Tuesday, August 13, 2013

Ostatni tydzień




      

    Bo tyle zostało do oficjalnego zakończnia budowy. Moje główne prace zostały zakończone i męczę się nad różnymi duperelkami, bo one też liczą się w oficjalnym rozliczeniu. Na przykład na brzegach stalowych belek, pod mostem, przyklejamy paski drutów. Wyglądają jak podwójny grzebień. Są po to, żeby ptaki tam nie siadały i nie srały na metal. Oczywiście najpierw musimy wymyć wszystko z tego co już zasrały. Używam takich słów, bo ta praca też jest zasrana. Tego nie można dobrze domyć i ludzie krzywią się jak mają to robić. A ptaki nie są głupie. Chociaż nie mogą tam teraz siadać, to po jakimś czasie, znoszą trawę, gałązki i tworzą sobie gniazda. Siedząc sobie wygodnie w tym gniazdku, które się mocno trzyma, bo wbite na druty, srają obok na całą naszą instalację. Powiedzieć można, że mają w dupie naszą pracę.
    Po wylaniu betonowej drogi, zanim beton się związał, trzeba przeciągnąć przez niego (też nazwę to grzebieniem, bo tak wygląda, tylko bardzo duży) grzebień, żeby w betonie pozosały małe rowki. Jest to zrobione dla większej przyczepności samochodów i do kontrolowania odpływu deszczu. Głębokość tych rowków jest minimalna, gdzieś od 3.5 mm do 4.5mm. Kiedy zrobimy trochę gębszy, to nam obniżają zapłatę za całość a jak za płytki, to ręcznie małymi szlifiarkami żłobimy głębiej. Praca kopciuszka. Teraz właśnie też naprawiamy te miejsca. Jest tu też wielki żart z nas. Cała autostrada sprawdzana jest na gładkość. Przejeżdża specjalna maszyna, która laserowo mierzy odległości i mamy odczyt gdzie są nierówności. Gdzie są? Ano wszędzie. Chociaż wylewamy beton specjalną maszyną, wykończenie jest ręczne. I nie ma takiej możliwości, żeby wyszło z tego szkło. Jadąc po drodze, nie odczujecie żadnych wstrząsów, ale nie jest to szkło. W tym momencie obcinają nam płace o 20 procent. Czyli miliony dolarów. Nie ma innego wyjścia. Mamy olbrzymie maszyny, które zcierają małą warstwę nowej drogi i ją wyrównują. Jest to olbrzymi koszt ale inaczej nam nie przyjmą naszej pracy.Robimy to już trzy tygodnie, trzema maszynami i będziemy robić to prawie do ostatniego dnia. I tu cały żart. Te wszystkie rowki, które robiliśmy prze trzy lata, zostają wymazane. Powierzchnia drogi nie jest gładka, lecz lekko chropowata, ale rowków nie ma a moje kopciuszki tak się nad tym męczyły.
    Zostało mi kilku podwykonawów, którzy są spóźnieni, ale myślę, że zdążą, choć grają nam na nerwach z tym opóźnieniem.
    W następny czwartek, władze miasta mają się zebrać i oficjalnie przeciąć wstęgę zakończenia budowy. Zabawne. To Ci sami, którzy utrudniali nam życie przez trzy lata a teraz będą stali, kamery telewizyjne, fotografowie i powtarzać będą te same słowa, które słyszałem wielokrotnie na innych budowach. Będą tam ludzie, którzy nigdy nie postawili stopy na mojej budowie, będą Ci co mnie męczyli. Będą sobie gratulować jak szybko ta budowa została zakończona (przypominam: 1.5 roku przed orginalnym terminem), jak poprawili jakość naszych dróg, jak wykonali dobrą robotę. A ja, jak zwykle będę stał z boku i się temu przyglądał. A tak w tym momencie chciałbym wziąść przykład z tych głupich ptaków i nasrać na nich z góry mojego mostu.
Nie mamy jeszcze ostatecznych zdjęć, myślę że zrobią je za kilka tygodni, ale mam z czerwca. Oto one.
                                         Paerdegat Most

 
 
 
 
Rockaway Most
 
 
 
 
 
Cytaty dnia

Nie jestem leniwy. Mam zawyżone wymagania motywacyjne.
****************************************************************************************  
- Kto to jest psychiatra?
- Jest to człowiek, który zadaje ci dziesiątki pytań za pieniądze... dziesiątki pytań, które żona zadaje ci za darmo.
*****************************************************************************************

Saturday, August 10, 2013




    Krótko, bo leczę się po wczorajszej imprezie. Jak co roku, urządziłem dla swoich ludzi BBQ. W tym roku szczególne, bo na razie nie ma pracy i wszyscy powoli zostają zwalniani. Nie wiadomo z kim będę pracował w przyszłości i nasze drogi się rozchodzą. Wielu moich głównych pracowników nie było z nami, gdyż próbuję każdemu znaleźć jakieś miejsce na innych budowach i wielu z nich pracuje już w innych miejscach i nie dali rady do nas dobić.
      Tradycyjnie mieliśmy upieczoną świnię, kilka rodzajów polskiej kiełbasy, kaszankę, kurczaki.
No i najważniejsze polskie piwo, które ich zawsze szybko razkłada.

