Wednesday, March 7, 2018

Dalej pada.

    Zaczęło sypać w czasie wyjazdu z pracy. Ale natychmiast duże ilości. Tutaj jest urywek drogi powrotnej do domu. 





   I fotki zrobione po drodze telefonem.




     Teraz już jest przynajmniej 15 centymetrów i dalej sypie. Trochę odśnieżyłem wokół domu ale to nic nie dało. Zobaczymy jak będzie kiedy się obudzę. Są też duże wiatry. Z przodu domu oglądam dużą gałąź oderwaną od drzewa, ale na szczęście spadła na ulicę. A miało przyjć ocieplenie!!!

Na kamerze samochodowej, miałem także dwa inne sfilmowane zdarzenia to je załączam. Podziwiać można kierowców naszych olbrzymich ciężarówek. Wielokrotnie oglądałem chwile, kiedy próbują wjechać w jakieś uliczki i niestety okazuje się to niemożliwe. A jeszcze trudniej jest się wycofać. Potrzeba pomocy. Temu udało się i bez uszkodzenia parkujących samochodów.



       I na koniec zmiana koła. Zauważyłem samochód, który zjechał na naszą budowę. Kierowca zaczął zmieniać koło. Jak widać w fatalnej, deszczowej pogodzie. Bardzo źle mu to szło. Co chwila wypadł mu klucz do odkręcania śrub. Wreszcie zdjął koło i jak poszedł po zmienne, lewarek, który musiał być źle podłożony, przewrócił się. Facet machał rękoma przez kilka minut. Wtedy wyszedł do niego kumpel, który cały czas siedział w samochodzie. Poszli do moich materiałów, znaleźli kawałek drewnianej deski i tym podnieśli trochę auto, wciskając lewarek pod samochód. Na szczęście udało im się zmienić to koło. Inaczej musiał bym wyjść i im pomóc a w taką pogodę nie bardzo mi się chciało.

                                       


Pizza na śniadanie

      Jestem w pracy ale dużo dzisiaj nie zrobimy. Śnieg zaczął sypać od samego rana. Na razie nie dużo ale za kilka godzin ma spadac 5 centymetrów na godzinę. Najgorsze jest, że jest on bardzo mokry i natychmiast klei się do gałęzi drzew. Na pewno wygląda to piłęknie ale grozi ich łamaniem a to doprowadzi do zerwania wielu linii elektrycznych. Jeszcze dzisiaj wielu ludzi nie ma prądu po piątkowej wichurze. Ponownie nadzieja, że to spotka sąsiada a nie mnie! Taka ludzka życzliwość.
      Wczoraj na jednej z budów mojej firmy, pojawił się mężczyzna. Wskoczył do wykopanego rowu i tam się rozebrał do naga. Została mu tylko czapeczka. Widocznie był w dobrym humorze, bo zaczął tańczyc. Nie zamierzał przestać, więc musiała zjawić się policja i przerwali mu ten mile spędzony dzień. Zabrali go do szpitala. Jak już myślisz że widziałeś wszystko, to zawsze zaskoczy Cię coś nowego.

