Monday, March 19, 2012

                                                    
                Poniedziałek 19 Marzec  

Dzisiaj zacznę od zabawniejszych tematów. Najpierw od gaci, czyli mądrości mężów. Jak rozmawiałem z wieloma żonatymi mężczyznami w pracy, większość zgodziła się z moim doświadczeniem, że my porządnie wychowani przez żony, nie kupujemy sobie żadnych ciuchów. I to nie z lenistwa, lecz z wyboru. Żeby nie doprowadzać w rodzinie do niepotrzebnych konfliktów. Bo jak byśmy kupili, to na pewno nie byłyby one w guście naszych żon. Czyli zły kolor, fason czy po prostu, po co Ci to! 
    Tydzień temu przekonałem się, że zasady tej nie powinno się łamać. Odwiedziłem sklep Target, w którym miałem kupić kilka kosmetyków, zamówionych przez Wiesię. Przechodząc przez męski dział, zauważyłem stoisko z majtkami. No i pomyślałem, że potrzebuje kupić kilka par. Znalazłem rodzaj, który mi odpowiadał i teraz doszło do pytania. Jaki rozmiar jest mojego tyłka. Rozwiązałem to w bardzo prosty sposób. Koszule mam XL (czyli bardzo duże), spodnie mają inną numerację, ale przyjąłem natychmiast tą samą wersję, że są XL. No więc jak Sherlock Holmes doszedłem do wniosku, że rozmiar majtek jest XL. A żebym więcej się zakupami nie męczył, kupiłem dwie paczki, czyli dziesięć par. 
Zadowolony bardzo ze swojej zaradności, wróciłem do domu. Po rozerwaniu plastiku, wyciągnąłem nowe majtki. I tu mina mi się zmieniła.  Gacie można założyć na tyłek małego słonia.  Natychmiast schowałem cały mój nowy zakup, oczywiście żeby Wieśka nie znalazła, bo po co udowadniać, że ma rację. Kiedy będę wysyłał jakąś paczkę do polski, będę miał czym ją wypchać.
Nie zdziwcie się więc, kiedy kiedyś pojawi się paczka wypełniona majtkami.
PS. Kupiłem ostatnio następne opakowanie. Tym razem posprawdzałem numerację. Okazało się, że ja mam wcale zgrabną dupkę, bo rozmiar M (średni). 
    Druga historia. Najpierw muszę wytłumaczyć, o co chodzi. Na budowie często używamy (będę to nazywał platformą). Łączymy kilka belek (przekrój około 30 cm na 30 cm), różnych długości, zależnie od potrzeby. A szerokość zależy od ilości belek. Używamy to przeważnie dla ciężkiego sprzętu, na przykład, kiedy tereny są zalane wodą i maszyny grzęzłyby w błocie. 
     W zeszłym tygodniu, dzwoni do mnie Franki. Szef innej budowy. Pyta, czy nie mam kilku platform.
Odpowiedziałem, że mam. Z kolei ja zapytałem, jakich rozmiarów szuka. Ten powiedział, że potrzebuje 5 metrów długie. Szerokość nie jest ważna. Przejechałem całą budowę w poszukiwaniu odpowiednich platform. Zadzwoniłem później i mówię, że niestety nie mam, ale znalazłem o innych rozmiarach.
  - Frank, mam kilka 4 metry długie i 2 metry szerokie. 
  - A jaka grubość 
  - 30 centymetrów
  - To znaczy, że masz 4 metry na 2 metry ?
  - No właśnie. 4 na 2
  Czy źle słyszał, czy nie mógł się zdecydować, zadawał mi kilka razy to samo pytanie. Wreszcie nie wytrzymałem i mówię.
   - Jeszcze raz Ci powtarzam (teraz odwróciłem wymiary) 4 metry szerokie a 2 metry długie.
  - 4 szerokie?
   - No tak! 
   - To nie dobrze, bo nie będę mógł je załadować na ciężarówkę. Za szerokie.
   - Ale Frank. Za to będziesz mógł je wszystkie zabrać, bo są bardzo krótkie. Tylko 2 metry.
   - No tak, ale one są za szerokie. Nie da rady. Będę musiał poszukać gdzieś indziej. 
Już było mi głupio to wszystko odkręcać i nic nie odpowiedziałem. Nie wziął ich. Słyszałem, że na innej budowie znalazł odpowiednie. 4 metry długie i 2 metry szerokie !
     No dobrze. W sobotę, nie robiłem dużo. Znów bolały mnie bardzo plecy. Będę musiał chyba odwiedzić jakiegoś lekarza. Bardzo tego nie lubię.  W niedzielę zebrałem się i skończyłem następną część naszego filmu. W tej części zawarte są wydarzenia z dwóch dni. Wyspa Antiqua, na której mieliśmy przygodę z płaszczkami. Ciekawe jest to, że wygląda na to, że płaszczki nie pływają w pobliżu lądu. Ludzie, którzy prowadzą te wycieczki, znajdują więc jakieś płytkie miejsce na środku oceanu. Tak, żeby można było chodzić. Czyli głębokość wody jest około metra. Tam rzucają dużo pokarmu i ryby uczą się kręcić w pobliżu, oczekując na łatwy posiłek. 
     Drugi dzień to wyspa Dominica. Chyba najładniejsza z wszystkich wysp, jakie oglądaliśmy. Najpierw pływaliśmy kanionem w lodowatej, źródlanej wodzie. W tym miejscu filmowano część Piratów z Karaibów. Później, w naturalnych basenach, wypełnionych wodą ogrzewaną przez podziemne wulkany. Ostatni wybuchł w 1820 roku (chyba). Woda nie tylko gorąca, ale z zawartością różnych minerałów. To wyjaśnia jej bardzo mętny, żółty kolor. Podobno bardzo zdrowa. Oczywiście nie do picia.
     Teraz została mi ostatnia część i wreszcie mam mój projekt zakończony.
                                                            


           



Ksiądz podczas mszy w kościele: 
- Małżeństwo to tak jakby dwa okręty spotkały się w porcie.
  
To ja mówię do żony: 
- To ja chyba trafiłem na okręt wojenny.
I wtedy zaczęła się awantura ! 

