Friday, November 10, 2017

Zima

Pogoda rozpieszczała nas do ostatniego tygodnia. Niestety skończyło się i to bardzo gwałtownie. W ciągu kilku dni temperatury spadły i od dwóch nocy jest poniżej zera. Najgorsze, że w dzień są bardzo silne, zimne wiatry. Praca na wysokościach pogarsza tą sytuację, bo nie ma się za czym schować. Wiatr przenika przez każdy ciuch i ciężko to znieść. Nawet mój tłuszcz, tak pięlęgnowany i rozbudowany dużo nie pomaga. 
    Wiek też robi swoje. Dawniej, potrafiłem znosić minusowe temperatury bez wielkiego wysiłku. Teraz wolałbym siedzieć przy gorącym piecu.
    Zostając przy moim wieku. Co jest najgorszym wrogiem starszych ludzi? .......  LUSTRA!  Nawet zdjęcia nie są takie złe. Człowiek się jakoś ubieże, wyczyści i jakoś wygląda. Ale kiedy wieczorem kładzie się spać, rozbierze, pójdzie do łazienki, stanie przed umywalką i przypadkowo spojrzy w lustro! O kurwa! Cała radość z dobrze spędzonego dnia znika w sekundę. I pamietając młodość, z przykrością przyglądasz sie temu, temu, cokolwiek to jest i z opuszczoną głową i kładziesz się do łóżka z nadzieją szybkiego zaśnięcia.
      Kiedy mówimy o zimnie. Myślę, że bezdomni mają trochę więcej problemu niż my. Chociaż powypychani są papierami, szmatami, musi być to nieprzyjemny dla nich okres. W dzielnicy w której pracuję, znaleźć ich można setki. Nawet na mojej budowie. Nie możemy ich przeganiać, bo takie jest prawo. Zmienili je kilkanaście lat temu, kiedy szef budowy powiedział jednemu z nich, że musi opuścić miejsce gdzie oni pracowali. Bezdomny wyciągnął pistolet i go zastrzelil.
   Mieszkają w różnych miejscach. Jeden z nich ma dom zrobiony na naszych metalowych platformach wiszących pod autostradą, chroniących samochody i pieszych na ulicach, poniżej drogi. To jest jego miejsce.



  Inny ma chatę między moimi barykadami i ciężarowkami na placu budowy.




  Widząc takie rzeczy, zdajemy sobie sprawę, że nie jest źle. Mogłoby być dużo gorzej!

Thursday, November 9, 2017

Greenpoint

  
   Kilka dni temu odwiedziłem nasz stary polski Greenpoint. Wszyscy znają tą dzielnicę jako Małą Polskę. Od wielu lat było to największe skupisko Polskiej Imigracji. Znajduje się ona w dzielnicy Brooklyn. Na granicy z Queens i przy rzece East River, oddzielajacej Greenpoint od Manhattanu. 


Tutaj można znaleźć prawie wszystko co jest dostępne na polskim rynku. 
    Zaczynając od restauracji. Niestety nigdy nie było tu żadnej o wielkiej klasie. Takiej, gdzie wszyscy chcieli by raz być. Rosjanie mają takie, Włosi, Irlandczycy i dużo innych narodowości. My mamy tylko dobrej jakości, bardzo dobrego jedzenia ale bez żadnego splendoru.
    Natomiast jadłodalnie, stołówki, restauracje szybkiej obsługi są na każdej ulicy.


  Najczęściej odwiedzanymi sklepami, nie tylko przez Polaków, są masarnie. Sklepy z wędlinami przyciagają tłumy i nie radził bym nikomu próbować robić tu zakupy dzień przed ważnymi świętami. Kolejki są jak w dawnej Polsce. A jeszcze gorzej jest z parkingiem. Nieraz jeździłem pół godziny w okolicy i nie mogłem znaleźć jednego wolnego miejsca. To właśnie dla tych sklepów, najczęściej sie tam zjawiałem. Mieli i jeszcze mają wspaniałe wyroby. Najwięcej odpowiadał mi sklep Mazur i innym w pobliżu, Kiszka.