      Dzisiaj przeczytałem następną zwariowaną historię o naszej „wolności i demokracji”. W Teksasie, miasteczku Waco, dzieci dostały pizzę na śniadanie. To już jest wystarcząjaco dziwna historia. Kto daje 5-letnim dzieciom takie śniadanie. Jeden z tych dzieciaków, zachowywał się skandalicznie, walcząc o jedzenie i nauczycielka wysłała go do innego pokoju. Po uspokojeniu dostał tam swoją pizzę, podaną przez inną kobietę. Po jakiejś chwili nauczycielka, Hampton, wróciła do tego pokoju i zastała chłopca duszącego się, bo wepchał do ust za dużo pizzy. Natychmiast palcami wyciągnęła jedzenie z ust chłopaka i ten zaczął normalnie oddychać.
    Teraz! Rodzice zaskarzyli nauczycielkę o złośliwe próby zabronienia sporzywania pokarmu! Nauczycielka straciła pracę i licencję nauczycielki. Stało się to w 2015 roku i dopiero teraz wygrała sprawę w sądzie. Był świadek, że ona mu uratowała życie, bo mógłby się udusić. Sąd nakazał zwrócenie jej licencji, ale pozostawił ostateczną decyzję dla biurokratów z komisji nauczycieli. A oni zbiorą się dopiero w październiku. 
     Hampton od dwóch lat nie ma pracy i nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Na pewno nigdy już nie będzie normalna. Nie wiem czy mógł bym po takim czymś wrócić i uczyć dzieci. W każdym widział bym potencjalnego wroga. Pytanie? Czy warto w takim świecie próbować komuś pomóc? Wiele razy pokazywane są filmiki, zdjęcia, kiedy ludzie przechodzą obok nieszczęścia bez reakcji. Czy jest to tylko obojętność  czy może obawa przed zrobieniem czegoś o co ktoś inny może się przyczepić i podać Cię do sądu?
Smutny świat! A jeszcze smutniejsze, że niszczony przez te idealne, demokratyczne myślenia i działania o równosci i prawach człowieka.

Monday, March 5, 2018

Northeastern

  Każdy ma swoje problemy z pogodćą. W Polsce ostatnio były wielkie mrozy. Gdzieś jest za gorąco a u nas po raz drugi w ciągu kilku dni zaatakuje Northeastern. Czyli północno-wschodni wiatr. Za każdym razem kiedy wieje z tego kierunku, oznacza to problemy. W piątek mieliśmy pierwszy. Jeszcze dzisiaj 70000 ludzi w New Jersey nie ma prądu. Moi znajomi wysyłają zdjęcia ze szkodami na swoich posiadłościach. Najgorzej jednak dostał Boston. Tam też mamy kilku znajomych. Tu jest kilka zdjęć z tych terenów.





     Teraz czekamy na drugi, który zaatakuje nas w środę. Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. A jeszcze większą, że nie stracimy elektryczności. 

Sunday, March 4, 2018

Drone


  Wiele rzeczy można ująć na taśmie filmowej ale niektóre są niemożliwe bez specjalnego sprzętu. Kiedy byliśmy nad Grand Canyon, próbowałem ustawić dziewczyny, żeby złapać je i całość kanionu. Było to niemożliwe. I wtedy zauważyłem jak obok mnie facet miał drona i pięknie robił sobie zdjęcia i film, tak właśnie jak ja próbowałem. Przez długi czas decydowałem się i wreszcie postanowiłem dostać tą zabawkę. 
    Miałem ją już kilka tygodni, ale nie miałem możliwości wypróbowania. Okazuje się, że nie jest to takie łatwe. Jest tam wiele funkcji i wiele niezrozumiałych. Naczytałem się, namęczyłem i wreszcie chciałem wypróbować, ale i to stało się niemożliwe. Po prostu przez pogodę. Cały czas bardzo wiało.
    Dzisiaj wyszedłem na pierwszy lot. I ponownie, okazało się to trudne. Włączało mi się wiele światełek. Kalibrowanie kompasu, kamery i wielu innych funkcji to ból głowy. I wreszcie wystartowałem. Niestety kilka minut i wleciałem w drzewo. Nie miałem włączonych sensorów, które miały wyczuć przeszkody i zatrzymać drone. Spadł on na ziemię i dalej się kręcił. Bałem się, że go stracę i chciałem natychmiast podnieść. Jedno ze śmigieł przecięło mi głęboko palec. Dopiero po chwili go wyłączyłem, ale dwa śmigła rozpadły się na kawałki. Na szczęście to jedyna szkoda. Miałem też zapasowe. 
      Po wymianie i sprawdzeniu sprzętu wyleciałem jeszcze raz, tym razem na zewnątrz domu.
Film nie jest ważny. To po prostu próba latania i to bardzo ostrożna, bo trochę się bałem. Nauczenie się sprawnego latania i kontrolowania kamery musi potrwać. Fajna jest jakość filmu. Pierwszej klasy. Tutaj wkładam przerobione na gorszą, bo blog mój nie pozwala na film dużej wielkości.  



