Wednesday, July 6, 2016

Ithaca, Nowy Jork




    4 Lipca to długi weekend. Połączyło się to z odwiezieniem Elaine na Uniwersytet Cornell znajdujący się na północy Stanu Nowy Jork, w mieście Ithaca. Ma ona zostać tam na kilka tygodni, gdzie odbywają się wykłady i nauka jednego z jej przedmiotów.
    Podróż trwała 5 godzin. Za każdym razem, kiedy wyjeżdżamy poza granice  Nowego Jorku, zdaję sobie sprawę, że nasze miasto to nie ta sama Ameryka, którą znajdujemy na zewnątrz. Przejeżdżaliśmy przez wiele mniejszych miasteczek. Każde z nich zaskakiwało domami, stylem mieszkania. Można to też nazwać „biedą” ale w wielu wypadkach muszą tam mieszkać ludzie leniwi i brudni.
     Niektóre z domów wiekiem sięgają setki lat. Rozpadają się zaniedbane. Gdyby je wyremontować, byłyby bardzo ładne. Wiele dalej jest zamieszkanych. Widać, że nikt nie próbował naprawić najdrobniejszej rzeczy przez dziesiątki lat. 




Wokół domów porozrzucany sprzęt i wszystko co mogli zebrać przez te lata. Ruiny starych samochodów, maszyny, traktory, lodówki, pralki, zabawki, etc.
Czasami można spotkać ciekawy sprzęt, jak motocykle czy samochody do ich lokalnych wyścigów. 



    Przelatujemy przez te miejsca bardzo szybko i dobijamy do Ithaca. Miasto bardzo rozlegle, bo większość to domy jednorodzinne, ale mieszkańców jest tyle co w Koninie. Stało się sławne dzięki uniwersytetowi Cornell.  Od razu jedziemy do miejsca gdzie zamieszkać ma Elaine. Jest to dom bractwa studenckiego. Prawdopodobnie oglądaliście jakiś film amerykański o takich domach i jak wygląda tam życie. Przeważnie nazywane są kilkoma literami alfabetu greckiego, jak alpha, beta, gamma. Żeby się tam dostać, trzeba być popularnym w szkole i przejść przez „chrzciny”. Są one nieraz bardzo brutalne i zdarza się, że kończą się śmiercią np. od alkoholu. W większości to zabawa, podobna do chrztu marynarzy przepływających pierwszy raz równik.
   Z zewnątrz budynek wygląda na stary ale ciekawy. 


Wewnątrz to kurz i brud. Właściciel nie naprawia dużo, bo po co? Wyobrażacie sobie jakie zniszczenia co roku robią tam studenci. Są to miejsca nie tylko do nauki ale zabaw i innych szaleństw.
     Dojechaliśmy tam jako jedni z pierwszych. Udało się nam wybrać pokoik w jako takim stanie. Do niektórych nie można było wejść, były tak brudne. Schody po których się wspinaliśmy wydawaly dźwięk, który więcej przypominał wrzaski niż skrzypienie. Nigdy w życiu po takich nie wchodziłem. Okazało się, że oprócz łóżka i biurka, nic tam nie było. Nie byliśmy na to przygotowani, bo rok temu było wyposażone. Natychmiast musieliśmy udać się na zakupy. Pościel, poduszki, szklanki, jedzenie i inne drobniejsze rzeczy. Tak spędziliśmy kilka następnych godzin. Po tym, już trochę zmęczeni pojechaliśmy do centrum miasta na obiad.
     Było tam bardzo przyjemnie. 


