie ma możliwości się tam dostać. Jedyne wyjście to jeździć w kierunku zachodnim. Jest to daleka droga i prowadzi przez inny most, który ma ograniczenia na ciężar i ciężki sprzęt nie powinien przez niego jeździć. Nie ma jednak innego wyjścia. I znów paradoks. Ciężarówki należące do miasta, przejeżdżają tą drogą codziennie i bez ograniczeń. Kiedy o tym wspominamy oni mówią, że to nie nasza sprawa. Oni mogą a my nie!!!!   Muszę zbudować dodatkowe drogi, żeby skończyć budowę, za co miasto nam nie zapłaci bo uważają, że to nie ich problem z dostaniem się na budowę!!!!

   Mógłbym pisać o tym w nieskończoność, bo dzieje się to na codzień. Niestety nic to nie zmieni i dalej muszę znaleźć rozwiązania na każdy z tych problemów, żeby skończyć budowę na czas.

Kończę tak jak zacząłem. Na szczęście idzie wiosna.
 

Saturday, February 16, 2013


    Sobota 16 Luty

 

  Ostatnim razem pisałem na temat śnieżycy w Nowym Jorku. Napisałem też, że nie było tak źle. Okazało się jednak, że różnie to było. Nam się po prostu udało, ale kilkanaście kilometrów od nas, było zupełnie inaczej!

    Zacznę od historii mojego pracownika. Greg jest oparatorem maszyn (koparek,spychaczy). W piątek po pracy, był jednym z tych, którzy zostali na następną zmianę, żeby w razie potrzeby usunąć śnieg na naszej budowie. Pracował następne 8 godzin, ale nie miał dużo pracy. W okolicach budowy spadło w tym czasie około 3 centymetrów śniegu. Po tym długim dniu, zaczął powrót do domu. Mieszka na Long Island i normalnie zabiera mu około godziny, żeby dojechać do domu. Po 20 minutach, przejechał granicę Queens z Long Island. Wtedy się zaczęło. Tam spadało dwa razy więcej śniegu niż u nas i były duże wiatry. Nic nie było odśnieżone. Regionalne służby całkowicie zawaliły sprawę. Nawet główne autostrady były nieprzejezdne. Im głębiej w wyspę, tym więcej samochodów było całkowicie zakopanych w śniegu. Próbował jechać bocznymi drogami i tam nie było lepiej. Kilka razy sam kopał dróżki w śniegu, żeby przejechać skrzyżowanie.
    Całkowicie wykończony fizycznie i psychicznie dojechał do domu po.......    9-ciu godzinach jazdy.
    Władze całkowicie straciły kontrolę nad sytuacją. Wezwano kontraktorów, także naszą firmę i próbowano usunąć śnieg. Było już za późno. Wszystkie drogi blokowały opuszczone samochody. Nikt nie wiedział od którego miejsca zacząć. Ludzie dzwonili o pomoc. Okazało się, że niektóre ulice nie zostały dotnknięte aż do środy, czyli 5 dni od pierwszego śniegu.
    Zdarzyły się też przypadki śmierci. Jednym z najtragiczniejszych jest ta, gdzie ojciec jechał z synem. Kiedy się zakopali, czekał na pomoc, która nie przychodziła. Po dłuższym czasie, zdecydował się na szukanie kogoś, kto mógł by mu pomóc. Zostawił samochód włączony, żeby syn nie zmarzł. Nie pomyślał, że było już dużo śniegu i rura wydechowa jest zasypana. Wydzieliny, zamiast na zewnątrz, dostawały się do środka samochodu. Kiedy wrócił, syn już nie żył!
   Wszyscy są oburzeni i mają powody. Long Island jest jednym z tych miejsc, gdzie podatki na domy są najwyższe w całej Ameryce. Wielu ludzi zostało wyrzuconych z pracy. Między innymi, główny szef działu transportu, którego znam z moich poprzednich budów.

   Załączam kilka zdjęć z okolic.