Thursday, February 22, 2018

Action Park

    Codziennie w czasie przerwy na lunch, siedzimy przy stole i w czasie posiłku rozmawiamy na przeróżne, nawet najgłupsze tematy, omijając problemy w pracy. Kilka dni temu, ktoś wspomniał o Action Park i przypomniały mi się czasy tego zwariowanego parku wodnego, znajdującego się godzinę od miejsca w którym mieszakam.
      Były to lata osiemdziesiąte. Tak bardzo różniące się od tych obecnych. Każdy dbał o siebie. Nikt nikogo nie sądził. Jeśli coś się przydarzyło to przyjmował to za swój błąd, brak szczęścia albo o pech. I życie się dalej toczyło. Action Park uznany był w pewnym okresie za najbardziej niebezpieczny ze wszystkich podobnych. Muszę przyznać, że było w tym dużo racji. Widziałem na własne oczy kilka wypadków i sam zresztą brałem w tym udział. Ale wtedy, nikt na to nie zwracał uwagi. My mieliśmy zabawę wartą tego ryzyka. Bawiliśmy się naprawdę świetnie. Dzisiaj więc wspomnę coś o tym miejscu. Niestety nie wiem gdzie jest mój jedyny film z Action Park. Wiem że miałem nagranych kilka zjazdów, ale to jeszcze na starych taśmach VHS i musiałem go gdzieś zagubić.
      Było tam niesamowicie dużo różnych atrakcji. Wszystkie związane były z wodą, oprócz jednego. Najlepiej porównać to do zjazdów saneczkami na lodowych torach. Tylko tu tory zrobione były z betonu. Siadało się na płaskiej desce na kółkach. Z przodu była rączka, którą można było pociągnać do siebie i wtedy dodatkowe małe kółka umieszczone pod nią, podnosiły deskę z przodu co powodowało hamowanie. W większości wypadków to działało. Ale nie u mnie i wielu innych. Tego dnia, był ze mną Leszek Okołotowicz. Ja wyjechałem pierwszy. Natychmiast rozpędziłem się do dużej szybkości i się trochę przestraszyłem. Zacząłem hamować. Niestety. Kółka pod deską okazały się uszkodzone. W chwili podnoszenia, wózek tracił kontrolę. Jechał raz w lewo, raz w prawo. Było blisko do wypadnięcia z toru. Nie miałem innej możliwości tylko przestać hamować. Nie pomogło to dużo bo doszedłem do takiej szybkości, że na zakręcie wyleciałem w powietrze. Przefrunłem kilka, kilkanaście metrów i spadłem po drugiej stronie na te tory. Byłem w krótkim rękawie i upadłem na prawe ramie. Od barku do łokcia, skóra została starta  jak papierem ściernym. Pozbierałem się jakoś. Zakrwawiony, wziąłem wózek i ponownie wróciłem na tor. Musiałem się jakoś dostać na dół. Tym razem jechałem cały czas na hamulcu. Na dole stało pełno ludzi w kolejce. Kiedy mnie zobaczyli, połowa zrezygnowała z zabawy. Tam opatrzyli mi ranę i wróciliśmy do domu. Nie mam swojego filmu, ale mam inny z tego samemgo miejsca. Chłopak ten ma więcej szczęścia niż ja. Nic mu się nie stało, bo jego fruwanie, było trochę łagodniejsze, ale obrazuje to co mi się przydarzyło.

     Kamikaze był tym z którego było najtrudniej wystartować. Przerażał. Wspinało się po schodach wiele pięter, stawało na górze, patrzyło w dół na pionowy spad i wielu wracało po schodach bez próby zjazdu. Inaczej wygląda to z boku a inaczej, kiedy stoi się na górze. Na tym zjeździe, kolega Janek, złamał palec u nogi. Zabawą nie był tylko sam zjazd, ale oglądanie innych. Kiedy wchodziło się na górę, były ostrzeżenia, żeby dziewczyny nie zjeżdżały w dwu częściowym kostiumie. A my liczyliśmy na to, że one na to nie zwrócą uwagi. I nieraz nie zwracały. Kiedy więc staliśmy na dole, wiele z nich mogliśmy oglądać tylko w majteczkach. Nie mogły się też zasłaniać, bo jak się leci w takim pędzie to nikt nawet nie myśli o biustonoszu, tylko o tym czy przeżyje. Tu jest ten zjazd.