     W dzielnicy tej są polskie delikatesy. Można tu znaleźć nawet takie produkty jak polska mąka, cukier, masło, makarony, herbaty i wszystko inne. Nieraz zastanawiałem się, dlaczego ludzie wolą kupować polską mąkę zamiast amerykańskiej? Dwa powody. Pierwszy to ceny. Dużo niższe od tutejszych. Drugi, to już z doświadczenia po naszej mamie. Nieraz, będąc u nas, próbowała coś upiec, ugotować na amerykanskich produktach i często jej nie wychodziło. Szczególnie ciasta. Robiąc to w Polsce, gotowała z doświadczenia. Miała dosypać tyle cukru, tyle soli, tyle mąki. Tutaj jednak wszystko jest inne. Sól inaczej słona, mąka też inna i ciasta nie wychodziły. Dlatego Polki, wolą używać polskie produkty. 
     Są tutaj także Polskie Banki, agencje turystyczne, apteki, etc. 



Oczywiście nie zapomnijmy o kościołach. Jednym z nich jest historyczny, Stanisława Kostki.


    Greenpoint to najważniejsza Manhattan Ave i inne ulice, które ją przecinają. 




Dzielnica mieszkalna, wokół tych głównych ulic nie jest zbyt ciekawa. W większości to dom przy domie. 


    Mają one z tyłu malenkie działki, to wszystko. Polacy jednak lubią to miejsce. Czują się jak u siebie. Wielu mieszka tu z powodu pracy i braku potrzeby nauczenia się języka angielskiego. Nie byłoby więc zaskoczeniem, spytania się kogoś na ulicy o znalezienie jakiegoś miejsca i braku odpowiedzi. Po prostu nie mówią w tutejszym języku.
     Inna przykra rzecz to alkoholizm. Często można spotkać upitych, kołyszących się na nogach panów. Są także wypadki śmiertelne. Tak jak tych Polaków, których znalezliśmy na naszej budowie, zamarzniętych na śmierć z pustymi butelkami po wódce.
      Dlaczego zacząłem pisać o Greenpoincie? Zaskoczył mnie widok tego miejsca. Połowa polskich sklepów zniknęła. Jest ich coraz mniej. Polityka miasta jest skierowana na nie dbanie o etniczne grupy. Tak znikają z naszego miasta Małe Włochy i inne dzielnice narodowościowe. Jedynie Chińskie, Koreańskie i Żydowskie dalej się utrzymują.
      Greenpoint przegrał także przez lokalizację. Nieraz myślałem o dziwnym myśleniu mieszkanców Nowego Yorku. Większość chciała mieszkać na Manhattanie. I najdroższe mieszkania, były te z widokami na rzekę i na przykład Greenpoint. A przecież powinno być odwrotnie. I właśnie do takiego wniosku doszli też Ci z pieniędzmi. Zaczęli wykupywać tereny na Queensie, Brooklynie. Tereny nad rzeką. Teraz można kupić sobie mieszkanie w tych budynkach z niesamowitym widokiem na Manhattan. Nie może być nic piękniejszego.
I tak stało się z naszą dzielnicą.
Tak wyglądają plany tych terenów.






   Wyrosło już wiele budynków, ale budowy trwają i powstaje całe nowe miasto. Jest to też powód, że w okolice te zaczynają sprowadzać się bardzo bogaci a oni mają inne wymagania. I nasze polskie sklepy już nie są dla nich taką atrakcją. Wygląda na to, że czas polskiego Greenpointu już się skończył. Trudno powiedzieć jak długo potrwa jego znikanie. Na pewno coś tam pozostanie, ale nie będzie to już ta dzielnica. Prawda, że te nowe budynki są piękne, tereny będą zadbane i luksusowe. Szkoda jednak że to stare ginie. 

Tuesday, November 7, 2017

Trochę o wszystkim

    Trudno jest zaczynać dzień od przesiadywania w korkach. Niestety ostatnio bardzo często się to zdarza.  Wyjeżdżając z domu biorę najpierw Palisade Parkway i tu nie ma nigdy problemu. Przed wjazdem na most Washingtona zatrzymuję się na stacji benzynowej, żeby kupić kawę i gazetę. W tym miejscu już wiem, słuchając radia, że coś się dzieje na drogach. Tak jak dzisiaj. Wypadek dwóch ciężarówek zablokował autostradę przed mostem. Udało mi się dojechać na mostek, nad wjazdem do Washingtona i tam już przesiedziałem pół godziny. Mogłem tylko oglądać wschód słońca i nieruszające się samochody na głównym moście.



