Friday, June 1, 2012

     

        Piątek 1 Czerwca  

 Wracam do ostatniego piątku. Zacznę od tego,  że jestem ostatnim z kierowników budów, który robi takie party dla swoich pracowników. Może jednym z powodów jest strona finansowa, bo ja sam za to płacę a nie moja firma, ale głównym powodem jest sprawa bezpieczeństwa. Wiecie,  że w Stanach każdy sądzi każdego o najdrobniejszą sprawę. Najgorzej mają firmy budowlane. Wiadomo,  że u nas zawsze będą jakieś wypadki a nie trudno udowodnić,  że to wina firmy. Chyba,  żeby zamiast budować, poświęcilibyśmy 80% czasu na sprzątaniu. Firmy coraz więcej kładą nacisk na BHP a nam coraz trudniej coś zbudować. Tak jest też z BBQ. Wiadomo,  że ludzie coś wypiją i niech zdarzy się jakiś wypadek, my jesteśmy winni. Mnie się boją tego zabronić, ale wszyscy mówią,  że jak odejdę na emeryturę to nikt już tego nie będzie robił. Moi kierownicy od bezpieczeństwa na wszelki wypadek poszli do domu o godzinie dwunastej,  żeby nie być świadkiem przygotowań i całej imprezy. Świat staje się bardzo smutny.

        Tak jak wspominałem, robię to raz na rok. Wiadomo,  że bez dobrych ludzi nigdy bym nie skończył budowy na czas i mój sukces jest też ich zasługą.  Wiedząc o tym, jeśli jest taka potrzeba, walczę o swoich ludzi z firmą i próbuję zapewnić im stałą pracę. A właśnie w ten dzień, przez to małe przyjęcie okazuję im swoją wdzięczność. 

  Impreza zaczęła się na czas o godzinie 14:00. Świnia dojechała za pół godziny. Zawsze na życzenie ma jabłko w pysku a kartofel w tyłku. Nie wiem, czemu nikt nie chce spróbować ziemniaka? Oprócz tego miałem kurczaki i kilka rodzajow kiełbas, nawet kaszankę. Tym szczególnie wszyscy się interesowali, bo po angielsku to jest blood sausage, czyli kiełbasa z krwi, albo jeszcze lepiej krwawa kiełbasa. Większość się zgodziła,  że jest bardzo smaczna. Oczywiście były różne dodatki jak sałatki, ogórki a nawet polskie grzyby. Wszystko to zostało pochłonięte przez moich ludzi przez kilka godzin. Zjedzone zostały nawet takie części (teraz będzie nieprzyjemne), jak oczy i mózg. Portugalczycy uznają to za przysmak. Yaaak! Na poniższym zdjęciu widać mojego brygadzistę, Orlando, który zachwyca się mózgiem.



     Oczywiście nie zabrakło polskiego piwa. A ponieważ oni zwykle piją amerykańskie cieniutkie piwko jak Budweiser, Corona etc, to efekty naszego, pojawiły się już po pierwszej kolejce. I tu okazało się, że nieobecność inspektorów od BHP jest mile widziana. Były więc gry na pieniądze. W tym dominowali stolarze a narodowość - Włosi.


  Po kilku godzinach, inżynierowie wyszli na prowadzenie i z nimi miałem najwięcej kłopotów. Najpierw jeden z nich (syn jednego z właścicieli) wszedł do zamrażarki na lód. Inni natychmiast to wykorzystali i przymknęli go na jakiś czas. Polskie piwo jednak działało i wyszedł z lodówki uśmiechnięty jakby wrócił z plaży.


    Następnie inny - Tom, domyślił się, że powinien pracować w cyrku i trzeba go było gonić z dachów biura, czy balansującego na wszystkich możliwych konstrukcjach.


   Później wywiązała się walka na gaśnice i wodę.  Teraz muszę je powymieniać, bo są puste. 


    Oczywiście większość przebiegła spokojnie przy rozmowach, wspominkach, jedzeniu i muzyce. Całość zakończyła się wieczorem około 19:00. Jeszcze jedna udana impreza. Na zakonczenie reszta fotek.

Przychodzi pedał do sklepu i mówi:                   
- Poproszę salami!
- W palsterkach?
- A czy ja wyglądam jak skarbonka?

 - Panie majster, łopata mi się złamała!
- To oprzyj się o betoniarkę!

 Idzie sobie Czerwony Kapturek przez las,
aż tu zza krzaków wyskakuje Wilk.
- Cześć Wilku! - krzyczy Czerwony Kapturek.
- Co jest, nie boisz się - pyta zdziwiony wilk.
- A czemu mam się bać: pieniędzy nie mam
a pieprzyć się lubię....


Monday, May 28, 2012

 

           Poniedziałek 28 Maj


    Czas wielki coś napisać. Ostatnio byłem trochę zajęty. Przede wszystkim w pracy, bo miałem ciężki tydzień i to z nietypowego powodu - pogody. Ostatnio u nas prawie jak w tropikalnych krajach. Gorąco, słonecznie i niewiadomo skąd przychodzą chmury. Pół godziny olbrzymia ulewa i znów piękna pogoda. Jest to w porządku, jeśli chodzi o normalne życie, bo jest ładnie a także nie ma suszy.
     Niestety na budowie to pół godziny robi nam takie szkody, że resztę dnia trzeba poświęcić na naprawy.
    W piątek miałem przyjęcie dla swoich pracowników. Robię je raz na rok w podziękowaniu za ich pracę. O tym napiszę za kilka dni, bo muszę posprawdzać zdjęcia.
    Za dwa tygodnie, będzie u nas przyjęcie dla naszych przyjaciół. Będzie to pierwsza zabawa po bardzo długiej przerwie. Co roku urządzamy przynajmniej trzy wielkie zabawy. Na Sylwestra, Halloween i jakąś latem. Z powodu choroby rodziców, nie mieliśmy żadnej od czasu Sylwestra 2011, czyli  18 miesięcy. O tym oczywiście napiszę po jej zakończeniu.
     Spieszyliśmy się jednak z zakończeniem różnych rozpoczętych prac w naszym ogrodzie. Był to jeszcze jeden z powodów,  przez które nie miałem czasu na pisanie. Dzisiaj zostały one zakończone. Nie znaczy to, że nie będzie nic do pracy. Wiesia zawsze coś nowego wymyśli, ale na dzień dzisiejszy mam spokój.

