Tuesday, February 7, 2012

          Czwartek 23 Luty 2012
    Tym razem , jak przyrzekłem, nie dotknąłem zdjęć przez ostatnie kilka dni. Zebrało mi się kilka rzeczy w domu i musiałem nadrobić zaległości. Wczoraj po pracy, pojechałem na Manhattan do szpitala Mount Sinai znajdującego się na 99 ulicy i Madison Ave. Powodem nie była żadna choroba, tylko jako jeden z tych, którzy pracowali w Strefie Zero sprawdzany jestem co jakiś czas, czy mnie jakiś rak nie podgryza i oczywiscie inne dolegliwości. Spędziłem tam kilka godzin i chcę podzielić się z Wami kilkoma uwagami.
    Ci, co ze mną rozmawiali wiedzą, co się tam (w Strefie Zero) działo w ciągu tego roku. Niestety większość tych tematów nie jest nigdzie poruszana i długo nie będzie. Kilka dni temu czytałem dłuższy artykuł z akcji wojsk AK w Polsce w czasie drugiej wojny światowej. Było to sprawozdanie z wieloma wywiadami. Większość tych wydarzeń, nie była nam znana aż do zmiany ustroju w Polsce. Historie te były, delikatnie powiedzieć, nie na rękę komunistycznym władzom.
      W Ameryce jeszcze teraz nie wiadomo dokładnie, kto naprawdę krył się za zlikwidowaniem prezydenta Kenediego i to może kiedyś wyjdzie na światło dzienne, ale jak już wszyscy z tym związani nie będą zainteresowani. I u mnie też, choć to nie ma nic wspólnego z bzdurnymi teoriami wysadzenia budynków przez rząd amerykański, to jednak wiele z tych rzeczy, które tam się działy, nie będą poruszane przez wiele lat.
     Wracam do tematu. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy (może raczej w uszy) to jest język. Słychać było rozmowy po angielsku, hiszpańsku i polsku!! Na ścianach wisiały informacje też w tych trzech językach i obsługa szpitala także. Tu się okazuje się, że jesteśmy najważniejszą grupą obcojęzyczną w Nowym Jorku? Oczywiście nie. Więc dlaczego? Musi więc być to, że przy odgruzowywaniu WTC większość pracowników była polakami! Dziwne jest to, że ja, który prowadziłem całość z tym się nie spotkałem.
     Prawda jest taka, że zgłaszają się tam nie tylko ludzie, którzy byli tam przez dłuższy czas, ale także Ci, co mówią, że byli zwiedzać budynki w tym dniu i jak WTC się zapadło to oni nawdychali się tego kurzu i też są zagrożeni, albo pracowali w pobliżu, etc. Przypadki są różne.
Wielu z nich jest tam po prostu, żeby wyciągnąć pieniądze z odszkodowań. Wiadomo, że w Stanach wyszła ustawa o przeznaczeniu miliardów dolarów dla tych, co mogą mieć różne powikłania związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. No i natychmiast podpisało się pod tym dziesiątki tysięcy osób. Nie mogę i nie będę oceniał, kto ma naprawdę problemy a kto nie, bo tego nie wiem. Wiem jedno, że wielu moich ludzi, którzy byli ze mną od pierwszego do ostatniego dnia, czyli cały rok, tego nie podpisała i nikt na razie nie jest chory. Oby tak dalej. Znam też takich, którzy udają różne choroby i domagają się olbrzymich odszkodowań.
    Siedzę więc z lekarką,oczywiście przydzielono mi polkę, wnioskując po moim nazwisku. Wypytuje mi się różne rzeczy, co mnie boli, dolega i na wszystko dostaje odpowiedź, że nic mi nie jest. Przyszedłem tylko, żeby mi zbadali krew i zrobili z tym wszystkie badania dla pewności, że jestem zdrowy. Dziwnie na mnie patrzy, że ja na nic nie narzekam. Nie wytrzymałem i spytałem, czy ona naprawdę wierzy, że Ci wszyscy ludzie tak naprawdę chorują z powodu tych dymów i pyłów. Mówię jej, że ja znam dobrze prawdę, bo znam wielu takich co udają. No i wtedy ona trochę się rozluźniła i sama stwierdziła, że wie o tym i jest na przykład wielu co, twierdzą, że bardzo dużo teraz piją. Oczywiście z powodu tych strasznych rzeczy które widzieli. Nikt im nie udowodni ile pili przed. Więc teraz „wylewają wódeczkę za kołnierz„ i jeszcze może na tym zarobią. Mówiła także, że wiele chorób nie jest do udowodnienia, kiedy się zaczęły a teraz to naturalnie przez 11 września.
I znów się okazuje, że polak potrafi, bo jesteśmy najliczniejszą grupą „bohaterów września„.
Dla mnie jest to wszystko bardzo przykre, bo jestem z tymi wydarzeniami emocjonalnie bardzo związany i wszystkie te historie wykorzystywania innych, kłamstw i oszustw bardzo mnie męczą. Ale tak chyba jest wszędzie i zawsze było.
 
       A teraz z innej beczki. Lekarka zapytała mi się czy palę. No więc palę - odpowiadam. Wtedy zaczęła wykład, jakie to jest szkodliwe. Przerwałem jej i mówię, że ja wiem i się z nią zgadzam, ale jakoś trudno przerwać. Ale ona się nie poddaje i dalej prowadzi swoją lekcję. Więc ja jeszcze raz powtarzam żeby się nie męczyła, bo ja rozumiem i próbuję nieraz rzucić, ale mi nie wychodzi i przyjdzie czas, że mi się uda. Ona uparcie ciągnie swoje nauki. W pewnym momencie, żeby mi lepiej udowodnić moją głupotę, mówi:
     - Ja zaraz panu pokażę, jak źle papierosy na pana wpływają. Widzę, że już miał pan badania na płuca. Tutaj mam wyniki. No proszę ! Widzi pan ? Tutaj pokazuje, w jakim stopniu są twoje płuca. Wyniki wskazują, że  papierosy je zniszczyły i są one w wieku 56 lat.
Ile ma pan lat?
     Ja już nie mogłem wytrzymać i zacząłem się śmiać i odpowiadam - 56!
Spojrzała na mnie i też nie wytrzymała. Uśmiechnęła się i powiedziała: To się poddaję, może innym razem.


Wczoraj spytałem się żony:
- Kochanie, co byś zrobiła gdybym wygrała w totka?
- Wzięłabym połowę wygranej I odeszła do ciebie - oświadcza żona.
- Trafiłem trójkę, masz osiem dolarów I wynocha ! - odpowiedziałem
I wtedy zaczęła się awantura.