Później w żłówim tempie dobiłem do pracy. Normalne 10 minut zamieniło się w godzinę. Chociaż mamy autostrady w każdym dowolnym kierunku, nie zawsze to nam pomaga. Bez korków można tu dojechać do kazdego celu w krótkim czasie. Niestety, prawie za każdym razem, gdzieś będzie jakaś kraksa, jakiś zepsuty samochód i jazdy stają się męczarnią.

    Wczoraj przy moim biurze zauważyłem dziwny samochód. Zainteresował mnie nie tylko wyglądem, ale  dziwną osobą siedzącą za kierownicą. Z daleka nie widziałem kto. Podjechałem bliżej i okazało się że to pies a razem z nim dwa koty. Tablice samochodu były ze stanu Michigan. Z tyłu, stał trzydziestoletni chłopak. Spytałem, kto prowadzi samochód, pies czy koty. Powiedział, że się zmieniają. Po rozmowie okazało się, że on tak żyje. To jest jego dom. Z tyłu jest sypialnia i kuchnia. Jeździ tak po całych Stanach. Jest muzykiem i zarabia gdzie może. Chociaż jest to zwariowany tryb życia ale nie jestem pewien kto ma wiecej przyjemności. Ja, mając pracę, ładny dom, rodzinę? Czy on nie mając nic. Na pewno jego życie jest łatwiejsze. 



    W pracy dalej kocioł. Mam za zadanie skończenia trzy miesięcznej pracy w ciągu trzech tygodni. Są dni, jak wczorajszy, kiedy nic nie wychodzi i stoję bezradny, bez żadnych pomysłów i wydaje mi się że przegrałem tą bitwę. Później ogarnięcie się, kawa, paieros (vapor), nowy pomysł i powrót do walki. Nie zamierzam dać satysfakcji mojemu szefowi, że temu nie podołam!
     W domu skończyłem sprzątanie po imprezie i teraz pracuję nad portretami moich przyjaciół z tej zabawy. Mam niestety problem z komputerem. Już dwa razy po wyłączeniu nie chciał się uruchomić. Zajęło mi dużo czasu na jego ponowny start. Mam jednka duże obawy, że następnym razem mi się to nie uda. Gdyby tak się stało to byłoby to dużym problemem. Komputer mógłbym odbudować, ale starciłbym wszystkie programy. Na niektóre mam wykupioną licencję i nie można ich załadować na następny komputer, dopóki nie zdejmie je się z poprzedniego. A jak by on po prostu zniknął, to tracę licencję i muszę kupić nową. A to kosztuje olbrzymie pieniądze. Zdecydowałem się więc, że lepiej zainwestować w nowy. I tak był już czas na szybszy i nowszy. Teraz czekam na jego dostarczenie a później zabawa w przełożeniu wszystkiego ze starego do nowego. Duża praca. Ale ja to lubię, więc jedynym problemem jest znalezienie czasu na to wszystko.
      Muszę także załatwić coś na sylwestra, bo już czas. Nie mamy zabawy, więc chyba pojedziemy na narty. Trzeba coś szybko postanowić.

