Tuesday, February 16, 2016

Polityka i inne mało ważne wiadomosci


  Zimy zawsze są nudne, szczególnie te dwa miesiące, styczeń i luty.  Chyba że ktoś jest entuzjastą nart. Wtedy dobrze się bawi.
     Polityka też wychodzi mi czubkiem głowy. Można dojść do wniosku, że nie ważne kto będzie przy władzy, zawsze to śmierdzi brudem i przekrętami. W Stanach zmarł Antonin Scalia, jeden z sędziów najwyższego sądu.  Jeżeli zostają zatwierdzeni na tej pozycji, mają prawo ją utrzymywać do końca życia, aż do momentu, kiedy sami z niej zrezygnują. To samo jest już wielką bzdurą ale jest jak jest.
Problem jest w tym, że był on jednym z tych którzy trzymał się ściśle konstytucji Stanów Zjednoczonych, nie jak Ci nowi socjaliści, którzy uważają, że mają prawo ja interpretować. Jeżeli Obama wyznaczy nowego kandydata, którym na pewno będzie jakiś komunista, to szala wagi sprawiedliwości, przesunie się na stronę liberałów i nic już ich nie zatrzyma od ustanawiania każdego wymyślonego sobie nowego prawa.
     Jest to bardzo groźny moment w historii naszego kraju.
Cała jednak jego śmierć, to następne szukanie dziury w całym. Był on już w poważniejszym wieku i podobno chorował. Znaleziono go jednak z poduszką na twarzy i oczywiście dla wielu znaczy, że został zamordowany. W takim wypadku musiał to być najgłupszy morderca w historii świata, bo nikt inny po takim morderstwie nie zostawił by poduszki na glowie uduszonego. Jedynie mógł wypisać na niej  swój numer telefonu.
      Wybory na prezydenta będą w Listopadzie, ale już od wielu miesięcy przysłuchujemy się spotkaniom, debatom, wywiadom wszystkich kandydatów. Dzień w dzień, o każdej godzinie prasa znajdzie coś nowego, żeby o nich napisać. Zostało jeszcze dziewięć miesięcy a ja już rzygam tymi wiadomościami. Ludzie kochani ile można tego słuchać. A im dalej tym brutalniejsze są te wszystkie wiadomości. Można się dowiedzieć, że jeden z nich trzymał psa na dachu samochodu, inny wytarł dupę gazetą zamiast papierem toaletowym. Nie chce mi się oglądać ani tych co lubię a co dopiero ich przeciwników. Przestaje mi zależeć kto wygra, chce tylko żeby się to skończyło.
     Dlatego skończę dzisiaj czymś innym. Interesującymi a mało ważnymi faktami.
-       Zwierzęta, które składają jajka, nie mają pępków
-       Ślimaki mają cztery nosy
-       Wielbłąd ma potrójne powieki
-       Pszczoła może latać z szybkością 25 kilometrów na godzinę
-       Flamingi są różowe przez zjadanie przez nich krewetek
-       Kangury i Strusie Emu nie potrafią chodzić wstecz
-       Meduza w 95 procentach to woda
-       Dzieci rosną szybciej wiosną
-       Brokuł jest jedynym warzywem który jest także kwiatem
-       Jedyna żywność która się nie psuje to miód
-       Przy obieraniu cebuli trzeba żuć gumę, żeby nie płakać
-       Na każdego człowieka przypada 1 milion żyjących mrówek
-       Termity zjadają dwa razy szybciej drewno, jeśli słychać muzykę rokową
-       Jeśli złota rybka trzymana będzie w ciemności, po jakimś czasie zmieni swój kolor na biały
-       Słonie śpią tylko dwie godziny dziennie
-       Kwakanie kaczki nie odbija się echem
-       Ślimaki oddychają przez stopy
-       Ryby kaszlą
-       Mrówki mają lepszy węch niż psy
-       Żyrafy nie mają strun głosowych
-       Komary mają 47 zębów
-       Każda kobieta zjada średnio 2.5 kilograma szminki przez okres swojego życia
-       Kichanie wychodzi z Twoich ust z szybkością 160 kilometrów na godzinę
-       Month (miesiąc) jest jedynym słowem angielskim, które nie ma rymu
-       Pomyśl, że jak obchodzisz urodziny, to średnio z Toba obchodzi je 9 milionów ludzi
-       Żaden rozmiar kartki papieru nie jest możliwy do złożenia więcej niż 7 razy
-       Mona Lisa nie ma brwi
-       Ryba morze się utopić
-       Jak chcesz stracić wagę, zważ się w chwili kiedy księżyc jest dokładnie nad Tobą, wtedy będziesz ważył mniej

Monday, February 15, 2016

Wiosna - zima - wiosna

      Jeżeli ktoś mieszka w Nowym Jorku, to nie może rozmawiać o niczym innym niż o pogodzie.
Przede wszystkim jest zwariowana pod względem różnic temperatur. Skaczemy z wiosny w zimę w ciągu jednego dnia. I to wielokrotnie. Obecne dni znów bawią się z nami takimi zmianami.
W ciągu tygodnia było zimno, ale nic groźnego, bo w okolicy zerowych temperatur. 
Weekend to już inna historia. W samym mieście chowaliśmy się w domach. Na zewnątrz było -25 stopni Celsjusza, ale z obrzydliwym wiatrem -35 stopni. Miasto Nowy Jork znalazło się tylko w końcu tego zimna, bo trochę wyżej w naszym Stanie temperatury spadły do -40 stopni. A teraz prawie nie do uwierzenia i nawet trudne do zrozumienia temperatury. Z wiatrem czuło się jak -81 stopni Celsjusza.



 Naniższa temperatura zanotowana na naszej planecie to -94.7 stopni Celsjusza na Antarktyce. 
    Jutro ma być plus 13 stopni a za dwa dni wrócić do zera i następnie ponownie 14 stopni. 
Dziwne, że mało ludzi choruje, przynajmniej wśród moich znajomych. 

Thursday, February 11, 2016

Taksówkarz Nowojorski – zakończenie.


