Monday, January 18, 2016

Wybory prezydenckie


Zanim podzielę się z Wami myślami na temat naszych wyborów, załączę kilka rzeczy na rozluźnienie.
Pierwsze to ciekawa myśl, znaleziona na intrenecie.
      Polacy generalnie maja nawyk przeklinania. Aż dziw, że Konstytucja RP nie zaczyna się od preambuły „My, kurwa, naród polski…”
    Poniżej bez komentarza.


  Bardzo ciekawe historyczne zdjęcia.


I zabawne polskie ogłoszenia



     W Stanach jesteśmy w ostatniej fazie wyborów na prezydenta, wewnątrz indywidualnych partii.  Okazuje się że tak republikańska jak i demokratyczna ma sytuację niewyjaśnioną.  Jeszcze nie tak dawno, Hilary Clinton była niekwestionowaną liderką Partii Demokratycznej.  Zamieszana jest jednak w wiele afer. Pozwoliło to więc,  na poważne zbliżenie się do niej bardzo lewicowego (dla mnie to prawie komunista) kandydata Bernie Sandersa.
     W Partii Republikańskiej, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Kandydatów jest dalej bardzo wielu. Nikt nie chce zrezygnować. W tej chwili trzech z nich wysunęło się na czoło tej grupy. Jeżeli pamiętacie, pisałem o wszystkich i trzech moich w faworytów jest  w tej chwili na prowadzeniu. Trump, Cruz, Rubio.
      Największe wsparcie ma Donald Trump. Dla wielu bardzo kontrowersyjna postać.  Chociaż zgadzam się z większością jego postulatów, wniosków, mam nieraz mieszane uczucia na jego temat.  W większości przez jego grubiaństwo i brak taktu. Uważam że Trump, nie stworzył swojej popularności sam. Główną postacią która to zrobiła to sam prezydent Obama. Ludzie są tak niezadowoleni, więcej, wkurzeni,  że zaczynają szukać czegoś ekstremalnego. Trump jest takim lekarstwem na panującego raka. Z różnych sondaży wynika, że 20 procent demokratów odwraca się od swojej partii.
    Co więc doprowadza do takiej popularności Trumpa?  Wykorzystuje niezadowolenie narodu amerykańskiego i pierwszy raz w historii Stanów, mówi bez ogródek i zahamowań. Powtarza wiele razy że trzeba skończyć z polityczną poprawnością.  Pomaga mu sytuacja w kraju. Na przykład. Ostatnie wypadki w San Bernardino w Californii. Para muzułmanów, przygotowywała się do tego zamachu przez dłuższy czas. Już po tych wypadkach, okazało się, że byli ludzie którzy widzieli, że coś podejrzanego działo się wokół tej pary. Nikt jednak nie odważył się tego zgłosić, bo obawiali się reperkusji naszego rządu z posądzeniem o rasizm, nienawiść do muzułmanów.
     Wiele jego postulatów jest bardzo prosta i do zaakceptowania, bo są logiczne. Każdy inny kraj to robi, tylko nie my.
1.    Angielski jest głównym i jedynym urzędowym językiem. Nie chcesz nauczyć się naszego języka to wracaj do swojego kraju. Nie znaczy to, że nie będzie pomocy z tłumaczeniem. Prywatne firmy, np. Banki mogą robić co chcą, to jest ich biznes. Czy ktoś w Polsce zgodziłby się na wprowadzenie Ukraińskiego jako drugiego, oficjalnego języka? Albo w Niemczech, Tureckiego?
2.    Zachowanie naszej kultury i tradycji. Tych, na których fundamentach ten kraj został zbudowany! Na Święta Bożego Narodzenia mówienia sobie Merry Christamas a nie jak teraz nakazane Happy Holidays, żeby nie obrazić komunistów i innych religii.
3.    Uszczelnić, kontrolować granice. Ameryka była, jest i będzie krajem, który przyjmuje do siebie imigrantów.  Musi to być jednak kontrolowane a nie tak jak w ostatnich czasach, dostają się tu miliony ludzi przechodzące do nas z Meksyku nielegalnie. I znów porównanie. Gdyby do Polski zaczęły wpływać setki tysięcy Ukraińców, Rumunów, nie myślę, że Polacy by się na to zgodzili.
4.    Dosyć niekontrolowanej pomocy dla nielegalnych i emigrantów. Wydawane są na to miliardy dolarów. Legalni obywatele takiej pomocy nie mają. Za darmo leczenia, mieszkania. Chcesz tu mieszkać? Postaraj się zrobić to co my wszyscy musieliśmy robić przyjeżdżając do tego kraju. Zabrać się do ciężkiej pracy i stanąć samemu na nogi.