 
 

 
 

    Wszyscy razem, byliśmy niedawno na Cruisie po Karaibach. Ciekawa jest więc „przygoda„ ludzi, którzy mieli podobną wycieczkę. Znajdowali się na statku z linii Carnival (my byliśmy na Princess). Wybuchł pożar w maszynowni i silniki statku przestały pracować. Ludzie stali się więźniami w miejscu, w którym jeszcze chwilę wcześniej dobrze się bawili. Ponieważ był to już prawie koniec wycieczki, wszystko było na wyczerpaniu. Po kilku dniach zaczęł brakować jedzenia. Z usłysznych histori, w ostatnie dni, trzeba było czekać kilka godzin w kolejce na kanapki z ogórkiem, czy pomidorem. To chyba nie było jeszcze najgorsze. Przestały działać toalety. Pamiętacie jak one działały? Po każdym spuszczeniu wody, wydobywał się dość głośy oddgłos w rodzaju ssanego powietrza. Bo na tej zasadzie to działa. Podobnie jak w samolotach. Ludzie dostawali torebki na załatwianie swoich potrzeb a siusiać mieli pod prysznic. Po pewnym czasie, wszyscy zaczęli narzekać na smrody ale nic nie można było na to pomóc. Wśród takiej ilości ludzi, znajdą się zawsze brudasy, niechluje i oni wyrzucali te torby w miejsca publiczne. Nie działała też klimatyzacja, więc ludzie zaczęli przenosić się na leżaki pod otwarte niebo. Musiało być tam bardzo nieprzyjemnie.



     Kilka dni temu dobili do brzegu. Teraz wszyscy są już w domu i jak znam ludzi, każdy zastanawia się nad sądzeniem właścicieli statku. Choć przed wyjazdem podpisuję się papierki, które mówią o podobnych sytuacjach i pasażerowie zgadzają się na to i przyżekają, że nie będą oddawać spraw do sądu. Podobno (tak wszyscy wspominają), obsługa była wyjątkowo przyjemna i pomocna. Robili wszystko co mogli, żeby wszystkim polepszyć warunki. A mieli gorzej od innych. Oni mają pokoiki bardzo małe i mieszkają po kilku w jednym. Bez okien. Jedzenie, też dostają ostatni. A przy tym musieli sprzątać te wszystkie odchody. Im współczuję.
    No ale ludzie na pewno ucierpieli. Można pocieszyć się tylko tym, że lepiej, że to stało się na statku morskim a nie w samolocie!!!

      Skończyłem główne prace w garażu. Zostało kilka rzeczy do zrobienia, ale to drobnostki.
 
 

 

Po lewej stronie, na półce stoją książki. Powodem jest to, że półka ta jest bardzo płytka. Zaraz za książkami jest ściana. Tutaj zrobiłem wgłębienie z innego pokoju. Tam teraz stoi odgrywacz DVD, radio i wzmacniacz i nie wystaje mi to ze ściany.

Teraz czas na zaczęcie przeróbki pokoju do ćwiczeń i sauny. Nawet nie wiem jak się za to wziąść. No ale to nie dzisiaj.

   Tutaj są stoliczki do ogrodu, które zrobiła Elaine. Czarne linie są wypalone w drewnie. Reszta pomalowana i pokryta lakierem.



 

   Ostatnia rzecz to ostrzeżenie dla panów. Nie zapomnijcie nigdy kupić swoim żonom, dziewczynom, czekoladek lub kwiatów na Walentynki!!!

    Ja w tym roku, wróciłem do domu i nic nie miałem. Złożyłem życznie Wieśce i mówię, że nie kupiłem czekoladek bo wiem że razem z Elaine są na diecie. Kwiatów też, po szkoda pieniędzy, zaraz zwiędną. Mówie, że zabieram je do dobrej restauracji na obiad. A ona wtedy: To świetnie, że nic nie kupiłeś. My i Elaine, potrzebujemy nowe meble do pokoju wypoczynkowego, to zamiast wydawać pieniądze na obiad, kupisz nam meble!!!

