Tuesday, August 18, 2015

Yankees

 

    Niedzielę zakończyliśmy o północy. Pięć godzin snu i powrót do rzeczywistości. Jestem trochę zdenerwowany, bo dzisiaj zacząłem oddzielanie głównej autostrady od części, która będzie rozebrana. Przecinamy beton specjalną piłą. W chwili kiedy piła dotrze od kolumny do kolumny, cały ruch samochodowy znajdzie się na drodze wspartej na tymczasowych wspornikach. Trochę mnie to przeraża, bo jak jedna z tych rzeczy zawiedzie, to droga po prostu runie na dół i samochody znajdą się 10 metrów niżej.
     Oprócz tego, kilkadziesiąt metrów dalej mam inną operację . Ściągnąłem z drogi asfalt i pod spodem powinien znajdować się beton. Niestety, jest on tak zniszczony, że pierwsze pięć centymetrów to piasek. W tym leży cześć zbrojenia drogi. Dziwne nawet, że ta droga utrzymuje cały ruch. Ja wyobraziłem sobie, że podobna sytuacja może być w tym miejscu gdzie przecinam drogę i strach mnie objął, bo nie wiem czy to wytrzyma. I to nie wszystko. Założyłem to wszystko według zatwierdzonych planów a dzisiaj znalazłem, że inni maja ostatnią zmianę w której wsporniki pod drogą umieszczone są co 1.5 metra a nie jak podano mi w poprzednich co 2 metry.
    Może Was trochę nudzę ale w tym wypadku przygotowuję, że jak przez jakiś czas się nic nie pojawi na mojej stronie, to znaczy że siedzę w więzieniu. Ha,ha. Przynajmniej szybciej zacznę emeryturę i będę miał za darmo ubezpieczenie medyczne.
       Iza i Kamil odpoczywają i pakują się do jutrzejszej podroży do Meksyku. Nawet dobrze, bo jest bardzo gorąco. Dochodzi do 40 stopni Celsjusza. Myślę że spacery po Manhattanie, byłyby zbyt uciążliwe.
      Wreszcie koniec dzisiejszej pracy. Nie wszystko zostało rozwiązane. Na razie zatrzymałem dalsze przecinanie drogi.
  Po powrocie z pracy zamawiamy jedzenie. Dzisiaj przysmaki z kuchni Chińskiej i Tajskiej. Były krewetki w sosie mango z orzechami, scallops (chyba po polsku przegrzebki czy skalopki), wołowina w sosie pomarańczowym i chiński makaron z krewetkami i kurczakiem. Izie najbardziej smakowała potrawa z makaronem a Kamilowi krewetki z orzechami. Później chwila odpoczynku. Trochę dużo tych emocji i ruchu w ostatnie dni. Teraz wychodzimy na mecz baseball. Mamy bilety na Yankees. Wiem, że nie znają tej gry i nie bardzo się tym interesują, ale chodzi mi o pokazanie jak amerykanie potrafią bawić się na imprezach sportowych, bez bójek i wybryków.

 
 

                                       


Dostałem cztery bilety, więc idzie z nami moja koleżanka Beata. Dojechaliśmy na miejsce bardzo szybko. Zaparkowałem na swojej budowie, która jest zaraz obok stadionu. Kiedy doszlśsmy na miejsce byłem już bardzo spocony. Jest bardzo gorąco. Niestety nie chcieli mnie wpuścić z kamerą filmową. Idioci, bo aparat fotograficzny można wnieść a z niego też można robić filmy. Także z telefonow. Musiałem wracać, żeby zostawić ją w samochodzie. Oni poszli szukać naszych miejsc na stadionie.
Kawałek drogi w tą i z powrotem, więc jak dosiadłem się do nich to już byłem duszony we własnym sosie.
Mecz już trwał od pewnego czasu. Kamil od razu złapał bakcyla na ten sport. Iza niestety nie tak bardzo.
Muszę tu jednak od razu zaznaczyć, że mam wielką przyjemność oprowadzać ich po naszym mieście. Już wielokrotnie wspominałem, że najwiekszą przyjemnoscią dla mnie jest dawanie. Oczywiście daje to satysfakcję, jak widzisz, że komuś sprawia to radość. A u nich to widać w każdej chwili. Uśmiechnięte twarze, interesują się każdą rzeczą, codziennie dziekują za mile spędzony czas. Jest to największa dla nas nagroda.
Nie wspomniałem, że staram się zrobić jak najwięcej filmów, więc zdjęć jest dużo mniej. Ale oni też robią swoje.
Nie będę tłumaczył zasad tej gry. Najkrótszy opis. Jeden rzuca piłkę

