Monday, May 7, 2012

        Jarzębina  


      Nie mogę powstrzymać się ze skomentowaniem tego nowego eksperymentu polaków.
Dzisiaj kolega przesłał mi muzyczny rarytas. Zespół Jarzębina wygrał konkurs na oficjalną piosenkę polskiej reprezentacji w piłce nożnej na Euro 2012. Może ktoś wytłumaczy mi o co tu chodzi? Może jestem za długo za granicami polski i nie rozumiem już swojego własnego narodu. A może jestem po prostu muzycznym beztalenciem. Gdyby był to folklor, prawdopodobnie też by mi się nie podobało, ale mógł bym to jakoś przełknąć. Ale to nie jest to.  W jednej z naszych gazet napisano artykuł w którym autor pyta się, że może to jest tak złe, że przyjęte będzie jako coś dobrego, dziwnego i się przyjmie. Czy na to liczyli Ci, co na to głosowali? 
     Przypominają mi się inne imprezy sportowe, zorganizowane przez różne kraje. W większości wypadków, piosenki z tych imprez stały się przebojami. Sprowadzane są najlepsze zespoły lub piosenkarze i nie zawsze z tego kraju w którym organizowana jest impreza. A nas stać tylko na coś takiego? Mam nadzieję, że nasza drużyna będzie grała lepiej niż Jarzębina, bo możemy skończyć na tym, że po pierwszych meczach będą musieli zastąpić urocze artystki i sami będą śpiewać tym drużynom, które przejdą eliminacje. W wielkich wydarzeniach sportowych, kraje prześcigają się w orginalności otwarcia i zakończenia imprezy.  Bez oglądania Euro 2012, my już wygraliśmy ten wyścig.
    A tutaj nasz uroczy zespół Jarzębina
 Jak zwykle, miałem dodać jakiś kawał, ale po tym co napisałem, już nic dodać nie trzeba.

Saturday, April 28, 2012

      Teatr w Brooklynie                  


     Po pracy we wtorek wróciłem do domu. Zjadłem obiad, przebrałem się i z powrotem w samochód. Jak już wspominałem, spektakl odbył się na scenie teatru St.Ann’s Warehouse. W przetłumaczeniu to Magazyny Świętej Anny. Nieraz się namyślam, kto wymyśla te wszystkie nazwy?  Prawdopodobnie można to czymś wytłumaczyć tylko, że my o tym nie wiemy. Ale jak tłumaczą w Polsce tytuły amerykańskich filmów, to myślę, że kilku panów się spotyka, piją cały wieczór wódkę a jak już nie mogą więcej w siebie wlać, to jeden z odważniejszych woła: No Panowie, do pracy! Bo jak inaczej można wymyśleć takie tytuły jak oni. Przecież tak zrobili z filmem „Dirty Dancing„, czyli można było by dokładnie powiedzieć Brudny Taniec, Nieczysty Taniec. Nie brzmi to dobrze, więc mogli coś zmienić, ale dalej powiązać jakoś z tym filmem. Ale „Wirujący Sex„???  No to musiało być po pijaku!
      Ale odszedłem od tematu. Dojechałem na miejsce około siódmej. Tam czekałem na przyjazd Wiesi oraz Mariana Osesa.  Ponieważ Elaine nie dała radę przyjechać, zadzwoniłem do Mariana i ten chętnie się zgodził. Faktycznie teatr ten umieszczony jest w budynkach po starych magazynach. Ale okolica bardzo interesująca. Dużo restauracji, barów.
     Czekając na Wiesię, zauważyłem na chodniku palącego mężczyznę. Poznałem Jana Peszka, który grał jedną z głównych ról. Podszedłem i spytałem się, czy on tak kilka papierosów naraz, żeby się dobrze napalić przed pracą. Uśmiechnął się i powiedział, że tylko jeden. Przedstawiłem się, mówiąc, że jestem z rodziny Sparażyńskiego. On wtedy szybko: A to pan Jan? Okazało się, że wujek dał mu już wydrukowany przeze mnie portret do podpisu i zapamiętał moje imię.
     Spektakl zaczął się dokładnie o ósmej. Trochę więc o samej sztuce. Jest to przyjęcie urodzinowe ojca bogatszej rodziny. Na imprezę przybywa cała rodzina (dzieci, wnuczkowie, rodzice). Także dowiadujemy się, że niedawno był pogrzeb jego córki, która popełniła samobójstwo. Po wstępnych rozmowach, jeden z synów wygłasza przemówienie na cześć ojca, w którym poinformuje wszystkich, że ojciec molestował seksualnie jego i tą nieżyjącą już córkę. Reszta toczy się wokół tego tematu.
     Nie znam książki, więc nie wiem czy jest dobra. Scenariusz, według którego grali aktorzy nie bardzo mi się spodobał. Niektóre zachowania i reakcje, były dla mnie trochę za proste, banalne w tak poważnym problemie. Natomiast reżyser uratował wszystko i zrobił z tego bardzo dobre widowisko. Bardzo pięknie połączył wszystkie nakładające się na siebie sceny. Muzyka, oświetlenie zrobiła resztę. No i oczywiście należą się duże brawa wszystkim aktorom. Bardzo podobała mi się ich gra. Odbierałem całość z wielką ciekawością, ponieważ pierwszy raz w życiu patrzyłem na ludzi, których znałem i ciekaw byłem czy będą tacy, jakich ich poznałem czy to będą inne osoby. Byli inni.
  


      Kiedy wyszliśmy z teatru, była już jedenasta.  Poczekaliśmy chwilkę, żeby pożegnać się z wujkiem. Wyszedł za kilka minut. Pogratulowaliśmy jemu i innym świetnego widowiska i ucałowaliśmy się na dobranoc.
     Dzisiaj, to jest w sobotę 28-go Kwietnia, podjechałem raz jeszcze pod hotel, w którym mieszkają. Chciałem spędzić kilka chwil z nim samym, żeby porozmawiać trochę o zwykłych rodzinnych sprawach. Poszliśmy na miasto na kawę. Tam powspominaliśmy stare czasy. Po godzinie musieliśmy wracać, bo ja mogłem zaparkować samochód na tylko ten czas. Po wrzuceniu pieniędzy na następne 60 minut, poszliśmy do jego pokoju. Pozwoliło nam to spędzić miłe chwile na pogawędce. Niestety, trzeba było wracać do domu. Jeszcze jedno pożegnanie.
     Muszę powiedzieć, że będę bardzo mile wspominał te odwiedziny. Wujek jak zwykle był przemiły i sprawiło mi wielką radość, że mogłem go zaprosić do swojego domu, pokazać trochę Nowy Jork i w ten, choć tak skromny sposób, podziękować mu, że zawsze był tak blisko z naszą rodziną. Szczęśliwego powrotu do polski i uściski dla Cioci Zosi i całej rodzinki.
    Marian zrobił kilka zdjęć na swoim telefonie, więc jakość może nie najlepsza, ale mimo wszystko załączam je poniżej.  