 Niezła zamiana!  Ku....a! Zawsze będę kupował czekoladki. Dieta czy nie!

 

******************************

Siedzimy przy stole i jemy obiad. Niespodziewanie żona oblała sobie bluzkę i mówi - No? Nie wyglądam  teraz jak świnia ?
No i jeszcze do tego zupą się oblałaś!

I znów była awantura!

*****************************

Dzisiaj dostałem za spóźniający się zegar.
Wróciłem do domu po pracy i zaraz na powitanie, żona mówi:
- Wiesz, dzisiaj przechodziłam przez przedpokój i zegar spadł ze ściany zaraz za mną. Chwila wcześniej i spadłby mi na głowę.
- Zawsze się cholera spóźniał! - odpowiedziałem

I znów była awantura!

Saturday, February 9, 2013


Sobota  9  Luty


 
   Siedzę w fotelu z masażem i i leczę swoje obolałe plecy. Przy okazji mogę coś napisać.

Wczoraj była śnieżyca w Nowym Jorku. Po ostatnim huraganie „Sandy„, wszyscy się obawiają następnego i dlatego w radiu i telewizji ostrzegali przed bardzo poważnej śnieżycy. Nie było jednak tak najgorzej. U nas spadło około 30 centymetrów śniegu a trochę na północ, 60 centymetrów. Ludzie się jednak przestraszyli i w piątek, w wielu stacjiach benzynowych, zabrakło paliwa. Ponieważ było stosunkowo ciepło, kilka stopni Celsjusza a później temperatura spadała, śnieg był mokry. To najlepszy śnieg, jeśli chodzi o widoki na następny dzień. Nie wychodziłem dzisiaj nigdzie, ale zrobiłem zdjęcia naszego domu.
 




 

 

    Oczywiście, musiałem odśnieżyć wokół domu i to jedna z przyczyn, że wszystko mnie boli. Druga, to po usunięciu śniegu, kontynuowałem prace w moim garażu. No i za to teraz płacę.

    Pogoda niestety, powoduje duże problemy w pracy. Został mi 6 miesięcy na skończenie całej budowy. Liczy się więc każdy dzień. A tutaj jak nie przymrozki, to deszcz a teraz jeszcze do tego zasypani śniegiem, czyli nic nie będę mógł robić. Oprócz usuwania śniegu, bo nie mogę czekać na jego stopnienie. Załączam kilka zdjęć z budowy. Pierwsze to widok na Freedom Tower. Widać, że to już ostatnia faza budowy.


 

   A tutaj, rozbieramy stary most. Nie jest to bardzo trudna praca, ale w Nowym Jorku jest! Nic nie może wpaść do wody. Szczególnie stara farba, która zawiera ołów. Inspektorzy tylko czekają, żeby zatrzymać rozbiórkę. Tak więc, najtrudniejsza część prac polega na zawijaniu wszustkiego w specjalne materiały, odkurzanie belek i zabezpieczeń (nie żartuję, jak piszę odkurzanie). Zakładanie zabezpieczeń, chroniących wodę pod nami przed gruzami i później rozbieranie tego wszystkiego. Wariatkowo!




 

     Jeszcze jedna rzecz na zakończenie. Skończyłem robić film z imprezy Halloween z poprzedniego roku. Można go tu obejrzeć.
 
 

 

**********************
    - Spytałem się żonie, co chce dostać na rocznicę ślubu.
    - Coś lakierowanego, najlepiej w białym kolorze, co leci od zera do setki w ciągu trzech sekund - odpowiedziała
    - Wobec tego kupiłem jej wagę!
    I znów była awantura!