    Jazda taksówką, oprócz tych złych stron, które opisałem poprzednio, miała też ciekawsze aspekty. Nauczyłem się wygodnego przebywania wśród każdej grupy ludzi.
      Część naszego życia to zwykłe aktorstwo. Gramy przed innymi swoje wymyślone role. Udajemy mądrych, oblatanych, ludzi z sukcesami. Niektórzy tak to lubią, że staja się nieznośni kiedy z nimi przebywamy. Każde spotkanie to wysłuchiwanie historii z ich wspaniałego życia lub chwalenia się bogactwem. Nie można nic wtrącić do rozmowy, bez kolejnych opowieści o ich sukcesach w wybranym temacie.
      W taksówkach przewoziłem każdą z istniejących grup ludzi. Miałem najbogatszych, biznesmenów. Woziłem ludzi wykształconych, profesorów, naukowców. Ludzi sławnych, zakochanych w sobie. A także prostych, robotników, nieraz bardzo ograniczonych. Uwielbiałem ich obserwować, rozmawiać z nimi. To uprzyjemniało mi dzień. Każdy następny to kilkadziesiąt różnych osobowości, różnych ciekawych historii. Grałem więc swoje role. Kiedy wsiadał do samochodu murzyn ubrany w strój ulicznego gangstera, witałem go czymś w rodzaju: yo men, what’s up! Innym razem z pasażerem w garniturze, zmieniałem swój charakter i byłem wykształconym taksówkarzem, rozmawiając na tematy polityki, techniki etc. Powodowało to szybki kontakt, ciekawe rozmowy a na końcu wyższe napiwki.
      Jednym z pierwszych sławnych osób, które przewoziłem to Burt Young. Pamiętacie go może z roli w filmie Rocki. Grał on tam brata (Pauli) narzeczonej Rockiego. Nie odzywał się dużo a ja nie mogłem sobie skojarzyć kim on jest. Przyglądając się w lusterku jego twarzy, pewny byłem że go znam. Zapytałem się w reszcie: Ja Cię skądś znam? A on wtedy z bardzo dumnym głosem odpowiedział: Oczywiście, bo ja jestem aktorem! Z nim nie dało się porozmawiać. Zostawił tez bardzo mały napiwek.  Innym razem wsiadła do auta Janet Jackson. Tu już nie miałem problemu z jej poznaniem i łatwiej było się porozumieć. Wycisnąłem z niej nawet kilka sekund śpiewu.
     Było też wiele sytuacji wjazdu na sceny filmowania. Wtedy nie wiedziałem co to za produkcje, nawet gdy mi podali tytuł. Do momentu obejrzenia w przyszłości danego filmu. Na przykład na ulicy central Park West. Był duży korek uliczny. Na środku drogi odkryłem coś bardzo dziwnego. Połowa samochodu policyjnego jakby wbita w ziemię. Popękany asfalt i wszystko pokryte jakąś białą pianą. Nakręcali właśnie Ghostbusters. A scena ta była z momentu kiedy marshmallow man (coś jak ptasie mleczko) został zabity przez ghostbuster i rozpadł się na białą pianę.
      Życie nocne to prostytutki, narkotyki. Z tymi pierwszymi miałem dużo kontaktów. Najciekawsze spotkanie to przejazd przez Lexington Ave. Zatrzymały mnie dwie panie. Nawet zimą, ubrane były w krótkie spodniczki i szpilki. Wskoczyły szybko do samochodu i kazały natychmiast odjechać. Okazało się że policja zorganizowała łapankę. Kazały obwozić się wkoło tej okolicy i za każdym przejazdem przez ich miejsce pracy, sprawdzały czy się uspokoiło. Miałem dużo czasu na rozmowę. Poznałem nawet dokładnie cennik za każdy rodzaj przysług jaki miały w swoim repertuarze. Zaproponowały mi wykorzystanie tej sytuacji i sprawdzenie ich możliwości. Ale nie skorzystałem. Kiedy zdecydowały się wysiąść, zapytały ile są winne. Ja powiedziałem że nic. Zdziwione, wypytują, dlaczego. Mamy takie same prace – odpowiedziałem. Wy i ja całą noc szukamy klientów, więc trzeba się wspomagać. Uśmiały się i podziękowały. Przez wiele miesięcy, kiedy tam przejeżdżałem, zatrzymywałem się na papierosa. One witały mnie serdecznie i opowiadały różne ciekawe historie z ostatnich wydarzeń w ich interesującym życiu.
      Najzabawniejsza jednak historia wydarzyła się w Chińskiej Dzielnicy. Przejeżdżałem przez małą, ciemną uliczkę. Z boku stał  duży kontener na śmieci. Za nim, w rogu, starszy pan a przy nim prostytutka. Zatrzymałem samochód i chwilę się przyglądałem. Jej ręka wciśnięta była w częściowo rozpięte spodnie. W pewnej chwili powiedziała: nie mogę znaleźć! Dziadek na to złapał jej rękę i wciskając niżej mówi: jest, jest, no tutaj! Mam, znalazłam – odpowiedziała i natychmiast zabrała się do pracy. Reszty nie oglądałem. Cholera, niedługo będę w jego wieku!
     Pierwszy raz w moim życiu poznałem nowy rodzaj płci, czyli transwestyty.  Byli, były one też prostytutkami i miały swoje miejsce na 11-tej Alei.  Rajem dla nich było jednak święto Halloween. Każdy może się przebierać jak chce i w tym dniu nikt na to nie zwraca uwagi. Co kilku pasażerów, wsiadali tacy właśnie do mojej taksówki. W sukniach, przesadzone makijaże. Niektórzy tak wyglądający, że mógłbym się pomylić a może bym nie żałował. Zastanawiałem się co mam takiego interesującego, może tyłek? Bo bardzo często, chciały mnie wyrwać na randkę.
      Przypomina mi się historia z wycieczki na północ stanu Nowy Jork. Pojechaliśmy z żoną i koleżanką. W jednym z hoteli poszliśmy na basen. Kobitki w strojach kąpielowych wskoczyły do wody i próbowały zrobić wrażenie na mężczyznach. Ja siedziałem z boku i jak one tak pływały, do mnie podszedł facet i zaczął podrywać. Wstałem szybko i przeniosłem się w inne miejsce a tu inny z tym samym. Znów przemieszczenie. Kobiety wyszły z basenu i zażądały zmiany hotelu. Koleżanka powiedziała : my tu wysilamy się i nic a Ty już dwóch poderwałeś! To nie jest w porządku. Musi być jednak ten tyłek!
     Trudno opisać wszystkie historie jakie mi się przydarzyły. Jest ich naprawdę wiele. Ciekawe, wesołe, dziwne, straszne. Do koloru do wyboru. Na zakończenie wspomnę o jeszcze jednej.
      Zima. Na drugiej alei zatrzymuje mnie elegancki pan. Każe mi kręcić się po okolicy. Jeździliśmy się tak z 15 minut. Pytam się o co chodzi? Powiedział, że miał kłótnię z żoną i ta wyszła, rzucając w niego butami, które on miał teraz ze sobą. Nie znaleźliśmy jej jednak. Odwiozłem go po tym w jedną z najlepszych miejsc w NY. Piątą Aleję przy Central Parku. Facet podziękował mi bardzo i dał 100 dolarów. Szczęśliwy, bo to bardzo dużo, przejeżdżałem w okolicy z której go zabrałem.  Przy krawężniku stał wóz policyjny i żółta taksówka. Przy niej policjanci, taksówkarz i kobieta w futrze ale bez butów. Moja zguba, pomyślałem i zatrzymałem auto. Podszedłem do policjanta i spytałem się o co chodzi. Nie Twoja sprawa – odpowiedział ale ja wyjaśniłem moją historię. Kobieta był tak pijana, że ledwie stała na nogach. Policjant pyta mi się, czy wiem gdzie ona mieszka. Potwierdzam i mówię, że właśnie stamtąd wracam. Ten odwrócił się do taksówkarza, wyjął mu coś z ręki i mi podał. Było to 100 dolarów. Zawieź ją do domu. Kierowca był strasznie wkurzony, bo stracił niezły pieniądz. Ja wcisnąłem ją do swojej taksówki i ruszyliśmy. Ledwie mogła mówić. Ale kiedy wspomniałem, że wiem gdzie mieszka i tam ją wiozę, wpadła we wściekłość i chciała wyskoczyć. Musiałem ją bardzo przepraszać i ona podała mi inny adres, pod który pojechaliśmy. Kiedy wysiadała, otworzyła portmonetkę i wyciągnęła następne 100 dolarów.
      Świetna noc, ale czy może być lepsza? Jadę z powrotem na Piątą Aleję.  Parkuję taksówkę i wchodzę do budynku. Tłumaczę sytuacje portierowi i on wie kim był ten pan, dzwoni do niego. Kiedy zszedł na dół, wytłumaczyłem mu co się stało i podałem adres, pod który zawiozłem jego żonę. Szczęśliwy dałmi następną stówkę. To był mój najlepszy dzień w pracy, jeśli chodzi o zarobki. W ciągu jednej godziny zarobiłem 400 dolarów.  
    To tak w skrócie historia polskiego taksówkarza z Nowego Jorku!