                                               
                                     

Friday, April 27, 2012

      PROM KOSMICZNY


      Kilka godzin temu przeleciał nad nami Prom Kosmiczny Enterprise. Nie, nie pomylił się z kierunkami, tylko został przetransportowany z Washington do Nowego Jorku. Od roku 2003, ten statek kosmiczny, można było oglądać w muzeum lotnictwa Smithonian w Washingtonie. Dzisiaj przeniesiony został do nas. Przyleciał na specjalnie zmodifikowanym samolocie Jumbo Jet - Boening 747. Przeleciał dwa razy nad Manhattanem i wylądował na lotnisku JFK. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć go na własne oczy, bo przed samym lądowaniem trasa jego przebiegła prosto nad naszą budową. Leciał bardzo nisko, można było go widzieć w detalach. Za krótki czas przewieziony zostanie na muzeum-lotniskowiec „Interpid„, który zaparkowany jest przy 42 ulicy po zachodniej stronie Manhattanu. Tam będzie można go oglądać prze najbliższe kilka lat. W tym czasie już powstaje specjalny budynek, gdzie po zakończeniu budowy będzie przeniesiony Enterprise. 
    Oczywiście wiedząc o tym z gazet, czekałem na to wydarzenie z aparatem fotograficznym i udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć.

I jeszcze jedno od kolegi po ladowaniu na lotnisku JFK

 



Wednesday, April 25, 2012

                    TANIEC Z GWIAZDAMI


 Oczywiście to, o czym dzisiaj napiszę, nie ma nic wspólnego z tym tytułem, ale ponieważ spotkałem się z gwiazdami polskiego teatru a wygląda to efektownie, więc niech tak zostanie.
    Pierwszy raz umówiliśmy się na sobotę, 21-ego Kwietnia. Nie wiedziałem do końca czy będzie jeszcze ktoś oprócz wujka Staszka. W ostatniej chwili okazało się, że będę miał pięciu turystów. Podjechałem pod  Nu Hotel o 10 rano. Bardzo przyjemny hotelik, nie z tych bardzo ekskluzywnych, ale widać było,  że bardzo porządny i także na stronach internetowych miał bardzo dobre oceny. Spotkaliśmy się wszyscy w lobby i wtedy po uściskach z wujkiem, poznałem aktorów takich jak:  Ewa Dałkowska, Magdalena Kuta, Mariusz Benoit i Marek Kępiński.  
    Nie miałem zbyt dużo czasu na ten objazd Nowego Jorku, bo musieliśmy wrócić przed wieczorem na ich następny występ. Postanowiłem odwiedzić trzy miejsca. Time Square, dół Manhattanu i Port Morski. Oprócz tego przejechaliśmy samochodem przez różne inne dzielnice. Nie mogę opisać ich wrażeń z tej wycieczki, ale wyglądało na to,  że wszystkim bardzo się podobało. Mnie oczywiście sprawiło to wiele satysfakcji, bo zdarzało się często mieć gości, których w żaden sposób nie można było zadowolić a był także jeden, który dawał nam wiele razy do zrozumienia,  że oczekiwał od nas dużo więcej. 
    Porobiłem trochę zdjęć. Pogoda była cudowna, więc fotografie też są efektowniejsze. Jak zwykle załączam je poniżej do obejrzenia.
                                                                   

   Po odwiezieniu ich do hotelu, umówiliśmy się na poniedziałek.  Niestety nie mogłem wziąć dnia wolnego z pracy. Ustawiłem więc pracowników tak,  że mogłem urwać się trochę wcześniej. Przed drugą po południu byłem więc znów pod hotelem. Tym razem mieliśmy inne plany. Pierwsza część to zakupy. Pojechaliśmy do Pallisade Mall, czyli centrum handlowego w pobliżu naszego domu. Nie byliśmy tam długo, bo nie wszyscy byli tym zainteresowani. Załatwiliśmy wszystko w ciągu godziny. 
Po tym już spokojnie przyjechaliśmy do naszego domu.
    Znów mile zaskoczony. Czułem się świetnie w ich towarzystwie a nie raz zdarza się,  że ludzie, którzy odnieśli sukcesy w jakiejś dziedzinie dają nam poznać,  że są kimś lepszym.  Posiedzieliśmy trochę w naszym barze przy drinkach a później przenieśliśmy się na górę do pokoju gościnnego. Wiesia i Elaine były z nami. Córka jednak po pewnym czasie musiała się odłączyć i wróciła do nauki. Znów jakieś egzaminy. Zamówiliśmy chińskie jedzenie i przy tym oczywiście z dalszym kosztowaniem różnych alkoholi, spędziliśmy resztę wieczoru. Było trochę opowieści z przeszłości i też próbowałem dowiedzieć się trochę o ich prywatnej karierze. Między innymi wujek Staszek opowiedział historię jak musiał bić Żydów w filmie Wajdy. Ha ha. I wiele innych, o których Wam nie napiszę,  żebyście mi trochę zazdrościli. Gdzieś w połowie tego miłego dnia pani Ewa zaproponowała brudershafta. Od tej chwili mogę już pisać Ewa, bez pani. No i jak się czujecie? Zazdrościcie? To dobrze. To teraz ja jestem lepszy od Was. Ha, ha. 
   Gdzieś po 10 wieczorem wszyscy się pożegnali z Wiesią i Elaine i trzeba było odwieźć ich do hotelu. Dobrze,  że policja tego nie czyta, bo by się domyślili,  że ja prowadziłem po wypiciu alkoholu. Wiesia jednak czuwała cały wieczór i nie pozwalała mi wypić za dużo. Nie widziała tylko,  że piłem z butelki pod stołem! Powrót zajął około 45 minut i znów pożegnanie. Tym razem mogłem się z nimi wyściskać i dostać całusy od pięknych kobiet. 
    Wróciłem do domu o 12 i padnięty, ale zadowolony z miłego dnia położyłem się natychmiast spać. Nawet się nie umyłem. Niestety pół godziny później obudziłem się słysząc jakiś dziwny hałas. Wstałem i w kuchni znalazłem Elaine na podłodze wydającą dziwne odgłosy. Przestraszyłem się bardzo. Okazało się,  że znów ta alergia. Dalej nie wiemy od czego. Miała spuchnięte wargi, twarz a także gardło i trudności z oddychaniem. Nie wiedziałem, co robić. Dałem jej tabletki na alergie i podawałem zimną wodę, ale miała problemy z piciem. Tak spędziłem resztę nocy. Chodząc z miejsca w miejsce i sprawdzaniem czy nie trzeba dzwonić na pogotowie. Jakoś się udało bez tej potrzeby. Rano jak wstała, miała wargi jak nasza aktorka Meg Ryan po operacji plastycznej. Kiedy narzekała na swój wygląd, powiedziałem jej,  że jest rozpuszczona, bo Meg musiała zapłacić za operacje 10, 000 dolarów a ona ma takie za darmo!
     W pracy na drugi dzień usypiałem na stojąco. Wieczorem mieliśmy bilety, załatwione dla nas przez wujka na obejrzenie „Uroczystości„. Ale o tym już następnym razem.