 **********************
Byliśmy wczoraj w poradni małżeńskiej
  - Na czym polega państwa problem? - spytał się lekarz
  - Bo żona mi nie daje... - zacząłem
  - Och Ty jełopie zakłamany! - przerwała mi
  - Ja Ci nie daję, napalona fujaro złamana!? Ja, ja?!
  Teraz to Ci „du - czenie„ w głowie, co?!
  - Nie daje mi dojść..- próbowałem skończyć
  - O Ty kutafonie wygięty?! Ja Ci dojść nie daję?! Jak
  Ty masz niby dojść impotencie „zas..any„, hipokryto ty?!
  - ...do słowa - skończyłem
I znów była awantura.

Tuesday, January 22, 2013


    Wtorek 22 Styczeń 


 

     Skończyłem pracę nad filmami z Afryki. Zajęło mi to trochę czasu ale sprawiło też dużo przyjemności, bo jeszcze raz przeżywałem chwile, które tam spędziłem. Minęło tylko kilka miesięcy od naszych wakacji, a wszystko przesunęło się do formy wspomnień i trudno uwierzyć że tam byłem. Zdjęcia są jednak dowodem, że tam byłem. Poniżej druga i ostatnia część ze zdjęciami z naszego pobytu.

 

 

   Tak jak wspominałem, ostatnie tygodnie to praca zawodowa a w weekendy praca w domu. Różnica tylko taka, że w tygodniu pracuję dla innych, więc trzymamy się zasad cywilizowanego świata i trwa to tylko 8 godzin dziennie a w domu nie bronią mnie związki zawodowe, więc jak za czasów niewolnictwa, pracuję po 12 godzin i nawet nie ma czasu na przerwy na posiłki. Mało tego moja żona nawet mi nie płaci.Ha, ha. W tym miejscu może wrócę do moich kłótni małżeńskich, bo dawno nic nie pisałem.


- Zapytała mnie żona:
- Powiedz kochanie, czy jestem twoim skarbem?

 - A co, chciałabyś, żebym cię zakopał?
 - I znów była awantura!

 ***********************************************************

- Kochanie, czy Ty uważasz mnie za idiotkę? - spytała mnie żona
 - Absolutnie, nie! Ale Ty zawsze uważasz, że ja nie mam racji!
 - I znów była awantura!

 ***********************************************************
 Przyglądałem się żonie, jak ubierała się na imprezę.
 - Kochanie - pytam. Czy Ty nosiłabyś buty, jak byś nie miała stóp?
 - Oczywiście że nie. Co za idiotyczne pytanie.
 - No to po cholerę nosisz biustonosz?
 - I znów była awantura. Oczywiście nie poszliśmy na imprezę!




    Ponieważ nic ciekawego się u nas nie dzieje, to trochę na temat polityki i wydarzeniach.

    W Nowym Jorku odbywa się następny strajk. Tym razem kierowców szkolnych autobusów. W Polsce nie ma takiej instytucji (przynajmniej o tym nie wiem). Każdy musi martwić się o siebie. Tutaj w szkołach publicznych, miasto zapewnia transport do szkoły. Tak jak taksówki, te autobusiki są żółte. Kierowcy, oczywiście należą do związków zawodowych. Na początek zarabia on 14 dolarów na godzinę i około 40000.00 dolarów na rok. Nie są to największe zarobki, ale! Mój sąsiad w poprzednim miejscu zamieszkania, ma tą pracę. Jadą rano do pracy, zawożą dzieci do szkoły. Po 8 czy 9-tej są wolni. Wiem o tym dokładnie, bo sąsiad wracał do domu i parkował mi zawsze przed moją drogą wjazdową do garażu. Muszą wrócić autobusem pod szkołę pod koniec dnia, rozwożą dzieci do domu i to koniec pracy. We wszystkie święta, wolne w szkołach, wakacje, przerwy (a szkoły mają tego niesamowitą ilość) oni też mają wolne. Wielu z nich (tak jak mój znajomy), ma dodatkową pracę w tych okresach i ich zarobki rosną do przeciętnych w Nowym Jorku.

