Thursday, May 17, 2018

Kolejne burze.

     Nie mogę przestać pisać o pogodzie, bo cały czas zaskakuje nas nowymi imprezami i nie trzeba płacić za bilety. Wtorkowy poranek był niezaskakująco chłodny. W chwili wyjazdu z domu, było tylko 10 stopni Celsjusza. Już w południe podskoczyło do 34 stopni. Można było się spodziewać, że takie zmiany spowodują coś niezwykłego i tak się stało. Przez nasze tereny przeszły wichury. W jednym miejscu padały deszcze w innych grad a wszędzie mocne wiatry. Okazało się później, że w trzech miejscach „narodziły” się tornada, z wiatrami w okolicy 180 kilometrów na godzinę. Dwie osoby zginęły a tysiące są bez prądu. 
     W dzisiejszych czasach, wszyscy mają telefony z kamerami, więc można obejrzeć szybko to, co się wydarzyło. Przez moje miasto przeszły silne wiatry ale tornado pojawiło się troszkę na północ. Mieliśmy szczęście. Tak wygaldało u nas.



    Tak u Elaine.




A tutaj kilka innych zdjęć znajomych z Facebook.





   Natychmiast po tych wichurach niebo zmieniło kolory, na dużo piękniejsze i kolorowe. Pojawiły się też tęcze.




   Niestety wielu ludzi nie zakończyło tego tak jak my. Przewrócone drzewa pozamykały drogi, poniszczyły domy. 






  Najefektowniejsze zdjęcie zrobił ktoś, łapiąc błyskawicę, uderzającą w Freedom Tower.


    Co dalej?

Saturday, May 12, 2018

Burza

    Pogoda u nas dalej nie jest taka jak powinna. Kiedyś wiosna była wiosną, lato latem, etc. Teraz nigdy nie wiadomo co będzie się działo. Ostatnio od poniedziałku do piątku jest można powiedzieć wiosennie ale jak mamy odpoczywać w weekendy to zmienia się na gorszą. Kolejna sobota i niedziela bez słońca. Następne mają być podobne. Pada deszcz i jest chłodno a dla moich dziewczyn zimno. Włączyły ogrzewanie i narzekały cały dzień bo coś się zepsuło i przestało działać. Musiałem wzywać specjalistę. Teraz im jest ciepło a mnie zimniej, bo musiałem zapłacić 300 dolarów za naprawę.
       Kilka dni temu, wieczorem nadeszła niezwykła burza. Pracowałem w swoim pokoju. Elaine wyciągnęła mnie, żebym zobaczył co się dzieje na dworze. Warto było. Najpierw po północej stronie, niebo pokryte było błyskawicami. Grzmoty i różnego rodzaju świetlne efekty. Piszę, pokryte było, ponieważ błyskawice pojawiały się co kilka sekund. Wszystko to działo się tylko w chmurach. Pioruny nie uderzały w ziemię. Po kilkunastu minutach, burza była nad nami a następnie bardzo szybko w południowej części. Po pół godzinie, było po wszystkim. Najpierw oglądaliśmy to przy głównych drzwiach a kończyliśmy w otwartym garażu. Elaine wspomniała, że tak może wyglądać koniec świata. 
     Nakręciłem tego trochę na kamerze, ale to nie jest to samo co w rzeczywistości. Trudno było złapać całość. Kierując kamerę w lewą stronę, traciłem efektowny pokaz ogni po prawej. Ale trochę tego widać.


    Dzisiaj ( chociaż trochę padao i byo zimno), skończyłem sadzenie kwiatów w ogrodzie. Ale całość nie jest jeszce gotowa. Nie zrobiłem żadnych zdjęć, bo przy takiej pogodzie nic ładnie nie wygląda. Teraz chciało by się trochę z tego skorzystać, ale musz mieć cierpliwość i wyczekać na ciepło i słońce!

Thursday, May 10, 2018

Kilauea - Hawaje

    Bardzo dużo uwagi zwraca się u nas na podwyższoną aktywność wulkanu Kilauea, na jedenej z wysp Hawajskich, Big Island.  Dla mnie jest to dodatkowo interesujące, bo niedawno tam  byliśmy. Do tego kilka miesięcy temu zrobiłem dla zabawy zdjęcie na photoshop i tak jakbym wywołał ten wybuch. 


