Saturday, February 9, 2013


Sobota  9  Luty


 
   Siedzę w fotelu z masażem i i leczę swoje obolałe plecy. Przy okazji mogę coś napisać.

Wczoraj była śnieżyca w Nowym Jorku. Po ostatnim huraganie „Sandy„, wszyscy się obawiają następnego i dlatego w radiu i telewizji ostrzegali przed bardzo poważnej śnieżycy. Nie było jednak tak najgorzej. U nas spadło około 30 centymetrów śniegu a trochę na północ, 60 centymetrów. Ludzie się jednak przestraszyli i w piątek, w wielu stacjiach benzynowych, zabrakło paliwa. Ponieważ było stosunkowo ciepło, kilka stopni Celsjusza a później temperatura spadała, śnieg był mokry. To najlepszy śnieg, jeśli chodzi o widoki na następny dzień. Nie wychodziłem dzisiaj nigdzie, ale zrobiłem zdjęcia naszego domu.
 




 

 

    Oczywiście, musiałem odśnieżyć wokół domu i to jedna z przyczyn, że wszystko mnie boli. Druga, to po usunięciu śniegu, kontynuowałem prace w moim garażu. No i za to teraz płacę.

    Pogoda niestety, powoduje duże problemy w pracy. Został mi 6 miesięcy na skończenie całej budowy. Liczy się więc każdy dzień. A tutaj jak nie przymrozki, to deszcz a teraz jeszcze do tego zasypani śniegiem, czyli nic nie będę mógł robić. Oprócz usuwania śniegu, bo nie mogę czekać na jego stopnienie. Załączam kilka zdjęć z budowy. Pierwsze to widok na Freedom Tower. Widać, że to już ostatnia faza budowy.


 

   A tutaj, rozbieramy stary most. Nie jest to bardzo trudna praca, ale w Nowym Jorku jest! Nic nie może wpaść do wody. Szczególnie stara farba, która zawiera ołów. Inspektorzy tylko czekają, żeby zatrzymać rozbiórkę. Tak więc, najtrudniejsza część prac polega na zawijaniu wszustkiego w specjalne materiały, odkurzanie belek i zabezpieczeń (nie żartuję, jak piszę odkurzanie). Zakładanie zabezpieczeń, chroniących wodę pod nami przed gruzami i później rozbieranie tego wszystkiego. Wariatkowo!




 

     Jeszcze jedna rzecz na zakończenie. Skończyłem robić film z imprezy Halloween z poprzedniego roku. Można go tu obejrzeć.
 
 

 

**********************
    - Spytałem się żonie, co chce dostać na rocznicę ślubu.
    - Coś lakierowanego, najlepiej w białym kolorze, co leci od zera do setki w ciągu trzech sekund - odpowiedziała
    - Wobec tego kupiłem jej wagę!
    I znów była awantura!

 **********************
Byliśmy wczoraj w poradni małżeńskiej
  - Na czym polega państwa problem? - spytał się lekarz
  - Bo żona mi nie daje... - zacząłem
  - Och Ty jełopie zakłamany! - przerwała mi
  - Ja Ci nie daję, napalona fujaro złamana!? Ja, ja?!
  Teraz to Ci „du - czenie„ w głowie, co?!
  - Nie daje mi dojść..- próbowałem skończyć
  - O Ty kutafonie wygięty?! Ja Ci dojść nie daję?! Jak
  Ty masz niby dojść impotencie „zas..any„, hipokryto ty?!
  - ...do słowa - skończyłem
I znów była awantura.

Tuesday, January 22, 2013


    Wtorek 22 Styczeń 


 

     Skończyłem pracę nad filmami z Afryki. Zajęło mi to trochę czasu ale sprawiło też dużo przyjemności, bo jeszcze raz przeżywałem chwile, które tam spędziłem. Minęło tylko kilka miesięcy od naszych wakacji, a wszystko przesunęło się do formy wspomnień i trudno uwierzyć że tam byłem. Zdjęcia są jednak dowodem, że tam byłem. Poniżej druga i ostatnia część ze zdjęciami z naszego pobytu.

 

 

   Tak jak wspominałem, ostatnie tygodnie to praca zawodowa a w weekendy praca w domu. Różnica tylko taka, że w tygodniu pracuję dla innych, więc trzymamy się zasad cywilizowanego świata i trwa to tylko 8 godzin dziennie a w domu nie bronią mnie związki zawodowe, więc jak za czasów niewolnictwa, pracuję po 12 godzin i nawet nie ma czasu na przerwy na posiłki. Mało tego moja żona nawet mi nie płaci.Ha, ha. W tym miejscu może wrócę do moich kłótni małżeńskich, bo dawno nic nie pisałem.