         Poniedziałek 20 Luty 2012
Trochę przyspieszyłem i udało mi się zakończyć część drugą. Oglądając te zdjęcia i slajdy przypomina mi się, jak piękne jest to miasto i dlaczego tu chcieliśmy zostać. A poznaliście Nowy Jork tylko częściowo, mógłbym powiedzieć zewnętrznie. Bo jest jeszcze dusza tego miasta. Tysiące restauracji, klubów nocnych gdzie można spotkać najlepszych muzyków z całego świata, dyskotek, teatrów etc.To wszystko tworzy jego nazwę - „Miasto, które nigdy nie śpi.„
Zdjęcia i zwiedzane miejsca nie są ustawione w chronologicznym porządku. Raczej tak jak mi pasowało. Zwiedzamy więc w tej części nasz największy park: Central Park - położony w samym centrum Manhattanu: 5 Aleję - ulicę najdroższych sklepów, pięknych budynków: Lincoln Center - budynki mieszące operę, sale koncertowe, balet: Muzeum Historii Naturalnej: Atlantic City - miasto położone kilka godzin od Nowego Jorku. Jest to małe Las Vegas. Tam ludzie tracą w jeden dzień, co zarabiali przez lata! Przejechaliśmy przez Brooklyn, od mojej pracy na południu do miejsca gdzie można było obejrzeć widoki Manhattanu, Statuy Wolności, Mostu Verezano. Konsulatu Polskiego - w którym trzeba było załatwić kilka formalnych spraw: Tenafly - miasteczko obok naszego Cresskill. I na zakończenie byliśmy na trójwymiarowym filmie o dinozaurach w pobliskim kinie I-Max.
Na początku piszę Together czyli Razem i tak też dobrałem muzykę do tej części. Każda piosenka jest o tym, że zawsze będziemy razem, bo o to chyba w tym całym spotkaniu nam chodziło!

*****Wczoraj sprzątaliśmy i żona powiedziała:
- Zobacz, ja muszę prać, prasować, sprzątać, nigdzie nie mogę wyjść, czuję się jak Kopciuszek.
Więc ja jej na to:
- A nie mówiłem, że ze mną będzie ci jak w bajce?
I wtedy zaczęła się awantura. *****


     Pobiłem rekord szybkiego robienia filmów i skończyłem ostatnią część Nowego Jorku. Jestem za bardzo zmęczony żeby coś napisać, więc tylko załączam trzecią część. To jest wszystko na temat dwóch tygodni u nas. Następne będą już z Karaibów.
Jak przyjadę do polski to będziecie się musieli bardzo wysilić, żeby mi za to wszystko wynagrodzić !!!

***** Żona wróciła do domu i powiedziała
Tak się uśmiałam w tym teatrze, kochany, że wróciłam do domu pół żywa...
- Powinnaś najdroższa pójść jeszcze raz na ten spektakl...to Ci poprawia humor...
I wtedy zaczęła się awantura. *****


Sobota 18 Luty 2012
Za chwile powinna pojawić się pierwsza część filmiku ze zdjęciami. Materiału jest dość sporo, będzie więc podzielone to na wiele slajdów. Pierwszy jest z Nowego Jorku. Opisywać, co w nim można zobaczyć nie będę, bo można go sobie poniżej obejrzeć.
Miałem trochę problemów, bo mój główny program do robienia slajdów zaciął się i nie mogłem go naprawić. Straciłem wiele godzin na rozwiązanie problemu. W tej chwili nagrywa się na odpowiedni system i będę mógł załadować go na YouTube.
O pogodzie nie będę pisał, bo nie wyszedłem z domu, a cały dzień spędziłem przy komputerze. Mam nadzieję, że się spodoba i przypomni Wam te chwile spędzone u nas. Miłego oglądania.
Chyba nie muszę przypominać, że wejście do filmu jest przez kliknięcie na poniższe zdjęcie.

***** Żona wpadła dziś i powiedziała:
- Kochanie jutro jest rocznica naszego Ślubu - jak ją uczcimy?
Na to jej odpowiedziałem:
- Może minutą ciszy?
I znów zaczęła się awantura.
.*****


        Czwartek 16 Luty 2012
        Znudziłem się zdjęciami. Wczoraj nie wytrzymałem i przestałem je obrabiać. Jest tego za dużo i nie mogę już na Was patrzeć. Ha, ha. Postanowiłem robić to trochę inaczej i zacząłem prace nad samym filmikiem. A jakość zdjęć poprawiam na tych, które wybieram do produkcji. Teraz jest trochę przyjemniej, przynajmniej widać jakieś efekty. Niestety po pracy na komputerze położyłem się spać i nic to nie dało. Coś mi wysiadło, jakiś nerw, czy mięsień w plecach, przy szyi i nie spałem całą noc. Nawet leżeć było trudno, więc część nocy przesiedziałem. Dzisiaj pracuję w zwolnionym tempie. I do tego jeszcze wieczorem mam spotkać się na Manhattanie z przyjaciółmi z mojej poprzedniej firmy. Skończyłem tam pracować 15 lat temu. W tym czasie firma została rozwiązana. Chociaż minęło tyle lat, raz w roku, w lutym spotykamy się wszyscy na wspólnym obiedzie. Zawsze w tej samej włoskiej restauracji, Carmine, w górze Manhattanu. Jest to miejsce, do którego trzeba przychodzić w dużych grupach, bo każde zamówione danie jest tak duże, że wystarcza na kilka osób. Za to jest bardzo smaczne.
        Muszę więc się trochę zmusić, bo najchętniej poszedłbym spać.
Pogoda jest dalej piękna, jak na zimę, a to cieszy, bo coraz bliżej wiosny. A wiadomo, że w moim wieku (zauważyliście, że mówię w moim, taki jestem grzeczny), okres zimowy nie jest już ulubionym sezonem.

***** Dzisiaj żona zapytała:
- Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą I złą.
- No słucham.
- Odchodzę do Ciebie.
- O.K., a ta zła?
I znów zaczęła się awantura. *****


     Niedziela 12 Luty 2012
Minął cały tydzień od wyjazdu rodzinki a ja nie zrobiłem dużych postępów w robieniu moich filmów. I powodem nie jest nygustwo, ale bardzo dużo pracy. Najpierw musiałem przejść przez te tysiące zdjęć i powybierać te najlepsze oraz je odpowiednio pogrupować. To już mam skończone.
Druga część to ich odpowiednia przeróbka, czyli poprawienie jakości, wycięcie odpowiednich kadrów i wiele innych technicznych detali. Dalej nad tym pracuję. Niestety ten weekend mi odpadł, ponieważ musiałem wreszcie porozbierać dekoracje świąteczne. Wiecie ile tego u nas jest, więc nie zdziwicie się, że zajęło mi to dwa dni. Oczywiście z całym wysprzątaniem domu.
Przy tej pracy przypominały mi się chwile, które spędziliśmy tutaj razem i było trochę smutno.
Mówiąc o tym, najgorszy moment w tych wszystkich pożegnaniach, ( bo przeżyłem ich już bardzo wiele: rodziców, mamy, i wszystkich waszych), to jest odejście na lotnisku. W innych momentach trzymam się dobrze, nawet przy ostatnich uściskach. I kiedy zniknęliście za drzwiami lotniska to w sekundzie zrobiło się bardzo smutno. Zostałem sam. Poczułem, znajome już uczucie jakiegoś strachu, pustki. Trudno mi je opisać. Wiedziałem, że znów coś tracę, coś, co się nie wróci i wtedy pozwoliłem sobie na kilka łez. No ale nie pomyślcie sobie, że jestem taki sentymentalny, znacie mnie przecież ?
Tak więc, będziecie musieli mieć trochę cierpliwości zanim coś się pojawi na tej stronie, a ja będę informował o postępach.