     Wyspa ta jest w większości pokryta wyschniętą lawą. Północna część, gdzie nie dochodzą deszcze to tylko bezroślinne tereny. Wszędzie można pochodzić po pozostałościach dawnych wybuchów. Południowa strona jest bardzo zielona. Tylko dlatego, że tam padają tropikalne deszcze. Jednak ta właśnie część jest tą aktywną. Po środku znajduje się główny, aktywny wulkan, Kilauea. Jednak to nie on wyrzuca lawę ale jego kanały wentylacyjne. Kiedy on wybuchnie, to będzie duża tragedia dla tej wyspy. Jak to wygląda na mapie.



Tutaj wyraźnie widać, że główny krater jest najmniej aktywny. Chociaż widać pod nim gotującą się lawę. Tak wyglądał, kiedy lecieliśmy nad nim helikopterem.


 
A tak wygląda dzisiaj.



    Po północnej stronie wulkanu jest park i można obchodzi całość w bezpiecznej odległości. Wulkan leży w dole i chociaż cały czas dymił, to nie było większego niebezpieczeństwa.


  Kiedy dojechaliśmy do wschodniej strony, udało nam się zejść do jego „wnętrza”.  


Tam już chodziliśmy po dymiącej i gorącej lawie. Oczywiście to na czym chodziliśmy było dobrze zaschnięte. Ale pod skorupą, w wielu miejscach dalej przesuwała się rozpalona lawa. Teraz, można zobaczyć ją w pęknięciach.

   W jednym miejscu zszedłem głębiej w szczelinę. Trochę obawiałem się tych gazów, ale była to tylko  para wodna.


   Na koniec pojechaliśmy na południe. W wielu miejscach spotykaliśmy wzgórza, wały, starej lawy i obok napisy, mówiące, że w tym miejscu przepływała ona po wybuchu i podawano rok. Teraz też tak się dzieje i tak wygląda droga, którą jechaliśmy.


  Na południu, lawa wpływa do oceanu i to jest najefektowniejsze zjawisko. My byliśmy w czasie, kiedy wulkan był bardzo spokojny. Tak wyglądało to z helikoptera.


 A teraz jest tego trochę więcej.


     Ten wypływ spowodował już dużo szkód. Wiele domów zostało spalonych, ale mówi się, że niebezpieczeństwo wybuchu wzrosło. Podobno obniża się poziom lawy i może to spowodować wlanie się wód oceanu. A to może być iskra, która spowoduje ten wybuch. Mam nadzieję, że skończy się to tylko na tych efektownych wypływach i Kilauea zostanie dalej tylko turystyczną atrakcją.

Monday, May 7, 2018

Typowy Nowojorczyk.

