Thursday, April 19, 2012

        UROCZYSTOŚĆ


    Taki jest tytuł spektaklu w wykonaniu aktorów z teatru TR Warszawa w reżyserii Grzegorza Jarzyny, który będzie można zobaczyć na deskach St.Ann’s Warehouse na Brooklynie w Nowym Jorku. Oczywiście, piszę to nie tylko z powodu, że podobno jest to znakomita sztuka w wykonaniu wybitnych artystów polskich, ale ponieważ gra tam także nasz Wujek Stanisław Sparażyński. 

   Na początek coś o tym spektaklu. Jeszcze go nie obejrzałem. Umówiony jestem na następny tydzień, więc informacje będą z innych źródeł.  „Uroczystość„ to adaptacja scenariusza Thomasa Vinterberga I Mogensa Rukova. Na jej podstawie powstał film, Festen a także wiele adaptacji teatralnych ( między innymi na Broadwayu).  Grają tam gwiazdy polskiej sceny teatralnej I fimowej : Jan Peszek, Andrzej Chyra, Katarzyna Herman, Danuta Szaflarska,  Cezary Kosiński, wielu innych I oczywiście Stanisław Sparażyński.  

 





Załączam także reklamę tego spektaklu.

Można ją obejrzeć na Youtube przez kliknięcie

na poniższe zdjęcie.


 

  Dzisiaj rozmawiałem z wujkiem przez telefon i jesteśmy wstępnie umówieni na sobotę. Będzie to relaksowy dzień. Spróbuję pokazać mu Nowy Jork. Będzie to więcej objazd samochodem niż dokładne zwiedzanie, bo wieczorem ma kolejny występ. Ale będziemy mogli porozmawiać i umówić się na kolejne spotkania.

   Trochę na temat wujka. Jesteśmy wszyscy bardzo blisko z jego rodziną, ale tak naprawdę to nieraz mało o sobie wiemy. Na jego występach byłem ostatnio jako mały chłopiec. Oczywiście zawsze wyczekiwaliśmy jak miał być w telewizji albo w jakimś nowym filmie. Nieraz grał role w których był tak przebrany, że go nie poznaliśmy. Wczytałem się dziś w strony internetowe i okazuje się, że grał w wielu filmach i serialach. Między innymi w filmach Zamach Stanu,Katastrofa w Giblartarze, Sceny Nocne, Pestka, Sabina, Pogoda na Jutro. Także w serialach Świat Według Kiepskich, Rodzina Zastępcza, Awantura o Basię, Dom, Polskie drogi. A przecież jego główna kariera to Teatr. 

    Przypomnę, że wujek urodził się w Golinie w 1931 roku. Czyli ma już 81 lata a dalej pracuje i zachowuje się jak młody człowiek. Gratulacje!


Mieliśmy ostatnio ciche dni. Wieczorem
żona zostawiła mi kartkę:
- Stary, obudź mnie o piątej!
Na drugi dzień obudziła się o siódmej
i znalazła kartkę, którą jej zostawiłem rano:
- Stara, wstawaj już piąta!
I znowu była awantura!


Friday, April 6, 2012

      Piątek  6 Kwiecień

     Wielki Piątek i Święta Wielkanocne. Przede wszystkim składam wszystkim najserdeczniejsze życzenia. Przyjemnych dni, spędzonych w rodzinnym gronie.
     Obchodzenie tych Świąt jest bardzo podobne we wszystkich krajach, ale także każdy ma coś innego do zaoferowania. W Stanach a szczególnie Nowym Jorku słynna jest niedziela i Wielkanocna Parada. Nie jest to zwykła amerykańska parada wystrojonych samochodów, orkiestr i pochodu ale raczej indywidualnych ludzi lub grup, spacerujących po ulicach. Czemu więc specjalna. Z powodu kapeluszy.
    Tradycja ta zaczęła się w połowie lat 1800-tnych. Wtedy bogaci ludzie przychodzili na mszę do największej nowojorskiej katedry Świętego Patryka. Oczywiście kobiety chciały się pokazać przed innymi i wystrajały się w najnowsze, eleganckie kapelusze. Obecnie nie są to już najnowsze modele znalezione w sklepach ale cokolwiek można założyć na głowę z tym spaceruje się na 5-tej Alei.
    Nie będę więcej o tym pisał tylko załączę kilka zdjęć z poprzednich lat.         