     Było kilka moich ulubionych. Pierwszy to zjazd, na małych materacach zrobionych z pianki. Żeby nie opisywać wszystkiego, najpierw film.

    Ja miałem świetną zabawę a powodem tego była moja waga. Im cięższy człowiek, tym szybciej leci. Na końcu zjazu, stworzono zagłębienie, gdzie było dużo wody. Zastępowało to hamulce. Ale ja byłem jak ten płaski kamień którym rzucamy po wodzie i odbija się jak „kaczka”. Przelatywałem przez to bez możliwości zatrzymania i lądowałem na dużej ścianie z gumy i okrzykami tłumu, który ogląda to z pobliskiego tarasu.

   Drugi ulubiony zjazd nazwanany Colorado River. I znów filmik. 

   Ten był stosunkowo bezpieczny ale bardzo dużo zabawy, szczególnie kiedy zjeżdżało nas wielu i zawsze ktoś, coś wydziwił.
Tarzan. 
Sam skok do wody był już straszny ale najgorsze było samo lądowanie. I nie dlatego że z wysoka ale z powodu temperatury wody. Było to źródło i woda zawsze była bardzo zimna. Kiedy czekało się na swój skok, stało się w pełnym słońcu, więc ciało nagrzane a lądowało się w lodowatej wodzie.

     Przelot przez rury. Wskakiwało się w taką rurę, która częściowo szła pod ziemią, więc zjazd był w pełnej ciemności. Na końcu pojawiał się punkt światła i po chwili wypadało się z niej jak kula armatnia i znów do tej lodowatej wody. 



Później dodano do tej rury pętlę.  Zdarzało się, że ktoś, kto nie leciał zbyt szybko, zatrzymywał się na jej górze i nie potrafił z tego wyjść. Na szczęście był przepis, że nikt nie może rozpocząć zjazdu przed zobaczeniem poprzedniego, wylatującego z rury.


     Następnym niebezpiecznym miejscem był basen z falami. Są one na całym świecie ale w Action Park, bardzo mało uwagi zwracano na bezpieczeństwo. Fale były olbrzymie. Nie zawsze takie same, więc nieraz można było się dostać do tych niebezpiecznych. Chyba zależało to od tego co je kontorlował. Dużo wypadków było przy samym wyjściu. Wchodzilł się po płaskim, coraz głębiej, aż do chwili, kiedy traciło się dno. Wyjść można było także po drabinkach. Ale ludzie zapominali o niebezpieczeństwie fal. Zaczynali wchodzić kiedy byli na górze fali. Łapali się drabinki a tu woda się wycofała. Po chwili przerażeni tracili balans i wisieli trzymając się rękoma tej drabinki. Woda wracała bardzo gwałtownie i odrywała ich od niej. Wpadali więc pod fale. Jeśli się nie mylę, to właśnie wypadek śmiertelny z tego miejsca spowodował zmknięcie parku.

    Było jeszcze dziesiątki innych atrakcji. Wszystkie wspaniałe. Szkoda, że wszystko tak się zmieniło i już nie można tak szaleć. Wiem, bezpieczeństwo. To ma sens. A jednak! Nie miał bym nic przeciwko powrocie do tych czasów!!
Podobno park jest ponownie otworzony. Wszystko jest już bardzo dobrze zabezpieczone. Ale wiele z nich jest podobnych do tych starych. Brakuje może tego dreszczyka niebezpieczenstwa ale dalej można sie pobawić i przestraszyć. 

Sunday, February 18, 2018

Stracone złudzenia

   A już myślałem że blisko wiosna. Dzisiaj obudziłem się i to jest za oknem.