      Pierwszy projekt to bar przy Jaquzi. Zbudowałem go tak, że korzystać z niego można na zewnątrz ale także, kiedy moczymy się w wodzie. Pokryłem go tydzień temu materiałem z Meksyku. W Polsce byłaby to słoma. Najlepiej zobaczyć to na zdjęciach.



     
Dwa następne są ze sobą powiązane. Najpierw wykopałem w ziemi dół, który obłożony kamieniem, będzie służył do palenia ogniska. Przykryty jest on deskami, żeby na codzień, była to tylko dekoracja. Wokół, ułożyłem kostki ceglane. Każdą, musiałem przyciąć, pod odpowiednim kątem, żeby powstało koło. A jeszcze wokół tego wyłożyłem dekoracyjnym kamieniem.
Także od strony wejścia do ogrodu, postawiłem bramkę, w stylu mojego baru. Wmontowałem w to kable elektryczne i założyłem oświetlenie. Wszystko to, oprócz paleniska, nie ma praktycznego celu, ale raczej do dekoracji.





   Oprócz tego, wiele drobnych rzeczy, jak dodatkowe oświetlenie, dekoracje, kwiaty, etc.
    Szkoda, że nie mogę tego pokazać w nocy, bo naprawdę ma duży urok. Następnym razem jak mnie odwiedzicie to musi być latem. Grażyna i Kaziu mogliby posiedzieć sobie, oglądać gwiazdy i słuchać muzyki Procor Harum. Kilka dodatkowych zdjęć.




                              
  Ponieważ ostatnio nie mogę wymyśleć jaką to awanturę mogę mieć z żoną, trzeba znaleźć jakiś inny humor. Pospisywałem różne Graffiti, które wypisywane są w polsce w przeróżnych miejscach. Niektóre poniżej:
- Życie to choroba przenoszona drogą płciową.
- Zakonnica - ksiądz samica.
- Wyliżę podpaski - wampir.
- Winda popsuta! Najbliższa winda w następnym bloku.
- Rosjanie - Nie. Rosjanki - Tak
- Gdy życie ci zbrzydło i stało się piekłem
  włóż głowę do klopa i jeb.ij się deklem.
- Chcesz sikać w kolorach tęczy?
  Lej pod słońce.
- Cukierki są słodkie, ale sex
  nie popsuje Ci zębów.
- Co by tu napisać?
                                                                    

Tuesday, May 15, 2012

                   Micia

   Dzisiaj bez zdjęć, filmów czy humoru. Wczoraj wieczorem, po przyjściu z pracy poszedłem ostatni raz do szpitala dla zwierząt z naszym kotkiem Micią. Była z nami prawie 20 lat. W przeliczeniu na ludzkie, to około sto lat. Niestety była już tak słaba, że nie mieliśmy serca dalej patrzeć jak się męczy. Prawdopodobnie pożyłaby jeszcze kilka tygodni albo nawet miesięcy, ale  nie miało to sensu. Przez wiele dni zmienialiśmy decyzję, aż wreszcie wszyscy wspólnie zdecydowaliśmy, że dla jej dobra trzeba to zrobić. Oczywiście na mnie to przypadło.
    Tak, więc umówiłem się z lekarką i wczoraj się z nią spotkałem. Zostałem z Micią przez cały okres tego zabiegu uśpienia. Do ostatniej chwili leżała spokojnie i patrzyła się na mnie, kiedy ją głaskałem. Po tym już wiem, że nie będę miał więcej żadnego zwierzątka w naszym domu. Nie chcę więcej czegoś takiego przeżywać. Wróciłem do domu i zastałem rozpłakaną Wiesię w trakcie wyrzucania wszystkich drobiazgów po naszym kotku.
   Kiedy wróciłem dzisiaj z pracy zdałem sobie sprawę, że brakuje mi jej powitania, choć nie raz męczyło mnie jej miauczenie.  
    Może jedno zdjęcie. W kilka tygodni jak ją dostaliśmy od znajomych.
           