Thursday, April 5, 2012

    Czwartek 5  Kwiecień


      
   Nie mam na razie żadnych zdjęć ani filmów, więc trzeba napisać o czymś innym.
    Wygląda na to,  że wiosna już jest za progiem. Przez ostatnie dni wiele drzew zakwitło i wszystko zaczyna pięknie wyglądać. Nie poczułem jeszcze tego szczególnego zapachu powietrza, po którym poznaję,  że jest już prawdziwa wiosna, ale myślę,  że już niedługo.
    Przeraża mnie trochę, co się dzieje z Ameryką, gdyż przypomina mim to czasy komunizmu, przed którym uciekłem z polski. Oczywiście nigdy nie dojdzie do takiego stanu, w jakim my byliśmy, ale jest wiele spraw, które niepokoją.  Podzielę się, więc z Wami moimi uwagami.
    Zacznijmy od problemu zakłamania. Młodzi tego nie pamiętają, ale my żyliśmy w czasach, kiedy kłamstwo było naszą codzienną prawdą. Jedyne środki propagandy, czyli gazety, telewizja i radio przekazywało te informacje, które były im potrzebne oraz te po cenzurze, które im nie przeszkadzały. Reszta była kłamstwem. Niektórzy z nas wiedzieli trochę więcej, bo mieli dziadka, który słuchał Wolnej Europy i próbował uczyć nas prawdy. 
    Niestety u nas wiele wskazuje na to,  że mamy w małej skali ten sam problem. Prasa i telewizja opanowana jest przez ludzi o liberalnych i socjalistycznych poglądach. Przeważnie kończy się na tym,  że piszą tylko tą część wiadomości, która im odpowiada a reszta jest pomijana. Ostatnio często zdarza się,  że zmieniają trochę prawdę, żeby brzmiało lepiej. Kilka przykładów.
    Kiedy Bush był prezydentem, przez miesiące i lata na głównych stronach gazet powtarzały się artykuły, jakim to strasznym przywódcą jest ten z Texasu. Prowadzi niesprawiedliwe wojny, w których ginie setki naszych żołnierzy. Co dziennie wyliczano ilość osób, która tam zginęła. Wypadki te opisywane były w szczegółach, choć mało było o nieszczęściu rodzin tych żołnierzy.
Teraz, kiedy prezydentem jest ich człowiek Obama, nie ma o tym żadnych wzmianek, lub bardzo mało. I wojny, które prowadzimy są tłumaczone, jako nasza pomoc w walce o wolność innych narodów. Tamte były złe wojny a te są dobre. Znów, ktoś próbuje nam wytłumaczyć,  że wczorajsze czarne jest dzisiaj białe.
    Ostatnia historia, która jest na pierwszych stronach gazet to sprawa zastrzelenia czarnego chłopka przez hiszpańskiego mężczyznę. Nie wiem czy słyszeliście coś na ten temat, więc opiszę, co się stało.
   W miasteczku Twin Lakes na Florydzie zwiększyła się ostatnio przestępczość. Mieszkańcy postanowili pomóc sobie i znaleźli mężczyznę, który podjął się patrolować okolice. Kilka tygodni temu zauważył czarnego chłopaka, który wyglądał mu się podejrzany. W tej chwili przedstawię historię, jaką podano nam w pierwszej wersji.
   Poszedł za nim. Zadzwonił także na policję i przedstawił im całą sytuację. Powiedział, że czarny chłopak wygląda podejrzanie, ma kaptur na głowie i w tej chwili on za nim podąża. Policja kazała mu przestać go śledzić i powiedzieli, że za chwilę się zjawią. Kiedy przyjechali chłopak już nie żył. Zastrzelony przez tego ochroniarza. Gazety napisały to tak, że wyglądało to na morderstwo małego chłopca o rasistowskich podstawach. Kraj natychmiast się poruszył. Czarni przywódcy zaczęli natychmiast krzyczeć o rasizmie białych (przypominam, że Zimmerman był hiszpańskiego pochodzenia, choć jego ojciec był Żydem), w kongresie i innych państwowych organizacjach, czarni przychodzili ubrani w kaptury, Czarne Pantery (rasistowska, czarna organizacja wyznaczyła milion dolarów za schwytanie Zimmermana, nie przeszkadzało im gdyby ktoś go zastrzelił), nawet Obama wygłosił przemówienie o biednych, poszkodowanych afro-amerykanach. Wszystko to powstało dzięki artykułom pojawiającym się w prasie. Kraj, który szczyci się sprawiedliwością, wydał wyrok na człowieka bez żadnego sądu i próby obrony. Doprowadziło to także do napięć międzyrasowych a to jest ostatnia rzecz, która nam jest teraz potrzebna.
   Najpierw napiszę, że nie wiem, kto ma rację i uważam, że po to mamy sądy, żeby to wyjaśnić. Jeżeli udowodnią, że Zimmerman zawinił, to powinien dostać najwyższą karę, jaką mogą wymierzyć.
    Sprawa jednak nie jest taka prosta.  Na drugi dzień, okazało się najpierw, że nie był to mały chłopczyk, tylko 17 letni młodzieniec. Po drugie, znalazł się świadek, który twierdził, że Zimmerman zaczął się wycofywać, ale tamten chłopak poszedł w jego kierunku. Następnie widziano jak biedny chłopaczek bił leżącego ochroniarza i podobno złamał mu nos. Wtedy to został zastrzelony.  Mało tego. Po kilku dniach wyszło na jaw, że telewizja NBC spreparowała nagranie rozmowy telefonicznej między Zimmermanem i policją.  Niektóre słowa zostały wycięte a inne poprzestawiane. Ochroniarz nic nie mówił o kolorze skóry tego chłopaka aż do momentu, kiedy policja spytała mu się czy ona jest biały czy czarny. Wtedy ten odpowiedział: chyba czarny.
      Nie wiem jak ta sprawa się zakończy i prawdę mówiąc, nie interesuje mnie to. Ciekaw jestem tylko, dlaczego nikt nie próbuje ukarać tych, co stworzyli tą całą historię albo nie zaaresztują ludzi z Czarnych Panter za próbę potencjalnego morderstwa na Zimmermanie.
Jeszcze jedno. Spike Lee, sławny czarny reżyser, podał na swojej stronie adres Zimmermana. Wiadomo, w jakim celu. Niestety pomylił się. Był to dom starszego małżeństwa. Musieli oni wyprowadzić się ze swojego domu, bo nachodziły ich setki ludzi grożąc ich życiu w poszukiwaniu Zimmermana.
      Oczywiście najwięcej przekręcane są wiadomości polityczne. I jeśli, ktoś nie próbuje sam doszukać się prawdy i posłużyć się swoim rozumem, bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę stworzoną przez tą maszynę propagandy. Prawda jest zawsze gdzieś po środku. Jeśli mamy dwie strony! Gorzej jak jest tylko jedna strona, bo nie ma środka.
   To wystarczy na dzisiaj. Ach jeszcze jedno.

Dziś żona zadała mi pytanie
- Kochanie,jakie lubisz kobiety, ładne czy inteligentne?
- Ani jedne ani drugie, ty mi się podobasz!
I znów była awantura!

Friday, March 30, 2012

     Piątek - 30 Marzec

     Ameryka zwariowała i to z nietypowego powodu. Wszyscy grają w Megalotka, czyli Totolotka ale większego bo bierze w nim udział 42 stany. Przeważnie normalne totolotki są w każdym stanie osobno a ten jest rozszerzony i przez to wygrane są dużo większe. Ostatnio pisałem że gram i żebyście trzymali kciuki. Przez dwa kolejne tygodnie nikt nie trafił, więc wygrana zwiększyła się do największej w historii tych gier. W tej chwili jest do wygrania 560 milionów a może być jeszcze więcej, bo ludzie stoją w kolejkach żeby zagrać. My w pracy złożyliśmy się i jest nas w grupie 12 osób. Pieniędzy wystarczyłoby dla każdego. Oczywiście przez ostatnie kilka dni każdy rozmawia o tym co by zrobił gdyby to on wygrał. Moja budowa prawdopodobnie byłaby w kłopocie, bo przynajmniej połowa ludzi nie przyszłaby do pracy. Niestety to tylko marzenia, chociaż wiadomo że ktoś musi wygrać. 
    Wiecie o moich kłopotach rodzinnych, o czym nie będę pisał, więc rozumiecie że trochę zwolniłem prace nad zakończeniem prac ze zdjęciami. Trudno mi też pisać bo nie mogę zebrać myśli. Najchętniej to rzuciłbym pracę, sprzedał wszystko i wrócił do polski i liczył na to że mnie utrzymacie. Ha ha.
    No dobrze. Pieniędzy nie wygrałem, więc trzeba wracać do pracy. A problemów jest dużo. Nie wiem czy wspominałem że moja budowa składa się z trzech części. Dwie prowadzę ja, a trzecią mój uczeń Paul. Wczoraj w jego części, stolarz spadł z mostu do oceanu. Pracował na wysokości około 15 metrów. Dwa metry dalej stały barki i gdyby na to upadł, już by nie żył. Na szczęście nic mu się nie stało. Na nieszczęście to już drugi podobny wypadek na jego budowie. Nie wiemy jeszcze co zrobi miasto, dla którego pracujemy. Mogą nawet zamknąć naszą budowę do czasu wyjaśnienia sytuacji i gwarancji, że to się więcej nie powtórzy.
   Włożyłem na Picassa następne zdjęcia ale jeszcze nie wszystkie.  Ale już nie długo będzie reszta.
                                San Juan and St.Thomas
                              