Wednesday, February 14, 2018

Happy Valentine's Day

     Happy Valentine’s Day. Za moich czasów w polsce takiego święta nie było i nie jestem pewien jak się prawidłowo składa życzenia. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia ...? Szcześliwych Valentynek? Nic tak naprawdę nie pasuje.
    U mnie prosto, żonie kwiaty. Dostanie je po pracy, powie coś takiego O dziekuję bardzo i wszyscy zajmą się swoją robotą. Im większy bukiet tym głośniejsze O ale ostatnio coraz cichsze. Córce zrobiłem kartkę na ten dzień.



      Dzisiaj kontynuacja pokazywania czystej głupoty liberałów i jak głęboka i nieuleczalna jest choroba, którą oni szerzą.
     W jedenj ze szkół Nowego Jorku, na Staten Island co roku odbywała się zabawa Ojciec - Córka Taniec. W tym roku została odwołana przez dyrektora szkoły. Jaki był tego powód? Ostatnio coraz więcej uwagi zwraca sie na 0.01 procenta społeczności i twierdzi się że to dla równouprawnienia. I 99.99 procent musi się do tego dostosować. Kiedy rodzi się dziecko, (nie wiem jak ktoś może zadecydować) rodzice mogą zaznaczyć ze dziecko jest płci X. Czyli ani dziewczynka ani chłopiec. Bo dziecko będzie miało czas na zdecydowanie się kim chce być. A może pozostać na przykład homoseksualistą. I właśnie z tego powodu nie będzie tej zabawy, bo idioci twierdzą, że Ojciec - Córka jest dyskryminacją dla grupy X. Czyli nie wiadomo co! Może gdyby nazwa zabawy byłaby Taniec Ojciec - córka, syn, niewiadomo co, to wtedy byłoby ok ją przeprowadzić!!!
     W sądzie jest kilka spraw o dyskryminację. To znów w Nowym Jorku. Sprawa założona jest o 10 milionów dolarów. Trzech pracowników, kierowca autobusu, pracownik sanitarny i pracownik Szpitala Staten Island University uważają, że pokrzywdzono ich wyrzucając ich z pracy. Powód wyrzucenia? Złapano ich kilka razy jak zamiast pracować po prostu spali.
    To bez serca ludzie tak ich potraktowali. A przecież to nie jest ich wina że sa bardzo grubi i z tym wiąże się potrzeba częstego snu. Niestety nie wystarcza im reszty dnia, więc zasypiają często w pracy. No kurwa mać! To teraz nie będę nawet mógł zwrócic uwagi takiemu. Przyśnie sobie a ja będę czekał przy nim kiedy się obudzi, bo jak go obudzę za wcześnie to mnie zasądzi o dyskryminację?!
   Kilka dni temu, dowiedziałem się i wszyscy inni, że nie tylko ludzie (republikanie) są rasistami ale nawet rzeczy martwe. Na przykład monety. Amerykańscy sportowcy wybierali między sobą tego, kto ma ponieść flagę na zimowej olimpiadzie. Wyszło na to, że głosy rozłożyły się dokładnie na dwie osoby. Saneczkarkę Hamlin i łyżwiarza Shani Davis. Już przed głosowaniem, ustalone było, że gdyby coś takiego się stało to o losie zadecyduje moneta. Rzucono ją i wypadło na Hamlin. I tutaj okazuje się że rasistowska moneta zrobiła to złośliwie. Shani Davis jest czarny. Oburzony, narzekał i skałdał skargi, że jest to niesprawiedliwe i on jest poszkodowany. Ciekaw jestem, czy zdaje sobie sprawę, że gdyby stało się odwrotnie, to moneta ponownie została by oskarżona o dyskryminację, bo nie wybrała kobiety! Liberałowie muszą się trochę napracować i stworzyć listę ważności. Kto jest u nich pierwszy. Czarny, hiszpańskiego pochodzenia, kobieta, homoseksualista czy na przykład nieleglany imigrant. To by był cyrk, gdyby pięciu takich walczyło o dostanie się na jakieś stanowisko. Kogo tu wybrać?
     Na prawdę nie trzeba szukać głęboko, żeby znaleźć dziesiątki, setki takich sytuacji. Nie wiem jak można poważnie dyskutować na takie tematy z demokratami. A tak naprawdę, to nie można, bo w większości nie mają argumentów, rzucają tylko sloganami, to nie ma nic do rzeczy, nie masz serca, jesteś nieludzki, jesteś faszystą, etc, etc. Na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka. W Nowojorskich więzieniach, przebywający tam mają otrzymać za darmo tablety z połączeniem do internetu. Co niesłusznie? Dlaczego? Przecież większość więźniów to tylko przypadki albo brak szczęścia. Nie oglądacie filmów? Na przykład Shawshank Redemption( zresztą jeden z najlepszych filmów jakie oglądałem) ale w tym filmie każdy więzień, morderca to dobry człowiek, nawet bardzo dobry. Znaleźli się tam przez przypadki albo błędy systemu. No więc tak też trzeba ich traktować. Teraz będą mogli mieć kontakt ze społeczeństwem, facebook i jak po trzydziestu latach wyjdą z więzienia to ten właśnie tablet pozwoli im wrócić do naszej rzeczywistości i przeżyć produktywnie resztę swojego życia.
A jak ja byłem mały to historie zaczynały się od, Dawno, dawno temu w dalekim kraju, żył sobie......  
       Czy w przyszłości będzie jeszcze gorzej? Czy to się kiedyś odwróci? Czy jesteśmy po prostu skazani na życie w tej farsie do końca? 

