Tuesday, January 12, 2016

Budowa

Trudno jest rozmawiać nie poruszając tematu swojej pracy. Niestety, odliczając weekendy, jest to poważniejsza część naszego życia. Chcąc, nie chcąc, odbija się to na naszej psychice i zostawia ślady w tej pozostałej, przyjemniejszej „połowie„.
     Jak już pisałem, moja ostatnia budowa daje mi mało przyjemności. Z moimi pracownikami zostawieni zostaliśmy na samotną walkę i z góry skazani na niepowodzenie. Budowa miała staraty rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów, jeszcze przed jej rozpoczęciem, przez pomyłkę w ustaleniu ceny przy jej zdobywaniu. Szefowie nadal nas unikają. Często odmawiają pomocy, kiedy o nią proszę. Nie chcą zrozumieć, że nieraz wydanie dodatkowych pieniędzy, może przynieść w końcowej fazie duże oszczędności. W ich planach jest tylko jedna myśl. Nie wydać jednego dolara, jeśli nie są do tego zmuszeni. Moja grupka inżynierów jest bardzo zfrustrowana, przygnębiona.
     Deegan Expresway, droga którą przebudowujemy jest w fatalnym stanie. Zresztą jak wiele dróg w Nowym Jorku. Pieniądze roztrwaniane są na socjalne programy. Podatki ściągane z nas na budowy dróg (opłaty za mosty, podatki na benzynę) znikają a infrastruktury niszczeją. Mały przykład. Przez Washington Bridge, przejeżdża dziennie około 320,000 samochodów. Koszt przejazdu za samochód osobowy to 15 dolarów. Im większy, tym większe opłaty i np. ciężarówka z 12-stu kołami płaci 126 dolarów za pojedyńczy przejazd. Licząc, że wszystkie samochody są tylko osobowe (a ciężarówek jest przynajmniej jedna trzecia), dzienny zarobek na moście to 5 milionów dolarów, czyli 145 milionów na miesiąc. A jest to tylko jeden z wielu mostów. Gdyby ludzie wiedzieli na jakich drogach jeżdżą, nie jeden zastanowiłby się, czy chce ryzykować wyjazd. 
    Kilka tygodni temu, zacząłem rozbiórkę, północnej części autostrady. Pierwsza faza to zdjęcie asfaltu z betonowej drogi. Prosta operacja. Szybko okazało się, że w wielu miejscach, pod tym asfaltem zamiast betonu, nie ma nic!!! Znaczy jest ale pod silniejszym nacisku wszystko się zapada. Na zdjęciu poniżej jest jedna z takich dziur. Jest ona dwa metry długa i 30 centymetrów szeroka. Zbrojenie nie istnieje, przeżarte rdzą. Okolice dziury przy uderzeniu młotkiem, rozpadają się.


 Dla mnie jest to oczywiście duży problem, bo pracuję tam z ciężkimi maszynami, dźwigami. Błędne ustawienie maszyny, skończyć się może poważnym wypadkiem.
     Następna faza to zdjęcie betonowej drogi ze stalowych belek. Tniemy drogę na obliczonej wielkości płyty.


Następnie zdejmujemy beton.



Ta operacja na razie przebiegła bez problemów.
   Teraz czas na usunięcie metalowych belek, które są w złym stanie i zastąpienie ich nowymi.



Tutaj niestety mieliśmy już jeden wypadek. Wszystko szło zgodnie z planem. Belka została odcięta. Następnie miała być przeniesiona nad małym budynkiem i umieszczona na ciężarówce. Okazała się jednak w bardzo złym stanie i w momencie przesuwania ją nad dachami, zgięła się w połowie i uderzyła w ścianę jednego i dach drugiego domu. Trochę je uszkadzając.


     Ostatnio przeszedłem do następnego stadium budowy. Pierwszy raz, zamiast wylewać beton według tradycyjnej metody, budujemy drogę z klocków. Nie będę mówił o detalach ale o idei. Duże płyty betonowe, wylewane są w fabryce i dowożone do nas ciężarówkami. My musimy wszystko to poskaładać na odbudowanych już stalowych konstrukcjach.
Później wszystkie otwory, kanały, połączenia, zalewane będą nowym wynalazkiem. Specjalany beton, który ma wytrzymałość wielokrotnie większą od tradycyjnego. Ma też bardzo zwiększoną zdolność do łączenia się z innymi materiałami. Wypełniony jest także tysiącami igiełek z mosiądzu. Koszt też olbrzymi. Za jeden metr sześcienny zwykłego betonu płacimy około 100 dolarów. Za ten nowy koszt wzrasta do 2500 dolarów.