   Czy jestem typowym Nowojorczykiem?  Pojawił sił artykuł, który zamieszcza wyniki sondażu wśród mieszkanców tego miasta. 
     Pierwsze pytanie brzmiało, jaka jest średnia liczba godzin które przesypiasz każdego dnia. Tylko 4 procent mieszkanców śpi więcej niż osiem godzin. Ja należę do najliczniejszej grupy, czyli 6 godzin dziennie. Jest nas 31 procent. Aż dziewiętnaście procent śpi 5 godzin lub mniej.
    Ile kaw wypijamy dziennie. Jeden kubek to aż 44 procent i to jest największa grupa. Dwa kubki - 33 procent. Ja należę dopiero do grupy trzeciej. Trzy kubki i jest nas 10%. 
    Co jest dla Ciebie typowym śniadaniem. Aż 55% je śniadanie w domu. Następne 22% nie je śniadania. 15% je coś przygotowanego w domu a 7% po drodze w spotkanych miejscach. I ponownie nie jestem typowym. Tutaj mieszczę się w dwóch grupach. Albo nie jem śniadania (22%), albo łapię coś po drodze (7%).
     Jak często ćwiczysz. Nie wlicza się tutaj aktywnego życia, jak (tak jak u mnie) chodzenie w pracy. Ja na przykład przechodzę przynajmniej 4 kilometry dziennie. Pracy fizycznej. Największa grupa to 27% która nigdy nie ćwiczy. Muszę się przyznać, że jestem typowym Nowojorczykiem. 17% odpowiada, że zdarza się nieraz, 25% nie codziennie ale często.
     Jak często używasz nici dentystycznej przy czyszczeniu zębów. I ponownie jestem w czołówce. 27% nigdy nie używa. Następna grupa 25% to nie codziennie ale często i 22% codziennie.
    Dojazd do pracy. Tu okazuje się, są najciekawsze wyniki. Potwierdzają one moje słuszne narzekanie na socjalistów, którzy niszczą nasz kraj. Największa grupa, bo aż 31 procent, nie dojeżdża do pracy bo..... siedzi w domu na bezrobociu!!! Wow. Tu się nie muszę wstydzić, że nie należę do typowych mieszkanców. Druga to 25% i zajmuje im od półgodziny do godziny. Na ostatniej budowie, jestem w tej grupie. 22% to mniej niż 30 minut, 14% to godzina do dwóch (to jest moja grupa na wszystkich innych budowach).
     Jak dużo czasu zajmie Ci po obudzeniu do sprawdzenia swoich e-mails na internecie. I znów nie dostaję się do czołówki. Aż 35% sprawdza internet w ciągu 5 minut. Następnie 25% robi to natychmiast po obudzeniu!!! To też choroba. Ja jestem w grupie trzeciej, 20% kiedyś później, jak wypadnie. Ale jest też duża grupa, 19% która nie sprawdza każdego dnia.
   Jak dojeżdasz do pracy? 50% pociągiem lub metrem. Następnie 31% własnym samochodem i ja jestem wśród nich. 8% autobusem i 8% chodzi pieszo.
     Wymieniono też, bez wyliczania wszystkich grup, że aż 30% medytuje albo modli się w pracy. Jestem nietypowy.
    39% myśli o pieniądzach więcej niż jeden raz dziennie. Jestem nietypowy.
   45% głośno się śmieje częściej niż raz dziennie. Typowy.
   35% je codziennie wspólne posiłki z rodziną lub przyjaciółmi. Nietypowy.
    Czyli wynika z tego, że chociaż mieszkam tu już 36 lat, nie jestem nawet blisko typowego Nowojorczyka. Na szczęście w niektórych przypadkach to dobrze.  

Friday, May 4, 2018

Lato

      Wreszcie zmiana. Zima się skończyła. Wiosna poszła na strajk. Jest lato. Przez kilka dni mamy 35 stopni Celsjusza. Ale chociaż szkoda mi wiosny, nie zamierzam narzekać.
      Jeszcze kilka dni temu drzewa były gołe, bez liści. Teraz wszystko rośnie w oczach. Zresztą wszyscy się budzą po tej długiej zimie. Na zewnątrz pełno zwierząt. Wczoraj rano jadąc do pracy oglądałem dzikiego indyka, który wykonywał piękny taniec, próbujac poderwać stojącą przy drodze kobitkę. Pewnie Ukrainka.
     U mnie, na moim deku, ponownie ptak Rudzik, zrobił gniazdo i ma w nim jajeczka. Niedługo będą małe. Znów zmartwienie, bo ten rodzaj ptaka lubi robić gniazda przy ludziach. Może czuje się bezpieczniej? Ale ostatnim razem, zrobił w tym samym miejscu i szop zjadł mu małe. Strzelałem do niego z wiatrówki ale nic nie pomogło. Tylko to, że szop od tego dnia ma śrut w dupie.  Mam nadzieję, że tym razem nic się nie stanie.
    W ogrodzie pełno pracy, ale niedługo będzie gotowy na lato.
    Moja budowa w ostatniej fazie. Za dwa miesiące, będzie skończona, oprócz drobniejszych, mniej ważnych dupereli. Dziwne, że szefowie nic nie wspominają, gdzie będzie moja następna. Może zamierza się zemścić i mnie zwolnić? Nie będę się martwił za wczasu. 
     Na zakończenie ciekawostka. Czytałem artykuł o zamkach i dowiedziałem się czegoś nowego. Okazuje się, że nasz Malbork, chociaż nie jest tak efektowny jak zamki Francuskie, Niemieckie, jest największym na świecie. Jego powierzchnia to 143,591 metrów kwadratowych. Mało tego, następny w kolejności jest prawie dwukrotnie mniejszy. Krzyżacy zaczęli budować go w 1274 roku, czyli ma już 744 lat!