5.    Odwrócić Obamacare, czyli państwowej kontroli nad ubezpieczeniami medycznymi. Mieliśmy najlepszą opiekę lekarską na świecie. Tutaj przyjeżdżają ludzie z całego świata, żeby się leczyć. U nas nie czekało się w kolejkach na operacje, badania. Nikomu nigdy nie odmawiana jest pomoc w szpitalach, nawet gdyby nie miał dokumentów, pieniędzy. Najpierw pomoc a potem szukanie metod zapłaty. My jesteśmy przykładem. Córka urodziła się tu w pierwszych tygodniach naszego pobytu i nie mieliśmy żadnych środków na pokrycie kosztów szpitala. Dostaliśmy najlepszą opiekę. Później spłacaliśmy dług temu krajowi naszą pracą.
6.    Przestać  rozdawać pieniądze obcym narodom, bez żadnych korzyści. Co roku dziesiątki krajów otrzymuje miliardy dolarów, bez zobowiązania ich zwrotu.  A kraj nasz znajduje się w coraz większych długach. To nie ma najmniejszego sensu. Pomoc może być dostarczana tylko do tych krajów, które zgadzają się na nasze warunki.  Na przykład. Polacy chcą mieć zabezpieczenie przed Rosją i Amerykanie mogą zainstalować tam system antyrakietowy. Jeżeli rząd polski się na to zgadza i jest to im potrzebne, amerykanie też chcą się zabezpieczyć przed agresją Rosji na Europe Zachodnią. Jest to wspólny interes.
7.    Nasz budżet musi mieć balans. Musimy przestać wydawać więcej niż produkuje. Kiedyś doprowadzi nas to do ruiny. Trzeba obciąć wydatki na bzdurne, niepotrzebne i lukratywne sprawy.
Może muszą wydane być nowe regulacje, prawa, ale dalej tak być nie może. Drobny przykład, może mniej istotny ale pokazujący rozrzutność, głupotę.
     Pracownicy miejscy, stanowi, federalni, mogą iść na emeryturę po przepracowaniu 20 lat. I tak człowiek zaczynający w młodym wieku, mając 40 lat dostaje pensję emerytalną. Ostatnio pisano o takim wypadku. Ale jest ich tysiace.  Mężczyzna był dyrektorem szkoły. Po 20 latach dostał emeryturę, która wynosiła więcej niż jego normalne zarobki. Ustalana jest ona na podstawie ostatnich trzech lat pracy. Oni przez te lata pracują duże ilości ponad godzin i wtedy emerytura rośnie do wielkości przewyższającej ich regularne zarobki. Ten facet, dostał po tym prace, znów jako dyrektor szkoły, w innym regionie. Ponownie po 20 latach odszedł na emeryturę na tych samych warunkach. Teraz został dyrektorem trzeciej szkoły.  No i jak Wam podoba się ten komunizm? My nie dostajemy żadnej państwowej emerytury (nie wliczam tu tzw. Social Security, bo to ma każdy) a on ma trzy. Podawane były jego roczne zarobki w tej chwili i przekraczały 500,000 dolarów. Absurd! My jako podatnicy za to płacimy.
   Na tym właśnie opiera swoją popularność Trump.  Także na odbudowaniu siły tego kraju. Nasza armia została częściowo rozbrojona przez Obamę i ograniczona zostały jej sprawność przez nowe regulacje. Niedawno zaatakować mieliśmy konwój terrorystów. Zamiast to zrobić z zaskoczenia, najpierw ogłoszono przez radio, żeby opuścili pojazdy, bo ich zbombardujemy. Dopiero po ucieczce terrorystów zniszczono pojazdy. Ktoś tu jest najwyraźniej nienormalny. Nigdy nie wygramy wojny z terroryzmem.
     Za kilka tygodni zaczną się wewnętrzne wybory partyjne w pierwszych Stanach. Normalnie po kilku pierwszych, zaczną rezygnować Ci co zdobędą najmniej głosów. Będzie ich coraz mniej i w ostatecznej fazie będzie to rozgrywka między najsilniejszymi. Sam ciekawy jestem co z tego wyjdzie. Na razie wszystko wygląda tak jak przewidywałem wiele miesięcy temu. Wszystko zależy od obywateli  naszego kraju. Oni są ostatecznym głosem i oni zadecydują o przyszłości. Ja mam tylko nadzieję, że tym razem podejmą słuszną decyzję.
     