    Wygląda to na bardzo proste działanie. Wierzcie mi, że tak nie jest. W tej chwili jest to moje największe zmatrwienie. Brakuje mi pomysłów na usprawnienie tej operacji. Nie wspominając, że mam duże problemy ze stalowcami. Jest to jeden z najgorszych związków zawodowych z jakimi można pracować. Socjalistyczne reformy, doprowadziły do absurdalnych przepisów. Na przykład. Jeden z nich mówi, że ani ja, ani nikt z moich inżynierów nie ma prawa wydawania jakich kolwiek wskazówek, uwag do tych pracowników. Musimy iść do brygadzisty i tylko on może nimi kierować. Mogę stać obok pracownika i kiedy robi coś źle, zwrócić mu uwagę a on po prostu ma prawo odpowiedzieć, że mam poszukać brygadzisty i z nim porozmawiać. Czy nie jest to jeden z przykładów końca wspaniałej Ameryki? Mam jedno prawo. W ten sam dzień wylatuje z hukiem z pracy. I znów przegrywam. Na drugi dzień zjawia się nowy pracownik ze związków i więdząc o tym co się stało, jest jeszcze gorszy niż jego poprzednik.
   Wczoraj o mało nie starciłem jednej z tych płyt. Każda jest innych rozmiarów i starcenie jednej, może opóźnić budowę. Kierowca, pomylił się i podączając przyczepę o mało jej nie przewrócił. Nasza szybka reakcja pozwoliła to powstrzymać.


    Wystarczy na dziś tego wykładu z budownictwa. Na zakończenie zdjęcie nie mającego z tym nic wspólnego. Kilka ulic od mojego domu, spotykam często zaparkowany, dziwaczny samochód. Właścicielem musi być jakiś hippie z lat siedemdziesiątych. Nie mam pojęcia czemu to robi. Musi chyba kochać zwierzęta.

Monday, January 11, 2016

David Bowie

  Jeszcze nie tak dawno, rozmawiałem z przyjaciółmi na temat muzyki. Doszedłem do wniosku, że przez najbliższe lata, co jakiś czas, będziemy dostawali wiadomości o śmierci artystów, muzyków przy których utworach się wychowywaliśmy. Zbliżamy się przecież do czasów kiedy wszyscy oni będą mieli ponad 70 lat.
    Ja od początków średniej szkoły, fascynowałem się muzyką, teraz znaną jako classic rock.
Taki wybuch talentów już się nie powtórzy. Myślę, że jednym z powodów jest to, że oni tym żyli, kochali. Wielu z nich tworzyło nie mając z tego wielkich zysków. W przeciwieństwie do obecnych czasów, kiedy po zaśpiewaniu jedenego dobrego przebóju, zarabiają fortuny. Potem znikają. Znaleźliśmy się w czasach, kiedy muzyka nie jest już zależna od indywidualnych talentów. Jest to olbrzymia fabryka pieniędzy i nie tylko od artystów zależy co pojawi się na rynku ale od przemysłowców, którzy tą fabryką kierują.
     Lata siedemdziesiąte, to setki godzin przesiedzianych przy radiu i wyszukiwaniu nowej muzyki. Wtedy nie było to łatwe. W polskich programach, było tylko kilka dobrych audycji z taką muzyką. Nagrywałem to wszystko na magnetofon. Nawet z bardzo kiepskiej jakości Radia Luksemburg. Jedynej zachodniej stacji muzycznej, która dochodziła do naszej komunistycznej polski.  Od znajomych pożyczało się płyty gramofonowe i one też kopiowane były na nasze taśmy. Moim stałym partnerem w tej miłości do tej samej kochanki, był mój serdeczny przyjaciel Grzegorz Wasilewski.
Później, przy każdej możliwej chwili siedzieliśmy i wsłuchiwaliśmy się w muzykę Led Zeppelin, Pink Floyd, Black Sabbath, David Bowie. Czuliśmy się wolni, tak jak nasi rówieśnicy na zachodzie. Może jedyną różnicą (na szczęście) było to, że nie mieliśmy dostępu do narkotyków.
     No właśnie. Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że zmarł David Bowie. Podobno chorował na raka.
Nie jestem żadnym krytykiem muzycznym, nie potrafię dyskutować nad wielkością muzycznych utworów, ich jakością. Jestem tylko jednym z tysięcy, setek tysięcy wielbicieli, którzy kochają tą muzykę. Bez niej bylibyśmy innymi ludźmi. Nuty, słowa, melodia każdej z tych piosenek, przenosi mnie w najpiękniejsze czasy mojej młodości. Dzisiaj jeszcze raz, jak za dawnych czasów przy przyćmionym świetle, słucham tej muzyki. 
   Dziękujemy Ci, David Bowie. 