Monday, February 27, 2012


              
  Poniedziałek 12 Marzec

     No i znów poniedziałek, nieprzyjemny dzień. Trzeba wrócić do pracy. Przynajmniej pogoda piękna, oczywiście jak na marzec. Cały tydzień, temperatura ma się utrzymać w granicach 20 stopni Celsjusza. 
    W piątek miałem wizytę człowieka z firmy, którą wynająłem na wymianę schodów, wewnątrz naszego domu. Pomierzył wszystko i czekam na telefon. Ma mi przekazać ile to mnie będzie kosztowało. Wtedy muszą się spotkać z Wiesią, żeby ustalić detale. Ja oczywiście nie mogę tego zrobić, bo nie ma takiej możliwości, żebym wybrał dobrze. Na przykład jak bym wybrał bardzo jasny kolor to bym usłyszał coś takiego jak: co Cię pokręciło ? Przecież nie pasuje to do naszej podłogi. A jak bym wybrał ciemny, to : Ciemny ? To przecież mamy ciemny i dlatego zmieniamy! No, ale który z nas mężów miał kiedyś rację w dyskusjach z żonami. Nawet nie jestem pewien czy mamy prawo do jakichkolwiek dyskusji. Muszę sprawdzić Konstytucję. 
     Wczoraj skończyłem następny filmik. Niestety jest dłuższy niż planowałem. Kiedy robię coś podobnego z naszych wakacji, próbuje robić do dziesięciu minut. Ponieważ te wakacje były dla nas wszystkich specjalne, szkoda mi czegoś nie wrzucić na komputer. No i tak się wszystko wydłuża. Mało tego. Myślałem, że zrobię z dwóch następnych dni, a tu mi wyszedł tylko jeden. Z wyspy Tortola. Był to może najbardziej wypełniony dzień, bo na katamaranie, nurkowanie i oglądanie  raf koralowych i ryb, wyspa i plaża ni i popołudnie na statku. Krótko mówiąc, film nie wyszedł krótki.
Za to myślę, że będzie Wam się podobał. Moja cenzura (Elaine) obejrzała go po skończeniu i stwierdziła, że jest udany. Jak go robiłem, oglądając poszczególne filmy i zdjęcia miałem dużą ochotę tam wrócić. 
    Wczoraj obejrzałem film, na proste tłumaczenie to: Kraj miodu i krwi. U Was na pewno ktoś przetłumaczy na Wirujący sex. Jest to historia kobiety (muzułmanki) i mężczyzny (katolika). Dzieje się w Jugosławii w latach 90-tych. Krótko. Para zakochana, przed rozpoczęciem ich wewnętrznej wojny. Później, on jest kapitanem w Serbskim wojsku a ona próbuje przetrwać masakrę muzułmanów. Film porusza i zastanawiam się, jak to mogło się zdarzyć w naszych czasach. 
Dzisiaj w gazetach, na pierwszych stronach, pojawił się artykuł o amerykańskim żołnierzu, który zastrzelił kilkanaście osób, w tym kobiet i dzieci, w Afganistanie. Na pierwszy rzut oka, podobna historia. Myślę jednak, że można na to spojrzeć bardzo różnie. Prawdopodobnie żołnierz ten, zostanie skazany na karę śmierci. I jeśli wszystkie fakty się zgadzają, to prawdopodobnie to mu się należy. Ale co mnie trochę męczy to dwulicowość naszej społeczności. Popatrzmy na to, co się dzieje w obecnych czasach. Co chwila, jakiś wariat, wyskakuje z pistoletami, strzela do niewinnych ludzi i morduje wielu. Później znajdują się wspaniali, „bezinteresowni„ prawnicy, którzy w imponujący sposób potrafią wszystkim wytłumaczyć, że stało się to przez ojca, który go bił, albo jeszcze lepiej jak znajdą księdza, który go molestował. No i kończy się na tym, że zamykają go w wariatkowie i nieraz udaje się takiemu po wielu latach wyjść na wolność. Teraz wracam do sprawy tego żołnierza. Ja go nie usprawiedliwiam, bo dla mnie to jest morderca. Ale, np. wyobraźmy sobie, że był on świadkiem jak jego kolegę, muzułmanie zastrzelili i później samochodem ciągnęli ciało ulicami, pośród wiwatującego tłumu (oglądać to było można w telewizji). Inny leży w szpitalu z obciętymi nogami po wybuchu bomby, pułapki. Takich historii można wymyślać dziesiątki. Może, pewnego dnia po prostu nie wytrzymał ? Ale jakoś opinia publiczna w tym wypadku tak tego nie widzi. Bo widzi to tak jak podają gazety, a te piszą to, co im szefowie nakazują. 
     No i proszę, z niewinnego blogu, zrobiła się to strona polityczna. 
                               

- Spotkałem wczoraj kolegę i mówię: zbieraj się i chodź do mnie, pogramy w szachy. 
- Nie mogę, odpowiada. Żona mi zmarła.
- To dam Ci grać czarnymi
     


   Sobota 3 Marzec 2012


    Zebrałem się dzisiaj i kończę pierwszą część filmu z Karaibów. Kilka dni nie mogłem nic robić, bo w nocy nie spałem z bólu i dni też były ciężkie. Coś mi w plecach przeskoczyło, wyskoczyło, pękło. Nie wiem, co a może to tylko starość. Mimo wszystko trochę się nacierpiałem. Teraz Wiesia robi mi codzienne masaże naszą maszynką, robię gorące okłady i jest trochę lepiej.
    Przed chwilą rozmawialiśmy przez telefon i Kaziu wymusił życzenia na swoje urodziny, które według naszego czasu są jutro, ale u Was już było jutro. Wszystkiego najlepszego z okazji 52 urodzin (teraz wszyscy wiedzą, jaki jesteś stary). Spełnienia wszystkich marzeń (zaznaczam, że jeżeli pomyślałeś sobie, żeby mieć częściej wakacje u nas to jest to wyłączone z grupy wszystkich).
     Mam ostatnio trochę kłopotów z moim komputerem. Może mam za dużo tych programów, których używam do robienia zdjęć i filmów, może komputer jest już za wolny na te nowsze. Wiele razy zacina mi się i muszę często zaczynać od nowa. Będzie trzeba pomyśleć o nowszym. Muszę też szybko skończyć te wszystkie filmy, bo zbliża się wiosna a to znaczy, że będę miał bardzo dużo pracy na zewnątrz. Posprzątać po zimie, przyciąć wszystkie krzaki i drzewa i wiele drobniejszych projektów.
     Czas płynie w niesamowitym tempie. Niedawno tu byliście a już minęło tyle tygodni od Waszego pobytu. Zanim się połapiemy, będę w Polsce na Wielką Imprezę urodzinową, najstarszego członka naszej rodziny.
     W momencie pisania, film nagrywa się na ostateczną wersję. Zostało jeszcze 10 minut. Później to już tylko wrzucenie go na YouTube i będziecie go mogli obejrzeć. Następne będą trochę ciekawsze, bo te dwa pierwsze dni były raczej spokojne a najciekawsze wycieczki odbyły się później.
    Kaziu jeszcze raz wszystkiego najlepszego !!! 
                                                                          


Żona wpadła dziś do domu i mówi:
- Wiesz co, ta nasza sąsiadka z domu naprzeciwka, spała już z prawie ze wszystkimi mężczyznami z naszej ulicy, oprócz jednego.
Pomyślałem i po chwili zastanowienia:
- Hmm... to musi być Smith ten z końca ulicy...
I wtedy zaczęła się awantura.