***** Dzisiaj przyglądałem się naszemu świadectwu ślubu.
- Czego tam szukasz? - spytała żona.
- Terminu ważności!
I znów zaczęła się awantura. *****

  
    Poniedziałek 6 Luty 2012
      Trudno mi zacząć po tak długiej przerwie. Po śmierci rodziców, pisanie na tej stronie nie miało dla mnie sensu. Przecież była to dla mnie możliwość, szybkiego przekazywania im wiadomości o naszym życiu w dalekiej Ameryce. Każdy się spodziewa, że kiedyś rodzice go opuszczą i próbuje się do tego przygotować. Nie jest to jednak możliwe, kiedy odchodzą od nas w tym samym czasie.
       Jedyna rzecz, która mnie pociesza jest to, że udało się skłonić Olę na wyjazd do Ameryki. Postanowiliśmy, że jest czas na spędzenie pierwszych naszych wspólnych rodzinnych wakacji. I choć przez tyle lat zapierała się, że nigdy nie poleci samolotem, bo się boi, przełamała strach i 13 stycznia wylądował samolot z polski, na lotnisku Kenediego w Nowym Jorku z moimi siostrami i ich mężami (dla mnie braćmi!). I o tym będzie ta historia. Wspólne przeżycia, wyjazdy, wieczory etc. Ponieważ zajmie mi trochę czasu, żeby zrobić filmy, składanki ze zdjęć, postanowiłem, że będą się one pokazywać w momencie skończenia. Tak więc cała ta strona zajmie mi trochę czasu z powodu ilości materiału. Szczególnie z powodu Wiesia, który zrobił tysiące zdjęć. Teraz wiem jak się czują gwiazdy filmowe, za którymi latają fotografowie i gdzie się nie pojawią, ktoś wyskakuje i robi im zdjęcia. Ja wchodząc do toalety, dobrze się zamykałem, bo bałem się, że gdzieś pojawi się Wiesiek i zrobi mi zdjęcie !
To wystarczy na początek. Od tego momentu, co kilka dni pojawiać się będą informacje i zdjęcia z naszych wspaniałych, wspólnych wakacji.

******    Żona mówi do mnie - Już się nie kochaliśmy ze dwa lata... 
A ja do niej: - Chyba ty.
 
I znów mieliśmy awanturę.
     *****
  

Monday, September 5, 2011

     I znów minęło sporo czasu od chwili, kiedy dodałem coś nowego do mojej strony. Minęła wiosna, lato. Wiele się zdarzyło. Zacznę więc od początku.
     Początek lata, to odwiedziny w Polsce. Tak się udało, że mogłem być w czasie, kiedy moi rodzice mieli 59 rocznicę ślubu, a oprócz tego w kościele w Myśliborzu, odbyła się msza, po której parafianie uroczyście pożegnali mojego ojca Zdecydował się na zakończenie swojej pracy jako organista. A spędził przy tych organach 51 lat.
     Przesiedzieliśmy wspólnie wiele wieczorów. A z Kaziem i Kamilem, to i dotrwaliśmy nieraz do poranka. W tym roku, nie wyjechaliśmy na żadną wycieczkę po Polsce, bo chciałem spędzić więcej czasu z rodzicami. Poniżej, jak zwykle zdjęcia z pobytu.


Nie będę powtarzał, że można kliknąć na wszystkie poniższe zdjęcia, żeby dostać się na stronę ze zdjęciami albo z filmami.
Niestety nie skończyłem jeszcze filmiku z tego pobytu. Nieraz zajmuje mi to trochę czasu. Dołączę go później.

Latem, Wiesia była bardzo zajęta w pracy. Niestety musiała przepracować wiele sobót i niedziel. Kilka weekendów spędziliśmy więc z Elaine sami i wybraliśmy się do kilku różnych miejsc. Pierwsze, to w Stanie Pensylwania. Rzeka Delaware i spływ kajakami albo raczej kanu. Wybrali się z nami Ewa i Piotrek Krasuski. Nasi dobrzy znajomi. Cudowny dzień i przy odpoczynku także troszeczkę sportu. Wody w tej części rzeki były bardzo spokojne, był to więc bardzo relaksujący dzień.




Kilka tygodni później, także z Ewką i Piotrkiem, wybraliśmy się na ocean. Tym razem na ryby. Nie był to sezon na tuńczyki, więc byliśmy blisko wybrzeża, na mniejsze rybki. Oczywiście żaden z nas nie miał większego doświadczenia jako wędkarz. Całość, miała być tylko zabawą i odpoczynkiem. Przyjemny dzień i w odróżnieniu do nowojorskich warunków, można było palić i pić. Trochę nałapaliśmy  drobnych rybek. Większość wypuściliśmy z powrotem do oceanu, a te większe oddaliśmy ludziom którzy łowili obok nas. Najśmieszniejsze jest to, że wszyscy wyciągali zwykłe ryby a nam zdarzało się zawsze coś nietypowego. Najpierw Piotrek złowił kamień (ha, ha). później ja złapałem małego rekina no i za chwilę małą płaszczkę. Było więc trochę śmiechu i następny mile spędzony dzień.



             Tym razem wycieczka była bez znajomych, tylko ja i Elaine. Pojechaliśmy to Atlantic City. Czyli miejsca znanego z filmów o mafii i hazardach. Jest to nasze małe Las Vegas. My jednak nie jesteśmy z tych, którzy lubią ryzykować stratą dużych pieniędzy w kasynach. Pobyt wewnątrz kosztował nas tylo 200 dolarów, bo tyle postanowiliśmy maksymalnie wydać. Mnie udało się kilkakrotnie wygrać kilkaset dolarów ale na końcu, wszystko pozostało w tam. Elaine miała jeszcze mniej szczęścia. Później pochodziliśmy sobie po plaży i miasteczku nad wybrzeżem, zjedliśmy kilka smakołyków sprzedawanych w okolicznych sklepach i wieczorem po dobrym objedzie, wróciliśmy do domu.   