                                      


drugi odbija

                                        

                   
a reszta biega po stadionie i ją łapie.
Wypiliśmy po kilka piw. Oczywiście nie możemy gdzieś być, żeby nie spróbować czegoś nowego do zjedzenia. Tym razem były to Buffalo Wings, czyli skrzydełka i nóżki kurczaka w bardzo, bardzo pikantnej przyprawie.




 
 Po spróbowaniu tych kurczaków przez kilka minut mogli lepiej wszystko widzieć, bo oczy im wyszły na wierzch. Ale piwo trochę to złagodziło. Najedzeni i przy piwku już spokojnie przyglądaliśmy się meczowi.

                                 


                                  

                                     

    Wyszliśmy trochę wcześniej, żeby nie pchać się w całym tłumie.



 
 Po drodze zaczepili nas marynarze. Iza trzymała się jednak wiernie Kamila, więc zostawili nas w spokoju.

                                


Powrót do domu też bardzo szybki. Najpierw piwo (Grażynka, nie bądź złośliwa i nie obliczaj ile tego wypiliśmy)
i jeszcze sprobówalismy następnego smakołyka. Były to donuts z firmy Kryspy Krem. Przepyszne.
Jest druga w nocy i zaraz kładę się spać. Jutro wyjazd do Meksyku. Niestety nie mój.


Sunday, August 16, 2015

Dół Manhattanu

       No więc muszę stwierdzić jedną rzecz. Nie wiem czy będą zadowoleni z całej wycieczki, nie wiem jak się to wszystko zakończy. Wiem na pewno że będę musiał kupić sobie większe ciuchy. Próbujemy cay czas nowych smakołyków, jemy w różnych restauracjach. Ja zawsze jem bardzo mało i dalej tyję. Teraz to na pewno bedzie problem.
     Zaczęliśmy od śniadania w domu. Wyskoczyłem rano do pobliskiego sklepu i kupiłem swieże bagels, bialys i muffins. Podjedlismy sobie dobrze i okolo 11-tej wyruszylismy na Manhattan. Zaparkowałem samochód w płatnym garażu. W tej okolicy nie ma szans na znalezienie parkingu na ulicy. Od razu podeszliśmy pod Freedom Tower, czyli najwyzszy budynek w Nowym Jorku. Tam tez wykupiliśmy bilety na wjazd do obserwatorium na szczycie tej wieży, ale dopiero na godzinę 15-tą. 
 

     Następnie zwiedziliśmy okolice. Tereny na których stały budynki WTC. 
 

Idąc w tym samym kierunku, dobiliśmy do najdłuższej ulicy na świecie, czyli Broadway. Tylko kilka ulic dalej znajduje się Wall Street i tam doszlismy do miejsca, gdzie setki ludzi obraca papierami wartościowymi. W cudowny sposób zarabiają miliony dolarów a my tracimy.

    I znów spacer w kierunku Battery Park, czyli końca Manhattanu. jeszcze przed tym zatrzymaliśmy się przy sławnym byku.
 


      W Parku pierwszy przystanek to przy Sferze, którą uratowałem z gruzów WTC.
 

Następnie porobiliśmy zdjęcia z widokiem na ocean i Statuę Wolności. Niestety bilety na dojazd tam wykupione były na trzy tygodnie.
 



    Spacer po promenadzie doprowadził nas do Winter Garden, czyli Zimowego Ogrodu.
 