Friday, January 15, 2016

Miraż

Od wielu lat przestrzegałem o niebezpieczeństwie budowania kraju w oparciu na ekonomii innych narodów. Tworzy to olbrzymi miraż w którym żyjemy i wygląda cudownie do momentu, kiedy coś się nie zmieni. Barwny miraż znika i okazuje się, że wszystko jest szare.
Urodzony w Polsce, żyjący w Stanach mam pecha przyglądając się jak te dwa kraje robią ten sam błąd.
Ameryka. Najpotężniejszy kraj na świecie. Dzień za dniem podkopuje fundamenty swojej siły i nie wiadomo czy będą w stanie uratować się przed nadchodzącą ruiną.
Przez dziesiątki lat ludzie tu stali się narkomanami dobrobytu. Każdy chce mieć wszystko. Nawet Ci leniwi, nygusy. Rząd, przemysłowcy wiedzą dobrze, że podając im te narkotyki, mogą robić co zechcą. Trudno jednak produkować coraz taniej a w tym samym czasie rozpieszczając tych co pracują przy produkcji, płacić coraz więcej. Znaleźli więc wyjście. Dostajemy podwyżki, zwiększane są ilości dni wakacayjnych, chorobowych, personalnych, macierzyńskich.
Niektóre rzeczy stają się tak oczywiste, że gdyby ktoś wspomniał o przesadzie, inni wyzwali by go od faszysty. Kiedyś soboty były pracujące. Przyznajmy się wszyscy, że nawet myśl o pracy w sobotę bez dodatkowej opłaty jest dla nas chorym pomysłem. Kobieta nie dostająca wolnego na wiele miesięcy po urodzeniu dziecka? Myślimy, że standart tych wygód jest już ustalony. Nieprawda. Nasze apetyty rosną. Kiedyś każdy oszczędzał pieniądze, żeby w razie choroby mieć na lekarza. Wtedy chodziło się na takie wizyty co kilka lat. Później przyszły ubezpieczenia, rządowe pomoce. Teraz latamy do doktórka jak mamy czkawkę. Czemu nie!
Następnie doszedł dentysta. Niedługo oparacje plastyczne dobiją do tej samej grupy. Wymyślam?. Już pokrywają koszta odcięcia członka i uformowania cipki.
Pamiętacie piosenkę Wałów Jagielońskich „Pod Gruszą„( Nie jestem pewien czy to dokładnie taki tytuł). Więc leżymy sobie wygodnie w cieniu pod gruszą i jest nam tu cudownie. Do momentu, kiedy ktoś tej gruszy nie wytnie.
Dają nam więc coraz więcej i nikt z nas tego nie ma zamiaru zmienić. Oni jednak musieli wymyśleć coś co pozwoli im na produkcję narkotyków. Dzień po dniu, rok po roku nasze fabryki, zakłady produkcyjne zaczęły znikać. Największe zmieniły miejsce zamieszkania. Najpierw był Taiwan, teraz Chiny. Trudno jest mi coś kupić w Stanach bez napisu Made in China. Pewnik!! Nikt nie narzeka (może kilku coś zamruczy, zaskomli). Mamy po dwa, trzy samochody. W każdym domu kilka telewizorów, dziesiątki elektronicznych robotów. Dywany sprzątają samochodzące odkurzacze, kawa, cappucino wylewa się po naciśnięciu jednego guziczka, fotele z masażami, drapiące nas po dupie jak trzeba. Nikt z tego nie zrezygnuje.
Czy kogoś obchodzi, że miliony chińczyków pracuje prawie za darmo? A gdzie są Chiny?
Stworzyliśmy nowe potęgi ekonomiczne w krajach arabskich. Mając olbrzymie zasoby ropy, gazów, wolimy kupować od innych. Pod płaszczykiem ochrony przyrody, uzależniliśmy się od następnych krajów. Zgadzam się z każdą metodą która pomoże nam w ochronie naszej ziemi. Ale w tym samym czasie Ci od których się uzależniamy wypuszcają w atmosferę chmury zanieszcyszczonych dymów, które powoli wracają nad nasz kraj. W ocean wylewają się rzeki ścieków, chemicznych zanieszyszczeń, które podpływają nad nasze brzegi.