- Zapytała mnie żona:
- Powiedz kochanie, czy jestem twoim skarbem?

 - A co, chciałabyś, żebym cię zakopał?
 - I znów była awantura!

 ***********************************************************

- Kochanie, czy Ty uważasz mnie za idiotkę? - spytała mnie żona
 - Absolutnie, nie! Ale Ty zawsze uważasz, że ja nie mam racji!
 - I znów była awantura!

 ***********************************************************
 Przyglądałem się żonie, jak ubierała się na imprezę.
 - Kochanie - pytam. Czy Ty nosiłabyś buty, jak byś nie miała stóp?
 - Oczywiście że nie. Co za idiotyczne pytanie.
 - No to po cholerę nosisz biustonosz?
 - I znów była awantura. Oczywiście nie poszliśmy na imprezę!




    Ponieważ nic ciekawego się u nas nie dzieje, to trochę na temat polityki i wydarzeniach.

    W Nowym Jorku odbywa się następny strajk. Tym razem kierowców szkolnych autobusów. W Polsce nie ma takiej instytucji (przynajmniej o tym nie wiem). Każdy musi martwić się o siebie. Tutaj w szkołach publicznych, miasto zapewnia transport do szkoły. Tak jak taksówki, te autobusiki są żółte. Kierowcy, oczywiście należą do związków zawodowych. Na początek zarabia on 14 dolarów na godzinę i około 40000.00 dolarów na rok. Nie są to największe zarobki, ale! Mój sąsiad w poprzednim miejscu zamieszkania, ma tą pracę. Jadą rano do pracy, zawożą dzieci do szkoły. Po 8 czy 9-tej są wolni. Wiem o tym dokładnie, bo sąsiad wracał do domu i parkował mi zawsze przed moją drogą wjazdową do garażu. Muszą wrócić autobusem pod szkołę pod koniec dnia, rozwożą dzieci do domu i to koniec pracy. We wszystkie święta, wolne w szkołach, wakacje, przerwy (a szkoły mają tego niesamowitą ilość) oni też mają wolne. Wielu z nich (tak jak mój znajomy), ma dodatkową pracę w tych okresach i ich zarobki rosną do przeciętnych w Nowym Jorku.

     Zresztą, nie poszli oni na strajk z powodu pieniędzy. Miasto zdecydowało na nie odnowienie, podpisanego kilkadziesiąt lat temu porozumienia o gwarancji pracy. Wiadomo, że miasto i kraj walczy z recesją i trzeba zaciskać pasa. Nikt nikogo nie zwalnia z pracy, miasto tylko chce dać firmą autobusowym prawo do przebijania prac, tak zresztą, jak w każdej innej dziedzinie. Ten dostanie kontrakt, kto poda najniższą cenę. Kierowcy protestują, bo to kończy ich gwarantowane zatrudnienie. Jak nowa firma wygra, to zatrudni takich kierowców jakich wybierze a tak pracują Ci co zawsze i nieważne czy leniwy, czy się spóźnia etc. to ma gwarancję, ponieważ ma największy staż. I gdzie tu logika? Przestaje się liczyć pracowitość, zdolności. Oni uważają, że jak pracujesz raz to musisz mieć pracę do końca życia. Też tak bym chciał. Z moimi latami pracy! Wstawałbym później, do pracy w ostatniej chwili wydałbym kilka poleceń, rozsiadł w mym fotelu przy biurku, pograł na komputerze, podrzemał i pod koniec sprawdził, czy inni nie przespali swojego dnia i do domu, oczywiście troszeczkę wcześniej! Na razie nie wygląda na to, żeby miasto się ugięło i dzieci szukają drogi do szkoły tak jak te w Polsce. Rodzice, zwykłe autobusy a jak stać na to, to taksówki.