Sunday, January 10, 2016

Halloween 2015

     Ponieważ zniknąłem na jakiś czas, wrócę do kilku wydarzeń tego okresu. 
 Na święta Halloween zdecydowaliśmy się na kontynuację tradycji i zorganizowaniu zabawy. Ponownie zjawiło się około 40 przyjaciół. To chyba była jedna z bardziej udanych zabaw. Po skonsumowaniu dużej ilości alkoholu, wszyscy zaczęli wymieniać się strojami. Nie było się pewnym z kim się tańczy. Niektórzy przebierali się kilkakrotnie. Okazało się później, że w garażu była tymczasowa przebieralnia. 
                        


 Trwało to aż do trzeciej rano. Tutaj kilka przykładów.
Orginalny stroj Agnieszki to Jackie Kennedy

A później..




Oczywiście według tradycji, zrobiłem filmik z tej imprezy. W ostatniej części umieszczone są wszystkich portrety. 
     Zabawa ze zdjęciami wychodzi mi coraz lepiej. Chociaż poświęcam na to dużo czasu, sprawia mi to wielką przyjemność. Zapomina się szybko o codziennych problemach.
Niektóre są łatwiejsze do zrobienia. Jeśli ktoś jest przebrany w konkretny i charakterystyczny kostium, dobranie tła nie jest dużym problemem. 


Gorzej jak ktoś ubiera się np. w suknie balową. Wtedy muszę wymyśleć całą historię.
Poniżej przykład trudniejszych zdjęć.
Nie mogłem wymyśleć nic ciekawego z Janiny przebraniem, więc stworzyłem coś z niczego.
Najpierw znalazłem ciekawe zdjęcie.


Dodałem Janinę wyciętą ze zdjęcia z przyjęcia.


Do tego dodałem malarza.


I na zakończenie na jego malowany obraz skopiowałem pierwszą część projektu, czyli Janinę na tle zdjęcia. Wyszło nawet efektownie. 


Z jej mężem, miałem nawet więcej kłopotu, bo co tu zrobić z facetem ubranym w tuxedo. 

  I znów najpierw znalazienie tła. To była scena z magikiem, którego usunąłem.

Następnie dodałem Paula, ale z usuniętymi rękoma. 


Teraz musiałem wyciąć tą wiszącą w powietrzu kobietę i nałożyć ją na zewnątrz zdjęcia.

Na końcu dodać mu ręce, które wyciąłem z innych zdjęć i powyginałem, żeby pasowały do jego pozy. Także uzupełniłem tło i ostateczny efekt.




A tutaj reszta. Wejście oczywiście przez kliknięcie na poniższe zdjęcie.


No i cały film.



Saturday, January 9, 2016

Szczęśliwego Nowego Roku

       Zaczął się Nowy Rok, więc jest to dobry moment, żeby powrócić do mojego bloga. Czy znaczy to, że wszystko w moim prywatnym życiu wyjaśniło się i powróciło do stanu „normalnego”. Nie.  Ale nie ma sensu dłużej rozpaczać nad tym co się stało a raczej wsiąść się w garść i zrobić krok w kierunku naprawienia tego co można a jak się nie uda, to ...
       Nie wszystko w naszym życiu musi nam się podobać. Co nie oznacza że to zawsze musi być dla nas najgorsze rozwiązanie.
     Tak jak moja wizyta u lekarza. W moim wieku zmuszony jestem co kilka lat na spotkanie z panem doktorem i sprawdzeniu prostaty. Kilka tygodni temu miałem znów to bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Mój lekarz wierzy w tradycyjne metody. Za każdym razem pytam się czy nie mógłby sprawdzić to metodą pobrania krwi czy coś w tym stylu. On jednak, musi chyba to lubić, bo uśmiechnął się tylko wkładając gumową rękawiczkę i pokazując mi środkowy palec. Pochyl się mój drogi – powiedział z nieznikającym uśmiechem. Reszta to już nie SF film ale Horror.
Przynajmniej czułem się lepiej słuchając piosenki Beatlesów w jego gabinecie – All You Need Is Love (Wszystkiego czego Ci trzeba to miłość).
    Minęło wiele miesięcy od ostatniego wpisu. Dni te minęły bardzo szybko i burzliwie. Za dużo stresów. Nawet doszło do rzucenia pracy. Powód był bardzo błahy, ale to była ostatnia kropla, która wypełniła pełny już kielich. Po dwóch dniach rozładowania napięcia i uspokojenia, wróciłem i dalej ciągnę tą skazaną na porażkę budowę.
    Głównym powodem, że wracam do bloga to wiele miłych słów od osób które odwiedzały moją stronę. Im bardzo dziękuję. 
    Chociaż minęło już kilka dni od rozpoczęcia Nowego Roku, nigdy nie jest za późno na złożenie życzeń. Tak więc wszystkiego najlepszego i tradycyjnego zdrowia, szczęścia, pomyślności. 
    