Monday, February 12, 2018

Photoshop

    Weekend upłynął spokojnie. Mogę się przyznać, że tym razem większość czasu to odpoczynek. Ponieważ przyzwyczajony do ciągłych zajęć, nauczyłem się robić kilka rzeczy na raz i nawet przy odpoczynku to robię. W moim prywatnym pokoju mam cały sprzęt elektroniczny. Mój komputer ma dwa ekrany na których mogę pracować jednocześnie i jescze jeden, który służy za telewizję. Zaczęła się zimowa olimpiada i ja też włączyłem się w ogladąnie wiekszości zmagań sportowców. Nie chcę wspominać o naszym rozgoryczeniu po przegranej Polaków w skokach narciarskich. Mógłbym się wyciągnąć w pokoju wypoczynkowym i tam wszystko oglądać, ale jak powiedziałem, u mnie w pokoju, moge robić coś dodatkowo.
    Tak natchnęło mnie i postanowiłem spróbować stworzyć nowe fotografie z moich wakacji. Oczywiście znaczy to, przeróbka starych na słynnym photoshop. W telewizji oglądam sport a jak nic ciekawego się nie dzieje to przerabiam te fotki. Co z tego wyszło?
      Pierwsze ze zdjęć to afrykańskie safari. Na poniższym zdjęciu widać wynik tej pracy.

     Nie będę opisywał dokładnie jak to zrobione ale wspomnę że ja jestem z innego zdjęcia, tło to jezioro w Botswanie. Każde ze zwierząt pochodzi z innych zdjęć. Oczywiście dodany do tego podkład pokoju, powiesiłem na ścianie ramę obrazu i na końcu stworzyłem wodospad, wygladający jakby woda przelewała się z tego zdjęcia.
       Drugie to z wakacji w Hawajach. Zdjęcie orginalne, tylko że musiałem wyciąć siebie ze zdjęcia, bo stałem prawie na środku i nie mogłem zmieścić innych rzeczy. Przesunąłem siebie, a to puste miejsce po mojej osobie, zamalowałem trawą i ziemią. Z wulkanu powiekszyłem ilość dymu i dołożyłem kawałek ziemi wyciętej z orginalnego zdjęcia a przerobionego trochę, żeby wyglądało jak mała wysepka. Tak jakby ta część została wyrwana z ziemi przez wybuch. Na koniec dodałem zwierzęta i drzewa.
  