     Następna sprawa, która poruszyła całą Amerykę, to sprawa broni palnej.
Po tej strzelaninie w szkole w Connecticut, Ameryka rozbiła się na dwie. Jedna grupa to Ci co wierzą w drugą poprawkę do konstytucji i prawo do posiadania broni a druga to Ci co uważają, że powinno to być ograniczone albo całkowicie zakazane. Najpierw moja opinia. NIE MAM OPINII. Albo mam, tylko trochę to skomplikowane. Z jednej strony uważam, że nie ma potrzeby, żeby ludzie posiadali broń maszynową czy inną temu podobną. Z drugiej jednak strony nasza konstytucja tego nie zabrania i zgadzam się z tym, że jest to piękny początek na ograniczenie wolności w naszym kraju. Dzisiaj podpiszą prawo zabraniające broni szybkostrzelnej, bo taką strzelano w tej szkole i wielu innych. Za kilka lat, kiedy o tym zapomnimy, zdarzyć się może następny przypadek strzelaniny, gdzie jakiś wariat przyjdzie z pięcioma pistoletami i zastrzeli 20 osób. Do głosu dojdą Ci sprawiedliwi i dojdą do wniosku, że trzeba zabronić posiadania jakiejkolwiek broni. A co z nożami? Następnie zamkną wszystkie gazety, które będą protestowały przeciw tym regulacją! Dla dobra ludu. Widzicie gdzie się przesuwamy. Nie przypomina nam to tego, co przeżyliśmy w komunizmie. Zawsze było wytłumaczeni, że to dla dobra wszystkich. Wolność jest tylko jedna. Ludzie mają prawo do decydowania o swoich losach i prawach. Nie jeden prezydent, burmistrz, czy kilku wybranych przedstawicieli. Każdy Stan Ameryki, powinien oddać to do głosowania i jeśli większość ludzi tak zadecyduje, to niech tak będzie. Na razie to nie wygląda na wolny kraj.
    Zresztą! Sprawdźcie na internecie. W tych krajach, co broń jest zabroniona, lub poważnie ograniczona, przestęp i zabójstw jest dużo więcej niż w Stanach. Kryminaliści zawsze ją dostaną. Zawsze znajdzie się jakiś wariat, który kogoś zamorduje. Lepiej popatrzmy w nasze systemy karania i więzienia. Mordercy wychodzą na wolność za dobre sprawowanie i znów kogoś mordują. Wielu chorych psychicznie chodzi między nami i tylko kwestia czasu, kiedy jakiś z nich zepchnie kogoś pod pociąg. Problemów są tysiące. Myślę, że najmniejszym z nich jest ten, że ludzie chcą mieć broń w domu, żeby w razie potrzeby można było wsadzić kulkę w łeb temu kto włamał się do domu i zagroził bezpieczeństwu Waszej rodzinie. Ale to tylko moja opinia i z tego co się dzieje nie jest ona już ważna. Mądrzejsi ode mnie zadecydują o moich prawach i losach. Wrócimy do czasów prohibicji. Tylko że wtedy więcej się piło i strzelało niż w czasach wolności.

Wednesday, January 9, 2013

      Środa 9 Styczeń



   Styczeń, Luty, Marzec to trzy miesiące, które są dla mnie zawsze najmniej interesujące. Skończył się podniecający okres świąteczny i teraz czekamy na wiosnę. Mało jest więc rzeczy do opisania, albo są ale nic ciekawego. Jest to też okres w którym moja kochana żona, wymyśla coś nowego w domu i po 35 latach doświadczenia z nią, nie próbuje (a jak próbuję, to szybko się poddaję) z tym walczyć, tylko zabieram się do roboty. W tym roku mam za zadanie zorganizowanie garażu w szafki, półki (sam je wszystkie buduję), bo trudno coś u nas znaleźć. Jednocześnie pozbywam się wielu rzeczy, które chomikowaliśmy przez wiele lat a nie są nam potrzebne. Jak to skończę, to pozbędę się wszystkich półek z narzędziami w moim warsztacie i mam otworzyć ścianę do pokoju gdzie mamy maszyny do ćwiczeń i saunę. Sauna ma być przesunięta do warsztatu a pokój przerobiony na gościnny. Bardzo proste! Mam na to trzy miesiące a ponieważ robię to tylko w weekendy to czasu zostało niewiele i znaczy się będzie trudno odpocząć po pracy. Ale podobno ja to lubię. Wszyscy mi to mówią, więc sam w to uwierzyłem.

    Obejrzałem kilka nowych filmów, podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Są jeszcze w kinach, albo niedawno były. Są więc nowe i będziecie wiedzieli, które warto obejrzeć. Tytuły oczywiście przetłumaczę dokładnie, ale z doświadczenia wiem, że mogą być całkowicie inne.