     Zresztą, nie poszli oni na strajk z powodu pieniędzy. Miasto zdecydowało na nie odnowienie, podpisanego kilkadziesiąt lat temu porozumienia o gwarancji pracy. Wiadomo, że miasto i kraj walczy z recesją i trzeba zaciskać pasa. Nikt nikogo nie zwalnia z pracy, miasto tylko chce dać firmą autobusowym prawo do przebijania prac, tak zresztą, jak w każdej innej dziedzinie. Ten dostanie kontrakt, kto poda najniższą cenę. Kierowcy protestują, bo to kończy ich gwarantowane zatrudnienie. Jak nowa firma wygra, to zatrudni takich kierowców jakich wybierze a tak pracują Ci co zawsze i nieważne czy leniwy, czy się spóźnia etc. to ma gwarancję, ponieważ ma największy staż. I gdzie tu logika? Przestaje się liczyć pracowitość, zdolności. Oni uważają, że jak pracujesz raz to musisz mieć pracę do końca życia. Też tak bym chciał. Z moimi latami pracy! Wstawałbym później, do pracy w ostatniej chwili wydałbym kilka poleceń, rozsiadł w mym fotelu przy biurku, pograł na komputerze, podrzemał i pod koniec sprawdził, czy inni nie przespali swojego dnia i do domu, oczywiście troszeczkę wcześniej! Na razie nie wygląda na to, żeby miasto się ugięło i dzieci szukają drogi do szkoły tak jak te w Polsce. Rodzice, zwykłe autobusy a jak stać na to, to taksówki.

     Następna sprawa, która poruszyła całą Amerykę, to sprawa broni palnej.
Po tej strzelaninie w szkole w Connecticut, Ameryka rozbiła się na dwie. Jedna grupa to Ci co wierzą w drugą poprawkę do konstytucji i prawo do posiadania broni a druga to Ci co uważają, że powinno to być ograniczone albo całkowicie zakazane. Najpierw moja opinia. NIE MAM OPINII. Albo mam, tylko trochę to skomplikowane. Z jednej strony uważam, że nie ma potrzeby, żeby ludzie posiadali broń maszynową czy inną temu podobną. Z drugiej jednak strony nasza konstytucja tego nie zabrania i zgadzam się z tym, że jest to piękny początek na ograniczenie wolności w naszym kraju. Dzisiaj podpiszą prawo zabraniające broni szybkostrzelnej, bo taką strzelano w tej szkole i wielu innych. Za kilka lat, kiedy o tym zapomnimy, zdarzyć się może następny przypadek strzelaniny, gdzie jakiś wariat przyjdzie z pięcioma pistoletami i zastrzeli 20 osób. Do głosu dojdą Ci sprawiedliwi i dojdą do wniosku, że trzeba zabronić posiadania jakiejkolwiek broni. A co z nożami? Następnie zamkną wszystkie gazety, które będą protestowały przeciw tym regulacją! Dla dobra ludu. Widzicie gdzie się przesuwamy. Nie przypomina nam to tego, co przeżyliśmy w komunizmie. Zawsze było wytłumaczeni, że to dla dobra wszystkich. Wolność jest tylko jedna. Ludzie mają prawo do decydowania o swoich losach i prawach. Nie jeden prezydent, burmistrz, czy kilku wybranych przedstawicieli. Każdy Stan Ameryki, powinien oddać to do głosowania i jeśli większość ludzi tak zadecyduje, to niech tak będzie. Na razie to nie wygląda na wolny kraj.
    Zresztą! Sprawdźcie na internecie. W tych krajach, co broń jest zabroniona, lub poważnie ograniczona, przestęp i zabójstw jest dużo więcej niż w Stanach. Kryminaliści zawsze ją dostaną. Zawsze znajdzie się jakiś wariat, który kogoś zamorduje. Lepiej popatrzmy w nasze systemy karania i więzienia. Mordercy wychodzą na wolność za dobre sprawowanie i znów kogoś mordują. Wielu chorych psychicznie chodzi między nami i tylko kwestia czasu, kiedy jakiś z nich zepchnie kogoś pod pociąg. Problemów są tysiące. Myślę, że najmniejszym z nich jest ten, że ludzie chcą mieć broń w domu, żeby w razie potrzeby można było wsadzić kulkę w łeb temu kto włamał się do domu i zagroził bezpieczeństwu Waszej rodzinie. Ale to tylko moja opinia i z tego co się dzieje nie jest ona już ważna. Mądrzejsi ode mnie zadecydują o moich prawach i losach. Wrócimy do czasów prohibicji. Tylko że wtedy więcej się piło i strzelało niż w czasach wolności.

