Sunday, August 16, 2015

Dół Manhattanu

       No więc muszę stwierdzić jedną rzecz. Nie wiem czy będą zadowoleni z całej wycieczki, nie wiem jak się to wszystko zakończy. Wiem na pewno że będę musiał kupić sobie większe ciuchy. Próbujemy cay czas nowych smakołyków, jemy w różnych restauracjach. Ja zawsze jem bardzo mało i dalej tyję. Teraz to na pewno bedzie problem.
     Zaczęliśmy od śniadania w domu. Wyskoczyłem rano do pobliskiego sklepu i kupiłem swieże bagels, bialys i muffins. Podjedlismy sobie dobrze i okolo 11-tej wyruszylismy na Manhattan. Zaparkowałem samochód w płatnym garażu. W tej okolicy nie ma szans na znalezienie parkingu na ulicy. Od razu podeszliśmy pod Freedom Tower, czyli najwyzszy budynek w Nowym Jorku. Tam tez wykupiliśmy bilety na wjazd do obserwatorium na szczycie tej wieży, ale dopiero na godzinę 15-tą. 
 

     Następnie zwiedziliśmy okolice. Tereny na których stały budynki WTC. 
 

Idąc w tym samym kierunku, dobiliśmy do najdłuższej ulicy na świecie, czyli Broadway. Tylko kilka ulic dalej znajduje się Wall Street i tam doszlismy do miejsca, gdzie setki ludzi obraca papierami wartościowymi. W cudowny sposób zarabiają miliony dolarów a my tracimy.

    I znów spacer w kierunku Battery Park, czyli końca Manhattanu. jeszcze przed tym zatrzymaliśmy się przy sławnym byku.
 


      W Parku pierwszy przystanek to przy Sferze, którą uratowałem z gruzów WTC.
 

Następnie porobiliśmy zdjęcia z widokiem na ocean i Statuę Wolności. Niestety bilety na dojazd tam wykupione były na trzy tygodnie.
 



    Spacer po promenadzie doprowadził nas do Winter Garden, czyli Zimowego Ogrodu.
 

     W ten sposób dobiliśmy do trzeciej godziny, czyli czas na wejście na wieżę. Zdążyliśmy jeszcze zjeść Nowojorskiego hot doga. Iza i Kamil poszli sami. Ja dalej nie potrafię wejść na wieżę lub muzeum WTC. Coś się ze mną dzieje i powracają obrazy z tych chwil.
 

 
      Wyszli bardzo zadowoleni. Nie traciliśmy czasu i natychmiast przeszliśmy na wschodnią stronę wyspy. Sea Port. Niestety, jest on w dalszym ciągu w przebudowie. Jednak jak to wszędzie w Nowym Jorku, gdziekolwiek coś się przebudowuje, trzeba dostarczyć mieszkańcom coś w zastępie. Zbudowano dużą platformę z której można obejrzeć część Manhattanu. I znów sesja filmowa.
 


 
Zaraz po tym mieliśmy wrócić do samochodu, ale według naszej tradycji trzeba zatrzymać, żeby coś zjeść lub wypić. Tym razem poszliśmy na piwo. 
 

Potem grzecznie wróciliśmy do samochodu. To nie był powrót do domu, ale do następnego przystanku czyli East Village. Tam przejście przez ulicę punków. Obejrzenie kilku tranwestytów, bo to jest ich dzielnica. Zajrzenie do najstarszego baru w NY. Otworziny on był w okolicach lat 1870. 
I znów trzeba było coś zjeść. Dzisiejsza decyzja to jedzenie hinduskie. Poszedłem do znajomego miejsca, gdzie trzy podobne restauracje mają drzwi obok siebie i przy każdej stoi hindus próbujący wciągnąć Cię do swojej. Wyglądają bardzo podobnie, więc weszliśmy do pierwszej lepszej. Wszystkie udekorowane są jak choinka świąteczna bez gustu. Tysiące mrugających światełek i mase innych drobiazgów, nie wiadomo dla czego.
Jest to tak przesadzone, że ma swój urok.
 