    „ Flight „ - (Lot) - Denzel Washington gra weterana, pilota linii lotniczych, który ma poważne problemy w nadużywaniu alkoholu i kokainy. Po jednej z nocy, gdzie bawi się bardzo dobrze zasiada do samolotu. Ich lot startuje w  ulewy i burze. Już po uspokojeniu lotu, następuje mechaniczna awaria. Samolot zaczyna niekontrolowanie spadać. Tu są sceny, które naprawdę warto obejrzeć. Nie będę ich opisywał. Po niesamowitych popisach lotniczych, samolot ląduje awaryjnie. Ratuje on większość pasażerów, ale czwórka ginie. Po znalezieniu się w szpitalu, pobierają mu próbkę krwi. Znajdują alkohol i kokainę. Reszta filmu to główny jego wątek. Ratuje on wszystkich ludzi (Nikt inny, a testowani są inni piloci, nie potrafią powtórzyć jego wyczynu), ale piloci nie mają prawa pić alkoholu. Tak jak kierowcy, jest winny śmierci czterech osób. Ciekawie pokazany jest problem jak śliska jest granica, między złem i dobrem. Czy to bohater, czy morderca. Świetna gra Washingtona. Jego walka z sobą samym i poszukiwanie właściwego zachowania w tej sytuacji. Warto ten film zobaczyć. Jak mam się bawić w ocenę, to na 5 gwiazdek, dałbym mu 4.5.

       „The Impossible„ (Niemożliwe) - Maria (Naomi Watts), Henry (Ewan McGregor) i ich trzej synowie rozpoczęli zimowy urlop w Tajlandii. Ale rankiem 26 grudnia, tak jak rodzina relaksuje się przy basenie po ich Bożonarodzeniowej Nocy, przerażający ryk wznosi się od strony oceanu. Ogromna ściana wody sunie w ich kierunku.
      Dziesiątkami tysięcy ludzi jest w tej samej sytuacji. Jedna z najgorszych katastrof naturalnych w naszych czasach.  Tsunami w 2004 roku. Film jest oparty na faktach i rodzina przedstawiona w tym filmie naprawdę to przeżyła. Strach jest hartowany przez niespodziewane okazywania współczucia, odwagi i prostej życzliwości, czego Maria i jej rodzina ma przeżyć podczas najciemniejszych godzin ich życia. Świetnie zrobione efekty specjalne. Dobra gra. Jednak czegoś mi w tym filmie brakowało. Sam nie jestem pewien czego. Dałbym mu 4 gwiazdki. Na pewno warty zobaczenia.

    „Lincoln„ - Nie muszę chyba tego tłumaczyć. Historyczny film, przedstawiający postać prezydenta Lincolna. Większość jest o walce w przegłosowaniu 13 poprawki do Konstytucji, czyli równouprawnienie murzynów i zniesienie niewolnictwa. Dyrektorem jest Steven Spielberg i  gra wielu wielkich aktorów między innymi Daniel Day-Lewis i Sally Field.  Czyli film skazany na sukces. Recenzje filmu są bardzo dobre, ale kto by się odważył na krytykę Spielberga, aktorów no i tematu. Choć gra aktorów jest świetna to film jest sztywny, drewniany. Sceny przeciągnięte aż do nudności w wielu momentach. Filmy historyczne są dla mnie zawsze na pierwszym miejscu, jeżeli mam wybór. Tego nie muszę mieć w swojej filmotece. Dwie gwiazdki.

    Wystarczy filmów na dzisiaj. Na koniec załączam filmik z moich zdjęć z Afryki. Jest to pierwsza część. Czyli został mi tylko jeszcze jeden do zrobienia i temat Afryki się zakończy.

Już widzę, że po mojej krytyce filmów i po obejrzeniu moich zdjęć, mówicie - jedna gwiazdka. Trudno. Może jednak spodobają się zdjęcia.
 
 
 

Tuesday, January 1, 2013

  Wtorek 1 Styczeń 2013





    Trzeba się znów będzie przyzwyczaić do pisania prawidłowego roku. Przeważnie zajmuje mi kilka miesięcy, kiedy bez zastanowienia napiszę 2013.

Minął Sylwester. Większość bawiła się na zabawach, spotkaniach w grupach przyjaciół, rodzin. My tym razem bardzo skromnie, w naszym domu i tylko nasza trójka. Trochę mi tego wyjścia brakowało, bo należę do tej grupy, która lubi się bawić przy każdej okazji. Tak jednak wypadło. Był to więc trochę inny Nowy Rok. Byłem na skypie z moimi kochanymi siostrami i rodziną w polsce w momencie wybicia dwunastej godziny i mogłem się cieszyć, widząc ich pijących szampana, składających sobie życzeń noworocznych. Byłem z moimi rodzicami. Mam nadzieję, że mnie słyszeli, kiedy wspominałem chwile spędzone w minione święta razem z nimi, kiedy byli jeszcze na tym świecie. Najważniejsze, byłem razem z moją rodziną i choć życie nie zawsze układa się tak jak byśmy sobie tego życzyli, cieszyliśmy się z tego co mamy i że możemy być razem.