    Kilka zdjęć z imprezy.

 
 

Toasty .

 
Wypijmy za to, byśmy wszystko w życiu robili w porę!

Płynie przez rzekę żółw, a na jego grzbiecie zwinął się jadowity wąż.
Wąż myśli: ''Ugryzę - zrzuci''. Żółw myśli: ''Zrzucę - ugryzie''.
Wypijmy za nierozerwalną przyjaźń, co znosi wszelkie przeciwności!

Dziewczyna szła wieczorem ulicą i usłyszała za sobą kroki. Obejrzała się i
zobaczyła przystojnego chłopaka. Obejrzała się drugi raz, chłopak wciąż
szedł za nią. Uznała, że warto na niego poczekać. Obejrzała się po raz
trzeci - chłopaka już nie było...
Wypijmy za to, by pracownicy kanalizacji miejskiej nie zapominali zamykać
studzienek!

Kobieta jest potrzebna mężczyźnie jak okrętowi kotwica.
Wypijmy więc za krążownik ''Aurora'', który miał tych kotwic cztery!

Szła żaba przez jezdnię, a że nie uważała, straciła tylne łapki pod kołami
samochodu. Doczołgała się do chodnika i myśli sobie:
- Całkiem ładne były te nogi, muszę po nie wrócić.
Ledwie zdążyła wejść z powrotem na jezdnię, jak następny samochód pozbawił
ją głowy. Wypijmy za to, by nie tracić głowy dla ładnych nóg!

W upalny letni dzień szedł drogą pewien mężczyzna. Żar lał się z nieba, więc
postanowił się wykąpać w pobliskim strumieniu. Zdjął ubranie, położył na
brzegu, kapelusz powiesił na krzaku i nago wskoczył do wody. Kiedy już się
ochłodził, z przerazeniem spostrzegł, że ubranie zniknęło, a z całego
odzienia pozostał mu tylko kapelusz. I właśnie w tej chwili na ścieżce za
krzakiem ukazała się piękna dziewczyna. Trzymając kapelusz oburącz, ledwo
nim zdołał przykryć swą męskość, gdy dziewczyna zbliżyła się do niego i
patrząc mu głęboko w oczy, słodko rzekła:
- Podaj mi prawą rękę.
Chłopak podał.
- Podaj mi swoją lewą rękę.
Chłopak podał.
A teraz wypijmy za tę siłę, która podtrzymywała kapelusz!

Idzie osioł przez pustynię. Idzie dzień, drugi, trzeci... Słońce praży,
osła męczy pragnienie. Nagle widzi: stoją dwie wielkie beczki - jedna z
wodą, druga z wódką. Z której zaczął pić? Oczywiście z pierwszej!
Nie bądźmy więc osłami i napijmy się wódki!

Idę kiedyś przez park, księżyc świeci, a na ławeczce całują się chłopak z
dziewczyną.
Idę innym razem... księżyc, gwiazdy... a na tej samej ławeczce chłopak z
inną dziewczyną. Idę znów tą drogą: noc, księżyc, gwiazdy... i ten sam
chłopak na tej samej ławce całuje się z trzecią dziewczyną.
Wypijmy za stałość mężczyzn i zmienność kobiet.

Każdy wypity kieliszek, to gwóźdź do naszej trumny.
Pijmy więc tak, by trumna się nie rozpadła!

Przed bramą niebios stanęła grupa kobiet. Święty Piotr popatrzył na nie z
niechęcią i powiedział:
- Droga do niebios wymaga wspięcia się po tym długim, gładkim słupie!
Mimo wielu prób, wszystkie ześlizgiwały się. Tylko ostatnia padła na kolana
i zaczęła się modlić:
- Panie, spraw, żeby ten słup pokrył się sękami i niech tych sęków będzie
tyle, ilu mężczyzn miałam w swoim życiu! I stał się cud. Słup pokrył się
tyloma sękami, że kobieta dostała się do nieba bez trudu. Panowie!
Wypijmy za to, żebyśmy zawsze ułatwiali kobietom wstęp do nieba
 
Mysli dnia
 
- Czy film, w którym główny bohater ginie może kończyć się happy endem?
- Może, jeśli głównym bohaterem była teściowa.
***********************************************************************************
Badania wykazały, że 40% mężczyzn miało pierwszy kontakt seksualny pod prysznicem. Pozostałych 60% w wojsku nie służyło.
***********************************************************************************

 
 