Większość restauracji to chińskie i Thai. Na ulicach widać setki chińczyków. Przyjeżdżają oni z Azji do amerykańskich szkół.
     Czekając na jedzenie przyglądamy się z ciekawością tutejszym mieszkańcom. Olbrzymia grupa to grubasy. Wszędzie w zakamarkach siedzą lub leżą młodzi ludzie. Wyglądają na narkomanów. Wszędzie przechadzają się pary lesbijek. Nie widziałem tak dużej ich ilości w jednym miejscu. Bardzo dużo dziwnie wyglądających ludzi. I nie mówię tylko o strojach.
Mieliśmy ubaw przyglądając się wszystkim. Na przykład szła para gdzie obydwoje mieli bardzo krótkie nóżki. Tak normalni ludzie, ale nogi jak u kaczek. Gdzie oni się odnaleźli? Trudno jest znaleźć idealnego partnera ale wyobraźcie sobie ile facet z krótkimi nóżkami musiał się naszukać dziewczyny z takim samym problemem.   
     Odwieźliśmy Elaine do jej mieszkania i pojechaliśmy do naszego hotelu. Jeden z najgorszych w jakim mieszkaliśmy, ale to tylko jedna noc.
    Po obudzeniu się, 4 Lipca, zabraliśmy Elaine na śniadanie a następnie zrobiliśmy wycieczkę po okolicy, które są przepiękne. 




Tereny bardzo górzyste. Wiele kanionów, przełęczy. Wypływają tutaj różne źródła. Tworzą się piękne wodospady. Po zimie jest tu dużo więcej wody i wyglądają one na pewno efektowniej ale teraz jest lepiej do zwiedzania. Przepływająca woda wyryła koryta, które wyglądają jakby ktoś wyrzeźbił je ręcznie. Bardzo równe kwadraty, prostokąty. 


Można tutaj chodzić po wodach, nawet się kąpać. Nie ma policji parkowej tak jak u nas w mieście. Spędziliśmy bardzo miły dzień, przy cudownej pogodzie.








    Zadowoleni i zmęczeni zatrzymaliśmy się w restauracji na późny lunch. Pożegnanie z dzieckiem i ponownie 5 godzin jazdy do domu.
    Dzisiaj zaczęliśmy zwariowana prace 24 godziny na dobę. Musiałem wiec wstać o 3:30 rano. Tak będzie przez następne 2 tygodnie.

Thursday, June 30, 2016

Monday, June 27, 2016

Islandia - Anglia 2:1

Mistrzostwa Europy wchodzą w ostatnią fazę a moje dwa zespoły przeszły do ćwierćfinału. Polska i Islandia.
  Islandia dzisiaj wyeliminowała Anglię, co jest jedną znajwiększych sensacji w historii piłki nożnej. 
Ja od początku ich podziwiam i dalej twierdzę, że nie są nawet blisko najlepszych graczy ale mają coś czego innym brakuje.
   Nie wiem czy oglądaliście film „The Replacements„ (warto obejrzec, bardzo fajny). Nie znam tytułu po polsku. Historia o amerykanskim futbolu. Drużyna idzie na strajk. Własciciele szukają zastępstwa i powołują przeróżnych graczy, nawet z więzienia. Ich przywódca jest Keanu Reeves. Nie ważne w tej chwili o co dokładnie w tym filmie chodzi. Jest jednak jeden moment, który mi się zawsze przypomina w takich chwilach. Kiedy najlepszy piłkarz nie daje sobie rady i drużyna przegrywa mecz, reporteży pytają się trenera co mu brakuje? Wtedy on odpowiada, że ma on wszystkie najlepsze cechy dobrych graczy, ale brakuje mu tego co ma ten który nie jest profesjonalistą. Serca. Kilogramy, tony serca!!!
   To właśnie posiadają piłkarze Islandii. Serce do gry. Nie są na tyle dobrzy, żeby dostali świetne kontrakty w wielkich zespołach, prawdopodobnie nigdy już tak wysoko nie zajdą. Ale dzisiaj oddają wszystko co mają i pokonują najlepsze drużyny świata. Dla mnie to już zwycięzcy Mistrzostw Europy!

Weekend



      Po fatalnym piątku, przyszła sobota. Postanowiłem jeszcze raz spróbować naprawić jacuzzi. Znów mordercze przesuwanie.


  Zdjąłem całą izolację i znalazłem pękniecie. Niestety. Tym razem nie uda mi się naprawić. Pękła część, której nie mogę dostać. Specjalna rurka z której odchodzi sześć mniejszych.