     W ten sposób dobiliśmy do trzeciej godziny, czyli czas na wejście na wieżę. Zdążyliśmy jeszcze zjeść Nowojorskiego hot doga. Iza i Kamil poszli sami. Ja dalej nie potrafię wejść na wieżę lub muzeum WTC. Coś się ze mną dzieje i powracają obrazy z tych chwil.
 

 
      Wyszli bardzo zadowoleni. Nie traciliśmy czasu i natychmiast przeszliśmy na wschodnią stronę wyspy. Sea Port. Niestety, jest on w dalszym ciągu w przebudowie. Jednak jak to wszędzie w Nowym Jorku, gdziekolwiek coś się przebudowuje, trzeba dostarczyć mieszkańcom coś w zastępie. Zbudowano dużą platformę z której można obejrzeć część Manhattanu. I znów sesja filmowa.
 


 
Zaraz po tym mieliśmy wrócić do samochodu, ale według naszej tradycji trzeba zatrzymać, żeby coś zjeść lub wypić. Tym razem poszliśmy na piwo. 
 

Potem grzecznie wróciliśmy do samochodu. To nie był powrót do domu, ale do następnego przystanku czyli East Village. Tam przejście przez ulicę punków. Obejrzenie kilku tranwestytów, bo to jest ich dzielnica. Zajrzenie do najstarszego baru w NY. Otworziny on był w okolicach lat 1870. 
I znów trzeba było coś zjeść. Dzisiejsza decyzja to jedzenie hinduskie. Poszedłem do znajomego miejsca, gdzie trzy podobne restauracje mają drzwi obok siebie i przy każdej stoi hindus próbujący wciągnąć Cię do swojej. Wyglądają bardzo podobnie, więc weszliśmy do pierwszej lepszej. Wszystkie udekorowane są jak choinka świąteczna bez gustu. Tysiące mrugających światełek i mase innych drobiazgów, nie wiadomo dla czego.
Jest to tak przesadzone, że ma swój urok.
 


   Nie jestem ekspertem w ich kuchni, więc pozwoliłem kelnerowi wybrać coś dla nas. Iza miała kurczaka, Kamil wołowinę a ja owcę. Wszystko jednak według hinduskich przepisów i z ich przyprawami. Mieliśmy także kilka przystawek. Było tego dużo, więc Iza i Kamil nie mogli wszystkiego zjeść. Ale to nie ja. Nauczony dobrze przez ojca, ze jedzenia nie powinno się marnować, wylizałem talerz.
  Cazs na powrót do domu. Po drodze zatrzymaliśmy się tylko na minutę w miejscu gdzie widać Manhattan na jeszcze jedno zdjęcie.
 

   Teraz w domu pijemy piwko. Oni rozmawiają z moimi kobietami a ja... Domyślcie się.

Saturday, August 15, 2015

Atlantic City

Jest już bardzo późno wieczorem. Iza i Kamil poszli na wieczorny spacer po Cresskill a ja usiadłem na chwilę przy komputerze. 
     Wyszliśmy dzisiaj z domu bardzo wcześnie. Już o 7:30 byliśmy w International House of Pancake. Zatrzymaliśmy się tam na amerykańskie śniadanie. Wszyscy mieliśmy to samo, czyli jajka z bekonem i oczywiście pancakes. Jest to zwierzę z rodziny polskich naleśników, ale bardzo się różniące. Szczególnie że polewa się to syropem z drzewa klonowego. Widać, że im bardzo smakowało albo dobrze udają. Nie traciliśmy dużo czasu na siedzenie i dobrze że nie było Kazia, bo by jadł to przez godzinę. 
     Podróż do Atlantic City zajęła nam prawie trzy godziny. Było trochę korków na drogach. Po zaparkowaniu samochodu, pospacerowaliśmy sobie na tamtejszym deptaku.
 
 
    Iza kupiła sobie letnią sukienkę w sklepie z pamiątkami i później zatrzymaliśmy się na drinka. Każdy wybrał sobie coś innego. Przynajmniej będą wiedzieli co pić w Meksyku.
 