  Środa 29 Luty 2012


     Nie idzie mi!! To wszystko!


      Wczoraj poszliśmy z żoną do restauracji. Ona zaczęła przyglądać się pijanemu mężczyźnie, siedzącego samotnie przy sąsiednim stoliku.
    Spytałem:- Kto to jest?
    Odpowiedziała: - To moja była sympatia. Słyszałam, że gdy przerwaliśmy nasz romans, on zaczęł pić i od tej pory nigdy nie był trzeźwy.
To ja na to: - Kto by pomyślał, że człowiek może coś świętować tak długo?
I wtedy zaczęła się awantura.

     Poniedziałek 27 Luty 2012


    To będzie druga część naszych wspólnych wakacji. Prawdopodobnie ta bardziej relaksująca i oczywiście przyjemniejsza. Z wielu powodów. Słońca, pięknej pogody, krajobrazów i całkowitego luzu. 

Jedyne stresy powodował Wiesiu, okrążając nas bez przerwy, robiąc zdjęcia.  Wiadomo, że w naszym wieku, cały czas trzeba było wciągać brzuch, prostować się i naciągać zmarszczki na twarzy, żeby jakoś na nich wyglądać. Ale to już zostało mu wybaczone.
    Film, zostanie podzielony na trzy części. Podobnie jak ten z Nowego Jorku. Każdy z nich pokryje kilka dni z naszej wycieczki.  Szkoda tylko, że nie przekaże on całej atmosfery naszych przyjemności. Żaden film nie odda tego, co się czuje wdychając gorące powietrze tropiku, kąpiąc się w ciepłym oceanie, czy leżąc na katamaranie, prażąc się w słońcu, czuć powiew morskiego powietrza chłodzącego nasze rozgrzane ciała. Nie mówiąc o piciu przepysznych tropikalnych napojów, oczywiście z nieodzowną domieszką alkoholu. 
    Wczoraj, czyli w niedzielę, zacząłem produkcję pierwszej części. Mógłbym to skończyć dość szybko, ale wtedy byłyby to tylko zdjęcia. Jedno po drugim. To trochę nudne. Muszę więc dobrać odpowiednią muzykę, co wcale nie jest takie proste, no i trochę efektów specjalnych. Wszystko to ma zrobić ten pokaz bardziej interesującym i przyjemnym do oglądania. 
    Teraz w skrócie o naszym tygodniu. Przylecieliśmy do San Juan w południe. Beż żadnych problemów w powietrzu, których spodziewała się Ola. Przetrwała dzielnie i wyglądało, z moich obserwacji, że Grażyna więcej przeżywała lot niż ona. Wszystkie przeprawy przez służby graniczne poszły szybko i w kilka godzin byliśmy w swoich pokojach. Niestety, jeszcze w częściowo zimowych strojach, bo walizki znalazły nas dopiero za kilka godzin. Najpierw spotkaliśmy się w naszym mieszkaniu. Po wypiciu kilku drinków i po obejrzeniu okolic z naszego balkonu, poszliśmy na zwiedzanie statku. Wieczorem obiad. Poznaliśmy naszych kelnerów, bo Ci sami zawsze obsługiwali nasz stół i posmakowaliśmy nasz pierwszy obiad na statku. Nie będę przypominał, co jedliśmy, ale mogę powiedzieć, że zgodziliśmy się wszyscy i chyba jednomyślnie ocenialiśmy jakość, rozmaitość dań na bardzo dobre. 
     Po obiedzie poszliśmy na dyskotekę. Tam też zakończyliśmy nasz dzień. 
     Obudziliśmy się już na innej wyspie. St.Thomas. Na niej nie mieliśmy zaplanowanej żadnej wycieczki. Należy ona do Stanów Zjednoczonych i jest sławna ze sklepów z biżuterią, diamentów, zegarków. Tutaj, ponieważ nie ma żadnych podatków, można dostać wszystko po bardzo niskich cenach. Może źle to napisałem. Niskie to one na pewno nie są, ale 30 do 50% tajniej niż u nas.
Dzień ten przeznaczyliśmy na zwiedzenie miasta, pochodzenie po sklepach i nawet jakieś zakupy. Wiadomo więc, że wszystkie kobiety radośnie spieszyły się do zwiedzania tych miejsc a męska część chodziła z niepewnym wzrokiem, obliczając możliwe straty. Nie było jednak najgorzej i skończyło się na kilku zegarkach i drobnej biżuterii. 
      Dzień w Saint Thomas zakończyliśmy w barze, który odwiedzamy za każdym naszym pobytem. Barman jest polskiego pochodzenia, troszeczkę stuknięty, ale w miły sposób. Po wypiciu kilku drinków, wróciliśmy na nasz statek. 
   To wystarczy na dzisiaj.

Gdy wróciłem wczoraj do domu, żona domagała się, żebym ją zabrał w jakieś drogie miejsce.
Wobec tego zabrałem ją na stację benzynową....
I wtedy zaczęła się awantura. 

