Wednesday, August 15, 2012

        Virginia Ciąg Dalszy


   Zanim przejdę do drugiego dnia naszej wycieczki, muszę opisać kilka wydarzeń z dnia poprzedniego, które pominąłem we wczorajszym sprawozdaniu.
    Każdy żyje swoim życiem. W dużych miastach wszystko bardzo różni się od tego w małych miasteczkach i wsiach. Chociaż trudno by było mi, po przyzwyczajeniach z Nowego Jorku przenieść się do jakiejś wioski ale mogę się zgodzić z opinią, że ludzie tam mieszkający są chyba szczęśliwsi. Potrafią cieszyć się każdą rzeczą a my jesteśmy rozpieszczeni i zbyt bardzo wymagający. Oprócz tego życie ich jest dużo spokojniejsze niż nasze. Pogoń za pieniądzem, próba przetrwania w tej dżungli ludzi jest bardzo stresująca.
    Kiedy wieczorem znaleźliśmy się z powrotem w pokoju, wyszliśmy na balkon naszego pokoju. Na dole w „ogrodzie„ pojawili się jacyś ludzie. Najpierw przyszła para (z wyglądu domyślam się, że byli z wyspy Jamajka ) i usiadła sobie w naszej altance. To miejsce, które nas rozbawiło, dla nich było romantyczne. Posiedzieli z pół godziny i później udali się na obiad do restauracji w hotelu. Za chwilę podjechał samochód i wysiadła z niego jeszcze atrakcyjniejsza para. Ona ubrana była w wieczorową suknię, koroną na głowie i przepaską z napisem Miss Luray.



                      
                                      
   Nie jestem pewien czy to ona, ale zdjęcie znalezione na Internecie pokazuje tą dziewczynę jako zwyciężczynię tego roku.
    Prowadził ją ubrany w garnitur chłopak. Oni też szli na obiad. Najśmieszniejsze w tym jest to, że idąc od swojego samochodu do drzwi restauracji, po kamieniach i piasku, zachowywali się jak para królewska. On trzymał ją jak w naszym narodowym tańcu, polonezie. Szli wolno i bardzo poważnie. I znów ta sama reakcja. Dla nas wyglądało to bardzo zabawnie a dla nich był to bardzo ważny dzień w życiu.
    Wracam do drugiego dnia. O dziewiątej rano zjawiliśmy się w restauracji na śniadanie. Już nie zdziwieni, spotkaliśmy właściciela hotelu, tym razem ubranego w biały strój kucharza. Oczywiście był także kelnerem. Powiedział, że posiłek serwowany będzie za dziesięć minut i zniknął w kuchni. Nie mieliśmy żadnego wyboru, więc niecierpliwie czekaliśmy na to co nam przyniesie. Udało się. Podano nam wielkie amerykańskie naleśniki, czyli pancakes. A za chwilę jajka w stylu, którego nigdy przed tym nie widzieliśmy. Coś pomiędzy sadzonymi a smażonymi. Nawet smaczne. Zadowoleni i z pełnymi brzuchami zwolniliśmy pokój i wyruszyliśmy w drogę do Shenandoah Park. Jest to olbrzymi park narodowy. Wjeżdża się za opłatą a droga prowadzi przez szczyty gór. Piękne widoki, cudowna pogoda więc i humor dopisywał. Zatrzymaliśmy się w jednym z wielu punktów, gdzie zaczynają  się trasy dla pieszych.
    Wybrana dróżka prowadziła nas na dół gór. Schodziło się więc bardzo przyjemnie. Mijaliśmy wiele miejsc, gdzie spotykaliśmy zwierzęta żyjące w tych lasach. Najpiękniejsze były motyle. Dziesiątki różnych rodzajów w każdych kolorach tęczy. Sarny, rosomaki, ptaki. Nic bardzo egzotycznego ale cały czas coś się ruszało.



                                                                       
                         
 Kilka przystanków po drodze i po przejściu około 5 kilometrów i 300 metrów w pionie, doszliśmy nad małe wodospady. Tam zdecydowaliśmy się wracać. Powrót już nie był tak bardzo przyjemny.
Słyszałem ciężki oddech Elaine za swoimi plecami.  Szliśmy jednak w dość szybkim tempie i dała sobie radę. Kiedy wróciliśmy do samochodu, byliśmy cali spoceni. Przyjemnie było usiąść i włączyć klimatyzację.
Teraz została nam już tylko podróż powrotna i przystanki na kawę. Warunki w powrotnej drodze były trochę inne. W niedzielę wieczorem zawsze są miejsca gdzie turyści wracają z plaż, jezior i było kilka miejsc w których siedzieliśmy w korkach. Dobiliśmy do domu około ósmej wieczorem.
    








                              
                         
                   
                        