Ekonomia Chin od samego początku jest skazana na klęskę. To nie jest ekonomia, to jest hybryda stworzona przez komunistów. Nie ma pewności, kiedy to wszystko się zawali. Wygląda na to, że zaczęło już coś pękać. Niestety. Jesteśmy jak syjamscy bracia.Kiedy jeden umrze, drugi ma małe szanse na przeżycie. Chyba że ktoś zdecyduje się na operację i rozdzielenie tych dwóch ciał. Już nawet przestałem się zamartwiać, patrząc na moje oszczędności całego życia topniejące każdego dnia. Ktoś kto nie zna amerykańskiego systemu, może pomyśleć, dlaczego nie zabiorę tych pieniędzy z Giełdy Papierów Wartościowych. Niestety. Nasi przywódcy dobrze o to zadbali. Nie mamy takiego prawa. Pieniądze oszczędzane przez plany firm, związków zawodowych nie mogą być ruszone do momentu pójścia na emeryturę. Gdyby komuś udałoby się to wydostać, zabrali mu by przez podatki 60 %.
Zabawne jest, że miliony naiwnych, wierzy, że wszystko jest w porządku. Że tak powinno być. Rząd powinien się nami opiekować. Dać nam za darmo żłobki, szkoły, szpitale, zapomogi.
Nie próbują nawet zrozumieć, że nic nie jest za darmo. Ale jest!! Nasz aranżer cyrku ma bardzo proste rozwiązanie. Zostawił w tym kraju pewien rodzaj fabryk. Produkują one zielone papierki. Miliony, miliardy. Pamiętam z dawnych czasów, że każdy dolar który miałem w ręku był używany. Teraz na codzień dostaje się nowiusieńkie banknoty, pachnące jescze farbą.
Cyrk w którym się znajdujemy, prowadzony jest przez człowieka, którego nie zatrudnił bym nawet jako stróża, bo obawiał bym się że będzie spał. Ale o nim napiszę innym razem.
Nie mogę tyle powiedzieć o Polsce. Z tego co jednak oglądam, Wasz cyrk nie jest uboższy od naszego. Polska wygląda cudownie w porównaniu z tą, którą opuściłem. Ilu z Polaków zastanawia się jak to jest możliwe, że w ciągu kilkudziesięciu lat, zbankrutowany, skoruptowany kraj był to w stanie zrobić? Kraj nasz sprzedany został tak jak Ameryka. Wieki, lata, Polska stawiała opór każdemu najeźdcy. Pokolenia umierały walcząc o jej wolność, niezależność. Nikomu nie udało jej się zniewolić. Przyszły nowe czasy. Może taki będzie nowy świat. Kawałek po kawałku zostaje wyprzedana i nikomu nieprzeszkadza, bo nikt nas nie gnębi. Miraż jest bardzo mocny. Mamy prace, budujemy własne domy, każdy ma co jeść.
Niestety, większość fabryk, banków, przedsiębiorstw należy do Niemców, Anglików, Szwedów. Wszystko w naszym kraju przestaje być Polskie. Złuda dostawania pieniędzy z Unii Eurpejskiej przysłania ludziom fakt, że to się kiedyś skończy. I wtedy wszystko pierdnie. Nie trzeba było wojny, żeby zająć Polskę. Naprawdę ktoś ma złudzenie, że Ci przemysłowcy, bankierzy (nie Polacy) nie będą mieli kontroli nad władzami Polski? Miraż.
Nasi przywódcy mają dużo wspólnego ale też dużo różnic. Nasz jest oficjalny, śmieje się nam w twarz, nie dba o reakcje narodu i ustanawia prawa bez zgody rządu powtarzając, że cały naród się z nim zgadza. Wasz jest cichociemny i chowa się za plecami innych, śmieje się Wam w twarz, nie dba o reakcje narodu (oprócz księdza Rydzyka) i ustanawia prawa bez zgody rządu ale robi to przynajmniej w nocy.
O Waszym jest też dużo więcej kawałów.