Wednesday, February 10, 2016

Taksówkarz – ciąg dalszy


  Minął rok jazdy żółtą taksówką. Wiedziałem już, że tak nie potrafię żyć. Nie po to skończyłem wyższe studia. Niektórzy się poddają i robią to na co im pozwalają warunki. To nie był jeszcze mój czas. Trzeba znów zacząć walczyć i stanąć na nogi. Wróciłem do szkoły. Złożyłem papiery do Columbia University. Może trochę przesadziłem z tym wyborem. Columbia to najdroższa szkoła ale też jedna z najlepszych w kraju. Liczyłem jednak na to, że łatwiej mi będzie znaleźć pracę kończąc ten uniwersytet. To jednak cała inna historia.
      Teraz przez kilka lat, stałem nad krawędzią przepaści. Każdy dzień to zmaganie się z przeciwnościami losu. Opieka nad córką, chodzenie na wykłady, czas na naukę, jazda taksówką (10 godzin). Nie zostawało nic na prywatne życie.
     Nie miałem wyboru, musiałem jeździć i zarabiać. A nie było to łatwe.  Właściciele taksówek chcieli jak najwięcej zarabiać. Dbali tylko o to, żeby otrzymywać moją tygodniową spłatę. Reszta ich nie obchodziła.
      Pierwszy dla którego jeździłem, nie chciał wydać centa na naprawę samochodu. I do momentu, kiedy samochód nie stanął w miejscu, nie chciał nic naprawić. Moja taksówka zaczęła szwankować. Widać było że skrzynia biegów jest w kiepskim stanie. Nie mogłem szybko przyspieszyć i z dnia na dzień było coraz gorzej. Składałem skargi ale on nie zamierzał mi pomoc. Dalej jednak płacić musiałem ustaloną cenę za wynajem samochodu. Musiałem więc coś zrobić. Dokładnie pamiętam ten wieczór.
Zatrzymałem się na skrzyżowaniu. Nacisnąłem z całej siły na hamulec i w tym samym czasie na gaz. Czuć było, że motor działa, wały się kręcą ale samochód trzymany na hamulcu stał w miejscu. Po chwili zaczęło się dymić spod maski. Trwało to kilka minut. Po tym wszystkim, nie musiałem już naciskać hamulca. Samochód nigdzie już nie mógł się ruszyć. Zadzwoniłem do właściciela i przekazałem mu informacje, że skrzynia biegów jest kaput, podałem miejsce gdzie zostawiłem samochód i wróciłem metrem do domu. Po kilku dniach (za które nie musiałem płacić) dostałem nowy samochód.
      Nie pracowałem dla niego długo. Znalazłem innego właściciela. Okazało się, że zrobiłem błąd. Było to dwóch braci, Greków.
Samochód który odbierałem miał mieć pełny bak benzyny i po zakończeniu pracy, musiałem także go wypełnić. Po pewnym czasie coś mnie zaniepokoiło. Mimo, że wskazówka pokazywała na wypełniony bak, szybko po starcie zaczynała opadać. Pewnego dnia, zaraz po odebraniu samochodu, pojechałem na stację i okazało się, że dolałem kilka galonów benzyny. Sprawdziłem to następnego dnia i znów to samo. Ten gnój, codziennie oszukiwał mnie i przez tygodnie pracy, uskładałyby się duże sumy. Dla mnie to było nie do zaakceptowania.
     Kolejnego dnia, napełniłem samochód przed pracą, sprawdzając ile paliwa brakowało i zadzwoniłem, prosząc, żeby mnie spotkał na stacji benzynowej. Tłumaczę mu grzecznie, że mnie oszukuje. Ale ten grubiańsko stwierdził, że ja kłamię. Pokazuję mu rachunek za benzynę. On się z tym nie zgadza. Spytaj się pracownika ze stacji, który mi wlewał benzynę – mówię. A ten, siedząc w fotelu pasażera, wyciągnął mi kluczyki ze stacyjki i mówi, że mnie zwalnia z pracy.
      Cały się trzęsę, ale nie mam dużego wyboru. On ma prawo mnie wyrzucić. Tu musze wspomnieć, że przed zaczęciem pracy u kogoś, trzeba zawsze złożyć depozyt. W jego wypadku były to dwie tygodniówki, czyli 1000 dolarów.
   Dobrze więc, ale oddaj mi mój depozyt - żądam. A ten z uśmiechem: Nic nie dostaniesz. Wynoś się. Teraz byłem już ugotowany we własnym sosie. Znów myślenie i obliczanie. Nie mam pieniędzy na następny depozyt. Tragedia. Zaczęliśmy się szarpać i ten zaczął grozić mi policją. Ja nie miałem nic przeciwko temu i on o tym wiedział. Walka nic nie pomogła. Nie chciał oddać pieniędzy. Wróciłem załamany do domu. Przesiedziałem całą noc przy łóżku Elaine, która spała i martwiłem się jak ja zapewnię jej przyszłość. Wiedziałem, że nie mam wyjścia. Muszę cos zrobić.
      Następnego wieczoru, pojechałem w miejsce, gdzie on parkował swoje taksówki i wsypałem mu cukier do baku z benzyną. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego co robię ale byłem zdesperowany i zdolny do wszystkiego. Z samego rana zadzwonił brat tego z którym się pobiłem. Domyślali się, że to ja zrobiłem. Straszyli policją. Ja z zimna krwią mówię, ze nie mam pojęcia co on sugeruje, ale znając jak oszukują ludzi musi mieć on wielu wrogów. Spytałem się też czy odda mi pieniądze. Dalej odmówił. Nie mogłem pracować, bo nie miałem pieniędzy na wynajęcie  auta. Następnego wieczoru znów pojechałem w to miejsce i przeciąłem mu opony. Rano zadzwonił i prosił o spotkanie z wiadomością, że chce oddać mi pieniądze. Natychmiast je odebrałem i na drugi dzień wróciłem do pracy w innej firmie. Wygląda na to, że poważnie się przestraszył. Zmienił nawet miejsce parkowania swoich samochodów, bo więcej ich w tym miejscu nie zobaczyłem.

Tuesday, February 9, 2016

Żona


Mam dosyć napraw. Lężę na kanapie i odpoczywam. Moja żona pyta mi się co ja robię? Więc odpowiadam: Nic! A ona wtedy złośliwie: A czy wczoraj tego nie robiłeś?

Tak, odpowiedziałem wkurzony, ale wczoraj nie skończyłem!


Zmuszony do zrobienia 
czegoś, założyłem nowy program w komputerze. Jest dla naszego wspólnego użytku. Wymaga także hasła do jego otwarcia. Wpisywaliśmy dane wspólnie z żoną. Na pytanie „podaj wyraz który będzie Twoim hasłem„ mówie do niej, żeby wpisać coś łatwego do zapamiętania.Napisałem - huj. Wkurwia mnie, że żona dalej się ze mnie śmieje, bo komputer odpowiedział. Przepraszam pomyłka - za krótki.