Tuesday, August 14, 2012

              Virginia




   Każdego roku w czasie Elaine wakacji, wyjeżdżamy razem w różne miejsca. Odpocząć, zrelaksować się, pozwiedzać nasze okolice. Podróże są krótkie, jednodniowe albo na weekend. 
     Tym razem znaleźliśmy ciekawe miejsca w stanie Virginia, choć nie wiedzieliśmy do końca jak ciekawe. Nie zawiedliśmy się. Mieliśmy bardzo przyjemne dwa dni.
     Wyjechaliśmy o piątej rano w sobotę. Sama podróż nie była zbyt ciekawa, bo większość to drogi szybkiego ruchu. Dojechaliśmy na miejsce w ciągu 6 godzin. Pierwsze miejsce, które mieliśmy zamiar odwiedzić to jaskinie w miejscowości Luray. Ostatnie pół godziny jazdy było już na bocznych drogach i było można przyjrzeć się innemu światu. Mieszkając w Nowym Jorku nie zdajemy sobie sprawy jak inna jest Ameryka. 
    Najpierw pewne wyjaśnienie. Jest u nas nazwa potoczna na ludzi żyjących na terenach w głębi kraju. Nie można je dokładnie przetłumaczyć na polski, bo nie chodzi tylko o słowa, ale o znaczenie. Nazywamy tych ludzi „redneck„, czyli czerwone szyje. Redneck jest slangowym określeniem używanym w odniesieniu do ubogich, niewykształconych białych rolników, szczególnie z południowej części Stanów Zjednoczonych. W ostatnich dziesięcioleciach pojęcie rozszerzyło swoje znaczenie do bigoteryjnych i prostackich reakcjonistów, którzy przeciwstawiają sie nowoczesnemu sposobi życia i jest często wykorzystywana do atakowania południowych konserwatystów i rasistów. Myślicie,  że widzieliście Amerykę? Trzeba tam być. Wielu mężczyzn pytaliśmy się o drogę, czy sklepy. Mieli po dwa zęby, zapuszczeni, włosy długie i zatłuszczone. Nie chodzi też zawsze o ich wygląd, ale o sposób życia. Posiadanie różnego rodzaju broni, warunki, w jakich żyją. Mój kolega pojechał do znajomego rodziny w stanie Idaho i najpierw opowiadał, że się trochę przestraszył jak ich poznał a później pokazywali mu swoje okolice i np. strzelali do kaczek z karabinów maszynowych. Pokazywał mi zdjęcia.Trudne do uwierzenia, szczególnie dla nas z miasta. . 


    Te powyższe zdjęcia znalezione są na stronach internetu. Nie chcę oczywiście żebyście pomyśleli sobie, że tam są tylko tacy ludzie. Oczywiście większość to normalni amerykanie, żyjący w małych miasteczkach.
     Zejście pod ziemię było bardzo krótkie. Tylko kilkanaście metrów pod powierzchnią, zobaczyliśmy cuda natury. Tego nie da się opisać. Nawet zdjęcia tego nie przekażą. Jest to miejsce bardzo zadbane przez właścicieli i pięknie oświetlone. W połowie drogi znaleźliśmy się w części oświetlonej przez setki świec woskowych. Bajka. Nie było tam jezior czy rzeczek jak w innych jaskiniach, ale było kilka dużych, płytkich stawów, gdzie wiszące skały odbijały się jak w lustrze, co stwarzało przepiękny widok. Tym razem załączę tylko kilka zdjęć. Całość w późniejszym terminie, jak skończę film.









      Po wyjściu na zewnątrz zatrzymaliśmy się na papierosa i okazało się, że zaczął się występ dwóch muzyków z ameryki południowej. Tak nam się to spodopało, że kupiłem ich dysk i ta muzyka jest będzie podkładem do mojego filmu o tych jaskiniach.
    Załapaliśmy się jeszcze na muzeum starych samochodów.






     Tylko kilkanaście minut zajęło nam na dojazd do naszego hotelu. Był to dom, w którym była restauracja i cztery pokoje. Właściciel, który był recepcjonistą, także kelnerem i kucharzem, zaprowadził nas do naszego pokoju. Zaraz na początku ostrzegł nas, że obok jest linia kolejowa i przejazd pociągu może nas wybić ze snu. Później dodał: „ Obok, znajduje się straż pożarna. Oni tak często nie pracują, ale gdyby się to zdarzyło, to będzie brzmiało to jak atak na Pearl Harbor„.
     Pokój był do przyjęcia, ale to wszystko. Takiego małego telewizora nie widziałem w życiu. Oprócz tego, odbiór był jak w polsce w latach sześdziesiątych. Był też ekspres do kawy, ale nie było szklanego naczynia. Na zewnątrz ogród. Ha ha. Pokaże Wam to na zdjęciu.





          Postanowiliśmy coś przegryźć. Kilka ulic obok, znaleźliśmy bar, w którym można było zjeść, napić się sie a także w odróżnieniu do Nowego Jorku zapalić. Była też duża telewizja. Po chwili zdaliśmy sobie sprawę, że tytuł programu, który oglądaliśmy był „Bal maturalny rednecków„. W dolnym rogu wypisane były dwa następne programy, które miały być emitowane w późniejszym czasie. Następny to „Wakacje redneków„ i następny „Weekend redneków„. Naśmialiśmy się z Elaine i do końca musieliśmy to oglądać.
    Ponieważ było jeszcze dosyć wcześnie, przejechaliśmy się do pobliskiego parku narodowego. Tam jednak nie było nic ciekawego do zobaczenia. Po godzinnym spacerze, wróciliśmy do naszego hotelu. Pochodziliśmy trochę po tym miasteczku, ale tam też nie było nic ciekawego. Zakończyliśmy ten dzień w parku. Elaine karmiła kaczki a porobiłem zdjęcia różnych ptaków, które polowały na ryby.



    Po tym nie pozostało nam nic jak iść spać. Tak zakończyłby się nasz dzień, gdyby nie przygody z naszym hotelem. Chłodzenie było ustawione gdzieś na zewnątrz i nie można było nic zmienić. Muszę wspomnieć, że mieliśmy tylko jedno łóżko, a do przykrycia było tylko prześcieradło. Marzliśmy srogo. Pierwsza nie wytrzymała Elaine. Poszła do łazienki i przyniosła dwa duże ręczniki. Przykryła nas nimi. Po chwili ja wyskoczyłem i przyniosłem wszystkie jakie były. Wystarczyło to na przetrwanie nocy.
     Zrobiło się bardzo późno. Ja jeszcze muszę wziąć prysznic. Drugi dzień opiszę więc jutro.