Thursday, January 14, 2016

Afryka




    Po narzekaniu na pracę, przeskoczę na coś  przyjemniejszego. Przynajmniej dla mnie. Czyli planowane wakacje.
     Zostało już tylko sześć tygodni do następnej wyprawy. Wszystko jest już załatwione. Oczekujemy tylko na wizy. Mówię w liczbie mnogiej, bo ponownie wybiera się ze mną mój kolega Marian.
Wspominałem nie raz, że jestem zakochany w Afryce. Tam też zaplanowałem naszą wycieczkę. Będzie trochę inna niż poprzednie. Nie jest to zwykłe safari.
      Zaczniemy od długich lotów. Musimy przelecieć do Amsterdamu (8 godzin). Tam kilka godzin czekania i następny lot do Rwandy (8.5 godziny). Jeszcze jedna przesiadka i ostatecznie lądujemy w Entebbe, Uganda.
      Będzie dużo podróżowania z miejsca na miejsce.  Noclegi mamy w czterech różnych  obozach. Kilka dni mamy na safari.
Pierwszym przystankiem innym niż tradycyjne to Kyaninga Lodge.
Leży on nad jeziorem o tej samej nazwie w Górach Księżycowych.


     Tam spędzimy dwa dni wspinając się na góry w poszukiwaniu małp. Jest ich tam bardzo dużo odmian. Głównym jednak celem jest spotkanie szympansów.


Wszystko to odbywać się będzie z naszym przewodnikiem. Mam nadzieję, że będzie miał jakąś broń palną, bo idziemy przez dżunglę pełną zwierząt. Żyje tam też odmiana lwów, która w odróżnieniu do ich kuzynów, często spędza czas na drzewach.




   Wycieczki takie zawsze pełne są niespodzianek. Może zdarzyć się, że pooglądamy tylko drzewa, a może być to pełna wrażeń zabawa. Wszystkie te małpy żyją na drzewach, więc trudniej jest je znaleźć, niż inne afrykańskie zwierzęta.
     Następny, główny przystanek to Gorilla Forest Camp znajdujący się w Bwindi Impenetrable Forest.

      

   To jest główny cel wycieczki.  Znów z obstawą, na pieszo, będziemy musieli wspiąć się na górę  wysokości 2,000 metrów. Tam, licząc na szczęście, mamy je odnaleźć i spędzić z nimi dwa dni.


Nie, nie będziemy tam spali. Wracamy na noc do obozu i na drugi dzień ponownie do nich.
Znów, wiele zależeć będzie od szczęścia.
Na zakończenie, przebywając w Mihingo Lodge,


wyjedziemy na ostatnie safari na koniach. W tym przypadku mamy nadzieję, że jeżeli jakiś lew będzie głodny, zabierze się najpierw za konia.


     Tak ma w skrócie to wyglądać. Przebywając na afrykańskich terenach, bawię się wspaniale, nawet bez szczęścia spotkania zwierząt. Naturalnie każde z nich przynosi wiele radości.
Co z tego wszystkiego wyjdzie okaże się już w niedługim czasie, ale zaplanowanych jest wiele atrakcji. Coś musi się udać.     
  Na zakończenie. Znalazłem film z obozu w którym będziemy przebywać. Raczej bardzo rzadkie, ale prawdziwe spotkanie z rodziną Goryli.



Tuesday, January 12, 2016

Budowa

Trudno jest rozmawiać nie poruszając tematu swojej pracy. Niestety, odliczając weekendy, jest to poważniejsza część naszego życia. Chcąc, nie chcąc, odbija się to na naszej psychice i zostawia ślady w tej pozostałej, przyjemniejszej „połowie„.
     Jak już pisałem, moja ostatnia budowa daje mi mało przyjemności. Z moimi pracownikami zostawieni zostaliśmy na samotną walkę i z góry skazani na niepowodzenie. Budowa miała staraty rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów, jeszcze przed jej rozpoczęciem, przez pomyłkę w ustaleniu ceny przy jej zdobywaniu. Szefowie nadal nas unikają. Często odmawiają pomocy, kiedy o nią proszę. Nie chcą zrozumieć, że nieraz wydanie dodatkowych pieniędzy, może przynieść w końcowej fazie duże oszczędności. W ich planach jest tylko jedna myśl. Nie wydać jednego dolara, jeśli nie są do tego zmuszeni. Moja grupka inżynierów jest bardzo zfrustrowana, przygnębiona.
     Deegan Expresway, droga którą przebudowujemy jest w fatalnym stanie. Zresztą jak wiele dróg w Nowym Jorku. Pieniądze roztrwaniane są na socjalne programy. Podatki ściągane z nas na budowy dróg (opłaty za mosty, podatki na benzynę) znikają a infrastruktury niszczeją. Mały przykład. Przez Washington Bridge, przejeżdża dziennie około 320,000 samochodów. Koszt przejazdu za samochód osobowy to 15 dolarów. Im większy, tym większe opłaty i np. ciężarówka z 12-stu kołami płaci 126 dolarów za pojedyńczy przejazd. Licząc, że wszystkie samochody są tylko osobowe (a ciężarówek jest przynajmniej jedna trzecia), dzienny zarobek na moście to 5 milionów dolarów, czyli 145 milionów na miesiąc. A jest to tylko jeden z wielu mostów. Gdyby ludzie wiedzieli na jakich drogach jeżdżą, nie jeden zastanowiłby się, czy chce ryzykować wyjazd. 
    Kilka tygodni temu, zacząłem rozbiórkę, północnej części autostrady. Pierwsza faza to zdjęcie asfaltu z betonowej drogi. Prosta operacja. Szybko okazało się, że w wielu miejscach, pod tym asfaltem zamiast betonu, nie ma nic!!! Znaczy jest ale pod silniejszym nacisku wszystko się zapada. Na zdjęciu poniżej jest jedna z takich dziur. Jest ona dwa metry długa i 30 centymetrów szeroka. Zbrojenie nie istnieje, przeżarte rdzą. Okolice dziury przy uderzeniu młotkiem, rozpadają się.