Wednesday, August 26, 2015


Będzie to nietypowe wejście na moja stronę. Postanowiłem przynajmniej na jakiś czas zamknąć mój blog. Nie potrafię się zmobilizować do myślenia i potrzebuję czasu na poskładanie wszystkiego do kupy w moim życiu.
     Tym co wchodzili czasami na moja stronę i dzielili się ze mną opinią dziękuje serdecznie za wytrwałość i zrozumienie.

Tuesday, August 25, 2015

Powrót

       Krótko. Mój pracownik, Ralph, odebrał młodzież z lotniska. Nie dałem rady się wyrwać z pracy. Dowiózł ich do mnie i wróciliśmy do domu. Wszyscy głodni bo w tym samolocie nie dawali nic do jedzenia. Natychmiast zamówiłem kilka dań z włoskiej restauracji.  Widać że trochę zmęczeni. Wstawali o trzeciej nad ranem. Teraz poprzysypiali w pokojach.
      Jutro wyjadą na Manhattan sami. Chcą odwiedzić muzem WTC a później pospacerować sobie po Central Parku. Następne dni mamy już zaplanowane, ale to już opiszę, jak przejdziemy przez te dni.

Monday, August 24, 2015

Times Square




   Muszę się przyznać, że obawiałem się często o to co się teraz dzieje. Zbliżam się do końca kariery zawodowej i nie mogę się doczekać dni, kiedy nie będę musiał iść do pracy. Teraz nie wiadomo jak się to zakończy. Od kilku dni Wall Street traci olbrzymie pieniądze, co oczywiście oznacza, że ja też. Tam mam ulokowane wszystkie oszczędności. Nie wiem co przyniosą kolejne dni ale już w tej chwili straciłem 100,000.00.  Trzeba będzie zacisnąć pasa bo korzystałem też z tego na dodatkowe przyjemności. Jak się nie polepszy, to może będę zmuszony do opóźnienia emerytury. Z nadzieją, że kiedyś się poprawi, bo nie chcę być tym, którzy muszą pracować do końca życia.
    Dobrze pamiętam chwile poprzedniego krachu, kiedy mój znajomy miał odejść z pracy za rok. Stracił większość oszczędności i dalej pracuje.

      Bywałem na różnych imprezach na Manhattanie. Ciekawych i nieciekawych. Dzisiaj czytałem w gazetach, że przepuściłem jedną z ciekawszych.  Czemu nikt tego nie reklamował?
      Time Square od kilku lat zmieniany jest na olbrzymi plac, park dla turystów. Do tej chwili przechodziło przez niego kilka ulic. Prace te wykonuje moja firma.  Coraz więcej turystów, coraz więcej możliwości zarobku na nich. Pojawia się więc duża ilość postaci w kostiumach z którymi można robić sobie zdjęcia. Oczywiście wymagana jest jakaś zapłata.

                                   

   Nie tylko wymagana ale często wymuszana. Wielu turystów skarży się na agresywność tych poprzebieranych ludzi i dochodzi do ich aresztowań.



Pojawia się też bardzo dużo topless kobiet. I one właśnie zarabiają najwięcej.


Nasz burmistrz ogłosił, że musi się to skończyć i wyraził opinie, że jest plan powrotu do poprzedniego placu, czyli z ruchem samochodowym. Przebudowa trwa już wiele lat i wydane są miliony dolarów. Znaczyłoby to że teraz trzeba to powtórzyć ale w odwrotną stronę. Wielu to popiera ale inni jak zwykle protestują.
Tak właśnie było w niedzielę a ja to przepuściłem.





 Jutro w południe młodzi wracają z Meksyku i zostaje nam cztery dni do zwiedzenia reszty Nowego Jorku. Nie mam już żadnego dnia wakacji do wykorzystania, będę więc jechał zaraz po pracy i spotykać się będziemy na Manhattanie. Został nam do obejrzenia właśnie Time Square, Rockefeller Center, Chinatown, statek wokół wyspy Manhattan, Madison Square Garden i wiele innych miejsc. Zobaczę jak się to uda zaplanować. 