    I tak zbliżyliśmy się do końca lata. Wiesia nie miała dużo przyjemności tego lata i ja też w pracy miałem dużo problemów. Dlatego postanowiliśmy wyjechać na kilka dni i odpocząć. Nie mieliśmy razem dużo dnich pozostałych z naszych trzech tygodni wolnego, które dostajemy w pracy, więc mogliśmy pojechać tylko na pięć dni (wliczając weekend). Wycieczkę wybrałem do Meksyku na Riviera Maja.  Hotel znajdował się około godziny od sławnego Cancun. Przepiękne miejsce. Jeden z najładniejszych hoteli w jakim byliśmy i nie tylko pod względem wyglądu ale obsługi i klasy. Nasz pokój znajdował się na parterze, przy samym basenie i plaży, tak że nie raz wychodziliśmy, czy wracaliśmy przez balkon. Najwięcej podobał, nam się basen, który znajdował się zaraz przy palży, pływając w nim, można było sobie oglądać ocean. Wieczory spędzaliśmy przy drinkach, w małej restauracji tego hotelu, gdzie grały różne zespły muzyczne. Około 20 minut na pieszo, znajduje się meksykańskie miasteczko Playa del Carmen, w którym spędziliśmy jedeno popołudnie.
     Przyroda jak w tropikach, niesamowita. Po trawnikach, cały czas chodziły dziwne zwierzęta i oczywiście niesamowite ptaki. Jeszcze jedne bardzo udane wakacje.

                                                       

                                      

Saturday, February 12, 2011


  Tak jak pisałem w tamtym tygodniu, wziąłem się do roboty i skończyłem filmik z Sylwestra. Moi znajomi dopytywali się kiedy będzie gotowy, no i ja sam chciałem mieć to z głowy. Napracowałem się, bo jest trochę więcej skomplikowany. Mówię o samym procesie robienia.
   Co mogę napisać o samym sylwestrze?  Zabawa trwała do trzeciej rano, choć kilka osób zostało do szóstej. Większość naszych znajomych jest w moim wieku. Są też młodsi a jest kilku pod sześćdziesiątkę. Muszę jednak powiedzieć, że grupa nasza potrafi się dobrze bawić i wielu młodszych nie ma tyle energi.
   Podczas zabawy, ja zdecydowałem żeby rzucać confetti. Później, Małgosia Taranto, powiedziała Wiesi, że jest trochę ślisko i bardzo dobra na to jest sól. No i ta natychmiast wysypała ją na podłogę. Nawet nie zwróciłem wtedy na to uwagi. Na drugi dzień odbiło się to na mnie. Sól przez tańce zamieniona została w drobny pył i wciśnięta w każdą szparkę podłogi. Confetti natomiast, rozniesione zostały po całym domu. Sprzątanie zajęło nam kilka dni.
To chyba wszystko. Zapraszam do filmu.

                                   SYLWESTER
          

            

Tuesday, February 8, 2011



 Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok, to wszystko bardzo przyjemne, ale jest to też okres w którym trudno mi znaleźć wolną chwilę dla siebie. Wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie. Przygotowania do Świaąt i imprezy sylwesterowej, praca zawodowa, w tym roku moje wakacje też w tym okresie, sprzątanie śniegu ( prawie w każdym tygodniu mamy zawieruchy), to tylko część moich przyjemności i obowiązków, które wypełniały mi tegoroczny kalendarz.  Jest więc to wytłumaczenie, dlaczego nie umieściłem  nic na swojej stronie przez ostatni okres. Teraz spróbuję to nadrobić. A mam kilka rzeczy to pokazania. Po pierwsze moje wakacje w Brazyli. Nie było to planowane. Myślałem, że Łukasz odwiedzi nas pod koniec roku i trzymałem kilka dni wakacji na jego przyjazd. Nic z tego nie wyszło i trzeba było te dni szybko wykorzystać, bo moja firma nie pozwala na przeniesienie ich na następny rok i po prostu bym je stacił. Wiesia już dni wolnych nie miała, więc zdecydowałem się pojechać sam.
     Wrażenia z moich wakacji są różne. Pogody nie miałem najlepszej, czego można było się spodziewać, bo pojechałem w sezonie deszczowym. Kilka dni lało bez przerwy. Z mojego hotelu, też nie przywiozłem przyjemnych wrażeń. Po pierwsze nikt nie mówił po polsku (ha, ha), to jeszcze rozumię, ale prawie nikt nie mówił po angielsku. Było więc bardzo trudno coś załatwić. Nawet zamówienie drinka, czy piwa było problemem. Także ludzie, nie byli tam zbyt przyjemni. I nie mówię tylko o obsłudze, ale o wszystkich którzy tam przebywali.
    Przyzwycziłem się już, że gdziekolwiek nie jedziemy na wakacje,  wszyscy mówią sobie hallo, dzień dobry, uśmiechają się, etc. Nie w tym miejscu. Można powiedzieć, że byli nieprzyjemni. Tak jakby byli tu zamknięci za karę, a nie byli na wakacjach. Musiałem się do tego przyzwyczaić.
    Reszta to już miłe wrażenia. Brazylia jest pięknym krajem. Nigdy nie widziałem tak cudownych krajobrazów. Oczywiście byłem w pięknieszych pojedyńczych miejscach. Ale tu gdziekolwiek się nie poruszyłem, było cudownie. Ocean, zatoki, tysiące wysepek a z drugiej strony góry, dżungla, niesamowita roślinność. Przyjemnie było jechać drogą, która ciągnie się nad samym wybrzeżem oceanu i oglądać te widoki.
  W czasie mojego pobytu, udałem się na dwie wycieczki. Pierwsza to Rio de Janerio. Dawna stolica tego kraju. Miasto i jego architektura, nie jest niczym specjalnym. Co jest w nim piękne to położenie. Tego nie da się opisać. Lepiej zobaczyć to na moich zdjęciach. Czasu miałem niewiele, bo byłem tam tylko jeden dzień, a na sam dojazd i powrót potrzeba mi było kilka godzin. Zobaczyłem jednak najważniejsze miejsca.  Sławna plaża Copacabana. Wzgórze z olbrzymim posągiem Jezusa i Góra Sugerloaf z której można zobaczyć całe Rio.
     Na szczęście pogoda w tym dniu mi dopisała. Było dużo chmur, ale przesuwały się dość szybko, było więc można wszystko zobaczyć. Piszę o tym nie dlatego, że chciałem się opalać, ale oba szczyty gór na których byłem znajdowały się powyżej chmur i w momencie pełnego zachmurzenia, nic bym nie zobaczył. Widać to zresztą na zdjęciach z Jezusem. Pierwsze jest przy błękitnym niebie, drugie ze mną, cześciowo zachmurzone, na trzecim już nie można zobaczyć posągu, jest przykryty chmurami.
      Tutaj załączam pierwszą część mojego filmu - Rio de Janerio i z mojego hotelu.  