Thursday, August 2, 2012

       Czwartek  2 Sierpień 2012



Olimpiada dobiega prawie do półmetka i kilka wrażeń. Oglądam tutaj amerykańskie transmisje z NBC ale także polską telewizję - TVP Sport, Eurosport i inne. Jakość oczywiście jest lepsza na NBC, ale przewagą polskiej jest, że mogę wybierać programy o którejkolwiek godzinie i przesuwać do meczy, momentów, które mnie interesują. Polscy komentatorzy są dla mnie trochę śmieszni. Szkoda tylko, że nie pospisywałem sobie ich wypowiedzi. Oczywiście tych, które mnie bawią. Dzisiaj np. oglądałem jeden z wyścigów w pływaniu. Jeden z nich mówił o występie polki w zawodach, o tym, że została skwalifikowana na 16 pozycji i wypowiedział się w ten sposób ( nie pamiętam dokładnie słowo w słowo, ale chodzi o sens): Polka pływała bardzo dobrze na swoje możliwości i nieraz nawet zmieściła się w ekranie telewizji!!

     Dużo emocji. Jedni moi faworyci dają mi dużo radości. Mówię oczywiście o amerykanach. Drudzy, Polacy niestety w większości zawodzą. Mam jednak nadzieję, że druga połowa będzie lepsza.

     Dzisiaj w pracy zamontowaliśmy wreszcie pierwsze stalowe belki (to trochę większe niż belki, ale niestety nie znam polskiego odpowiednika). Jestem z tym opóźniony o kilka tygodni, bo władze miasta nie robią nic, tylko utrudniają nam ukończenie prac. Belki te wykonane na Florydzie, przeładowano ze statków na specjalne ciężarówki w Newark, NJ. Do nas miały dobić kilka tygodni temu. Wykonane zostały obliczenia i wyznaczono trasę ich przejazdu. Niestety, 10 minut od naszej budowy, nie mogły wykonać jednego zakrętu. Trzy pojazdy, z obstawą 15 policyjnych samochodów, pilotów walczyły z tym całą noc i niestety, musiały zaparkować na ulicy i tam czekać na nowe plany. Ponieważ, są olbrzymich rozmiarów, miasto zmusiło nas do wystawienia znaków, pachołków i 24 godziny na dobę pracowników z flagą do pomocy w kierowaniu ruchu. Dostaliśmy 9 mandatów (jeszcze nie znam ile nas to będzie kosztować) i tak przesiedzieliśmy dwa tygodnie. Nie chcieli nam wydać pozwolenia na ich dostarczenie na budowę. Nie zmieniło to faktu, że codziennie upominali nas o jak najszybszym zabraniem ich z tamtego miejsca, bo zaczęły sypać się skargi od ludzi mieszkających w tamtych okolicach. Po tygodniu opracowano plan. W nocy, ta sama liczba eskorty zebrała się w tym miejscu i została podjęta próba ich wydobycia. Przypomnę, że każdy z trzech pojazdów jest około 50 metrów długi i 5 metrów szeroki. Plan polegał, na wycofaniu ich w przeciwnym do ruchu kierunku do następnej ulicy i tam mieli wykonać manewr nawrotu. Niestety jeden z nich był niewykonalny. Policja natychmiast wszystko zatrzymała i kazała im wrócić na miejsce parkingu. Właściciel samochodów tłumaczył, że jeśli zrobi jeszcze jeden ruch to mu się uda, ale nasza kochana policja uznała, że tego nie ma w pozwoleniu i nie zgodzili się. Tak wszystko wróciło na miejsce i minął następny tydzień. Nowe papiery, pozwolenia, mandaty i cztery dni temu zrobili dokładnie to, co chcieli poprzedniej nocy i udało się. Dobili na moją budowę.

    Dzisiaj są już częścią przyszłego mostu. Co dalej? NIC!  Nie możemy dostać pozwolenia na przewóz reszty. Potrzebuje ich 30. Mam trzy i marzenia! Siedzę na dupie i przeklinam biurokrację. Albo może ktoś robi to specjalnie, żebym nie skończył budowy na czas? Jak by mi się udało to moja firma otrzyma 8 milionów dolarów. Jak będę trzy miesiące spóźniony, to firma zapłaci 5 milionów. Kilka zdjęć z tej operacji.
Belka na specjalnym pojeździe, którym przewozimy je na budowie. Ten pojazd może jeździć w każdą stronę,do przodu, tyłu i w bok. Niestety, on jest tylko do pracy na miejscu. Jest za wolny na ulice.
Dojazd pod dwa dźwigi.
Opuszczana na kolumnę mostu.
     Na zakończenie trochę z innej beczki. Kilka dni temu, znajomy przysłał mi kilka fotek z pięknych miejsc na naszej planecie. Wyszukałem sam inne, o których słyszałem a tak mało znanych ludziom i złożyłem króciutki film z tych miejsc. Jak je oglądam to chciałoby się pakować walizkę i pojechać to wszystko zobaczyć. Kilka z nich miałem szczęście zobaczyć. Ale jest tyle innych, których niestety nigdy nie odwiedzimy. Mogłem wcisnąć na film tylko część, które ma w swoim zbiorze. Zapraszam na krótką podróż.



Burack Obama i Putin mają lunch w Białym Domu. Jeden z ważnych gości podchodzi do nich i pyta o czym rozmawiają.
- Robimy plan Trzeciej Wojny Światowej.
- O, to ciekawe, a jakie są plany? - pyta gość.
- Zamierzamy zabić 14 milionów Muzułmanów i jednego dentystę Gość wygląda na zdezorientowanego:
- Jednego dentystę? Czemu chcecie zabić dentystę?
Putin klepie Buracka po plecach mówiąc:
- A nie mówiłem? Nikt nie będzie pytał o Muzułmanów! 
 

Friday, July 27, 2012

                 Igrzyska Olimpijskie     


 Zaczynają się Igrzyska Olimpijskie. Bardzo lubię oglądać olimpiadę a trwa to od dawnych lat przeżytych w komunistycznym kraju. Co Olimpiada ma wspólnego z komunizmem? Dużo. Nasze życie składa się z mnóstwa różnych przyzwyczajeń, nawyków. Ktoś nauczył Cię miłości do czytania książek, inny zbierał z Tobą znaczki, grał wspólnie w piłkę i tak dalej. Nieraz była to jedna osoba, nieraz szkoła, rodzice i wiele z tych przyzwyczajeń, hobby, zostaje z Tobą do końca.
  