   Nie jestem ekspertem w ich kuchni, więc pozwoliłem kelnerowi wybrać coś dla nas. Iza miała kurczaka, Kamil wołowinę a ja owcę. Wszystko jednak według hinduskich przepisów i z ich przyprawami. Mieliśmy także kilka przystawek. Było tego dużo, więc Iza i Kamil nie mogli wszystkiego zjeść. Ale to nie ja. Nauczony dobrze przez ojca, ze jedzenia nie powinno się marnować, wylizałem talerz.
  Cazs na powrót do domu. Po drodze zatrzymaliśmy się tylko na minutę w miejscu gdzie widać Manhattan na jeszcze jedno zdjęcie.
 

   Teraz w domu pijemy piwko. Oni rozmawiają z moimi kobietami a ja... Domyślcie się.

Saturday, August 15, 2015

Atlantic City

Jest już bardzo późno wieczorem. Iza i Kamil poszli na wieczorny spacer po Cresskill a ja usiadłem na chwilę przy komputerze. 
     Wyszliśmy dzisiaj z domu bardzo wcześnie. Już o 7:30 byliśmy w International House of Pancake. Zatrzymaliśmy się tam na amerykańskie śniadanie. Wszyscy mieliśmy to samo, czyli jajka z bekonem i oczywiście pancakes. Jest to zwierzę z rodziny polskich naleśników, ale bardzo się różniące. Szczególnie że polewa się to syropem z drzewa klonowego. Widać, że im bardzo smakowało albo dobrze udają. Nie traciliśmy dużo czasu na siedzenie i dobrze że nie było Kazia, bo by jadł to przez godzinę. 
     Podróż do Atlantic City zajęła nam prawie trzy godziny. Było trochę korków na drogach. Po zaparkowaniu samochodu, pospacerowaliśmy sobie na tamtejszym deptaku.
 
 
    Iza kupiła sobie letnią sukienkę w sklepie z pamiątkami i później zatrzymaliśmy się na drinka. Każdy wybrał sobie coś innego. Przynajmniej będą wiedzieli co pić w Meksyku.
 


   Następnie pospacerowaliśmy na plaży. Było już bardzo gorąco ale od oceanu wiał przyjemny, chłodny wiatr.



   Dłużej nie mogłem wytrzymać i zaprosiłem ich na mój ulubiony fannel cake. Są to zawsze bardzo duże porcje i tym razem Iza poddaa się i nie zjadła do końca. Też im bardzo smakowało i myślę że już złapali bakcyla na nasz amerykański junk food.
 


    Następny spacer i tym razem przystanek w jednym z kasyn. Nie zamierzaliśmy długo grać ale trzeba było sprobować szczęścia i usiedliśmy przy jednorękich bandytach. Ja pierwszy i po kilku minutach skończyłem z wygraną 100 dolarów. Po mnie usiadł Kamil i niestety nic nie wygrał i tak samo stało się z Izą. Nie chciałem żeby dlużej grali, bo jakby tak dalej szło to nie mieli by za co wrócić do Polski.


    Przeszliśmy jeszcze przez sklepy z ciuchami i na końcu deptaka wysuniętego w ocean zrobiliśmy ostatnie zdjęcia.
 

 Pora na powrót i znow trzy godzinną jazdę. Przed powrotem do domu podjechałem do dużego centrum handlowego. Nie byli oni jednak zainteresowani w żadnych zakupach więc poszliśmy znów coś zjeść. Tym razem na meksykańskie jedzenie do popularnego Taco Bell. 
 

   Wszyscy z poważnie podniesioną wagą ciała, wróciliśmy do domu na odpoczynek i oczywiście piwo.
Teraz trzeba do lóżka bo jutro następny dzień do zwiedzania.

Friday, August 14, 2015

Przyjazd Izy i Kamila


    Przez następne dwa tygodnie będą tutaj raczej krótkie wpisy. Trudno znaleźć czas między pracą, obowiązkami w domu i spędzaniu czasu z naszymi gośćmi.
     Iza i Kamil już są z nami. Wczoraj przeżyłem trochę strachu. Na lotnisku byłem na czas i wiedziałem że wsiedli na samolot w Warszawie. Po godzinie oczekiwania, zacząłem zauważać wychodzących Polaków. Ustawiłem kamerę na sfilmowanie wejścia i nic. Mijały minuty za minutami. Czekające polskie rodziny zaczęły powoli znikać z lotniska i po następnej godzinie zostałem tylko ja i inne narodowości. Żartowałem przed wyjazdem, że mogą ich nie wpuścić i miałbym ich z głowy. Przestraszyłem się że wykrakałem.
Zadzwoniłem nawet do Grażyny. Obudziłem ją bo w Polsce była 4-ta rano i prawdopodobnie trochę wystraszyłem. Ale dokładnie w tym momencie Iza i Kamil pojawili się w drzwiach.
     Nawet tak późno, bo było już po 23-iej, na drogach były korki. Zajęło nam następną godzinę, żeby dojechać do domu. Ale już zrelaksowani.
    W domu przywitanie z moimi dziewczynami i posiedzieliśmy do drugiej przy piwie. Zjawiła się także zamówiona pizza. Muszą trochę popróbować amerykańskiego „junk food”. Może nie bardzo zdrowe, ale najlepsze jedzenie na świecie.
    Dzisiaj Elaine zabrała ich na Manhattan. Pierwsze miejsce do zwiedzania to Central Park i okolice.