      Po nie przespanej nocy, wstałem rano a żona się pyta:

        - Mężu, usmażyć ci jajka?

        - Cycki se usmaż!

     I znów była awantura!

Thursday, April 19, 2012

        UROCZYSTOŚĆ


    Taki jest tytuł spektaklu w wykonaniu aktorów z teatru TR Warszawa w reżyserii Grzegorza Jarzyny, który będzie można zobaczyć na deskach St.Ann’s Warehouse na Brooklynie w Nowym Jorku. Oczywiście, piszę to nie tylko z powodu, że podobno jest to znakomita sztuka w wykonaniu wybitnych artystów polskich, ale ponieważ gra tam także nasz Wujek Stanisław Sparażyński. 

   Na początek coś o tym spektaklu. Jeszcze go nie obejrzałem. Umówiony jestem na następny tydzień, więc informacje będą z innych źródeł.  „Uroczystość„ to adaptacja scenariusza Thomasa Vinterberga I Mogensa Rukova. Na jej podstawie powstał film, Festen a także wiele adaptacji teatralnych ( między innymi na Broadwayu).  Grają tam gwiazdy polskiej sceny teatralnej I fimowej : Jan Peszek, Andrzej Chyra, Katarzyna Herman, Danuta Szaflarska,  Cezary Kosiński, wielu innych I oczywiście Stanisław Sparażyński.  

 





Załączam także reklamę tego spektaklu.

Można ją obejrzeć na Youtube przez kliknięcie

na poniższe zdjęcie.


 

  Dzisiaj rozmawiałem z wujkiem przez telefon i jesteśmy wstępnie umówieni na sobotę. Będzie to relaksowy dzień. Spróbuję pokazać mu Nowy Jork. Będzie to więcej objazd samochodem niż dokładne zwiedzanie, bo wieczorem ma kolejny występ. Ale będziemy mogli porozmawiać i umówić się na kolejne spotkania.

   Trochę na temat wujka. Jesteśmy wszyscy bardzo blisko z jego rodziną, ale tak naprawdę to nieraz mało o sobie wiemy. Na jego występach byłem ostatnio jako mały chłopiec. Oczywiście zawsze wyczekiwaliśmy jak miał być w telewizji albo w jakimś nowym filmie. Nieraz grał role w których był tak przebrany, że go nie poznaliśmy. Wczytałem się dziś w strony internetowe i okazuje się, że grał w wielu filmach i serialach. Między innymi w filmach Zamach Stanu,Katastrofa w Giblartarze, Sceny Nocne, Pestka, Sabina, Pogoda na Jutro. Także w serialach Świat Według Kiepskich, Rodzina Zastępcza, Awantura o Basię, Dom, Polskie drogi. A przecież jego główna kariera to Teatr. 

    Przypomnę, że wujek urodził się w Golinie w 1931 roku. Czyli ma już 81 lata a dalej pracuje i zachowuje się jak młody człowiek. Gratulacje!


Mieliśmy ostatnio ciche dni. Wieczorem
żona zostawiła mi kartkę:
- Stary, obudź mnie o piątej!
Na drugi dzień obudziła się o siódmej
i znalazła kartkę, którą jej zostawiłem rano:
- Stara, wstawaj już piąta!
I znowu była awantura!


Friday, April 6, 2012

      Piątek  6 Kwiecień

     Wielki Piątek i Święta Wielkanocne. Przede wszystkim składam wszystkim najserdeczniejsze życzenia. Przyjemnych dni, spędzonych w rodzinnym gronie.
     Obchodzenie tych Świąt jest bardzo podobne we wszystkich krajach, ale także każdy ma coś innego do zaoferowania. W Stanach a szczególnie Nowym Jorku słynna jest niedziela i Wielkanocna Parada. Nie jest to zwykła amerykańska parada wystrojonych samochodów, orkiestr i pochodu ale raczej indywidualnych ludzi lub grup, spacerujących po ulicach. Czemu więc specjalna. Z powodu kapeluszy.
    Tradycja ta zaczęła się w połowie lat 1800-tnych. Wtedy bogaci ludzie przychodzili na mszę do największej nowojorskiej katedry Świętego Patryka. Oczywiście kobiety chciały się pokazać przed innymi i wystrajały się w najnowsze, eleganckie kapelusze. Obecnie nie są to już najnowsze modele znalezione w sklepach ale cokolwiek można założyć na głowę z tym spaceruje się na 5-tej Alei.
    Nie będę więcej o tym pisał tylko załączę kilka zdjęć z poprzednich lat.         