                     BRAZYLIA  CZĘŚĆ I

  Druga  wycieczka to podróż na południe, do historycznego miasteczka Paraty. Znów dwie godziny jazdy samochodem. Pierwsze kilka godzin spędziłem na zwiedzaniu tego miejsca.  Kilka ciekawostek.
  Po pierwsze miasto to, było bardzo ważne w dawnych czasach, ponieważ było portem w którym ładowano złoto znalezione w tamtych okolicach i przesyłano je do Portugalii. Jeden z najbogatszych tam ludzi był facet, który śledził piratów. Najpierw Ci okradali statki, chowali łupy na małych wysepkach, a ten bez problemów zabierał te bogacwa dla siebie.  
    Inna ciekawostka, to oczyszczanie miasta ze śmieci. Na zdjęciach uliczek można zobaczyć, że wyłożone są kamieniem i środek ulicy jest niżej  niż brzegi. Każdy z domów stoi na murawanym, niewysokim fundamencie. Kilka razy w miesiący, w pełni księżyca, przypływ oceanu jest trochę wyższy niż normalnie. Miasteczko w te dni zalewane jest całkowicie wodą, na kilkanascie centymetrów. Później odpływ oceanu, zabiera ze sobą wszystkie śmieci. Proste ? 
    Po kilku godzinach zwiedzania, wynająłem łódź z „kapitanem„ i popłyneliśmy sobie pooglądać pobliskie wysepki. Na jednej zatrzymałem się na kąpiel. Na innej, żeby pooglądać złote małpki, jaszczurki i ryby. Inne wysepki oglądaliśmy już z daleka. Wszystko można zobaczyć na poniższych zdjęciach. Wieczorem wróciłem do hotelu.
    Resztę dni spędziłem już w tym ośrodku. Później niestety  powrót do rzeczywistości i pracy.

                    BRAZYLIA  CZĘŚĆ  II
                                  

                                    

Friday, November 26, 2010

    Listopad i grudzień to misiesiące, które przynoszą nam najwięcej przyjemności (Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok, Święto Dziękczynienia (Thanksgiving), Halloween, Zaduszki a oprócz tego prywatne spotkania, urodziny etc) ale przez to trudno znaleźć chwilę dla siebie i wszystko zostaje odkładane na ostatnią chwilę.
    Tak też jest u mnie. Najpierw impreza Halloween. Zajęło nam trochę czasu, żeby ją przygotować, a później oczywiście sprzątanie po zabawie. Warto było, bo się naprawdę udała. Wszyscy zjawili się w duchu zabawy, poprzebierani w ciekawe i zabawne kostiumy i bawiliśmy się świetnie. Było około 40 osób i większość wytrwała do około 3 nad ranem. Zaraz po tym, zabrałem się do robienia filmu ze zdjęć wykonanych na imprezie. Jest umieszczony poniżej. 
   Dwa tygodnie później, spotkaliśmy się u Ewy i Marka na pożegnaniu naszych przyjaciół, Małgosi i Sławka, którzy wracają na stałe do polski. Przykre to dla nas, bo nie mamy tu  swoich rodziny i ta nasza mała grupka znajomych to prawie jak rodzeństwo. Niestety tak już jest w życiu. W ten weekend wylatują do polski a cały swój dobytek załadowali w kontenery i prześlą to drogą morską.
   Następnym wydarzeniem to koncert Pink Floyd albo można powiedzieć, jego część bo nie było Gilmoure. Grali muzykę z płyty The Wall i występ był fantastyczny. Muzyka mojej młodości, wspaniałe nagłośnienie, piękne efekty z filmami wyświtlanymi na zbudowanej Wall (murze). Byliśmy tym naprawdę poruszeni tym spectaklem.
    Wczoraj Thanksgiving. Tym razem spotkaliśmy się u Mirki i Jacka, którzy nas zaprosili do siebie. Był także Sebastian, syn Mirki i mój chrześniak, który przyleciałz Kolorado gdzie jest na studiach. Byli też Ewa i Leszek Knyszek z synem. Oczywiście tradycyjne potrawy tego święta, czyli indyk, słodkie ziemniaki, różne warzywa na gorąco, borówki no i na zakończenie ciasta zrobione przez Mirkę i Ewę. Bardzo przyjemny wieczór. Pośmialiśmy się trochę, najedliśmy i trzeba było wracać do domu bo następny dzień do pracy.
     Jutro zaczynają się przygotowania do Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Montowanie świateł na zewnątrz, choinki, dekoracje. Pisanie kartek świątecznych, etc.
Będzie co robić.  I to chyba wszystko. Na więcej nie ma czasu w moim kalendarzu.
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

                        ""HALLOWEEN 2010""

Friday, October 1, 2010

  Małgosia Tarranto uwiebia piosenkę śpiewaną przez Randy Crawford - When I Get Over You. Prosiła mnie o nagranie jej na dysk. Zrobiłem więc dla niej video z pięknymi fotografiami, znalezionymi na internecie.
  My friend,Margaret Tarranto  loves the song, sung by Randy Crawford - When I Get Over You. She asked me to record it to disk. So I did a video for her with beautiful photographs, found on the Internet.

Monday, September 6, 2010

  

   Już wiele razy wyjeżdżaliśmy w różne części wybrzeża New Jersey i nigdy nie udało nam się znaleźć miejsca do którego chcielibyśmy wrócić. Plaże są piękne, ale okazuje się, że u nas nie ma hoteli o przyzwoitej jakości. Można to zrozumieć, bo komu opłaca się wybudować hotel, który miałby być w użytkowaniu tylko kilka miesięcy, bo taki jest u nas sezon letni. Znajduje się więc przeważnie motele i to o koszmarnych warunkach. Ostatnim razem, był tak brudny i nieprzyjemny, że wróciliśmy do niego tylko a noc, żeby się przespać i nie była to przyjemna noc. Wreszcie w tym roku, Wiesi znajomy podał nam adres do nowego miejsca w Long Branch. Jest to tylko godzina jazdy od nas. Hotel Ocean Place jest tym czego oczekiwaliśmy. Na zewnątrz prywatna plaża, basen, bar otwarty cały dzień. Nawet palmy, które jak się dowiedziałem, przywożą z Florydy co roku, bo u nas oczywiście by nie przeżyły zimy. Wewnątrz piękne pokoje z balkonem. Obsługa bardzo miła. Do tego mają w soboty i niedziele zespoły, przy których można spędzić miło czas i potańczyć. Nie będziemy już musieli szukać nowego miejsca. To jest idealne na długi weekend.

    Spędziliśmy więc bardzo miło trzy dni. Jedyny problem to pogoda, która całe lato była idealna, a w jedyny weekend w którym padało, wybraliśmy się nad ocean. Pierwszy dzień na szczęście był słoneczny, więc skorzystaliśmy z plaży i basenu. Następne dwa już zachmurzone niebo i przelotne deszcze. Centrum miasteczka w którym byliśmy jest nowo wybudowane i było przyjemnie pochodzić po sklepach i zjeść w dobrych restauracjach. A wieczory już u nas przy muzyce.
    Zrobiłem kilka zdjęć i można je obejrzeć poniżej.