Tuesday, August 6, 2013




   Renesans festiwal  odbywa się w Stanach Zjednoczonych w wielu miejscach. Jedno z nich jest obok nas w miasteczku Tuxido Park. Otwarty jest dla publiczności i ma zwykle charakter komercyjny, dla zabawienia swoich gości. Niektóre z nich to stałe parki rozrywki, inne są krótkoterminowe. Na festiwalu pracuje dużo osób które przebrane są odpowiednio do swojej pracy ale także goście przyjeżdżają przebrani, nieraz w stroje nie pasujące do tematu parku. Ale wszyscy dobrze się bawią. Teren festiwalu jest naprawdę olbrzymi. Znajduje się tam dużo sklepów, gdzie można kupić przeróżne pamiątki, zwykle nie spotykane w normalnych sklepach. Kostiumy, wyroby ze szkła i metalu, lal  ręcznie robione świece i setki innych drobiazgów. Niestety ceny są zbyt wysokie i ludzie nie kupują tego dużo. Odbywają się tam przeróżne występy, pokazy. Są walki rycerzy na koniach na kopie, ręczne z broniami średiowiecza. Popisy artystów, muzyków. Gdzieś odbywa się ślub z opasłym opatem. W innym miejscu śpiewa chór razem z królową Anglii. Duża ilość różnego rodzaju gier  w starym stylu np. rzucanie pomidorami w faceta, który wystawia głowę przez dziurę i obraża ludzi. Rzucnie do celu toporkami, nożami. Strzelanie z łuków.  Są też miejsca na relaks. Można wejść do olbrzymiego namiotu z siatki, gdzie latają przeróżne, piękne papugi. Jest naprawdę co wybierać. Jedzenie też można znaleźć i to w dużej ilości. Popić to wszystko piwem, miodem pitnym. 
    Co tydzień są  tam inne atrakcje, tak więc można co jakiś czas tam powrócić. Ważne w tym wszystkim, że mieliśmy przepiękną pogodę.
    Wielu ludzi daje sobie dzień wolnego od swoich kompleksów i nie można się napatrzeć na kobiety o potrójnych rozmiarach, wciśniętych w gorsety. Ciała wylewają się z każdego możliwego miejsca. Piersi na plecach, brzuchy o podwójnych rozmiarach wypływające z pod gorsetu, etc.
Faceci nie są lepsi. Ważne jednak, że nikt się tu niczym nie przejmuje i wszyscy bawią się dobrze.

 
    Kilka dni temu zaparkowałem samochód po powrocie z pracy. Zanim doszedłem do drzwi domu, czekała na mnie niespodzianka. Na trawniku przed domem siedziała sobie sarna. Miałem akurat malutką kamerę, natychmiast zacząłem filmować.
   Ja uwielbiam przyrodę i mam dużą przyjemność z polowań na zwierzęta, ptaki. Oczywiście z aparatem fotograficznym. Zastanawiam się jednak, jak daleko nas zaprowadzi ta szczególna ochrona nad naszym środowiskiem naturalnym. Kilka lat temu nie mieliśmy zajęcy. Teraz są wszędzie i dosłownie z miesiąca na miesiąc ich przybywa. Sarny były ale nie w takiej ilości. I jak widać z filmu nie bardzo się nas boją. Jest to piękne, ale coraz trudniej utrzymać ogród, bo wiele kwiatów i krzewów okazuje się ich smakołykami. Gorsze, że coraz częściej wpadają pod samochody, tak jak mnie się zdarzyło kilka tygodni temu. Mamy też problem (nie my osobiście) w New Jersey z czarnymi niedźwieziami. Pojawiły się ostatnio kojoty, lisy i wiele innych zwierząt. Zdarza się, że atakują ludzi. Jak kilka dni temu lis podrapał dziewczynkę i okazało się, że miał wściekliznę. Pisałem też o ptakach, których jest coraz więcej. Uwielbiamy je obserwować, ale to ja nie mogę domyć zasranych parapetów i innych miejsc. W górze widać jastrzębie i orły. Kolega stracił małego pieska, którego mu porwał eden z tych drapieżników.
  Na razie się cieszymy tym zwierzyńcem, lecz czy kiedyś nie zaczniemy narzekać?




 
 

   W pracy trzymam się, ale coraz trudniej. Nerwy nie wytrzymują. Tydzień temu na cotygodniowym spotkaniu z miastem, dla którego pracujemy, nie wytrzymałem i trochę im nawymyślałem. Natychmiast potem otrzymaliśmy list z ostrzeżeniem i nie wolno mi się tam pojawiać. Na spotkania wysyłam swoich ludzi. Z tego się nawet cieszę!
     Jak tu wytrzymać, kiedy ich działania, choć nie można im tego udowodnić, skierowane są w uniemożliwienie mi zakończenia budowy na czas. Zostało mi dwa tygodnie. Nie mogę przekroczyć tego terminu o nawet jedną godzinę. Kosztowało by to naszą firmę 15 milionów dolarów.
    Kilka ostatnich przykładów. Uproszczę język techniczny i rodzaj operacji, bo trudno wszystko wytłumaczyć a chodzi o sens ich wredności.
    Musimy pokryć bariery mostu specjalną farbą, wodoodporną. Zaczeliśmy malować kilka dni temu. Pięć minut po rozpoczęciu prac dostaję telefon i główny sk......n mówi mi żeby natychmiast przerwać, bo beton najpierw trzeba oczyścić z kurzu. Nawet nie próbuje walczyć z ich decyzjami, nie mam szans wygrać a czasu coraz mniej. Pytam się czy ważna metoda oczyszczania? Ten mi odpowiada, że to mój problem. Zmieniam wszystko. Sprowadzam sprzęt. Kompresorami zdmuchuję kurz. Ci już czekają. Telefon i natychmiast zatrzymać oczyszczanie. Kurz leci do oceanu. Nie wolno nam czyścić!!!! Ale dalej nie wolno malować bez oczyszczenia. AAAAAHHHHH! ...  Jeszcze nie wymyśliłem co zrobić.