 Dla mnie jest to oczywiście duży problem, bo pracuję tam z ciężkimi maszynami, dźwigami. Błędne ustawienie maszyny, skończyć się może poważnym wypadkiem.
     Następna faza to zdjęcie betonowej drogi ze stalowych belek. Tniemy drogę na obliczonej wielkości płyty.


Następnie zdejmujemy beton.



Ta operacja na razie przebiegła bez problemów.
   Teraz czas na usunięcie metalowych belek, które są w złym stanie i zastąpienie ich nowymi.



Tutaj niestety mieliśmy już jeden wypadek. Wszystko szło zgodnie z planem. Belka została odcięta. Następnie miała być przeniesiona nad małym budynkiem i umieszczona na ciężarówce. Okazała się jednak w bardzo złym stanie i w momencie przesuwania ją nad dachami, zgięła się w połowie i uderzyła w ścianę jednego i dach drugiego domu. Trochę je uszkadzając.


     Ostatnio przeszedłem do następnego stadium budowy. Pierwszy raz, zamiast wylewać beton według tradycyjnej metody, budujemy drogę z klocków. Nie będę mówił o detalach ale o idei. Duże płyty betonowe, wylewane są w fabryce i dowożone do nas ciężarówkami. My musimy wszystko to poskaładać na odbudowanych już stalowych konstrukcjach.
Później wszystkie otwory, kanały, połączenia, zalewane będą nowym wynalazkiem. Specjalany beton, który ma wytrzymałość wielokrotnie większą od tradycyjnego. Ma też bardzo zwiększoną zdolność do łączenia się z innymi materiałami. Wypełniony jest także tysiącami igiełek z mosiądzu. Koszt też olbrzymi. Za jeden metr sześcienny zwykłego betonu płacimy około 100 dolarów. Za ten nowy koszt wzrasta do 2500 dolarów.




    Wygląda to na bardzo proste działanie. Wierzcie mi, że tak nie jest. W tej chwili jest to moje największe zmatrwienie. Brakuje mi pomysłów na usprawnienie tej operacji. Nie wspominając, że mam duże problemy ze stalowcami. Jest to jeden z najgorszych związków zawodowych z jakimi można pracować. Socjalistyczne reformy, doprowadziły do absurdalnych przepisów. Na przykład. Jeden z nich mówi, że ani ja, ani nikt z moich inżynierów nie ma prawa wydawania jakich kolwiek wskazówek, uwag do tych pracowników. Musimy iść do brygadzisty i tylko on może nimi kierować. Mogę stać obok pracownika i kiedy robi coś źle, zwrócić mu uwagę a on po prostu ma prawo odpowiedzieć, że mam poszukać brygadzisty i z nim porozmawiać. Czy nie jest to jeden z przykładów końca wspaniałej Ameryki? Mam jedno prawo. W ten sam dzień wylatuje z hukiem z pracy. I znów przegrywam. Na drugi dzień zjawia się nowy pracownik ze związków i więdząc o tym co się stało, jest jeszcze gorszy niż jego poprzednik.
   Wczoraj o mało nie starciłem jednej z tych płyt. Każda jest innych rozmiarów i starcenie jednej, może opóźnić budowę. Kierowca, pomylił się i podączając przyczepę o mało jej nie przewrócił. Nasza szybka reakcja pozwoliła to powstrzymać.


    Wystarczy na dziś tego wykładu z budownictwa. Na zakończenie zdjęcie nie mającego z tym nic wspólnego. Kilka ulic od mojego domu, spotykam często zaparkowany, dziwaczny samochód. Właścicielem musi być jakiś hippie z lat siedemdziesiątych. Nie mam pojęcia czemu to robi. Musi chyba kochać zwierzęta.