Wednesday, January 9, 2013

      Środa 9 Styczeń



   Styczeń, Luty, Marzec to trzy miesiące, które są dla mnie zawsze najmniej interesujące. Skończył się podniecający okres świąteczny i teraz czekamy na wiosnę. Mało jest więc rzeczy do opisania, albo są ale nic ciekawego. Jest to też okres w którym moja kochana żona, wymyśla coś nowego w domu i po 35 latach doświadczenia z nią, nie próbuje (a jak próbuję, to szybko się poddaję) z tym walczyć, tylko zabieram się do roboty. W tym roku mam za zadanie zorganizowanie garażu w szafki, półki (sam je wszystkie buduję), bo trudno coś u nas znaleźć. Jednocześnie pozbywam się wielu rzeczy, które chomikowaliśmy przez wiele lat a nie są nam potrzebne. Jak to skończę, to pozbędę się wszystkich półek z narzędziami w moim warsztacie i mam otworzyć ścianę do pokoju gdzie mamy maszyny do ćwiczeń i saunę. Sauna ma być przesunięta do warsztatu a pokój przerobiony na gościnny. Bardzo proste! Mam na to trzy miesiące a ponieważ robię to tylko w weekendy to czasu zostało niewiele i znaczy się będzie trudno odpocząć po pracy. Ale podobno ja to lubię. Wszyscy mi to mówią, więc sam w to uwierzyłem.

    Obejrzałem kilka nowych filmów, podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Są jeszcze w kinach, albo niedawno były. Są więc nowe i będziecie wiedzieli, które warto obejrzeć. Tytuły oczywiście przetłumaczę dokładnie, ale z doświadczenia wiem, że mogą być całkowicie inne.

    „ Flight „ - (Lot) - Denzel Washington gra weterana, pilota linii lotniczych, który ma poważne problemy w nadużywaniu alkoholu i kokainy. Po jednej z nocy, gdzie bawi się bardzo dobrze zasiada do samolotu. Ich lot startuje w  ulewy i burze. Już po uspokojeniu lotu, następuje mechaniczna awaria. Samolot zaczyna niekontrolowanie spadać. Tu są sceny, które naprawdę warto obejrzeć. Nie będę ich opisywał. Po niesamowitych popisach lotniczych, samolot ląduje awaryjnie. Ratuje on większość pasażerów, ale czwórka ginie. Po znalezieniu się w szpitalu, pobierają mu próbkę krwi. Znajdują alkohol i kokainę. Reszta filmu to główny jego wątek. Ratuje on wszystkich ludzi (Nikt inny, a testowani są inni piloci, nie potrafią powtórzyć jego wyczynu), ale piloci nie mają prawa pić alkoholu. Tak jak kierowcy, jest winny śmierci czterech osób. Ciekawie pokazany jest problem jak śliska jest granica, między złem i dobrem. Czy to bohater, czy morderca. Świetna gra Washingtona. Jego walka z sobą samym i poszukiwanie właściwego zachowania w tej sytuacji. Warto ten film zobaczyć. Jak mam się bawić w ocenę, to na 5 gwiazdek, dałbym mu 4.5.