Tuesday, February 7, 2012

          Czwartek 23 Luty 2012
    Tym razem , jak przyrzekłem, nie dotknąłem zdjęć przez ostatnie kilka dni. Zebrało mi się kilka rzeczy w domu i musiałem nadrobić zaległości. Wczoraj po pracy, pojechałem na Manhattan do szpitala Mount Sinai znajdującego się na 99 ulicy i Madison Ave. Powodem nie była żadna choroba, tylko jako jeden z tych, którzy pracowali w Strefie Zero sprawdzany jestem co jakiś czas, czy mnie jakiś rak nie podgryza i oczywiscie inne dolegliwości. Spędziłem tam kilka godzin i chcę podzielić się z Wami kilkoma uwagami.
    Ci, co ze mną rozmawiali wiedzą, co się tam (w Strefie Zero) działo w ciągu tego roku. Niestety większość tych tematów nie jest nigdzie poruszana i długo nie będzie. Kilka dni temu czytałem dłuższy artykuł z akcji wojsk AK w Polsce w czasie drugiej wojny światowej. Było to sprawozdanie z wieloma wywiadami. Większość tych wydarzeń, nie była nam znana aż do zmiany ustroju w Polsce. Historie te były, delikatnie powiedzieć, nie na rękę komunistycznym władzom.
      W Ameryce jeszcze teraz nie wiadomo dokładnie, kto naprawdę krył się za zlikwidowaniem prezydenta Kenediego i to może kiedyś wyjdzie na światło dzienne, ale jak już wszyscy z tym związani nie będą zainteresowani. I u mnie też, choć to nie ma nic wspólnego z bzdurnymi teoriami wysadzenia budynków przez rząd amerykański, to jednak wiele z tych rzeczy, które tam się działy, nie będą poruszane przez wiele lat.
     Wracam do tematu. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy (może raczej w uszy) to jest język. Słychać było rozmowy po angielsku, hiszpańsku i polsku!! Na ścianach wisiały informacje też w tych trzech językach i obsługa szpitala także. Tu się okazuje się, że jesteśmy najważniejszą grupą obcojęzyczną w Nowym Jorku? Oczywiście nie. Więc dlaczego? Musi więc być to, że przy odgruzowywaniu WTC większość pracowników była polakami! Dziwne jest to, że ja, który prowadziłem całość z tym się nie spotkałem.
     Prawda jest taka, że zgłaszają się tam nie tylko ludzie, którzy byli tam przez dłuższy czas, ale także Ci, co mówią, że byli zwiedzać budynki w tym dniu i jak WTC się zapadło to oni nawdychali się tego kurzu i też są zagrożeni, albo pracowali w pobliżu, etc. Przypadki są różne.
Wielu z nich jest tam po prostu, żeby wyciągnąć pieniądze z odszkodowań. Wiadomo, że w Stanach wyszła ustawa o przeznaczeniu miliardów dolarów dla tych, co mogą mieć różne powikłania związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. No i natychmiast podpisało się pod tym dziesiątki tysięcy osób. Nie mogę i nie będę oceniał, kto ma naprawdę problemy a kto nie, bo tego nie wiem. Wiem jedno, że wielu moich ludzi, którzy byli ze mną od pierwszego do ostatniego dnia, czyli cały rok, tego nie podpisała i nikt na razie nie jest chory. Oby tak dalej. Znam też takich, którzy udają różne choroby i domagają się olbrzymich odszkodowań.
    Siedzę więc z lekarką,oczywiście przydzielono mi polkę, wnioskując po moim nazwisku. Wypytuje mi się różne rzeczy, co mnie boli, dolega i na wszystko dostaje odpowiedź, że nic mi nie jest. Przyszedłem tylko, żeby mi zbadali krew i zrobili z tym wszystkie badania dla pewności, że jestem zdrowy. Dziwnie na mnie patrzy, że ja na nic nie narzekam. Nie wytrzymałem i spytałem, czy ona naprawdę wierzy, że Ci wszyscy ludzie tak naprawdę chorują z powodu tych dymów i pyłów. Mówię jej, że ja znam dobrze prawdę, bo znam wielu takich co udają. No i wtedy ona trochę się rozluźniła i sama stwierdziła, że wie o tym i jest na przykład wielu co, twierdzą, że bardzo dużo teraz piją. Oczywiście z powodu tych strasznych rzeczy które widzieli. Nikt im nie udowodni ile pili przed. Więc teraz „wylewają wódeczkę za kołnierz„ i jeszcze może na tym zarobią. Mówiła także, że wiele chorób nie jest do udowodnienia, kiedy się zaczęły a teraz to naturalnie przez 11 września.
I znów się okazuje, że polak potrafi, bo jesteśmy najliczniejszą grupą „bohaterów września„.
Dla mnie jest to wszystko bardzo przykre, bo jestem z tymi wydarzeniami emocjonalnie bardzo związany i wszystkie te historie wykorzystywania innych, kłamstw i oszustw bardzo mnie męczą. Ale tak chyba jest wszędzie i zawsze było.
 
       A teraz z innej beczki. Lekarka zapytała mi się czy palę. No więc palę - odpowiadam. Wtedy zaczęła wykład, jakie to jest szkodliwe. Przerwałem jej i mówię, że ja wiem i się z nią zgadzam, ale jakoś trudno przerwać. Ale ona się nie poddaje i dalej prowadzi swoją lekcję. Więc ja jeszcze raz powtarzam żeby się nie męczyła, bo ja rozumiem i próbuję nieraz rzucić, ale mi nie wychodzi i przyjdzie czas, że mi się uda. Ona uparcie ciągnie swoje nauki. W pewnym momencie, żeby mi lepiej udowodnić moją głupotę, mówi:
     - Ja zaraz panu pokażę, jak źle papierosy na pana wpływają. Widzę, że już miał pan badania na płuca. Tutaj mam wyniki. No proszę ! Widzi pan ? Tutaj pokazuje, w jakim stopniu są twoje płuca. Wyniki wskazują, że  papierosy je zniszczyły i są one w wieku 56 lat.
Ile ma pan lat?
     Ja już nie mogłem wytrzymać i zacząłem się śmiać i odpowiadam - 56!
Spojrzała na mnie i też nie wytrzymała. Uśmiechnęła się i powiedziała: To się poddaję, może innym razem.


Wczoraj spytałem się żony:
- Kochanie, co byś zrobiła gdybym wygrała w totka?
- Wzięłabym połowę wygranej I odeszła do ciebie - oświadcza żona.
- Trafiłem trójkę, masz osiem dolarów I wynocha ! - odpowiedziałem
I wtedy zaczęła się awantura.


         Poniedziałek 20 Luty 2012
Trochę przyspieszyłem i udało mi się zakończyć część drugą. Oglądając te zdjęcia i slajdy przypomina mi się, jak piękne jest to miasto i dlaczego tu chcieliśmy zostać. A poznaliście Nowy Jork tylko częściowo, mógłbym powiedzieć zewnętrznie. Bo jest jeszcze dusza tego miasta. Tysiące restauracji, klubów nocnych gdzie można spotkać najlepszych muzyków z całego świata, dyskotek, teatrów etc.To wszystko tworzy jego nazwę - „Miasto, które nigdy nie śpi.„
Zdjęcia i zwiedzane miejsca nie są ustawione w chronologicznym porządku. Raczej tak jak mi pasowało. Zwiedzamy więc w tej części nasz największy park: Central Park - położony w samym centrum Manhattanu: 5 Aleję - ulicę najdroższych sklepów, pięknych budynków: Lincoln Center - budynki mieszące operę, sale koncertowe, balet: Muzeum Historii Naturalnej: Atlantic City - miasto położone kilka godzin od Nowego Jorku. Jest to małe Las Vegas. Tam ludzie tracą w jeden dzień, co zarabiali przez lata! Przejechaliśmy przez Brooklyn, od mojej pracy na południu do miejsca gdzie można było obejrzeć widoki Manhattanu, Statuy Wolności, Mostu Verezano. Konsulatu Polskiego - w którym trzeba było załatwić kilka formalnych spraw: Tenafly - miasteczko obok naszego Cresskill. I na zakończenie byliśmy na trójwymiarowym filmie o dinozaurach w pobliskim kinie I-Max.
Na początku piszę Together czyli Razem i tak też dobrałem muzykę do tej części. Każda piosenka jest o tym, że zawsze będziemy razem, bo o to chyba w tym całym spotkaniu nam chodziło!