Thursday, April 5, 2012

    Czwartek 5  Kwiecień


      
   Nie mam na razie żadnych zdjęć ani filmów, więc trzeba napisać o czymś innym.
    Wygląda na to,  że wiosna już jest za progiem. Przez ostatnie dni wiele drzew zakwitło i wszystko zaczyna pięknie wyglądać. Nie poczułem jeszcze tego szczególnego zapachu powietrza, po którym poznaję,  że jest już prawdziwa wiosna, ale myślę,  że już niedługo.
    Przeraża mnie trochę, co się dzieje z Ameryką, gdyż przypomina mim to czasy komunizmu, przed którym uciekłem z polski. Oczywiście nigdy nie dojdzie do takiego stanu, w jakim my byliśmy, ale jest wiele spraw, które niepokoją.  Podzielę się, więc z Wami moimi uwagami.
    Zacznijmy od problemu zakłamania. Młodzi tego nie pamiętają, ale my żyliśmy w czasach, kiedy kłamstwo było naszą codzienną prawdą. Jedyne środki propagandy, czyli gazety, telewizja i radio przekazywało te informacje, które były im potrzebne oraz te po cenzurze, które im nie przeszkadzały. Reszta była kłamstwem. Niektórzy z nas wiedzieli trochę więcej, bo mieli dziadka, który słuchał Wolnej Europy i próbował uczyć nas prawdy. 
    Niestety u nas wiele wskazuje na to,  że mamy w małej skali ten sam problem. Prasa i telewizja opanowana jest przez ludzi o liberalnych i socjalistycznych poglądach. Przeważnie kończy się na tym,  że piszą tylko tą część wiadomości, która im odpowiada a reszta jest pomijana. Ostatnio często zdarza się,  że zmieniają trochę prawdę, żeby brzmiało lepiej. Kilka przykładów.
    Kiedy Bush był prezydentem, przez miesiące i lata na głównych stronach gazet powtarzały się artykuły, jakim to strasznym przywódcą jest ten z Texasu. Prowadzi niesprawiedliwe wojny, w których ginie setki naszych żołnierzy. Co dziennie wyliczano ilość osób, która tam zginęła. Wypadki te opisywane były w szczegółach, choć mało było o nieszczęściu rodzin tych żołnierzy.
Teraz, kiedy prezydentem jest ich człowiek Obama, nie ma o tym żadnych wzmianek, lub bardzo mało. I wojny, które prowadzimy są tłumaczone, jako nasza pomoc w walce o wolność innych narodów. Tamte były złe wojny a te są dobre. Znów, ktoś próbuje nam wytłumaczyć,  że wczorajsze czarne jest dzisiaj białe.
    Ostatnia historia, która jest na pierwszych stronach gazet to sprawa zastrzelenia czarnego chłopka przez hiszpańskiego mężczyznę. Nie wiem czy słyszeliście coś na ten temat, więc opiszę, co się stało.
   W miasteczku Twin Lakes na Florydzie zwiększyła się ostatnio przestępczość. Mieszkańcy postanowili pomóc sobie i znaleźli mężczyznę, który podjął się patrolować okolice. Kilka tygodni temu zauważył czarnego chłopaka, który wyglądał mu się podejrzany. W tej chwili przedstawię historię, jaką podano nam w pierwszej wersji.
   Poszedł za nim. Zadzwonił także na policję i przedstawił im całą sytuację. Powiedział, że czarny chłopak wygląda podejrzanie, ma kaptur na głowie i w tej chwili on za nim podąża. Policja kazała mu przestać go śledzić i powiedzieli, że za chwilę się zjawią. Kiedy przyjechali chłopak już nie żył. Zastrzelony przez tego ochroniarza. Gazety napisały to tak, że wyglądało to na morderstwo małego chłopca o rasistowskich podstawach. Kraj natychmiast się poruszył. Czarni przywódcy zaczęli natychmiast krzyczeć o rasizmie białych (przypominam, że Zimmerman był hiszpańskiego pochodzenia, choć jego ojciec był Żydem), w kongresie i innych państwowych organizacjach, czarni przychodzili ubrani w kaptury, Czarne Pantery (rasistowska, czarna organizacja wyznaczyła milion dolarów za schwytanie Zimmermana, nie przeszkadzało im gdyby ktoś go zastrzelił), nawet Obama wygłosił przemówienie o biednych, poszkodowanych afro-amerykanach. Wszystko to powstało dzięki artykułom pojawiającym się w prasie. Kraj, który szczyci się sprawiedliwością, wydał wyrok na człowieka bez żadnego sądu i próby obrony. Doprowadziło to także do napięć międzyrasowych a to jest ostatnia rzecz, która nam jest teraz potrzebna.
   Najpierw napiszę, że nie wiem, kto ma rację i uważam, że po to mamy sądy, żeby to wyjaśnić. Jeżeli udowodnią, że Zimmerman zawinił, to powinien dostać najwyższą karę, jaką mogą wymierzyć.
    Sprawa jednak nie jest taka prosta.  Na drugi dzień, okazało się najpierw, że nie był to mały chłopczyk, tylko 17 letni młodzieniec. Po drugie, znalazł się świadek, który twierdził, że Zimmerman zaczął się wycofywać, ale tamten chłopak poszedł w jego kierunku. Następnie widziano jak biedny chłopaczek bił leżącego ochroniarza i podobno złamał mu nos. Wtedy to został zastrzelony.  Mało tego. Po kilku dniach wyszło na jaw, że telewizja NBC spreparowała nagranie rozmowy telefonicznej między Zimmermanem i policją.  Niektóre słowa zostały wycięte a inne poprzestawiane. Ochroniarz nic nie mówił o kolorze skóry tego chłopaka aż do momentu, kiedy policja spytała mu się czy ona jest biały czy czarny. Wtedy ten odpowiedział: chyba czarny.
      Nie wiem jak ta sprawa się zakończy i prawdę mówiąc, nie interesuje mnie to. Ciekaw jestem tylko, dlaczego nikt nie próbuje ukarać tych, co stworzyli tą całą historię albo nie zaaresztują ludzi z Czarnych Panter za próbę potencjalnego morderstwa na Zimmermanie.
Jeszcze jedno. Spike Lee, sławny czarny reżyser, podał na swojej stronie adres Zimmermana. Wiadomo, w jakim celu. Niestety pomylił się. Był to dom starszego małżeństwa. Musieli oni wyprowadzić się ze swojego domu, bo nachodziły ich setki ludzi grożąc ich życiu w poszukiwaniu Zimmermana.
      Oczywiście najwięcej przekręcane są wiadomości polityczne. I jeśli, ktoś nie próbuje sam doszukać się prawdy i posłużyć się swoim rozumem, bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę stworzoną przez tą maszynę propagandy. Prawda jest zawsze gdzieś po środku. Jeśli mamy dwie strony! Gorzej jak jest tylko jedna strona, bo nie ma środka.
   To wystarczy na dzisiaj. Ach jeszcze jedno.