     Od początku mamy problem z dostępem do budowy. Nie mamy drogi w kierunku zachodnim. Tam jest most, przez który nam nie wolno przejeżdżać, bo jest w kiepskim stanie. Nie przeszkadza to miastu i innym budowom, używania tej drogi. My nie możemy ale obserwujemy jak codziennie przelatują obok nas olbrzymie ciężarówki, sprzęt. Do tej chwili wymyśliłem różnego rodzaju drogi, okrążnice i dałem sobie z tym radę. Przyszło jednak do wylania ostatniego fragmentu bariery, która przegardza eksprsway. Po zakończeniu wylewania, telefon. Jak zamierzasz wrócić waszą betoniarką? Odpowiadam, że nie mam wyjścia. Jest ona ostatnia i muszę przejechać przez ten most. Absolutnie nie! Odpowiada. Jeśli to zrobisz to dostaniesz kary tak wysokie, jakich nie widziałeś w życiu. A co mam zrobić, pytam? Nic mnie to nie obchodzi. Zaparkuj betoniarkę i wymyśl jutro. W tym momencie przejeżdża obok nas betoniarka, która jedzie na inną budowę i oczywiście jej wolno, choć nasza jest pusta i lżejsza niż tamta pełna betonu. I gdzie te gromy z nieba??? Pytam się! 

    Filary mostu pomalowane były rok temu specjalnymi farbami. Niestety przez ten okres, zjawiło się kilku artystów i umieścili graffiti na naszej farbie. Nie jest to nasza wina, ale miasto to nic nie obchodzi. Trzeba malować jeszcze raz. W poniedziałek, całość pokryta została nową warstwą farby. Inspektorzy obserwowali całą operację. Tym razem nie ma telefonu. Ale tylko do skończenia robót. Godzinę po, telefon się odzywa. Czy Ty wiesz, że przed położeniem nowej warstwy farmy, powinniście chemicznie usunąć graffiti? Praca jest nie przyjęta. Proszę zmyć farbę(bardzo trudne, specjalna!), później zmyć graffiti i dopiero pomalować. Makabra. Kiedy bym wiedział to przed malowaniem, usunięcie malunków, nie było by takie kosztowne. Nie były tak wielkie, ale były w różnych miejscach. Teraz nie wiemy gdzie one były i trzeba zmywać całą kolumnę. Dobrze że nie mam broni! Zresztą myślę, że jak zacznę zmywać chemicznymi materiałami to mnie zatrzymają z powodu zanieczyszczania wód oceanu.

     Ostatnie. W sobotę, dostaję telefon, że na środku kanału pod mostem unoszą się jakieś materiały z naszej budowy. Nie do przyjęcia. Proszę natychmiast coś zrobić, albo olbrzymie kary. Wysyłam swojego pracownika. Udawadniamy, że to nie jest nasze. Jakiś inny kontraktor. Przyjmują wyjaśnienie. Pytam się, czy mam wysłać ludzi, żeby kanał oczyścić. W tym wypadku musieli by mi za to zapłacić. Nie. Nie warto. To nic wielkiego. Niech pływa.

     To tylko kilka rzeczy z ostatniego tygodnia. Jak mam to wytrzymać? Dzięki Bogu, jeszcze tylko dwa tygodnie.

Thursday, August 1, 2013

Nowojorskie dyskoteki



   Krótka rozmowa z przyjacielem, przypomniała mi czasy lat osiemdziesiątych. Trochę się starzejemy i to nie są już te czasy, kiedy w co któryś weekend wyskakiwało się na tańce.
Lata siedemdziesiąte to działalność w Klubie Kram w Koszalinie i ciągłe dyskoteki. Kiedy przyjechałem do Stanów, dostałem się do najsławnejszych dyskotek świata. O tym dzisiaj chce napisać a raczej pokazać, gdzie się w tych latach bawiliśmy. I to naprawdę bawiliśmy. Były to czasy, kiedy bezpieczniej było jechać samochodem po piciu na disco, niż iść pieszo. I zdarzały się różne sytuacje, takie jak kolega jechał do domu w przeciwnym kierunku na ulicy jednokierunkowej, zdziwiony, że wszyscy pomylili kierunki!

   Miejsca do których chodziliśmy.

Zacznę od najważniejszego.