Wednesday, November 1, 2017

Terroryzm w Nowym Jorku

      Już chyba wszyscy wiedzą o następnym terrorystycznym ataku w Nowym Jorku. Po wypadkach w Europie, pojawiła się nowa forma, wpadania w tłum samochodem. O tyle niebezpieczna, że nie jest się w stanie temu zapobiec. Każdy może złapać samochód i wjechać w miejsce pełne ludzi. Jedyną metodą obrony jest śledzenie muzułmanów i miejsc w których się spotykają, czyli ich meczetów. Jest udowodnione, że wiele z nich wykorzystywanych jest to siania nienawiści. Chociaż opinia w Stanach dużo się zmieniła i coraz więcej ludzi z tym się zgadza, są grupy, które powtarzają tą samą litanię. Jak można robić to przeciwko jednej religii. W każdej innej znajdują się ludzie którzy nienawidzą innych. Są też grupy białych ekstermistów i inne organizacje. Tak to prawda, ale nie istnieje żadna religia na świecie, która na codzień morduje ludzi. O większosci wypadków nawet nie słyszymy, bo kogo tu obchodzi że zginęło dwadzieścia osób na przykład w Mali. Ci którzy wygłaszają te liberalne bzdury, nie myślą nawet o ludziach którzy giną i ich rodzinach. Chciałoby się powiedzieć, że byłoby sprawiedliwie, żeby w następnym terrorystycznym ataku zanlazły się ich rodziny. Ciekaw jestem jakie byłoby ich zdanie po takich wypadkach.
     Wiadomo, że w naszym mieście, większość ludzi spacerujących po ulicach to turyści. I tak w tym wypadku, Ci co zginęli nie są z Nowego Jorku. Chyba pięciu z Argentyny i jeden z Belgii.
Drugi raz jestem jakoś związany z miejscami tych aktów. W pierwszym byłem uczestnikiem akcji ratunkowej. Teraz zdarzyło się to w miejscu, które zbudowałem. Ta droga dla pieszych i rowerów była częścią mojej budowy West Side Highway.


Ścieżka jest odgrodzona od autostrady dużymi kwietnikami z kamienia. Jest tam jednak dużo przerw, dla możliwości dojazdu pojazdów policji, sanitarnych, etc. Tak dostał się tam ten samochód. Reszta to już makabra.



Przejechał tak kilka ulic. Na koniec po zderzeniu sie z autobusem szkolnym, wyskoczył z ciężarówki i trzymając w dłoni pistolet (okazało się że to tylko broń pneumatyczna), wykrzykując allahu akbar!


Chciał być zastrzelony. Nie spelniły się jego marzenia, bo policjant, postrzelił go w nogę i w tej chwili jest w areszcie. 

     Jeszcze jedna ciekawa wiadomość z Nowego Jorku. Nasz burmistrz, komunista wystąpił z wspaniałą ideą. Jeżeli więźniowie w aresztach będą się zachowywali poprawnie, będą dostawali na lunch pizzę. Logiczne, nie? Poprawi to morale wśród więźniów i poprawi ich zachowanie. A ja mam inny pomysł. Jeśli nie będą zachowywać się poprawnie, nie dostaną tego dnia jedzenia! To jest do cholery więzienie. Co to oznacza że będą się tak zachowywać lub inaczej. Siedzą tam bo kogoś zamordowali lub zgwałcili. Nie ma takich opcji, że oni mogą się zachowywać inaczej niż tak jak im nakazują regulaminy więzienia. Koniec i kropka!
To można też wprowadzić w szkołach. Jak dzieci będą grzeczne to dostaną różne nagrody. A nie jak teraz.  Jak jest niegrzeczny to wzywają rodziców, lub dostaje niedostateczny z zachowania i nie przechodzą do następnej klasy! 
    Sorry, ale Ci demokraci, potrafią obrócić do góry nogami każdą rzecz, która wpadnie im w ręce.
   Ach. Na kogo oni głosują? Jedno ze zdjęć. Nazwisko na transparencie to nasz burmistrz.



Sunday, October 29, 2017

Zabawa Halloween

  Za bardzo jestem zmęczony, żeby dzisiaj coś pisać. Wspomnę tylko że zabawa Halloweenowa bardzo się udała. Kilka osób nie dopisało w ostatniej minucie i było nas 30 osób. Dawno tak wszyscy się nie bawili. Wyszli o trzeciej rano. Na sali tanecznej było zawsze dużo osób. Trzeba dodać, że większość osób jest już po sześćdziesiątce albo w pobliżu. Nie widać tego było na tej zabawie.
   Oczywiście zdjęcia będą później. Dzisiaj tylko kilka. Zdjęcie grupowe.

 


Tak wyglądała nasza trójka i chłopak Elaine.