Dziś żona zadała mi pytanie
- Kochanie,jakie lubisz kobiety, ładne czy inteligentne?
- Ani jedne ani drugie, ty mi się podobasz!
I znów była awantura!

Friday, March 30, 2012

     Piątek - 30 Marzec

     Ameryka zwariowała i to z nietypowego powodu. Wszyscy grają w Megalotka, czyli Totolotka ale większego bo bierze w nim udział 42 stany. Przeważnie normalne totolotki są w każdym stanie osobno a ten jest rozszerzony i przez to wygrane są dużo większe. Ostatnio pisałem że gram i żebyście trzymali kciuki. Przez dwa kolejne tygodnie nikt nie trafił, więc wygrana zwiększyła się do największej w historii tych gier. W tej chwili jest do wygrania 560 milionów a może być jeszcze więcej, bo ludzie stoją w kolejkach żeby zagrać. My w pracy złożyliśmy się i jest nas w grupie 12 osób. Pieniędzy wystarczyłoby dla każdego. Oczywiście przez ostatnie kilka dni każdy rozmawia o tym co by zrobił gdyby to on wygrał. Moja budowa prawdopodobnie byłaby w kłopocie, bo przynajmniej połowa ludzi nie przyszłaby do pracy. Niestety to tylko marzenia, chociaż wiadomo że ktoś musi wygrać. 
    Wiecie o moich kłopotach rodzinnych, o czym nie będę pisał, więc rozumiecie że trochę zwolniłem prace nad zakończeniem prac ze zdjęciami. Trudno mi też pisać bo nie mogę zebrać myśli. Najchętniej to rzuciłbym pracę, sprzedał wszystko i wrócił do polski i liczył na to że mnie utrzymacie. Ha ha.
    No dobrze. Pieniędzy nie wygrałem, więc trzeba wracać do pracy. A problemów jest dużo. Nie wiem czy wspominałem że moja budowa składa się z trzech części. Dwie prowadzę ja, a trzecią mój uczeń Paul. Wczoraj w jego części, stolarz spadł z mostu do oceanu. Pracował na wysokości około 15 metrów. Dwa metry dalej stały barki i gdyby na to upadł, już by nie żył. Na szczęście nic mu się nie stało. Na nieszczęście to już drugi podobny wypadek na jego budowie. Nie wiemy jeszcze co zrobi miasto, dla którego pracujemy. Mogą nawet zamknąć naszą budowę do czasu wyjaśnienia sytuacji i gwarancji, że to się więcej nie powtórzy.
   Włożyłem na Picassa następne zdjęcia ale jeszcze nie wszystkie.  Ale już nie długo będzie reszta.
                                San Juan and St.Thomas
                              
                                 Tortola
                                 Antiqua

                                 Dominica
                                

Wróciłem dziś z pracy i żona przywitała mnie okrzykiem:
- Coś ty najlepszego zrobił! Gosposia złożyła wymówienie, bo podobno ordynarnie nawymyślałeś jej przez telefon...
- A to nie byłaś ty?
I znów była awantura!

Sunday, March 25, 2012

 
        Niedziela 25 Marzec   
   
     Przez kilka tygodni mamy wiosnę. Wszystko kwitnie, chociaż drzewa są jeszcze bez liści. Wczoraj trzeba było zabrać się trochę za posprzątanie naszego ogrodu. Po zimie jest trochę szkód. Trawa rozkopana jest przez wiewiórki i chipmanki (w słowniku tłumaczą je na pręgowce, ale ja zostanę przy amerykańskiej nazwie), jakieś zwierze zaczęło mi jeść schody (nie żartuję). Na razie tylko pierwszy stopień. Dobrze, że dzięcioł się wyprowadził. Już nie miałem sił gonić go i zalepiać po nim dziury. Wiele drewnianych wykończeń, wypaczyło się. I normalne sprzątnięcie liści i zimowych brudów. Zajęło mi to sobotę a Wiesia jeszcze przesadza kwiaty i krzaki. Jakby mogła to przesadzałaby także drzewa, ale na szczęście brakuje jej trochę sił.
       Elanie studiowała całą sobotę. W południe wzięła Advil. Nie wiem czy to u Was jest. Pastylki na ból, ale są one najlepsze na bóle mięśniowe albo na kobiece problemy. Niestety ona jest na to uczulona, ale mówiła, że przez ostatnie dwa lata nie miała z nim problemu. No i niestety okazało się to nieprawdą. Wieczorem dostała poważnego uczulenia. U niej jest to bardzo bolesne. Dobrze, że pojawia się to tylko na dłoniach, nogach a nie np. na twarzy. Wygląda jak olbrzymie sińce. Gdybym miał to pod okiem to nikt by nie uwierzył, że jest to uczulenie. Posądziłby mnie, że dostałem pod oko. Piszę o tym, bo akurat w piątek otrzymaliśmy paczkę od Oli, w której znajdowały się pastylki, o które prosiła Elanie, bo jej pomagają. Kazała serdecznie podziękować, bo dziś się czuje trochę lepiej. Wygląda na to, że się to dalej nie rozwija.
     Dzisiaj jest trochę chłodniej, dlatego usiadłem przy komputerze. Nie zrobiłem ostatniego filmu z powodu tych robót, ale za to umieściłem zdjęcia z Nowego Jorku, na Picasa. Są tam wszystkie zrobione u nas w domu i z wycieczek po NY. Picasa pozwala załadować tylko ograniczoną ilość zdjęć i jak skończyłem to okazało się, że nie mam już miejsca na Karaiby. Będę musiał wykupić dodatkowe miejsce.
     W naszego totolotka było do wygrania 290 milionów, więc zagrałem. Jeszcze nie sprawdziłem. Jak bym wygrał, to jedziemy na następne wakacje. To by było!! Niestety tylko marzenia, ale trzymajcie kciuki.
Poniżej wejście na strony ze zdjęciami.
  Pod każdym zdjęciem są inne fotki.
Zdjęcia u nas w domu


W Atlantic City

Z wycieczek po Nowym Jorku

Zwierzyłem się wczoraj znajomemu:
- Moja stara przysięgła, że mnie zostawi, jak nie przestanę pić.
- I co?
- Będzie mi jej brakowało.