Wednesday, August 12, 2015

Niespodzianka



Wczoraj miałem bardzo miły dzień. Wieczorem umówiony byłem z Malgosią Taranto, żeby zrobić kilka zdjęć jej klientom do jej strony internetowej. Jednym z nich był właściciel restauracji, więc tam się mieliśmy spotkaćy.
Jak zwykle zjawiłem się tam dokładnie na czas. Nienawidzę się spóźniać. Wszedłem do środka, gdzie mieliśmy się spotkać. No i niespodzianka. Otworzyły się drzwi i wypadło na mnie dziewięć blondynek. Wszystkie ubrane na biało.
Zrobiły mi przyjęcie z okazji moich urodzin. Nawet nie narzekałem, że brakuje mężów.
Trudno opisać moje wrażenia. Oczywiście posiedzieliśmy trochę przy drinkach. Każda z nich coś powiedziała o mnie składając mi życzenia. Już wspominałem o tym, że przeżyłem wspaniałych 60 lat. Ten wieczór przypomniał mi też, że mam wspaniałych przyjaciół. W tym wypadku oczywiście przyjaciółki. Wzruszyły mnie wielokrotnie.
Nie wspomnę, że czułem się jak playboy. Co chwila podchodzili mężczyzni i pytali się co tutaj się dzieje. Kiedy dowiedzieli się że to moje urodziny, pytali się co ja zrobiłem, że mam taką imprezę tylko z kobietami. Nie zdradziłem tajemnicy. Niech zazdroszczą.

Kilka zdjęć.




 
 



Spałem tylko trzy godziny i nie czułem się najlepiej idąc do pracy. Dotrzymując towarzystwa piłem to samo co dziewczyny, czyli różne koktajle alkoholowe.
W pracy nawet wszystko wychodziło. Szczególnie moja operacja przy rozbijaniu betonowych barier na naszej drodze. Metoda którą zatwierdziło miasto, była bardzo kosztowna i gdybym się do tego dostosował, dziennie mógłbym usunąć około 30 metrów tych barrier. Wymyśliłem więc coś innego i każdego dnia rozbijamy powyżej 100 metrów. Inspektorzy po obejżeniu co robimy, nie protestowali że zmieniłem wszystko, bo zgodzili się że metoda jest bezpieczna.
Zmontowałem dwie przyczepy, z wystającym ramieniem, do których przyczepiłem bardzo silną sieć. Chroniała ona drogi pod nami, żeby nawet najmniejszy kawałek betonu nie spadł na kogoś na dole. 



 
 

  Następnie maszyna z młotem pneumatycznym rozbija dół bariery, tak jakby podciąć drzewu korzenie.

                                      

A na końcu jednym uderzeniem, przewracam ją na naszą drogę.

                                      

 

 

 

Dzięki temu zamiast miesiąca, potrzebuję tylko tygodnia i jutro zakończę tą operację.

Pod koniec dnia na jednym końcu budowy zapalił się samochód. Kierowca oczywiście wysiadł, ale nic nie można było poradzić i auto spłonęło. Teraz mam problem. Muszę sprawdzić, czy ta częć drogi nie została uszkodzona przez bardzo wysokie temperatury. Musiałbym wtedy natychmiast to naprawić a nie mam na to czasu.
Tak wyglądał ten pożar.