Sunday, October 22, 2017

Dekorowanie mieszkania



Po pracy w piątek, coś przeszkadzało mi w przełyku. Już kiedy kładłem się spać, wiedziałem że to jakaś choroba. Nie spałem całą noc bo nawet ślinę trudno było przełnąć bez bólu. Na szczęście miałem taki lek w spriskiwaczu. Najważniejsze, że on znieczula te miejsca. Trochę to pomagało. Niestety. Przyszła sobota nie miałem możliwości odpocząć. Trzeba skończyć przygotowania na zabawe halloweenową. I tak minął ten dzień.
    Nie wiem co mi jest, ale do lekarza nie warto iść, bo wiem co powie. To jest wirus. Nic nie można na to poradzić, trzeba przeczekać. I na koniec liczy 300 dolarów za wizytę.
    Dalej nie moge zrozumieć zafascynowanie ludzi lekarzami. Ja wiem że oni pomagają nam w przetrwaniu chorób. Ale to wszystko napuszone pawie. To nie Ci co znamy z dawnych lat, dbający on nas przez całe życie. Zachwycający się sobą na codzień. Jedyni którzy zwracają uwagę, kiedy nie zwróci się do nich z tytułem. Pan doktor Szumański. Ja chodziłem do więcej szkół niż oni i nikt nie będzie mi tytulował pan inżynier Szumański. Do tego ja muszę wykonać swój zawód prawidłowo, bo inaczej wyleją mnie na zbity pysk. A Ci tylko powtarzają, że nic nie mogą pomóc. Albo dają każdemu ten sam antybiotyk. A z ta ich ważnością? Gdyby nie było rolników to byśmy zmarli z głodu i lekarze wcale nie byli by nam potrzebni. Jak ich mamy tytułowac? I setki innych przykładów.

    Myślę że Wy też nieraz szliście do lekarza i po wyczekiwaniu w kolejce przez godzinę i opryskliwym traktowaniu Was, wychodziliście tylko z jedną myślą, że w portfelu ubyło trochę pieniędzy?
     Wyobraźmy sobie, że inny fachowiec zachowuje się podobnie.Przychodzi specjalista do Waszego domu, bo nie działa jeden palnik na kuchni gazowej. Zagląda w to, nawet nie dokładnie i po trzech minutach mówi, że to nic poważnego ale nie wie co. Powtarza że dobrze że trzy inne działają. I żąda za przyjście 300 złotych.
     Albo idziesz do piekarni i prosisz o świeże bułki. Piekarz daje Ci suchy chleb i mówi że to Ci powinno wystarczyć. Dobrze że dostaje Pani chleb, mógłbym wysłać z niczym. Po czym liczy Ci za 30-ci bułek.
    Ale zszedłem z tematu. Po przepracowanej sobocie, znow ciężka noc. Tym razem już z zapchanym nosem i lekkim kaszlem. Dzisiaj wreszcie skończyłem wszystko i mogę trochę odpocząć. Mam jeszcze kilka godzin. 

  Muszę się trochę sam nad sobą wyżalić, bo nie ma nikogo innego. 
   Kilka zdjęć. Może wydawać się, że to samo co w tamtym roku, ale jest dużo zmian. Nawet gdyby było to samo to i tak olbrzymia praca nad wszystkimi szczegółami.
Pokój do zabawy





 Jadalnia



 Korytarz



 

 Biblioteka czyli pokój na relaks i rozmowy



   
   

Wednesday, October 18, 2017

Żółte taksówki


     Jestem trochę podminowany przez sytuację w pracy. Znany jestem z tego, że moje budowy oddawane są w najlepszej jakości. Zawsze o to dbałem. Tym razem się to nie układa. Każda praca wykonana przez nas jest zakończona w prawidłowy sposób ale niestety finałowy produkt należy do mojego podkontraktora. Kiedy kończę budowanie drogi ,nie nadaje się ona do ruchu samochodowego z powodu metody jej budowy. Jest pełna różnych wystających powierzchni, troszeczkę wyżej niż nasz beton.


Na zakończenie wynajmujemy specjalistę, który ma maszyny ścinające całą nawierzchnię na głębokość pół centymetra i końcowy produkt to idealnie gładka powierzchnia.


Tak wyglądaja te maszyny.