Monday, March 19, 2012

                                                    
                Poniedziałek 19 Marzec  

Dzisiaj zacznę od zabawniejszych tematów. Najpierw od gaci, czyli mądrości mężów. Jak rozmawiałem z wieloma żonatymi mężczyznami w pracy, większość zgodziła się z moim doświadczeniem, że my porządnie wychowani przez żony, nie kupujemy sobie żadnych ciuchów. I to nie z lenistwa, lecz z wyboru. Żeby nie doprowadzać w rodzinie do niepotrzebnych konfliktów. Bo jak byśmy kupili, to na pewno nie byłyby one w guście naszych żon. Czyli zły kolor, fason czy po prostu, po co Ci to! 
    Tydzień temu przekonałem się, że zasady tej nie powinno się łamać. Odwiedziłem sklep Target, w którym miałem kupić kilka kosmetyków, zamówionych przez Wiesię. Przechodząc przez męski dział, zauważyłem stoisko z majtkami. No i pomyślałem, że potrzebuje kupić kilka par. Znalazłem rodzaj, który mi odpowiadał i teraz doszło do pytania. Jaki rozmiar jest mojego tyłka. Rozwiązałem to w bardzo prosty sposób. Koszule mam XL (czyli bardzo duże), spodnie mają inną numerację, ale przyjąłem natychmiast tą samą wersję, że są XL. No więc jak Sherlock Holmes doszedłem do wniosku, że rozmiar majtek jest XL. A żebym więcej się zakupami nie męczył, kupiłem dwie paczki, czyli dziesięć par. 
Zadowolony bardzo ze swojej zaradności, wróciłem do domu. Po rozerwaniu plastiku, wyciągnąłem nowe majtki. I tu mina mi się zmieniła.  Gacie można założyć na tyłek małego słonia.  Natychmiast schowałem cały mój nowy zakup, oczywiście żeby Wieśka nie znalazła, bo po co udowadniać, że ma rację. Kiedy będę wysyłał jakąś paczkę do polski, będę miał czym ją wypchać.
Nie zdziwcie się więc, kiedy kiedyś pojawi się paczka wypełniona majtkami.
PS. Kupiłem ostatnio następne opakowanie. Tym razem posprawdzałem numerację. Okazało się, że ja mam wcale zgrabną dupkę, bo rozmiar M (średni). 
    Druga historia. Najpierw muszę wytłumaczyć, o co chodzi. Na budowie często używamy (będę to nazywał platformą). Łączymy kilka belek (przekrój około 30 cm na 30 cm), różnych długości, zależnie od potrzeby. A szerokość zależy od ilości belek. Używamy to przeważnie dla ciężkiego sprzętu, na przykład, kiedy tereny są zalane wodą i maszyny grzęzłyby w błocie. 
     W zeszłym tygodniu, dzwoni do mnie Franki. Szef innej budowy. Pyta, czy nie mam kilku platform.
Odpowiedziałem, że mam. Z kolei ja zapytałem, jakich rozmiarów szuka. Ten powiedział, że potrzebuje 5 metrów długie. Szerokość nie jest ważna. Przejechałem całą budowę w poszukiwaniu odpowiednich platform. Zadzwoniłem później i mówię, że niestety nie mam, ale znalazłem o innych rozmiarach.
  - Frank, mam kilka 4 metry długie i 2 metry szerokie. 
  - A jaka grubość 
  - 30 centymetrów
  - To znaczy, że masz 4 metry na 2 metry ?
  - No właśnie. 4 na 2
  Czy źle słyszał, czy nie mógł się zdecydować, zadawał mi kilka razy to samo pytanie. Wreszcie nie wytrzymałem i mówię.
   - Jeszcze raz Ci powtarzam (teraz odwróciłem wymiary) 4 metry szerokie a 2 metry długie.
  - 4 szerokie?
   - No tak! 
   - To nie dobrze, bo nie będę mógł je załadować na ciężarówkę. Za szerokie.
   - Ale Frank. Za to będziesz mógł je wszystkie zabrać, bo są bardzo krótkie. Tylko 2 metry.
   - No tak, ale one są za szerokie. Nie da rady. Będę musiał poszukać gdzieś indziej. 
Już było mi głupio to wszystko odkręcać i nic nie odpowiedziałem. Nie wziął ich. Słyszałem, że na innej budowie znalazł odpowiednie. 4 metry długie i 2 metry szerokie !
     No dobrze. W sobotę, nie robiłem dużo. Znów bolały mnie bardzo plecy. Będę musiał chyba odwiedzić jakiegoś lekarza. Bardzo tego nie lubię.  W niedzielę zebrałem się i skończyłem następną część naszego filmu. W tej części zawarte są wydarzenia z dwóch dni. Wyspa Antiqua, na której mieliśmy przygodę z płaszczkami. Ciekawe jest to, że wygląda na to, że płaszczki nie pływają w pobliżu lądu. Ludzie, którzy prowadzą te wycieczki, znajdują więc jakieś płytkie miejsce na środku oceanu. Tak, żeby można było chodzić. Czyli głębokość wody jest około metra. Tam rzucają dużo pokarmu i ryby uczą się kręcić w pobliżu, oczekując na łatwy posiłek. 
     Drugi dzień to wyspa Dominica. Chyba najładniejsza z wszystkich wysp, jakie oglądaliśmy. Najpierw pływaliśmy kanionem w lodowatej, źródlanej wodzie. W tym miejscu filmowano część Piratów z Karaibów. Później, w naturalnych basenach, wypełnionych wodą ogrzewaną przez podziemne wulkany. Ostatni wybuchł w 1820 roku (chyba). Woda nie tylko gorąca, ale z zawartością różnych minerałów. To wyjaśnia jej bardzo mętny, żółty kolor. Podobno bardzo zdrowa. Oczywiście nie do picia.
     Teraz została mi ostatnia część i wreszcie mam mój projekt zakończony.
                                                            


           



Ksiądz podczas mszy w kościele: 
- Małżeństwo to tak jakby dwa okręty spotkały się w porcie.
  