Zaczął padać deszcz. Moja żona stoi przy oknie i wygląda bardzo smutno.......

Może powinienem ją wpuścić do domu?


Zawsze jesteśmy krytykowani, wykorzystywani. A przecież być mężczyzną, oznacza wolność robienia, mówienia wszystkiego co się zechce. W każdym miejscu, w każdej chwili. o każdej porze... Cholera, żona wraca. Skończę później....I po co ją wpuściłem?


Monday, February 8, 2016

Taksówkarz




Do wykonywania pracy taksówkarza potrzeba było kilku rzeczy. Najważniejsze to znać Nowy Jork. Nie znałem. Mówić po angielsku. Nie potrafiłem. Mieć trochę gotówki. Nie miałem.
    Żółta taksówka, to nie tylko samochód ale także licencja. W latach osiemdziesiątych kosztowała około 50,000.00 dolarów. Dla porównania, w tej chwili, żeby kupić taką licencję trzeba wydać prawie milion dolarów. Osoba która zakupiła ten medalion od miasta, dostaje dokumenty, numer i metalową tabliczkę (kiedy
ś w kształcie jabłka), którą umieszcza się na masce samochodu.


    Właściciel posiadający jeden samochód, przeważnie sam nią jeździ, ale tylko jedną zmianę (12 godzin) a na drugą wynajmuje sobie innego. Są też wielkie korporacje, które mają wiele samochodów.
    Kiedy rozpoczynałem pracę jako taksówkarz, wynajęcie takiego auta kosztowało mnie 500 dolarów tygodniowo. Oprócz tego musiałem oczywiście płacić za benzynę, czyli około 300 dolarów.
    Wszystkie pieniądze, które płacili mi klienci, były moje, ale oczywiście pierwsze 800 dolarów szło na spłaty właściciela. Dopiero nadwyżka to były moje zarobki. Zaznaczę, że w tych czasach, w innych zawodach zarabiałem około 400 dolarów tygodniowo.
    Ten system powodował już olbrzymi stres. Gdybym nie miał żadnego klienta, znaczyłoby to, że nie tylko nic nie zarobiłem, ale straciłem 800 dolarów. Zmieniało to nas w zwierzęta, które walczyły o kawałek mięsa. Każdy inny taksówkarz był Twoim wrogiem. Musiałeś być szybki i umieć wypatrywać ludzi z podniesioną ręką. W chwili zauważenia klienta, błyskawiczne podjechanie do niego, co znaczyło, że trzeba było przejechać nieraz z jednej strony ulicy na drugą. W Nowym Jorku główne Aleje mają przynajmniej cztery pasy i przy setkach samochodów, był to trudny manewr.
    Ja jeździłem nocami. Zaczynałem pracę o 16-tej do 4-tej rano. Pierwsze pięć godzin nie było tak trudne, bo ludzi poszukujących taksówek było więcej niż nas. Jednak po godzinie 21-ej, zaczynała się zabawa. Wytrzymywałem to do około pierwszej w nocy, ale po tym poddawałem się. Stawało się to zbyt brutalne.
    Sytuacja ta doprowadziła do jednego z moich tragiczniejszych przypadków. Było już po północy. Jechałem prawą stroną ulicy i w oddali zobaczyłem klienta. Przycisnąłem pedał. Już prawie w miejscu gdzie on stał wyskoczyła znikąd inna taksówka. Przecięła mi drogę. Odbiłem w prawo i zatrzymałem się na chodniku. Zdenerwowany wyskoczyłem z samochodu i podbiegłem do tamtego kierowcy, który też wyszedł na zewnątrz. Wykrzyczałem mu w złości, że jest wariatem. Za kilka dolarów mógł doprowadzić do poważnego wypadku. Ten nawet nie odpowiedział, tylko zamachnął się i uderzył mnie pod lewą łopatkę. Odskoczyłem zaskoczony. Po chwili poczułem że mam mokre plecy. Wykręcając rękę, dotknąłem się z tyłu. Wyciągnąłem przed siebie dłoń, która była cała w krwi. Dopiero teraz zauważyłem, że w ręku taksówkarza znajduje się nóż.
    Przerażony przysiadłem na krawężniku, a tamten szybko odjechał. Ktoś zadzwonił po karetkę i znalazłem się w szpitalu. Na moje szczęście nóż uderzył w kość i nie zrobił mi poważniejszej szkody. Trochę krwi, to wszystko. Nauczyło mnie to jednak być ostrożniejszym w takich spotkaniach.
    Lata osiemdziesiąte, to niebezpieczny okres w tym mieście. Kiedy oglądałem film "Taksówkarz" z Robertem DeNiro, podobały mi się sceny w których jeździł on nocą. Tak to naprawdę wyglądało. Lekko oświetlone ulice. Ponuro, mało ludzi. Neony, przymglone światła w pozamykanych sklepach. Na wielu ulicach stojące prostytutki, grupy młodych ludzi sprzedających narkotyki. Brakowało tylko tej muzyki z filmu. 