„Studio 54” to popularny i znane na całym świecie od 1977 r. klub nocny, do roku 1981, kiedy to został sprzedany przez założycieli i twórców Steve Rubellem i Ian Schrager. Nazwano go najsłynniejszym klubem nocnym wszech czasów. Był wyrafinowany, przełomowe multimedia, niesamowite nagłośnienie, pokaz świateł, wizualne szaleństwo. Tam bawiły się gwiazdy filmu, piosenki, artyści i zwykli ludzie jak my. Po wielu latach działalności dobrał się do nich rząd. Narkotyki, olbrzymie pieniądze bolały władze. Zrobiono nalot i właściciela zamknięto w więzieniu. Po 81-ym roku, kilkakrotnie otwierany i zamykany. Teraz jest tam teatr Broadwy. Znajdował się na 54-tej ulicy na Manhattanie.  
    Byliśmy tam wielokrotnie. Prawdziwe szaleństwo. Był jednym z wielu klubów, do których dostać się mogło przy otwarciu za bilet a kiedy sala się trochę wypełniła to tylko przez wybór, oczywiście trzeba było zapłacić za wstęp. Polegało to na tym, że stało się w tłumie i bramkarze pokazywali palcem - Wy, i się wchodziło. Nieraz można było przestać tam całą noc i nie wejść. Przeważnie wybierali ludzi orginalnych, ciekawie ubranych, ładne dziewczyny, etc. A dostać tam chciały się tłumy. 
   Pracował tam jako bramkarz, mój znajomy. Pracował dla mnie jako operator ciężkiego sprzętu. Jedna z jego wielu wspomnień. Jako pracownik tak sławnego klubu, nieraz kończył pracę wychodząc z piękną dziewczyną. Raz poszedł do hotelu z jedną z nich. Mówił, że była nokaut!
Kiedy już miało dojść do ważnego aktu, zciągnął jaj majtki i.... niestety był to facet. Z tego co mówił, trochę jemu.., jej, przyłożył. Po tym bardzo uważał z kim idzie do łóżka.  
 


Wybudowany w 1886 roku. Jest klubem nocnym przy 125 East 11th Street, pomiędzy III i IV Aleją, w pobliżu Astor Place, na Manhattanie. Obecnie przerobiony przez braci Ballingerów w 1992 roku. Służy jako klub nocny, sala koncertowa,  miejsce nagrań. Ma pojemność 2500 osób; 1400 na scenie głównej. Ma kilka poziomów. Tam bywaliśmy, bo było nam blisko. Większość znajomych mieszkało kilka ulic obok. Wszyscy pracowaliśmy w restauracji Kiev i Ukraińskiej, tylko trzy, cztery ulice od dyskoteki.
 

     Stosunkowo małe miejsce. Za to bardzo romantyczne. Była to więcej restauracja z salami do tańca. Stoły (i wszystko inne) na kilku piętrach, otoczone były prawdziwymi i szucznymi drzewami, krzewami i kwiatami. Na środku znajdowały się kręcone schody, między którymi na każdym piętrze znajdował się parkiet do tańca. Można było sobie zamówić jedzenie, drinki i co chwila wspiąć się po schodach i poszaleć. Jeden z moich ulubionych klubów.
Znajdował się na 1-ej Alei i 61-ej ulicy. Niestety oprócz zdjęcia z przodu budynku nie mogłem znaleźć żadnych innych.




80's 90-tych (zamknięte, otwarte, zamknięte, otwarte ...).Hotest klub w Nowym Jorku! Kościół przekształcony w klub na 20 ulicy i 6 Alei. Zbierało się tam wiele dziwaków, drag queens i wszystkich, którzy uwielbiali nocne życie. Świat zewnętrzny przestawał istnieć, kiedy weszło się do klubu z jego wielu poziomami z widokiem na parkiet poniżej, wiszące klatki mieszaniny muzyki disco i rock. Limelight pierwotnie rozpoczęła jako dyskoteka i klub rocka. W początkach lat 90-tych był bardzo polskim klubem. Tam można było dostać się na koncerty polskich zespołów, później stał się znanym miejscem, aby usłyszeć techno, goth, i muzykę industrialną. Czuło się tam inaczej niż w innych dyskotekach. Witraże kościelne, zakamarki, brakowało tylko ławek i księdza.




 


 Początkowo była to sala koncertowa a później klub nocny. Położony był na południowym brzegu East 14th Street, pomiędzy Irving Place i Trzecią Aleją. Począwszy od 1971 roku, był salą koncertową. W 1976 roku nazwany Palladium. W 1985 roku, Palladium został przekształcony na Klub Nocny przez właścicieli Studia 54. Jako sala koncertowa, palladium mieściło 3000 ludzi. Grały tam najsławniejsze zespoły rocka od Rollig Stones,  Roxy Music do U-2.


  Nie chcę męczyć i wymieniać wszystkich. Bo było ich dużo. Wielkie, małe, z akwarium w którym pływały kobiety przebrane za syreny, słynne bary z muzyką gdzie kobiety przychodzące tam tańczą na ladzie baru i ściągają biustonosze, które tam teraz wiszą jako pamiątki (setki), rosyjskie raestauracje-dyskoteki, które mają także występy tak jak na Broadway i wiele innych. Nie mówiąc o naszej własnej dyskotece Exit na Greenpoincie prowadzonej przez znajomych i która też już nie istnieje.  Pisząc o tym, przypomina mi się jak nasz wspólny znajomy (pominę nazwisko), mieszkał u nas przez jakiś czas i bardzo chciał wybrać się na zabawę na polski Greenpoint. Odradzałem mu bardzo, bo nie było to najbezpieczniejsze miejsce w tych czasach. Ale on uparł się. Co mu może grozić w towarzystwie polaków. Dostał się na jedną z zabaw. Trochę wypił, potańczył. Po czasie wyszedł na zewnątrz na papierosa. Za chwilę chciał wrócić, ale tam już stało kilku rodaków i nie chcieli go przepuścić. Jako inteligenty człowiek, próbował im wytłumaczyć, że on tylko wyszedł na papierosa i wrócił do domu bez okularów z podbitym okiem. Nie był swój polak. Tam panowały polskie tradycje ze wsi. Nie masz prawa bawić się z kobietami z naszej wioski. Ty nie jesteś nasz! A niby tak daleko od polski! Ale my dbamy o swoje tradycje, nie jak inne narodowości.
 