       „The Impossible„ (Niemożliwe) - Maria (Naomi Watts), Henry (Ewan McGregor) i ich trzej synowie rozpoczęli zimowy urlop w Tajlandii. Ale rankiem 26 grudnia, tak jak rodzina relaksuje się przy basenie po ich Bożonarodzeniowej Nocy, przerażający ryk wznosi się od strony oceanu. Ogromna ściana wody sunie w ich kierunku.
      Dziesiątkami tysięcy ludzi jest w tej samej sytuacji. Jedna z najgorszych katastrof naturalnych w naszych czasach.  Tsunami w 2004 roku. Film jest oparty na faktach i rodzina przedstawiona w tym filmie naprawdę to przeżyła. Strach jest hartowany przez niespodziewane okazywania współczucia, odwagi i prostej życzliwości, czego Maria i jej rodzina ma przeżyć podczas najciemniejszych godzin ich życia. Świetnie zrobione efekty specjalne. Dobra gra. Jednak czegoś mi w tym filmie brakowało. Sam nie jestem pewien czego. Dałbym mu 4 gwiazdki. Na pewno warty zobaczenia.

    „Lincoln„ - Nie muszę chyba tego tłumaczyć. Historyczny film, przedstawiający postać prezydenta Lincolna. Większość jest o walce w przegłosowaniu 13 poprawki do Konstytucji, czyli równouprawnienie murzynów i zniesienie niewolnictwa. Dyrektorem jest Steven Spielberg i  gra wielu wielkich aktorów między innymi Daniel Day-Lewis i Sally Field.  Czyli film skazany na sukces. Recenzje filmu są bardzo dobre, ale kto by się odważył na krytykę Spielberga, aktorów no i tematu. Choć gra aktorów jest świetna to film jest sztywny, drewniany. Sceny przeciągnięte aż do nudności w wielu momentach. Filmy historyczne są dla mnie zawsze na pierwszym miejscu, jeżeli mam wybór. Tego nie muszę mieć w swojej filmotece. Dwie gwiazdki.

    Wystarczy filmów na dzisiaj. Na koniec załączam filmik z moich zdjęć z Afryki. Jest to pierwsza część. Czyli został mi tylko jeszcze jeden do zrobienia i temat Afryki się zakończy.

Już widzę, że po mojej krytyce filmów i po obejrzeniu moich zdjęć, mówicie - jedna gwiazdka. Trudno. Może jednak spodobają się zdjęcia.
 
 
 

Tuesday, January 1, 2013

  Wtorek 1 Styczeń 2013





    Trzeba się znów będzie przyzwyczaić do pisania prawidłowego roku. Przeważnie zajmuje mi kilka miesięcy, kiedy bez zastanowienia napiszę 2013.

Minął Sylwester. Większość bawiła się na zabawach, spotkaniach w grupach przyjaciół, rodzin. My tym razem bardzo skromnie, w naszym domu i tylko nasza trójka. Trochę mi tego wyjścia brakowało, bo należę do tej grupy, która lubi się bawić przy każdej okazji. Tak jednak wypadło. Był to więc trochę inny Nowy Rok. Byłem na skypie z moimi kochanymi siostrami i rodziną w polsce w momencie wybicia dwunastej godziny i mogłem się cieszyć, widząc ich pijących szampana, składających sobie życzeń noworocznych. Byłem z moimi rodzicami. Mam nadzieję, że mnie słyszeli, kiedy wspominałem chwile spędzone w minione święta razem z nimi, kiedy byli jeszcze na tym świecie. Najważniejsze, byłem razem z moją rodziną i choć życie nie zawsze układa się tak jak byśmy sobie tego życzyli, cieszyliśmy się z tego co mamy i że możemy być razem.

    Kilka kilometrów od nas odbywała się jedna z największych imprez sylwestrowych na świecie (jeśli nie największa).


Więcej niż połowa uczestników tej imprezy, a było ich w tym roku ponad milion, to turyści. Niektórzy czekali na Time Square od samego rana, żeby zająć dobre miejsce.