                                 Tortola
                                 Antiqua

                                 Dominica
                                

Wróciłem dziś z pracy i żona przywitała mnie okrzykiem:
- Coś ty najlepszego zrobił! Gosposia złożyła wymówienie, bo podobno ordynarnie nawymyślałeś jej przez telefon...
- A to nie byłaś ty?
I znów była awantura!

Sunday, March 25, 2012

 
        Niedziela 25 Marzec   
   
     Przez kilka tygodni mamy wiosnę. Wszystko kwitnie, chociaż drzewa są jeszcze bez liści. Wczoraj trzeba było zabrać się trochę za posprzątanie naszego ogrodu. Po zimie jest trochę szkód. Trawa rozkopana jest przez wiewiórki i chipmanki (w słowniku tłumaczą je na pręgowce, ale ja zostanę przy amerykańskiej nazwie), jakieś zwierze zaczęło mi jeść schody (nie żartuję). Na razie tylko pierwszy stopień. Dobrze, że dzięcioł się wyprowadził. Już nie miałem sił gonić go i zalepiać po nim dziury. Wiele drewnianych wykończeń, wypaczyło się. I normalne sprzątnięcie liści i zimowych brudów. Zajęło mi to sobotę a Wiesia jeszcze przesadza kwiaty i krzaki. Jakby mogła to przesadzałaby także drzewa, ale na szczęście brakuje jej trochę sił.
       Elanie studiowała całą sobotę. W południe wzięła Advil. Nie wiem czy to u Was jest. Pastylki na ból, ale są one najlepsze na bóle mięśniowe albo na kobiece problemy. Niestety ona jest na to uczulona, ale mówiła, że przez ostatnie dwa lata nie miała z nim problemu. No i niestety okazało się to nieprawdą. Wieczorem dostała poważnego uczulenia. U niej jest to bardzo bolesne. Dobrze, że pojawia się to tylko na dłoniach, nogach a nie np. na twarzy. Wygląda jak olbrzymie sińce. Gdybym miał to pod okiem to nikt by nie uwierzył, że jest to uczulenie. Posądziłby mnie, że dostałem pod oko. Piszę o tym, bo akurat w piątek otrzymaliśmy paczkę od Oli, w której znajdowały się pastylki, o które prosiła Elanie, bo jej pomagają. Kazała serdecznie podziękować, bo dziś się czuje trochę lepiej. Wygląda na to, że się to dalej nie rozwija.
     Dzisiaj jest trochę chłodniej, dlatego usiadłem przy komputerze. Nie zrobiłem ostatniego filmu z powodu tych robót, ale za to umieściłem zdjęcia z Nowego Jorku, na Picasa. Są tam wszystkie zrobione u nas w domu i z wycieczek po NY. Picasa pozwala załadować tylko ograniczoną ilość zdjęć i jak skończyłem to okazało się, że nie mam już miejsca na Karaiby. Będę musiał wykupić dodatkowe miejsce.
     W naszego totolotka było do wygrania 290 milionów, więc zagrałem. Jeszcze nie sprawdziłem. Jak bym wygrał, to jedziemy na następne wakacje. To by było!! Niestety tylko marzenia, ale trzymajcie kciuki.
Poniżej wejście na strony ze zdjęciami.
  Pod każdym zdjęciem są inne fotki.
Zdjęcia u nas w domu


W Atlantic City

Z wycieczek po Nowym Jorku

Zwierzyłem się wczoraj znajomemu:
- Moja stara przysięgła, że mnie zostawi, jak nie przestanę pić.
- I co?
- Będzie mi jej brakowało.