    Kilka kilometrów od nas odbywała się jedna z największych imprez sylwestrowych na świecie (jeśli nie największa).


Więcej niż połowa uczestników tej imprezy, a było ich w tym roku ponad milion, to turyści. Niektórzy czekali na Time Square od samego rana, żeby zająć dobre miejsce.


 Ci, którzy przyszli później, stali daleko na Broadway albo bocznych uliczkach.


 Nowy Jork już po raz 104 powitał Nowy Rok na Times Square.  Jest tam zawsze dużo występów gwiazd muzyki, pojawia się wielu znanych aktorów i wybitnych osób. Każda zakochana para chce mieć zdjęcie, kopiując sławny pocałunek marynarza po zakończeniu drugiej wojny światowej.


No i najważniejsza kula, która spada przy obliczaniu ostatnich 10 sekund starego roku.

 

      Na zakończenie, mam ostatnią część z wyprawy do afryki. Jest to trzeci przystanek w Victoria Falls.


Tuesday, December 25, 2012

   

          Wtorek  25 Grudzień


     Święta, święta i po świętach. Następny rok i zostają tylko wspomnienia. W polsce jest jeszcze drugi dzień świąt a my za kilka godzin kładziemy się spać i jutro do pracy.

     Wczorajsza wigilia była troszeczkę inna niż co roku. Ponieważ nie było nas na święta Thanksgiving, postanowiliśmy upiec indyka i to był nasz podstawowy posiłek. Jak zwykle tylko nasza trójka. Dzielenie się opłatkiem, składanie życzeń i napychanie żołądków odbyło się na górze.


 

   Po tym zeszliśmy na dół do biblioteki, żeby przy ogniu kominka, kolędach (amerykańskich), rozdać sobie prezenty.






 

   Następnie wróciliśmy na górę na odpoczynek i relaksując się obejrzeliśmy film.

     Skończyłem drugi film z Afryki, z obozu Little Vumbura. Niestety po wrzuceniu go na Youtube, został natychmiast zablokowany. Oczywiście powodem jest używanie muzyki. Nie rozumiem dlaczego to robią. Nikt nie zarabia na tym pieniędzy. Są to filmy rodzinne i nikt nie próbuje wykorzystać kogoś muzyki z powodu zarabków ani nie odbiera wykonawcom piosenek ich dochodów. Ale są takie prawa.  Film wrzuciłem na inną stronę, Vimeo i tam przeszło. Na razie!
     Jest do oglądania ale nie wiem jak długo. W razie czego będę musiał przerobić i zmienić piosenki.

Sunday, December 23, 2012


        Poniedziałek 24 Grudzień


     Najważniejsze, że koniec świata przeszedł pomyślnie i dalej możemy męczyć się naszym obecnym życiem. Wigilia i Świąt Bożego Narodzenia. Są to dni i chwile, w których często myślimy o tym co zdarzyło się w minionym roku. Dla jednych był to rok udany dla innych mniej. Wszystkich nas łączy jedno. Wiara w lepsze jutro. Jesteśmy w te dni wśród swoich najbliższych, więc wykorzystajmy te chwile tak, żeby zostały nam w pamięci, jako najdroższe wspomnienia naszego życia. Tak, jak ja wspominam swoje, kiedy mieliśmy szczęście siedzieć przy wigilijnym stole z dziadkami, rodzicami, wujostwem, kuzynami i rodzeństwem. Było nas tak wielu i teraz kiedy jestem tu na drugim końcu świata i moja rodzina zmniejszyła się do żony i córki, brakuje mi tego i zazdroszczę Wam wszystkim.

 
    Minął rok kiedy odeszli od nas moi rodzice. Nic nie ukoi bólu po ich stracie. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i pustka jest jeszcze większa. Przez minione lata, każdy z nas traci kogoś bliskiego, dalej jednak żyjemy między tymi których kochamy i co nas kochają. Niezależnie od wątpliwości które nas przytłaczają, trzymajmy się blisko. W Święta te, pamiętajmy o ich przejmującym sensie dla ludzkich serc. Wróćmy ponownie naszą dziecinną wiarę.

    W Boże Narodzenie nie jest najważniejsze otwieranie prezentów, ale otwarcie naszych serc.

Tego serdecznie Wam wszystkim życzę.
 