Friday, September 3, 2010


   Kilka dni temu otrzymałem e-mail od kolegi z poniższym filmem. Spodobał mi się do tego stopnia, że zamieszczam go na mojej stronie. Jest krótki i warto go obejrzeć. Film ten był pokazywany na Światowej Wystawie EXPO 2010.
    Co mi się w nim podobało? Po pierwsze przepiękna animacja. Po drugie genialne pokazanie całej historii polski (oczywiście całej to wielkie słowo) w ciagu 8 minut. Chciałbym, żeby autorzy tego filmu zdecydowali się na coś większego i stworzyli wieloodcinkowy film o historii naszego kraju. Myślę, że mógłby zdobyć większą popularność niż trylogia Sienkiewicza. Oczywiście, każdy znajdzie w nim jakieś błędy, ale trudno zadowolić wszystkich. Już widzę jak by polska podziliła się na dwie grupy, kiedy doszło by do współczesnych czasów. Nie mówiąc o naszym narodowym bohaterze Kaczyńskim, albo o Wałęsie. Ja mam jedną tylko uwagę. Myślę, że ominięcie naszego papieża jest błędem. Ale to tylko moja opinia. Resztę możecie ocenić sami.



A few days ago I received an email from a friend with the following film. I liked it so much, that I put it on my site. It is short movie and worth to watch. This film was screened at the World Exhibition EXPO 2010.

    What I liked in it? Firstly, wonderful animation. Secondly, they brillianty showed the whole history of  Poland (of course, the whole is a great word) within 8 minutes. I wish the authors of this movie will decide to make something bigger and created series  about the history of our country. I think that he could gain more popularity than Sienkiewicz's trilogy. Of course, everyone will find in it some mistakes, but difficult to please everyone. I can see that the Polish would split into two groups, when it came to the modern times. Not to mention our "national hero" president Kaczynski, or Walesa. I have only one small problem. I think that no mentining our pope is an error. But that's just my opinion. The rest you can assess yourselves.



Jeszcze jeden film. Ten jest trochę poważniejszy. Uważam, że poznanie historii jest bardzo ważnym elementem w naszym życiu. I nie tylko związanej z naszym krajem. Wszyscy znamy dobrze co Niemcy robili z ludźmi w czasie drugiej wojny światowej. Większość zna historie Katynia i podobnych miejsc, gdzie rosjanie mordowali polaków. Znamy historię ludzi wypędzonych na Sybir i tam torturowanych. Jednak bardzo mało wiedziałem o tym, co zrobili na Ukrainie. I dalej się o tym milczy. Myślę, że czas żeby wszyscy poznali na co stać było sowietów i dalej ich na to stać.

Yet another movie. This is a little more serious. I believe, that understanding history is a very important element in our lives. And not only associated with our country. We all know just what the Germans did to the people during the Second World War. Most know the story of Katyn and similar places, where Russians killed Poles. Know the history of the people displaced to Siberia and tortured there. But I knew very little about what they did in Ukraine.And world continue to be silent about it. I think that is the time that everyone shoud learn, about Soviets murderous nature in the past and in present time.

Thursday, September 2, 2010



    Następna impreza. Tym razem u znajomych Joli i Krzysia Hasek. Przyjęcie odbyło się u nich w domu a okazja - Joli urodziny. Cała impreza została przygotowana jako niespodzianka. Jola miała wykupione godziny w salonie piękności (masaże, maseczki, gimnastyka, etc) i jak wróciła my już tam czekaliśmy. Udało się i była naprawdę mile zaskoczona. Z drugiej strony to ją podziwiam, bo większość kobiet prawdopodobnie (mimo włożonego serca przez męża w zorganozowanie tej zabawy), trochę by się pogniewało. Wszyscy ubrani, wyszykowani. Kobiety w makijażach a ona wraca po ćwiczeniach i choć może zrelaksowana i wypoczęta, na pewno chciała by też popracować nad swoim wyglądem. Ona jednak nic się tym nie przejęła i potraktowała to wszystko jako najwspanialszy prezent. Podoba mi się to.

     Mimo że ( jak całe lato ) było bardzo gorąco, impreza była na zewnątrz. Jak widać na zdjęciach, mają oni bardzo duży dom i z tyłu przepiękny basen. Trochę się pociliśmy, ale zawsze można było wskoczyć do wychłodzonego domu czy w końcowej fazie do basenu.
    Pierwsza część imprezy to duet na gitarach, który nam umilał czas przez kilka godzin. Zdążyliśmy się dobrze najeść i zniszczyć naszą powagę i prawidłowe wychowanie znaczną ilością alkoholu. Kiedy zaczęła się normalna muzyka, byliśmy już w wieku dwudziestolatków i zabawa kończyła się częściowo w basenie a tańce w kostiumach kąpielowych. Bawiliśmy się do rana. Niestety ja jak zwykle byłem jednym z tych, którzy wychodzili ostatni. Na drugi dzień musiałem więc ograniczać ruchy ciała, żeby nie podrażniać głowy, którą znalazłem rano przyczepioną do szyi, bo myślałem, że to nie jest moja.
    Wczoraj skończyłem filmik ze zdjęć wykonanych w tym dniu, który załączam poniżej.



Sunday, July 11, 2010



Czerwiec 2010.



    Następna wizyta w polsce i w pamięci zostają niezapomniane chwile.
   Problemem z naszymi wizyami jest to, że czekając na nie cały rok, trudno nacieszyć się wszystkim w ciągu jednego tygodnia. I jak tu można iść spać, wiedząc że za kilka dni zostawimy to wszystko za sobą i powtórzy się to dopiero za kilkanaście miesięcy. Wiedząc o tym spędziliśmy w rodzinnym gronie wszystkie wieczory a nieraz do samego rana przy polskim piwku,jedzeniu,muzyce i pogawędkach. My wróciliśmy do Stanów w stanie że przydałyby się następne kilka dni odpoczynku, a myślę, że szczególnie moje siostry też by ich potrzebowały. Ale nie jest mi Was żal, bo macie za dużo wakacji w polsce i przez nas macie ich trochę mniej.
   Pierwsze kilka dni spędziliśmy w Golinie. Ja z Elaine, bo Wiesia pojechała najpierw odwiedzić rodzinę w Koszalinie. Pogodę mieliśmy wspaniałą a wszelkie prognozy przed wyjazdem wskazywały na deszcz. Jednego popołudnia udaliśmy się na spacer za Golinę. Tereny te zalane były niedawno przez rzekę Wartę i widać jeszcze było tego skutki. Na drodze tysiące ślimaków a jak doszliśmy do lasu to zaatakowały nas komary i trzeba było się natychmiast wycofać.
   W poniedziałek wsześnie rano wyjechaliśmy na trzydniową wycieczkę do Krakowa. W pierwszy dzień najpierw zrobiliśmy krótki przystanek w Częstochowie, ponieważ Andrzej miał gdzieś w pobliżu obejrzeć koparkę, którą chciał kupić. My więc przeszliśmy się na Jasną Górę, żeby obejrzeć klasztor. Był to jednak bardzo krótki spacer, bo czekała nas jeszcze długa droga.
   Już przed samym Krakowem, zatrzymaliśmy się w Ojcowskim Parku Narodowym. Niestety tuataj też był tylko kilkugodzinny przystanek i wieczorem dobiliśmy do Krakowa.
   Najpierw znaleźliśmy mieszkanie. Choć może nie było ono najnowsze, ale za to olbrzymie, z balkonem i cudownym widokiem na Kraków. Później spacer i obiad, no i oczywiście długi wieczór przy sukiennicach przy piwie.  Drugi dzień to już zwiedzanie. Stare miasto, Wawel no i spacery pięknymi uliczkami miasta. Nie będę tu opisywał wszystkiego, bo złączam zdjęcia.