Wednesday, May 9, 2012

     NOWY ŚWIAT

 Wróciłem z pracy wykończony fizycznie i psychicznie. Zanim jednak wyciągnę się wygodnie w łóżku, postanowiłem coś na ten temat napisać.
    Jeszcze niedawno chodziłem do pracy z przyjemnością. Każdy dzień był nowym wyzwaniem i rozwiązywanie problemów dawało dużo satysfakcji. Czas się zmienia. Nie mogę się doczekać przejścia na emeryturę. Świat opanowany jest przez polityków, socjalistów i zielonych, czyli tych, którzy przejmują się więcej jeleniem jedzącym kogoś trawnik niż ludźmi, którzy mają problemy z postawieniem jedzenia na stole dla swojej rodziny.
    Moja obecna budowa wyceniona jest na 400 milionów dolarów. Powinna trwać około trzech lat. Bez żadnych trudności mógłbym zaoszczędzić dla miasta minimum 50 milionów dolarów i skrócić czas jej trwania o pół roku lub więcej. Najważniejsze w tym jest to, że to nie pieniądze miasta są marnowane tylko nasze podatki. Moja budowa jest jedną z wielu, wiadomo, więc dlaczego podatki są coraz wyższe.
    Tylko kilka przykładów. Droga, którą przebudowuję, leży nad brzegami oceanu. Wzdłuż, równolegle do niej ciągnie się dróżka dla rowerów i pieszych.
 Jak bym policzył tych, którzy jej używają, w najgorszym dniu liczba nie przekroczyłaby setki. Budowa składa się z kilku faz. Dwie linie w kierunku północnym. Po przesunięciu ruchu, dodatkowa linia na północ i jedna na południe. Jeszcze raz zmiana ruchu i dwie linie na południe. To opisane w bardzo prosty sposób, bo nie jestem tu w stanie przekazać całości tego procesu. Najważniejsze w tym wszystkim, że za każdym razem, kiedy następuje zmiana ruchu, dróżka znajduje się na naszej drodze i trzeba budować tymczasową. Powtarza się to wiele razy. Gdyby ktoś zdecydował, żeby ją zamknąć na dwa lata, jedynymi poszkodowanymi, byłaby ta grupka ludzi, która się tam nieraz pojawia. Czy to nie jest warte zaoszczędzenia 30  milionów dolarów? Ja nie mam żadnej drogi na rowery w naszym miasteczku i żyję. I 95% innych ludzi też ich nie ma. Gdyby tak pojeździli sobie na tych rowerach tak jak my, na pobocznych drogach to by tak naprawdę zmieniło ich życie?
     Szerokość naszej drogi jest około 40 metrów. Po każdej stronie jest wiele miejsca. Rośnie tam trochę nic nieliczących się drzew i wiele krzaków.  Gdyby to wyciąć, wybudować drogę obok a później zasadzić dwa razy tyle drzew i krzaków  ( o wiele ładniejszych niż te, co tam rosną) można byłoby zmniejszyć koszt o jedną czwartą i przyspieszyć prace o rok. I jeszcze jedna ważna rzecz. Każdego dnia musimy zamykać jedną z trzech linii w każdym kierunku, co tworzy wielokilometrowe korki. Doprowadza to ludzi do pasji. Rzucają na nas różnymi rzeczami, przeklinają. Gdyby budować według mojego planu, nie byłoby takiej potrzeby.
     My, jako prywatna firma, wygraliśmy ten kontrakt z powodu najniżej wyceny. Dodany jest do tego czas. Czyli budowa obliczona jest np. na trzy lata. Kiedy skończymy ją trzy miesiące wcześniej, dostaniemy 8 milionów nagrody. Kiedy spóźnimy się trzy miesiące, zapłacimy 8 milionów kary. Wyglądałoby to na sprawiedliwy kontrakt. Jest tu jednak pewien problem.
Inspektorzy, którzy nas sprawdzają też są prywatną firmą, ale zatrudnioną przez miasto na zasadach czas i materiał. Czyli płacone mają za każdego człowieka, za każdą godzinę z np. 10% dodatkiem. I tu jest problem. Nam zależy żeby szybko skończyć a im żeby jak najdłużej pracować. Im dłużej, tym więcej zarobią. Nie trudno jest znaleźć coś, co nie zgodne jest z przepisami, więc oni, którzy mają pełne poparcie miasta utrudniają nam życie i trudno cokolwiek jest zbudować.
     Ostatnio bardzo często padało. Wszystkie dołki, rowy zalane są wodą. Tydzień temu założyłem pompę, żeby wyciągnąć wodę z rowu, w którym skończyłem układać rury kanalizacyjne. Wody było tyle, że 30 minut pompowania i byłoby po wszystkim. Woda z tego rowu, miała być pompowana do innego rowu, który wykopałem obok. Wyłożony był on specjalnym materiałem, który przepuszcza wodę, ale zatrzymuje zanieczyszczenia. No i co? Budowa zatrzymana przez inspektora. Dlaczego? No bo przecież w tej wodzie mogą być jakieś zanieczyszczenia, które przedostaną się przez ten materiał i wtedy ziemia będzie skażona!!!!!
Pamiętajcie, że to woda deszczowa. Ten sam deszcz padał obok i on nie jest skażony. Ale w naszym rowie! Na pewno skażona. Musiałem sprowadzić specjalne zbiornik, do którego pompowałem tą wodę. Tam były trzy przegrody, przez które woda się przelewa, zanim wypuścimy ją do tego dołka, który zbudowałem przedtem. Koszt - nasz. Strata czasu - dwa dni.
     