   Drugi w tej kategorii to Twierdza Mehrangarh w Indiach, przy mieście Dżodhpur i jego powierzchnia to 81,227 metrów kwadratowych. Jest też dwieście lat młodszy, bo wybudowany w 1459 roku.



   Trzecim pochwalić się mogą nasi sąsiedzi. Zamek Na Hradczanach, w Pradze, ma 66,761 metrów kwadratowych. Powstał w dziewiątym wieku.



Następny to angielski Zamek Windsor - 55,835. Zajmuje pierwszą lokatę w kategorii największych zamieszkiwanych zamków.

Na zakończenie, chociaż lista jest oczywiście długa, Twierdza Hohensalzburg w Salzburgu, Austrii. 



Tuesday, May 1, 2018

Janusz robi grilla!

Koleżanka, Grażyna Śmigórska, wysłała mi tą piosenkę. Idealna do naszych grillów w Polsce. Jakby ktoś dla nas napisał. Dołożyłem szybko kilka zdjęć i mamy Janusz robi grilla!


Thursday, April 26, 2018

Ponownie wypadki w pracy

   Wiele razy pisałem o naszych związkach zawodowych i idiotycznych przepisach, które ograniczają możliwosci szybkiego budowania i zwiekszają koszty tych budów do astronomicznych wysokości.  Ten cyrk jednak jest coraz większy i jest to lawina nie do zatrzymania. Kiedyś musi zakonczyć się katastrofą. 
      Wydarzenia z ostatnich dni. 
Pierwszy wypadek zdarzył się dwa lata temu. Jeden z moich stolarzy przeciął sobie rękę. Dość poważnie. Ale kości nie uszkodzone. Oczywiście poszedł do szpitala. Wszystkie koszta pokryte zostały przez ubezpieczenie i naszą firmę. Tak jak powinno być. Ponieważ były uszkodzone mięśnie, nie mógł on powrócić natychmiast do pracy. W takich wypadkach firma w której pracował musi mu wypłacać pensję (okolo 40 procent tego co zarabiał) i dostaje państwową zapomogę. Tak przesiedział 1.5 roku. Za każdym razem, kiedy dzwoniliśmy, czy może wrócić do pracy odpowiadał, że lekarz mu jeszcze nie pozwala. Muszę wspomnieć, że był on widziany wiele razy jak zażywał narkotyki i pił. Taka sytuacja, nie muszenia chodzenia do pracy i dostawania zarobków bliskich tego jakie miał pracując jest idealna dla podobnych do niego. Kilka miesięcy temu, zaczeliśmy kontaktować się z lekarzem i wreszcie wydał opinię, że może on wrócić w lutym do jakiejś lekkiej pracy, lub w marcu do normalnej. Zawiadomiliśmy jego, że chcemy żeby pojawił się w pracy ale natychmiast zjawiła się żona i krzycząc oskarżała nas, że chcemy go z powrotem, żeby przewać zapomogę i potem natychmiast wyrzucimy go z pracy i odmowiła jego powrotu. W marcu nie miał wyjścia. Gdyby odmówił, stracił by wszystko i nie miał pracy. Kiedy powrócił, na wszelki wypadek dałem mu lekką robotę. Wyciągał gwoździe z używanych desek. Pracował tak kilka tygodni. Pewneg dnia, nie pojawił się w pracy. Po dwóch dniach dowiedzieliśmy się, że w weekend miał atak serca. Nikt się nie dziwił, bo facet naprawdę o siebie nie dbał. Otyły, pił, narkotyki. Muszę wspomnieć, że w dniu kiedy uszkodził sobie rękę, też był naćpany.