Monday, March 19, 2012

                                                    
                Poniedziałek 19 Marzec  

Dzisiaj zacznę od zabawniejszych tematów. Najpierw od gaci, czyli mądrości mężów. Jak rozmawiałem z wieloma żonatymi mężczyznami w pracy, większość zgodziła się z moim doświadczeniem, że my porządnie wychowani przez żony, nie kupujemy sobie żadnych ciuchów. I to nie z lenistwa, lecz z wyboru. Żeby nie doprowadzać w rodzinie do niepotrzebnych konfliktów. Bo jak byśmy kupili, to na pewno nie byłyby one w guście naszych żon. Czyli zły kolor, fason czy po prostu, po co Ci to! 
    Tydzień temu przekonałem się, że zasady tej nie powinno się łamać. Odwiedziłem sklep Target, w którym miałem kupić kilka kosmetyków, zamówionych przez Wiesię. Przechodząc przez męski dział, zauważyłem stoisko z majtkami. No i pomyślałem, że potrzebuje kupić kilka par. Znalazłem rodzaj, który mi odpowiadał i teraz doszło do pytania. Jaki rozmiar jest mojego tyłka. Rozwiązałem to w bardzo prosty sposób. Koszule mam XL (czyli bardzo duże), spodnie mają inną numerację, ale przyjąłem natychmiast tą samą wersję, że są XL. No więc jak Sherlock Holmes doszedłem do wniosku, że rozmiar majtek jest XL. A żebym więcej się zakupami nie męczył, kupiłem dwie paczki, czyli dziesięć par. 
Zadowolony bardzo ze swojej zaradności, wróciłem do domu. Po rozerwaniu plastiku, wyciągnąłem nowe majtki. I tu mina mi się zmieniła.  Gacie można założyć na tyłek małego słonia.  Natychmiast schowałem cały mój nowy zakup, oczywiście żeby Wieśka nie znalazła, bo po co udowadniać, że ma rację. Kiedy będę wysyłał jakąś paczkę do polski, będę miał czym ją wypchać.
Nie zdziwcie się więc, kiedy kiedyś pojawi się paczka wypełniona majtkami.
PS. Kupiłem ostatnio następne opakowanie. Tym razem posprawdzałem numerację. Okazało się, że ja mam wcale zgrabną dupkę, bo rozmiar M (średni). 
    Druga historia. Najpierw muszę wytłumaczyć, o co chodzi. Na budowie często używamy (będę to nazywał platformą). Łączymy kilka belek (przekrój około 30 cm na 30 cm), różnych długości, zależnie od potrzeby. A szerokość zależy od ilości belek. Używamy to przeważnie dla ciężkiego sprzętu, na przykład, kiedy tereny są zalane wodą i maszyny grzęzłyby w błocie. 
     W zeszłym tygodniu, dzwoni do mnie Franki. Szef innej budowy. Pyta, czy nie mam kilku platform.
Odpowiedziałem, że mam. Z kolei ja zapytałem, jakich rozmiarów szuka. Ten powiedział, że potrzebuje 5 metrów długie. Szerokość nie jest ważna. Przejechałem całą budowę w poszukiwaniu odpowiednich platform. Zadzwoniłem później i mówię, że niestety nie mam, ale znalazłem o innych rozmiarach.
  - Frank, mam kilka 4 metry długie i 2 metry szerokie. 
  - A jaka grubość 
  - 30 centymetrów
  - To znaczy, że masz 4 metry na 2 metry ?
  - No właśnie. 4 na 2
  Czy źle słyszał, czy nie mógł się zdecydować, zadawał mi kilka razy to samo pytanie. Wreszcie nie wytrzymałem i mówię.
   - Jeszcze raz Ci powtarzam (teraz odwróciłem wymiary) 4 metry szerokie a 2 metry długie.
  - 4 szerokie?
   - No tak! 
   - To nie dobrze, bo nie będę mógł je załadować na ciężarówkę. Za szerokie.
   - Ale Frank. Za to będziesz mógł je wszystkie zabrać, bo są bardzo krótkie. Tylko 2 metry.
   - No tak, ale one są za szerokie. Nie da rady. Będę musiał poszukać gdzieś indziej. 
Już było mi głupio to wszystko odkręcać i nic nie odpowiedziałem. Nie wziął ich. Słyszałem, że na innej budowie znalazł odpowiednie. 4 metry długie i 2 metry szerokie !
     No dobrze. W sobotę, nie robiłem dużo. Znów bolały mnie bardzo plecy. Będę musiał chyba odwiedzić jakiegoś lekarza. Bardzo tego nie lubię.  W niedzielę zebrałem się i skończyłem następną część naszego filmu. W tej części zawarte są wydarzenia z dwóch dni. Wyspa Antiqua, na której mieliśmy przygodę z płaszczkami. Ciekawe jest to, że wygląda na to, że płaszczki nie pływają w pobliżu lądu. Ludzie, którzy prowadzą te wycieczki, znajdują więc jakieś płytkie miejsce na środku oceanu. Tak, żeby można było chodzić. Czyli głębokość wody jest około metra. Tam rzucają dużo pokarmu i ryby uczą się kręcić w pobliżu, oczekując na łatwy posiłek. 
     Drugi dzień to wyspa Dominica. Chyba najładniejsza z wszystkich wysp, jakie oglądaliśmy. Najpierw pływaliśmy kanionem w lodowatej, źródlanej wodzie. W tym miejscu filmowano część Piratów z Karaibów. Później, w naturalnych basenach, wypełnionych wodą ogrzewaną przez podziemne wulkany. Ostatni wybuchł w 1820 roku (chyba). Woda nie tylko gorąca, ale z zawartością różnych minerałów. To wyjaśnia jej bardzo mętny, żółty kolor. Podobno bardzo zdrowa. Oczywiście nie do picia.
     Teraz została mi ostatnia część i wreszcie mam mój projekt zakończony.
                                                            


           



Ksiądz podczas mszy w kościele: 
- Małżeństwo to tak jakby dwa okręty spotkały się w porcie.
  
To ja mówię do żony: 
- To ja chyba trafiłem na okręt wojenny.
I wtedy zaczęła się awantura ! 

Monday, February 27, 2012


              
  Poniedziałek 12 Marzec

     No i znów poniedziałek, nieprzyjemny dzień. Trzeba wrócić do pracy. Przynajmniej pogoda piękna, oczywiście jak na marzec. Cały tydzień, temperatura ma się utrzymać w granicach 20 stopni Celsjusza. 
    W piątek miałem wizytę człowieka z firmy, którą wynająłem na wymianę schodów, wewnątrz naszego domu. Pomierzył wszystko i czekam na telefon. Ma mi przekazać ile to mnie będzie kosztowało. Wtedy muszą się spotkać z Wiesią, żeby ustalić detale. Ja oczywiście nie mogę tego zrobić, bo nie ma takiej możliwości, żebym wybrał dobrze. Na przykład jak bym wybrał bardzo jasny kolor to bym usłyszał coś takiego jak: co Cię pokręciło ? Przecież nie pasuje to do naszej podłogi. A jak bym wybrał ciemny, to : Ciemny ? To przecież mamy ciemny i dlatego zmieniamy! No, ale który z nas mężów miał kiedyś rację w dyskusjach z żonami. Nawet nie jestem pewien czy mamy prawo do jakichkolwiek dyskusji. Muszę sprawdzić Konstytucję. 
     Wczoraj skończyłem następny filmik. Niestety jest dłuższy niż planowałem. Kiedy robię coś podobnego z naszych wakacji, próbuje robić do dziesięciu minut. Ponieważ te wakacje były dla nas wszystkich specjalne, szkoda mi czegoś nie wrzucić na komputer. No i tak się wszystko wydłuża. Mało tego. Myślałem, że zrobię z dwóch następnych dni, a tu mi wyszedł tylko jeden. Z wyspy Tortola. Był to może najbardziej wypełniony dzień, bo na katamaranie, nurkowanie i oglądanie  raf koralowych i ryb, wyspa i plaża ni i popołudnie na statku. Krótko mówiąc, film nie wyszedł krótki.
Za to myślę, że będzie Wam się podobał. Moja cenzura (Elaine) obejrzała go po skończeniu i stwierdziła, że jest udany. Jak go robiłem, oglądając poszczególne filmy i zdjęcia miałem dużą ochotę tam wrócić. 
    Wczoraj obejrzałem film, na proste tłumaczenie to: Kraj miodu i krwi. U Was na pewno ktoś przetłumaczy na Wirujący sex. Jest to historia kobiety (muzułmanki) i mężczyzny (katolika). Dzieje się w Jugosławii w latach 90-tych. Krótko. Para zakochana, przed rozpoczęciem ich wewnętrznej wojny. Później, on jest kapitanem w Serbskim wojsku a ona próbuje przetrwać masakrę muzułmanów. Film porusza i zastanawiam się, jak to mogło się zdarzyć w naszych czasach. 
Dzisiaj w gazetach, na pierwszych stronach, pojawił się artykuł o amerykańskim żołnierzu, który zastrzelił kilkanaście osób, w tym kobiet i dzieci, w Afganistanie. Na pierwszy rzut oka, podobna historia. Myślę jednak, że można na to spojrzeć bardzo różnie. Prawdopodobnie żołnierz ten, zostanie skazany na karę śmierci. I jeśli wszystkie fakty się zgadzają, to prawdopodobnie to mu się należy. Ale co mnie trochę męczy to dwulicowość naszej społeczności. Popatrzmy na to, co się dzieje w obecnych czasach. Co chwila, jakiś wariat, wyskakuje z pistoletami, strzela do niewinnych ludzi i morduje wielu. Później znajdują się wspaniali, „bezinteresowni„ prawnicy, którzy w imponujący sposób potrafią wszystkim wytłumaczyć, że stało się to przez ojca, który go bił, albo jeszcze lepiej jak znajdą księdza, który go molestował. No i kończy się na tym, że zamykają go w wariatkowie i nieraz udaje się takiemu po wielu latach wyjść na wolność. Teraz wracam do sprawy tego żołnierza. Ja go nie usprawiedliwiam, bo dla mnie to jest morderca. Ale, np. wyobraźmy sobie, że był on świadkiem jak jego kolegę, muzułmanie zastrzelili i później samochodem ciągnęli ciało ulicami, pośród wiwatującego tłumu (oglądać to było można w telewizji). Inny leży w szpitalu z obciętymi nogami po wybuchu bomby, pułapki. Takich historii można wymyślać dziesiątki. Może, pewnego dnia po prostu nie wytrzymał ? Ale jakoś opinia publiczna w tym wypadku tak tego nie widzi. Bo widzi to tak jak podają gazety, a te piszą to, co im szefowie nakazują. 
     No i proszę, z niewinnego blogu, zrobiła się to strona polityczna. 
                               