*****Wczoraj sprzątaliśmy i żona powiedziała:
- Zobacz, ja muszę prać, prasować, sprzątać, nigdzie nie mogę wyjść, czuję się jak Kopciuszek.
Więc ja jej na to:
- A nie mówiłem, że ze mną będzie ci jak w bajce?
I wtedy zaczęła się awantura. *****


     Pobiłem rekord szybkiego robienia filmów i skończyłem ostatnią część Nowego Jorku. Jestem za bardzo zmęczony żeby coś napisać, więc tylko załączam trzecią część. To jest wszystko na temat dwóch tygodni u nas. Następne będą już z Karaibów.
Jak przyjadę do polski to będziecie się musieli bardzo wysilić, żeby mi za to wszystko wynagrodzić !!!

***** Żona wróciła do domu i powiedziała
Tak się uśmiałam w tym teatrze, kochany, że wróciłam do domu pół żywa...
- Powinnaś najdroższa pójść jeszcze raz na ten spektakl...to Ci poprawia humor...
I wtedy zaczęła się awantura. *****


Sobota 18 Luty 2012
Za chwile powinna pojawić się pierwsza część filmiku ze zdjęciami. Materiału jest dość sporo, będzie więc podzielone to na wiele slajdów. Pierwszy jest z Nowego Jorku. Opisywać, co w nim można zobaczyć nie będę, bo można go sobie poniżej obejrzeć.
Miałem trochę problemów, bo mój główny program do robienia slajdów zaciął się i nie mogłem go naprawić. Straciłem wiele godzin na rozwiązanie problemu. W tej chwili nagrywa się na odpowiedni system i będę mógł załadować go na YouTube.
O pogodzie nie będę pisał, bo nie wyszedłem z domu, a cały dzień spędziłem przy komputerze. Mam nadzieję, że się spodoba i przypomni Wam te chwile spędzone u nas. Miłego oglądania.
Chyba nie muszę przypominać, że wejście do filmu jest przez kliknięcie na poniższe zdjęcie.

***** Żona wpadła dziś i powiedziała:
- Kochanie jutro jest rocznica naszego Ślubu - jak ją uczcimy?
Na to jej odpowiedziałem:
- Może minutą ciszy?
I znów zaczęła się awantura.
.*****


        Czwartek 16 Luty 2012
        Znudziłem się zdjęciami. Wczoraj nie wytrzymałem i przestałem je obrabiać. Jest tego za dużo i nie mogę już na Was patrzeć. Ha, ha. Postanowiłem robić to trochę inaczej i zacząłem prace nad samym filmikiem. A jakość zdjęć poprawiam na tych, które wybieram do produkcji. Teraz jest trochę przyjemniej, przynajmniej widać jakieś efekty. Niestety po pracy na komputerze położyłem się spać i nic to nie dało. Coś mi wysiadło, jakiś nerw, czy mięsień w plecach, przy szyi i nie spałem całą noc. Nawet leżeć było trudno, więc część nocy przesiedziałem. Dzisiaj pracuję w zwolnionym tempie. I do tego jeszcze wieczorem mam spotkać się na Manhattanie z przyjaciółmi z mojej poprzedniej firmy. Skończyłem tam pracować 15 lat temu. W tym czasie firma została rozwiązana. Chociaż minęło tyle lat, raz w roku, w lutym spotykamy się wszyscy na wspólnym obiedzie. Zawsze w tej samej włoskiej restauracji, Carmine, w górze Manhattanu. Jest to miejsce, do którego trzeba przychodzić w dużych grupach, bo każde zamówione danie jest tak duże, że wystarcza na kilka osób. Za to jest bardzo smaczne.
        Muszę więc się trochę zmusić, bo najchętniej poszedłbym spać.
Pogoda jest dalej piękna, jak na zimę, a to cieszy, bo coraz bliżej wiosny. A wiadomo, że w moim wieku (zauważyliście, że mówię w moim, taki jestem grzeczny), okres zimowy nie jest już ulubionym sezonem.

***** Dzisiaj żona zapytała:
- Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą I złą.
- No słucham.
- Odchodzę do Ciebie.
- O.K., a ta zła?
I znów zaczęła się awantura. *****


     Niedziela 12 Luty 2012
Minął cały tydzień od wyjazdu rodzinki a ja nie zrobiłem dużych postępów w robieniu moich filmów. I powodem nie jest nygustwo, ale bardzo dużo pracy. Najpierw musiałem przejść przez te tysiące zdjęć i powybierać te najlepsze oraz je odpowiednio pogrupować. To już mam skończone.
Druga część to ich odpowiednia przeróbka, czyli poprawienie jakości, wycięcie odpowiednich kadrów i wiele innych technicznych detali. Dalej nad tym pracuję. Niestety ten weekend mi odpadł, ponieważ musiałem wreszcie porozbierać dekoracje świąteczne. Wiecie ile tego u nas jest, więc nie zdziwicie się, że zajęło mi to dwa dni. Oczywiście z całym wysprzątaniem domu.
Przy tej pracy przypominały mi się chwile, które spędziliśmy tutaj razem i było trochę smutno.
Mówiąc o tym, najgorszy moment w tych wszystkich pożegnaniach, ( bo przeżyłem ich już bardzo wiele: rodziców, mamy, i wszystkich waszych), to jest odejście na lotnisku. W innych momentach trzymam się dobrze, nawet przy ostatnich uściskach. I kiedy zniknęliście za drzwiami lotniska to w sekundzie zrobiło się bardzo smutno. Zostałem sam. Poczułem, znajome już uczucie jakiegoś strachu, pustki. Trudno mi je opisać. Wiedziałem, że znów coś tracę, coś, co się nie wróci i wtedy pozwoliłem sobie na kilka łez. No ale nie pomyślcie sobie, że jestem taki sentymentalny, znacie mnie przecież ?
Tak więc, będziecie musieli mieć trochę cierpliwości zanim coś się pojawi na tej stronie, a ja będę informował o postępach.