Było to trochę przerażające ale w jakimś sensie podniecające. Bardzo lubiłem przyglądać się temu życiu zza szyby mojej taksówki. W tym nocnym świecie, było jednak ryzyko zabrania niebezpiecznego klienta. Próbowało się ich przechytrzać i nie stawać przy kimś kto przedstawiał zagrożenie, ale nie zawsze się to udawało.
    Nadeszła jedna z deszczowych nocy. Do samochodu wsiadł mi młody mężczyzna hiszpańskiego pochodzenia. Podał adres a ja natychmiast ruszyłem. Po zatrzymaniu się w miejscu docelowym, odwróciłem się do niego, podając mu sumę jaka był mi winny. W tych czasach, nie mieliśmy jeszcze szyb oddzielających nas od pasażerów. Odwracając głowę, dotknąłem policzkiem zimnej lufy pistoletu. Pasażer zażądał oddania mu moich wszystkich pieniędzy. Problem był w tym, że nie miałem dużo, bo był kiepski ruch. Podałem mu wszystko ale ten nie był zadowolony. Żądał więcej. Trzęsąc się w przerażeniu, drżącym głosem przysięgałem mu że nie mam więcej. Wreszcie zrezygnował i zostawił mnie samego. Odjechałem błyskawicznie, ale po kilku ulicach zatrzymałem samochód i przesiedziałem w nim godzinę. Nie potrafiłem dalej jechać. Przy okazji, dobrze się zwymiotowałem.
    Po latach pracy w tym zawodzie, zdarzało mi się to często. Po powrocie do domu wchodziłem do łazienki i wymiotowałem.
    Innym razem dojechałem do celu z moim pasażerem. W momencie zatrzymania samochodu, ten przerzucił przez moją głowę linę i zacisnął pętlę na moim gardle. Tak mnie trzymając, zażądał oddania mu pieniędzy. Zawsze w takich sytuacjach, przychodziło mi tysiące myśli. Tym razem zdecydowałem się na reakcję. Doszedłem do wniosku, że jak mnie dusi linką to znaczy że nie ma pistoletu. Wykręciłem się w bok, podniosłem lekko z siedzenia i zacząłem z nim walczyć. Musiałem wyglądać groźnie. Byłem wściekły. Przestraszył się i wyskoczył z samochodu. Nawet nie czułem dużo strachu. Raczej wielkie zadowolenie, że udało mi się uratować moje zarobki.
    Na drugi dzień Wiesia spytała mi się, skąd mam taką czerwoną pregę na szyi. Odpowiedziałem, że nie mam pojęcia. Nie mówiłem jej o większości tych zdarzeń. Ona miała swoje problemy i nie chciałem jej przygnębiać moimi. 
     Początkowe tygodnie, miesiące były oczywiście najtrudniejsze. Każdego dnia uczyłem się nowych, angielskich słów. Dużo nie trzeba było znać, żeby wysłuchać wskazówek do jakiego miejsca chce się udać pasażer. Poznanie miasta jednak to inna sprawa. Środkowa część Manhattanu jest bardzo prosta. Od wschodniej strony Aleje zaczynają się od jedynki do 12-tej Alei na zachodzie. Ulice podobnie. Szybko rozpracowałem system numeracji budynków. Poruszanie się więc w tej części było proste. Dół i góra wyspy to już inna sprawa. Nie mówiąc o dzielnicach Queens, Brooklyn czy Bronx. 
Kiedy wsiadała mi do samochodu osba rządająca dowiezienia do miejsca którego nie znałem, mówiłem szybko najgorszym angielskim jaki mogłem wymyśleć: sorry, ja nowy, ja nie zna adres!
Jedni się śmiali i pomagali wskazówkami jak dojechać, inni wyrzucali coś w rodzaju: to kurwa tylko w Nowym Jorku możliwe i też pomagali. Rzadko rzucali błotem i wysiadali w poszukiwaniu innej taksówki.
Starsza pani wsiadła do mojego auto i podała adres. Nie miałem pojęcia gdzie jechać. Szczególnie, że miejsce to było na Brooklynie. Natychmiast zastosowałem moją tłumaczącą metodę i ona uśmiechając się, powiedziała, że mnie poprowadzi. Na razie jedź prosto do mostu Brooklyn i przejedź na drugą stronę. Wiem, że most jest na dole wyspy, ale nie jestem pewien którą ulicą tam dojechać. Jadę i czekam na wskazówki. W pewnej chwili widzę most, więc wjeżdżam na niego zadowolony. Ona puka mnie delikatnie w ramię i pyta się gdzie ja jadę. Ja oczywiście zadowolony ze znalezionego mostu, mówię: Brooklyn most, do dzielnicy Brooklyn i szczerzę do niej zęby. Ona zaczęła się śmiać i odpowiada, że tak, jedziemy do właściwej dzielnicy, ale most nazywa się Manhattan. Doprowadziła mnie później do miejsca i nawet dała lepszy napiwek niż mi się należał. Tacy są Nowojorczycy. Nieraz słyszy się o nieprzyjemnych, gburowatych, złośliwych mieszkańcach naszego miasta. To nie jest prawda. Nigdy bym nie przetrwał tutaj, gdyby nie ich pomoc, wsparcie i zrozumienie. Są po prostu zapracowani, cały czas w pędzie. każda minuta jest zaplanowana i nie można jej stracić. Powoduje to w wielu wypadkach szybką, niezaplanowaną reakcję. Ale to tylko chwila.
Kiedy jeździliśmy do naszego domku w Pensylwanii, zatrzymywaliśmy się często w tamtejszej pizerni. Nie mogliśmy się nadziwić jak ludzie tam pracują. Byliśmy sami w lokalu. Kelnerka wchodziła, wychodziła, przyniosła sól, za chwilę oregano, później serwetki. Trwało to pół godziny, zanim podała nam nasz posiłek. A ona, choć wszystko w zwolnionym tempie, zapracowała się na śmierć. U nas jest to niedopomyślenia. Wszystkie dodatki podane są natychmiast. Nie ma możliwości siedzenia przy stole bez jedzenia. Jeżeli danie wymaga dłuższego gotowania, to przynoszą jakieś przystawki i kelnerka cały czas jest w ruchu. A ma dwudziestu klientów a nie jednego. Takie jest tutaj życie. W przyspieszonym tempie.
Ale zboczyłem z tematu. Kiedyś jeden z moich pasażerów, żartując ze mną o nieznajomości miasta, pocieszał mnie, że są gorsi. Opowiedział jak zabrał go Rosjanin. Podał mu adres ale widząc, że ruski ani w ząb, mówi mu jedź prosto aż do 13-tej ulicy i skręć tam w lewo.
Po chwili widząc, że przejechali już określone skrzyżowanie, woła do niego; Gdzie Ty jedziesz? Właśnie przejechaliśmy moją ulicę! Kieowca odwraca się i mówi sorry, not spike eglishe! I dalej jechał prosto. Musiał wi
ęc wysiąść i wracać na pieszo.
To wystarczy na dziś. Skończę innym razem.

Saturday, February 6, 2016

W poszukiwaniu pracy - wspomnienia.



Każdy z nas boi się stracić pracę i wie, że zdarzenie takie może pogmatwać nasze życie. Ale strach ten jest inny, kiedy znajdzie się w sytuacji w jakiej byłem w pierwsze lata pobytu w Stanach.
Jesteś sam, nia ma rodziny, przyjaciół. Nie ma do kogo zwrócić się o pomoc. Mało tego. Nie ma nikogo, z kim można by było porozmawiać, wyżalić się. Nikt nie doda Ci otuchy, wspomoże ciepłymi słowami. Każdego wieczora, kładziesz się do łóżka i nie możesz usnąć. Przez myśli przechodzi Ci tysiące myśli w poszukiwaniu rozwiązań. Wreszcie usypiasz, ale z beznadziejną pustką i postanowieniem, że jutro coś wymyślisz.
To jest tylko początek. Nie znasz języka, którym posługują się obywatele kraju w którym się znalazłeś. Nawet jak coś znajdziesz, to z góry wiesz że Cię nie przyjmą do pracy, bo nie potrafisz się z nimi porozumieć. Uczysz się pokory, akceptujesz poniżanie. Kiedyś chodziłem po miasteczku w New Jersey (nie pamiętam już którym) i wchodziłem do fabryk z pytaniem o pracę. Dawali mi jakieś papiery do wypełnienia. W większości wypadków, rezygnowałem w połowie. Wypełniłem rubryki z nazwiskiem, miejscem zamieszkania ale reszty już nie potrafiłem odczytać. Zawstydzony, wyrzucałem papiery do kosza i wychodziłem.
Kilka razy, udało mi się dostać prace. Trudno było jednak ją utrzymać, bez możliwości porozumienia się. Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia. Trzeba by było szybko nauczyć się angielskiego. Ale na to potrzebne pieniądze i czas. A obydwu nie miałem.
Jeżeli jesteś sam, masz jakieś szanse. Najwyżej pogłodujesz, pomęczysz się w niewygodach. Ale my mieliśmy kilkomiesięczne dziecko do utrzymania. Bez mieszkania i pieniędzy, stajesz się niebezpieczny. Jak zwierze walczące o przetrwanie, zdecydowany jesteś na wszystko.
Po wielu miesiącach, dowiedziałem się, że wielu polaków jeździ żółtą taksówką. Mały problem. Trzeba zdać egzamin ze znajomości miasta i przepisów.
Najpierw musiałem dostać amerykańskie prawo jazdy. Według przepisów Nowego Jorku, potrzebowałem zdać tylko egzamin z regulaminów. W biurze gdzie 
się go zdawało, wyczekałem w kolejce na miejsce przy maszynie z pytaniami.
Pierwsze brzmiało w jakim języku chce go zdawać. Z niedowierzaniem zobaczyłem, że mogę to zrobić w polskim. Bez namysłu zaznaczyłem tą wersję. Wielki błąd!!
Osoba która przetłumaczyła pytania z angielskiego musiała znać polski jak ja angielski.
Brzmiały one mniej więcej tak: Jak wjedziesz na skrzyżowanie i inny samochód jedzie a ty jedziesz prosto i on skręca, kto ma pierszeństwo.
Nie było możliwości tego rozgryzienia. No i oczywiście oblałem.
Za następne dwa tygodnie spróbowałem jeszcze raz. Tym razem nie zaryzykowałem i wybrałem angielski. Zdałem bez problemu.
Jeden krok do przodu. Wiedziałem, że nie mam szans zdania testu ze znajomości miasta. Każda sprawa jest do załatwienia, jeśli jeste
ś  zdesperowany. Za dolary, które zostały nam z zarobionych pieniędzy, zapłaciłem za wypełniony już test. Bałem się, że mnie oszukano, ale okazało się, że pytania na egzaminie były takie jak na mojej ściągawie.
Oficjalnie zostałem nowojorskim taksówkarzem. 