- Spotkałem wczoraj kolegę i mówię: zbieraj się i chodź do mnie, pogramy w szachy. 
- Nie mogę, odpowiada. Żona mi zmarła.
- To dam Ci grać czarnymi
     


   Sobota 3 Marzec 2012


    Zebrałem się dzisiaj i kończę pierwszą część filmu z Karaibów. Kilka dni nie mogłem nic robić, bo w nocy nie spałem z bólu i dni też były ciężkie. Coś mi w plecach przeskoczyło, wyskoczyło, pękło. Nie wiem, co a może to tylko starość. Mimo wszystko trochę się nacierpiałem. Teraz Wiesia robi mi codzienne masaże naszą maszynką, robię gorące okłady i jest trochę lepiej.
    Przed chwilą rozmawialiśmy przez telefon i Kaziu wymusił życzenia na swoje urodziny, które według naszego czasu są jutro, ale u Was już było jutro. Wszystkiego najlepszego z okazji 52 urodzin (teraz wszyscy wiedzą, jaki jesteś stary). Spełnienia wszystkich marzeń (zaznaczam, że jeżeli pomyślałeś sobie, żeby mieć częściej wakacje u nas to jest to wyłączone z grupy wszystkich).
     Mam ostatnio trochę kłopotów z moim komputerem. Może mam za dużo tych programów, których używam do robienia zdjęć i filmów, może komputer jest już za wolny na te nowsze. Wiele razy zacina mi się i muszę często zaczynać od nowa. Będzie trzeba pomyśleć o nowszym. Muszę też szybko skończyć te wszystkie filmy, bo zbliża się wiosna a to znaczy, że będę miał bardzo dużo pracy na zewnątrz. Posprzątać po zimie, przyciąć wszystkie krzaki i drzewa i wiele drobniejszych projektów.
     Czas płynie w niesamowitym tempie. Niedawno tu byliście a już minęło tyle tygodni od Waszego pobytu. Zanim się połapiemy, będę w Polsce na Wielką Imprezę urodzinową, najstarszego członka naszej rodziny.
     W momencie pisania, film nagrywa się na ostateczną wersję. Zostało jeszcze 10 minut. Później to już tylko wrzucenie go na YouTube i będziecie go mogli obejrzeć. Następne będą trochę ciekawsze, bo te dwa pierwsze dni były raczej spokojne a najciekawsze wycieczki odbyły się później.
    Kaziu jeszcze raz wszystkiego najlepszego !!! 
                                                                          


Żona wpadła dziś do domu i mówi:
- Wiesz co, ta nasza sąsiadka z domu naprzeciwka, spała już z prawie ze wszystkimi mężczyznami z naszej ulicy, oprócz jednego.
Pomyślałem i po chwili zastanowienia:
- Hmm... to musi być Smith ten z końca ulicy...
I wtedy zaczęła się awantura.



  Środa 29 Luty 2012


     Nie idzie mi!! To wszystko!


      Wczoraj poszliśmy z żoną do restauracji. Ona zaczęła przyglądać się pijanemu mężczyźnie, siedzącego samotnie przy sąsiednim stoliku.
    Spytałem:- Kto to jest?
    Odpowiedziała: - To moja była sympatia. Słyszałam, że gdy przerwaliśmy nasz romans, on zaczęł pić i od tej pory nigdy nie był trzeźwy.
To ja na to: - Kto by pomyślał, że człowiek może coś świętować tak długo?
I wtedy zaczęła się awantura.

     Poniedziałek 27 Luty 2012


    To będzie druga część naszych wspólnych wakacji. Prawdopodobnie ta bardziej relaksująca i oczywiście przyjemniejsza. Z wielu powodów. Słońca, pięknej pogody, krajobrazów i całkowitego luzu. 