   Trzeci dzień to jeszcze krótki spacer a w powrotnej drodze do domu, zahaczyliśmy o Wieliczkę. Tam prawdopodobnie spotkałem więcej chińczyków niż u nas. Widać że turystyka w polsce się rozwija. Po obejrzeniu kopalni, czekała nas jeszcze wielogodzinna droga do Golina.
   W czwartek dobiła do nas Wiesia i już w komplecie cieszyliśmy się razem spotkaniami rodzinnymi.
   Z moich zdjęć zrobiłem dwa oddzielne filmy. Jeden byłby by za długi. Pierwszy który jest poniżej to „Kraków i okolice„ czyli fotografie z naszej wycieczki, drugi „Wspomnienia„ to zdjęcia rodzinne.
   Jeszcze jedno. Przez cały pobyt, byłem dość zajęty zabawami z Niną z którą się bardzo polubilśmy. Cały czas przychodziła do mnie i chciała się bawić. Jest naprawdę cudownym dzieckiem (gratulacje dla rodziców Uli i Łukasza) i choć nieraz chciałem już odpocząć od niej to nie potrafiłem bo tak była rozkoszna. Teraz myślę o tym i mi jej brakuje.
   Miłego oglądania. Mam nadzieję że się będą Wam podobały.







  

Monday, June 14, 2010

  Czyli po polsku Dzień Pamięci, dzień poświęcony żołnierzom którzy oddali życie za swoją ojczyznę. Jest to jedno z nielicznych tu świąt w które mamy przedłużony weekend, czyli trzy dni wolne. 
  Ponieważ rzadko zabieram się do pisania, wspomnę że tydzień wcześniej wybraliśmy się z Elaine na Manhattan. W Nowym Jorku  bardzo popularne są festyny uliczne. Wymyślane są przeróżne nazwy i powody. Tym razem na 6 Alei odbył się Festyn Międzynarodowy. Czyli taki polski jarmark. Stragany, można kupić różne głupoty, zjeść coś, posłuchać muzyki i pospacerować. Odbywają się one w różnych miejscach a ten był na 6 Alei między 42 i 57 ulicą. Ten na którym byliśmy niczym się nie wyróżniał, ale nieraz lepsze to niż siedzenie w domu. Poniżej załączam zdjęcia z Elaine.


   Wracam do głównego tematu. Kilka tygodni temu spotkaliśmy się całą naszą grupą u znajomych, znajomych restauracji. Było bardzo przyjemnie i pod koniec postanowiliśmy, żeby spotkać się u nas na Memorial Day. I tak też się stało. Następna impreza.
  Tym razem większość zabawy odbyła się na zewnątrz, w naszym ogrodzie. Pogoda była idealna, ciepło, ale nie wilgotno. Tylko pięciominutowy deszczyk  przestraszył nas na chwilę. Czekałem kiedy sąsiedzi wezwą policję, ale jakoś nam się udało. Bar był zawsze wypełniony i tam też trochę sobie potańczyliśmy. Wszyscy się dobrze bawili, no i po dwunastej, już po wielu drinkach wystrzeliłem że może by tak do jacuzzi. Myślałem że nikt się nie zdecyduje ale okazało się, że był jeden który się nie zawahał no i skończyło się kąpielą. Dodam, że ten nie tylko wylądował ze mną w wodzie ale jak już, to na całego... No i..  ale może lepiej obejrzeć to na załączonym filmiku ze zdjęciami. Dodam tylko, że ostania część filmu jest trudna do zrozumienia dla tych którzy nie są z naszej grupy, bo wiele z tych komentarzy (po angielsku) związana jest z z tymi osobami. Wytłumaczę jak się zobaczymy.
   Bawiliśmy się do prawie trzeciej rano a nasz kolega Adam jak zwykle przesiedział z nami w barze do rana.
To na tyle. Prawdopodobnie następne zdjęcia będą już z Wami wszystkimi w polsce. No i oczywiście jedno z nich jak będę głosował w wyborach prezydenta.
 

Sunday, May 2, 2010

   Tak jak rozmawialiśmy ostatnim razem, powiedziałem że umieszczę zdjęcia domu po zakończeniu pracy. Skończyłem w tym tygodniu i załączam trzy fotki. Znajomi śmieją się, że niedługo, nawet gdybym się zmuszał, to nic mi nie zostanie przy ulepszeniu domu, chyba żebym go rozebrał i zaczął od początku.



Thursday, April 29, 2010

Bardzo spodobał mi się ten wierszyk. Gorzka prawda, chociaż myślę, że odnosi się do wielu narodów. My w tym jednak jesteśmy najlepsi !




Balansował na linie pod cyrku kopułą
lecz nikt go nie podziwiał, był przecież niezgułą,
zbyt rzadko się uśmiechał, obrażał zbyt łatwo,
wrażliwy na kamery, reflektorów światło,
i czasem gdy przemawiał wymlaskując słowa,
zapinała mu guzik ta Jego Połowa.

Obśmiany i opluty, dziennikarska zgraja
z kartoflem porównała robiąc sobie jaja,
uwypuklano gafy, potknięcia i słowa,
krytyka to już była mania narodowa.

Że nie internowany, że księżyc, że pije,
że zawistny, że mściwy, że w ogóle żyje,
no, i to "spieprzaj dziadu", i "małpa w czerwonym",
- głosowałeś na Niego? - trzeba być szalonym!

Dzisiaj? - to mój Prezydent! - Och jaki wspaniały!
kocha, lubi, szanuje, wielbi naród cały.
Jaki gest, bo się rozbił, nie doleciał celu,
zasłużył na co najmniej pogrzeb na Wawelu!

Łzy obeschły? Wróciły kompleksy, frustracje?
Czy współczucia nie macie? Serce ma wakacje?
Dzień wcześniej to potwory a po śmierci? Święci!
Och, rodacy! Jesteście chyba p......nięci!

Jak przegiąć to do końca? Świat nas obserwuje?
Czy nawet w chwili smutku umiaru brakuje?
Ciszej już. To nie pora. Sam nie byłem fanem.
Starczy manipulacji. Nie jestem baranem!

Uszanujmy. Uczcijmy. Wspominajmy z żalem,
lecz tak, aby pogrzebu nie pomylić z balem.