    Komunistyczny kraj, w którym żyliśmy, miał oczywiście olbrzymi wpływ na nasze wychowanie. Czy tego chcieliśmy czy nie. Wielkie głowy wymyślały metody, jak nas uzależnić od wielu rzeczy, jak pocieszyć,  żebyśmy mogli zapomnieć o codziennych problemach. Tak np. rozwinął się alkoholizm. 
      Z nami, dziećmi i młodzieżą było łatwiej. Wszyscy pamiętamy jak w telewizji w niedzielne poranki, kiedy mieliśmy iść do kościoła, puszczano najlepsze programy, filmy. Ile to trzeba było kombinować, tłumaczyć rodzicom,  że się źle czujemy albo cichutko wymykać się z mszy świętej,  żeby obejrzeć Zorro, Bonanzę, Disneyland! Pamiętam, jak mama zaczęła się domyślać,  że urywaliśmy się wcześniej i jak wracała do domu i zasypywała nas pytaniami: co ksiądz mówił na kazaniu, co się wydarzyło na końcu mszy, etc.  
   Sport był także jednym z tych narzędzi komunizmu. Pamiętacie Wyścig Pokoju. Co to się działo. Nawet na ulicach ludzie chodzili z radiem tranzystorowym, wysłuchując transmisji z tego wyścigu kolarskiego. Każdy z nas dokładnie znał nazwiska wszystkich kolarzy, tabele, wyniki.  
 Mistrzostwa w jeździe figurowej na łyżwach, piłka nożna. Ponieważ telewizja nie była jeszcze taka popularna a my mieliśmy szczęście jej posiadania, zawsze ktoś pojawiał się,  żeby oglądać te ważne wydarzenia sportowe.  
   Tak też było z olimpiadą. Mogłem godzinami przesiedzieć przed szklanym ekranem, przyglądając się zmaganiom sportowców z całego świata. Zostało mi to do dzisiaj. Jedyna różnica jest w dopingowaniu swojego kraju. Trochę nie lubię jak w finałach znajdzie się Polak i Amerykanin. Muszę przyznać, że wtedy stawiam na polaka. Mam jednak więcej frajdy, bo w każdym ze sportów zawsze znajdzie się jeden z moich faworytów. Jak nie jest to Polak to jest Amerykanin. Przeżywam więc dużo emocji z tego powodu. Oprócz tego, mimo tak wielu emocji, po zwariowanym dniu pracy, oglądanie sportu bardzo mnie uspokaja i relaksuje. Czekam więc z niecierpliwością na te dwa tygodnie, pełnych emocji sportowych. 
*******    

  Dzisiaj, około godziny dwunastej, zaczęło się dziać coś dziwnego. Droga w jednym kierunku opróżniła się z samochodów a w drugim wypełniła się innymi i wszystko stanęło w miejscu. Po pół godzinie okazało się, że następny most za moją budową (most zwodzony), został otwarty dla jakiegoś statku, ale już nie mogli go zamknąć.  Przez kilka godzin nic się nie ruszało. Nie mogli go naprawić. Ludzie zaczęli opuszczać samochody i przechodzić przez siatki ogradzające moją budowę, żeby znaleźć toalety. Starsze kobiety, dzieci przeciskały się przez zrobione przez nich dziury i stawali w kolejce, do jedynej znalezionej w tej okolicy. Dopiero pod koniec mojej pracy udało się most otworzyć i powoli wszyscy zaczęli odjeżdżać. To jest główna droga na lotnisko JFK, domyślacie się więc, że wielu z nich przesiedziało w samochodach odlot swojego samolotu na wakacje.   
 *******

    W Nowym Jorku jest poważna dyskusja nad próbą wprowadzenia nowego prawa, przez naszego Boga, burmistrza Bloomberga. Jest to człowiek, który zrobił wiele dobrego dla naszego miasta, ale ostatnio coraz więcej uważa, że on musi nas ratować we wszystkich problemach. I nie ważne czy my się z tym zgadzamy czy nie, on wie najlepiej. Oczywiście papierosy były pierwsze, bo to łatwe. Większość jest przeciwna paleniu. Najpierw nie można było palić w restauracjach, później w biurach, przed budynkami, parkach, plażach. Teraz chcą zabronić w prywatnych mieszkaniach, jeżeli są to bloki mieszkalne. Później zaczął z tluszczami nasyconymi, których używano do smażenia i w wielu produktach żywnościowych. Teraz przeszedł na napoje. Chce zabronić ich sprzedaży w restauracjach w naczyniach większych niż 0.5 litra. Oczywiście, picie takiej ilości Coca Coli nie jest może zdrowe. Ale to jest moja sprawa. A może mam rodzinę, która lubi pić z jednego kubka! Nie jego pieprzona (sorry) sprawa. Jutro zabroni nam bekonu, smalcu, masła, jajek. Bo to wszystko nie jest zdrowe, jeżeli przesadzimy w ich ilości. Nie przypomina Wam się książka 1984! Tylko że to było o komunizmie, Rosji a okazuje się że my zaczynamy w tym przodować. Big Brother Is Watching Us. Wielki brat nas obserwuje.

  Teraz coś miłego.
Ten chłopczyk z Ameryki ma wielką frajdę grając polki z jego ojca zespołem.
A tutaj inne dzieci. 
Ostatnie ale niesamowite. Co za głos.
      - Panie doktorze. Kupiłam tą gruszkę do lewatywy jak Pan sugerował i co ja mam z nią zrobić ? - Napełnia ją Pani ciepłą wodą i wsadza ją sobie pani w d ... a potem   - Oj dobra. Jutro zadzwonię. Widzę, że Pan dzisiaj nie w humorze ! 
* * * * * Dwie blondynki rozmawiają o wczorajszej przerwie w dostawie energii elektrycznej: - Wyobraź sobie, że przez 4 godziny stałam uwięziona w windzie! - To jeszcze nic! Ja 8 godzin stałam na schodach ruchomych! 
* * * * * Jedna blondynka mówi do drugiej: - Wiesz, w tym trzęsieniu ziemi zginęło sto osób, wyobrażasz  sobie, sto osób... Druga jej odpowiada: - To straszne..... Na stare to będzie milion. 