Jedyne stresy powodował Wiesiu, okrążając nas bez przerwy, robiąc zdjęcia.  Wiadomo, że w naszym wieku, cały czas trzeba było wciągać brzuch, prostować się i naciągać zmarszczki na twarzy, żeby jakoś na nich wyglądać. Ale to już zostało mu wybaczone.
    Film, zostanie podzielony na trzy części. Podobnie jak ten z Nowego Jorku. Każdy z nich pokryje kilka dni z naszej wycieczki.  Szkoda tylko, że nie przekaże on całej atmosfery naszych przyjemności. Żaden film nie odda tego, co się czuje wdychając gorące powietrze tropiku, kąpiąc się w ciepłym oceanie, czy leżąc na katamaranie, prażąc się w słońcu, czuć powiew morskiego powietrza chłodzącego nasze rozgrzane ciała. Nie mówiąc o piciu przepysznych tropikalnych napojów, oczywiście z nieodzowną domieszką alkoholu. 
    Wczoraj, czyli w niedzielę, zacząłem produkcję pierwszej części. Mógłbym to skończyć dość szybko, ale wtedy byłyby to tylko zdjęcia. Jedno po drugim. To trochę nudne. Muszę więc dobrać odpowiednią muzykę, co wcale nie jest takie proste, no i trochę efektów specjalnych. Wszystko to ma zrobić ten pokaz bardziej interesującym i przyjemnym do oglądania. 
    Teraz w skrócie o naszym tygodniu. Przylecieliśmy do San Juan w południe. Beż żadnych problemów w powietrzu, których spodziewała się Ola. Przetrwała dzielnie i wyglądało, z moich obserwacji, że Grażyna więcej przeżywała lot niż ona. Wszystkie przeprawy przez służby graniczne poszły szybko i w kilka godzin byliśmy w swoich pokojach. Niestety, jeszcze w częściowo zimowych strojach, bo walizki znalazły nas dopiero za kilka godzin. Najpierw spotkaliśmy się w naszym mieszkaniu. Po wypiciu kilku drinków i po obejrzeniu okolic z naszego balkonu, poszliśmy na zwiedzanie statku. Wieczorem obiad. Poznaliśmy naszych kelnerów, bo Ci sami zawsze obsługiwali nasz stół i posmakowaliśmy nasz pierwszy obiad na statku. Nie będę przypominał, co jedliśmy, ale mogę powiedzieć, że zgodziliśmy się wszyscy i chyba jednomyślnie ocenialiśmy jakość, rozmaitość dań na bardzo dobre. 
     Po obiedzie poszliśmy na dyskotekę. Tam też zakończyliśmy nasz dzień. 
     Obudziliśmy się już na innej wyspie. St.Thomas. Na niej nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki. Należy ona do Stanów Zjednoczonych i jest sławna ze sklepów z biżuterią, diamentów, zegarków. Tutaj, ponieważ nie ma żadnych podatków, można dostać wszystko po bardzo niskich cenach. Może źle to napisałem. Niskie to one na pewno nie są, ale 30 do 50% tajniej niż u nas.
Dzień ten przeznaczyliśmy na zwiedzenie miasta, pochodzenie po sklepach i nawet jakieś zakupy. Wiadomo więc, że wszystkie kobiety radośnie spieszyły się do zwiedzania tych miejsc a męska część chodziła z niepewnym wzrokiem, obliczając możliwe straty. Nie było jednak najgorzej i skończyło się na kilku zegarkach i drobnej biżuterii. 
      Dzień w Saint Thomas zakończyliśmy w barze, który odwiedzamy za każdym naszym pobytem. Barman jest polskiego pochodzenia, troszeczkę stuknięty, ale w miły sposób. Po wypiciu kilku drinków, wróciliśmy na nasz statek. 
   To wystarczy na dzisiaj.

Gdy wróciłem wczoraj do domu, żona domagała się, żebym ją zabrał w jakieś drogie miejsce.
Wobec tego zabrałem ją na stację benzynową....
I wtedy zaczęła się awantura. 

Tuesday, February 7, 2012

          Czwartek 23 Luty 2012
    Tym razem , jak przyrzekłem, nie dotknąłem zdjęć przez ostatnie kilka dni. Zebrało mi się kilka rzeczy w domu i musiałem nadrobić zaległości. Wczoraj po pracy, pojechałem na Manhattan do szpitala Mount Sinai znajdującego się na 99 ulicy i Madison Ave. Powodem nie była żadna choroba, tylko jako jeden z tych, którzy pracowali w Strefie Zero sprawdzany jestem co jakiś czas, czy mnie jakiś rak nie podgryza i oczywiscie inne dolegliwości. Spędziłem tam kilka godzin i chcę podzielić się z Wami kilkoma uwagami.
    Ci, co ze mną rozmawiali wiedzą, co się tam (w Strefie Zero) działo w ciągu tego roku. Niestety większość tych tematów nie jest nigdzie poruszana i długo nie będzie. Kilka dni temu czytałem dłuższy artykuł z akcji wojsk AK w Polsce w czasie drugiej wojny światowej. Było to sprawozdanie z wieloma wywiadami. Większość tych wydarzeń, nie była nam znana aż do zmiany ustroju w Polsce. Historie te były, delikatnie powiedzieć, nie na rękę komunistycznym władzom.
      W Ameryce jeszcze teraz nie wiadomo dokładnie, kto naprawdę krył się za zlikwidowaniem prezydenta Kenediego i to może kiedyś wyjdzie na światło dzienne, ale jak już wszyscy z tym związani nie będą zainteresowani. I u mnie też, choć to nie ma nic wspólnego z bzdurnymi teoriami wysadzenia budynków przez rząd amerykański, to jednak wiele z tych rzeczy, które tam się działy, nie będą poruszane przez wiele lat.
     Wracam do tematu. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy (może raczej w uszy) to jest język. Słychać było rozmowy po angielsku, hiszpańsku i polsku!! Na ścianach wisiały informacje też w tych trzech językach i obsługa szpitala także. Tu się okazuje się, że jesteśmy najważniejszą grupą obcojęzyczną w Nowym Jorku? Oczywiście nie. Więc dlaczego? Musi więc być to, że przy odgruzowywaniu WTC większość pracowników była polakami! Dziwne jest to, że ja, który prowadziłem całość z tym się nie spotkałem.
     Prawda jest taka, że zgłaszają się tam nie tylko ludzie, którzy byli tam przez dłuższy czas, ale także Ci, co mówią, że byli zwiedzać budynki w tym dniu i jak WTC się zapadło to oni nawdychali się tego kurzu i też są zagrożeni, albo pracowali w pobliżu, etc. Przypadki są różne.
Wielu z nich jest tam po prostu, żeby wyciągnąć pieniądze z odszkodowań. Wiadomo, że w Stanach wyszła ustawa o przeznaczeniu miliardów dolarów dla tych, co mogą mieć różne powikłania związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. No i natychmiast podpisało się pod tym dziesiątki tysięcy osób. Nie mogę i nie będę oceniał, kto ma naprawdę problemy a kto nie, bo tego nie wiem. Wiem jedno, że wielu moich ludzi, którzy byli ze mną od pierwszego do ostatniego dnia, czyli cały rok, tego nie podpisała i nikt na razie nie jest chory. Oby tak dalej. Znam też takich, którzy udają różne choroby i domagają się olbrzymich odszkodowań.
    Siedzę więc z lekarką,oczywiście przydzielono mi polkę, wnioskując po moim nazwisku. Wypytuje mi się różne rzeczy, co mnie boli, dolega i na wszystko dostaje odpowiedź, że nic mi nie jest. Przyszedłem tylko, żeby mi zbadali krew i zrobili z tym wszystkie badania dla pewności, że jestem zdrowy. Dziwnie na mnie patrzy, że ja na nic nie narzekam. Nie wytrzymałem i spytałem, czy ona naprawdę wierzy, że Ci wszyscy ludzie tak naprawdę chorują z powodu tych dymów i pyłów. Mówię jej, że ja znam dobrze prawdę, bo znam wielu takich co udają. No i wtedy ona trochę się rozluźniła i sama stwierdziła, że wie o tym i jest na przykład wielu co, twierdzą, że bardzo dużo teraz piją. Oczywiście z powodu tych strasznych rzeczy które widzieli. Nikt im nie udowodni ile pili przed. Więc teraz „wylewają wódeczkę za kołnierz„ i jeszcze może na tym zarobią. Mówiła także, że wiele chorób nie jest do udowodnienia, kiedy się zaczęły a teraz to naturalnie przez 11 września.
I znów się okazuje, że polak potrafi, bo jesteśmy najliczniejszą grupą „bohaterów września„.
Dla mnie jest to wszystko bardzo przykre, bo jestem z tymi wydarzeniami emocjonalnie bardzo związany i wszystkie te historie wykorzystywania innych, kłamstw i oszustw bardzo mnie męczą. Ale tak chyba jest wszędzie i zawsze było.
 