***** Dzisiaj przyglądałem się naszemu świadectwu ślubu.
- Czego tam szukasz? - spytała żona.
- Terminu ważności!
I znów zaczęła się awantura. *****

  
    Poniedziałek 6 Luty 2012
      Trudno mi zacząć po tak długiej przerwie. Po śmierci rodziców, pisanie na tej stronie nie miało dla mnie sensu. Przecież była to dla mnie możliwość, szybkiego przekazywania im wiadomości o naszym życiu w dalekiej Ameryce. Każdy się spodziewa, że kiedyś rodzice go opuszczą i próbuje się do tego przygotować. Nie jest to jednak możliwe, kiedy odchodzą od nas w tym samym czasie.
       Jedyna rzecz, która mnie pociesza jest to, że udało się skłonić Olę na wyjazd do Ameryki. Postanowiliśmy, że jest czas na spędzenie pierwszych naszych wspólnych rodzinnych wakacji. I choć przez tyle lat zapierała się, że nigdy nie poleci samolotem, bo się boi, przełamała strach i 13 stycznia wylądował samolot z polski, na lotnisku Kenediego w Nowym Jorku z moimi siostrami i ich mężami (dla mnie braćmi!). I o tym będzie ta historia. Wspólne przeżycia, wyjazdy, wieczory etc. Ponieważ zajmie mi trochę czasu, żeby zrobić filmy, składanki ze zdjęć, postanowiłem, że będą się one pokazywać w momencie skończenia. Tak więc cała ta strona zajmie mi trochę czasu z powodu ilości materiału. Szczególnie z powodu Wiesia, który zrobił tysiące zdjęć. Teraz wiem jak się czują gwiazdy filmowe, za którymi latają fotografowie i gdzie się nie pojawią, ktoś wyskakuje i robi im zdjęcia. Ja wchodząc do toalety, dobrze się zamykałem, bo bałem się, że gdzieś pojawi się Wiesiek i zrobi mi zdjęcie !
To wystarczy na początek. Od tego momentu, co kilka dni pojawiać się będą informacje i zdjęcia z naszych wspaniałych, wspólnych wakacji.

******    Żona mówi do mnie - Już się nie kochaliśmy ze dwa lata... 
A ja do niej: - Chyba ty.
 
I znów mieliśmy awanturę.
     *****
  

Monday, September 5, 2011

     I znów minęło sporo czasu od chwili, kiedy dodałem coś nowego do mojej strony. Minęła wiosna, lato. Wiele się zdarzyło. Zacznę więc od początku.
     Początek lata, to odwiedziny w Polsce. Tak się udało, że mogłem być w czasie, kiedy moi rodzice mieli 59 rocznicę ślubu, a oprócz tego w kościele w Myśliborzu, odbyła się msza, po której parafianie uroczyście pożegnali mojego ojca Zdecydował się na zakończenie swojej pracy jako organista. A spędził przy tych organach 51 lat.
     Przesiedzieliśmy wspólnie wiele wieczorów. A z Kaziem i Kamilem, to i dotrwaliśmy nieraz do poranka. W tym roku, nie wyjechaliśmy na żadną wycieczkę po Polsce, bo chciałem spędzić więcej czasu z rodzicami. Poniżej, jak zwykle zdjęcia z pobytu.


Nie będę powtarzał, że można kliknąć na wszystkie poniższe zdjęcia, żeby dostać się na stronę ze zdjęciami albo z filmami.
Niestety nie skończyłem jeszcze filmiku z tego pobytu. Nieraz zajmuje mi to trochę czasu. Dołączę go później.

Latem, Wiesia była bardzo zajęta w pracy. Niestety musiała przepracować wiele sobót i niedziel. Kilka weekendów spędziliśmy więc z Elaine sami i wybraliśmy się do kilku różnych miejsc. Pierwsze, to w Stanie Pensylwania. Rzeka Delaware i spływ kajakami albo raczej kanu. Wybrali się z nami Ewa i Piotrek Krasuski. Nasi dobrzy znajomi. Cudowny dzień i przy odpoczynku także troszeczkę sportu. Wody w tej części rzeki były bardzo spokojne, był to więc bardzo relaksujący dzień.




Kilka tygodni później, także z Ewką i Piotrkiem, wybraliśmy się na ocean. Tym razem na ryby. Nie był to sezon na tuńczyki, więc byliśmy blisko wybrzeża, na mniejsze rybki. Oczywiście żaden z nas nie miał większego doświadczenia jako wędkarz. Całość, miała być tylko zabawą i odpoczynkiem. Przyjemny dzień i w odróżnieniu do nowojorskich warunków, można było palić i pić. Trochę nałapaliśmy  drobnych rybek. Większość wypuściliśmy z powrotem do oceanu, a te większe oddaliśmy ludziom którzy łowili obok nas. Najśmieszniejsze jest to, że wszyscy wyciągali zwykłe ryby a nam zdarzało się zawsze coś nietypowego. Najpierw Piotrek złowił kamień (ha, ha). później ja złapałem małego rekina no i za chwilę małą płaszczkę. Było więc trochę śmiechu i następny mile spędzony dzień.



             Tym razem wycieczka była bez znajomych, tylko ja i Elaine. Pojechaliśmy to Atlantic City. Czyli miejsca znanego z filmów o mafii i hazardach. Jest to nasze małe Las Vegas. My jednak nie jesteśmy z tych, którzy lubią ryzykować stratą dużych pieniędzy w kasynach. Pobyt wewnątrz kosztował nas tylo 200 dolarów, bo tyle postanowiliśmy maksymalnie wydać. Mnie udało się kilkakrotnie wygrać kilkaset dolarów ale na końcu, wszystko pozostało w tam. Elaine miała jeszcze mniej szczęścia. Później pochodziliśmy sobie po plaży i miasteczku nad wybrzeżem, zjedliśmy kilka smakołyków sprzedawanych w okolicznych sklepach i wieczorem po dobrym objedzie, wróciliśmy do domu.   



    I tak zbliżyliśmy się do końca lata. Wiesia nie miała dużo przyjemności tego lata i ja też w pracy miałem dużo problemów. Dlatego postanowiliśmy wyjechać na kilka dni i odpocząć. Nie mieliśmy razem dużo dnich pozostałych z naszych trzech tygodni wolnego, które dostajemy w pracy, więc mogliśmy pojechać tylko na pięć dni (wliczając weekend). Wycieczkę wybrałem do Meksyku na Riviera Maja.  Hotel znajdował się około godziny od sławnego Cancun. Przepiękne miejsce. Jeden z najładniejszych hoteli w jakim byliśmy i nie tylko pod względem wyglądu ale obsługi i klasy. Nasz pokój znajdował się na parterze, przy samym basenie i plaży, tak że nie raz wychodziliśmy, czy wracaliśmy przez balkon. Najwięcej podobał, nam się basen, który znajdował się zaraz przy palży, pływając w nim, można było sobie oglądać ocean. Wieczory spędzaliśmy przy drinkach, w małej restauracji tego hotelu, gdzie grały różne zespły muzyczne. Około 20 minut na pieszo, znajduje się meksykańskie miasteczko Playa del Carmen, w którym spędziliśmy jedeno popołudnie.
     Przyroda jak w tropikach, niesamowita. Po trawnikach, cały czas chodziły dziwne zwierzęta i oczywiście niesamowite ptaki. Jeszcze jedne bardzo udane wakacje.