Zdążyłem podjechać do specjalistów i powiedzieli że wpadną w środę i spróbują naprawić. Zmarnowałem następny dzień, ale jest nadzieja, że może się uda.
      W niedzielę postanowiłem na całkowity relaks. Wziąłem Elaine i pojechaliśmy do Ewy i Georga na basen. Wpadło też kilku innych znajomych. Wiele razy wspominałem o nim i jego posiadłości, bo trudno to nazwać domem. Niestety planują go sprzedać. Nawet oni są zmęczeni podnoszącymi się co roku podatkami na domy. Trudno im się dziwić. Za swój płacą co roku 95,000.00 dolarów. Nie mówiąc o innych kosztach utrzymania tego olbrzyma. 


Zaproponowałem im, żeby dołączyli do akta sprzedaży dodatkowy punkt, w którym będziemy mieli wstęp na basen kilka razy w roku.
     Basen jest podgrzewany, tak  że w każdym dniu jest idealna temperatura. Zresztą na zdjęciach widać, że jest tam naprawdę przyjemnie.

Ewa z Elaine




    Kilku panów nie korzystało dużo z tych przyjemności ale woleli oglądać mecze piłki nożnej. Też w bardzo wygodnym miejscu.


     Ewka przygotowała trochę jedzenia na lunch. Przyjemnie jest coś robić w takiej kuchni.

    Wróciliśmy po południu. Elaine miała trochę nauki. Ja zakończyłem swój dzień w ogrodzie, który w tamtej chwili wyglądał na bardzo, bardzo mały.

Friday, June 24, 2016

Piątek

Kurwa! Shit! Fuck!

   To był mój dzisiejszy dzień.
Więcej nic nie mam do powiedzenia.

Wednesday, June 22, 2016

Złodziej wrócił



   W poniedziałek dostaliśmy się do pamięci naszej kamery w biurze i mamy zdjęcie tego co się do nas włamał. Przekazane to zostało na policję. Nie liczymy jednak na dużą reakcję, bo Południowy Bronx, znany jest z małej aktywności policji.
    Wczoraj wieczorem, otrzymałem telefon od mojego człowieka i później wiele innych. Co się wydarzyło?
    Złodziej wrócił i wygląda na to, że ponieważ włamał się już kilka razy i nikt nie zareagował, poczuł się bardzo bezpieczny, bo zrobił to w jasny dzień. Tym razem mój strażnik go zauważył. Najpierw zadzwonił po policję i (niepotrzebnie) podszedł do samochodu do którego tamten się włamał. Musiała być jakaś wymiana słów. Złodziej wyskoczył i zaatakował. Uderzył strażnika nożem w szyję.


Ten jednak się nie przestraszył. Złapał leżący obok kamień i walnął włamywacza w głowę. Dość silnie, bo tan stracił na chwilę przytomność. W tym czasie dojechała policja i zakuła go w kajdanki. Jak widać na zdjęciu zalany jest on krwią. Większość to jego ale także strażnika, który się z nim szarpał.


   Tym razem trafi on do więzienia. Bronx jest znany z tego, że kryminaliści wypuszczani są szybko na wolność. Prawdopodobnie, bo jest ich za dużo i jak wsadzą wszystkich do więzienia, nawet za kradzieże, to zabraknie miejsca. Dlatego rabunki tutaj to normalka. Jeżeli karą jest tylko jednodniowe zatrzymanie.


Monday, June 20, 2016

Nie lubię poniedziałku.

Nienawidzę poniedziałku. To zawsze było prawdą. Teraz do tego dnia dochodzi reszta dni i tak naprawdę, to lubię tylko te w które wyjeżdżam na wakacje. Zapieprzamy całe życie, żeby polepszyć jego standart, ale tak naprawde to robimy wszystko, żeby je sobie utrudnić. I wcale nie przesadzam. Naturalnie jak będziemy sprawdzali szczęście człowieka według standartów naszej cywilizacji to pierwsze są Dania, Szwecja, Szwajcaria. Ale to jest wymyślone. Sprawdzamy średnią naszego życia, dochody, średnie zarobki, pomoce społeczne, etc. Taką sobie wymysliliśmy skalę szcześcia. A tak naprawdę? 
    Byłem w wielu krajach biednych i ludzie niczego nie posiadający, wygladają dużo szczęśliwsi niż my. Nie mają wiele zmartwień. Bo nie mają niczego o co by sie martwić. Tylko żeby mieć co zjeść i gdzie spać. Siedzą przed swoimi chatkami, dzieciaki bawią się w okolicach. Nie marudzą jak nasze. 
Jak nie maja zabawek, to same znajdą coś co im sprawi przyjemność.