 

HUMOR


              Prezydent RP 

                                                                                                  Aleksander Kwasniewski 

    Wielce Szanowny Panie Prezydencie . 

Uprzejmnie proszę o zwolnienie mnie z zaszczytnego obowiązku pełnienia służby wojskowej ze względu na trudną sytuację w jakiej się znalazłem. A mianowicie: 

    Mam 24 lata i ożeniłem sie z wdową w wieku lat 44. Moja żona ma córkę w wieku 25.  Tak sie złożyło, że mój ojciec ożenił się z córką mojej żony. Tym samym, mój  ojciec stał się moim zięciem, gdyż poslubił moją córkę. W związku z tym jest ona jednoczesnie moją córką i macochą. 

    Mojej żonie i mnie urodził sie w styczniu syn. To dziecko jest bratem żony mojego ojca, czyli jego szwagrem. Jednoczesnie, będąc bratem mojej macochy, jest moim wujkiem. Czyli mój syn jest moim wujkiem.

     Żona mojego ojca, czyli moja córka, powiła na Wielkanoc chłopczyka, który jest jednoczesnie moim bratem, gdyż jest synem mojego ojca, i wnukiem, ponieważ jest synem córki mojej żony. 

     Jestem więc bratem mojego wnuka, a będąc mężem tesciowej ojca tego dziecka, pełnię jakby funkcję ojca mojego ojca, pozostając bratem jego syna. Jestem wobec tego własnym dziadkiem. 

     Dlatego też proszę uprzejmie Pana Prezydenta o zwolnienie mnie ze służby wojskowej, gdyż o ile mi wiadomo, prawo nie zezwala powołać do wojska jednoczesnie dziadka, ojca i syna z jednej rodziny. 

      Wierzę w zrozumienie moje sytuacji przez Pana Prezydenta pozostaję z poważaniem. 

                                                                                  Jerzy Kowalik 



Myśli dnia




  Kobiety, żeby nie znudzić się mężczyznom,  zmieniają ubranie
*************************************************************
  Mężczyźni, żeby nie znudzić się kobietom,    zmieniają kobiety
*************************************************************
  Statystycznie kobiety żyją dłużej od mężczyzn,  bo nie mają żon
*************************************************************
 
 
 

Tuesday, July 30, 2013



  Już kilkakrotnie pisałem na temat rozrzutności naszego rządu. Dzisiaj trafiłem na ciekawy artykuł o huraganie Katrina, który przeszedł przez New Orlean. Natychmiast usiadłem przy komputerze i wyszukałem dodatkowe informacje. To wszystko przeraża. Może lepiej o tych rzeczach nie wiedzieć i spać snem niewinnego.
     Washington kocha katastrofy. Z katastrofami na dużą skalę, rząd się rozbudowuje, jego przyjaciele uzyskają bogactwa a obywatele jak kocięta stają się mięsem na pokarm.     Gdy huragan Katrina zniszczył miasto Nowy Orlean (przypominam to był rok 2005), Kongres skoczył i zrobił to, co robi najlepiej kongresowe: Wydawać pieniądze jak pijani żeglarze, nie bacząc na konsekwencje podatkowe. To było bardzo łatwe. Ameryka przerażona potęgą zniszczeń materialnych i ludzkich tragedii (zginęło powyżej 1800 osób) rzuciła się na pomoc. Nikt wtedy nie zwracał uwagi na wielkość wydatków. Przecież nie wypadało. Tylko tak naprawdę, nikt tego nie kontrolował. I tutaj tylko kilka z setek przypadków naiwności jednych i tych innych potrafiących myśleć tylko o sobie.

***** Właściciel hotelu w Sugar Land w Teksasie, spreparował wymyślone nazwiska ofiar huraganu ( ludzie z okolic Nowego Orleanu, wysyłani byli do hoteli w całej ameryce do momentu poprawy sytuacji, także do Nowego Jorku) i otrzymał opłatę 232.000 dolarów za wynajmowanie dla nich pokoi.

*****Około 1100 więźniów w więzieniach wybrzeża Gulf  zebrało ponad 10 milionów dolarów z funduszy na pomoc dla poszkodowanych. Byli w tym czasie za kratkami.

*****Biurokraci, zamówili mobilne domy za pół miliarda dolarów, które zostały niewykorzystane (a ludzie mieszkali w hotelach), rozlokowane na terenie dawnej bazy Armii Alabama.