     Wczoraj dowiedzieliśmy się, że jego prawnik, podaje nas do sądu. Powód? Praca, jaką mu daliśmy po powrocie, czyli wyciąganie gwoździ, spowodowała tak wielki stres, że przez nią dostał ataku serca. Teraz chce miliony dolarów, bo będzie się bał wrócic do jakiejkolwiek innej.
      Wkurząjace jest to, że niestety jest wielu, którzy wiedząc o takich sytuacjach, będzie argumentowało, że nie ma w tym nic złego. Że powinniśmy pomagać ludziom poszkodowanym, że należy mu się rekompensata. Fakty, że używał narkotyki jak miał wypadek się nie liczą. To że leniwy, to nasze oszczerstwa. To że nie dbał o siebie i teraz zwala na innych, to normalne oczernianie biednych ludzi przez kapitalistów.
     Wypadek drugi. Inny stolarz, pracując dwadzieścia lat temu w innej firmie, spadł z drabiny i się potłukł. Podobnie jak u nas był jakis czas w identycznej sytuacji. Dodatkowo ta firma dała mu 10000 dolarów na pokrycie różnych wydatków. Wrócił do nich a potem pracował w kilku innych firmach. Następnie był ze mną przez 10 lat. Miał on poważną cukrzycę. I to był główny powód, że sześć lata temu przestał pracować. Teraz dowiadujemy się, że ustalono powód odejścia z pracy. Przez wypadek z „poprzedniego wieku”. Prawo jest takie, że wszystkie firmy w których pracował po wypadku, czyli w większości nasza, muszą się złożyć i zapłacić mu za te sześć lat bez pracy!! 
   Ponownie. Nikt nie bierze pod uwagę, że on ma cukrzycę i to był powód odejścia. Nie ważne, że dostał pieniądze od tamtej firmy. Nie ważne, że pracował po tym wypadku 20 lat. Nie ważne, że ma pełną rentę i państwową zapomogę. Ważne, że jemu się należy więcej i kogo to obchodzi kto zapłaci. Przecież burżuje są bogaci i co im to zaszkodzi, kiedy dadzą mu trochę pieniędzy. Przecież mają ich za dużo. 
Tutaj wkurzam ponownie wszystkich kochających socjalizm. Bo to jest idealny świat. Może inaczej. Socjalizm nie jest idealny, bo to utopia. Idealny jest kapitalizm z socjalistycznymi prawami. Wtedy mamy kogo obwiniać o nasze problemy i kazać im się dzielić z nami swoimi pieniędzmi. Wtedy znajdziemy luki żeby nic nie robić a dalej dobrze zarabiać. Wtedy każdy nasz problem, może być rozwiązany przez obwinianie obrzydliwych kapitalistów. Nie zdając sobie sprawy, że gdzieś tam jest granica, która kiedyś zostanie przekroczona. Bo jaki będzie sens, że ktoś z pomysłami, energią, poświęceniem, włoży wszystko co ma w ryzyko założenia firmy. Ryzyka które po latach, mogą przynieść rezultaty lepszego życia. A może też stracić to co ma. A jak już to zdobędzie, to będzie musiał rozdać tym, co nigdy w życiu nic nie zrobili. W szkołach powinni przestać nagradzać tych zdolnych. Przecież Ci którzy się nie uczą i opuszczają lekcje w szkole, też mają swoje prawa. Nie każdy musi być zdolny. Stopnie powinno się dzielić tak, żeby każdy miał podobne. No może ten zdolny powinien mieć czwórki a ten nieuk, trójki plus. I byłoby fajnie!