U nas jak kupimy im kilka zabawek, to one w płacz bo chcą akurat tą, której nie dostały. 
     Nie muszą się martwić że ich wyrzucą z pracy bo jej nie mają. Nie stracą domu z powodu przestania spłaty pożyczki, bo jej nigdy nie mieli a chatka z gliny i drewna jest ich własnością. A jak sprytniejszy to sam zrobi sobie satelitę,


albo trochę bogatszy.

W domu nic się nie zepsuje, bo wszystko własnoręcznie zrobione i części samemu można dorobić. 




   My płacimy za siłownię, wykupujemy treningi w tenisa. Później znudzeni przestajemy na nie chodzić. Oni mają wszystko za darmo. Kilka gałęzi i gramy w piłkę

gałąź i kamień i jest siłownia. 

  Nawet na wesele można dojechać w wielkim stylu i nie trzeba wynajmować drogiego auta. A ile w tym uciechy!

     Nie martwią sie o powymyślanych tysiącach przepisów. Każdy dba o siebie samego.

Trochę sprytu i każda rzecz jest do załatwienia. Nie trzeba rozpaczać, że zabrakło nam na coś pieniędzy, np. na dostawę zamowionego towaru.


  Można nawet próbować żyć w większym luksusie. Podobnie do nas. Pograć sobie wieczorami w bilarda.
Połowić ryby


   Czy skorzystać z jacuzzi.

     No właśnie. Te cholerne jacuzzi. Prześladuje mnie od bardzo długiego czasu. Naprawiałem to kilka tygodni. W ostatni weekend, udało mi się. Wymieniłem pękniętą rurę. Wlałem wody, sprawdziłem i wszystko było w najlepszym porządku. Następnie wypuściłem kilkaset litrów wody i przesunąłem tego potwora w swoje miejsce. Jak skończyłem, byłem padnięty. Nalałem nowej wody. Dodałem chemikalii i włączyłem ogrzewanie. Szczęśliwy zacząłem sprzątać i wtedy zauważyłem z innej strony wypływający malutki strumyk wody. Otworzyłem drewnianą ściankę i  wydłubałem piankę otaczającą rury. Wytrysnął duży strumień wody. Następna pęknięta rura. Nie wiem jak do tego doszło. Zimą miałem spuszczoną wodę. Myślę, że musiała dostać się w czasie deszczy i później zamarzła. Poddałem się. Położyłem się na leżaku i przeleżałem resztę dnia.
Nie jestem pewien co z tym zrobię.
     W takim samym nastroju poszedłem do pracy w PONIEDZIAŁEK! I zaraz po przekroczeniu progu mojego biura, nastąpiła kontunuacje mojego pecha. Ktoś się do nas  włamał . Trochę zniszczeń i kilka skradzionych rzeczy, jak komputery, etc. Na szczęście włączył się alarm i uciekł, uciekli, zostawiając resztę naszego sprzętu. 
Jutro wypieprzam z pracy strazników. Prawdopodobnie spali.
    Przyjechała policja, spisali protokół. Wzieli też oddciski palców i DNA, bo w jednym miejscu znaleźli chusteczkę ze śladami krwi. Oddciski palców były na butelce whiskey u jednego z moich inżynierów.
Sam zabawiłem się z policjantkami w pobieranie oddcisków palców.





    Na budownie każda minuta przypominała mi, że to poniedziałek. O tym nie będę już pisał, bo większość to techniczne problemy i głupota moich ludzi.
    Najgorsze, że nawet jak udowodniłem sobie, że tamci a Afryce są dużo szczęśliwsi od nas, to jestem uparty i nie poddam sie. Postanawiam dalej życ w tym nieprzyjaznym dla nas dobrobycie.