Friday, August 21, 2015

BHP





    Od dłuższego czasu, zasady bezpieczeństwa pracy ciągle się zmieniają i coraz trudniej prowadzić budowę. Jeśli by się chciało dostosować się do każdego szczegółu, każdego dnia 50 procent pracowników musiało by pracować tylko nad instalacjami BHP. Sytuacja więc zmusza, że nie dostosowujemy się do tych drobniejszych i głupich zaleceń.
    Dwa dni temu musiałem podejść do brzegu autostrady. Co powinienem zrobić, to ubrać się w specjalne pasy z szelkami do których przyczepiona jest stalowa linka a drugi koniec przymocowany do jakiegoś stałego punktu. Musiał bym spędzić 15 minut żeby się w to ubierać a zatrzymanie się na krawędzi zajęło by mi 15 sekund.
     Nie mam na to czasu. Podszedłem w wymienione miejsce i w tej sekundzie zauważyłem inspektora, który stał na ulicy poniżej. Jest on jedynym który robi nam problemy, bez wyraźnych powodów. Zaczął podskakiwać, wymachiwać rękoma, krzyczeć, że nie mogę tutaj stać. Oczywiście złapał aparat fotograficzny żeby zrobić zdjęcia. Trafił na odpowiedniego przeciwnika, bo nie tylko mu pozwoliłem zrobić sobie zdjęcie, ale pokazałem mu najładniejszą część mojego ciała, czyli tyłek.
      Wczoraj otrzymaliśmy list od szefa budowy ze strony miasta, w którym pisze że nie dostosowujemy się do przepisów i szczególnie nie jest to do zaakceptowania, kiedy robią to kierownicy budowy.
Oczywiście załączone było moje zdjęcie.


   Dzisiaj ja zrobiłem zdjęcie, które im przesłałem z wyjaśnieniem.
Zgadzam się że tak nie powinno być. Nie jestem pewien kim jest osoba na zdjęciu. Bardzo proszę o jego zidentyfikowanie. Zebrałem wszystkich którzy tam pracowali w tym dniu i przesyłam ich fotkę. Jeżeli go rozpoznają  to proszę o zawiadomienie a ja wyciągnę konsekwencje w stosunku do tej osoby.
   

Na razie nie mam odpowiedzi.

Thursday, August 20, 2015

Humor

   

Tak sobie pomyślałem, że to już trochę czasu upłynęło od zaczęcia pisania tego bloga. Nie raz chcę z tego zrezygnować i nie wiem czy warto to dalej ciągnąć. Może to robię więcej dla siebie niż innych. W różnych ciekawych i nieciekawych chwilach życia, mogę zrelaksować się i przemyśleć to co się wydarzyło lub uciec od tego pisząc o czymś niemającym nic wspólnego z aktualnymi zdarzeniami. Nieraz, to po prostu chwila do znalezienia własnego uśmiechu, kiedy wszystko wokół wydaje się szare i smutne.

Nazbierało się tego trochę i nie jestem pewien już czy o czymś wspominałem, czy się może powtarzam? Tak więc jeśli jakiś z tych humorów które umieszczę poniżej już wymieniłem to po prostu sorry!. Kiedy byłem w średniej szkole i na studiach, byłem od tego specjalistą. Mogłem opowiadać kawały godzinami. Teraz przypomienie ich sobie jest wysiłkiem. Chyba najdłuższym maratonem moich kawałów, było spotkanie w klubie studenckim w Poznaniu. Siedziałem tam z dużą grupą studentów (większości nawet nie znałem) i ciągnałem to do momentu, kiedy nie wysuszyłem do dna alkoholu, który mi podawano. Końcówki nie pamiętam, wiem jednak, że wszyscy się bardzo dobrze bawili.

No więc trochę z tego starszego i nowszego humoru.

Dozwolone od lat osiemnastu.


Matka przyprowadziła swoją osiemnastoletnią córkę do lekarza, informując go, że córka nieustannie cierpi na mdłości. Lekarz po zbadaniu córki stwierdził, że jest ona mniej więcej w czwartym miesiącu ciąży. - Co też pan mówi, panie doktorze, moja córka nigdy nie miała do czynienia z żadnym mężczyzną ! Prawda, córeczko? - Prawda, nawet się nigdy nie całowałam - zapewniła córeczka. Lekarz bez słowa podszedł do okna i zaczął się intensywnie wypatrywać w dal. - Panie doktorze, czy coś nie tak?- pyta po pięciu minutach zaniepokojona mamuśka. - Nie, nie! Po prostu w takich wypadkach zazwyczaj na wschodzie ukazuje się jasna gwiazda i przybywa trzech króli. I za nic kurwa nie chcę tego przegapić.