Autor: Diatryba

Wednesday, April 14, 2010

    Jest już wieczór a ja zamiast rozciągnąć się przed telewizorem i wypocząć po ciężkim dniu, siedzę i stukam na klawiaturze komputera. Nikt nie chce myśleć o tym że się starzeje, ale coraz częściej pocieszam się że jeszcze tylko 9 lat i nie muszę iśc do pracy. Nie dlatego że nie chce mi się  wstawać wcześnie rano, rozwiązywać problemy na moich budowach i być cały czas pod ciężarem odpowiedzialności za to co robię. Powód jest całkiem inny.
     Ameryka w ostanich latach zmienia się nie do poznania. Przypomina mi to więcej komunistyczną polskę. Nie liczy się już dobro tego kraju, miasta i całości, ale wszystko sprowadza się do jednostki. Kiedyś dla dobra wszystkich  cierpiały jednostki, teraz dla dobra jednostki cierpi naród. Kiedyś od jednostki zależało do czego dojdzie cieżką pracą i zaparciem. Teraz jednostka oczekuje, że im się to należy bez pracy.  O co mi chodzi? Nie bedę sie tutaj rozwodził nad polityką i problemami Ameryki ale zostanę przy budowach.
   Budowę Belt Parkway zacząłem 5 mięsiecy temu. W takim czasie potrafiłem kiedyś wybudować kilka ulic. Chodzi mi o drogę z jej pełnym uzbrojeniem. Teraz wystarczyło to na postawienie płotów, barykad, znaków ostrzegawczych i innych takich drobiazgów.
  Pierwszy problem to wydawanie niepotrzebne pieniędzy. Kilka przykładów.
    Mamy wybudować nową kanalizację ciągnacą sie wzdłuż drogi. Po rozpoczęciu, okazuje się że w jednym miejscu nie zmieścimy się, bo stoi drzewo. Zadne jakieś tam stare albo historyczne. Zwykłe drzewo. Miasto zatrzymało moją budowę. Czekałem na decyzję co robić przez cały miesiąc. Dawniej drzewo by się ścięło i po zakończeniu robót zasadziło by sie kilka nowych, mniejszych. Teraz to juz niemożliwe. Przecież to DRZEWO ! Budowa się przedłuża, miasto wydaje dodatkowe pieniądze i drążymy tunel pod tym wielkim krzakiem. Nie do wiary!   
    Obok drogi biegnie asfaltowa dróżka dla rowerów i pieszych. Jest tego kilka kilometrów a przeznaczona jest tylko dla celów rekreacyjnych. Dawniej została by zamknięta na okres budowy. Ludzie znaleźli by sobie miejsce na spacery. Nie jest to coś, bez czego nie można sie obejść. Teraz już przez te 5 miesięcy przesunąłem ją trzykrotnie z miejsca na miejsce. A to tylko początek. Nie mam prawa zamknięcia jej nawet na 5 minut. Myślę że będzie to kosztować miasto przez okres trzech lat około 15 milionów dolarów. A przecież są to pieniadze, które zciągane są z nas, jako podatki.
     Jeszcze jeden przypadek. Pracujemy nad oceanem. Czyli w każdym wykopanym dołku pojawia się woda. Wiedząc, że miasto ma bzika na temat odprowadzania zanieczyszczonej wody, zaprojektowałem system jej pompowania. Zaznaczam, że to nie są ścieki albo skarzona woda. Po prostu woda z oceanu tylko znajdująca się pod piaskiem.
Najpierw pompy wyciągały ja z dołów do specjalnego kontenera. Tam przechodziła przez kilka przegród, żeby oddzielić przypadkowe zanieczyszczenia. Pózniej, wykopałem obok duży basen, pokryłem specjalnym materiałem, przez który przejdzie woda ale  nie piasek. Tam odprowadzałem wodę z kontenerów. Ta powoli wsiąkała w ziemię. Czyli wracała skąd przyszła. Budowa została zatrzymana. Nie do przyjęcia. Zanieczyszczamy matkę ziemię!!! Ządają nowych planów i  sugerują, że trzeba te wodę wywieść gdzieś, gdzie będzie ją można oczyścic.  
    Jeszcze drobiazg. Nowy Jork ma problemy finansowe. Szukają wszędzie oszczędności. Ha, ha. U mnie firma moja zatrudznia około 15 ludzi (na mojej budowie), którzy prowadzą ją, sa menadżerami, rozliczenia etc. Miasto ma ich 50. I oni nie muszą nic prowadzić. Tylko papierkowa robota i kontrola. Może ktoś z Was widzi jakby tu zaoszczędzić trochę dolarów dla miasta?

      Drugim problemem po pieniądzach, jest mania wielkości a jednocześnie ucieczka od odpowiedzialności. Dawniej kiedy zaistniał problem, w większości wypadków, rozwiązany był na miejscu. Wspólnie przez inżyniera z miasta i kierownika budowy. Teraz to już nie do pomyślenia. Po pierwsze traktowani jesteśmy jak nieposłuszne dzieci. Jakakolwiek drobna pomyłka, niepoinformowanie ich o tym co robimy i zostajemy obsypani groźbami i prawie obelgami. Brakuje im tylko rózgi, którą by nas bili. Kiedy pomyłka jest z ich strony, nie dają nam rozwiązania i odpowiedzi. Nie interesuje ich że musimy zatrzymać budowe. Odpowiedzą kiedy znajdą rozwiązania. Każdy z nich od zwykłego inspektora do szefa biura uważa się za boga, ktorego my powinniśmy czcić. Niestety mój charakterek, nie pozwala na to żeby się tak przy mnie czuli. No i doprowadza to do wielu konfliktów. Muszę się pochwalić, że większośc z nich wygrywam, ale co mnie to nerwów kosztuje to trudno opisać.               
    Dawniej bawiły mnie problemy. Były dla mnie wyzwaniem. Cieszyło mnie, kiedy byłem jedynym, który potrafił znaleźć ich rozwiązanie. A byłem dumny, kiedy potrafiłem zrobić coś co nie było możliwe do zrobienia. Tak jak np. odbudowanie metra pod WTC w ciągu 6 miesięcy. Teraz mnie to nie bawi. Raczej męczy, Wszyscy zwiazują mi ręce i dalej oczekują tych samych rezultatów. Jeszcze 9 lat!

     Na zakonczenie coś ciekawego. Kiedy stawiałem mosty na ostatniej budowie, używałem typowej metody łączenia detali i dźwigów. Tym razem będzie wyglądało to trochę inaczej. Można obejrzec ją w poniżej pokazanym filmie. Różnica jest tylko taka, że animacja ta przedstawia pojedyńcze przęsło. Mój most będzie miał kilka takich sekcji, czyli muszę postawić także w wodzie kilka kolumn na których będzie spoczywał. Most ten ma być używany na czas wybudowania nowego i będzie miał trzy pasy ruchu.