     Kilka miesięcy temu, zacząłem zakładać główną kanalizację. Ponieważ rury miały być umieszczone bardzo głęboko a tam są tylko piaski, wykopanie tego rowu nie jest łatwe. Specjalną maszyną wbijamy w ziemię metalowe (nazwę to deski), długości 12 metrów i szerokie na metr. Połączone są one razem i kiedy to skończymy, są tam wbite w ziemię dwie metalowe ściany. Wtedy tylko wykopać piasek między nimi i wyłożyć rury. Kiedy skończyłem, deski zostały wyciągnięte i rów zasypany. Następnego dnia zacząłem zakładać inne rury dla elektryków w tym samym miejscu, ale już tylko 30 centymetrów głęboko. W momencie zaczęcia kopania, zjawia się inspektor od drzew i zatrzymuje budowę. Dlaczego? Dwa metry od naszego rowu jest koniec naszej budowy i rosną zaniedbane, malutkie, połamane drzewka. Twierdzi, że kopiąc ten rów, możemy uszkodzić ich korzenie i drzewka umrą. Trzeba, więc wszystko wykopać ręcznie i w momencie znalezienia takiego korzenia on fachowo go obetnie. Nie pomogło tłumaczenie, że tydzień temu wbiliśmy tutaj 12 metrową ścianę, więc cokolwiek tam nie było już zostało przecięte. Musieliśmy kopać bez maszyny. W rowie długości 150 metrów, znalazł dwa korzenie. Nie musiał obcinać,  nasze deski zrobiły swoje. Koszt - nasz. Strata czasu - trzy dni.
     Mógłbym pisać godzinami i nie skończyłbym tego tematu. Smutne to wszystko. Empire State Building wybudowano w ciągu roku. Dawno, dawno temu. Teraz Fredom Tower budują już 8 lat i zostało im jeszcze kilka. Tak jest z drogami, mostami i wszystkim innym. Jak jestem z moimi młodymi inżynierami, żałuję ich. Ja mam jeszcze 8 lat i emerytura a oni całą karierę. Oni też się martwią. Wielu z nich nie wytrzymuje tej głupoty i myśli o zmianie pracy albo założeniu prywatnej firmy. Jeden chce zostać kucharzem. Ha ha.
Wszystko jest to jednak bardzo smutne. W tej całej biurokracji, głupocie giną talenty, prywatna inicjatywa, ambicje a wszystko kończy się na odwalaniu roboty, bez genialnych rozwiązań, bez ambitnych posunięć. Wszystko ma być zrobione według zapisanych zasad. Nikt nie myśli o tym, że przepisy te to tylko kierunek a warunki na budowach zmuszają nas do różnych zmian.
Ja jestem z tego gatunku, który musi wymrzeć, bo nie potrafię znaleźć się w tym nowym świecie.
    Kilka zdjęć z mojej budowy.




  Żona wróciła dzisiaj z pracy i znalazł mnie
leżącego na stole kuchennym, nagiego,
obsypanego mąką....
  - Co się stało - spytała zaniepokojona.
 -  Przecież kazałaś mi ukręcić ciasto
na jajach...
I znów była awantura!

    

Monday, May 7, 2012

        Jarzębina  


      Nie mogę powstrzymać się ze skomentowaniem tego nowego eksperymentu polaków.
Dzisiaj kolega przesłał mi muzyczny rarytas. Zespół Jarzębina wygrał konkurs na oficjalną piosenkę polskiej reprezentacji w piłce nożnej na Euro 2012. Może ktoś wytłumaczy mi o co tu chodzi? Może jestem za długo za granicami polski i nie rozumiem już swojego własnego narodu. A może jestem po prostu muzycznym beztalenciem. Gdyby był to folklor, prawdopodobnie też by mi się nie podobało, ale mógł bym to jakoś przełknąć. Ale to nie jest to.  W jednej z naszych gazet napisano artykuł w którym autor pyta się, że może to jest tak złe, że przyjęte będzie jako coś dobrego, dziwnego i się przyjmie. Czy na to liczyli Ci, co na to głosowali? 
     Przypominają mi się inne imprezy sportowe, zorganizowane przez różne kraje. W większości wypadków, piosenki z tych imprez stały się przebojami. Sprowadzane są najlepsze zespoły lub piosenkarze i nie zawsze z tego kraju w którym organizowana jest impreza. A nas stać tylko na coś takiego? Mam nadzieję, że nasza drużyna będzie grała lepiej niż Jarzębina, bo możemy skończyć na tym, że po pierwszych meczach będą musieli zastąpić urocze artystki i sami będą śpiewać tym drużynom, które przejdą eliminacje. W wielkich wydarzeniach sportowych, kraje prześcigają się w orginalności otwarcia i zakończenia imprezy.  Bez oglądania Euro 2012, my już wygraliśmy ten wyścig.
    A tutaj nasz uroczy zespół Jarzębina
 Jak zwykle, miałem dodać jakiś kawał, ale po tym co napisałem, już nic dodać nie trzeba.