Monday, January 11, 2016

David Bowie

  Jeszcze nie tak dawno, rozmawiałem z przyjaciółmi na temat muzyki. Doszedłem do wniosku, że przez najbliższe lata, co jakiś czas, będziemy dostawali wiadomości o śmierci artystów, muzyków przy których utworach się wychowywaliśmy. Zbliżamy się przecież do czasów kiedy wszyscy oni będą mieli ponad 70 lat.
    Ja od początków średniej szkoły, fascynowałem się muzyką, teraz znaną jako classic rock.
Taki wybuch talentów już się nie powtórzy. Myślę, że jednym z powodów jest to, że oni tym żyli, kochali. Wielu z nich tworzyło nie mając z tego wielkich zysków. W przeciwieństwie do obecnych czasów, kiedy po zaśpiewaniu jedenego dobrego przebóju, zarabiają fortuny. Potem znikają. Znaleźliśmy się w czasach, kiedy muzyka nie jest już zależna od indywidualnych talentów. Jest to olbrzymia fabryka pieniędzy i nie tylko od artystów zależy co pojawi się na rynku ale od przemysłowców, którzy tą fabryką kierują.
     Lata siedemdziesiąte, to setki godzin przesiedzianych przy radiu i wyszukiwaniu nowej muzyki. Wtedy nie było to łatwe. W polskich programach, było tylko kilka dobrych audycji z taką muzyką. Nagrywałem to wszystko na magnetofon. Nawet z bardzo kiepskiej jakości Radia Luksemburg. Jedynej zachodniej stacji muzycznej, która dochodziła do naszej komunistycznej polski.  Od znajomych pożyczało się płyty gramofonowe i one też kopiowane były na nasze taśmy. Moim stałym partnerem w tej miłości do tej samej kochanki, był mój serdeczny przyjaciel Grzegorz Wasilewski.
Później, przy każdej możliwej chwili siedzieliśmy i wsłuchiwaliśmy się w muzykę Led Zeppelin, Pink Floyd, Black Sabbath, David Bowie. Czuliśmy się wolni, tak jak nasi rówieśnicy na zachodzie. Może jedyną różnicą (na szczęście) było to, że nie mieliśmy dostępu do narkotyków.
     No właśnie. Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że zmarł David Bowie. Podobno chorował na raka.
Nie jestem żadnym krytykiem muzycznym, nie potrafię dyskutować nad wielkością muzycznych utworów, ich jakością. Jestem tylko jednym z tysięcy, setek tysięcy wielbicieli, którzy kochają tą muzykę. Bez niej bylibyśmy innymi ludźmi. Nuty, słowa, melodia każdej z tych piosenek, przenosi mnie w najpiękniejsze czasy mojej młodości. Dzisiaj jeszcze raz, jak za dawnych czasów przy przyćmionym świetle, słucham tej muzyki. 
   Dziękujemy Ci, David Bowie. 

Sunday, January 10, 2016

Halloween 2015

     Ponieważ zniknąłem na jakiś czas, wrócę do kilku wydarzeń tego okresu. 
 Na święta Halloween zdecydowaliśmy się na kontynuację tradycji i zorganizowaniu zabawy. Ponownie zjawiło się około 40 przyjaciół. To chyba była jedna z bardziej udanych zabaw. Po skonsumowaniu dużej ilości alkoholu, wszyscy zaczęli wymieniać się strojami. Nie było się pewnym z kim się tańczy. Niektórzy przebierali się kilkakrotnie. Okazało się później, że w garażu była tymczasowa przebieralnia. 
                        


 Trwało to aż do trzeciej rano. Tutaj kilka przykładów.
Orginalny stroj Agnieszki to Jackie Kennedy

A później..




Oczywiście według tradycji, zrobiłem filmik z tej imprezy. W ostatniej części umieszczone są wszystkich portrety. 
     Zabawa ze zdjęciami wychodzi mi coraz lepiej. Chociaż poświęcam na to dużo czasu, sprawia mi to wielką przyjemność. Zapomina się szybko o codziennych problemach.
Niektóre są łatwiejsze do zrobienia. Jeśli ktoś jest przebrany w konkretny i charakterystyczny kostium, dobranie tła nie jest dużym problemem. 


Gorzej jak ktoś ubiera się np. w suknie balową. Wtedy muszę wymyśleć całą historię.
Poniżej przykład trudniejszych zdjęć.
Nie mogłem wymyśleć nic ciekawego z Janiny przebraniem, więc stworzyłem coś z niczego.
Najpierw znalazłem ciekawe zdjęcie.