       A teraz z innej beczki. Lekarka zapytała mi się czy palę. No więc palę - odpowiadam. Wtedy zaczęła wykład, jakie to jest szkodliwe. Przerwałem jej i mówię, że ja wiem i się z nią zgadzam, ale jakoś trudno przerwać. Ale ona się nie poddaje i dalej prowadzi swoją lekcję. Więc ja jeszcze raz powtarzam żeby się nie męczyła, bo ja rozumiem i próbuję nieraz rzucić, ale mi nie wychodzi i przyjdzie czas, że mi się uda. Ona uparcie ciągnie swoje nauki. W pewnym momencie, żeby mi lepiej udowodnić moją głupotę, mówi:
     - Ja zaraz panu pokażę, jak źle papierosy na pana wpływają. Widzę, że już miał pan badania na płuca. Tutaj mam wyniki. No proszę ! Widzi pan ? Tutaj pokazuje, w jakim stopniu są twoje płuca. Wyniki wskazują, że  papierosy je zniszczyły i są one w wieku 56 lat.
Ile ma pan lat?
     Ja już nie mogłem wytrzymać i zacząłem się śmiać i odpowiadam - 56!
Spojrzała na mnie i też nie wytrzymała. Uśmiechnęła się i powiedziała: To się poddaję, może innym razem.


Wczoraj spytałem się żony:
- Kochanie, co byś zrobiła gdybym wygrała w totka?
- Wzięłabym połowę wygranej I odeszła do ciebie - oświadcza żona.
- Trafiłem trójkę, masz osiem dolarów I wynocha ! - odpowiedziałem
I wtedy zaczęła się awantura.


         Poniedziałek 20 Luty 2012
Trochę przyspieszyłem i udało mi się zakończyć część drugą. Oglądając te zdjęcia i slajdy przypomina mi się, jak piękne jest to miasto i dlaczego tu chcieliśmy zostać. A poznaliście Nowy Jork tylko częściowo, mógłbym powiedzieć zewnętrznie. Bo jest jeszcze dusza tego miasta. Tysiące restauracji, klubów nocnych gdzie można spotkać najlepszych muzyków z całego świata, dyskotek, teatrów etc.To wszystko tworzy jego nazwę - „Miasto, które nigdy nie śpi.„
Zdjęcia i zwiedzane miejsca nie są ustawione w chronologicznym porządku. Raczej tak jak mi pasowało. Zwiedzamy więc w tej części nasz największy park: Central Park - położony w samym centrum Manhattanu: 5 Aleję - ulicę najdroższych sklepów, pięknych budynków: Lincoln Center - budynki mieszące operę, sale koncertowe, balet: Muzeum Historii Naturalnej: Atlantic City - miasto położone kilka godzin od Nowego Jorku. Jest to małe Las Vegas. Tam ludzie tracą w jeden dzień, co zarabiali przez lata! Przejechaliśmy przez Brooklyn, od mojej pracy na południu do miejsca gdzie można było obejrzeć widoki Manhattanu, Statuy Wolności, Mostu Verezano. Konsulatu Polskiego - w którym trzeba było załatwić kilka formalnych spraw: Tenafly - miasteczko obok naszego Cresskill. I na zakończenie byliśmy na trójwymiarowym filmie o dinozaurach w pobliskim kinie I-Max.
Na początku piszę Together czyli Razem i tak też dobrałem muzykę do tej części. Każda piosenka jest o tym, że zawsze będziemy razem, bo o to chyba w tym całym spotkaniu nam chodziło!

*****Wczoraj sprzątaliśmy i żona powiedziała:
- Zobacz, ja muszę prać, prasować, sprzątać, nigdzie nie mogę wyjść, czuję się jak Kopciuszek.
Więc ja jej na to:
- A nie mówiłem, że ze mną będzie ci jak w bajce?
I wtedy zaczęła się awantura. *****


     Pobiłem rekord szybkiego robienia filmów i skończyłem ostatnią część Nowego Jorku. Jestem za bardzo zmęczony żeby coś napisać, więc tylko załączam trzecią część. To jest wszystko na temat dwóch tygodni u nas. Następne będą już z Karaibów.
Jak przyjadę do polski to będziecie się musieli bardzo wysilić, żeby mi za to wszystko wynagrodzić !!!

***** Żona wróciła do domu i powiedziała
Tak się uśmiałam w tym teatrze, kochany, że wróciłam do domu pół żywa...
- Powinnaś najdroższa pójść jeszcze raz na ten spektakl...to Ci poprawia humor...
I wtedy zaczęła się awantura. *****


Sobota 18 Luty 2012
Za chwile powinna pojawić się pierwsza część filmiku ze zdjęciami. Materiału jest dość sporo, będzie więc podzielone to na wiele slajdów. Pierwszy jest z Nowego Jorku. Opisywać, co w nim można zobaczyć nie będę, bo można go sobie poniżej obejrzeć.
Miałem trochę problemów, bo mój główny program do robienia slajdów zaciął się i nie mogłem go naprawić. Straciłem wiele godzin na rozwiązanie problemu. W tej chwili nagrywa się na odpowiedni system i będę mógł załadować go na YouTube.
O pogodzie nie będę pisał, bo nie wyszedłem z domu, a cały dzień spędziłem przy komputerze. Mam nadzieję, że się spodoba i przypomni Wam te chwile spędzone u nas. Miłego oglądania.
Chyba nie muszę przypominać, że wejście do filmu jest przez kliknięcie na poniższe zdjęcie.