Saturday, April 28, 2012

      Teatr w Brooklynie                  


     Po pracy we wtorek wróciłem do domu. Zjadłem obiad, przebrałem się i z powrotem w samochód. Jak już wspominałem, spektakl odbył się na scenie teatru St.Ann’s Warehouse. W przetłumaczeniu to Magazyny Świętej Anny. Nieraz się namyślam, kto wymyśla te wszystkie nazwy?  Prawdopodobnie można to czymś wytłumaczyć tylko, że my o tym nie wiemy. Ale jak tłumaczą w Polsce tytuły amerykańskich filmów, to myślę, że kilku panów się spotyka, piją cały wieczór wódkę a jak już nie mogą więcej w siebie wlać, to jeden z odważniejszych woła: No Panowie, do pracy! Bo jak inaczej można wymyśleć takie tytuły jak oni. Przecież tak zrobili z filmem „Dirty Dancing„, czyli można było by dokładnie powiedzieć Brudny Taniec, Nieczysty Taniec. Nie brzmi to dobrze, więc mogli coś zmienić, ale dalej powiązać jakoś z tym filmem. Ale „Wirujący Sex„???  No to musiało być po pijaku!
      Ale odszedłem od tematu. Dojechałem na miejsce około siódmej. Tam czekałem na przyjazd Wiesi oraz Mariana Osesa.  Ponieważ Elaine nie dała radę przyjechać, zadzwoniłem do Mariana i ten chętnie się zgodził. Faktycznie teatr ten umieszczony jest w budynkach po starych magazynach. Ale okolica bardzo interesująca. Dużo restauracji, barów.
     Czekając na Wiesię, zauważyłem na chodniku palącego mężczyznę. Poznałem Jana Peszka, który grał jedną z głównych ról. Podszedłem i spytałem się, czy on tak kilka papierosów naraz, żeby się dobrze napalić przed pracą. Uśmiechnął się i powiedział, że tylko jeden. Przedstawiłem się, mówiąc, że jestem z rodziny Sparażyńskiego. On wtedy szybko: A to pan Jan? Okazało się, że wujek dał mu już wydrukowany przeze mnie portret do podpisu i zapamiętał moje imię.
     Spektakl zaczął się dokładnie o ósmej. Trochę więc o samej sztuce. Jest to przyjęcie urodzinowe ojca bogatszej rodziny. Na imprezę przybywa cała rodzina (dzieci, wnuczkowie, rodzice). Także dowiadujemy się, że niedawno był pogrzeb jego córki, która popełniła samobójstwo. Po wstępnych rozmowach, jeden z synów wygłasza przemówienie na cześć ojca, w którym poinformuje wszystkich, że ojciec molestował seksualnie jego i tą nieżyjącą już córkę. Reszta toczy się wokół tego tematu.
     Nie znam książki, więc nie wiem czy jest dobra. Scenariusz, według którego grali aktorzy nie bardzo mi się spodobał. Niektóre zachowania i reakcje, były dla mnie trochę za proste, banalne w tak poważnym problemie. Natomiast reżyser uratował wszystko i zrobił z tego bardzo dobre widowisko. Bardzo pięknie połączył wszystkie nakładające się na siebie sceny. Muzyka, oświetlenie zrobiła resztę. No i oczywiście należą się duże brawa wszystkim aktorom. Bardzo podobała mi się ich gra. Odbierałem całość z wielką ciekawością, ponieważ pierwszy raz w życiu patrzyłem na ludzi, których znałem i ciekaw byłem czy będą tacy, jakich ich poznałem czy to będą inne osoby. Byli inni.
  


      Kiedy wyszliśmy z teatru, była już jedenasta.  Poczekaliśmy chwilkę, żeby pożegnać się z wujkiem. Wyszedł za kilka minut. Pogratulowaliśmy jemu i innym świetnego widowiska i ucałowaliśmy się na dobranoc.
     Dzisiaj, to jest w sobotę 28-go Kwietnia, podjechałem raz jeszcze pod hotel, w którym mieszkają. Chciałem spędzić kilka chwil z nim samym, żeby porozmawiać trochę o zwykłych rodzinnych sprawach. Poszliśmy na miasto na kawę. Tam powspominaliśmy stare czasy. Po godzinie musieliśmy wracać, bo ja mogłem zaparkować samochód na tylko ten czas. Po wrzuceniu pieniędzy na następne 60 minut, poszliśmy do jego pokoju. Pozwoliło nam to spędzić miłe chwile na pogawędce. Niestety, trzeba było wracać do domu. Jeszcze jedno pożegnanie.
     Muszę powiedzieć, że będę bardzo mile wspominał te odwiedziny. Wujek jak zwykle był przemiły i sprawiło mi wielką radość, że mogłem go zaprosić do swojego domu, pokazać trochę Nowy Jork i w ten, choć tak skromny sposób, podziękować mu, że zawsze był tak blisko z naszą rodziną. Szczęśliwego powrotu do polski i uściski dla Cioci Zosi i całej rodzinki.
    Marian zrobił kilka zdjęć na swoim telefonie, więc jakość może nie najlepsza, ale mimo wszystko załączam je poniżej.  



                                               
                                     

Friday, April 27, 2012

      PROM KOSMICZNY


      Kilka godzin temu przeleciał nad nami Prom Kosmiczny Enterprise. Nie, nie pomylił się z kierunkami, tylko został przetransportowany z Washington do Nowego Jorku. Od roku 2003, ten statek kosmiczny, można było oglądać w muzeum lotnictwa Smithonian w Washingtonie. Dzisiaj przeniesiony został do nas. Przyleciał na specjalnie zmodifikowanym samolocie Jumbo Jet - Boening 747. Przeleciał dwa razy nad Manhattanem i wylądował na lotnisku JFK. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć go na własne oczy, bo przed samym lądowaniem trasa jego przebiegła prosto nad naszą budową. Leciał bardzo nisko, można było go widzieć w detalach. Za krótki czas przewieziony zostanie na muzeum-lotniskowiec „Interpid„, który zaparkowany jest przy 42 ulicy po zachodniej stronie Manhattanu. Tam będzie można go oglądać prze najbliższe kilka lat. W tym czasie już powstaje specjalny budynek, gdzie po zakończeniu budowy będzie przeniesiony Enterprise. 
    Oczywiście wiedząc o tym z gazet, czekałem na to wydarzenie z aparatem fotograficznym i udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć.