   Następnie pospacerowaliśmy na plaży. Było już bardzo gorąco ale od oceanu wiał przyjemny, chłodny wiatr.



   Dłużej nie mogłem wytrzymać i zaprosiłem ich na mój ulubiony fannel cake. Są to zawsze bardzo duże porcje i tym razem Iza poddaa się i nie zjadła do końca. Też im bardzo smakowało i myślę że już złapali bakcyla na nasz amerykański junk food.
 


    Następny spacer i tym razem przystanek w jednym z kasyn. Nie zamierzaliśmy długo grać ale trzeba było sprobować szczęścia i usiedliśmy przy jednorękich bandytach. Ja pierwszy i po kilku minutach skończyłem z wygraną 100 dolarów. Po mnie usiadł Kamil i niestety nic nie wygrał i tak samo stało się z Izą. Nie chciałem żeby dlużej grali, bo jakby tak dalej szło to nie mieli by za co wrócić do Polski.


    Przeszliśmy jeszcze przez sklepy z ciuchami i na końcu deptaka wysuniętego w ocean zrobiliśmy ostatnie zdjęcia.
 

 Pora na powrót i znow trzy godzinną jazdę. Przed powrotem do domu podjechałem do dużego centrum handlowego. Nie byli oni jednak zainteresowani w żadnych zakupach więc poszliśmy znów coś zjeść. Tym razem na meksykańskie jedzenie do popularnego Taco Bell. 
 

   Wszyscy z poważnie podniesioną wagą ciała, wróciliśmy do domu na odpoczynek i oczywiście piwo.
Teraz trzeba do lóżka bo jutro następny dzień do zwiedzania.

Friday, August 14, 2015

Przyjazd Izy i Kamila


    Przez następne dwa tygodnie będą tutaj raczej krótkie wpisy. Trudno znaleźć czas między pracą, obowiązkami w domu i spędzaniu czasu z naszymi gośćmi.
     Iza i Kamil już są z nami. Wczoraj przeżyłem trochę strachu. Na lotnisku byłem na czas i wiedziałem że wsiedli na samolot w Warszawie. Po godzinie oczekiwania, zacząłem zauważać wychodzących Polaków. Ustawiłem kamerę na sfilmowanie wejścia i nic. Mijały minuty za minutami. Czekające polskie rodziny zaczęły powoli znikać z lotniska i po następnej godzinie zostałem tylko ja i inne narodowości. Żartowałem przed wyjazdem, że mogą ich nie wpuścić i miałbym ich z głowy. Przestraszyłem się że wykrakałem.
Zadzwoniłem nawet do Grażyny. Obudziłem ją bo w Polsce była 4-ta rano i prawdopodobnie trochę wystraszyłem. Ale dokładnie w tym momencie Iza i Kamil pojawili się w drzwiach.
     Nawet tak późno, bo było już po 23-iej, na drogach były korki. Zajęło nam następną godzinę, żeby dojechać do domu. Ale już zrelaksowani.
    W domu przywitanie z moimi dziewczynami i posiedzieliśmy do drugiej przy piwie. Zjawiła się także zamówiona pizza. Muszą trochę popróbować amerykańskiego „junk food”. Może nie bardzo zdrowe, ale najlepsze jedzenie na świecie.
    Dzisiaj Elaine zabrała ich na Manhattan. Pierwsze miejsce do zwiedzania to Central Park i okolice.