 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przychodzi facet do lekarza:
- Panie doktorze, od kilku dni mam zatwardzenie, nic mi nie pomaga.
- Będziemy musieli panu zaaplikować czopki. Proszę się odwrócić, ściągnąć spodnie i pochylić się. Ja panu pokażę jak to się robi. Facet ściągnął gacie, pochylił się i poczuł jak doktor wsuwa mu coś do tyłka.
- OK, gotowe. Proszę to samo powtarzać samemu w domu, co 12 godzin przez najbliższe trzy dni. Wieczorem gościu próbował samemu sobie poradzić, ale jakoś mu się nie udawało. Poprosił, więc żonę o pomoc. Odwrócił się, ściągnął spodnie i wypiął dupsko. Żona jedną rękę położyła na jego ramieniu, drugą natomiast zaczęła wkładać mu czopek.
- O kurwa! - Wrzasnął w pewnej chwili facet.
- Co się stało kochanie, zabolało cię?
- Nie, ale właśnie sobie uświadomiłem, że ten lekarz trzymał obie ręce na moich ramionach!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Staje nagi facet przed lustrem. Długo ogląda wymiętą, nieogoloną twarz, spogląda na zarośnięty jak u małpy tors, patrzy w swoje czerwone oczy, obwisły brzuch... Potem kieruje wzrok w bok lustra, gdzie widać odbicie leżącej w łóżku pięknej dziewczyny.

Facet jeszcze raz spogląda na siebie i mruczy:

- Kurwa, jak można do tego stopnia kochać pieniądze...

-----------------------------------------------------------------------------------------------


   Dwóm przyjaciółkom po długich namowach, udało się wreszcie przekonać mężów, żeby zostali w domu i same wychodzą na kolację do knajpy, żeby przypomnieć sobie "dawne czasy". Po zabawnie spędzonym wieczorze, dwóch butelkach białego wina, szampanie i buteleczce wódki opuszczają restaurację całkowicie pijane! W drodze powrotnej obie nachodzi "nagła potrzeba", może dlatego, że dużo wypiły. Nie wiedząc gdzie iść się wysikać, bo było już bardzo późno, jedna wpada na pomysł i mówi do drugiej: - Wejdzmy na ten cmentarz, tutaj na pewno nikogo nie będzie. Wchodzą na cmentarz, najpierw jedna ściąga majtki, sika, wyciera się tymi majtkami i oczywiście je wyrzuca... Widząc to, druga od razu sobie przypomina, że ma na sobie drogą, markową bieliznę i szkoda by ja było tak wyrzucić, ściąga więc majtki, wkłada je do kieszeni, sika i zrywa kokardę z pierwszego lepszego wieńca, żeby się "podetrzeć".

Na drugi dzień mąż pierwszej, dzwoni do męża drugiej: - Jurek, nawet sobie nie wyobrażasz co się stało! To koniec mojego małżeństwa! - Dlaczego? - Moja żona wróciła o 5-tej rano kompletnie pijana i na dodatek bez majtek. Od razu wywaliłem ją z domu. Na to drugi: - Marek, to jeszcze nic, wiesz co to wykombinowała moja? Nie tylko przyszła pijana i bez majtek, ale miała włożoną w tyłek czerwoną kokardę z napisem: "Nigdy Cię nie zapomnimy. Łukasz, Ignac, Staszek i pozostali przyjaciele z siłowni".

-------------------------------------------------------------------------------------------------

 Eutanazja to nie fikcja ! ! !

 Wczoraj wieczorem dyskutowaliśmy jak zwykle z żoną o tym i o tamtym... Dochodząc do jakże delikatnego tematu eutanazji, o wyborze między życiem i śmiercią, powiedziałem: - Nie pozwól mi żyć w takim stanie, bym był zależny od jakichkolwiek urządzeń i karmiony przez rurkę z jakiejś butelki. Jeśli przyjdzie mi znaleźć Się w takiej sytuacji, lepiej odłącz mnie od urządzeń, które trzymają mnie przy życiu'. A ona wstała, wyłączyła telewizor i peceta, a piwo wylała do zlewu... Głupia dupa...

---------------------------------------------------------------


Przychodzi baba do apteki i pyta:

Pani! a te chłopy to kupują te takie niebieskie tabletki. To na co one są?
A aptekarka:
hm, no wie pani, te takie niebieskie to Viagra
- no może być i Viagra, ale na co one właściwie są? - dopytuje się baba.
- Na jebanie - odpowiada aptekarka.
- Aaaa! no to proszę szesć tabletek - mówi baba.
Aptekarka robi wielkie oczy i pyta: ale na co pani aż sześć?! A baba pokazując kolejno na kolano, łokieć, kręgosłup i korzonki mówi:
no, bo tu mnie jebie i tu i tu....

---------------------------------------------------------------------------------


Dziwne pytania i odpowiedzi 


 Wróbelek na gałęzi siedzi czy kuca?
Kuca, bo jakby siedział to by mu nóżki zwisały.

Jaka jest różnica miedzy narzeczeństwem a małżeństwem?
Jak między polowaniem, a świniobiciem.