I jeszcze jedno od kolegi po ladowaniu na lotnisku JFK

 



Wednesday, April 25, 2012

                    TANIEC Z GWIAZDAMI


 Oczywiście to, o czym dzisiaj napiszę, nie ma nic wspólnego z tym tytułem, ale ponieważ spotkałem się z gwiazdami polskiego teatru a wygląda to efektownie, więc niech tak zostanie.
    Pierwszy raz umówiliśmy się na sobotę, 21-ego Kwietnia. Nie wiedziałem do końca czy będzie jeszcze ktoś oprócz wujka Staszka. W ostatniej chwili okazało się, że będę miał pięciu turystów. Podjechałem pod  Nu Hotel o 10 rano. Bardzo przyjemny hotelik, nie z tych bardzo ekskluzywnych, ale widać było,  że bardzo porządny i także na stronach internetowych miał bardzo dobre oceny. Spotkaliśmy się wszyscy w lobby i wtedy po uściskach z wujkiem, poznałem aktorów takich jak:  Ewa Dałkowska, Magdalena Kuta, Mariusz Benoit i Marek Kępiński.  
    Nie miałem zbyt dużo czasu na ten objazd Nowego Jorku, bo musieliśmy wrócić przed wieczorem na ich następny występ. Postanowiłem odwiedzić trzy miejsca. Time Square, dół Manhattanu i Port Morski. Oprócz tego przejechaliśmy samochodem przez różne inne dzielnice. Nie mogę opisać ich wrażeń z tej wycieczki, ale wyglądało na to,  że wszystkim bardzo się podobało. Mnie oczywiście sprawiło to wiele satysfakcji, bo zdarzało się często mieć gości, których w żaden sposób nie można było zadowolić a był także jeden, który dawał nam wiele razy do zrozumienia,  że oczekiwał od nas dużo więcej. 
    Porobiłem trochę zdjęć. Pogoda była cudowna, więc fotografie też są efektowniejsze. Jak zwykle załączam je poniżej do obejrzenia.
                                                                   

   Po odwiezieniu ich do hotelu, umówiliśmy się na poniedziałek.  Niestety nie mogłem wziąć dnia wolnego z pracy. Ustawiłem więc pracowników tak,  że mogłem urwać się trochę wcześniej. Przed drugą po południu byłem więc znów pod hotelem. Tym razem mieliśmy inne plany. Pierwsza część to zakupy. Pojechaliśmy do Pallisade Mall, czyli centrum handlowego w pobliżu naszego domu. Nie byliśmy tam długo, bo nie wszyscy byli tym zainteresowani. Załatwiliśmy wszystko w ciągu godziny. 
Po tym już spokojnie przyjechaliśmy do naszego domu.
    Znów mile zaskoczony. Czułem się świetnie w ich towarzystwie a nie raz zdarza się,  że ludzie, którzy odnieśli sukcesy w jakiejś dziedzinie dają nam poznać,  że są kimś lepszym.  Posiedzieliśmy trochę w naszym barze przy drinkach a później przenieśliśmy się na górę do pokoju gościnnego. Wiesia i Elaine były z nami. Córka jednak po pewnym czasie musiała się odłączyć i wróciła do nauki. Znów jakieś egzaminy. Zamówiliśmy chińskie jedzenie i przy tym oczywiście z dalszym kosztowaniem różnych alkoholi, spędziliśmy resztę wieczoru. Było trochę opowieści z przeszłości i też próbowałem dowiedzieć się trochę o ich prywatnej karierze. Między innymi wujek Staszek opowiedział historię jak musiał bić Żydów w filmie Wajdy. Ha ha. I wiele innych, o których Wam nie napiszę,  żebyście mi trochę zazdrościli. Gdzieś w połowie tego miłego dnia pani Ewa zaproponowała brudershafta. Od tej chwili mogę już pisać Ewa, bez pani. No i jak się czujecie? Zazdrościcie? To dobrze. To teraz ja jestem lepszy od Was. Ha, ha. 
   Gdzieś po 10 wieczorem wszyscy się pożegnali z Wiesią i Elaine i trzeba było odwieźć ich do hotelu. Dobrze,  że policja tego nie czyta, bo by się domyślili,  że ja prowadziłem po wypiciu alkoholu. Wiesia jednak czuwała cały wieczór i nie pozwalała mi wypić za dużo. Nie widziała tylko,  że piłem z butelki pod stołem! Powrót zajął około 45 minut i znów pożegnanie. Tym razem mogłem się z nimi wyściskać i dostać całusy od pięknych kobiet. 
    Wróciłem do domu o 12 i padnięty, ale zadowolony z miłego dnia położyłem się natychmiast spać. Nawet się nie umyłem. Niestety pół godziny później obudziłem się słysząc jakiś dziwny hałas. Wstałem i w kuchni znalazłem Elaine na podłodze wydającą dziwne odgłosy. Przestraszyłem się bardzo. Okazało się,  że znów ta alergia. Dalej nie wiemy od czego. Miała spuchnięte wargi, twarz a także gardło i trudności z oddychaniem. Nie wiedziałem, co robić. Dałem jej tabletki na alergie i podawałem zimną wodę, ale miała problemy z piciem. Tak spędziłem resztę nocy. Chodząc z miejsca w miejsce i sprawdzaniem czy nie trzeba dzwonić na pogotowie. Jakoś się udało bez tej potrzeby. Rano jak wstała, miała wargi jak nasza aktorka Meg Ryan po operacji plastycznej. Kiedy narzekała na swój wygląd, powiedziałem jej,  że jest rozpuszczona, bo Meg musiała zapłacić za operacje 10, 000 dolarów a ona ma takie za darmo!
     W pracy na drugi dzień usypiałem na stojąco. Wieczorem mieliśmy bilety, załatwione dla nas przez wujka na obejrzenie „Uroczystości„. Ale o tym już następnym razem.


      Po nie przespanej nocy, wstałem rano a żona się pyta:

        - Mężu, usmażyć ci jajka?

        - Cycki se usmaż!

     I znów była awantura!

Thursday, April 19, 2012

        UROCZYSTOŚĆ


    Taki jest tytuł spektaklu w wykonaniu aktorów z teatru TR Warszawa w reżyserii Grzegorza Jarzyny, który będzie można zobaczyć na deskach St.Ann’s Warehouse na Brooklynie w Nowym Jorku. Oczywiście, piszę to nie tylko z powodu, że podobno jest to znakomita sztuka w wykonaniu wybitnych artystów polskich, ale ponieważ gra tam także nasz Wujek Stanisław Sparażyński. 