                                                       

                                      

Saturday, February 12, 2011


  Tak jak pisałem w tamtym tygodniu, wziąłem się do roboty i skończyłem filmik z Sylwestra. Moi znajomi dopytywali się kiedy będzie gotowy, no i ja sam chciałem mieć to z głowy. Napracowałem się, bo jest trochę więcej skomplikowany. Mówię o samym procesie robienia.
   Co mogę napisać o samym sylwestrze?  Zabawa trwała do trzeciej rano, choć kilka osób zostało do szóstej. Większość naszych znajomych jest w moim wieku. Są też młodsi a jest kilku pod sześćdziesiątkę. Muszę jednak powiedzieć, że grupa nasza potrafi się dobrze bawić i wielu młodszych nie ma tyle energi.
   Podczas zabawy, ja zdecydowałem żeby rzucać confetti. Później, Małgosia Taranto, powiedziała Wiesi, że jest trochę ślisko i bardzo dobra na to jest sól. No i ta natychmiast wysypała ją na podłogę. Nawet nie zwróciłem wtedy na to uwagi. Na drugi dzień odbiło się to na mnie. Sól przez tańce zamieniona została w drobny pył i wciśnięta w każdą szparkę podłogi. Confetti natomiast, rozniesione zostały po całym domu. Sprzątanie zajęło nam kilka dni.
To chyba wszystko. Zapraszam do filmu.

                                   SYLWESTER
          

            

Tuesday, February 8, 2011



 Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok, to wszystko bardzo przyjemne, ale jest to też okres w którym trudno mi znaleźć wolną chwilę dla siebie. Wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie. Przygotowania do Świaąt i imprezy sylwesterowej, praca zawodowa, w tym roku moje wakacje też w tym okresie, sprzątanie śniegu ( prawie w każdym tygodniu mamy zawieruchy), to tylko część moich przyjemności i obowiązków, które wypełniały mi tegoroczny kalendarz.  Jest więc to wytłumaczenie, dlaczego nie umieściłem  nic na swojej stronie przez ostatni okres. Teraz spróbuję to nadrobić. A mam kilka rzeczy to pokazania. Po pierwsze moje wakacje w Brazyli. Nie było to planowane. Myślałem, że Łukasz odwiedzi nas pod koniec roku i trzymałem kilka dni wakacji na jego przyjazd. Nic z tego nie wyszło i trzeba było te dni szybko wykorzystać, bo moja firma nie pozwala na przeniesienie ich na następny rok i po prostu bym je stacił. Wiesia już dni wolnych nie miała, więc zdecydowałem się pojechać sam.
     Wrażenia z moich wakacji są różne. Pogody nie miałem najlepszej, czego można było się spodziewać, bo pojechałem w sezonie deszczowym. Kilka dni lało bez przerwy. Z mojego hotelu, też nie przywiozłem przyjemnych wrażeń. Po pierwsze nikt nie mówił po polsku (ha, ha), to jeszcze rozumię, ale prawie nikt nie mówił po angielsku. Było więc bardzo trudno coś załatwić. Nawet zamówienie drinka, czy piwa było problemem. Także ludzie, nie byli tam zbyt przyjemni. I nie mówię tylko o obsłudze, ale o wszystkich którzy tam przebywali.
    Przyzwycziłem się już, że gdziekolwiek nie jedziemy na wakacje,  wszyscy mówią sobie hallo, dzień dobry, uśmiechają się, etc. Nie w tym miejscu. Można powiedzieć, że byli nieprzyjemni. Tak jakby byli tu zamknięci za karę, a nie byli na wakacjach. Musiałem się do tego przyzwyczaić.
    Reszta to już miłe wrażenia. Brazylia jest pięknym krajem. Nigdy nie widziałem tak cudownych krajobrazów. Oczywiście byłem w pięknieszych pojedyńczych miejscach. Ale tu gdziekolwiek się nie poruszyłem, było cudownie. Ocean, zatoki, tysiące wysepek a z drugiej strony góry, dżungla, niesamowita roślinność. Przyjemnie było jechać drogą, która ciągnie się nad samym wybrzeżem oceanu i oglądać te widoki.
  W czasie mojego pobytu, udałem się na dwie wycieczki. Pierwsza to Rio de Janerio. Dawna stolica tego kraju. Miasto i jego architektura, nie jest niczym specjalnym. Co jest w nim piękne to położenie. Tego nie da się opisać. Lepiej zobaczyć to na moich zdjęciach. Czasu miałem niewiele, bo byłem tam tylko jeden dzień, a na sam dojazd i powrót potrzeba mi było kilka godzin. Zobaczyłem jednak najważniejsze miejsca.  Sławna plaża Copacabana. Wzgórze z olbrzymim posągiem Jezusa i Góra Sugerloaf z której można zobaczyć całe Rio.
     Na szczęście pogoda w tym dniu mi dopisała. Było dużo chmur, ale przesuwały się dość szybko, było więc można wszystko zobaczyć. Piszę o tym nie dlatego, że chciałem się opalać, ale oba szczyty gór na których byłem znajdowały się powyżej chmur i w momencie pełnego zachmurzenia, nic bym nie zobaczył. Widać to zresztą na zdjęciach z Jezusem. Pierwsze jest przy błękitnym niebie, drugie ze mną, cześciowo zachmurzone, na trzecim już nie można zobaczyć posągu, jest przykryty chmurami.
      Tutaj załączam pierwszą część mojego filmu - Rio de Janerio i z mojego hotelu.  