Czym się różni początek XX od początku XXI wieku?
Tym mianowicie, ze na początku XX trzeba było rozchylić pantalony, żeby zobaczyć pośladki, a na początku XXI trzeba rozchylić pośladki żeby zobaczyć majtki

Co to jest: białe i, jak spadnie na głowę, to boli?
Sufit

Jak Królewna Śnieżka budzi krasnoludki?
Seven Up!

Co to znaczy, gdy ktoś znajdzie cztery podkowy?
To znaczy, że gdzieś koń biega na bosaka

Jak się nazywa rosół z wielu kur?
Rosół skurwielu!

Jaka jest największa anomalia fizjologiczno-polityczna?
Członek z ramienia wysunięty na czoło

Co oznacza skrót mgr inż.?
Można Gówno Robić I Nieźle Żyć

Czym się rożni Teściowa od Fiata 126p?
Tez niczym. Jak nie trzaśniesz, to się nie zamknie

Jak się nazywa mały Rosjanin?
Mikrusek

Czym się różni węgiel kamienny od kamienia węgielnego..?
Tym samym co picie w Szczawnicy od szczania w piwnicy

Co to jest: wisi u sufitu i grozi?
Żarówka firmy OSRAM!

Co to jest apatia?
Stosunek do stosunku po stosunku

Skąd wyjeżdża czołg ?
Czołg wyjeżdża znienacka

Jak długo można patrzeć na teściowa z przymrużeniem oka?
Dopóki się nie pociągnie za spust
------------------------------------------------------------------------

Tuesday, August 18, 2015

Wyjazd do Meksyku

    Jestem „wreszcie„ sam.  Wziąłem ostatni dzień swoich rocznych wakacji, żebym mógł odwieźć ich na lotnisko.
Wyjechaliśmy o dziewiątej rano i bez korków dobiliśmy na lotnisko. Zatrzymaliśmy się tylko w Dunkin Donuts po śniadanie i na stacji benzynowej.
      Na lotnisku bez żadnych problemów. Było bardzo pusto, bo nie dużo ludzi wylatuje we wtorek w środku dnia. Oddanie walizek i dostanie miejscówek zajęło tylko kilkanaście minut. Potem się porzegnaliśmy i cała trójka przeszła przez odprawę celną. Też bez problemów.


     Chociaż wracają za tydzień, jednak każde pożegnanie jest trochę smutne. Może nie dla nich bo czeka ich przygoda w tropikalnym kraju. A mnie może smutno, bo nie jadę z nimi? Niestety. W Stanach ma się coś za coś. Możemy sobie pozwolić na wiele rzeczy, ale kosztem ciężkiej pracy i braku wakacji.
     W tej chwili śledzę ich lot. Przelatują w tym momencie nad stolicą kraju Washington DC.
   Dolecą do miasta Cancun i tam odbierze ich przewodnik i dowiezie na miejsce wypoczynku. Załatwilem im hotel, który powinien się podobać. Ma bardzo dużo basenów, bary z drinkami w ich wodach, piękną plażę, no i najważniejsze, że wszystko jest wliczone, czyli mogą jeść i pić bez ograniczeń.
 




   Będą bardzo blisko Cancun. Myślę, że wyskoczą tam na zwiedanie.  W miejsce to przyjeżdża bardzo dużo młodych ludzi. Dlatego jest tam dużo różnych dyskotek. Wiele znanych ze zwariowanych pomysłów.
 

 
Najsłynniejszym jest Senior Frog.
 


  Jest też bardzo dużo różnego rodzaju restauracji. Co oni będą tam robili i jak będą się bawić?  Będziemy musieli poczekać na ich osobistą realcję. 

Yankees

 