Tak zacząłem kilkuletni okres zwariowanej pracy. Przejechałem tysiące kilometrów ulicami Nowego Jorku. Poznałem każdą stronę tego miasta. Od bogatych dzielnic do brudu i slamsów. Od świateł ulicy Broadway, do spotkań z prostytutkami. Od eleganckich pasażerów, do kryminalistów.
Ale o tym następnym razem.

     

Friday, February 5, 2016

Ostrzeżenia oraz wypadek na Manhattanie



   Czas ucieka i zbliżam się do czasu wyjazdu do Ugandy. Oczywiście przyjaciele są po to, żeby wspomagać nas w każdej sytuacji i dlatego moi przesyłają mi ciągle jakieś wiadomości z tego miejsca. Poniżej dwa takie filmiki.



    Dostałem też ostatnie dokumenty na tą podróż. Najwięcej informacji jest na temat wyprawy w poszukiwaniu Goryli. Oczywiście wspominają, że może się zdarzyć, że ich nie spotkamy. Mam nadzieję, że się mylą. Jest to bardzo podniecające. Tylko 706 Goryli Górskich, żyje na wolności.
Między innymi podane są też różne wskazówki przy tej wyprawie. Między innymi:
-       gdyby Goryl się do Ciebie zbliżył, bardzo wolno wycofuj się na odległość 7 metrów.
-       Zdarza się, że Goryle atakują.  Wolno kucnij, nie patrz się na niego. Czekaj aż Goryl się Tobą znudzi
-       Inne to zwykle, nie używaj lampy błyskowej, nie kaszl, nie psikaj, nie rozmawiaj głośno etc.
Mamy iść prze dżunglę i ostrzegają przed spotkaniami z niezwykłymi zwierzętami. Najgorsze jednak mają być mrówki. Boleśnie gryzą i przyczepiają się do ciała. Gdybyśmy nadepnęli na większą grupę to natychmiast atakują i wtedy jedynym wyjściem jest całkowite rozebranie i oczyszczenie się z mrówek. Tu natychmiast zobaczyłem Mariana nago, biegającego po dżungli. Myślę, że mógłby to być dobry przebój na youtube. Piszę o Marianie ale ja też tak mogę latać, ale to ja nakręcam film, więc siebie delikatnie pominę.

   Trochę z mojej branży.  Kiedy używamy dźwigi do jakiś operacji, zawsze jest dużo sprawdzania przez władze miasta i ludzi od bezpieczeństwa. Zdarzyło się dużo wypadków i zawsze są one bardzo niebezpieczne. Są to bardzo duże maszyny i kiedy stracą balans i się przewrócą, powodują duże zniszczenia i bardzo często śmierć pracowników. Dzisiaj coś takiego się wydarzyło na 40 ulicy na Manhattanie. W tej chwili nie ma jeszcze dokładnych szczegółów. Wiadomo, że zginał jeden z pracowników a kilka osób zostało rannych. Wygląda na to, że ramie dźwigu (musi być przynajmniej 70 metrów długie) przeważyło równowagę dźwigu i przekręciło go do góry nogami.
Prawdopodobnie ktoś będzie miał poważne problemy. Kilka lat temu, zdarzyło się coś podobnego i właściciel firmy poszedł do więzienia.
Obecna firma do której należał dźwig jest tą samą od której ja w tej chwili wynajmuję swój. 






Wednesday, February 3, 2016

Zika, wybory oraz mój film ze Strefy Zero




    Zika. Następne słowo, które będzie nas straszyło przez najbliższe lata. Przechodziliśmy przez inne jak Dżuma, HIV/AIDS, wirus Ebola. Od wieków pojawiają się nowe choroby, ktore powodują śmierć tysięcy, milonów osób. Jakby sama natura próbowała kontrolować naszą populację.
Ta nowa nie jest taka groźna. Dorosłe osoby, chorują od kilku dni do tygodnia. Objawy to gorączka, swędzenie,bóle w stawach, zaczerwienione oczy. Przeraża ona nas, bo atakuje tych najbardziej niewinnych i bezbronnych. Nieurodzone dzieci. Kobiety w ciąży zarażone tym wirusem, mogą urodzić upośledzone dzieci.
Wspominam o tym, bo akurat mam szczęście wyjeżdżać w okolice, gdzie coś się dzieje. Ludzie w mojej pracy śmieją się i mówią, że ja specjalnie wyszukuję takie kraje i tam właśnie lubię jeździć.
    Zika wykryta została w 1947 roku właśnie w Ugandzie i nazwa jej powstała od parku narodowego w którym ją odkryto. Teraz jednak przeniosła się do Ameryki Południowej i Karaibów. Wiele wypadków przydarzyło się w naszym kraju. Przenoszona jest przez jeden z rodzajów komara. Na szczęście dla nas, żyją one tylko w cieplejszych terenach (np.Floryda). Ostatnio ogłoszono, że można zarazić się także przez stosunki seksualne.

    Odbyły się pierwsze wybory w stanie Iowa. Wszystko wypadło w przybliżeniu tak jak się zapowiadało. Prasa jednak jak zwykle przekazuje to w przekręconym obrazie.
W partii demokratycznej, jak pisałem Hilary Clinton traci na popularności z powodu wszystkich afer. Zakończyło się to jej zwycięstwem ale tylko o cztery osoby. Czyli 50-50, tak mała była różnica. Mimo wszystko zanotowała zwycięstwo. Co to oznacza.
Każdy stan, w zależności od ilości mieszkańców, ma przydzieloną ilość delegatów. Zwycięzca zabiera wszystkich. Na końcu dodaje się wszystkie stany i ten który ma największą ilość ma zostać liderem swojej partii.
    W partii Republikańskiej było trochę inaczej. Przed głosowaniem, liderami byli Trump i Cruz. Tak też się to zakończyło. Wygrał Cruz a za nim o 4% głosów mniej, znalazł się Trump. Następny był Rubio też z około 4% mniej za Donaldem. Czyli spodziewany sukces odniósł Cruz a Trump poniósł małą porażkę, bo dopiero drugi. Niespodziewanie dużą ilość głosów otrzymał Rubio. Typowo demokratyczna, jednostronna stacja telewizyjna CNN, niezadowolona ze zwycięstwa Cruza zignorowała jego sukces i nawet nie pokazała jego przemowy po zakończeniu glosowania. Wszyscy inni , na drugi dzień, brzmieli bardzo podobnie.
    Zdecydowane zwycięstwo Cruza i olbrzymia porażka Trumpa i wielki sukces Rubio. Tak wszystko było napisane, jakby to Rubio zwyciężył a Trump przegrał ze wszystkimi. Bardzo widoczna jest nienawiść prasy do Trumpa. Robią wszystko, żeby osłabić jego pozycję.
    Mnie tak naprawdę to nie przeszkadza, bo wszyscy trzej w jakiś sposób mi odpowiadają, wkurza jednak widoczna dyskryminacja jednego z nich.