*****Kobieta ze stanu Illinois (po drugiej stronie ameryki), próbowała zebrać federalnych świadczenia twierdząc, że patrzyła jej dwie córki utopiły się w rosnących wodach Nowego Orleanu. W rzeczywistości, prokuratorzy mówią, że ona nie ma dzieci.

*****Pewien mężczyzna otrzymał 26 Disaster Relief  czeków na łączną 139000 dolarów, przy użyciu 13 numerów social security (PESEL), wszystkie z fałszywymi adresami.

*****Rząd stwierdził po czasie, że z 2,5 mln kart debetowych dla pomocy kryzysowej, które zostały wyemitowane, 900000 poszły do ludzi z fałszywymi adresami, fałszywymi numerami ubezpieczenia społecznego lub z podwójnych numerów.

*****Wiele osób, sciągało pieniążki podwójnie. Na przykład agencja zapłaciła 8000 dolarów dla kogoś, za pobyt w hotelu w Kalifornii przez pięć miesięcy, a także wysyłano tej osobie 6.700 dolarów na pomoc mieszkaniową w tym samym okresie.

I NAJLEPSZE!

  *****  Z powodu wysokich temperatur, zamówiono lód. Zanim go dostarczono dla potrzebujących, znaleziono miejsca na jego przechowanie. I teraz!!! Koszt zakupu, transportu i przechowania kosztował nas podatników 12.5 milionów dolarów!!  Nie jest tego koniec. Po latach utrzymywania lodu przy życiu (chyba musieli mu dawać kroplówki) zdecydowali, że lodu nie uda się utrzymać przy życiu i wydali 3.5 miliona dolarów na jego rozpuszczenie i oszyszczenia lodówek.

     Większość z tych informacji nigdy nie dostało się do masowej pracy, nie mówiła o tym telewizja. Można to znaleźć na internecie z raportów rządowych, sądów i niezależnych agencji prasowych.

    To jest tylko Katrina. To działo się przy ragedii WTC, dzieje się teraz z naszym huraganem Sandy i wiele innych. Ale nas na to stać! Tylko w tym roku moje podatki za dom podskoczyły 1000 dolarów za rok ( osiem procent), ubezpieczenie za  dom 11%. Tak samo za samochód a nie wspominam o kosztach życia. Wszystko to dzięki naszemu kochanemu rządowi, które rozdaje pieniążki w lewo i w prawo a jak nie ma to trochę ich wydrukuje. Nie mówiąc o tym, że produkcja jednego centa ( z miedzi) kosztuje 2.5 centa. Przy tym, cent już tak mało znaczy, że wielu ludzi po prostu je wyrzuca. A rząd wydaje nowe nic nie warte centy i nowe nic nie znaczące ustawy.

PS. Pensja podskoczyła mi 1.5%. Każdego roku zarabiam mniej niż w poprzednim.


Na wesoło.

AUTENTYCZNE OGŁOSZENIA PARAFIALNE:

1. Cała wspólnota dziękuje chórowi młodzieżowemu, który na okres
wakacji zaprzestał swojej działalności.

2. Za tydzień Wielkanoc. Bardzo proszę wszystkie panie składać jajka w przedsionku.

3. Pan Kowalski został wybrany na urząd kustosza naszego kościoła i zaakceptował ten wybór. Nie mogliśmy znaleźć nikogo lepszego.

4. W niedziele ksiądz rektor przewodniczył swej pożegnalnej mszy. Chór odśpiewał klaskajmy wszyscy w dłonie

5. Z tablicy ogłoszeń: Dzisiejszy temat: Czy wiesz jak jest w piekle? Przyjdź i posłuchaj naszego organisty.

6. Po południu w północnym i południowym końcu kościoła odbędą się chrzty. Dzieci będą chrzczone z obu stron.

7. W czwartek o 16.00 Wspólne lody. Panie dające mleko prosimy przyjść wcześniej.

8. W środę spotkanie żeńskiego kręgu literackiego. Pani Kowalska zaśpiewa Połóż mnie do łóżeczka razem z wikarym.

9. W podziemiu panie zrzuciły wszelkiego rodzaju ubrania. Można je oglądać w każdy piątek po południu.

10. W niedziele nasza grupa teatralna zaprezentuje "Hamleta". Jesteśmy zaproszeni do udziału w tej tragedii.

11. Spotkanie grupy terapeutycznej pomagającej wzmocnić poczucie własnej wartości w środę wieczorem. Prosimy używać tylnych drzwi.

12. We wtorek cotygodniowa katecheza, tym razem na temat: "Jezus chodzi po wodzie". Temat katechezy w przyszłym tygodniu: "W poszukiwaniu Jezusa".

13. W każdą środę spotykają się młode mamy. Na te panie, które pragną do nich dołączyć, czekamy w zakrystii w czwartki wieczorem.

Myśli dnia.

    Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem.  Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.