Monday, July 23, 2012

        Rozmaitości


  Ponieważ nic się ważnego nie działo a nie chce mi się pisać na poważniejszy temat, więc jako prawdziwy, leniwy obywatel tego demokratycznego świata, dam innym popracować za mnie.

Wspomnę tylko o Wiesi. Na rogu jednej ulic Manhattanu, wpadł na nią potężny facet. Tak silnie ją popchnął, że upadła twarzą na chodnik. Wróciła z dwa razy większym podbródkiem w czarnym kolorze, zadrapanym policzkiem, ręką i kolanem. To stało się w piątek. Dziś już wygląda lepiej i nawet z kilkumilimetrową warstwą pudru poszła do pracy. Mówiłem jej, że nie ma szczęścia biedna. Jak by ją samochód uderzył to byśmy mogli ich sądzić. A tak? Nic niezłamane i jak tu sądzić pieszego! Nie, nie było awantury!

    U nas wszyscy mówią o tym studencie, który zastrzelił 12 osób i poranił 58. Oburza mnie tylko, że znajdują się ludzie, gazety, telewizja, którzy próbują wykorzystać tą tragedię do osobistych i politycznych celów. Jedni natychmiast o legalnej sprzedaży broni, inni próbują go przydzielić do wrogiej sobie partii. Niestety. Jak zwykle!

    Złotówka leci na dół. Dla mnie to dobrze.Dla Was mniej. Pamiętam, kilka lat temu, jak przekraczałem granicę polsko-niemiecką, wymieniłem kilka dolarów na złotówki i wtedy dostałem 1.98 złoty za dolara. Dzisiaj jest 3.5. Duża różnica.

    W totolotka nie wygrywam, Nic mi się nie chce robić. Plecy muszę myć długą szczotką, bo ręce coraz krótsze. Do toalety jak pójdę to nic a jak nie idę to się chce. Kolana w opaskach, bo bolą. Idę na przyjęcia, żadna kobieta już nie zwraca na mnie uwagi. Zdarza się jeszcze, że homoseksualiści pytają się o moje imię. Lepsze to niż nic. Włosy siwe.  Okulary, plusy i minusy.

Kiedyś jadłem jajecznice z 10 jaj i nie tyłem teraz spojrzę na jajko i przybywa mi kilo. Odkładam klucz i inne ważne rzeczy w miejsce łatwe do odnalezienia i potem szukam ich dwie godziny. Zmęczony a jak się kładę spać to wszystko, ale nie sen. I niech mi ktoś kiedyś powtórzy, że każdy wiek ma swoje piękne strony to nie gwarantuję za reakcję!

  Teraz coś miłego.

Coś zabawnego. Tak wygląda zamknięcie granicy między Pakistanem i Indią. Odbywa się to codziennie!


Coś pięknego.


Coś głupiego.




Tuesday, July 17, 2012



  KTO SMARUJE, TEN JEDZIE!




Drugą część tej historii zacznę od innych związków zawodowych - operatorów ciężkiego sprzętu. Wierzę w to,  że kiedy związki powstawały, intencje tych, którzy je tworzyli były szczere. Dopiero z czasem ludzka chciwość, żądza władzy doprowadziła do pewnego zwyrodnienia tej tak potrzebnej organizacji. Wiadomo, że maszynę, na przykład koparkę, musi ktoś obsługiwać. Z czasem rozwoju technologii zaczęły powstawać różne, większe i mniejsze maszyny i urządzenia mechaniczne wykorzystywanych w przemyśle budowlanym. Natychmiast zostawały wciągane na listę tych związków i żądali,  że musi je obsługiwać ich człowiek. I tak np. kompresor. Jest to maszyna, która spręża powietrze. Do niej podłącza się np. młot pneumatyczny, który jest używany przez innego pracownika. Ale ktoś tą maszynę musi włączyć. Nie może być to ten, który jest przy młocie. Musi być operator. Jego praca polega na przyciśnięciu guzika o 7 rano i wyłączeniu o 15:30. Płaca: $65.00 na godzinę. Stworzono te miejsca pracy z jednego powodu. Wielu pracowników przed emeryturą ma jakieś problemy zdrowotne, więc mogli oni zakończyć swoją karierę przy lżejszej pracy. Niestety teraz to nie działa. Prace te dostają synowie, znajomi tych, którzy kontrolują związki. Także inni, ale nikt nie zwraca uwagi czy to jakiś młody pracownik, czy to jest ten, któremu należy się to miejsce po przepracowaniu 30 lat w tym zawodzie. Takich maszyn jest mnóstwo. Mała wodna pompa elektryczna, którą nieraz używamy w domu,  żeby wyciągnąć wodę np. z piwnicy - operator z tym samym wynagrodzeniem. Tu nie musi nawet naciskać guzika. Robotnik sam włącza pompkę do prądu i działa. A ten tylko obserwuje. 



       Następne miejsca pracy wymyślili sobie ze smarowaniem sprzętu. Koparki i inny ciężki sprzęt ma bardzo dużo części, które muszą być często a nawet codziennie oliwione. Kiedyś robił to ten operator przed rozpoczęciem pracy.  Tak dalej jest z mniejszym sprzętem. Ale jak jest troszkę większy to musi być drugi człowiek. Czyli: rano jeden pompuje smar we wszystkie potrzebne miejsca a drugi obserwuje. Później ten drugi obsługuje maszynę a ten drugi obserwuje. Płaca jest prawie ta sama. Ten, który smaruje ma dolara mniej na godzinę. Sprawdziłoby się tu polskie przysłowie: Kto smaruje ten jedzie!