 Ci, którzy przyszli później, stali daleko na Broadway albo bocznych uliczkach.


 Nowy Jork już po raz 104 powitał Nowy Rok na Times Square.  Jest tam zawsze dużo występów gwiazd muzyki, pojawia się wielu znanych aktorów i wybitnych osób. Każda zakochana para chce mieć zdjęcie, kopiując sławny pocałunek marynarza po zakończeniu drugiej wojny światowej.


No i najważniejsza kula, która spada przy obliczaniu ostatnich 10 sekund starego roku.

 

      Na zakończenie, mam ostatnią część z wyprawy do afryki. Jest to trzeci przystanek w Victoria Falls.


Tuesday, December 25, 2012

   

          Wtorek  25 Grudzień


     Święta, święta i po świętach. Następny rok i zostają tylko wspomnienia. W polsce jest jeszcze drugi dzień świąt a my za kilka godzin kładziemy się spać i jutro do pracy.

     Wczorajsza wigilia była troszeczkę inna niż co roku. Ponieważ nie było nas na święta Thanksgiving, postanowiliśmy upiec indyka i to był nasz podstawowy posiłek. Jak zwykle tylko nasza trójka. Dzielenie się opłatkiem, składanie życzeń i napychanie żołądków odbyło się na górze.


 

   Po tym zeszliśmy na dół do biblioteki, żeby przy ogniu kominka, kolędach (amerykańskich), rozdać sobie prezenty.






 

   Następnie wróciliśmy na górę na odpoczynek i relaksując się obejrzeliśmy film.

     Skończyłem drugi film z Afryki, z obozu Little Vumbura. Niestety po wrzuceniu go na Youtube, został natychmiast zablokowany. Oczywiście powodem jest używanie muzyki. Nie rozumiem dlaczego to robią. Nikt nie zarabia na tym pieniędzy. Są to filmy rodzinne i nikt nie próbuje wykorzystać kogoś muzyki z powodu zarabków ani nie odbiera wykonawcom piosenek ich dochodów. Ale są takie prawa.  Film wrzuciłem na inną stronę, Vimeo i tam przeszło. Na razie!
     Jest do oglądania ale nie wiem jak długo. W razie czego będę musiał przerobić i zmienić piosenki.

Sunday, December 23, 2012


        Poniedziałek 24 Grudzień


     Najważniejsze, że koniec świata przeszedł pomyślnie i dalej możemy męczyć się naszym obecnym życiem. Wigilia i Świąt Bożego Narodzenia. Są to dni i chwile, w których często myślimy o tym co zdarzyło się w minionym roku. Dla jednych był to rok udany dla innych mniej. Wszystkich nas łączy jedno. Wiara w lepsze jutro. Jesteśmy w te dni wśród swoich najbliższych, więc wykorzystajmy te chwile tak, żeby zostały nam w pamięci, jako najdroższe wspomnienia naszego życia. Tak, jak ja wspominam swoje, kiedy mieliśmy szczęście siedzieć przy wigilijnym stole z dziadkami, rodzicami, wujostwem, kuzynami i rodzeństwem. Było nas tak wielu i teraz kiedy jestem tu na drugim końcu świata i moja rodzina zmniejszyła się do żony i córki, brakuje mi tego i zazdroszczę Wam wszystkim.

 
    Minął rok kiedy odeszli od nas moi rodzice. Nic nie ukoi bólu po ich stracie. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i pustka jest jeszcze większa. Przez minione lata, każdy z nas traci kogoś bliskiego, dalej jednak żyjemy między tymi których kochamy i co nas kochają. Niezależnie od wątpliwości które nas przytłaczają, trzymajmy się blisko. W Święta te, pamiętajmy o ich przejmującym sensie dla ludzkich serc. Wróćmy ponownie naszą dziecinną wiarę.

    W Boże Narodzenie nie jest najważniejsze otwieranie prezentów, ale otwarcie naszych serc.

Tego serdecznie Wam wszystkim życzę.