                                      


                                                     

                                         

Najgorsze, że znów wkurzyli mnie strażacy. Ja mam na nich uczulenie. Każdy uważa się za bohatera, nawet gdyby nigdy nie brał udziału w ratowaniu ludzi. Kilka tygodni temu obserwowałem wóz strażacki, który podjechał do supermaketu. Przy hydrancie parkował prywatny samochód. Kierowca siedział w środku i na kogoś czekał . Strażacy włączyli syreny i kazali mu odjechać. Najpierw myślałem, że może byli niezadowoleni, że on blokuje hydrant. Ale bzdura. Kiedy samochód się oddalił, oni tam zaparkowali i wszysscy wyszli do sklepu na zakupy!!
Dzisiaj też. Zablokowali wszystkie linie w dwóch kierunkach. Nie było takiej potrzeby. Można było otworzyć jedną linię.


                                          
 

Ale nie! Ludzie siedzieli w samochodach przez 45 minut a Ci chodzili, sprawdzali, rozmawiali. Co tam ludzie. Bohaterowie gaszą ogień! Ja w tym czasie nie mogę zamknąć jednej linii nawet dla najważniejszych operacji a Ci zamnknęli pięć i nikt nic nie może na to poradzić. Bo kto chce kłócić się z bohaterami?

Tuesday, August 11, 2015

Rozmowy z młodzieżą



    Niebo całkowicie zasnute ciemnymi chmurami. Leje deszcz i temperatura obniżyła się do 20 stopni. Tak jakby zbliżała się już jesień. Ale to tylko jeden dzień i jutro powinno być ładnie.
     W sobotę byliśmy na imprezie u Krzyśka.  Jak zwykle spotkanie z grupą stałych znajomych. Nie było tańców, tylko pogawędki przy drinkach. Zaskoczyły mnie spotkania z młodymi ludźmi.
      Jeszcze nie tak dawno, rozmowy z młodą generacją były dla mnie trochę smutne. Ich podejście do życia, polityki, przyszłości kraju były widocznie kierowane przez propagandę naszych liberalnych szkol. Widać było wyraźnie, że nie są to ich prywatne opinie. Były to recytowane wersy z tekstów narzucanych im przez nauczycieli. Po zadawanych pytaniach, nie potrafili bronić swoich teorii ale głęboko przekonani o swoich racjach powtarzali w kółko te same, prawie komunistyczne teorie.
     Widocznie sytuacja w kraju się trochę zmieniła. Może mamy za co podziękować Obamie. Ludzie zaczynają się buntować i mają dosyć tej nowej polityki. Jak pisałem poprzednio, jednym z przykładów jest Donald Trump. Nawet po kilku wpadkach, kiedy wypowiedział się bardzo kontrowersyjnie, jego akcje idą w górę.
Pamiętam jak dziś, dni kiedy Elaine powróciła do domu po studiach. Nie potrafiłem się z nią porozumieć, kiedy temat schodził na tematy polityczne. Tak była ogłupiona przez  pobrane tam nauki. Po jakimś czasie, sama doszła do wniosków, że gadała głupoty.
     Tym razem rozmowy były interesujące. Nie znaczy, że się ze wszystkim zgadaliśmy. Ale młodzież miała własną opinię o polityce kraju. Większość bardzo niezadowolona z tego co się dzieje. Mieli swoje teorie o zmianach jakie powinny nastąpić. Ale wszyscy zgadzali się, że partia demokratyczna popełnia samobójstwo, stawiając na czele takich ludzi jak Obama czy Clinton. Może jest jeszcze iskierka nadziei, że nie będziemy następną Grecją.
     Udało mi się wreszcie obejrzeć dobry film. Child 44 (System w polskim przekładzie), taki jest angielski tytuł.  Dzieje się w okresie Stalinowskich rządów. Jest to dramat ale z domieszką filmu kryminalnego, czyli jest trochę akcji. Bardzo dobrze przedstawiona jest sytuacja terroru jaki panował w tym kraju. Nie pokazywane są tortury, nie ma lejącej się krwi. Bo w taki sposób najłatwiej jest to pokazać i jest to najłatwiejsza droga dla reżysera. Film pokazuje raczej psychologiczna stronę tego zastraszenia. Nie można liczyć na nikogo. Wszyscy są potencjalnym wrogiem. Nawet rodzina. Polecam go tym którzy chcą znaleźć w filmie trochę więcej niż akcja, seks czy rozrywka.