   Na początek coś o tym spektaklu. Jeszcze go nie obejrzałem. Umówiony jestem na następny tydzień, więc informacje będą z innych źródeł.  „Uroczystość„ to adaptacja scenariusza Thomasa Vinterberga I Mogensa Rukova. Na jej podstawie powstał film, Festen a także wiele adaptacji teatralnych ( między innymi na Broadwayu).  Grają tam gwiazdy polskiej sceny teatralnej I fimowej : Jan Peszek, Andrzej Chyra, Katarzyna Herman, Danuta Szaflarska,  Cezary Kosiński, wielu innych I oczywiście Stanisław Sparażyński.  

 





Załączam także reklamę tego spektaklu.

Można ją obejrzeć na Youtube przez kliknięcie

na poniższe zdjęcie.


 

  Dzisiaj rozmawiałem z wujkiem przez telefon i jesteśmy wstępnie umówieni na sobotę. Będzie to relaksowy dzień. Spróbuję pokazać mu Nowy Jork. Będzie to więcej objazd samochodem niż dokładne zwiedzanie, bo wieczorem ma kolejny występ. Ale będziemy mogli porozmawiać i umówić się na kolejne spotkania.

   Trochę na temat wujka. Jesteśmy wszyscy bardzo blisko z jego rodziną, ale tak naprawdę to nieraz mało o sobie wiemy. Na jego występach byłem ostatnio jako mały chłopiec. Oczywiście zawsze wyczekiwaliśmy jak miał być w telewizji albo w jakimś nowym filmie. Nieraz grał role w których był tak przebrany, że go nie poznaliśmy. Wczytałem się dziś w strony internetowe i okazuje się, że grał w wielu filmach i serialach. Między innymi w filmach Zamach Stanu,Katastrofa w Giblartarze, Sceny Nocne, Pestka, Sabina, Pogoda na Jutro. Także w serialach Świat Według Kiepskich, Rodzina Zastępcza, Awantura o Basię, Dom, Polskie drogi. A przecież jego główna kariera to Teatr. 

    Przypomnę, że wujek urodził się w Golinie w 1931 roku. Czyli ma już 81 lata a dalej pracuje i zachowuje się jak młody człowiek. Gratulacje!


Mieliśmy ostatnio ciche dni. Wieczorem
żona zostawiła mi kartkę:
- Stary, obudź mnie o piątej!
Na drugi dzień obudziła się o siódmej
i znalazła kartkę, którą jej zostawiłem rano:
- Stara, wstawaj już piąta!
I znowu była awantura!


Friday, April 6, 2012

      Piątek  6 Kwiecień

     Wielki Piątek i Święta Wielkanocne. Przede wszystkim składam wszystkim najserdeczniejsze życzenia. Przyjemnych dni, spędzonych w rodzinnym gronie.
     Obchodzenie tych Świąt jest bardzo podobne we wszystkich krajach, ale także każdy ma coś innego do zaoferowania. W Stanach a szczególnie Nowym Jorku słynna jest niedziela i Wielkanocna Parada. Nie jest to zwykła amerykańska parada wystrojonych samochodów, orkiestr i pochodu ale raczej indywidualnych ludzi lub grup, spacerujących po ulicach. Czemu więc specjalna. Z powodu kapeluszy.
    Tradycja ta zaczęła się w połowie lat 1800-tnych. Wtedy bogaci ludzie przychodzili na mszę do największej nowojorskiej katedry Świętego Patryka. Oczywiście kobiety chciały się pokazać przed innymi i wystrajały się w najnowsze, eleganckie kapelusze. Obecnie nie są to już najnowsze modele znalezione w sklepach ale cokolwiek można założyć na głowę z tym spaceruje się na 5-tej Alei.
    Nie będę więcej o tym pisał tylko załączę kilka zdjęć z poprzednich lat.         