    Niedzielę zakończyliśmy o północy. Pięć godzin snu i powrót do rzeczywistości. Jestem trochę zdenerwowany, bo dzisiaj zacząłem oddzielanie głównej autostrady od części, która będzie rozebrana. Przecinamy beton specjalną piłą. W chwili kiedy piła dotrze od kolumny do kolumny, cały ruch samochodowy znajdzie się na drodze wspartej na tymczasowych wspornikach. Trochę mnie to przeraża, bo jak jedna z tych rzeczy zawiedzie, to droga po prostu runie na dół i samochody znajdą się 10 metrów niżej.
     Oprócz tego, kilkadziesiąt metrów dalej mam inną operację . Ściągnąłem z drogi asfalt i pod spodem powinien znajdować się beton. Niestety, jest on tak zniszczony, że pierwsze pięć centymetrów to piasek. W tym leży cześć zbrojenia drogi. Dziwne nawet, że ta droga utrzymuje cały ruch. Ja wyobraziłem sobie, że podobna sytuacja może być w tym miejscu gdzie przecinam drogę i strach mnie objął, bo nie wiem czy to wytrzyma. I to nie wszystko. Założyłem to wszystko według zatwierdzonych planów a dzisiaj znalazłem, że inni maja ostatnią zmianę w której wsporniki pod drogą umieszczone są co 1.5 metra a nie jak podano mi w poprzednich co 2 metry.
    Może Was trochę nudzę ale w tym wypadku przygotowuję, że jak przez jakiś czas się nic nie pojawi na mojej stronie, to znaczy że siedzę w więzieniu. Ha,ha. Przynajmniej szybciej zacznę emeryturę i będę miał za darmo ubezpieczenie medyczne.
       Iza i Kamil odpoczywają i pakują się do jutrzejszej podroży do Meksyku. Nawet dobrze, bo jest bardzo gorąco. Dochodzi do 40 stopni Celsjusza. Myślę że spacery po Manhattanie, byłyby zbyt uciążliwe.
      Wreszcie koniec dzisiejszej pracy. Nie wszystko zostało rozwiązane. Na razie zatrzymałem dalsze przecinanie drogi.
  Po powrocie z pracy zamawiamy jedzenie. Dzisiaj przysmaki z kuchni Chińskiej i Tajskiej. Były krewetki w sosie mango z orzechami, scallops (chyba po polsku przegrzebki czy skalopki), wołowina w sosie pomarańczowym i chiński makaron z krewetkami i kurczakiem. Izie najbardziej smakowała potrawa z makaronem a Kamilowi krewetki z orzechami. Później chwila odpoczynku. Trochę dużo tych emocji i ruchu w ostatnie dni. Teraz wychodzimy na mecz baseball. Mamy bilety na Yankees. Wiem, że nie znają tej gry i nie bardzo się tym interesują, ale chodzi mi o pokazanie jak amerykanie potrafią bawić się na imprezach sportowych, bez bójek i wybryków.

 
 

                                       


Dostałem cztery bilety, więc idzie z nami moja koleżanka Beata. Dojechaliśmy na miejsce bardzo szybko. Zaparkowałem na swojej budowie, która jest zaraz obok stadionu. Kiedy doszlśsmy na miejsce byłem już bardzo spocony. Jest bardzo gorąco. Niestety nie chcieli mnie wpuścić z kamerą filmową. Idioci, bo aparat fotograficzny można wnieść a z niego też można robić filmy. Także z telefonow. Musiałem wracać, żeby zostawić ją w samochodzie. Oni poszli szukać naszych miejsc na stadionie.
Kawałek drogi w tą i z powrotem, więc jak dosiadłem się do nich to już byłem duszony we własnym sosie.
Mecz już trwał od pewnego czasu. Kamil od razu złapał bakcyla na ten sport. Iza niestety nie tak bardzo.
Muszę tu jednak od razu zaznaczyć, że mam wielką przyjemność oprowadzać ich po naszym mieście. Już wielokrotnie wspominałem, że najwiekszą przyjemnoscią dla mnie jest dawanie. Oczywiście daje to satysfakcję, jak widzisz, że komuś sprawia to radość. A u nich to widać w każdej chwili. Uśmiechnięte twarze, interesują się każdą rzeczą, codziennie dziekują za mile spędzony czas. Jest to największa dla nas nagroda.
Nie wspomniałem, że staram się zrobić jak najwięcej filmów, więc zdjęć jest dużo mniej. Ale oni też robią swoje.
Nie będę tłumaczył zasad tej gry. Najkrótszy opis. Jeden rzuca piłkę

                                      


drugi odbija

                                        

                   
a reszta biega po stadionie i ją łapie.
Wypiliśmy po kilka piw. Oczywiście nie możemy gdzieś być, żeby nie spróbować czegoś nowego do zjedzenia. Tym razem były to Buffalo Wings, czyli skrzydełka i nóżki kurczaka w bardzo, bardzo pikantnej przyprawie.




 
 Po spróbowaniu tych kurczaków przez kilka minut mogli lepiej wszystko widzieć, bo oczy im wyszły na wierzch. Ale piwo trochę to złagodziło. Najedzeni i przy piwku już spokojnie przyglądaliśmy się meczowi.

                                 


                                  

                                     

    Wyszliśmy trochę wcześniej, żeby nie pchać się w całym tłumie.



 
 Po drodze zaczepili nas marynarze. Iza trzymała się jednak wiernie Kamila, więc zostawili nas w spokoju.

                                


Powrót do domu też bardzo szybki. Najpierw piwo (Grażynka, nie bądź złośliwa i nie obliczaj ile tego wypiliśmy)
i jeszcze sprobówalismy następnego smakołyka. Były to donuts z firmy Kryspy Krem. Przepyszne.
Jest druga w nocy i zaraz kładę się spać. Jutro wyjazd do Meksyku. Niestety nie mój.