Thursday, August 6, 2015

Moja budowa

 
 


Dzień zaczął się od pierwszej minuty bardzo nerwowo. Był to pierwszy dzień w którym zaczęliśmy odcinać statlowe belki z naszej drogi. Można powiedzieć, że jest to standartowa operacja i robię to już od wielu lat, ale bardzo łatwo można popełnić pomyłkę. Jak może się to zakonczyć , zobaczyć można na załączonym filmie. To zdażyło się w Holandii i operacja ta przeprowadzona była przez dwa dźwigi. Podstawy są te same.

                                       



  Po pierwsze obliczamy ciężar takiej belki. Niestety jest to w przybliżeniu, bo są tam dodatkowe szczegóły jak beton. Następnie zakładane są stalowe liny.

                                       


             
 

One też muszą być założone dokładnie w obliczonym miejscu. Po zaciśnięciu ich na belce, dźwig próbuje to podnieść. Oczywiście nie może, bo nie jest ona jeszcze odcięta od całości. Ale maszyna ma zamontowaną wagę. Kiedy belka obliczona jest np. na 10000 kg, to dźwig podnosi to do momentu, kiedy cyfra na wadze przekroczy lekko tą liczbę. Jeżeli jest źle obliczone i podniesie za silnie, to po odcieciu ostatniego kawalka,


                                        


belka poderwie się szybko do góry. Jeżeli za słabo, to opadnie w dół. Obydwa przypadki szybko mogą przerodzić się w poważny wypadek. Chyba wytłumaczyłem to w przystępny sposób. Oczywiście jest wiele innych szczegłów związanych z tą operacją, ale to już techniczne szczegóły.
Wszystko poszło dokładnie tak jak zaplanowane i bez problemu obcieliśmy trzy belki.




Gorzej było z rozładowaniem. Miałem poważne ścięcie z inżynierem odpowiedzialnym za wszystko związane ze stalą. To on ma prowadzić te wszystkie operacje. Kiedy nie potrafił rozwiązać problemu, po prostu zniknął i oskarżał innych o złe planowanie. Ciężarowka przeworząca to na nasz plac jest 25 metrów długa. Mieliśmy problem z wjazdem przez bramę. Musiałem zrobic to wszystko sam, bo ludzie się poddali i mówili, że nie da rady wjechać. Stałem za przyczepą i dawałem znaki kierowcy. Kiedy cofałem się, potknąłem się o kawałek leżącego betonu i przewrociłem się. Upadłem na biodro i prawą rękę. Kierowca tego nie zauważył i dalej cofal. W ostatniej chwili odkulałem się w bok. Gdybym tego nie zrobił, cały ten ciężar .... Nawet nie chcę o tym myśleć. Trochę jestem obolały, ale nic poważnego.
Już bardzo zdenerwowany po tym całym dniu, dostałem telefon, że mój operator maszyny, nie posłuchał moich wskazówek (wiele, wiele razy przy wszystkich ludziach kazałem mu zwolnić i uwazać na bezpieczeństwo), oczyszczając drogę ze skruszonego betonu, przesunął łopatę swojej maszyny nad drogą poniżej. Miał to zabronione. Było wystarczjąco dużo miejsca po drugiej stronie. Kawałek betonu wypadł z łopaty i spadł prosto na nowiusieńki samochód, robiąc duże szkody. To że bedziemy musieli w najlepszym stopniu naprawić to auto to najmniejszy problem. Po ostatnim wypadku, Stan Nowego Jorku może nawet zamknąć budowę do chwili wyjaśnienia wszystkiego. Tak przez głupotę i nieposłuszeństwo jednego pracownika, mam następny wielki problem. A już wychodziłem obronną ręką z pierwszego.
Sporawdzam w tej chwili kalendarz i ilość miesięcy które zostały mi do emerytury.
Wiele lat temu, takie rzeczy się nie zdarzały. Jednym z powodów, byla idywidualna odpowiedzialność. Każdy wiedział, że jeżeli zrobi coś podobnego, zostanie wyrzucony z pracy i trudno mu będzie znaleźć nową. Teraz nawet jak uda mi się go zwolnić, to Związki Zawodowe natychmiast dadzą mu inne miejsce do pracy. A w wielu wypadkach, nie możemy ich nawet wyrzucić. Nie dbają więc o nic. Kierowcy jeżdżą z telefonami przy uchu. Operatorzy w każdej wolniejszej chwili zasypiają w kabinach maszyn. Robotnicy nie dbają o bezpieczeństwo, bo nawet jak sobie coś zrobią, to nie tylko że musimy im płacić przez długi czas leczenia to sądzą firmy budowalne i wygrywają olbrzymie sumy. Nie muszą już więcej pracować.
Związki raz przysłały mi stolarza w wieku 70 lat. Już w pierwszy dzień upuścił na swoją stopę metalową belkę. Złamał palec u nogi. Wygrał 2 miliony dolarów, bo twierdził że już nigdy nie będzie mógł pracować. Nawet jak wynajeliśmy dedetktywa, który znalazł go w innym Stanie Ameryki pracującego, nie można było odzyskać pieniędzy.