Monday, April 23, 2018

W poszukiwaniu ziemi obiecanej

     Nie odwiedzałem mojego bloga, bo nie zdarzyło się nic ciekawego. Chyba żeby pisać o tym co jedliśmy na obiad, albo co kupiłem, ale nie myślę że kogoś to obchodzi.
    Oprócz tego zima nie opuszczała nas do ostatniego weekendu i psychicznie miałem tego dosyć. Wczoraj był pierwszy dzień, który przypominał wiosnę. Pogoda właśnie skłoniła naszą rodzinę do rozmów na temat przyszłości. Dużo to nie dało, ale trzeba coraz częściej o tym rozmawiać. 
      Na starsze lata i w okresie emerytury, chcemy znaleźć się w cieplejszym klimacie. Myślimy więc o przeprowadzeniu się do innego stanu. Na to do którego chemy się udać, ma wpływ wiele czynników. Najważniejszy to klimat i tutaj łatwo skreślić można całą północną część Stanow Zjednoczonych. Były dyskusje nad Utah, Nevada, Arizona. I to odpadło. Chociaż są one cudowne po względem przyrody, parków, ale są to także bardzo pustynne tereny. Oglądaliśmy tam miasteczka, zbudowane specjalnie dla emerytów. Miszka tam także nasz kolega i wielu Nowojorczyków tam się wyprowadza. Jak obejrzy się sam domek i ogród, to po prostu marzenie. Ale.. W chwili wyjścia za płot swojego domu, wchodzi się na piachy i nic. Pustkowie. Trzeba jechać daleko do najbliższego sklepu. To nie jest dla nas. Podobnie jest na przykład w Las Vegas w dzielnicy prywatnych domków.
     Z tamtych terenów, pozostawałoby tylko Colorado, chociaż w większej części nie jest tam dużo cieplej niż u nas.
      California, odpadła bez dłuższej dyskusji. Może najlepszy klimat ze wszystkich stanów, ale tam robi się coraz gorzej. Przede wszystkim zalane nielegalnymi, wszędzie bezdomni i ilość przestępstw rośnie z dnia na dzień. Kilku znajomych straszyło nas tamtymi warunkami. W San Francisco, włamania do samochodów to już norma. Dobre miejsce dla demokratów, bo oni to doprowadzają do takiego stanu.
      Texas. Tutaj jest dużo plusów. Duże miasta (Elaine musi znaleźć pracę), stan bardzo rozwinięty, mało przestępstw, piękna pogoda. Blisko do pięknych terenow Utah, Arizony. Jedyny minus, to trochę daleko od Nowego Jorku (gdyby odwiedzać znajomych) i o dużo dalej od Polski (dodatkowe godziny lotów).
Ale jest jednym z głównych, który bierzemy pod uwagę.
     North Carolina. Nie jest to najlepszy wybór z powodu pogody. Lepsza niż u nas ale też mają trochę zimy. I także problem z „wieśniakami”. Słyszałem że w wielu miejscach nie lubią ludzi z innych regionów i bardzo im dokuczają.
    I ostatnia Floryda. To drugi, który nam najwięcej odpowiada. Ma  niestety też kilka minusów. W tych okolicach, gdzie chcielibyśmy czegoś szukać, latem jest bardzo gorąco ( i to nam nie przeszkadza) ale także duża (bardzo) wilgotność. A to już nie jest przyjemne.  Dodatkiem są komary. W takich warunkach to dla nich raj. Ale to już trzeba by było sprawdzać po decyzji w którym mieście chcielibyśmy coś kupić. Ta wilgotność, to może być mniejszym problemem, bo wtedy wyjeżdżał bym do Polski. Lepiej, bo latem. A jak byłoby tam piękne lato a kiepska zima, to bym jeździł zimą do Polski a to nie jest atrakcjne. Z tego powodu uciekamy na południe.
     Większość tych stanów (szczególnie Floryda) jest atrakcyjna pod względem podatków. Płacilibyśmy dużo mniej niż w Nowym Jorku, co dla nas, na emeryturze bardzo ważne. Lepszy kilmat, tańsze domy, wyżywienie. Ale jak we wszystkim, musi być coś na drugiej stronie wagi. Tam można się spodziewać poważnych huraganów, czego u nas nie ma.
     Tak więc czeka nas dużo pracy, myślenia. Na razie a w niedługim czasie kilka podróży do sprawdzenia tych okolic. Czas płynie bardzo szybko. A na razei cieszymy się z nadchodzącej (wreszcie!) wiosny. 

Wednesday, March 21, 2018

Przypłynęła chmura sina, od północy wiatr zacina. Kot wyjść z domu nie ma chęci. Coś się tam na dworze święci!

    Pierwszy dzień wiosny. Jakby tu powiedzieć bez brzydkich słów, żeby nikogo nie obrazić.
     ZNÓW KURWA PADA!!!
Jest 16-ta a ma dalej padać do północy!



A jak już tak wymyślam to dodam wierszyk.

Zima, zima, śnieżek prószy, Marzną noski, marzną uszy,
Marzną nóżki i paluszki,
A dziewczynkom też [cenzura],
I dziewczynki myśl nurtuje,
Czy chłopakom marzną [cenzura]e?