***** Żona wpadła dziś i powiedziała:
- Kochanie jutro jest rocznica naszego Ślubu - jak ją uczcimy?
Na to jej odpowiedziałem:
- Może minutą ciszy?
I znów zaczęła się awantura.
.*****


        Czwartek 16 Luty 2012
        Znudziłem się zdjęciami. Wczoraj nie wytrzymałem i przestałem je obrabiać. Jest tego za dużo i nie mogę już na Was patrzeć. Ha, ha. Postanowiłem robić to trochę inaczej i zacząłem prace nad samym filmikiem. A jakość zdjęć poprawiam na tych, które wybieram do produkcji. Teraz jest trochę przyjemniej, przynajmniej widać jakieś efekty. Niestety po pracy na komputerze położyłem się spać i nic to nie dało. Coś mi wysiadło, jakiś nerw, czy mięsień w plecach, przy szyi i nie spałem całą noc. Nawet leżeć było trudno, więc część nocy przesiedziałem. Dzisiaj pracuję w zwolnionym tempie. I do tego jeszcze wieczorem mam spotkać się na Manhattanie z przyjaciółmi z mojej poprzedniej firmy. Skończyłem tam pracować 15 lat temu. W tym czasie firma została rozwiązana. Chociaż minęło tyle lat, raz w roku, w lutym spotykamy się wszyscy na wspólnym obiedzie. Zawsze w tej samej włoskiej restauracji, Carmine, w górze Manhattanu. Jest to miejsce, do którego trzeba przychodzić w dużych grupach, bo każde zamówione danie jest tak duże, że wystarcza na kilka osób. Za to jest bardzo smaczne.
        Muszę więc się trochę zmusić, bo najchętniej poszedłbym spać.
Pogoda jest dalej piękna, jak na zimę, a to cieszy, bo coraz bliżej wiosny. A wiadomo, że w moim wieku (zauważyliście, że mówię w moim, taki jestem grzeczny), okres zimowy nie jest już ulubionym sezonem.

***** Dzisiaj żona zapytała:
- Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą I złą.
- No słucham.
- Odchodzę do Ciebie.
- O.K., a ta zła?
I znów zaczęła się awantura. *****


     Niedziela 12 Luty 2012
Minął cały tydzień od wyjazdu rodzinki a ja nie zrobiłem dużych postępów w robieniu moich filmów. I powodem nie jest nygustwo, ale bardzo dużo pracy. Najpierw musiałem przejść przez te tysiące zdjęć i powybierać te najlepsze oraz je odpowiednio pogrupować. To już mam skończone.
Druga część to ich odpowiednia przeróbka, czyli poprawienie jakości, wycięcie odpowiednich kadrów i wiele innych technicznych detali. Dalej nad tym pracuję. Niestety ten weekend mi odpadł, ponieważ musiałem wreszcie porozbierać dekoracje świąteczne. Wiecie ile tego u nas jest, więc nie zdziwicie się, że zajęło mi to dwa dni. Oczywiście z całym wysprzątaniem domu.
Przy tej pracy przypominały mi się chwile, które spędziliśmy tutaj razem i było trochę smutno.
Mówiąc o tym, najgorszy moment w tych wszystkich pożegnaniach, ( bo przeżyłem ich już bardzo wiele: rodziców, mamy, i wszystkich waszych), to jest odejście na lotnisku. W innych momentach trzymam się dobrze, nawet przy ostatnich uściskach. I kiedy zniknęliście za drzwiami lotniska to w sekundzie zrobiło się bardzo smutno. Zostałem sam. Poczułem, znajome już uczucie jakiegoś strachu, pustki. Trudno mi je opisać. Wiedziałem, że znów coś tracę, coś, co się nie wróci i wtedy pozwoliłem sobie na kilka łez. No ale nie pomyślcie sobie, że jestem taki sentymentalny, znacie mnie przecież ?
Tak więc, będziecie musieli mieć trochę cierpliwości zanim coś się pojawi na tej stronie, a ja będę informował o postępach.


***** Dzisiaj przyglądałem się naszemu świadectwu ślubu.
- Czego tam szukasz? - spytała żona.
- Terminu ważności!
I znów zaczęła się awantura. *****

  
    Poniedziałek 6 Luty 2012
      Trudno mi zacząć po tak długiej przerwie. Po śmierci rodziców, pisanie na tej stronie nie miało dla mnie sensu. Przecież była to dla mnie możliwość, szybkiego przekazywania im wiadomości o naszym życiu w dalekiej Ameryce. Każdy się spodziewa, że kiedyś rodzice go opuszczą i próbuje się do tego przygotować. Nie jest to jednak możliwe, kiedy odchodzą od nas w tym samym czasie.
       Jedyna rzecz, która mnie pociesza jest to, że udało się skłonić Olę na wyjazd do Ameryki. Postanowiliśmy, że jest czas na spędzenie pierwszych naszych wspólnych rodzinnych wakacji. I choć przez tyle lat zapierała się, że nigdy nie poleci samolotem, bo się boi, przełamała strach i 13 stycznia wylądował samolot z polski, na lotnisku Kenediego w Nowym Jorku z moimi siostrami i ich mężami (dla mnie braćmi!). I o tym będzie ta historia. Wspólne przeżycia, wyjazdy, wieczory etc. Ponieważ zajmie mi trochę czasu, żeby zrobić filmy, składanki ze zdjęć, postanowiłem, że będą się one pokazywać w momencie skończenia. Tak więc cała ta strona zajmie mi trochę czasu z powodu ilości materiału. Szczególnie z powodu Wiesia, który zrobił tysiące zdjęć. Teraz wiem jak się czują gwiazdy filmowe, za którymi latają fotografowie i gdzie się nie pojawią, ktoś wyskakuje i robi im zdjęcia. Ja wchodząc do toalety, dobrze się zamykałem, bo bałem się, że gdzieś pojawi się Wiesiek i zrobi mi zdjęcie !
To wystarczy na początek. Od tego momentu, co kilka dni pojawiać się będą informacje i zdjęcia z naszych wspaniałych, wspólnych wakacji.

******    Żona mówi do mnie - Już się nie kochaliśmy ze dwa lata... 
A ja do niej: - Chyba ty.
 
I znów mieliśmy awanturę.
     *****