 

Saturday, December 22, 2012

       Sobota 22 Grudzień


      Najważniejsze, że koniec świata przeszedł pomyślnie i dalej możemy męczyć się naszym obecnym życiem. Wszystko gotowe na Święta. Zostały tylko te ostatnie czynności, jak przygotowanie posiłków.
    Cały mój wolny czas (którego jest bardzo mało), poświęcam na ukończeniu filmów z naszej wycieczki do Afryki. Pierwszy film jest już na Youtube. Jest to składanka filmów z pierwszego obozu w Kwetsani Camp. 

 

     
     U nas cały czas jesteśmy w szoku po strzelaninie w szkole w stanie Connecticut.  Sytuacje takie zdarzają się często, ale szokuje nas to, że ofiarami były małe dzieci. Jest to nie do wytłumaczenia. Jak chory, zboczony musiał być ten człowiek, który tego dokonał. Jak rodzice tych dzieci dają sobie radę w tych dniach. Może zabrzmi to brutalnie, ale żałuję, że ten chłopak który tego dokonał, zginął i że nie ma czegoś więcej niż kara śmierci.

     Dalej mówi się dużo o huraganie Sandy. W Nowym Jorku, 12-12-12 odbył się koncert z największymi muzykami na świecie, z którego dochody przeznaczone są na pomoc poszkodowanym. Podzielę się z Wami kilkoma uwagami. Wiąże się to trochę z tym co przeżyłem po ataku na WTC. Koncert jako całość był piękny jako idea. Co jednak mnie wyprowadza z równowagi, to używanie słowa bohater. Ludzie w tych czasach, uwielbiają się nazywać się tym słowem.  Na koncercie pokazywali ludzi, którzy tam byli zaproszeni. Pielęgniarki. Bohaterki ze szpitali. Kiedy woda dostawała się do budynków (bardzo wolno), te bohaterki wyprowadziły pacjentów na zewnątrz albo na wyższe piętra. Niektóre wynosiły dzieci na własnych rękach! Wow. To naprawdę bohaterki. A ja głupi myślałem, że to ich praca i mają za to płacone. Oczywiście, że była to trudna sytuacja i musiały ciężko pracować, ale bohaterki! Wszyscy wstają na koncercie i klaskają? Następna grupa to pracownicy sanitarni. Oni pracują po kilkanaście godzin dziennie i sprzątają śmieci z ulic i zniszczonych domów! Wstańcie panowie, pokażcie się wszystkim. To nasi bohaterowie. Wszyscy znów klapią. A ja wyłączam telewizję. Oni zarabiają olbrzymie pieniądze. Przez te kilka, kilkanaście tygodni, zarobią więcej niż przez wiele, wiele miesięcy. I znów ciężka praca ale gdzie tu bohaterstwo. Bohater to ta młoda nauczycielka, która rzuciła się przed dzieci, chroniąc je przed kulami. Ona wiedziała, że może zginąć i tak się stało. Jej trzeba postawić pomnik w tym miasteczku. Ciekaw jestem czy Ci nasi bohaterowie z Nowego Jorku, potrafili by coś takiego zrobić. Tego się nigdy nie dowiemy i nikt od nich tego nie wymaga. Bohaterowie rodzą się w momentach kiedy nikt się tego nie spodziewa.

     Po pracy w strefie zero też było to samo. Tysiące bohaterów. Nikt z nich nie wspominał, że zarabialiśmy olbrzymie pieniądze. Bili się, żeby tam być. A teraz dalej zarabiają. Sądzą o nieludzkie warunki pracy o wykorzystywanie. Ciekaw jestem czy Ci obecni bohaterowie, też znajdą coś, o co będzie można skarżyć miasto. Albo przynajmniej, tak jak 75% strażaków z sierpnia 2001, pójdą na wczesną rentę z pełnym wynagrodzeniem. Zobaczymy. A pisze to bohater ze Strefy Zero. Ha ha.

Thursday, December 13, 2012



   13 Grudzień   


 

    Wypisał mi się tusz w długopisie po tych afrykańskich opowieściach, więc miałem odpoczynek.

    Ostatnie dni są pełne przygotowań do Świąt. Wszystko w domu skończone. Najważniejszą częścią dekoracji domu są choinki. Pierwsza stoi w naszym pokoju wypoczynkowym. Jest ona zawsze w kolorze złotym, srebrnym i białym. Przy tej choince spożywamy nasz świąteczny posiłek. Oczywiście przy kolędach. Może raczej muzyce świątecznej, bo chyba trudno nazywać amerykańskie piosenki, kolędami.

 

    Druga stoi w naszej bibliotece. Ta jest w kolorach bordowym, złotym i srebrnym. 