     Maszynista może obsługiwać tylko dwie maszyny. Czyli: zaczyna na koparce, mogę go dać np. na spychacz, ale już nie mogę go dać z powrotem na koparkę. Jeżeli to zrobię, będzie kosztowało mnie to 1 nadgodzinę, czyli 130 dolarów. To nie wszystko. W pracach dużego kalibru tak jak moje, jest dwóch dodatkowych panów. Jeden jest przedstawicielem związków od lekkiego sprzętu, drugi od ciężkiego. Ich płace: w okolicach 80 dolarów na godzinę. Co robią? Nic. Reprezentują związki i sprawdzają, czy czasem nie mamy pompki wodnej bez operatora etc. Teraz, kiedy jakikolwiek maszynista pracuje nadgodziny, ta święta dwójka natychmiast dostaje ten sam czas. A każda godzinka to 160 dolarów. Kiedy muszę poprosić operatora o zmianę maszyny - koszt? $450.

    Ci starsi panowie dwaj ( przeważnie są to ludzie z doświadczeniem a raczej dobrymi znajomościami w związkach), mają, więc płacone za „niepracę”, ale za wszystkie godziny, jakie mają Ci, co pracują.  Zabawmy się w matematykę. Przy odgruzowywaniu Strefy Zero pracowaliśmy 24 godziny na dobę. Robiliśmy na dwie zmiany, czyli 12 godzin dziennie. Bywało dużo więcej godzin, ale zostańmy przy minimum. Czyli 40 godzin razy $80, równa się 3200. Plus 20 nadgodzin w środku tygodnia plus 12 za sobotę i 12 za niedzielę, czyli 44 godziny za 160 na godzinkę. Razem wychodzi na 10, 240 dolarów za tydzień. Praca trwała cały rok. Pomnóżmy to przez 52 tygodnie.????? No i co? Czy to nie jest cudowny kraj? Przecież zawsze mówiono, że w Ameryce pieniądze leżą na chodniku. Trzeba tylko dobrze się zakręcić. Wychodzi na 532, 480 dolarów za jeden rok. Jeszcze dodam więcej. Panowie Ci są w pewnym sensie nietykalni. Jak się z nimi zaczniesz kłócić, będą Ci coraz więcej dokuczać, czyli zgłaszać do związków najdrobniejsze niedociągnięcia. Przeważnie więc próbujemy być dla nich „mili„. Nieraz więc nie pojawiają się w pracy i dalej mają płacone, znikają wcześniej etc. W Strefie zero było takich przekrętów wiele, bo pieniądze olbrzymie. Po zakończeniu prac FBI zabrała się trochę za nich. Okazało się np., że jeden z nich był na Florydzie kilka miesięcy, ale dalej miał płacone 24 godziny na dobę. Tym razem skończył w więzieniu, bo troszkę przesadził. Ale na małą skalę, dzieje się to na codzień. 

     To tylko nieliczne z olbrzymiej listy absurdów w moim zawodzie. Wszystko sprowadza się do tego, o czym pisałem na początku. Każda rzecz, nawet normalniejsza może szybko zmienić swoje oblicze, kiedy jest przesadzona.

    Coraz więcej krajów upada, bankrutuje (np. Grecja, a Ameryka też idzie w tym kierunku jak się nie opamięta). Ludzie zapominają, że trzeba coś zrobić w życiu, żeby coś z tego życia mieć. Zarobić można talentem, ciężką pracą, sprytem, mądrością. Zauważcie jednak, że coraz więcej z nas uważa, że wszystko mu się należy bez żadnych tych cech. Uważają, że to ich prawo, bo żyją w demokratycznym kraju. Powstają partie polityczne, które na tym żerują. Wielkie slogany: Wszystko dla ludzi! Dzielmy się bogactwem innych!, przyciągają miliony. Im więcej rozdajemy, pomagamy, tym biedniejszy jest kraj i coraz więcej jest tych, którzy na tym polegają, czyli coraz więcej głosujących na te partie. Nabijaliśmy się z propagandy komunistycznej. Teraz nie jest inaczej. Są tylko trochę mądrzejsi. Siła narodów polega na wszystkich swoich obywatelach. Ale jeżeli to jest tylko masa, która oczekuje, żeby im wszystko dać a w zamian ma bardzo mało do zaoferowania, masa, która wierzy, że wszyscy są równi i trzeba opodatkować więcej i więcej tych, którzy doszli do czegoś i dać tym, którym się nie powiodło? To nie jest siła. To jest początek końca. 








Żona wróciła do domu z kliniki chirurgii plastycznej.
 - Jak ci się podobam? 
Przyglądam się jej uważnie i mówię: 
- Zrobili ,co mogli. 
- I znów byla awantura!










Wednesday, July 11, 2012

   Środa 11 Lipiec



    Dzisiaj wróciłem z pracy, jako ( najlepiej określić po angielsku) angry man. Nie będę pisał o tym, co się zdarzyło a raczej napiszę o tym problemie , jako całości.

    Kiedy wyjeżdżałem z polski, byłem pełen wielkich demokratycznych idei, wolności, równouprawnienia. Założyłem przecież Niezależne Stowarzyszenie Studentów, wydawałem swoje podziemne pisemko. Przesiadywałem całe noce dyskutując o tym, co możemy zrobić dla innych i dla nas samych.

   Minęło 30 lat i moje pojęcie o świecie jest troszeczkę odmienne. Nie przestałem w to wszystko wierzyć, tylko patrzę na to z innego punktu widzenia. Mógłbym to porównać do zwykłej wagi. Jeżeli nie ma wolności i równości waga jest przechylona na jedną stronę. Co się jednak stanie jak przechyli się w przeciwną? Przecież powinno być wspaniale. Niestety tak nie jest.