Wednesday, August 12, 2015

Niespodzianka



Wczoraj miałem bardzo miły dzień. Wieczorem umówiony byłem z Malgosią Taranto, żeby zrobić kilka zdjęć jej klientom do jej strony internetowej. Jednym z nich był właściciel restauracji, więc tam się mieliśmy spotkaćy.
Jak zwykle zjawiłem się tam dokładnie na czas. Nienawidzę się spóźniać. Wszedłem do środka, gdzie mieliśmy się spotkać. No i niespodzianka. Otworzyły się drzwi i wypadło na mnie dziewięć blondynek. Wszystkie ubrane na biało.
Zrobiły mi przyjęcie z okazji moich urodzin. Nawet nie narzekałem, że brakuje mężów.
Trudno opisać moje wrażenia. Oczywiście posiedzieliśmy trochę przy drinkach. Każda z nich coś powiedziała o mnie składając mi życzenia. Już wspominałem o tym, że przeżyłem wspaniałych 60 lat. Ten wieczór przypomniał mi też, że mam wspaniałych przyjaciół. W tym wypadku oczywiście przyjaciółki. Wzruszyły mnie wielokrotnie.
Nie wspomnę, że czułem się jak playboy. Co chwila podchodzili mężczyzni i pytali się co tutaj się dzieje. Kiedy dowiedzieli się że to moje urodziny, pytali się co ja zrobiłem, że mam taką imprezę tylko z kobietami. Nie zdradziłem tajemnicy. Niech zazdroszczą.

Kilka zdjęć.




 
 



Spałem tylko trzy godziny i nie czułem się najlepiej idąc do pracy. Dotrzymując towarzystwa piłem to samo co dziewczyny, czyli różne koktajle alkoholowe.
W pracy nawet wszystko wychodziło. Szczególnie moja operacja przy rozbijaniu betonowych barier na naszej drodze. Metoda którą zatwierdziło miasto, była bardzo kosztowna i gdybym się do tego dostosował, dziennie mógłbym usunąć około 30 metrów tych barrier. Wymyśliłem więc coś innego i każdego dnia rozbijamy powyżej 100 metrów. Inspektorzy po obejżeniu co robimy, nie protestowali że zmieniłem wszystko, bo zgodzili się że metoda jest bezpieczna.
Zmontowałem dwie przyczepy, z wystającym ramieniem, do których przyczepiłem bardzo silną sieć. Chroniała ona drogi pod nami, żeby nawet najmniejszy kawałek betonu nie spadł na kogoś na dole. 



 
 

  Następnie maszyna z młotem pneumatycznym rozbija dół bariery, tak jakby podciąć drzewu korzenie.

                                      

A na końcu jednym uderzeniem, przewracam ją na naszą drogę.

                                      

 

 

 

Dzięki temu zamiast miesiąca, potrzebuję tylko tygodnia i jutro zakończę tą operację.

Pod koniec dnia na jednym końcu budowy zapalił się samochód. Kierowca oczywiście wysiadł, ale nic nie można było poradzić i auto spłonęło. Teraz mam problem. Muszę sprawdzić, czy ta częć drogi nie została uszkodzona przez bardzo wysokie temperatury. Musiałbym wtedy natychmiast to naprawić a nie mam na to czasu.
Tak wyglądał ten pożar.

                                      


                                                     

                                         

Najgorsze, że znów wkurzyli mnie strażacy. Ja mam na nich uczulenie. Każdy uważa się za bohatera, nawet gdyby nigdy nie brał udziału w ratowaniu ludzi. Kilka tygodni temu obserwowałem wóz strażacki, który podjechał do supermaketu. Przy hydrancie parkował prywatny samochód. Kierowca siedział w środku i na kogoś czekał . Strażacy włączyli syreny i kazali mu odjechać. Najpierw myślałem, że może byli niezadowoleni, że on blokuje hydrant. Ale bzdura. Kiedy samochód się oddalił, oni tam zaparkowali i wszysscy wyszli do sklepu na zakupy!!
Dzisiaj też. Zablokowali wszystkie linie w dwóch kierunkach. Nie było takiej potrzeby. Można było otworzyć jedną linię.


                                          
 

Ale nie! Ludzie siedzieli w samochodach przez 45 minut a Ci chodzili, sprawdzali, rozmawiali. Co tam ludzie. Bohaterowie gaszą ogień! Ja w tym czasie nie mogę zamknąć jednej linii nawet dla najważniejszych operacji a Ci zamnknęli pięć i nikt nic nie może na to poradzić. Bo kto chce kłócić się z bohaterami?