 

Do tego pokoju schodzimy po obiedzie. Tutaj leżą prezenty i przy ogniu kominka, ponownie muzyce świątecznej, rozdawane są wszystkie podarunki. Później kawa i ciastko ( w tych dniach wszystkie nasze diety są zawieszone ), wino, rozmowy. Na samo zakończenie oglądamy jakiś ulubiony świąteczny film.

    Następna część dekoracji to miniaturowe świąteczne miasteczko. Składam to wszystko co roku i znajduje się ono w naszym pokoju do zabaw.

 





    Ostatnią częścią wystroju to światła na zewnątrz. Ilość i jakość zależy od roku w którym je ubieram. Tym razem trochę skromniejsze, ponieważ nie mamy imprezy sylwestrowej i braku czasu(z powodu tegorocznych opóźnień). Oczywiście cały dom ma jeszcze wiele mniejszych dekoracji ale trudno to pokazać na zdjęciach, bo drobniejsze i każde w innym miejscu.

     Jutro, czyli w piątek, jedziemy do Elaine mieszkania. Tam spędzimy jej urodziny. Mamy zamówioną rezerwację do włoskiej restauracji obok jej domu. Wieczorem wracamy do naszej chałupki. W sobotę natomiast, mamy bal świąteczny, organizowany przez moją firmę. Będą tam wszyscy z najważniejszych osób. Zaproszenia są dla pracowników z żonami lub mężami, około 150 osób. Będziemy bawić się do północy a później bawić się w chowanego, czyli jak przejechać 90 kilometrów, żeby go nie złapała policja. Kilka zdjęć z tego miejsca ale z okresu letniego. Jest tam pięknie zimą, kiedy leży śnieg. Wszystko jest pięknie oświetlone i bardzo romantyczne.
 













 

Saturday, December 8, 2012


   23 Listopad



    Niestety. Nasza wycieczka dobiegła końca. Jutro wracamy do domu. Musimy ten dzień dobrze wykorzystać.
    Budzenie zamówiłem na szóstą rano. O 6:20 spotykamy się z naszym przewodnikiem. Ma być to trochę inne safari. Land Rover, został zamieniony na słonia. Miejsce do którego się udajemy, oddalone jest od nas tylko pół godziny. Po przybyciu na miejsce podają nam śniadanie. W tym czasie pojawiają się słonie. Jeden przy drugim, ustawiają się przy balustradzie tarasu na którym jemy. Podchodzimy do nich i mamy pozwolenie na poznanie się z nimi. Pokryte są całe wysuszonym, czerwonawym błotem. To jest ich krem na opalanie. Za chwilę, nasze ręce też są czerwone.

     Idziemy do miejsca gdzie ustawione jest podium ze schodami. Jedna para po drugiej wspina się na górę i dosiada wybranego słonia. Nam dostaje się największy ze stada o imieniu Jumbo. Na początku jest trochę niewygodnie ale szybko przyzwyczajamy się do tej jazdy. Trochę zarzucało przy schodzeniu po stromym zboczu wyschniętej rzeki. Jumbo kilka razy po zatrzymaniu, kołysał się w lewo i prawo. przewodnik przepraszał i tłumaczył, że słoń ten jest trochę nieposłuszny i próbuje zrzucić pasażerów. Ładnie!


    W połowie drogi zaczyna kropić deszczyk. Zepsuło to trochę tą wyprawę. Wszyscy przyspieszyli. Zatrzymaliśmy się na chwilę na krawędzi wąwozu, na oglądanie widoków. Przez całą drogę, kręcą nam film. Będzie dobrym dodatkiem do moich.
    Po zakończeniu jazdy, każdy z nas mógł nakarmić swojego słonika w nagrodę za wykonaną pracę. Można mu było wrzucać pokarm do trąby a on to potem wydmuchiwał wszystko do jamy ustnej, albo po prostu wrzucić mu garść tych smakołyków prosto do gęby. Po pożegnaniu z Jumbo, poszliśmy na kawę a tam stał gepard. Jego trener opowiedział historię jego życia. Mogliśmy podejść do Sylwestra (takie miał imię) i go pogłaskać. Piękny kotek. Widać było, że wielu ludzi miało problem ze zbliżeniem się do niego.

    Wracamy do hotelu., ale mamy tylko 3 godziny wolnego. O drugiej mamy zarezerwowaną wycieczkę na oglądanie wodospadu. 