     Udało mi się skończyć film o którym mówiłem. Jest to składanka z wywiadów jakie przeprowadziły ze mną różne stacje telewizyjne. Te które udało mi się nagrać. Także urywek z filmu „Co kryje kurz”.
    Reszta to moje nagrania ze strefy zero a także relacje telewizji amerykańskich z wydarzeń września. Całość poniżej


Monday, February 1, 2016

Polityczna karuzela i ostatni weekend.


     Dzisiaj została włączona do biegu polityczna karuzela. Na razie jest pełna kandydatów. W ciągu dwóch miesięcy zacznie się jednak robić tam dużo luźniej. Zacznie kręcić się coraz szybciej i wielu kandydatów zostanie wyrzuconych, lub postanowią sami wyskoczyć.
      Gra ta zaczyna się u nas od przedwyborów. W kilku stanach (Iowa, New Hampshire, North Carolina). Tutaj zorientujemy się jak wyglądają nastroje wyborców i kto ma naprawdę szanse na zwycięstwo w swojej partii. Obydwie prowadzą swoje wybory niezależnie i tylko ich członkowie mogą głosować na swoich kandydatów.
     W kwietniu, maju, zostanie już tylko kilku głównych. Na nich będą głosować wyborcy ze wszystkich pozostałych stanów. Na zakończenie lata, zbierają się konferencje dwóch partii i tam zostają ogłoszeni zwycięzcy.
    Ciekawostką jest, że nawet kiedy wszyscy wyborcy z danej partii zdecydowali, że  odpowiada im dana osoba, przywódcy partii mogą się z tym nie zgodzić i oficjalnie wybrać swojego kandydata. To się zdarzało, ale myślę, że tylko w przypadku, kiedy różnica głosów była stosunkowo niewielka. Nie myślę, że zrobiliby to, gdyby jeden z nich miał dużą przewagę, ale mają takie prawo.
    Od tej chwili walka przechodzi na inną arenę i odgrywa się między pojedynczymi zwycięzcami dwóch partii. W Listopadzie, będziemy już wiedzieli, kto przewodzić nam będzie przez następne cztery lata.
   
      W miniony weekend, kontynuowałem prace przy odświeżaniu naszego domu. Przy pięknej pogodzie, mogłem nawet otworzyć okna. Było około 10 stopni Celsjusza. W środę, ma być nawet 15 stopni. Doszedłem do kuchni. Kafelki na ścianie przy kuchni gazowej, były trochę więcej przybrudzone, postanowiłem więc użyć silniejszej chemii. Mam taki spray, który zmywa nawet graffiti. Założyłem gumowe rękawiczki, ale po zakończeniu czyszczenia, okazało się, że trzy palce w rękawicy się rozpuściły. Mógłbym teraz włamać się do banku, bo linie papilarne zostały wyżarte i moje palce są gładziutkie jak dupcia niemowlaka.
      Wieczorem dałem swojej żonie radę. Po cholerę masz kupować tyle kremów na twarz. Każdy słoiczek kosztuje kilkadziesiąt dolarów i musisz się smarować codziennie do końca życia. Kupię Ci taki spray i będziesz go mogła użyć. Kosztuje tylko 7 dolarów, więc zaoszczędzimy wiele pieniędzy i działa w ciągu kilku godzin. Mało tego, posmarować się musisz tylko raz a nie codziennie. Będziesz miała równiutką, gładziutką twarz. Najwyżej troszeczkę spuchniętą.
     Po wyrazie jej twarzy, nie myślę że się na to zdecyduje!

     Po zakończeniu sprzątania, w niedzielę wieczorem, usiadłem jak zwykle przy komputerze, żeby się zrelaksować. Sprawdzałem coś na swoim twardym dysku i doszedłem do miejsca, gdzie zapamiętane jest wszystko z czasów prac w Strefie Zero. Mam tam też trochę materiałów nakręconych kamerą filmową. Minęło już 15 lat od tamtych chwil, ale nigdy nie przejrzałem tego wszystkiego. Nie lubię wracać do tego okresu.
Wczoraj jednak postanowiłem to zmienić. Mało tego, pomyślałem sobie, że poskładam to do kupy i zrobię krótki film.
        Jest to przecież czas, nie tylko tragedii, ale mojej ciężkiej pracy i dużego sukcesu. I nie tylko w swojej branży budowlanej ale prywatnego.
Potrafiłem wytrzymać całą presję politycznych rozgrywek, konkurencji innych firm. Fizycznie i psychicznie przetrwać przez ten okres.
      Ważne też było, że dałem swoim rodzicom miły prezent. Każdy z nas chciałby doczekać chwil, kiedy ich dzieci osiągną jakiś sukces. Moja mama miała w tym czasie atak serca i kiedy wyrwałem się z tego miejsca na kilka dni, żeby ja odwiedzić, widziałem jak bardzo się cieszyła z mojego sukcesu i jak była z tego dumna. To była dla mnie największą zapłatą za ten wysiłek.
     Myślę, że uda mi się go skończyć bardzo szybko. Jak się za coś zabiorę, to będę spał po kilka godzin dziennie, ale muszę to skończyć. Zaraz po tym załączę go na swoim blogu.