Tuesday, August 11, 2015

Rozmowy z młodzieżą



    Niebo całkowicie zasnute ciemnymi chmurami. Leje deszcz i temperatura obniżyła się do 20 stopni. Tak jakby zbliżała się już jesień. Ale to tylko jeden dzień i jutro powinno być ładnie.
     W sobotę byliśmy na imprezie u Krzyśka.  Jak zwykle spotkanie z grupą stałych znajomych. Nie było tańców, tylko pogawędki przy drinkach. Zaskoczyły mnie spotkania z młodymi ludźmi.
      Jeszcze nie tak dawno, rozmowy z młodą generacją były dla mnie trochę smutne. Ich podejście do życia, polityki, przyszłości kraju były widocznie kierowane przez propagandę naszych liberalnych szkol. Widać było wyraźnie, że nie są to ich prywatne opinie. Były to recytowane wersy z tekstów narzucanych im przez nauczycieli. Po zadawanych pytaniach, nie potrafili bronić swoich teorii ale głęboko przekonani o swoich racjach powtarzali w kółko te same, prawie komunistyczne teorie.
     Widocznie sytuacja w kraju się trochę zmieniła. Może mamy za co podziękować Obamie. Ludzie zaczynają się buntować i mają dosyć tej nowej polityki. Jak pisałem poprzednio, jednym z przykładów jest Donald Trump. Nawet po kilku wpadkach, kiedy wypowiedział się bardzo kontrowersyjnie, jego akcje idą w górę.
Pamiętam jak dziś, dni kiedy Elaine powróciła do domu po studiach. Nie potrafiłem się z nią porozumieć, kiedy temat schodził na tematy polityczne. Tak była ogłupiona przez  pobrane tam nauki. Po jakimś czasie, sama doszła do wniosków, że gadała głupoty.
     Tym razem rozmowy były interesujące. Nie znaczy, że się ze wszystkim zgadaliśmy. Ale młodzież miała własną opinię o polityce kraju. Większość bardzo niezadowolona z tego co się dzieje. Mieli swoje teorie o zmianach jakie powinny nastąpić. Ale wszyscy zgadzali się, że partia demokratyczna popełnia samobójstwo, stawiając na czele takich ludzi jak Obama czy Clinton. Może jest jeszcze iskierka nadziei, że nie będziemy następną Grecją.
     Udało mi się wreszcie obejrzeć dobry film. Child 44 (System w polskim przekładzie), taki jest angielski tytuł.  Dzieje się w okresie Stalinowskich rządów. Jest to dramat ale z domieszką filmu kryminalnego, czyli jest trochę akcji. Bardzo dobrze przedstawiona jest sytuacja terroru jaki panował w tym kraju. Nie pokazywane są tortury, nie ma lejącej się krwi. Bo w taki sposób najłatwiej jest to pokazać i jest to najłatwiejsza droga dla reżysera. Film pokazuje raczej psychologiczna stronę tego zastraszenia. Nie można liczyć na nikogo. Wszyscy są potencjalnym wrogiem. Nawet rodzina. Polecam go tym którzy chcą znaleźć w filmie trochę więcej niż akcja, seks czy rozrywka.




Thursday, August 6, 2015

Moja budowa

 
 


Dzień zaczął się od pierwszej minuty bardzo nerwowo. Był to pierwszy dzień w którym zaczęliśmy odcinać statlowe belki z naszej drogi. Można powiedzieć, że jest to standartowa operacja i robię to już od wielu lat, ale bardzo łatwo można popełnić pomyłkę. Jak może się to zakonczyć , zobaczyć można na załączonym filmie. To zdażyło się w Holandii i operacja ta przeprowadzona była przez dwa dźwigi. Podstawy są te same.

                                       



  Po pierwsze obliczamy ciężar takiej belki. Niestety jest to w przybliżeniu, bo są tam dodatkowe szczegóły jak beton. Następnie zakładane są stalowe liny.