    Mieliśmy jednego, który nie był najlepszy i zostali wyrzuceni. Drugi zaczął dobrze i część już otwartej drogi jest odpowiednio wyrównana. Teraz pracuje nad następnym kawałkiem. Nie wiemy co jest tego powodem ale wykonuje to fatalnie. Zamiast płaskiej, równej autostrady mamy katastrofę. Trudno to pokazać na zdjęciach. Są miejsca gdzie maszyny zmieliły drogę o centymetr za głęboko, są inne które są jak fale na morzu. W Afryce były lepsze drogi z piachu. Na tym zdjęciu widać trochę jak to wygląda.




      Moi szefowie ponownie nie reagują i zostawiają to na moich barkach. Podkontraktor nie reaguje, nawet miasto przymykało oczy, bo zależy im na szybkim otwarciu autostrady. Ja nie mogłem na to się zgodzić. Wiem że prędzej czy później ktoś zakwestionuje nasze prace i trzeba beęzie to wszystko naprawiać, co oznacza miliony dolarów. Wreszcie ktoś z miasta nie wytrzymał i zawiadomili mnie że budowa ma być zatrzymana do momentu wyjaśnienia złej jakości i udowodnienia im że może być to naprawione. W tej chwili nie mam pojęcia co nastąpi jutro.

     W dzisiejszej gazecie przeczytałem coś co ponownie potwierdza, moje nieraz wypowiadane uwagi o przesadzie wydawanych regulacji i srania na obywateli. Za każdą ustawą i nowymi przepisami siedzą jakieś duże pieniądze. Ktoś komuś dał w łapę, ktoś na tym zarobi. I to na pewno nie szary obywatel, tylko politycy i inwestorzy.
     Dawno temu jeździłem taksówką. Nowy Jork ma setki przepisów dotyczących żółtych taksówek. Co wolno, co nie wolno robić. Wszystko to ma być dla pewności, że korzystający z nich obywatel nie będzie wykorzystany. Ma to sens. Ograniczona jest także liczba licencji na te taksówki. Jest ich około 13500. Ponieważ liczba ich jest ograniczona, wartość takiej licencji, rosła z roku na rok. Za moich czasów (lata 80-te), można było ją wykupić za 80,000 dolarów. To tylko licencja. Do tego trzeba też dokupić samochód. Dwa lata temu, wartość ich doszła do zwariowanej sumy, 1.3 miliona dolarów. Wielu ludzi pracowało ciężko, żeby to wykupić. Nikt nie ma takiej sumy więc każdy z nich brał pożyczki z banku. Wiekszość nowych właścicieli jest więc zadłużonych. 
     Od kilku lat pojawiło się coś nowego. Uber. Niestety, tutaj miasto zapomniało o właścicelach żółtych taksówek. One dalej podlegają wszystkim przepisom. Na ulicach jeździ specjlana policja, która ma za zadanie ich sprawdzania. Dają bileciki za wszystko co możliwe. Na przykład. Bylłkoniec mojej zmiany. Wysadziłem pasażera i postanowiłem wracać do domu. Włączyłem światło na górze samochodu, co oznacza że już nie pracuję.


 Ruszyłem i natychmiast zostałem zatrzymany przez policję. Dostałem mandat za 200 dolarów, ponieważ nie zablokowałem drzwi. Jest przepis, że jak się nie pracuje, trzeba je zablokować, żeby nikt nie mógł wsiąść do niej.
     Tak więc ci pracujący na żółtych taksówkach muszą z tym wszystkim się zmagać. Ale Uber nie musi. Także nie musi wykupywać żadnej licencji. Nie ma ograniczonej ich ilości. Nie musi zdawać egzaminu ze znajomości miasta, co muszą robić Ci poprzedni. Czyli każdy kto chce pracować na Uber, musi wyslłć aplikację, wziąść swój samochód i jeździć.
     W ciągu jednego roku ceny na medaliony, czyli licencje żółtych taksówek spadły do wartości 150,000 dolarów. Tylko że wielu właścicieli dalej ma dług na milion dolarów. Jak można na to pozwolić? Nikt o tym nie wie. Jak się można domyśleć, ktoś zrobił na tym olbrzymie pieniądze. I znów malutki obywatel zostaje pominięty. Nie dziwię się, że taksówkarze zaczynają sądzić miasto. I na pewno wygrają. Nic wielkiego. Miasto im zapłaci i nasze podatki pójdą w górę. A tych kilku polityków i innych panów zostanie z milionami w kieszeni. 
      Innym problemem tych Uber są kierowcy. Każdy może to robić. Jest ich wszędzie tysiące. Są plagą naszych ulic. Siedzi w nich młodzież, która dostała wczoraj prawo jazdy. Siedzą 80-letnie babcie, ludzie którz ynie potrafią dobrze prowadzić samochodu. Trudno ich ominąć. Zawsze jeżdżą środkami dróg, bo bezpiecznie i bardzo wolno bo szukają klientów. 
Jest też dobra strona w tym całym bałaganie. Podnosisz telefon, gdziekolwiek byś nie był. Naciskasz app Uber. Pokazuje się mapa okolicy w której stoisz. Widać tam wszystkie jeżdżące uber samochody. Wypisujesz gdzie chcesz jechać i w ciągu kilku minut, nawet sekund, podjeżdża do Ciebie jakiesś prywatne auto i dowozi Cię do celu podróży za połowę ceny żółtych taksówek. Fajnie. Nie rozwiazuje to jednak problemu tych co zostali skrzywdzeni.