Thursday, January 28, 2016

Związki Zawodowe - Operatorzy Ciężkiego Sprzętu




Przepisy Związków Zawodowych to grube książki. Każdy z nich ma swoje, więc muszę być z nimi obeznany. Nie jest to możliwe (za dużo materiału) i nieraz zostaje zaskoczony czymś nowym. Oczywiście muszę znać tylko te, których pracowników zatrudniam. Najważniejsza grupa to robotnicy. Tu mamy dwa związki. Wszystkie znane są pod swoimi numerami. W tym wypadku 731 i 1010. Gdyby się wczytać to jedni są od wylewania betonu, zakładania szalunków a drudzy od kopania rowów i montowania podziemnych instalacji jak np. wodnych.
   To są jedne ze związków z którymi nie mam problemów. Przyjmuję kogo zechcę i rzadko kiedy, ktoś z ich administracji składa jakąkolwiek skargę. Nie mają zresztą powodu, bo z nimi mi się najlepiej pracuje. Nie ma też żadnych regulacji w sprawie zwalniania. Jeżeli mi się on nie podoba, to mam prawo go odesłać z czekiem i przyjąć innego. Stosunki te są także zależne od prowadzącego budowy. Ponieważ ja z nimi współpracuję, mało tego, zawsze popieram, oni się odwzajemniają.
     Z drugim związkiem z którym nie mam większych konfliktów to stolarze. Moi ludzie pracują dla mnie po kilkanaście lat. Ja o nich dbam i oni wykonują to czego wymagam. Związki też zawsze mnie popierają. Na tym się kończy ta współpraca. Reszta to dobre dni a reszta to konfrontacje.
Operatorzy Ciężkiego Sprzętu. 
    Ten też dzieli się na dwie grupy. Jedna pod numerem 15 a druga 14.
Ci pierwsi obsługują lżejszy sprzęt. Jeżeli ciężar maszyny przekroczy 27000 kilogramów, przejmują ja związki 14. Także jak maszyna jest na gąsienicach, zamiast na kołach. Reszta to już same problemy.
     Zacznę od zarobków. Zależą one od maszyny na której pracuje ich operator. Obsługując mały dźwig ma płacone 122 dolary na godzinę. Za koparkę 110 na godzinę.
    Jeżeli budowa jest wygrana za sumę przewyższającą 60 milionów, dochodzą do nas starsi panowie dwaj.  Jeden Master Mechanic ze związków 14, drugi Maintenance Man z 15-tki. To są panowie, którzy nic nie robią. Powinni naprawiać maszyny, ale tego nie potrafią i nic na to poradzić nie można. Jeżeli zaczyna się na nich narzekać, to robią nam poważne problemy. Nauczeni jesteśmy wiec zostawiać ich w spokoju.
    Master Mechanic zarabia tyle ile najwięcej zarabiający operator z jego związków. Jeżeli jeden z nich pracuje 12 godzin (wszyscy inni 8) on ma płacone 12.
Ale może być inny który pracował tylko 10 godzin, ale ma lepszą stawkę na godzinę i jego suma jest większa od tego z 12-toma godzinami. Wybiera on najlepszą opcję.
    Maintenance Man ma stałą stawkę na godziny (122 na godzinę) ale też ma płacone za najdłuższe godziny jednego z jego pracowników. Siedzą sobie oni w biurze, bo musimy im takie postawić i grają w karty.
     Stworzonych jest też wiele stanowisk dla tych co nie potrafią pracować. Kiedy powieszę sznur lamp, żeby oświetlić miejsce pracy i światło przekroczy 1000 Watów, czyli dziesięć żarówek, muszę zatrudnić człowieka z 15-tki do ich obsługi. Także drobniejsze maszyny jak kompresor, muszą mieć kogoś do obsługi. Jeżeli jest on zamontowany na ciężarówce, ten odmawia jej prowadzenia. Nie musi robić nic tylko rano nacisnąć guzik, żeby go włączyć i na koniec dnia wyłączyć. Często nawet tego nie potrafią, bo nie mogą znaleźć guzika.
    Inna pozycja to oiler, czyli można go nazwać smarowacz. Kiedy maszyna jest większego rozmiaru, oprócz tego co ją obsługuje musi być też smarowacz. Rano ma ja naoliwić i to samo w czasie lunchu. To wszystko. Płacimy mu za to 95 dolarów na godzinę (oczywiście 8 godzin, chociaż pracuje tylko godzinę).
    Zamawiam dźwig, którego my nie mamy. Oczywiście muszę zapłacić obsługującemu za godziny dojazdu na naszą budowę i powrotu do ich bazy. Prowadzi ją oczywiście tylko jeden człowiek. Smarowacz siedzi już w domu. Płacone muszą mieć jednak obydwoje. Nieraz dźwig jest większy, więc nie ma prawa poruszać się w dzień. Operatorzy idą po 8-iu godzinach pracy do domu. Jeden wraca w nocy. W ciągu godziny dojeżdża do swojej bazy. Oczywiście to samo działo się przy dostarczeniu dźwigu. Czyli: jeden człowiek 1 godzina dojechać, i jeden człowiek 1 godzina odjechać. W sumie 2 godziny. A ja płacę za dojazd dwóch ludzi po 8 godzin i to samo za powrót czyli razem 32 godziny!!!
    Jeżeli operator z 15-tki zostaje wyrzucony z pracy, bo nie potrafił obsługiwać swojej maszyny, nie wolno mi jej użyć przez cały tydzień. Musze ją zostawić z boku i przywieźć inną, której on nie dotknął. Inaczej będę płacił za nowego i starego operatora, nawet gdy ten drugi siedzi w domu.
    Tak samo, jeżeli bym użył maszyny obsługiwanej przez pana A w ciągu tygodnia ale w sobotę obsługiwał by ja pan B (bo on potrafi robić coś co tamten nie umie) muszę zapłacić za te same godziny obydwu panom. A w sobotę płaci się podwójnie, czyli za 8 godzin, zapłaciłbym 32 godziny.
     Gdybym musiał pracować w czasie lunchu (pół godziny od 12 do 12:30), muszę takiemu operatorowi zapłacić dodatkową ponadgodzinę, chociaż on będzie miał nadal lunch pół godziny później.
    Powiedzmy mam sytuację, że pracuję na zwolnionych obrotach i próbuję utrzymać w pracy głównych pracowników. Operator wsiadł rano na spycharkę. Ale na niej miałem tylko pracy na pół godziny. Więc przesadzam go na koparkę ale tu też mam tylko na pół godziny. Teraz następny przeskok kosztuje mnie 1 ponadgodzinę, czyli dwie normalne godziny. Następny przeskok jest zabroniony. Może siedzieć następne 6 godzin nic nie robiąc ale nie wolno mu obsługiwać żadnego sprzętu.

     Wszyscy już przyzwyczaili się do takiego stanu i uważają to za normalne. Mało tego, jak by z tym polemizować, to uznają Cię za jakiegoś wyzyskiwacza, kapitalistę. Ale pomyślmy nad tym logicznie .
     Jestem przedsiębiorcą i moim celem jest zarobienie pieniędzy. Przyjmuję człowieka do pracy. Nie mam problemu zapłacić mu sum, których wymagają związki zawodowe. Powiedzmy, że mam małą budowę. Nie potrzebne mi dziesiątki maszyn i nie ma wystarczająco pracy dla każdego fachu. W wybrany dzień mam pracę dla jednego operatora, ale kilku maszyn. Najpierw musi wykopać mały dołek koparką, później załadować ciężarówkę inną maszyną i zakończyć dzień na koparce. Pracuje 8 godzin. Ja za to zapłacę. Oni uważają że jestem wyzyskiwaczem, bo zabieram innym pracę. Każda maszyna powinna mieć innego do obsługi. Jeden pracuje cztery godziny, kiedy inny śpi i na odwrót. Przecież to kurwa nie ma sensu. Tak samo z kadzą inna funkcją. Muszę mieć robotnika do wykopania dołu. Powiedzmy dwie godziny. Potem stolarza do uformowania szalunku, następne trzy godziny i zbrojarza do włożenia kilku drutów w te formy. Reszta dnia. Praca dla jednego człowieka, a ja musze mieć trzech. I każdy ma płacone po osiem godzin. To jest jawna grabież i nikt nie grzmi. Ja mogę zapłacić jednemu z nich najwyższą stawkę ale to nie wystarcza.

    To tylko niektóre z przepisów. I tylko jednego ze związków. Zostawię to na razie, bo bym zanudził. Napiszę przy innej okazji o pozostałych. Może jak będą nudy i nic innego nie będę miał do przekazania