Thursday, April 5, 2012

    Czwartek 5  Kwiecień


      
   Nie mam na razie żadnych zdjęć ani filmów, więc trzeba napisać o czymś innym.
    Wygląda na to,  że wiosna już jest za progiem. Przez ostatnie dni wiele drzew zakwitło i wszystko zaczyna pięknie wyglądać. Nie poczułem jeszcze tego szczególnego zapachu powietrza, po którym poznaję,  że jest już prawdziwa wiosna, ale myślę,  że już niedługo.
    Przeraża mnie trochę, co się dzieje z Ameryką, gdyż przypomina mim to czasy komunizmu, przed którym uciekłem z polski. Oczywiście nigdy nie dojdzie do takiego stanu, w jakim my byliśmy, ale jest wiele spraw, które niepokoją.  Podzielę się, więc z Wami moimi uwagami.
    Zacznijmy od problemu zakłamania. Młodzi tego nie pamiętają, ale my żyliśmy w czasach, kiedy kłamstwo było naszą codzienną prawdą. Jedyne środki propagandy, czyli gazety, telewizja i radio przekazywało te informacje, które były im potrzebne oraz te po cenzurze, które im nie przeszkadzały. Reszta była kłamstwem. Niektórzy z nas wiedzieli trochę więcej, bo mieli dziadka, który słuchał Wolnej Europy i próbował uczyć nas prawdy. 
    Niestety u nas wiele wskazuje na to,  że mamy w małej skali ten sam problem. Prasa i telewizja opanowana jest przez ludzi o liberalnych i socjalistycznych poglądach. Przeważnie kończy się na tym,  że piszą tylko tą część wiadomości, która im odpowiada a reszta jest pomijana. Ostatnio często zdarza się,  że zmieniają trochę prawdę, żeby brzmiało lepiej. Kilka przykładów.
    Kiedy Bush był prezydentem, przez miesiące i lata na głównych stronach gazet powtarzały się artykuły, jakim to strasznym przywódcą jest ten z Texasu. Prowadzi niesprawiedliwe wojny, w których ginie setki naszych żołnierzy. Co dziennie wyliczano ilość osób, która tam zginęła. Wypadki te opisywane były w szczegółach, choć mało było o nieszczęściu rodzin tych żołnierzy.
Teraz, kiedy prezydentem jest ich człowiek Obama, nie ma o tym żadnych wzmianek, lub bardzo mało. I wojny, które prowadzimy są tłumaczone, jako nasza pomoc w walce o wolność innych narodów. Tamte były złe wojny a te są dobre. Znów, ktoś próbuje nam wytłumaczyć,  że wczorajsze czarne jest dzisiaj białe.
    Ostatnia historia, która jest na pierwszych stronach gazet to sprawa zastrzelenia czarnego chłopka przez hiszpańskiego mężczyznę. Nie wiem czy słyszeliście coś na ten temat, więc opiszę, co się stało.
   W miasteczku Twin Lakes na Florydzie zwiększyła się ostatnio przestępczość. Mieszkańcy postanowili pomóc sobie i znaleźli mężczyznę, który podjął się patrolować okolice. Kilka tygodni temu zauważył czarnego chłopaka, który wyglądał mu się podejrzany. W tej chwili przedstawię historię, jaką podano nam w pierwszej wersji.
   Poszedł za nim. Zadzwonił także na policję i przedstawił im całą sytuację. Powiedział, że czarny chłopak wygląda podejrzanie, ma kaptur na głowie i w tej chwili on za nim podąża. Policja kazała mu przestać go śledzić i powiedzieli, że za chwilę się zjawią. Kiedy przyjechali chłopak już nie żył. Zastrzelony przez tego ochroniarza. Gazety napisały to tak, że wyglądało to na morderstwo małego chłopca o rasistowskich podstawach. Kraj natychmiast się poruszył. Czarni przywódcy zaczęli natychmiast krzyczeć o rasizmie białych (przypominam, że Zimmerman był hiszpańskiego pochodzenia, choć jego ojciec był Żydem), w kongresie i innych państwowych organizacjach, czarni przychodzili ubrani w kaptury, Czarne Pantery (rasistowska, czarna organizacja wyznaczyła milion dolarów za schwytanie Zimmermana, nie przeszkadzało im gdyby ktoś go zastrzelił), nawet Obama wygłosił przemówienie o biednych, poszkodowanych afro-amerykanach. Wszystko to powstało dzięki artykułom pojawiającym się w prasie. Kraj, który szczyci się sprawiedliwością, wydał wyrok na człowieka bez żadnego sądu i próby obrony. Doprowadziło to także do napięć międzyrasowych a to jest ostatnia rzecz, która nam jest teraz potrzebna.
   Najpierw napiszę, że nie wiem, kto ma rację i uważam, że po to mamy sądy, żeby to wyjaśnić. Jeżeli udowodnią, że Zimmerman zawinił, to powinien dostać najwyższą karę, jaką mogą wymierzyć.
    Sprawa jednak nie jest taka prosta.  Na drugi dzień, okazało się najpierw, że nie był to mały chłopczyk, tylko 17 letni młodzieniec. Po drugie, znalazł się świadek, który twierdził, że Zimmerman zaczął się wycofywać, ale tamten chłopak poszedł w jego kierunku. Następnie widziano jak biedny chłopaczek bił leżącego ochroniarza i podobno złamał mu nos. Wtedy to został zastrzelony.  Mało tego. Po kilku dniach wyszło na jaw, że telewizja NBC spreparowała nagranie rozmowy telefonicznej między Zimmermanem i policją.  Niektóre słowa zostały wycięte a inne poprzestawiane. Ochroniarz nic nie mówił o kolorze skóry tego chłopaka aż do momentu, kiedy policja spytała mu się czy ona jest biały czy czarny. Wtedy ten odpowiedział: chyba czarny.
      Nie wiem jak ta sprawa się zakończy i prawdę mówiąc, nie interesuje mnie to. Ciekaw jestem tylko, dlaczego nikt nie próbuje ukarać tych, co stworzyli tą całą historię albo nie zaaresztują ludzi z Czarnych Panter za próbę potencjalnego morderstwa na Zimmermanie.
Jeszcze jedno. Spike Lee, sławny czarny reżyser, podał na swojej stronie adres Zimmermana. Wiadomo, w jakim celu. Niestety pomylił się. Był to dom starszego małżeństwa. Musieli oni wyprowadzić się ze swojego domu, bo nachodziły ich setki ludzi grożąc ich życiu w poszukiwaniu Zimmermana.
      Oczywiście najwięcej przekręcane są wiadomości polityczne. I jeśli, ktoś nie próbuje sam doszukać się prawdy i posłużyć się swoim rozumem, bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę stworzoną przez tą maszynę propagandy. Prawda jest zawsze gdzieś po środku. Jeśli mamy dwie strony! Gorzej jak jest tylko jedna strona, bo nie ma środka.
   To wystarczy na dzisiaj. Ach jeszcze jedno.

Dziś żona zadała mi pytanie
- Kochanie,jakie lubisz kobiety, ładne czy inteligentne?
- Ani jedne ani drugie, ty mi się podobasz!
I znów była awantura!