Wednesday, August 5, 2015

Pepe Le Pew

 


Po powrocie z pracy i odpoczynku, wyszedłem na ogród podlać kwiaty. No i niespodzianka. W klatce siedzi nieproszone zwierzątko. Pepe Le Pew. Nie jestem pewien czy go znacie z nazwy ale to jedna z bardziej charakterystycznych postaci filmów rysunkowych Disneya.

                                     


Czyli po prostu Skunks. No i problem. Nawet nie próbowałem go wywieźć. Bałem się, że zasmrodzi mi samochód. Ale jakoś trzeba go było wypuścić. Podejść też strach, bo obawiałem się szybkiego strzału z tyłka i będę śmierdział przez wiele dni. Nie chciałem żeby się męczył, więc zebrałem odwagę, podszedłem z workiem plastikowym i przykryłem szybko klatkę. Teraz zostało tylko jej otworzenie. Tutaj musiałem włożyć rękę z przodu, gdzie są drzwi. Oczywiście w rękawicy, udało mi się szybko je otworzyć. Był chyba trochę przestraszony, tak jak ja i nie chciał wyjść. Musiałem podnieść klatkę i go wytrząsnąć. Już na wolności, nie spiesząc się odszedł w stronę sąsiadów. Zdjęcia nie najlepsze, bo klatka przykryta jest roślinnością, a później, zanim złapałem kamerę, odszedł dość daleko.
Chyba przeżyłem więcej strachu niż on. Taki ze mnie bohater. Poniżej mój Pepe Le Pew.