    Zacznę od równości. Jest u nas wiele protestów, wieców, przemów wielu polityków gdzie powtarza się te wspaniałe słowa: wszyscy jesteśmy równi. Czyli co? Wszystkim należy się praca, dom, wakacje, leczenie za darmo, szkoły za darmo etc. Jak można z tym walczyć. Ale jak przyjrzymy się poszczególnym przypadkom to nie wygląda to już tak idealnie. Może wielu z Was się trochę obrazi jak to będzie czytał, ale trudno zacząłem i myślę, że mam rację. Kobiety mają te same prawa. I z tym się zgadzam. Ale! Nie przesadzajmy. Na budowy muszę przyjąć pewien procent kobiet. To są ciężkie roboty. Żadna jeszcze nie dała rady przy wyrzucaniu betonu na drogę, kopaniu głębokich dołów przez osiem godzin, noszeniu ciężkich worków przez cały dzień etc., Ale dalej je muszę przyjąć. Jeżeli nie to płacimy ciężkie kary. Mamy te same prawa. Tak, więc natychmiast po przyjęciu do pracy ta pani dostaje flagę i kieruje ruchem samochodów. A jak np. tak jak na mojej budowie w większość dni nie pracujemy na drogach z pojazdami to znajdziemy miejsce gdzie może pomagać przechodzić ludziom przez ulicę. No i jak ładnie. Jesteśmy równi, wszyscy zadowoleni - bajka. Ale to jest bzdura. Po facet przychodzi do pracy, zasuwa przez 8 godzin, latem w temp 40 stopni kładzie gorący asfalt, zimą w temp. -10 stopni naprawia wodę i dostaje dokładnie tyle samo, co ta stojąca z chorągiewką. No to gdzie równość? Na budowie mamy postawione toalety dla pracowników. Tam może wejść tylko jedna osoba. Czyli nie ważne czy kobieta czy mężczyzna. No no no! Kobiety muszą mieć osobną, do której dostają klucze. Inne są wolno dostępne. Kiedy nie miałem osobnej natychmiast zjawia się równouprawniona z zarzutami, że ona nie ma zamiaru używać tej samej, co mężczyźni. A jakże to! Przecież ja jestem kobieta! O shit! Zapomniałem. Myślałem, że ona też, bo za to machanie chusteczką dostaje 2000 dolarów tygodniowo. A teraz zadam pytanie, na które nie odpowiem. Jak myślicie, które z tych przybytków po wielu dniach używania jest czystsze? Te używane przez 20 mężczyzn czy to prze 3 kobiety?

    Przecież kobiety potrafią wykonywać większość zawodów, w których na prawdę nie liczy się płeć. Inżynierowie, nauczyciele, lekarze, artyści,....  To tak jak ja bym poszedł do opery i powiedział, że ja chcę tam śpiewać. A Potrafi pan? Nie! Ale przecież wszyscy jesteśmy równi. Ja też chcę zarabiać takie pieniądze, co inni.

     Prawda jest, że nie jesteśmy równi. Jedni mają talent, inni nie. I nie możemy mieć pretensji, że Ronaldo grając w piłkę nożną zarabia miliony a my nie. Jedni są zdolni a inni nie. Jedni są pracowici a inni leniwi. Jedni rodzą się piękni a inni nie chcą przeglądać się w lustrze. Jedni podnoszą100 kilo bez wysiłku a inni męczą się przynosząc chleb do domu. Równouprawnienie polega na czymś trochę innym. Ja oddaje szacunek tym, którzy ciężko pracują, jako zwykli robotnicy, bo nie potrafili skończyć szkoły. Mimo wszystko przez wysiłek i pracowitość, potrafią się dorobić, mieć rodzinę i przede wszystkim są zadowoleni z tego, co mają, bo osiągnęli to dzięki swojej pracy. Oni są dla mnie równi tym, którzy mają wykształcenie i dochodzą do tego samego tylko dzięki umiejętności swojego mózgu a nie muskuł.

    Związki zawodowe. Znów ideał. Bronią praw swoich członków. I taka była idea, kiedy powstawały. O to kiedyś walczyłem. A teraz, co z tego wyszło?

    W Stanach największym związkiem, najmocniejszym, są kierowcy. W Nowym Jorku kierowca ciężarówki zarabia (podam w przybliżeniu, bo nie pamiętam dokładnie) około 65 dolarów na godzinę. Soboty i święta płacone są podwójnie, czyli  $130 na godzinę a niektóre święta potrójnie, czyli $195 na godzinę. Dodam, że młodzi, którzy skończyli wyższe studia, chodzili do szkoły 17 lat, zapłacili za studia, (które będą spłacać przez następne kilkanaście lat) 100,000.00 Dolarów (to jest przeciętna) dostają na początek $30 na godzinę i niewielu przekroczy $60 przed emeryturą. To jeszcze nie jest największy problem. Kierowcy nie można wyrzucić z pracy. Jak to nie można spytacie? No właśnie! Przykład.  Mam jednego, który jest arogancki,  leniwy i tylko patrzy, kiedy zadzwonić do związków ze skargą. Bo u nas nie można nic przewieźć na budowie, jeśli za kierownicą nie ma kogoś ze związków. Jedyną rzeczą, które można włożyć do samochodów czy furgonetki to narzędzia. Kiedy brygadzista włoży dwie deski i przewiezie je w inne miejsce, ten natychmiast dzwoni do swoich, związki wysyłają następnego kierowcę. Pojawia się on pod koniec dnia i roszczy prawa do tej furgonetki na ten dzień. Musimy mu zapłacić 540 dolarów. Musi otrzymać wypłatę przed 15 po południu. Jeśli nie dostanie to będzie czekał i za każdą godzinę wyczekiwania płacone ma 100 dolarów, albo wraca na następny poranka i wtedy musimy płacić mu dodatkowy dzień. Możemy tej zapłaty odmówić, wtedy związki oddają sprawę do specjalnych sądów (bardzo sprawiedliwych, ale to inna historia), które w 90% przyznaje rację wykorzystywanych kierowców.