Thursday, June 16, 2016

Polska - Niemcy 0:0

Wygląda na to, że list polskich kibiców do Boga został wysłuchany. Myślę jednak, że musiał być też list niemieckich miłośników piłki nożnej, bo Bóg zdecydował się na remis no i Muller nie dostał zadnego urazu stawu skokowego o co było proszone w liście. Ale dla nas to wystarczy.
    Ja nie bardzo nadaję się na oglądanie takich długich pojedynków, bo nerwy mi odmawaiją posłuszeństwa. Wolę np. bieg na sto metrów. Zanim się zdenerwuję to już po biegu. Muszę Wszystkim w Polsce powiedzieć, że po zakończeniu meczu, tutejsi komentatorzy doszli do wniosku (był między nimi Niemiec), że Polacy grali lepiej i jeżeli komuś się należało zwycięstwo to nam. Uważali, że jeśli Polacy dalej będą tak grali i nabiorą pewności siebie, to mają bardzo duże szanse na dojście do finałów. I znów cała drużyna zasłużyła na pochwłałę. Nie widziałem naprawdę słabego punktu. Trochę zabrakło wykończenia. Następny mecz z Ukrainą. Jeżeli Ukraińcy będą grali tak jak do tego czasu to nie mają szans. Trochę się obawiam, że ponieważ już odpadli i nie będą się musieli niczego obawiać, pójdą na całego, żeby zachować twarz po kiepskich poprzednich grach. Ale myślę, że powinno być dobrze.
   Dla tych co nie czytali prośby polskich kibiców:

LIST OTWARTY DO PANA BOGA Szanowny Panie Boże, piszemy do Pana w sprawie dzisiejszego meczu Polaków z Niemcami. Nie wiemy, czy śledzi Pan piłkę, ale dla nas ten mecz to jak dla Pana Wielkanoc i Boże Ciało w jednym. Niestety, odkąd pamiętamy, mamy nieodparte wrażenie, że od zawsze miał Pan do Niemców słabość. Niemcy dostali Beethovena, my dostaliśmy Piotra Rubika. Kiedy w latach 90-tych niemieccy nastolatkowie zajadali się czekoladą z okienkiem, my suche bułki przegryzaliśmy rozczarowaniem w tubce. A kiedy dziś przeciętny mieszkaniec Hamburga za swoją średnią pensję może polecieć na dwutygodniowe wakacje na Bora Bora, kupić golfa szóstkę i zjeść tyle pistacji, aż mu spierzchną wargi - my za nasze 2100 brutto możemy co najwyżej zapłacić za mieszkanie, kupić miesięczny na autobus i zorganizować sobie wypad na środy z orange do multikina. Słowem, Niemców zawsze traktował pan jak swojego ulubionego wnuczka, któremu nigdy nie żałował Pan werther's original, podczas gdy my byliśmy dla Pana bardziej jak przygłupi parobek ze wsi, który co prawda rozkosznie merda ogonem na widok kostki cukru, ale nie na tyle, żeby dostać pod stołem kawałek kiełbasy. A przecież tak bardzo się staramy. Postawiliśmy Jezusa w Świebodzinie, lewica nie weszła do sejmu i już nawet Nergal nie jest jurorem w The Voice of Poland. Mimo to ciągle mamy wrażenie, że na nasz widok wywraca Pan oczami. Nie chcemy tu niczego sugerować, ale mamy teorię, że Pan po prostu nie lubi Polaków. Tak między nami mówiąc, my za sobą też jakoś niespecjalnie przepadamy, ale przecież było mówione, że kocha Pan wszystkich po równo, więc wydaje nam się, że coś tu jest jednak niehalo. Podsumowując, sądzimy, że dzisiejszy mecz byłby idealną okazją na gest dobrej woli z Pana strony. To nie musi być nic spektakularnego, nikt tu nie mówi, że zaraz Kapustka z przewrotki na 3:0 i Polska mistrzem świata. Ale takie, dajmy na to, 2:1 po wyrównanym meczu byłoby naprawdę okej. Wie Pan co, remis, 2:2 i jesteśmy kwita. Miłym gestem byłaby kontuzja stawu skokowego u Thomasa Mullera, ale to jak już Pan uważa. Jeśli przychyliłby się Pan do naszej prośby, to my z naszej strony możemy obiecać, że już nie będziemy dokuczać Terlikowskiemu i jeszcze dziś wieczorem po uroczystym odśpiewaniu barki wrzucimy Nergala do wulkanu. Pozdrowienia dla małżonki. Z poważaniem, Polacy