Monday, October 16, 2017

Pożar w Kaliforni.

   Ostatnio Amerykę nawiedza wiele kataklizmów. Najpierw huragan zniszczył część Florydy, później to samo stało się w Teksasie. Nie dużo później zniszczone zostało Puerto Rico a teraz ogień niszczy Kalifornię. Trwa to już cały tydzień. Dopiero dzisiaj ogłoszono, że strażacy zaczynają mieć kontrolę nad ogniem. Tragiczne jest to, że początek pożaru nie rozpoczął się w jednym miejscu lecz kilku. Nikt nie zna przyczyn. Jedną z teorii jest uderzenie meteorytów, które widziano w tym czasie.


Wiele domów zostało otoczonych przez ogień i ludzie nie mieli gdzie uciekać. Zginęli więc w jednym z najgorszych rodzajów śmierci. 
    Tereny objęte ogniem są olbrzymie. Zawsze oglądamy pożar jednego lub kilku domów i jest to przerażające. Teraz wyobraźcie sobie że całe miasteczko, jak na przykład Golina, spłonęło. Trudno sobie nawet to  zobrazować. A ten pożar objął już 850 kilometrów kwadratowych. To tak jak od Konina do Gniezna długie i Goliny do Konina szerokie. Wszystko spalone.
      






     Ludzie nie mają do czego wrócić. Wielu nie ma gdzie sę udać i mieszkają w namiotach w okolicy. Dzięki pomocy innych mają dostarczane pożywienie i wszystko co im potrzebne na codzień.


Inni wracają do swoich spalonych domów z nadzieją że znajdą coś co przetrwało ten pożar.

Nie wyobrażam sobie jak można znaleźć
się w takiej sytuacji. Jednego dnia, wszystko co posiadaliśmy przestaje istnieć. Odbudować dom można, kupić nowe ubrania także ale rzeczy takie jak zdjęcia, pamiątki, kolekcje zbierane przez całe życie? Tego już się nie da uratować.

     Cały weekend przepracowałem w domu nad wystrojem do nadchodzącej zabawy halloweenowej. Nie ma jeszcze zdjęć bo nie skończyłem. Zejdzie mi na to następny weekend. Ja chciałem zrezygnować z tej zabawy bo bardzo dużo pracy a część ludzi trzeba było prosić o odpowiedź czy przychodzą. Kobiety jednak przegłosowały mnie. Teraz jedna się uczy, druga pracuje nad swoim projektem a ja muszę sam wszystko zrobić. Ta demokracja nawet w domu mnie dobija. Może muszę założyć solidarność i iść na strajk? 
     Myślałem że nie będziemy tego robić, więc nic nie działałem w tym kierunku i zaskoczony muszę robić to w ostatniej chwili. Nawet kostiumy będą na ostatni dzwonek. 
   Przez przypadek wszedłem na Polsat Plus i tam obejrzałem Polacy w Świecie, który leciał tydzień temu. Był to odcinek z Nowego Jorku w którym jadna część była ze mną. To było dwa lata temu w czasie zabawy Halloween. Jak ten czas upływa!