                                       


             
 

One też muszą być założone dokładnie w obliczonym miejscu. Po zaciśnięciu ich na belce, dźwig próbuje to podnieść. Oczywiście nie może, bo nie jest ona jeszcze odcięta od całości. Ale maszyna ma zamontowaną wagę. Kiedy belka obliczona jest np. na 10000 kg, to dźwig podnosi to do momentu, kiedy cyfra na wadze przekroczy lekko tą liczbę. Jeżeli jest źle obliczone i podniesie za silnie, to po odcieciu ostatniego kawalka,


                                        


belka poderwie się szybko do góry. Jeżeli za słabo, to opadnie w dół. Obydwa przypadki szybko mogą przerodzić się w poważny wypadek. Chyba wytłumaczyłem to w przystępny sposób. Oczywiście jest wiele innych szczegłów związanych z tą operacją, ale to już techniczne szczegóły.
Wszystko poszło dokładnie tak jak zaplanowane i bez problemu obcieliśmy trzy belki.




Gorzej było z rozładowaniem. Miałem poważne ścięcie z inżynierem odpowiedzialnym za wszystko związane ze stalą. To on ma prowadzić te wszystkie operacje. Kiedy nie potrafił rozwiązać problemu, po prostu zniknął i oskarżał innych o złe planowanie. Ciężarowka przeworząca to na nasz plac jest 25 metrów długa. Mieliśmy problem z wjazdem przez bramę. Musiałem zrobic to wszystko sam, bo ludzie się poddali i mówili, że nie da rady wjechać. Stałem za przyczepą i dawałem znaki kierowcy. Kiedy cofałem się, potknąłem się o kawałek leżącego betonu i przewrociłem się. Upadłem na biodro i prawą rękę. Kierowca tego nie zauważył i dalej cofal. W ostatniej chwili odkulałem się w bok. Gdybym tego nie zrobił, cały ten ciężar .... Nawet nie chcę o tym myśleć. Trochę jestem obolały, ale nic poważnego.
Już bardzo zdenerwowany po tym całym dniu, dostałem telefon, że mój operator maszyny, nie posłuchał moich wskazówek (wiele, wiele razy przy wszystkich ludziach kazałem mu zwolnić i uwazać na bezpieczeństwo), oczyszczając drogę ze skruszonego betonu, przesunął łopatę swojej maszyny nad drogą poniżej. Miał to zabronione. Było wystarczjąco dużo miejsca po drugiej stronie. Kawałek betonu wypadł z łopaty i spadł prosto na nowiusieńki samochód, robiąc duże szkody. To że bedziemy musieli w najlepszym stopniu naprawić to auto to najmniejszy problem. Po ostatnim wypadku, Stan Nowego Jorku może nawet zamknąć budowę do chwili wyjaśnienia wszystkiego. Tak przez głupotę i nieposłuszeństwo jednego pracownika, mam następny wielki problem. A już wychodziłem obronną ręką z pierwszego.
Sporawdzam w tej chwili kalendarz i ilość miesięcy które zostały mi do emerytury.
Wiele lat temu, takie rzeczy się nie zdarzały. Jednym z powodów, byla idywidualna odpowiedzialność. Każdy wiedział, że jeżeli zrobi coś podobnego, zostanie wyrzucony z pracy i trudno mu będzie znaleźć nową. Teraz nawet jak uda mi się go zwolnić, to Związki Zawodowe natychmiast dadzą mu inne miejsce do pracy. A w wielu wypadkach, nie możemy ich nawet wyrzucić. Nie dbają więc o nic. Kierowcy jeżdżą z telefonami przy uchu. Operatorzy w każdej wolniejszej chwili zasypiają w kabinach maszyn. Robotnicy nie dbają o bezpieczeństwo, bo nawet jak sobie coś zrobią, to nie tylko że musimy im płacić przez długi czas leczenia to sądzą firmy budowalne i wygrywają olbrzymie sumy. Nie muszą już więcej pracować.
Związki raz przysłały mi stolarza w wieku 70 lat. Już w pierwszy dzień upuścił na swoją stopę metalową belkę. Złamał palec u nogi. Wygrał 2 miliony dolarów, bo twierdził że już nigdy nie będzie mógł pracować. Nawet jak wynajeliśmy dedetktywa, który znalazł go w innym Stanie Ameryki pracującego, nie można było odzyskać pieniędzy.