                     BRAZYLIA  CZĘŚĆ I

  Druga  wycieczka to podróż na południe, do historycznego miasteczka Paraty. Znów dwie godziny jazdy samochodem. Pierwsze kilka godzin spędziłem na zwiedzaniu tego miejsca.  Kilka ciekawostek.
  Po pierwsze miasto to, było bardzo ważne w dawnych czasach, ponieważ było portem w którym ładowano złoto znalezione w tamtych okolicach i przesyłano je do Portugalii. Jeden z najbogatszych tam ludzi był facet, który śledził piratów. Najpierw Ci okradali statki, chowali łupy na małych wysepkach, a ten bez problemów zabierał te bogacwa dla siebie.  
    Inna ciekawostka, to oczyszczanie miasta ze śmieci. Na zdjęciach uliczek można zobaczyć, że wyłożone są kamieniem i środek ulicy jest niżej  niż brzegi. Każdy z domów stoi na murawanym, niewysokim fundamencie. Kilka razy w miesiący, w pełni księżyca, przypływ oceanu jest trochę wyższy niż normalnie. Miasteczko w te dni zalewane jest całkowicie wodą, na kilkanascie centymetrów. Później odpływ oceanu, zabiera ze sobą wszystkie śmieci. Proste ? 
    Po kilku godzinach zwiedzania, wynająłem łódź z „kapitanem„ i popłyneliśmy sobie pooglądać pobliskie wysepki. Na jednej zatrzymałem się na kąpiel. Na innej, żeby pooglądać złote małpki, jaszczurki i ryby. Inne wysepki oglądaliśmy już z daleka. Wszystko można zobaczyć na poniższych zdjęciach. Wieczorem wróciłem do hotelu.
    Resztę dni spędziłem już w tym ośrodku. Później niestety  powrót do rzeczywistości i pracy.

                    BRAZYLIA  CZĘŚĆ  II
                                  

                                    

Friday, November 26, 2010

    Listopad i grudzień to misiesiące, które przynoszą nam najwięcej przyjemności (Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok, Święto Dziękczynienia (Thanksgiving), Halloween, Zaduszki a oprócz tego prywatne spotkania, urodziny etc) ale przez to trudno znaleźć chwilę dla siebie i wszystko zostaje odkładane na ostatnią chwilę.
    Tak też jest u mnie. Najpierw impreza Halloween. Zajęło nam trochę czasu, żeby ją przygotować, a później oczywiście sprzątanie po zabawie. Warto było, bo się naprawdę udała. Wszyscy zjawili się w duchu zabawy, poprzebierani w ciekawe i zabawne kostiumy i bawiliśmy się świetnie. Było około 40 osób i większość wytrwała do około 3 nad ranem. Zaraz po tym, zabrałem się do robienia filmu ze zdjęć wykonanych na imprezie. Jest umieszczony poniżej. 
   Dwa tygodnie później, spotkaliśmy się u Ewy i Marka na pożegnaniu naszych przyjaciół, Małgosi i Sławka, którzy wracają na stałe do polski. Przykre to dla nas, bo nie mamy tu  swoich rodziny i ta nasza mała grupka znajomych to prawie jak rodzeństwo. Niestety tak już jest w życiu. W ten weekend wylatują do polski a cały swój dobytek załadowali w kontenery i prześlą to drogą morską.
   Następnym wydarzeniem to koncert Pink Floyd albo można powiedzieć, jego część bo nie było Gilmoure. Grali muzykę z płyty The Wall i występ był fantastyczny. Muzyka mojej młodości, wspaniałe nagłośnienie, piękne efekty z filmami wyświtlanymi na zbudowanej Wall (murze). Byliśmy tym naprawdę poruszeni tym spectaklem.
    Wczoraj Thanksgiving. Tym razem spotkaliśmy się u Mirki i Jacka, którzy nas zaprosili do siebie. Był także Sebastian, syn Mirki i mój chrześniak, który przyleciałz Kolorado gdzie jest na studiach. Byli też Ewa i Leszek Knyszek z synem. Oczywiście tradycyjne potrawy tego święta, czyli indyk, słodkie ziemniaki, różne warzywa na gorąco, borówki no i na zakończenie ciasta zrobione przez Mirkę i Ewę. Bardzo przyjemny wieczór. Pośmialiśmy się trochę, najedliśmy i trzeba było wracać do domu bo następny dzień do pracy.
     Jutro zaczynają się przygotowania do Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Montowanie świateł na zewnątrz, choinki, dekoracje. Pisanie kartek świątecznych, etc.
Będzie co robić.  I to chyba wszystko. Na więcej nie ma czasu w moim kalendarzu.
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

                        ""HALLOWEEN 2010""

Friday, October 1, 2010

  Małgosia Tarranto uwiebia piosenkę śpiewaną przez Randy Crawford - When I Get Over You. Prosiła mnie o nagranie jej na dysk. Zrobiłem więc dla niej video z pięknymi fotografiami, znalezionymi na internecie.
  My friend,Margaret Tarranto  loves the song, sung by Randy Crawford - When I Get Over You. She asked me to record it to disk. So I did a video for her with beautiful photographs, found on the Internet.

Monday, September 6, 2010

  

   Już wiele razy wyjeżdżaliśmy w różne części wybrzeża New Jersey i nigdy nie udało nam się znaleźć miejsca do którego chcielibyśmy wrócić. Plaże są piękne, ale okazuje się, że u nas nie ma hoteli o przyzwoitej jakości. Można to zrozumieć, bo komu opłaca się wybudować hotel, który miałby być w użytkowaniu tylko kilka miesięcy, bo taki jest u nas sezon letni. Znajduje się więc przeważnie motele i to o koszmarnych warunkach. Ostatnim razem, był tak brudny i nieprzyjemny, że wróciliśmy do niego tylko a noc, żeby się przespać i nie była to przyjemna noc. Wreszcie w tym roku, Wiesi znajomy podał nam adres do nowego miejsca w Long Branch. Jest to tylko godzina jazdy od nas. Hotel Ocean Place jest tym czego oczekiwaliśmy. Na zewnątrz prywatna plaża, basen, bar otwarty cały dzień. Nawet palmy, które jak się dowiedziałem, przywożą z Florydy co roku, bo u nas oczywiście by nie przeżyły zimy. Wewnątrz piękne pokoje z balkonem. Obsługa bardzo miła. Do tego mają w soboty i niedziele zespoły, przy których można spędzić miło czas i potańczyć. Nie będziemy już musieli szukać nowego miejsca. To jest idealne na długi weekend.

    Spędziliśmy więc bardzo miło trzy dni. Jedyny problem to pogoda, która całe lato była idealna, a w jedyny weekend w którym padało, wybraliśmy się nad ocean. Pierwszy dzień na szczęście był słoneczny, więc skorzystaliśmy z plaży i basenu. Następne dwa już zachmurzone niebo i przelotne deszcze. Centrum miasteczka w którym byliśmy jest nowo wybudowane i było przyjemnie pochodzić po sklepach i zjeść w dobrych restauracjach. A wieczory już u nas przy muzyce.
    Zrobiłem kilka zdjęć i można je obejrzeć poniżej.