To ja mówię do żony: 
- To ja chyba trafiłem na okręt wojenny.
I wtedy zaczęła się awantura ! 

Monday, February 27, 2012


              
  Poniedziałek 12 Marzec

     No i znów poniedziałek, nieprzyjemny dzień. Trzeba wrócić do pracy. Przynajmniej pogoda piękna, oczywiście jak na marzec. Cały tydzień, temperatura ma się utrzymać w granicach 20 stopni Celsjusza. 
    W piątek miałem wizytę człowieka z firmy, którą wynająłem na wymianę schodów, wewnątrz naszego domu. Pomierzył wszystko i czekam na telefon. Ma mi przekazać ile to mnie będzie kosztowało. Wtedy muszą się spotkać z Wiesią, żeby ustalić detale. Ja oczywiście nie mogę tego zrobić, bo nie ma takiej możliwości, żebym wybrał dobrze. Na przykład jak bym wybrał bardzo jasny kolor to bym usłyszał coś takiego jak: co Cię pokręciło ? Przecież nie pasuje to do naszej podłogi. A jak bym wybrał ciemny, to : Ciemny ? To przecież mamy ciemny i dlatego zmieniamy! No, ale który z nas mężów miał kiedyś rację w dyskusjach z żonami. Nawet nie jestem pewien czy mamy prawo do jakichkolwiek dyskusji. Muszę sprawdzić Konstytucję. 
     Wczoraj skończyłem następny filmik. Niestety jest dłuższy niż planowałem. Kiedy robię coś podobnego z naszych wakacji, próbuje robić do dziesięciu minut. Ponieważ te wakacje były dla nas wszystkich specjalne, szkoda mi czegoś nie wrzucić na komputer. No i tak się wszystko wydłuża. Mało tego. Myślałem, że zrobię z dwóch następnych dni, a tu mi wyszedł tylko jeden. Z wyspy Tortola. Był to może najbardziej wypełniony dzień, bo na katamaranie, nurkowanie i oglądanie  raf koralowych i ryb, wyspa i plaża ni i popołudnie na statku. Krótko mówiąc, film nie wyszedł krótki.
Za to myślę, że będzie Wam się podobał. Moja cenzura (Elaine) obejrzała go po skończeniu i stwierdziła, że jest udany. Jak go robiłem, oglądając poszczególne filmy i zdjęcia miałem dużą ochotę tam wrócić. 
    Wczoraj obejrzałem film, na proste tłumaczenie to: Kraj miodu i krwi. U Was na pewno ktoś przetłumaczy na Wirujący sex. Jest to historia kobiety (muzułmanki) i mężczyzny (katolika). Dzieje się w Jugosławii w latach 90-tych. Krótko. Para zakochana, przed rozpoczęciem ich wewnętrznej wojny. Później, on jest kapitanem w Serbskim wojsku a ona próbuje przetrwać masakrę muzułmanów. Film porusza i zastanawiam się, jak to mogło się zdarzyć w naszych czasach. 
Dzisiaj w gazetach, na pierwszych stronach, pojawił się artykuł o amerykańskim żołnierzu, który zastrzelił kilkanaście osób, w tym kobiet i dzieci, w Afganistanie. Na pierwszy rzut oka, podobna historia. Myślę jednak, że można na to spojrzeć bardzo różnie. Prawdopodobnie żołnierz ten, zostanie skazany na karę śmierci. I jeśli wszystkie fakty się zgadzają, to prawdopodobnie to mu się należy. Ale co mnie trochę męczy to dwulicowość naszej społeczności. Popatrzmy na to, co się dzieje w obecnych czasach. Co chwila, jakiś wariat, wyskakuje z pistoletami, strzela do niewinnych ludzi i morduje wielu. Później znajdują się wspaniali, „bezinteresowni„ prawnicy, którzy w imponujący sposób potrafią wszystkim wytłumaczyć, że stało się to przez ojca, który go bił, albo jeszcze lepiej jak znajdą księdza, który go molestował. No i kończy się na tym, że zamykają go w wariatkowie i nieraz udaje się takiemu po wielu latach wyjść na wolność. Teraz wracam do sprawy tego żołnierza. Ja go nie usprawiedliwiam, bo dla mnie to jest morderca. Ale, np. wyobraźmy sobie, że był on świadkiem jak jego kolegę, muzułmanie zastrzelili i później samochodem ciągnęli ciało ulicami, pośród wiwatującego tłumu (oglądać to było można w telewizji). Inny leży w szpitalu z obciętymi nogami po wybuchu bomby, pułapki. Takich historii można wymyślać dziesiątki. Może, pewnego dnia po prostu nie wytrzymał ? Ale jakoś opinia publiczna w tym wypadku tak tego nie widzi. Bo widzi to tak jak podają gazety, a te piszą to, co im szefowie nakazują. 
     No i proszę, z niewinnego blogu, zrobiła się to strona polityczna. 
                               

- Spotkałem wczoraj kolegę i mówię: zbieraj się i chodź do mnie, pogramy w szachy. 
- Nie mogę, odpowiada. Żona mi zmarła.
- To dam Ci grać czarnymi
     


   Sobota 3 Marzec 2012


    Zebrałem się dzisiaj i kończę pierwszą część filmu z Karaibów. Kilka dni nie mogłem nic robić, bo w nocy nie spałem z bólu i dni też były ciężkie. Coś mi w plecach przeskoczyło, wyskoczyło, pękło. Nie wiem, co a może to tylko starość. Mimo wszystko trochę się nacierpiałem. Teraz Wiesia robi mi codzienne masaże naszą maszynką, robię gorące okłady i jest trochę lepiej.
    Przed chwilą rozmawialiśmy przez telefon i Kaziu wymusił życzenia na swoje urodziny, które według naszego czasu są jutro, ale u Was już było jutro. Wszystkiego najlepszego z okazji 52 urodzin (teraz wszyscy wiedzą, jaki jesteś stary). Spełnienia wszystkich marzeń (zaznaczam, że jeżeli pomyślałeś sobie, żeby mieć częściej wakacje u nas to jest to wyłączone z grupy wszystkich).
     Mam ostatnio trochę kłopotów z moim komputerem. Może mam za dużo tych programów, których używam do robienia zdjęć i filmów, może komputer jest już za wolny na te nowsze. Wiele razy zacina mi się i muszę często zaczynać od nowa. Będzie trzeba pomyśleć o nowszym. Muszę też szybko skończyć te wszystkie filmy, bo zbliża się wiosna a to znaczy, że będę miał bardzo dużo pracy na zewnątrz. Posprzątać po zimie, przyciąć wszystkie krzaki i drzewa i wiele drobniejszych projektów.
     Czas płynie w niesamowitym tempie. Niedawno tu byliście a już minęło tyle tygodni od Waszego pobytu. Zanim się połapiemy, będę w Polsce na Wielką Imprezę urodzinową, najstarszego członka naszej rodziny.
     W momencie pisania, film nagrywa się na ostateczną wersję. Zostało jeszcze 10 minut. Później to już tylko wrzucenie go na YouTube i będziecie go mogli obejrzeć. Następne będą trochę ciekawsze, bo te dwa pierwsze dni były raczej spokojne a najciekawsze wycieczki odbyły się później.
    Kaziu jeszcze raz wszystkiego najlepszego !!! 
                                                                          