Dodałem Janinę wyciętą ze zdjęcia z przyjęcia.


Do tego dodałem malarza.


I na zakończenie na jego malowany obraz skopiowałem pierwszą część projektu, czyli Janinę na tle zdjęcia. Wyszło nawet efektownie. 


Z jej mężem, miałem nawet więcej kłopotu, bo co tu zrobić z facetem ubranym w tuxedo. 

  I znów najpierw znalazienie tła. To była scena z magikiem, którego usunąłem.

Następnie dodałem Paula, ale z usuniętymi rękoma. 


Teraz musiałem wyciąć tą wiszącą w powietrzu kobietę i nałożyć ją na zewnątrz zdjęcia.

Na końcu dodać mu ręce, które wyciąłem z innych zdjęć i powyginałem, żeby pasowały do jego pozy. Także uzupełniłem tło i ostateczny efekt.




A tutaj reszta. Wejście oczywiście przez kliknięcie na poniższe zdjęcie.


No i cały film.



Saturday, January 9, 2016

Szczęśliwego Nowego Roku

       Zaczął się Nowy Rok, więc jest to dobry moment, żeby powrócić do mojego bloga. Czy znaczy to, że wszystko w moim prywatnym życiu wyjaśniło się i powróciło do stanu „normalnego”. Nie.  Ale nie ma sensu dłużej rozpaczać nad tym co się stało a raczej wsiąść się w garść i zrobić krok w kierunku naprawienia tego co można a jak się nie uda, to ...
       Nie wszystko w naszym życiu musi nam się podobać. Co nie oznacza że to zawsze musi być dla nas najgorsze rozwiązanie.
     Tak jak moja wizyta u lekarza. W moim wieku zmuszony jestem co kilka lat na spotkanie z panem doktorem i sprawdzeniu prostaty. Kilka tygodni temu miałem znów to bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Mój lekarz wierzy w tradycyjne metody. Za każdym razem pytam się czy nie mógłby sprawdzić to metodą pobrania krwi czy coś w tym stylu. On jednak, musi chyba to lubić, bo uśmiechnął się tylko wkładając gumową rękawiczkę i pokazując mi środkowy palec. Pochyl się mój drogi – powiedział z nieznikającym uśmiechem. Reszta to już nie SF film ale Horror.
Przynajmniej czułem się lepiej słuchając piosenki Beatlesów w jego gabinecie – All You Need Is Love (Wszystkiego czego Ci trzeba to miłość).
    Minęło wiele miesięcy od ostatniego wpisu. Dni te minęły bardzo szybko i burzliwie. Za dużo stresów. Nawet doszło do rzucenia pracy. Powód był bardzo błahy, ale to była ostatnia kropla, która wypełniła pełny już kielich. Po dwóch dniach rozładowania napięcia i uspokojenia, wróciłem i dalej ciągnę tą skazaną na porażkę budowę.
    Głównym powodem, że wracam do bloga to wiele miłych słów od osób które odwiedzały moją stronę. Im bardzo dziękuję. 
    Chociaż minęło już kilka dni od rozpoczęcia Nowego Roku, nigdy nie jest za późno na złożenie życzeń. Tak więc wszystkiego najlepszego i tradycyjnego zdrowia, szczęścia, pomyślności. 
    

Wednesday, August 26, 2015


Będzie to nietypowe wejście na moja stronę. Postanowiłem przynajmniej na jakiś czas zamknąć mój blog. Nie potrafię się zmobilizować do myślenia i potrzebuję czasu na poskładanie wszystkiego do kupy w moim życiu.
     Tym co wchodzili czasami na moja stronę i dzielili się ze mną opinią dziękuje serdecznie za wytrwałość i zrozumienie.

Tuesday, August 25, 2015

Powrót

       Krótko. Mój pracownik, Ralph, odebrał młodzież z lotniska. Nie dałem rady się wyrwać z pracy. Dowiózł ich do mnie i wróciliśmy do domu. Wszyscy głodni bo w tym samolocie nie dawali nic do jedzenia. Natychmiast zamówiłem kilka dań z włoskiej restauracji.  Widać że trochę zmęczeni. Wstawali o trzeciej nad ranem. Teraz poprzysypiali w pokojach.
      Jutro wyjadą na Manhattan sami. Chcą odwiedzić muzem WTC a później pospacerować sobie po Central Parku. Następne dni mamy już zaplanowane, ale to już opiszę, jak przejdziemy przez te dni.