      Ostatnio miał wypadek. Był na telefonie. No przecież ma prawo porozmawiać z żoną i wjechał w tył samochodu osobowego. Naprawa kosztowała firmę kilka tysięcy dolarów a kierowca powiedział przepraszam i nie można go dotknąć. Związki na to nie pozwolą. Przecież każdy ma prawo do pomyłki. A my obrzydliwi kapitaliści, tylko czekamy żeby skrzywdzić biednego człowieka. Dwa tygodnie temu złapałem tego samego biedaka, który w czasie pracy zaparkował ciężarówkę na bocznej ulicy i przespał się godzinkę. Wyrzucić z pracy? Oczywiście nie. Ma prawo być zmęczony. Jedyne wyjście żeby go zwolnić, to za każdym wykroczeniem piszemy raporty do naszego biura i po uzbieraniu kilku mamy prawo do złożenia skargi w związkach i PROŚBĘ o zwolnienie. Przez 15 lat pracy w Tully Construction udało nam się to tylko trzy razy.

    Tak to się wszystko przewraca do góry nogami. To się podobno nazywa wolność, równość, demokracja. Ta waga, o której wspominałem, która przez pokolenia przechylona była w kierunku niesprawiedliwości, wykorzystywania innych, przechyla się niebezpiecznie w odwrotnym kierunku. Im dalej w to wpadamy, tym trudniej będzie się z tego wycofać.

Ciąg dalszy nastąpi. 

Wednesday, July 4, 2012

                
 

              Środa  4 Lipca     



  Dzień Niepodległości.  W 1776 roku Ameryka ogłosiła swoja niepodległość i uniezależniła się
 od Anglików.  Mamy oczywiście wolny dzień od pracy, choć w tym roku jest to środa i to chyba najgorszy dzień. W środku tygodnia. Jak jest czwartek lub wtorek to dostajemy nieraz dodatkowy i wtedy mamy cztery wolne dni a tak jutro trzeba iść do pracy. Jak wiecie najważniejszą  rzeczą w  dzisiejszym dniu są fajerwerki. Szkoda tylko ze czasy się zmieniły i wszystko jest zabraniane.
Kiedyś każdy miał swoje. W ogródkach, na ulicach. Teraz można je mieć tylko za pozwoleniem,
czyli pozostały tylko te oficjalne. Największe są oczywiście wokół Manhattanu, ale też każde miasteczko ma swoje. O 9 wieczorem, gdziekolwiek się nie znajdziemy, będzie można usłyszeć grzmoty i piękne pokazy najnowszych sztucznych ogni.

    W tym roku nie będziemy szli na ich pokazy. Byliśmy już wiele razy. Jest to bardzo przyjemne,
ale też meczące. Najpierw z zaparkowaniem samochodu są duże kłopoty. Trzeba być kilka
godzin przed pokazami, czyli długie oczekiwanie. Pół godziny przyjemności i potem powrót.
Dwa lata temu, byłem z Elaine nad rzeką Hudson. Cudowne wrażenia ale wracaliśmy do
domu prawie trzy godziny. A byliśmy od domu może z pół godziny jazdy samochodem.

Tutaj pokażę krótki film z tego dnia.
    Oczywiście jest to też dzień z BBQ. Wszyscy dziś będą siedzieć przy grillach i jeść hamburgery, hot dogi, steki. My spędzimy ten dzień w naszym ogrodzie. Może wpadniecie?
    Skończyły się mistrzostwa Europy w piłkę nożna.  Nie będę o tym pisał ale załączę zdjęcie które dostałem wczoraj od kolegi.
Załączam też piękny filmik. Są to urywki z filmów BBC o naszej planecie z podkładem muzycznym piosenki Wonderful World. Myślę że byłoby to lepsze z orginalnym wykonaniem Luisa Amstronga. Ale chodzi o same zdjęcia. Są przepiękne.
W naszym ogrodzie w tym roku pojawiło się mnóstwo zwierząt i ptaków.  Szczególnie ptaki i wiele z nich pozakładało gniazda. W ciągu ostatnich tygodni urodziło się wiele rożnego rodzaju ptaszków.
Pokaże Wam jakie rodzaje u nas żyją. Najładniejsze to Bluejay i Cardinal.
               
Także dzięcioły i Goldfinch

   I wiele innych, szczególnie wróble i których nie znam.  Ze zwierząt ostatnio pojawiła się cala rodzina Racoons. Bawiły się dwa dni  temu, wcześnie rano na naszym deku.
Także Opossum
Chipmunks i ich jest bardzo dużo.

Także przychodzą sarny, zające. No i oczywiście pełno wiewiórek które wyjadają jedzenie które dajemy ptakom. I tu też króciutki film.
I to Wam dzisiaj wystarczy.
Żona do męża:
- Przedtem to z miłości chciałeś zjeść mnie całą, a teraz to ci mój jeden włos w zupie zawadza.



Dlaczego ty na swoją żonę mówisz flanelka?
  Bo to jest zdrobniale od słowa szmata.

- Kochanie, gdzie jesteś?
- Na polowaniu.
- A co to tak tam dyszy?
- Niedźwiedź.




Sunday, June 24, 2012

           Niedziela 24 Czerwiec


    Dzisiaj był dzień wypoczynku po wczorajszej imrezie u znajomych. Było bardzo przyjemnie i wróciliśmy o drugiej w nocy. Niedziela natomiast, była leniwa. Przepiękna pogoda, więc skorzystaliśmy ze słońca i trochę się opaliliśmy. Oczywiście po południu obejrzałem mecz Włochy - Anglia. Po tym, nie chciało mi się już wracać do ogrodu, więc skończyłem ostatnią część filmu z naszych wakacji. Krótki i może nie jest tak ciekawy jak poprzednie ale był to ostatni dzień na statku, więc nawet nie robiliśmy dużo zdjęć. Jest to jednak cześć naszej podróży i musi być jakieś zakończenie. Następnym razem, obejrzymy już wspólnie całość jak się spotkamy w polsce.