Żona wpadła dziś do domu i mówi:
- Wiesz co, ta nasza sąsiadka z domu naprzeciwka, spała już z prawie ze wszystkimi mężczyznami z naszej ulicy, oprócz jednego.
Pomyślałem i po chwili zastanowienia:
- Hmm... to musi być Smith ten z końca ulicy...
I wtedy zaczęła się awantura.



  Środa 29 Luty 2012


     Nie idzie mi!! To wszystko!


      Wczoraj poszliśmy z żoną do restauracji. Ona zaczęła przyglądać się pijanemu mężczyźnie, siedzącego samotnie przy sąsiednim stoliku.
    Spytałem:- Kto to jest?
    Odpowiedziała: - To moja była sympatia. Słyszałam, że gdy przerwaliśmy nasz romans, on zaczęł pić i od tej pory nigdy nie był trzeźwy.
To ja na to: - Kto by pomyślał, że człowiek może coś świętować tak długo?
I wtedy zaczęła się awantura.

     Poniedziałek 27 Luty 2012


    To będzie druga część naszych wspólnych wakacji. Prawdopodobnie ta bardziej relaksująca i oczywiście przyjemniejsza. Z wielu powodów. Słońca, pięknej pogody, krajobrazów i całkowitego luzu. 

Jedyne stresy powodował Wiesiu, okrążając nas bez przerwy, robiąc zdjęcia.  Wiadomo, że w naszym wieku, cały czas trzeba było wciągać brzuch, prostować się i naciągać zmarszczki na twarzy, żeby jakoś na nich wyglądać. Ale to już zostało mu wybaczone.
    Film, zostanie podzielony na trzy części. Podobnie jak ten z Nowego Jorku. Każdy z nich pokryje kilka dni z naszej wycieczki.  Szkoda tylko, że nie przekaże on całej atmosfery naszych przyjemności. Żaden film nie odda tego, co się czuje wdychając gorące powietrze tropiku, kąpiąc się w ciepłym oceanie, czy leżąc na katamaranie, prażąc się w słońcu, czuć powiew morskiego powietrza chłodzącego nasze rozgrzane ciała. Nie mówiąc o piciu przepysznych tropikalnych napojów, oczywiście z nieodzowną domieszką alkoholu. 
    Wczoraj, czyli w niedzielę, zacząłem produkcję pierwszej części. Mógłbym to skończyć dość szybko, ale wtedy byłyby to tylko zdjęcia. Jedno po drugim. To trochę nudne. Muszę więc dobrać odpowiednią muzykę, co wcale nie jest takie proste, no i trochę efektów specjalnych. Wszystko to ma zrobić ten pokaz bardziej interesującym i przyjemnym do oglądania. 
    Teraz w skrócie o naszym tygodniu. Przylecieliśmy do San Juan w południe. Beż żadnych problemów w powietrzu, których spodziewała się Ola. Przetrwała dzielnie i wyglądało, z moich obserwacji, że Grażyna więcej przeżywała lot niż ona. Wszystkie przeprawy przez służby graniczne poszły szybko i w kilka godzin byliśmy w swoich pokojach. Niestety, jeszcze w częściowo zimowych strojach, bo walizki znalazły nas dopiero za kilka godzin. Najpierw spotkaliśmy się w naszym mieszkaniu. Po wypiciu kilku drinków i po obejrzeniu okolic z naszego balkonu, poszliśmy na zwiedzanie statku. Wieczorem obiad. Poznaliśmy naszych kelnerów, bo Ci sami zawsze obsługiwali nasz stół i posmakowaliśmy nasz pierwszy obiad na statku. Nie będę przypominał, co jedliśmy, ale mogę powiedzieć, że zgodziliśmy się wszyscy i chyba jednomyślnie ocenialiśmy jakość, rozmaitość dań na bardzo dobre. 
     Po obiedzie poszliśmy na dyskotekę. Tam też zakończyliśmy nasz dzień. 
     Obudziliśmy się już na innej wyspie. St.Thomas. Na niej nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki. Należy ona do Stanów Zjednoczonych i jest sławna ze sklepów z biżuterią, diamentów, zegarków. Tutaj, ponieważ nie ma żadnych podatków, można dostać wszystko po bardzo niskich cenach. Może źle to napisałem. Niskie to one na pewno nie są, ale 30 do 50% tajniej niż u nas.
Dzień ten przeznaczyliśmy na zwiedzenie miasta, pochodzenie po sklepach i nawet jakieś zakupy. Wiadomo więc, że wszystkie kobiety radośnie spieszyły się do zwiedzania tych miejsc a męska część chodziła z niepewnym wzrokiem, obliczając możliwe straty. Nie było jednak najgorzej i skończyło się na kilku zegarkach i drobnej biżuterii. 
      Dzień w Saint Thomas zakończyliśmy w barze, który odwiedzamy za każdym naszym pobytem. Barman jest polskiego pochodzenia, troszeczkę stuknięty, ale w miły sposób. Po wypiciu kilku drinków, wróciliśmy na nasz statek. 
   To wystarczy na dzisiaj.

Gdy wróciłem wczoraj do domu, żona domagała się, żebym ją zabrał w jakieś drogie miejsce.
Wobec tego zabrałem ją na stację benzynową....
I wtedy zaczęła się awantura.