Wodospady Wiktorii – są na rzece Zambezi, na granicy Zimbabwe i Zambii. Przed przybyciem Europejczyków na te tereny zwane były Mosi-oa-Tunya, co w języku lokalnego plemienia Kololo oznacza Mgła, która grzmi.
Odkryte w 1855 roku przez badacza Livingstna, który wówczas powiedział o nich: Widok tak piękny, że muszą się w niego wpatrywać aniołowie w locie. Wodospady Wiktorii uważane są za jeden z siedmiu naturalnych cudów świata. Wysokość spadku wody wynosi 108 m, szerokość wodospadu 1,7 kilometra. W sezonie szczytowym w każdej sekundzie przetacza się tam ponad 9 milionów litrów wody.
     My jesteśmy w suchym sezonie. Widoczne skały, normalnie zalane są wodą. Jak się okazuje to nawet dobrze dla nas, bo w innym czasie mało można zobaczyć. Takie ilości spadającej wody, tworzą olbrzymie obłoki z kropel wody i widoczność jest ograniczona. To wszystko powoli opada, czyli ciągły deszcz.








     Już dawno przestało padać i jest bardzo gorąco. Wracamy szybkim krokiem, bo zostało nam mało czasu do następnej wycieczki. Znów przejeżdżamy samochodem do innego miejsca nad rzeką Zambezi, gdzie czeka na nas mały prom. Są tam stoliki i podają nam cały czas jedzenie i alkohol naszego wyboru. Zostajemy przy piwie i winie. rzeka jest olbrzymia i bardzo spokojna. Spotykamy kilka krokodyli, hipopotamy i jak zwykle bardzo dużo ptaków.
 



 
Na zakończenie oczywiście spektakularny zachód słońca.


   
 
   Wracamy na ląd, gdzie czeka na nas ten sam kierowca. Wozi nas przez cały dzień. Tym razem przybywamy do restauracji Boca. Przy wejściu odbywa się popis tańca, śpiew grupy złożonej z tutejszych Zulu.
 
 
 Ubierają nas w ich tradycyjne chusty, malują jakieś znaki na twarzy, co oznacza ich powitanie i udajemy się na posiłek.
    Jest to olbrzymie miejsce, troszeczkę kształtem przypominające cyrk.


 Niestety. Przez te wszystkie dni, zachwycałem się jakością jedzenia, to w tym najdroższym miejscu wszystko było straszne. Nic nie smakowało albo było nie jadalne. Zaczęli od tradycyjnego piwa tutejszych ludów. Jak zepsute mleko z alkoholem. Pfee! Przystawki. Whee! Sałatki i warzywa? Gdyby nie było pomidorów i sałaty to reszta Pfu! Na końcu różne rodzaje mięsa robione na BBQ. Nawet nie skomentuję. Powciskałem w siebie trochę tego wszystkiego, bo przecież zapłacone i nie pójdę na drugi obiad. Nie było to jednak przyjemne. Obok nas był stół na 20 osób i pełen rodaków z polski. Musieli być mniej wybredni od nas, bo wyglądało, że im smakowało albo byli wygłodzeni. Jedna kobieta z tej grupy, robiła zdjęcia każdemu rodzajowi jedzenia. Czekaliśmy w kolejce (bo był to Buffet) bo ona cykała zdjęcia nawet sałatkom. Przy mięsach zatrzymała się i najpierw robiła nieusmażonym mięsom a później po usmażeniu. Może kucharka!
    Już widzę, jak po powrocie do polski, posadzi rodzinkę przed telewizorem i cały wieczór: O tutaj jest zielony groszek, piękny prawda? Tutaj mamy ziemniaczki. Zobaczcie jaki nieregularny kształt. Wow! Tutaj wieprzowinka przed smażeniem. Widzicie nawet trochę krwi na niej a tu po usmażeniu. Duża różnica, prawda?
    A ja głupi przez dziesięć dni robiłem zdjęcia zwierzętom!
    Nie czekaliśmy na deser. Szybko wyszliśmy, żeby zdążyć coś przegryźć w naszym hotelu. Po przejściu głównego wejścia w Victoria Hotel, przechodzi się przez plac, gdzie są dwa zbiorniki wodne z liliami wodnymi i rybami. Było już ciemno. Powietrze wypełnione było rechotaniem żab. Trochę inne niż nasze, polskie choć z wyglądu dużo się nie różnią.

   
 Zamówiliśmy sobie dobry deser i cappuccino. Humor natychmiast się poprawił.
    Wracamy do pokoju. To już koniec. Od dziś, będziemy żyli tylko wspomnieniami o Afryce. Ale za to jakimi! Zawsze się mówi: nie oczekuj zbyt wiele, bo możesz się zawieź. Tym razem nie było to prawdą. Odwrotnie. Otrzymaliśmy dużo większych wrażeń niż oczekiwaliśmy.