*************************************************************

  Paradoksalnie,  żyjąc jak pies, nie musisz nikomu być wierny   

************************************************************************

 

Sunday, July 28, 2013


 
 
      Mija następny weekend. Znów trochę pracy w ogrodzie, trochę odpoczynku. Nic ciekawego się nie stało. Myślałem dużo o Kamilu. Dla tych co nie wiedzą, mój siostrzeniec, dowiedział się nagle, że jest chory. Po dniach strachu, uspokoiłem się. Choroba nie jest groźna dla życia, ale będzie musiał brać lekarstwa i być na specjalnej diecie do końca życia. Myślę, że medycyna tak szybko się rozwija, że znajdą coś, co pozwoli na pełne wyleczenie. Jest to jednak mały szok. Młody, do tej chwili zdrowy i nagle taka wiadomość. Nie jest to pierwszy raz, kiedy zaskoczeni zostajemy podobnymi wiadomościami. Zaczynamy myśleć o sensie życia, o codziennych problemach. Dla mnie kończy się to zawsze tym samym. Trzeba się cieszyć, wykorzystywać maksymalnie każdą chwilę. Problemy które mamy, powodują nerwowe dni, nieprzespane noce. Mija kilka dni, tygodni i wszystko przemija, wielokrotnie okazuje się śmiesznie banalne, niewarte naszych nerwów. Tutaj załączam film, który dostałem od kolegi. 
 
 
 
     Może to tylko film, ale tak naprawdę jest. Nasze olbrzymie problemy, przy problemach innych, okazują się niczym, mało ważne. Kiedyś kolega mój złamał nogę. Kiedy go spotkałem, cieszył się, zadowolony rozbawiał wszystkich. Pytam się: A ty co taki zadowolony? Masz połamaną nogę w kilku miejscach. A on mi na to: To prawda, ale mogłem złamać dwie nogi! To znaczy, że miałem szczęście. Chciałbym umieć tak podchodzić do życia. Za kilka dni sierpień. Będzie to miesiąc bardzo wypełniony pracą i przyjemnościami.
   Za tydzień, jedziemy na New York Renaissance Faire. Jest to całodzienna impreza, przenosząca nas w czasy renesansu. Opisze wszystko po powrocie, jeśli dopisze pogoda. Kilka zdjęć z poprzednich.

      
 
 
   Za dwa tygodnie, organizuję coroczne przyjęcie dla moich pracowników z pieczoną śwnią. Tym bardziej ważne, że dwa tygodnie później mamy skończyć budowę i nikt nie wie co z nami będzie. Nie mamy dużo pracy, więc każdy liczy się z tym, że może być zwolniony. Jest to jeszcze jeden powód, dla którego trzeba trochę wypić, zjeść i się pobawić.
       Za trzy tygodnie... o tym nie będę pisał. I za cztery zakończenie mojej budowy i wyjazd na wakacje. Mam nadzieję, że nie wyrzucą mnie z pracy przed wakacjami. Trochę zepsuło by mi to humor. Ale mam to w d...e! To na zakończenie coś na temat tej tak ważnej części naszego ciała!
Dupa
Dupę wynalazł uczony radziecki Wołow. Dlatego mówimy: 'dupa Wołowa'.
Inni twierdzą, że dupę wynalazła Marynia. Ci z kolei rozmawiają o ''dupie Maryni''.
Dupa pełni ważną rolę w ruchu obrotowym. Wszystko kręci się wokół dupy.
Dupa służy również do przekazywania zdecydowanych sygnałów niewerbalnych.
Dobrze wymierzony, solidny kopniak w dupę jest wyrażeniem uczuć negatywnych wobec
adresata takiego gestu.
Dupie można również przekazać emocje pozytywne, np.''całując kogos w dupę''.
Dupa może spełniać też rolę lizaka. Szczęśliwie nie wszyscy są ''dupolizami''.
Uniwersalnosć dupy nie kończy się na tym, jest ona bowiem zadziwiająco skutecznym pojemnikiem:
''w dupie'' można mieć całe osoby, a nawet społeczności.
Dupa służy nieraz jako etalon: wiele rzeczy jest ''do dupy'', tym samym dupa spełnia rolę uniwersalnego wzorca porównawczego.
''W dupę'' (lub ''po dupie'') można również dostać. Czynnosć ta umacnia więzi emocjonalne między rodzicami i dziećmi.
Prócz tego, dupa spełnia rolę siedziska, powiadamy bowiem: 'siadaj na dupie', często z dodatkiem poleceń uzupełniających,
jak np. '[...] i siedź cicho'.
Określenie 'dawać (dać) dupy' funkcjonuje w dwóch znaczeniach: erotycznym i wartościującym, jednak 'sciągnąć
kogos z dupy' tylko w tym pierwszym.
Można również ''chronić swoją (lub czyjąś) dupę'', co kolejny raz potwierdza ważnosć dupy w otaczającym nas świecie.
Zabrać się do czegoś od ''dupy strony' oznacza podjęcie niewłaściwe, od końca; dupa funkcjonuje tu jako synonim odwrotności.
Dupa pełni również rolę uchwytu, można bowiem ''trzymać się czyjejś dupy''.
Okreslenie to nie oznacza braku równowagi, ale samodzielności.
 

Myśli dnia

  Im większe piersi, tym trudniej zapamiętać twarz
*************************************************************************
   Kobieto! Akceptuj mężczyzn takimi, jacy są. Innych nie ma.
*************************************************************************
   Kobiety zawsze mówią to, co myślą. Tylko nieco częściej

*************************************************************************