Filmy Fabularne


Wspominałem o mojej miłości do filmów fabularnych. Wygląda na to, że jest to miłość do bardzo starej kobiety. Tak jak z całym naszym społeczeństwem, coś złego dzieje się z „przemysłem” filmowym.
     Jeżeli przejrzycie listę filmów, które ostatnio powstają to włos się jeży na głowie. Większość to filmy o zombie, wampirach, morderstwach i najgłupszych komedii. Są one także fatalne nawet w swoich dziedzinach. Kryminalne filmy mogą być bardzo dobre, ale nie kiedy jedynym celem jest wylewanie krwi na ekran. Im brutalniejsze, im więcej krwi, tym lepsze. Komedie, to następny przykład. Im głupsze tym lepsze. Ludzie zaśmiewają się w kinach oglądając scenę z mężczyzną onanizującym się i na zakończenie sperma strzela mu na twarz. Coraz trudniej znaleźć film, który warty jest obejrzenia. Zmusza nas to do oglądania tego co jest i prowadzi do coraz większego ogłupiania i coraz mniejszych wymagań.
Spójrzmy na lata, które minęły. A wymienię tylko niektóre.
Rok 1978 – Grease, Łowca Jeleni, Midnight Express, Konwój, Komandosi z Nawarony, Śmierć na Nilu
Rok 1979 – Mad Max, Obcy, Czas Apokalipsy, Sprawa Kramerów, Cały Ten Zgiełk, Star Trek
Rok 1980 – Lśnienie, Gwiezdne Wojny V, Człowiek Słoń, Wściekły Byk
Rok 1981 – Gallipolli, Listonosz Zawsze Dzwoni Dwa Razy, Ragtime, Das Boot, Indiana Jones, Rydwany Ognia, Walka o Ogień
       To nie jest jednak jeszcze najgorsze. Zaczynam gubić się w przesłaniach ostatnio produkowanych filmów. Jednym z celów starszych filmach było pokazanie zła i dobra. Jeszcze przed powstaniem filmów, były książki. Dawno temu baśnie i historie przekazywane z ust do ust tworzyły postacie piękne, dobre i te odwrotne bardzo złe. Już w naszych czasach zmieniło się to na pokazywaniu prawdy. Nikt nie jest tylko dobry, czy tylko zły. Ale dalej przekazywano nam to w sposób, że można było rozróżnić te dwie tak przeciwne sobie cechy. Zakochiwaliśmy się w postaciach z których chcieliśmy brać przykład i potępialiśmy czarne charaktery.  Szczególnie w filmach dla dzieci i młodszego pokolenia,  chcieliśmy pokazać coś z czego powinny brać przykład. Tak samo jak w domach rodzice uczyli nas dobrych manier i poprawnego zachowania.
     To już prawie nie istnieje.  Szczególnie w serialach filmowych. Są one dosłownie zawalone seksem i brudem. Prawdę mówiąc, bardzo nie lubię, kiedy w normalnym filmie wsadzają sceny porno. Jak miałbym ochotę na coś takiego, to wypożyczę prawdziwy film pornograficzny. Natomiast nie widzę potrzeby oglądania sceny, kiedy Śpiąca Królewna po cudownym pocałunku, pokazywała swojemu księciu gołą dupę. A jest tych scen coraz więcej i coraz dokładniejsze. Prawdopodobnie wielu się ze mną nie zgodzi.
       Czasy nasze przyniosły też zmianę w podejściu do homoseksualizmu. Nie mam nic przeciw tym ludziom i mogę zrozumieć, że tak chcą żyć. Mam także wielu znajomych z tej grupy i są oni bardzo dobrymi ludźmi. Jestem jednak wielkim przeciwnikiem propagowania tego stylu życia. A filmy te dosłownie reklamują, zachęcają do takiego stylu. W tych ostatnich serialach, prawie co drugi człowiek to homoseksualista, co jest olbrzymią bzdurą. Każdy śpi z każdym. Jest to już niesmaczne, nawet obrzydliwe. Niszczymy po woli wszystko co nasza cywilizacja stworzyła.
       Także charaktery postaci filmowych pokazywane są w dziwny sposób. Często filmy (np. w moim ulubionym Walka o Tron) robione są tak, że ulubionymi postaciami są te złe. Postacie pozytywne zostają co chwila eliminowane, mordowane. Coraz więcej jest filmów o więźniach, mordercach, złodziejach. W jakiś cudowny sposób, wszyscy stają się bardzo ludzcy, mało tego, bardzo dobrzy. Zaczynamy ich lubić i zapominamy, że to Ci którzy z zimna krwią zamordowali kogoś,  zgwałcili kobietę, molestowali dzieci.
Jakie to ma być przesłanie dla nowego pokolenia?
       Powstaje także wiele filmów o terrorystach. Dla mnie każdy, który znajdzie się w tej kategorii nie jest warty litości i zrozumienia. Ale tak nie jest w filmowych historiach. Oglądamy, jak zwyrodniali Amerykanie znęcają się na biednym terroryście. Fakt, że podłożył bombę i zamordował setki ludzi?  Miał do tego powód!! Ktoś w jego rodzinie został skrzywdzony albo jakiś inny idiotyczny powód na wytłumaczenie jego postępowania. Niektórzy to zwykli fanatycy swojej religii. Do tego pokazywany jest jako bardzo dobry człowiek, walczący ze zgniłym systemem kapitalizmu. Złe charaktery to Ci którzy go pilnują lub przesłuchują. Nawet, kiedy film kończy się sukcesem przesłuchiwań i w ten sposób uratowano tysiące ludzi, którzy mogli zginąć w planowanym ataku, delikatnie dają Ci do zrozumienia, że ten terrorysta został skrzywdzony!
Ci którzy się z tym zgadzają, zmienili by prawdopodobnie zdanie, gdyby miała zginąć ich rodzina. Wtedy sądzili by rząd o niezapewnieniu im bezpieczeństwa. Są to przeważnie ludzie bez zasad, którzy pod płaszczykiem demokracji, myślą tylko o sobie. Bo przecież na tym demokracja polega. Odebrać bogatym, dać biednym. Jesteśmy równi. Dać nam za darmo mieszkanie, opiekę społeczną, zapomogi, gwarantowaną lekką pracę ale dobrze płatną, etc. Jesteśmy równi. Ale zbaczam z tematu.
       Piszę o tym, bo powoli zabierają mi jedną z wielkich przyjemności. Coraz częściej filmy zamiast satysfakcji dają mi frustrację.  Brakuje mi tej rozrywki która bawiła mnie do tych czasów. Niestety, zostało mi oglądanie starych, dobrych filmów.