    To jest z pobytu w Arizonie. Ale tak naprawdę to tylko kajak z dziewczynami. Reszta to z dziesięciu różnych zdjęć. Butelka, piasek,wyspa, ocean, niebo, fale. Każdy z tych elementów przyszedł z innej fotki. Potem to trzeba wszystko złożyć, pozmieniać kolory, żeby do siebie pasowały, zlikwidować połączenia między szczegółami a wszystko to, żeby wyglądało to w miarę naturalnie. Jeżeli coś takiego można nazwać naturalnym. 



     Ostatnie to juz zrobione wcześniej. Zdjęcie z imprezy Halloween z 2009 roku, gdzie przebrany byłem za kaczkę. Wszyscy uważali że za kurczaka. Zabawiłem się ponownie w stworzenie portretu z tej imprezy.

Czy Wiesi z 2012 roku.



Friday, February 9, 2018

Planowanie wakacji

     Dalej zimno i to wszystko na temat pogody!
Jedyną dobrą rzeczą w tym okresie roku jest czas który spędzam nad planowaniem wakacji na ten rok. Większość turystów idzie po prostu do agencji i zdaje się na łaskę pracowników, co mu podadzą na jadłospisie. Wybierają tylko miejsce pobytu. U mnie wygląda to trochę inaczej. Pierwsza rzecz to wybranie kraju. Następnie tworzę listę miejsc, które chciałbym zobaczyć. Jest ich zawsze duża liczba. Dlatego robię mapę kraju i zaznaczam te wszystkie lokalizacje. Potem sprawdzam odległosci i możliwości przenoszenia się. Po tej analizie wiem, że nie będę w stanie zobaczyć wszystkiego i eliminuję te do których trudno byłoby się dostać a nie są aż tak ważne. Tak powstaje pierwszy plan mojej podróży. To przekazuję do agencji a oni znajdują agenta w danym kraju, który planuje całą wycieczkę. Po jakimś czasie otrzymuję ich ofertę. Nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żeby wszystko mi odpowiadało i wtedy zaczynają się dyskusje i zmiany. Jedno jest pewne, że pierwsze ich propozycje wypełnione są drobiazgami, które sprzedają przeciętnym turystom. Wejścia do muzeów. I nie mówię tu o czymś ciekawym. Zaprowadzają Cię do fabryki z dywanami, gdzie mają także olbrzymi sklep, co nazywają muzeum i tam probują Ci wcisnąć coś do kupienia. Początkowo nabierałem się na te ich atrakcje. Oni dostają pieniądze za sprowadzanie tam turystów. Unikam też na ile można przejazdów w dużej grupie, bo to zawsze jakiś problem.
       Tak więc, po wielu rozmowach dochodzi do zatwierdzenia planu. Niestety, często muszę zrezygnować z niektórych rzeczy, bo nie jest się w stanie tego połączyć. Może być nie po drodze, nieraz trzeba brać dodatkowy samolot i inne problemy. Ale w większości jest to co ja sobie wybrałem.
     My różnimy się trochę od innych turystów. Na przykład nie interesuje mnie zwiedzanie dużych miast. Na przykład  Dubai. Gdybym miał dużo lat przed sobą, to oczywiście nie miał bym nic przeciwko temu ale wolę oglądać naturę, przebywać na safari, odwiedzać miejsca w których ludzie żyją jak za dawnych czasów, ogladać zabytki ważne dla naszej historii, etc.
     Moje plany zależą też od Wieśki i Elaine. Nieraz nie są w stanie lecieć ze mną, wtedy wyjeżdżam z Marianem i wybieram inne miejsca niż z moją rodziną. W tym roku, wygląda na to że polecimy razem, kierunek jest więc na Boliwię. Wielu natychmiast mi się pyta a gdzie to jest i po co tam?
Wymienię tu kilka miejsc, ktore muszę zobaczyć. Nie będę tego opisywał, bo zrobię to jak nasze plany dojdą do skutku. Jezioro Titicaca i pływające wioski.



Wyschnięte słone jezioro.  Salar de Uyuni.





Dolina Księżyca



Narodowy Park Madidi





Park Narodowy Andyjskiej Fauny - Eduardo Avaora



Jest jeszcze wiele innych miejsc ale to już w relacjach z podróży, jeśli dojdzie do skutku.